11 stycznia 2013

Bejbi blues

Mała rewolucja; postanowiłam, że od czasu do czasu będę wrzucać na blog krótkie, bardzo osobiste opinie o obejrzanych przeze mnie filmach, ponieważ kino, to jedna z moich wielkich miłości. Nie wiem czy pomysł opisywania filmowych refleksji wypali na dłuższą metę, ale próbę podejmuję.


Reżyseria: Katarzyna Rosłaniec
Gatunek: Dramat
Produkcja: Polska 2012
Czas trwania: 98 minut
Obsada: Magdalena Berus, Nikodem Rozbicki, Magdalena Boczarska


Opis: 17-letnia Natalia (Magdalena Berus) urodziła dziecko. Ale to wcale nie była "wpadka". Natalia ciążę zaplanowała. Razem ze swoim chłopakiem Kubą (Nikodem Rozbicki) próbują podołać obowiązkom rodziców, choć sami jeszcze na dobre nie dorośli.

Natalia chciała mieć dziecko, bo fajnie jest mieć dziecko. Wszystkie młode gwiazdy jak Britney Spears czy Nicole Richie mają dzieci. Ale dlaczego tak naprawdę zdecydowała się na macierzyństwo w tak młodym wieku? Może odpowiedź kryje się w tym co piszą nastolatki na internetowych forach? Chcą mieć dziecko, żeby w końcu ktoś je naprawdę kochał, żeby same miały kogoś do kochania.
 

Wczoraj w ramach „Kobiecych wieczorów filmowych” obejrzałam kontrowersyjny „Bejbi blues”. Szłam na film, licząc na swobodę oddychania, bo co jak co, ale tłoku nie znoszę. Na moje nieszczęście sala trzeszczała w szwach, naród upchany jak sardynki, pomimo naruszonej strefy bezpieczeństwa, próbował czuć się komfortowo. Kiedy zgasły światła zapanowała długo oczekiwana przez mnie cisza, która trwała... chwilę, bo część widzów zaczęła okazywać swoje znużenie, kwiląc na przydługie, wyciszone sceny, zaś inni mieli ubaw z tego: że dialogi zabawne, że młoda mama przedstawiała obraz nędzy i rozpaczy, albo że nastoletni tato skater był nieporadnym chłopaczyną. Mnie to nie bawiło, może dlatego, że jestem 30+ i historia nastoletniej matki wywoływała u mnie smutek i zadumę, dlaczego? a dlatego że...

Młodzi, debiutujący aktorzy wypadli bardzo przekonująco, a sceny z ich udziałem były naturalne. Poza tym obraz przypomina reportażowe ujęcia, które tworzą nasycone kolorem i formą szokujące studium współczesnych nastolatków, co prawda bardziej przypominających amerykańskich dzieciaków, szalejących w trendy nocnych lokalach, skejtowskich klubach, z łatwym dostępem do dragów i seksualną swobodą, niż bidną młodzieżówkę z polskiego osiedla. Lekko to razi, ale czy jest aż tak ważne, skoro film jest o samotność tak wielkiej że aż boli, o potrzebie miłości i niezdrowym fastfoodowym życiu oraz modzie na dzidziusia. Co więcej film nie zawiera elementu umoralniającego, jest to genialnym posunięciem, ale dla zaangażowanego widza stanowi gorzką pigułkę do przełknięcia... Zakończenie mnie bolało.

Po seansie moja przyjaciółka powiedziała: „Jeszcze nie widziałam filmu z tak niewielką ilością dialogów, dziwny to obraz” Ma rację, dziwny, ale dający kopa, dlatego zachęcam do obejrzenia „Bejbi blues”, i zwrócenia uwagi na coś więcej, niż tylko przelukrowaną kompozycję.



 Zdjęcia pochodzą z Fimwebu i Film Interia