Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zygmunt Miłoszewski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zygmunt Miłoszewski. Pokaż wszystkie posty

Gniew. Zygmunt Miłoszewski

Zygmunt Miłoszewski

GNIEW

Wydawnictwo: WAB
Rok wydania: 2014
Stron: 404
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 8/10 – rewelacyjna






Załamała mnie informacja o tym, że Miłoszewski kończy z pisaniem kryminałów, bo trudno mi było sobie wyobrazić, ba! nadal jest mi trudno zaakceptować, że „Gniew” kończy moje spotkania z Szackim. Ponieważ jest on moim ulubionym bohaterem, numerem jeden, który jest sprawiedliwy, ironiczny, dowcipny, a kiedy zajdzie potrzeba, to i sam siebie zbluzgać potrafi.

Gniew” - powiedzmy to głośno, może uwierzę, bo ciągle łudzę się, że to nie koniec – jest ostatnim tomem trylogii kryminalnej. W której po raz o s t a t n i możemy potowarzyszyć w pracy wybitnemu prokuratorowi Teodorowi Szackiemu, któremu na dłużej nie udaje się zagrzać miejsca w żadnym mieście. Była Warszawa w „Uwikłaniu”, był Sandomierz w „Ziarnie prawdy”, a tym razem jest Olsztyn. Miasto jedenastu jezior, które w oczach Szackiego jest szare, zimne, wilgotne, i wiecznie zakorkowane, jednym słowem nieatrakcyjne. Taka opinia nie jest zaskoczeniem, bo kto jak kto, ale nasz prokurator bywa mocno zrzędliwy, i na to trzeba przymknąć oko, albo trzeba go za to pokochać. Przechodząc jednak do sedna. Szacki w Olsztynie mieszka z Żenią i szesnastoletnią córką Heleną. Panie dają mu zdrowo do wiwatu, zresztą nie tylko one, nowa przełożona i bezkompromisowy asesor również nie ułatwiają mu życia. Swoje też robi sprawa, która na pierwszy rzut oka wydawała się Szackiemu niebywale banalna. Otóż w bunkrze koło szpitala miejskiego znaleziono stary szkielet, najprawdopodobniej przedwojenne szczątki, czyli typowe dla tego rejonu znalezisko, które zostało przekazane uczelni medycznej. W trakcie badań szkieletu pojawiają się wątpliwości co do pochodzenia kości. Informacje są tak zatrważające, że Szacki będzie musiał zmierzyć się z najtrudniejszym dochodzeniem w swoim życiu, śledztwem, które zmusi go do przewartościowania swojego życia.

Ten kto zna i lubi poprzednie książki Miłoszewskiego może być pewien, że i tym razem intryga jest na wysokim poziomie. Ten kto nie zna, niech bierze się za pierwszy tom, bo czeka na niego niezwykła przygoda z Szackim. Wiem, że prokurator to postać kontrowersyjna i zdarza się, że niektórym trudno żywić do niego sympatię, głównie dlatego że bywa perfidny i arogancki, ale warto dać mu szansę. Miłoszewski w moim odczuciu stworzył nie tylko charakterystycznego bohatera, który wraz z kolejnym tomem odrobinę się zmienia, co jest jak najbardziej naturalne, ale też w „Gniewie” skonstruował ciekawą fabułę, dotyczącą przemocy domowej, która - mam nadzieję - niektórym da do myślenie. Ponieważ pokazana jest przemoc, która nie dotyczy marginesu społecznego, ale zwykłego człowieka. Poznamy też różne rodzaje przemocy i jej skutki. Mnie cierpła skóra, jak czytałam o sprawach Szackiego. Temat przemocy domowej jest dla mnie, całe szczęście, abstrakcyjny. Nie jestem w stanie pojąć, jak można tak krzywdzić drugą osobę, a jeszcze bardziej nie mogę pojąć barku reakcji na przemoc, weźmy choćby na tapetę sytuację z kaliskiego sklepu, w którym matka publicznie biła i szarpała swojego ośmioletniego syna. Na zaistniałą sytuację nikt nie zareagował, szok!

Zapuszczam się na niebezpieczne tereny, ale chcę uzmysłowić, że ta powieść to nie tylko kryminalna szarada, ale też historia, która wymusza debatę na temat przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Jeśli zaś chodzi o stronę techniczną książki, to nie mam większych zastrzeżeń. Autor pisze lekko, interesująco i z humorem, teoretycznie bez przekombinowań, ale z ciekawymi porównaniami i celnymi uwagami. Dzięki czemu historia jest absorbująca i emocjonująca. Fabuła? Pewnie, że można się doczepić do tego, że w śledztwie Szackiego niektóre rzeczy dzieją się cudem, niekoniecznie wiadomo jak i dlaczego, ale jedno jest pewne, że prokurator, jak pomysłowy Dobromir, rozszyfruje zagadkę, a my z otwartą buzią będziemy zastanawiać się, jak on na to wpadł, ale ja to kupuję, mnie z tym dobrze.

Zapewne zauważyliście, że moja opinia jest czysto subiektywna, gdyż uwielbiam głównego bohatera, uwielbiam postacie drugoplanowe, które nie giną w blasku Szackiego, uwielbiam finezyjne wątki, a także zawiłości, humor i sarkastyczne uwagi, co tu dużo pisać trylogia o Szackim, to moja bajka. Tak wkręciłam się w tę historię, że momentami emocjonalnie nie wyrabiałam, ale... Miłoszewski podpadł mi za otwarte zakończenie, bo pozostałam w zawieszeniu i sama muszę sobie wykombinować co dalej. O ile normalnie nie przeszkadza mi taki zabieg, o tyle w przypadku Szackiego chcę wiedzieć więcej i dokładniej, a nie jest to możliwe, bo wykombinowałam kilka alternatywnych zakończeń, ale co jedno to gorsze. Cóż, jakoś muszę z tym żyć, mam jednak nadzieję, że kolejna powieść Miłoszewskiego również mnie zachwyci, gdyż nie mam ochoty żegnać się z tak utalentowanym pisarzem. Do dzieła!
Czytaj dalej »

Bezcenny. Zygmunt Miłoszewski

Zygmunt Miłoszewski

BEZCENNY

Wydawnictwo: WAB
Rok wydania: 2013
Stron: 496
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami


Moja ocena: 6/10 - dobra




Mam spory problem z ubraniem w słowa myśli po lekturze „Bezcennego”, m.in. dlatego że powieść nie jest taka, jaka bym sobie życzyła, a zaznaczam, że mam słabość do książek Miłoszewskiego. Bardzo lubię „Domofon” i uwielbiam serię z Szackim. Dlatego jestem w rozterce po „Bezcennym”. Nie oznacza to jednak, że książka jest zła, nic z tych rzeczy, ale historia jest w iście amerykańskim stylu, który niekoniecznie lubię, na dodatek intryga kręci się wokoło świata sztuki, z którym jestem na bakier, i dotyczy spisku na miarę światową, dodam, że w moim odczuciu spisku tak nieprawdopodobnego, że aż absurdalnego. I nie chodzi o to, że nie lubię dywagować na podrzucane mi tematy, dajcie mi newsa, że zajączek z wilkiem trzymając się za puchate łapusie wchodzą do lasu, a stworzę co najmniej sto wersji wydarzeń. Niemniej jednak nie znoszę, kiedy tworzy się intrygi oparte na motywie dotyczącym antyglobalistycznych zapędów jednego z wielkich państw. Nie chodzi o to, że są mało ciekawe, czy mało realne, ale boli mnie, gdy atrakcyjny temat zostaje przerysowany, tak jak w "Bezcennym", te przekombinowania sprawiały, że w niektórych momentach dopadał mnie żenujący śmieszek, i nie kupuję tego, że historia miała mieć ironiczny wydźwięk, ale przejdźmy do rzeczy.

Przez premiera RP zostaje powołany zespół, którego zadaniem jest odzyskanie wyjątkowego dziedzictwa - „Portretu Młodzieńca” Rafaela. Na czele zespołu stoi doktor Zofia Lorentz niepozorna blondynka, równie złośliwa co inteligentna, zajmująca się odzyskiwaniem skradzionych w Polsce dzieł sztuki. Pod jej komendę trafia Anatol Gmitruk emerytowany major Wojska Polskiego, specjalista do spraw wywiadowczych. Lisa Tolgfors – słynna złodziejka dzieł sztuki, obecnie odbywająca wyrok w polskim więzieniu, oraz marszand Karol Boznański jeżdżący najbardziej pieprzniętym samochodem sportowym świata. Grupa to wyjątkowa, absolutnie do siebie nie pasująca. Na szczęście, w chwilach zagrożenia, potrafią działać na najwyższych obrotach. Pech chciał, że ich tajna misja, wcale nie jest taka tajna. Ktoś jest przed nimi o krok i, co tu dużo mówić, próbuje ich wysłać na tamten świat. Okazuje się, że komuś bardzo zależy, aby obraz nie został odnaleziony. Ślady prowadzą do roku 1945, kiedy to Generalny Gubernator Hans Frank ukrył łupy, żeby wykupić swoją skórę. Niestety drogocenny skarb zaginął w tajemniczych okolicznościach. Podejrzanych jest kilku, w tym amerykańskie służby.

Bezcenny” co nieco przypomina powieści Dana Browna, ponieważ mnóstwo w nim odniesień do świata sztuki. Grupa powołana do odnalezienia obrazu Rafaela idzie po tropach różnych zagadek, a każda jedna stanowi początek kolejnej i tak aż do skutku. Poza tym często trzeba pokonać sporą ilość informacji/dywagacji nad historią sztuki, zwłaszcza tą z czasów II wojny światowej. Nie powiem, rozmowy ekipy Lorentz są ciekawe, wiele można się z nich dowiedzieć, szczególnie że prawdziwych faktów w nich nie brakuje. Niestety, momentami można na nich przysnąć, a co gorsze mimo zdobytej wiedzy nic, a nic się nie rozjaśnia. Zagadka słynnego obrazu jest tak zapętlona przez czas i przez licznych bohaterów, że grozi to ryzykiem pobłądzenia. W konsternacje mogą również wprowadzić niesamowite wydarzenia, głównie że często są tak nieprawdopodobne i efekciarskie, że aż śmieszne. Sadzę, że z tej książki mogłoby powstać całkiem niezłe kino akcji, o ile jest się w stanie przymknąć oko na to i owo, bo bohaterowie przechodzą samych siebie żeby sprostać zadaniu. Stąd też mamy oszałamiające strzelanki, niekiepskie wybuchy, imponujący pościg po zamarzniętym morzu, spektakularny włam, heroiczne wyczyny, niezobowiązujący seks, wielką miłość, i złamane serce. W tej przejaskrawionej historii nie brakuje też humoru, często z wąsami, ponieważ Lisa Tolgfors mimo że włada kilkoma językami, to polski jest jej znany tylko z więziennego żargonu, więc w jej wypowiedziach królują bluzgi, mnie one akurat bawiły, ale mam chore poczucie humoru. Mniej mnie bawiło rozwikłanie tajemnicy obrazu, ponieważ jest tak grubymi nićmi szyte, że opadły mi ręce. Nie zmienia to jednak faktu, że powieść Miłoszewskiego jest dobrą lekturą, często klimatyczną np. atmosfera chorwackiej wyspy jest niesamowita, zresztą tło wydarzeń jest przepiękne: lasy, morza, zasypane śniegiem dzikie tereny, to wszystko czaruje, ale cóż zrobić skoro nie przekonały mnie przesłanki „wrogiego obozu”. Na szczęście oryginalni bohaterowie, ich porywające dysputy, przede wszystkim ich obrzucanie się inwektywami, a także dynamika powieści i styl pisania autora, na tyle mnie kupiły, że „Bezcenny” był dla mnie zajmującą powieścią, taką z przymrużeniem oka.  Mimo to, nie chciałabym żeby pisarz poszedł w tym kierunku, zdecydowanie lepiej wychodzą mu kryminalne intrygi umieszczane w lokalnych klimatach, z Szackim w roli głównej. 

Ciekawy wywiad z Zygmuntem Miłoszewskim - klik. Pisarz wycenił prawa filmowe do książki. 


Czytaj dalej »

Ziarno prawdy. Zygmunt Miłoszewski

Zygmunt Miłoszewski

ZIARNO PRAWDY

Wydawnictwo:W.A.B
Data wydania: 2011
Stron: 398
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 8/10 - rewelacyjna




Zygmunt Miłoszewski to pisarz, który zachwycił mnie zdolnością do tworzenia wyrafinowanych i intrygujących historii kryminalnych, które podobnie jak kryminały skandynawskie mają mocno rozwinięte tło obyczajowe. Rozumiem, że nie każdemu to w smak, ponieważ zdarza się, że i mnie irytuje zbyt mocno wyeksponowany wątek społeczny w opowieści, w której trup powinien być głównym bohaterem przedstawienia. Jednak Miłoszewski ma dar do opowiadania, do poruszania ciekawych kwestii i do układania zadziwiających relacji, dzięki czemu jego książki czyta się rewelacyjnie. Odczucie absolutnego zachwytu dopadło mnie po „Uwikłaniu”, dlatego aby nie ochłonąć zanadto, od razu wzięłam się za „Ziarno prawdy”, któremu zarzucić w sumie nic nie mogę, bo raz, że mam wielką słabość do prokuratora Szackiego, od razu uprzedzam, że nie tylko ja jestem wrażliwa na tę wyjątkową personę, którą jeden z bohaterów określa jako połączenie Gary'ego Coopera i Clinta Eastwooda, a dwa, fabuła, w którą wpleciono przerażające zabójstwa i żydowskie rytuały zafascynowała mnie ogromnie.

Zygmunt Miłoszewski
Albert Zawada/Agencja Gazeta. Żródło.
Teodor Szacki - znakomity prokurator, po wielu perturbacjach rodzinnych trafia do Sandomierza, to urocze miasteczko ma być dla niego oazą spokoju. Jednak z czasem sielankowy Sandomierz zaczyna mu się jawić jako dziura zabita dechami, w której każdy zna każdego, a on jako przyjezdny budzi tylko niepokój i nieufność. Poza tym stagnacja zawodowa nie nastraja go optymistycznie, ale zimny kwiecień niesie za sobą zmiany. Tuż po Wielkanocy, pod murami starej synagogi zostaje zamordowana powszechnie znana i lubiana działaczka społeczna o nieskazitelnej reputacji. Szacki przejmuje śledztwo, niechętnie, ale jednak pomaga mu prokurator Barbara Sobieraj, była przyjaciółka denatki, i stary inspektor Leon Wilczur. Szybko okazuje się, że niewielki Sandomierz ma wiele tajemnic, zaś w jego mieszkańcach jest mnóstwo uprzedzeń, a zwłaszcza dotyczących żydowskich przesądów i legend krwi. Rozdmuchana przez media aura zabójstwa wywołuje w mieszkańcach histerię, głównie związaną z żydowskim rytualnym mordem, który prezentuje znajdujący się w sandomierskiej katedrze obraz Karola de Prevot.

Historia stworzona przez Miłoszewskiego jest niezwykle wciągająca, gdyż bardzo odważny temat, budzi wiele kontrowersji, tym bardziej że fabuła zawiera kilka odniesień do autentycznych zdarzeń. Dlatego „Ziarno prawdy” wywołuje silne emocje, może nawet nie tyle przez same zbrodnie, które swoją drogą należą do obrzydliwych i przerażających, ale ze względu na ksenofobię, która w tej książce przybiera haniebny charakter. Może wydawać się to nieprawdopodobne, a jednak takie uprzedzenia, taka wrogość, i taki lęk przed Żydami w niektórych miejscach świata są prawdziwe. O tym właśnie pisze Miłoszewski, a robi to w sposób śmiały i zajmujący. Co się tyczy bohaterów, to z nimi bywa różnie, najczęściej to oryginały jakich mało jak np. pani sędzia, która pod togą skrywa ciało dziewczyny z rozkładówki, czy np. szefowa policji pieszczotliwie zwana Misią, będąca mistrzynią w sztuce kulinarnej. Nie mam też nic do zarzucenia Szackiemu, co prawda w tej części jest lekko rozmemłany, ale chłopisko ma tak wiele problemów osobistych, że wcale nie dziwię się jego nastrojom i swobodzie seksualnej, wszak wolny z niego osobnik, a rozpacz gdzieś musi rozładować. Mnie jedynie trochę przeszkadzał obraz Sandomierza, który został przedstawiony niezbyt ciekawie, ubrano go w zapuszczone i brzydkie szaty. Jednak pomimo tego, albo dzięki temu, ciągnie mnie do Sandomierza, bo jest to miasto z ciekawą historią, którą warto poznać. Poza tym wiem, że te paskudne opisy miasteczka to celowe działanie, które ma pokazać, po raz kolejny, stereotypowe myślenie.

Polecam wywiad w Zbrodnia w Bibliotece
Słowem podsumowania. Bardzo podobało mi się „Ziarno prawdy”, nie dziwie się, że za tę książkę autor otrzymał Nagrodę Wielkiego Kalibru, bo jest to niezwykła powieść, którą nie tylko można nazwać świetną rozrywką, ponieważ zagadek w niej mnogo, jest też wątek romansowy i zaskakujące zakończenie, ale też dlatego że taka lektura wywołuje polemikę, sprawia, że zaczynamy się zastanawiać nad wieloma zagadnieniami i nie raz, pod wpływem tej historii, ze wstydem spojrzymy na pewne nasze zachowania, czy też na narodowe przywary. Jak można się domyśleć jestem pod wielkim wrażeniem tej książki i z niecierpliwością oczekuję na kolejny tom „Na czerwonej ziemi”, wierząc, że i ta powieść dostarczy mi wielu wrażeń. Bardzo zachęcam do poznania cyklu kryminalnego, którego bohaterem jest wyjątkowa osobistoć - Teodor Szacki, doskonale charakteryzowana przez  ten opis "Rzeczowy, ale nie małomówny. Profesjonalny, ale nie zimny. Zdystansowany, ale nie chamski. Spokojny, ale nie czujny. Obcy, ale budzący zaufanie. Teodor Szacki taki właśnie był. Dumny szeryf, który wiele widział i wiele wie, ale nie ma potrzeby, żeby o tym opowiadać" [str. 280] 


Czytaj dalej »

Uwikłanie, Zygmunt Miłoszewski

Zygmunt Miłoszewski

UWIKŁANIE

Wydawnictwo: W.A.B.
Data: 2007
Stron: 324
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 8/10 - rewelacyjna




Domofon” - debiutancka powieść Zygmunta Miłoszewskiego - tak bardzo przypadła mi do gustu, że postanowiłam poznać inne prace autora. Na pierwszy strzał poszło „Uwikłanie”, kryminał, który utwierdził mnie w przekonaniu, że Miłoszewski ma niezwykły talent do tworzenia niepokojących i misternych intryg.

Warszawa, niedziela 5 czerwca 2005 roku. Za oknem jaskrawe słońce zachęca do aktywności, ale prokurator Teodor Szacki z wielkimi problemami wstaje z łóżka. Nie może wyłuskać z siebie ani grama energii, jednak niespodziewany telefon od Olega Kuzniecowa błyskawicznie stawia go na nogi. W kościele znaleziono ciało pięćdziesięcioletniego mężczyzny. Okazuje się, że zamordowany brał udział, wraz czterema innymi osobami, w kontrowersyjnej terapii ustawień rodzinnych Berta Hellingera, która polega na tym, że obcych ludzi ustawia się - symbolicznie - w miejsca członków rodziny np. matki, ojca, żony. Jeśli układ jest niewłaściwy uczestnicy czują dyskomfort, co więcej zaczynają odczuwać emocje osoby, którą reprezentują. Szacki podejrzewa, że zabójcą jest ktoś z uczestników terapii, ale jak się okaże, sprawa nie będzie tak prosta, z każdym kolejnym dniem prokurator zaczynie się przekonywać, że prowadzone śledztwo będzie wymagać od niego wielu poświęceń i niebezpiecznych działań.


Tajemnicza sprawa, która wydaje się być nie do rozwiązania i liczne znaki zapytania sprawią, że Szacki będzie miał trudny orzech do zgryzienia. Na domiar tego pojawią się przesłanki, że być może w sprawę zamieszane są tajne służby jeszcze z czasów PRL-u. Zmęczony życiem prokurator będzie musiał stawić czoła wielu dylematom moralnym, nie raz poczuje totalną bezsilność wobec wszechobecnego zła i układów, z których nie można ani się wycofać, ani pozostać wobec nich obojętnych.

Tytułowe uwikłanie dotyczy wielu kwestii, m.in. uwikłani są członkowie terapii, uwikłana była ofiara – Henryk Telak, jego rodzina, a także Teodor Szacki, który nie tylko świadomie wmieszał się w iście niebezpieczną sprawę, ale też wplątał się w erotyczną relację z dziennikarką „Rzeczpospolitej”. Ten do tej pory szanowany mąż i ojciec wpadł jak śliwka w kompot. Proza życia na tyle go zmęczyła, że zaczął szukać większych wrażeń poza domem. Oczywiście jest to niemoralne i godne pogardy, ale dzięki temu ta historia nabrała większego realizmu, a nasz bohater stał się wielowymiarową postacią, której złożoność odczuć jest oszałamiająca. 
 
Historia makabrycznego zabójstwa osnuta jest na pograniczu fałszu i prawdy.
Źródło
W tekście znajdują się prawdziwe nazwiska i zdarzenia, które sprawiają, że ma się wrażenie, iż tego typu sprawa mogłaby mieć miejsce nie tylko w świecie fantazji. Wiarygodność wszelkich działań jest porażająca. Wielokrotnie dopadł mnie stan ogromnego przygnębienia, ale mimo że powieść ma ogromny ciężar, to jednak styl pisania Miłoszewskiego, jego poczucie humoru, w tym zdolność do zabawnego komentowani rzeczywistości sprawiała, że momentami wybuchałam głośnym śmiechem. Według mnie „Uwikłanie” to jeden z lepszych kryminałów jaki czytałam. Fama niesie, że jest to pierwszy tom trylogii o prokuratorze Szackim. Dla zainteresowanych, w 2010 roku Jacek Bromski podjął się ekranizacji powieści. Podobno film znacznie różni się od książki, na pewno to sprawdzę. Zapewne już dzisiaj zrobię sobie wieczór filmowy i sama przekonam się jak to jest z tym filmowym „Uwikłaniem”. Tymczasem polecam wykonanie Miłoszewskiego. Książka jest tak dobra, że prosi się o więcej, całe szczęście, że mamy już „Ziarno prawdy", na pewno nie przegapię tego tytułu i Wam też tego nie radzę. 





Czytaj dalej »

Domofon, Zygmunt Miłoszewski

Zygmunt Miłoszewski

DOMOFON

Wydawnictwo: WAB
Stron: 384
Data: 2005
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 7/10 - Bardzo dobra




Domofon” jest debiutancką powieścią Zygmunta Miłoszewskiego – dziennikarza, autora „ Gór Żmijowych”, „Uwikłania, „Bezcennego”. Książka jest thrillerem chociaż, według mnie, bliżej jej do horroru niż do dreszczowca. Choćby dlatego, że oprócz napięcia i tajemniczości, sporo mieszają w niej nadprzyrodzone moce m.in. smolista, czarna jak noc, niezidentyfikowana maź, która mieszkańcom bródnowskiego bloku zgotowała koszmar nad koszmary, a wszystko się zaczęło... kiedy Agnieszka i Robert Łazarkowie wprowadzili się do bloku.

Już pierwszego dnia „przywitała” ich tragedia. W makabryczny sposób zginął jeden z mieszkańców. Najprawdopodobniej próbował wydostać się z zablokowanej windy, niestety nie trafił w czas, puszczony w ruch dźwig obciął mężczyźnie głowę. Na domiar tego mieszkańcom - coraz częściej – zaczynają śnić się koszmary, zdarzają się też niepokojące i niewyjaśnione napady lęku. Ku swojemu przerażeniu Agnieszka zauważa, że jej mąż zaczyna przejawiać niebezpieczne zachowania. Z każdym dniem jest coraz gorzej. Zdesperowana kobieta próbuje rozwiązać zagadkę tajemniczych zachowań i snów, dołącza do niej Wiktor, były gwiazdor dziennikarstwa, alkoholik porzucony przez żonę, i Kamil, nastolatek tyranizowany przez swojego ojca. Trójka bohaterów podejmuje dramatyczną walkę z dziwną mocą, która coraz bardziej osacza bródnowski blok.

Inne wydania
Nie lubię bloków, może dlatego, że potrzebuję sporej przestrzeni, żeby odetchnąć. Poza tym brakuje mi w nich prywatności, zaś wszelkie dźwięki, a tych w nich jest pod dostatkiem, budzą we mnie niepokój. Być może z tych właśnie powodów historia mieszkańców bloku zdrowo mnie przerażała. Zamknięta przestrzeń, zbiorowisko ludzi, w którym każdy posiada dramatyczną biografię, sprawia, że z przygnębieniem, a nawet i przerażeniem obserwuje się tę społeczność. Co gorsze, kiedy złe moce przejmują kontrolę nad nieświadomymi ludźmi, zostają obudzone drzemiące głęboko w duszy lęki i ukazane prawdziwe oblicza mieszkańców.

Autor sprawił, że historia, mimo paranormalnych zjawisk, wypada bardzo realnie, być może jest to zasługa bohaterów, którym nadano wiarygodne cechy i autentyczne zachowania. Na dodatek ta mroczna opowieść ma w sobie sporo ironii i humoru, te dwa elementy są tak idealnie wyważone i wplecione w opowieść, że „Domofon” nie ma w sobie krzty karykaturalności, której można byłoby się spodziewać po historii, która w tle ma duchy, mroczne piwnice i przerażające czarne „NIC” za oknem. W tej powieści wszystko ma swoje miejsce, jest czas dla bohaterów, dla ich prywatnych dramatów i jest też czas dla zmor z przeszłości. Historia jest dynamiczna, czyta się ją z zaangażowaniem, tym bardziej że nieustająca groza podkręca atmosferę strachu, a tajemniczy wątek nadaje intensywności fabule. Uważam, że „Domofon” jest bardzo interesującą powieścią, która w genialny sposób ukazuje psychozę mieszkańców wielkich blokowisk, a także ukryte fobie i grzechy przeszłości. Tytuł ten nie powinien pozostać niezauważony przez miłośników horrorów i klasyczny powieści grozy. Polecam.

Czytaj dalej »