Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Film. Pokaż wszystkie posty

Dziewczyna z pociągu


Źródło
Powieść "Dziewczyna z pociągu" to tytuł, który budzi spore emocje. Książkę Pauli Hawkins przeczytałam kilka miesięcy temu i muszę przyznać, że bardzo przypadła mi do gustu. Miedzy innymi dlatego, że to typowy thriller psychologiczny, który nie skupia się na dynamice wydarzeń, a na psychologicznych aspektach działań bohaterów. Pod tym względem powieść nie ma nic do zarzucenia.
Czytaj dalej »

Na co do kina? Londyn w ogniu

Źródło
LONDYN W OGNIU
Tytuł oryginalny "London Has Fallen"

Reżyseria: Babak Najafi
Produkcja: USA, Wielka Brytania, Bułgaria
Gatunek: Akcja
Moja ocena: 6/10 - niezły (za typowe kino akcji)

"Londyn w ogniu" to sequel "Olimpu w ogniu". Jeśli nie kojarzycie tego filmu, to w skrócie przedstawię zarys. Biały Dom zostaje zaatakowany przez terrorystów. Agent Secret Service, prezydencki ochroniarz i przyjaciel Mike Banning (Gerard Butler)  decyduje się na samozwańczą akcję i w efektowny sposób spuszcza łomot wrogom. Nie inaczej jest w kontynuacji wyreżyserowanej przez Babaka Najafiego. 

Mike Banning to typowy, niezniszczalny bohater kina akcji. Do takich osobników mam wielki sentyment, wynikający z umiłowania filmów akcji z lat 80. i 90..  Mike to agent, którego niewiele rzeczy może zaskoczyć, a już na pewno przestraszyć. Tak więc kiedy życie prezydenta Stanów Zjednoczonych (Aron Eckhard) zostaje zagrożone, tym razem pułapką okazał się pogrzeb brytyjskiego premiera, na który ściągnęli liderzy państw z całego świata, nasz superbohater przechodzi sam siebie i bez subtelności, aczkolwiek z charakterystycznym dla siebie wdziękiem, morduje antagonistów.

Żródło
W filmie trup ściele się gęsto. Mało tego, realizm potyczek jest ogromy, przez co nie raz - patrząc na Banninga sprawnie posługującego się nożem - musiałam odwracać wzrok. Chociaż unikałam patrzenia na niektóre ujęcia, to uważam, że dosłowność bijatyk jest niewątpliwą zaletą filmu, bo dostajemy klasyczne kino akcji, w którym jak się kogoś dziabnie nożem, to krew się leje. Szkoda, że realizmu nie odzwierciedlają efekty specjalne. Wybuchy  w Londynie rażą sztucznością, nie wiem jak można było coś takiego przepuścić, absolutne niedowierzanie.

W filmie Najafiego nie brakuje emocji (pościg ulicami Londynu - ekscytujący) co zresztą jest charakterystyczne dla tego gatunku, ale to klasyczna amerykańska produkcja (dla jednych to zaleta, dla innych wada), która wychwala amerykańskiego ducha, siłę i potrzebę wolności narodu, oraz niezłomnego prezydenta. Film ma też sporo wzniosłych scen, tak podkręconych, że zamiast oczekiwanego wzruszenia był ironiczny uśmiech. Nie zabrakło też stereotypów, co wyraźnie widać w charakterystyce światowych przywódców.

Dla mnie "Londyn w ogniu"  to film z cyklu "zabili go i uciekł". Logika jest dla niego obca. Rozumiem, że ten typ produkcji cechuje się pewnymi elementami, i nie ma co się doszukiwać sensownego scenariusza. Mimo to od absurdów bolała mnie głowa. Jednak Mike Banning to Mike Banning, nie ma takiego drugiego herosa. Sam wojuje jak armia wyszkolonych speców, a w sytuacjach krytycznych, kiedy wróg liczebnością bije na głowę, podsumowuje krótkim "no i chuj" i wkracza do akcji. To lubię w tym osobniku, specyficzny urok i dowcip. Dlatego, choć przesadzono z niektórymi elementami, choć patos aż kipiał, racjonalizm wydarzeń nie istniał, to daję filmowi niezłą ocenę i z niecierpliwością oczekuję trzeciej części, żeby zobaczyć jakimi to wyczynami przyjdzie się pochwalić Banningowi.

Źródło
Czytaj dalej »

Na co do kina? Bogowie Egiptu


Jakiś czas temu postanowiłam, że będę się dzielić opiniami na temat obejrzanych filmów, ale że niekonsekwencja to moje drugie imię, to i pomysł spalił na panewce. Mimo to, po raz kolejny, robię rozruch cyklu o filmach, zobaczymy jak wyjdzie tym razem. 

Źródło Filmweb
 BOGOWIE EGIPTU

Reżyseria: Alex Proyas
Scenariusz: Matt Sazama, Burk Sharpless
Produkcja: USA
Gatunek: Fantasy, Przygodowy

Moja ocena: 6/10 - niezły 


Wczoraj, z braku pomysłu na spędzenie wieczoru, wybrałam się na "Bogów Egiptu". Nie planowałam seansu, chociaż zwiastun był niczego sobie, mimo to nie miałam parcia na ten film. Szczególnie że ewidentnie kojarzył mi się z nie najlepszymi produkcjami typu "Gniew Tytanów", ale z braku laku... Po za tym raz kozie śmierć. 

O dziwo sala kinowa pękała w szwach. Piszę o dziwo, bo produkcja Proyasa (dla niewtajemniczonych pana m.in od "Zapowiedzi" i "Ja, robot") niespecjalnie dobrze wypada w rankingu box office, krytycy też nie są dla niej życzliwi. Widać kinomaniacy nic sobie z tego nie robią i bawią się w najlepsze, gdyż film - mimo że schematyczny - był obrazem miłym dla oka i dostarczającym sporo ekscytacji (co było słychać wśród widowni, zwłaszcza gdy kibicowano Horusowi) być może dlatego, że mamy do czynienia z efektownym ścieraniem się dobra ze złem, tak klasycznie, ale czy to źle?

Źródło Filmweb
O co tak naprawdę biega w tym filmie. Na pewno o nic zagadkowego, bo o władzę. Set (Gerard Butler) pan burz i pustyni ma dość parzenia sobie stóp gorącym piaskiem, i podczas koronacji nowego króla Egiptu zabija swojego brata Ozyrysa. Przy okazji daje niezły łomot bratankowi Horusowi (Nikolaj Coster-Waldau) aspirującemu do korony i, pomimo niezadowolenia uczestników ceremonii, ogłasza się nowym władcą imperium. Set jest bezwzględny, zmusza pozostałych bogów do uległości i wprowadza nowe krwawe rządy. Zapewne tak by zostało, gdyby nie urocza Zaya (Courtney Eaton) i jej oblubieniec, złodziej i nicpoń Bek (Brenton Thwaites). Dziewczyna namawia ukochanego do postawienia się Setowi, ale aby to zrobić, musi przekonać pokonanego Horusa do walki ze stryjem. Łatwe to nie będzie, wszak pertraktacje śmiertelnika z bogiem nie są proste, jednak toku wydarzeń możemy się domyśleć. Horus zbierze siły i z pomocą Beka, podróżując nawet do niebios do dziadka Ra, postanowi stanąć do walki z potężnym Setem. 

Źródło Filmweb
Film zaskakujący nie jest, to fakt. Od razu wiadomo, w którym kierunku podąży historia i jaki jest jej finał. Scenariusz nie jest dopracowany, a wiele wątków pokpiono, przez co "Bogowie Egiptu" nie mają w sobie tego czegoś, co pozwalałoby na danie mu wysokiej oceny. Kiczowatych momentów też w nim nie brakuje, czasami z zakłopotaniem patrzyłam na niektóre sceny, kręciło mi się też w głowie od nadmiaru efektów komputerowych, ale często byłam zachwycona pięknem wykreowanego Egiptu i rozmachem kostiumów. Oglądałam film w trójwymiarze, więc patrząc z lotu ptaka na niektóre sceny byłam oczarowana. Wciągnęła mnie też relacja Horusa z Bekiem. Ich słowne, humorystyczne przepychanki były zabawne, nic na to nie poradzę, że zawsze bawi mnie śmiałość (podyktowana głupotą) człowieka wobec boga krwawiącego złotem. Podobnie jak to, że bidny człowieczyna potrafi być mądrzejszy i sprytniejszy niż jego bóg, taki standard. Doceniam też to, że z wielkich egipskiego świata nie zrobiono ideałów, tylko pokazano ich próżność i obnażono wady. Oczywiście jest to w miarę zgodne z mitologią i inne potraktowanie tematu byłoby nie na miejscu. 

Źródło Filmweb
Nie napiszę czy warto pójść na ten film, bo raz, że nie to ładne, co piękne, ale to co się komu podoba, a dwa, "Bogowie Egiptu" mają sporo wad, ale dobrze się bawiłam na seansie, dwie godziny filmu minęły błyskawicznie. Co więcej nie wyszłam z kina z myślą, że źle wydałam pieniądze, bo dostałam to, co chciałam, całkiem niezłą rozrywkę. Mnie w to graj.


Czytaj dalej »

Dwa dni z Colinem Firthem. Szorty filowe # 3



„Kingsman. Tajne służby”
The Secret Service 
 
Reżyseria: Matthew Vaughn
Gatunek: Akcja, komedia kryminalna
Produkcja: Wielka Brytania
Premiera: Polska 13 lutego 2015  
Występują: Colin Firth (Harry Hart), Taron Egerton (Eggsy), Samuel L. Jackson (Valentine), Michael Caine (Arthur) 
 
Colin Firth wciela się w rolę Harrego Harta agenta specjalnego, którego zadaniem jest wytypowanie i wytrenowanie nowego superszpiega. Nadzieję pokłada w Eggsym, nieokrzesanym buntowniku, który absolutnie nie pasuje do dżentelmeńskich tajnych służb. Egssy nie ma większego zacięcia do nauki, obce są mu też zasady kultury, ale jego inteligencja, reakcje, i odporność na stres zadziwiają, z całą pewnością ten uroczy chłopczyk ma szansę stać się kimś, tak przynajmniej twierdzi Harry. W tym samym czasie techologiczny geniusz szykuje globalny atak. Tajne służby zostają postawione do pionu. Zaczyna się spektakl niesłychanych wyczynów.

Źródło
Z wielką przyjemnością patrzyłam na efektowne walki, w których pomysłowość uczestników bijatyk nie znała granic. Do łez rozbawiały mnie ironia i humor w wykonaniu powściągliwych dżentelmenów ubranych w idealnie skrojone garnitury, czy też też ulicznych chłoptasiów z ilorazem inteligencji muszki owocówki. Oko zachwycały też gadżety typowe dla spec grup i techniczne nowinki. Teoretycznie ten film opiera się na schematach, ale reżyser z tych schematów uczynił atut, ponieważ stworzył pastisz filmów szpiegowskich. Obraz ten doprawił świetnym klimatem, odrobiną społecznych dramatów,  pikanterią, dużą dozą ironii i specyficznym dowcipem. Owszem, „Kingsman. Tajne służby” to film przerysowany, groteskowy, ale jego estetyka i stylistyka zadziwiają. Mnie w każdym razie zachwyciły, świetnie bawiłam się oglądając tę produkcję, i byłam pod wrażeniem, nie tylko Colina Firtha :-)






„Dorian Gray"

Reżyseria: Oliver Parker
Gatunek: Dramat, Fantasy, Thriller
Produkcja: Wielka Brytania
Premiera: Polska 1 października 2010
Występują: Colin Firth (Lord  Henry Wotton), Ben Barnes (Dorian Gray), Ben Chaplin (Basil Hallward)

Przyznaję się bez bicia, że nie czytałam dzieła Oscara Wilde'a „Portret Doriana Graya”, ale po seansie zaopatrzyłam się w powieść i na pewno niebawem będę ją czytała. Mimo braku znajomości pierwowzoru wiedziałam jaka będzie fabuła filmu, bo raz, że widziałam już inne ekranizacje, a dwa, czytałam klika recenzji  powieści Wild'a, więc coś tam w pamięci zostało.

Dorian Gray jest pięknym i młodym mężczyzną, który przybywa do Londynu, celem przejęcia spadku po swoim dziadku. Młodzieniec wpada w oko dwóm dżentelmenom. Malarzowi Basilowi, który zachwycony urodą Doriana postanawia namalować jego portret, i cynicznemu lordowi  Wottonowi, wyznającemu specyficzną filozofię, która jest swego rodzaju pochwałą przyjemności, urody i młodości. Naiwny młodzieniec ulega tym zasadom, nieświadomie wyzywa czas na pojedynek i sprawia, że jego portret zaczyna się starzeć zamiast niego. 

Źródło
Reżyser w ciekawy sposób pokazał naturę człowieka. W filmie sporo jest dywagowania na temat istoty życia. Chociaż to za dużo powiedziane, bo widzimy głównie ukierunkowanie na cielesne przyjemności niż na filozoficzne roztrząsania dotyczące wyższych wartości. Mimo to nie uniknie się zgłębienia w tematykę hedonizmu, którą Dorian skutecznie wprowadza w życie. Jako że lubię dociekania myślowe, lubię patrzeć dalej, głębiej, a filmowa przemiana Graya mi nie wystarcza, stąd też konieczność przeczytania powieści. Dodatkowo zachwycił mnie gotycki klimat. Mroczny Londyn, ciemne zaułki i zakapiory. Grzech i zepsucie... nastrój pierwsza klasa, włącznie z saksofonową muzyczką. Jedynie niektóre sceny drażniły mnie brakiem ciągłości, miałam wrażenie, że to luźne sekwencje mające jedynie służyć wypełnieniu czasu. Na szczęście nie zepsuły mi ogólnego obrazu i... świetnej gry aktorskiej Colina Firtha. 

 
Czytaj dalej »

Kiedy śpisz, Alberto Marini

Alberto Marini

KIEDY ŚPISZ

Wydawnictwo: Albatros
Data: 2011
Stron: 400
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 7/10 - bardzo dobra




Tym razem wpis będzie się trochę różnił od poprzednich, dlatego że chcę zestawić książkę z filmem. Powieść „Kiedy śpisz” Alebrto Mariniego wybrałam przypadkowo, chociaż nie, kłamię, tak naprawdę skusiła mnie informacja, że jest to hiszpański thriller o niebezpiecznej obsesji i dążeniu do destrukcji, a także to, że książka została zekranizowana przez reżyserów słynnego [Rec], po takiej rekomendacji więcej zachęty nie było mi potrzeba.

W powieści perfekcyjnie została przedstawiona osobowość psychopatyczna, co gorsze, psychopatą jest człowiek, który ingeruje w sferę intymną innych ludzi. Jest to niesamowicie niepokojące, ponieważ okazuje się, że dla socjopaty nie ma żadnych barier, a szczególnie dla takiego, który upaja się, żyje cierpieniem innych ludzi. 

   
Urodzonym psychopatą jest Cillian, konsjerż w nowojorskim apartamentowcu. Mężczyzna nie wyróżnia się z tłum, wydaje się być przeciętnym osobnikiem, ale pod maską normalności kryje się czyste zło. Codziennie rano poddaje się testowi, staje na krawędzi dachu, analizując za i przeciw próbie samobójczej, póki co szala zawsze przechyla się za życiem, ale tylko dlatego, że Cillian ma plan.

Doszedł do wniosku, że warto żyć, gdy można kontrolować cudze cierpienie. Panowanie nad życiem innych stanowiło wystarczający motyw, by egzystować. „ [str. 47]

Cillian nie zna szczęścia, dlatego sensem jego życia jest zadawanie cierpienia. Za główny cel obrał sobie Clarę, lokatorkę z mieszkania 8A. Dręczenie mieszkańców apartamentowca, w tym Clary, przychodzi mu dość łatwo. Pracując jako dozorca ma klucze do każdego z mieszkań, ale o ile w przypadku innych lokatorów posuwa się do – powiedzmy – niewinnych złośliwości, tak dla dla Clary – radosnej dziewczyny, pełnej samoakceptacji, przyszykował okrutny plan. Codziennie wchodzi do jej mieszkania, usypia ją chloroformem i realizuje swoje obrzydliwe scenariusze, licząc, że zetrze uśmiech z twarzy rudowłosej piękności. Kiedy jego metody nie przynoszą skutku, Cillian postanawia wprowadzić w życie dużo bardziej brutalne przedsięwzięcia. 

 
Wzdrygałam się czytając tę książkę. Intryga została utkana bardzo subtelnie, zaczyna się bardzo niewinne, ale z każda stroną poznajemy coraz mroczniejsze czyny głównego bohatera, jak również jego interakcje z mieszkańcami apartamentowca. Działania konsjerża przerażały mnie, czułam się tak, jakby to pod moim łóżkiem spędzał długie godziny, śledząc każdy mój ruch, notując w pamięci każde słowo, a wszystko po to, aby w odpowiednim momencie obrócić je przeciwko mnie. Nagle powiedzenie „mój dom, moja twierdza” przestało mieć rację bytu. Granica prywatności i bezpieczeństwa została brutalnie przekroczona, co więcej, okazało się, że dogodne zbiegi okoliczności i szczęśliwe zakończenia sprzyjają tylko psychopatom.
 

Powieść Aleberto Martiniego – hiszpańskiego producenta i scenarzysty filmowego - maksymalnie podkręca emocje, i nawet nie tyle czynami Cilliana, chociaż te jak najbardziej do perfidnych należą, co jego słowami i wizjami stworzonymi przez chory umysł. W moim odczuciu Cillian jest jedną z najokrutniejszych i najobrzydliwszych postaci z jakimi miałam do czynienia, to co wyczynia nie tylko jest chore, jest brudne i plugawe. W grze konsjerża zostają przekroczone wszelkie zasady moralne, w tej historii nie ma światła, jest tylko duszna atmosfera apartamentowca, w którym działa zły człowiek, zainspirowany cierpieniem i zadawaniem udręki. Czytanie tej książki boli, ale może to i dobrze, bo uświadamia, że zło niekoniecznie kryje się pod szpetotą, i nie zawsze jego celem jest szatkowanie i cięcie, zaznaczam, że w tej powieści nie ma fizycznego torturowania, czy jakichś spektakularnych mordów, to zadawanie bólu psychicznego z którym niełatwo jest walczyć, co gorsze ten rodzaj znęcania się wydaje się tak bardzo realny, że Cillian zaczyna mieć znajome kształty.


Jak wspomniałam powyżej, ekranizacji książki podjął się Jaume Balaguera i Paca Plaza reżyserzy filmu [Rec], zaś Alberto Marini napisał scenariusz i był współproducentem „Słodkich snów”. W książce znajduje się prolog Jaume Balaguera w którym wyjaśnia, jak doszło do powstania filmu i dlaczego zmieniono niektóre postacie i pewne wątki, w tym m.in. miejsce wydarzeń – z zimnego Nowego Jorku przeniesiono się do gorącej Barcelony. Szczerze, niespecjalnie mi się to podobało, ale nie mogę powiedzieć, że ten pomysł nie wypalił. Film, jak to hiszpańskie produkcje, ma swój specyficzny klimat, obraz jest trudny w odbiorze, to kino nie dla każdego, ale fanów ciężkich fabuł na pewno zachwyci i mocnymi scenami, i niezwykłym dźwiękiem. 

 

Jaume Balaguera napisał „obejrzyjcie film i przeczytajcie powieść, w dowolnej kolejności, bo jest bez znaczenia, od czego zaczniecie i ile razy to zrobicie. Tak czy inaczej, wpadniecie w niewidzialną sieć naszego bohatera.” [str. 8]

Moja rada, pierwsze powieść, później film, nie dlatego że jedno jest lepsze od drugiego, nie, po prostu książka jest bogatsza w wątki, w przemyślenia Cilliana, ma zdecydowanie więcej głębi, co pozwala dużo lepiej poznać konsjerża. Oczywiście polecam i książkę, i film, ale na pierwszy rzut zdecydowanie powinna pójść powieść. 


"Słodkich snów"
W filmie występują: Luis Tosar - Cillian/Cesar Marta Etura - Clara, Alberto San Juan - Marcos 
Czas: 102 minuty 
Reżyseria: Jaume Balaguero 
Gatunek: Horror, thriller
Produkcja: Hiszpania

Umieszczone na stronie zdjęcia pochodzą z Filmwebu i ze studentnews.pl
Czytaj dalej »

Szorty Filmowe #2

Koniec starego roku, jak i początek nowego roku obfitował w liczne seanse filmowe. Obawiam się, że z książek mogę przerzucić się na filmy ;-) Tak poważniej, kino i książki to moje dwie wielkie miłości, oczywiście poza pływaniem, które niestety na razie poszło w odstawkę, ale do czasu... Wracając do filmów, chcę Wam przedstawić tytuły, tylko kilka, bo gdybym chciała przybliżyć wszystkie, które zwróciły moją uwagę, czy też zrobiły na mnie wrażenie, to zajęłoby to sporo miejsca, a zanudzać Was nie chcę. Dlatego wrzucam tylko pięć filmów, których zakończenie sprawiło, że powiedziałam "ach!" :-)  Chętnie też poczytam o Waszych ulubieńcach i, po cichu, liczę, że podrzucicie mi tytuł warte zachodu :-)

Szorty

 LABIRYNT (Prisoners)

Gatunek: Thriller
Produkcja: USA
Reżyseria: Denis Villeneuve
Występują: Hugh Jackman, Jake Gyllenhaal, Maria Bello
Moja ocena: 9/10 - rewelacyjny

Sześcioletnia córka Kellera Dovera i jej koleżanka zostają uprowadzone. Zirytowany bezradnością policji ojciec bierze sprawy w swoje ręce.


Fenomenalny obraz. Surowy, bardzo dramatyczny, a do tego z niezwykłym klimatem, który przytłacza, miętośi człowiekowi duszę i pozostawia w wielkiej rozterce. Na wielką pochwałę zasługuje obsada filmu. Oczywiście prym wiodą panowie Jackman i Gyllenhaal. W filmie aż iskrzy od testosteronu i napięcia. "Labirynt"  to wyjątkowe widowisko, które szczególnie polecam osobom z rozwiniętą empatią emocjonalną.

KOBIETA W CZERNI (The Woman in Black)

Gatunek: Dramat, horror
Produkcja: Kanada, Dzwecja, Wielka Brytania
Reżyseria: James Watkins
Występują: Daniel Radcliffe, Ciaran Hinds
Moja ocena: 8/10 - bardzo dobry

Młody adwokat przyjeżdża do rezydencji zmarłej klientki, by uporządkować jej dokumenty i przekonać się, że okolica nawiedzana jest przez ducha.

Młody adwokat to nie kto inny jak Harry Potter :-) Radcliffe niesamowicie podobał mi się  tej roli. Zresztą cały ten film skradł mi serce, bo w atmosferze klasycznego horroru mogę się nieustannie nurzać, smakując każdy jej fragment. Elementy takie jak mroczne domostwa, nawiedzone miejsca i tajemnice, konsekwentnie budowały nastrój grozy, chociaż Bogiem a prawdą "Kobieta w czerni" nie ma przerażać, a jedynie odpowiednim nastrojem ukazać uczucia, które nawet śmierć nie jest w stanie pokonać. Mnie ten film kupił i z całą pewnością obejrzę jego pierwowzór z 1989 roku.

 LA CARA OCULTA

Gatunek: Thriller
Produkcja: Hiszpania, Kolumbia
Reżyseria: Andreaz Baiz
Występują: Martina Garcia, Clara Lago, Quim Gutierrez
Moja ocena: 7/10 - dobry


Belén, narzeczona młodego hiszpańskiego dyrygenta filharmonii, znika bez śladu w niewyjaśnionych okolicznościach. On szybko układa sobie życie z inną kobietą.


Oglądając ten film cierpła mi skóra, ponieważ z pozoru prosta historia, przybrała niespodziewany obrót. Było to ogromnie niepokojące, zwłaszcza że film nastraja surowymi, ale jednocześnie emocjonującymi scenami i piękną klasyczną muzyką. Poza tym "La Cara Oculta" to trochę przewrotna wizja powiedzenia "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal". Hiszpanie w swoich produkcjach potrafią cuda tworzyć, oczywiście z różnym skutkiem, ale ten film ma wszystkie elementy, które powinien posiadać dobry thiller. Czas z nim spędzony, na pewno nie będzie stracony.

DZIEWCZYNA Z SZAFY

Gatunek: Dramat, komedia
Produkcja: Polska
Reżyseria: Bodo Knox
Występują: Wojciech Mecwaldowski, Piotr Głowacki, Magdalena Różańska
Moja ocena: 7/10 - dobry

Jacek prosi skrytą sąsiadkę o opiekę nad swoim autystycznym bratem.  

"Dziewczyna z szafy" jest filmem osobliwym, który tak naprawdę trudno mi ocenić, choćby dlatego że multum w nim wizji, snów na jawie i zastanawiających stop klatek. Jednak wybitnie podobał mi się w nim przejaskrawiony realizm, a także obraz osób poranionych emocjonalnie i posiadający zaburzenia rozwoju. Ta przykra rzeczywistość zestawiona ze specyficznym humorem i niecodziennymi zdarzeniami wywołuje dość nietypowy nastrój, jest ponuro, smutno, momentami rzewnie, ale wpasowałam się w ten klimat, nawet szafa mi się podobała.

DRIVE

Gatunek: Akcja
Produkcja: USA
Reżyseria: Nicolas Winding Refn
Występują: Ryan Gosling, Carey Mulligan
Moja ocena: 8/10 -bardzo dobry

Bezimienny kierowca postanawia pomóc mężowi swojej sąsiadki w anulowaniu długu u groźnych bandytów.

Gdybym miała być obiektywna, to powiedziałabym, że ten film nie jest najwyższych lotów, ot kino klasy B, ale kino, które zaczarowło mnie, a w szczególności klimat lat 80-tych, mocno nostalgiczny, ciężki, momentami z cukierkowymi scenami, ale jakże uroczymi, prawdziwa uczta dla oczu. Mało tego, unikatowe ujęcia w połączeniu z elektroniczną muzyką i krwawymi rozróbami czynią z filmu prawdziwe, niezapomniane widowisko. No cóż, chciało by się mieć takiego bohatera na wyłączność ;-)

Ścieżka dźwiękowa filmu "Drive" jest według mnie fenomenalna, tak bardzo spodobała mi się, że  chwilę po obejrzeniu filmu przekopałam net za Soundtrackiem do "Drive" i  trafiłam, i kupiłam, yupie! Płyta jest świetna, polecam fanom elektronicznych brzmień.

Soundtrack do kinowego hitu "Drive" tworzą zarówno utwory wokalne, w tym słynne już "A Real Hero" i "Night Call" i 14 tematów instrumentalnych autorstwa Cliffa Martineza (niegdyś członek Red Hot Chilli Peppers, a od lat uznany twórca muzyki filmowej, m.in. do obrazów "Seks, kłamstwa i kasety video" czy "Traffic"). Wszystko w sennych klimatach elektronicznych, spowite aurą tajemniczości, niepewności i namiętności. Dzieło, które wyreżyserował Nicolas Winding Refn weszło na ekrany kin w ubiegłym roku, jednak soundtrack nie był dostępny w większości krajów w Europie (muzyka.onet.pl)


A Real Hero

Czytaj dalej »

Szorty filmowe

Kiedy dopada mnie czytelniczy dół - to wieczorami oglądam filmy. Gatunek nie ma znaczenia, nie straszna mi ani bajka, ani fantasy, ani horror, chociaż z tym ostatnim to różnie bywa. Dlatego postanowiłam, że od czasu do czasu, od dzwonu do dzwonu, wrzucę telegraficzne opinie o ostatnio obejrzanych przeze mnie filmach. Tak więc zapraszam na... szorty filmowe :-)


WORLD WAR Z

Gatunek: Horror, Akcja
Produkcja: USA, Malta
Reżyseria: Marc Forster
Występują: Brad Pit, Mireille Eno, Daniella Kertesz
Moja ocena: 7/10

Spokojny poranek Gerrego i jego rodziny zostaje zburzony przez dziwną uliczną blokadę. Jak się okazuje grupy ludzi zaczynają  na siebie wściekle napadać. Gerry (Brad Pitt) były śledczy ONZ zaczyna podejrzewać, że nie są to zwykłe ataki. Nie pomylił się - świat opanowuje zabójczy wirus, który rozprzestrzenia się przez ugryzienie i zamienia ludzi w zombie. 

"World War Z" dostarcza świetnej rozrywki, i co najważniejsze trzyma w napięciu. Wiele widowiskowych scen, jak i "przepięknych" buziek zombie, wywołuje radość u fanów tego typu produkcji. Mimo że krew nie leje się strumieniem, a umarlaki potrafią i przestraszyć, i rozbawić, to dynamiczna fabuła i mnogość bohaterów sprawia, że produkcja Fostera to idealna rozrywka. 
Książka Maxa Brooksa "World War Z" leży sobie spokojnie na mojej półce, tylko jak się za nią zabrać?

IDEALNE MATKI

Gatunek: Dramat
Produkcja: Australia, Francja
Reżyseria: Anne Fontaine
Występują: Naomi Watts, Robin Wright, Xavier Samuel, James Frecheville
Moja ocena: 7/10

Lili (Noami Watts) i Roz (Robin Wright) przyjaźnią się od dziecka. Mieszkają obok się, więc ich spotkania to normalka. Kobiety uwielbiają spędzać czas wygrzewają się na złocistej plaży i podziwiać swoich pięknych synów, surfujących po falach.  Sielanka kończy się kiedy Ian, syn Lili, całuje matkę swojego przyjaciela, a wzburzony Tom zacznie rozkochiwać w sobie matkę Iana.

"Idealne matki" jest ekranizacją inspirowaną prawdziwą historią opowiadania laureatki literackiej Nagrody Nobla Doris Lessing. Produkcja ta jest szalenie kontrowersyjna i łamie pewne tabu. Nie jest łatwo oglądać ten film, tym bardziej że intymność kochanków jest ukazana bez żadnych zahamowań. Poza tym okrutna kamera zestawia starzejące się oblicza kobiet, z młodością i pięknem. Cały ten obraz jest zachwycający, ale też ogromnie smutny, ale z drugiej strony, tak trochę ironicznie, pocieszające jest to, że nawet jak się ma czterdziechę na karku i ciało jak aniołek Victoria Secret, to z łatwością można wyrwać nastolatka, brrr...


MERIDA WALECZNA



Gatunek: Animacja, Familijny, Fantasy
Produkcja: USA
Reżyseria:  Mark Andrews, Brenda Chapman
Moja ocena: 9/10

Merida jest szaloną dziewuszką, która za żadne skarby nie jest w stanie zaakceptować faktu, że już czas najwyższy, aby wybrać sobie męża. By uniknąć zamążpójścia udaje się w podróż. Dziwnym trafem spotyka czarownicę, którą prosi o pomoc w odmianie swojego losy. Pomoc otrzymuje, ale niestety nie taką, jakiej się spodziewała.

Bajka jest przeurocza, gdyby była deserem, to mogłabymją jeść non stop. Merida jest przesłodka, zresztą jak każda postać w tej bajce. Świetne dialogi i multum dobrego żartu, plus rewelacyjne obrazy, a także pouczające i metaforyczne przekazy czynią z tej produkcji doskonałe kino familijne. Bardzo polecam.


OBECNOŚĆ

Gatunek: Horror
Produkcja: USA
Reżyseria: James Wan
Występują:   Vera Farmiga, Patrick Wilson, Lili Taylor, Ron Livingston
Moja ocena: 8/10

Dwójka badaczy zjawisk paranormalnych zostaje poproszona o pomoc przez wystraszoną rodzinę Warrenów, którzy kupili, najprawdopodobniej, nawiedzony dom. Przed badaczami nie lada wyzwanie; zjawiska zachodzący w domu skłaniają do opinii, że zamieszkuje w nim wyjątkowo niebezpieczna zjawa. 

Boże! jak ja się bałam oglądać ten film. Jego klasyczna oprawa i doskanały klimat, napawały mnie ogromnym przerażeniem. Fabuła gwarantowała emocjonalną huśtawkę, a liczne okultystyczne motywy i przekonująca gra aktorska, sprawiła, że długo po seansie cierpła mi skóra na wspomnienie dzieła Wana. 


THOR: MROCZNY ŚWIAT

Gatunek: Fantasy, Przygodowy
Produkcja: USA
Reżyseria: Alan Taylor
Występują: Chris Hemsworth, Natalie Portman, Tom Hiddleston, Anthony Hopkins
Moja ocena: 7/10 

Starożytna rasa, pod dowództwem Malekitha, planuje pogrążyć wszechświat w ciemności.  Thor podejmuje walkę o ocalenie Ziemi i Ośmiu Królestw.

Ostatnimi czasy głośno o tej produkcji.  Zachęcona licznymi pozytywnymi opiniami, a głównie dlatego że pierwsza część przypadła mi do gustu, wybrałam się wczoraj do kina. Seans uznaję za udany, świetnie bawiłam się na marvelowskim widowisku. Liczne sceny mordobicia i żywiołowa akcja, a także rozsądna ilość humoru, ani na chwilę nie pozwalały na jakiekolwiek znużenie. Poza tym uwielbiam Lokiego, wiec nie mogę pisoczyć na jego królewską "rodzinkę" :-) 



ŚWIAT W PŁOMIENIACH

Gatunek: Thriller , Akacja
Produkcja: USA
Reżyseria: Ronald Emmerlich
Występują:  Channing Tatum, Jamie Fox, Maggie Gyllenhaal
Moja ocena 4/10

John, niedoszły agent służb specjalnych( Ch.Tatum), nie ma najlepszego kontaktu ze swoją nastoletnią córkę, ale kiedy proponuje jej wycieczkę po Białym Domu, dziewczyna szalej z radości. Nieszczęśliwe w tym samym czasie grupa terrorystów przejmuje siedzibę prezydenta. W kraju zapanowuje chaos, nadzieją narodu jest John, który mam za zadanie uratować wszędobylską córkę, i prezydenta.

Jeśli potraficie wyłączyć myślenie, to sadzę, że ten film może być niezłą rozrywką. Jednak jeśli cenicie sobie realizm i oryginalność, to raczej darujcie sobie "Świat w płomieniach". Produkcja Emmerlicha była dla mnie kpiną, no do licha! nie oglądam filmów tylko po to, żeby popatrzeć sobie na bijatyki, strzelankę, i przepoconych macho ( no dobra, czasami oglądam). Fabuła tego widowiska sypie się jak domek z kart, żarty prezydenta są żałosne, córunia -blogerka irytująca. Zaś Jon, jak John McClane ze "Szklanej pułapki", jest niezniszczalny, ot! amerykancki bohater. Nie dla mnie takie bajery.


Oglądaliście któryś z w/w filmów? a może polecicie mi coś "fajnistego", coś, co uraduje mnie w  nostalgiczne wieczory? 

Zdjęcia, jak i skala ocen zapożyczona została z Filmwebu
Czytaj dalej »

Grawitacja

Produkcja: USA 2013, gatunek: Dramat, Sci-Fi, czas trwania: 90 min. od lat: 12  
reżyseria: Alfonso Cuarón, scenariusz: Jonás Cuarón, Alfonso Cuarón, 
obsada: Sandra Bullock,George Clooney, premiera: 2013-10-11 (Polska) 2013-08-28 (Świat)


Grawitacja” Alfonso Cuarona jest filmem, który na większości widzów zrobił ogromne wrażenie, tak przynajmniej wynika z opinii, które przeczytałam zanim zdecydowałam się wybrać na tę produkcję. Niestety nie znalazłam się w gronie bezkrytycznie zauroczonych widzów, wyszłam z kina lekko zdegustowana, zastanawiając się, czy przypadkiem nie jestem za mało wrażliwa na tego typu obrazy, a może to inni są nadwrażliwi na wizualne efekty „Grawitacji”, które faktycznie potrafią zmienić oczy w pięciozłotówki.

Fabuła filmu skupia się na dwóch astronautach, którzy po katastrofie stacji kosmicznej, zostają pozostawieni sami sobie – zero łączności, absolutna cisza i mrok, nijak z tego wyjść. Jednak Matt Kowalsky (George Clooney) doświadczony kosmonauta ze stoicyzmem oraz charakterystycznym dla starych wyjadaczy humorem, próbuje uspokoić niedoświadczoną koleżankę dr Ryan Stone (Sandra Bullock), i znaleźć sposób na powrót do domu, na Ziemię. Oczywiście jak to w kosmosie, łatwo nie jest, co rusz pojawiają się nowe problemy, które oprócz tego że wywołują dreszcz niepokoju u widzów, przyczynią się do psychologicznej metamorfozy jednego z bohaterów.
 

Film Cuarona od strony technicznej to majstersztyk. Kiedy patrzy się na niesamowite zdjęcia naszego globu, na ten bezmiar wszechświata, to człowiek czuje się jak nic nieznacząca istota. Piękno i fenomen kosmosu przytłaczające, w połączeniu z niebezpieczną pracą astronautów powstaje oszałamiający, ale zatrważający obraz, który poraża realizmem. Wizualna strona filmu jest z całą pewnością jego największym walorem. Niesamowite zdjęcia, dyskretna muzyka i dłuższe stop klatki skutecznie drażnią zmysły. Jednak gdyby tak zabrać całą tę oprawę to niewiele by zostało do podziwiania. Nie da się wzdychać nad grą aktorską, bo jednoosobowy dramat dr Stone, w wykonaniu Bullock wypadł, według mnie, przeciętnie, owszem emocje były, ale jak na kosmiczne mega problemy obyło się bez większych wzruszeń i szoków. Fabuła również nie powaliła mnie na kolana. Prostota w tym przypadku mnie nie zauroczyła. Nie od dziś wiadomo, że praca astronauty niesie za sobą olbrzymie ryzyko, aby wykonywać ten zawód trzeba mieć wysokie kwalifikacji, odpowiednie doświadczenie, świetną kondycje fizyczną i psychiczną, więc momentami zastanawiałam się, co tam robi dr Stone?


Jakby nie obrócić „Grawitacja” jest interesującą produkcją, ale według mnie, tylko ze względu na efekty specjalnie, i choćby tylko z tego powodu warto wybrać się na ten film do kina. W ciemności, przy niesamowitym dźwięku, odbiór tego filmu będzie dużo lepszy niż w domowym kinie. Szkoda tylko że efekt 3D jest tak mało ciekawy, wydawać by się mogło, że takie tło daje pole do popisu, i że trójwymiarowy obraz z łatwością przeniesie nas w przestworza, niestety mocy wystarczało tylko na kilku sekundowe oderwania od fotela. Osoby mocno wrażliwe na zestawienie malutkiego człowieka z doniosłością kosmosu - wręcz boskością tejże przestrzeni - mogą doświadczyć olbrzymiej ekscytacji oglądając dzieło Cuarona, dla tych mniej wyczulonych, na dwoje babka wróżyła.

Zdjęcia film.one.pl 
Czytaj dalej »

Nareszcie w domu.

Witajcie, witajcie :-)

Wróciłam i zorganizować się nie nie mogę. Ciągle czasu mi brak, co więcej wiele spraw osobistych, jak i zawodowych, wymknęło mi się spod kontroli, co niestety przekłada się na moje zdrowie psychiczne, tak, tak, od nadmiaru wrażeń można sfiksować, a mnie do szaleństwa jest coraz bliżej. Lekko nie jest, ale nie ma tego złego... Poza tym, z przykrością stwierdzam, że przez dwa miesiące zagranicznej harówki, nie przeczytałam ani jednej książki. Praca po kilkanaście godzin dziennie nie służyła lekturze, oczywiście była podjęta próba czytania, ale zakończyła się fiaskiem, bo po trzech stronach zasnęłam. 

Obecnie walczę z dwoma tytułami, walczę, ponieważ powieść „Na ratunek”, czyta mi się bardzo, bardzo opornie, mimo że temat niegłupi, a film nakręcony na podstawie książki „Chłopiec w pasiastej piżamie”, obejrzałam w autokarze, w drodze powrotnej do domu, i niestety nakładanie się emocji filmowych na książkowe nie wypada najlepiej, dlatego dam sobie jeszcze czas. Póki co, w najbliższym czasie, spróbuję poodwiedzać Wasze blogi, poszperać na stronach, sprawdzając jak się spisywaliście pod moją nieobecność :-)
A' propos, tęskniłam!


Na szczęście nie mam problemów z wbiciem się w fotel kinowy, i tak na szybko wpadłam na seans „1000 lat po Ziemi”. Moje wrażenia, w skrócie.

 Opis filmu (Multikino.pl)

Gdy ludzie uciekli z Ziemi po kataklizmie, Nova Prime stała się nowym domem. Generał Cypher Raige (Will Smith) wraca z misji i pragnie zajmować się tylko swoim 13-letnim synem Kitaiem (Jaden Smith). Jednak zderzenie z asteroidą spowodowało uszkodzenie ich statku i muszą lądować na Ziemi, która jest dla nich nieznana. Cypher jest ciężko ranny i Kitai musi odnaleźć latarnię, aby dać sygnał i wrócić na ich planetę.

Produkcje M. Night Shyamalan'a wzbudzają we mnie mieszane uczucia, gdyż jego filmy bywają dobre, jak np. „Szósty zmysł”, wątpliwe „Osada”, „Ostatni władca wiatru”, ale też fatalne np. „Zdarzenie”, „Kobieta w błękitnej wodzie. Jednak uwielbiam Willa Smitha, do tego stopnia, że kiepskie rekomendacje, a nawet szokujące o nim plotki, nie wypływają na moją sympatię do tegoż Pana, dlatego bez zbędnych ceregieli zarezerwowałam sobie ulubione miejsce, w swoim ulubionym kinie, i z butelką wody mineralnej oraz paczką gumy Mamba, ze zniecierpliwieniem czekałam na zaciemnienie sali kinowej.

„1000 lat po Ziemi” okazał się sympatycznym i widowiskowym kinem familijnym, w którym panowie Smith wypadli całkiem dobrze.  Film dostarcza wielu emocji, jednak momentami bywa ckliwy, przerysowany i straszy sztucznym patosem. Oprócz tego, obraz ten jest ogromnie przewidywalny, nie zobaczymy w nim nic czego nie znamy, no może poza kosmicznym, krwiożerczym monstrum, którego można się przestraszyć. Z bólem serca przyznaję, że film nie jest idealny, ale summa summarum wypad do kina uznaję za udany, bo pomijając kilka irytujących momentów, dobrze bawiłam się podziwiając sprawność młodego Smith, jak również interesująco wykreowaną postapokaliptyczną rzeczywistość. „1000 lat po Ziemi” nie jest rewelacją, ale jeśli ktoś ma ochotę na odstresowujące i niezbyt ambitne kino, to jak najbardziej polecam. 



Słabiutkie są moje kinowo-książkowe doświadczenia, ale mam nadzieję, że za jakiś czas wpadnę w swój stały rytm, póki co czekam na Wasze podpowiedzi w kwestii co przeczytać i co podejrzeć.
Jeszcze raz witam serdecznie, nie ma jak w domu, cywilizacja jest suuuper :-)


Czytaj dalej »

"Jack pogromca olbrzymów"

Reżyseria: Bryan Stinger
Scenariusz:  Darren Lemke, Christopher McQuarrie, Dan Studney
Gatunek: Fantasy, przygodowy
Produkcja: USA 2013
Premiera: 2013-03-15(Polska) 2013-02-27(Świat)
Obsada:  Nicholas Hoult, Bill Nighy, Ewan McGregor, Eleanor Tomlinson

Opis: Film jest alternatywną wersją bajki o Jasiu i magicznej fasoli w reżyserii Bryana Singera. Stary pokój między ludźmi a olbrzymami zostaje zagrożony gdy ktoś porywa następczynię tronu. Młody rolnik Jack (Nicholas Hoult) staje na czele wyprawy do królestwa olbrzymów, w nadziei na ocalanie porwanej księżniczki... 


Niedziela w mojej rodzinie to dzień wspólnego spędzania czasu. W ten dzień stadem pijemy kawę, obżeramy się domowym ciastem, prowadzimy długie dysputy, a czasami... serwujemy sobie wypad do kina. Tak było i tym razem. Trafiło na film Bryana Stinger'a „Jack pogromca olbrzymów”. Jako że nie wyrosłam z potrzeby czytania i oglądania baśni, cóż, pewnie już nie wyrosnę, to film ten był dla mnie nie lada radochą, bo okazał się niesamowitym, fantastycznym widowiskiem, baśniową produkcją z zachwycającymi efektami specjalnymi i ciekawym efektem 3D.

Fabuła filmu jest interpretacją klasycznej angielskiej baśni „Jaś i magiczna fasola”, która jest parafrazą bajki charakteryzującej się przemocą i klimatem gore - „Jack the Giant Killer”. W filmie Stinger'a, Jack (Nicholas Hoult) to młodzieniec, który przehandlował szkapinę, która notabene nie była taką chabetą na jaką wyglądała, za kilka nasionek magicznej fasoli. Jego opiekun, gderliwy stryj, słysząc o takiej wymianie, wpadł w szał i wyrzucił ziarenka. Jack pamiętając z dzieciństwa baśń o fasoli i olbrzymach, próbował uratować nasiona, ale jedno sprytnie ukryło się pod podłogą, a kiedy dostało odrobinę wody, wypuściło olbrzymie łodygi sięgające wysoko, aż za chmury, do krainy gdzie żyją przerażające olbrzymy rozsmakowane w ludzkim mięsie.


Baśń jak baśń. Teoretycznie niczym nie zaskakuje, ponieważ opiera się na klasycznych motywach. Pojawia się biedny, ale dzielny chłopiec i jest też piękna, życzliwa księżniczka (Eleanor Tomlinson). Jak można się domyśleć losy tych dwojga bohaterów połączy przypadek, dość osobliwy przypadek, który przyczyni się do zerwania pokoju pomiędzy ludźmi i olbrzymami. Oprócz tego, jak w każdej bajce, musi być czarny charakter (Stanley Tucci), który bez skrupułów będzie szedł do celu, oraz dzielny rycerz (Evan McGregor). Wyraziści bohaterowie mogą co nieco zniechęcać, na szczęście nie są cukierkowymi postaciami, mają swoje obawy i marzenia, potrafią być ironiczni, humorzaści i dowcipni. Jednak niech nie zwiedzie się ten, kto myśli, że film wytwórni Warner Bros to tylko idylliczny obraz, sielankowy nastrój w którym rządzi dobry humor oraz rozczulające teksty, bo to również ogromna ilość obrzydliwych i brutalnych scen, sporo napięcia i wzruszających momentów.

„Jack pogromca olbrzymów” to typowa baśń, w której dobro ściera się ze złem, sprawiedliwość zawsze wygrywa, a chłopak z plebsu zdobywa bazę. Reasumując, film ten ma wszystko co powinna mieć dobra legenda, dlatego jeśli lubicie takie klimaty, to na pewno nie będziecie rozczarowani tą produkcją, tym bardziej że gwiazdorska obsada, świetna muzyka plus niesamowity baśniowy świat, oszałamia i fascynuje. Nie jest to obraz rewelacyjny, ale można się nim zachwycić i sympatycznie spędzić przy nim czas. 

Kadry pochodzą z Filmwebu i Film.WP 

Zwiastun jest z napisami, kinowy film - z dubbingiem.

Czytaj dalej »