Wpadłam na chwilę, na sekundę - konkretniej, w celu informacyjnym :).
Nastały pracusiowe czasy, więc proszę o wybaczenie, jeśli będę wpadała rzadziej niż ustawa przewiduje.
Bywam podła, jednak czasami coś mnie tyka, dobroć?, czy jak to tam zwał?... Kiedyś, kiedyś florystką byłam, wiedza została więc wykorzystać ją trzeba - pomagam koleżance, w jej kwiaciarni przerzucamy się kwiatami, podkładami, siatkami i innymi cudami... pierwszy listopad tuż tuż, a ona nie gotowa.
Po całym dniu plątania na książkę ciężko spojrzeć, ale oczywiście czytam, a jakżeby inaczej, "Mały zloty pierścionek", mam nadzieję że za dni kilka ukarze się recenzja - no w końcu muszę jakoś przetrawić te 500 stron :D
Michal Viewegh, Jiři Kratochvil, Daniela Fischerová, Petr Šabach i inni.
KOCHAJ MNIE MOCNIEJ... CZESKIE OPOWIEŚCI
Wydawnictwo: Good Books
Data: 2011
Stron: 165
Kochaj mnie mocniej... brzmi bardzo zachęcająco, niestety nie zawsze to uczucie przychodzi łatwo, bywa trudne, a niekiedy wręcz niemożliwe.
Miłość dużo wymaga, rządzi się swoimi zasadami, o ile w ogóle o zasadach można mówić...w zainfekowanym osobniku to uczucie wyłącza: logiczne myślenie, racjonalne działanie, a także powoduje przekraczanie wszelkich granic.
W zbiorze opowiadań „ Kochaj mnie mocniej...czeskie opowieści” poznamy historię związków niestandardowych, dalekich od romantycznych wyznań, prostych dróg czy patrzenia sobie w oczy przy blasku Księżyca. Miłość nie jest w jednym kolorze, ma wiele odcieni, a w tym tomiku poznamy jej inną - ciemniejszą stronę.
W opisywanych dziewięciu historiach mamy całą plejadą oryginalnych bohaterów i sytuacji. Poznamy dojrzałego mężczyznę opętanego miłością do kobiety dwadzieścia lat młodszej. Dane nam będzie zasiąść przy jednym stoliku z wykładowcą i studentką. Aktor lekkoduch w wyniku niespodziewanego zdarzenia odkryję swoją biseksualność. Z nastolatkiem przeżyjemy pierwsze rozczarowanie miłosne, a businessman przekona się czym mogą się zakończyć wizyt pięknej żony u zakręconego bioenergoterapeuty. Trafimy również na taksówkarza, który doświadczył bolesnej straty i na maszynistę, który w zaskakujący sposób pozna czym jest prawdziwa miłość. Bardzo mocno zderzymy się też ze światem, w którym stopniowo gaśnie uczucie w innym zaś, przekonamy się jaką moc mają czyny i jak bardzo myślenie kobiet różni się od męskiego wiedzenia świata.
Mam słabość do czeskich opowiadań, mają w sobie czar i specyficzną prawie niedostrzegalną nutkę czegoś subtelnie realnego, co sprawia że podczas czytania czujemy siłę tych historii, to jak by deja vu – gdzieś to widzieliśmy, gdzieś o tym słyszeliśmy, gdzieś już to przeżyliśmy. Wszystko to powoduje, że opowiadania tchną prawdą wywołując w czytelniku radość i wzruszenie.
Wszystkie opowiadania zgrabnie tworzą jedną całość, nie ma w tym zbiorze ani jednego tekstu, który nie pasowałoby do reszty, odstawał rażąco, lub sprawiał wrażenie przypadkowości. Książkę bardzo dobrze się czyta, oczywiście jest to zasługa autorów, ichstyl pisania jest zachwycająco lekki, ironiczny, często nie bawią się w sentymenty i obok artystycznego ukazania świata, znajdziemy dosadne opisy.
Miłość ma moc i bez względu na to czy czytamy o zauroczeniu, zakochaniu czy też o gasnącym wieloletnim uczuciu, zawsze powoduje w nas pewien wewnętrzny rozstrój, albo nas uniesie w przestworza albo przygniecie głazem do ziemi.
Trzeba to głośno powiedzieć, czeskie opowiadania robią ogromne wrażenie, zapadają w pamięć i skłaniają do refleksji, a poza tym, uzmysławiają to, co być może niektórzy zapominają...wszyscy jesteśmy identyczni, kochamy i tęsknimy tak samo.
Proponuję posłuchać piosenki Barbry Streisand "Woman in love" po czesku :)
W mroźny poranek, idąca do pracy Siv Eriksson trafia na makabryczny widok – w bramie murów starówki wiszą zwłoki mężczyzny. Jak się okazuje ofiarą jest wszystkim znany właściciel galerii Egon Wallin. Do akcji wkracza niezawodny komisarz Anders Knutas. Niestety śledztwo utyka w martwym punkcie, zamordowany nie miał wrogów, był sympatycznym człowiekiem, brak jest jakiegokolwiek motywu. Jednak z czasem na światło dzienne zaczynają wypływać szokujące fakty. Śledztwo prowadzi do półświatka handlarzy narkotyków, homoseksualistów i złodziei obrazów.
Malownicza Gotlandia
Mari Jungstedt jest znaną szwedzką dziennikarką, w 2003 roku wydała swoją debiutancką powieść „Niewidzialny”, która jest pierwszą częścią siedmiotomowego cyklu kryminałów z Andersem Knutasem w roli głównej. „Umierający dandys” jest piątym tomem przygód gotlandzkiego inspektora. Czy jest tak samo dobra jak pozostałe?, nie wiem, bo wcześniejszych części nie czytałam, więc w tym przypadku , zostaniemy na tej zimnej wyspie, próbując rozwikłać sprawę tajemniczego zabójstwa Wallina.
Powieść jest nieprzewidywalna, trzeba przyznać, że autorka postarała się o to aby czytelnik błądził, fabuła jest naszpikowana niespodziewanymi zwrotami akcji oraz bardzo zaskakującymi faktami. Nie sposób przewidzieć zakończenia, owszem, można spekulować, kombinować, ale i tak wszystko jest na próżno, oczywiście jest to wielkim plusem książki, w końcu nie po to czyta się kryminał, żeby rozwiązać zagadkę po przeczytaniu kilkudziesięciu stron. Trzeba przyznać, że sama intryga jest doskonale poprowadzona, w tekście pojawia się mnóstwo pytań, zmuszających czytelnika do samodzielnego rozwiązania zagadki. Bardzo skrupulatnie została przedstawiona praca policyjnego zespołu, a także działania i metody dziennikarskiego światka.
Oprócz przyjemnej tajemniczej otoczki, mamy bardzo wnikliwie skonstruowane portrety psychologiczne bohaterów, jeśli ktoś nie czytał wcześniejszych książek to nie musi się obawiać, że zbłądzi w ciemnościach... dokładne opisy, retrospekcje są światełkiem w tunelu, dzięki temu czytelnik bez problemu odnajdzie się w tej nowej rzeczywistości.
Jungstedt ma bardzo miły styl pisania – prosty, płynny i spokojny, z tendencją do szczegółowości. Niekiedy to nadmierne umiłowanie detali bywa lekko zabawne, nie chcę całej winy zrzucać na autorkę, być może zbyt dosadne tłumaczenie dołożyło swoje trzy grosze do tekstu, który momentami brzmi zabawniej niż powinien. Tragedii nie ma, ale jak na kryminał to zbyt często wybuchałam śmiechem.
Teoretycznie tej powieści niewiele można zarzucić, ale tylko teoretycznie...
Książka ma około 380 stron, więc to taki standarcik powieściowi, ale proszę mi uwierzyć, że czytałam ją kilka dni, z prostego powodu, po przeczytaniu kilku zdań zasypiałam. Pomimo przemyślanego wątku z zaskakującymi elementami, klimat książki jest leniwy i zdecydowanie za spokojny - niby dużo się dzieje, ale jednak coś w tym daniu brak. Mimo szczerych chęci nie mogłam wbić się w tę szwedzką nutę.
Gdybym miała racjonalnie ocenić książkę, to uznałabym ją za kawał dobrej literatury i na pewno miłośnicy skandynawskich nastrojów oraz tajemniczych fabuł odnajdą spełnienie przy tej lekturze, niestety mnie ta aura nadmiernego spokoju usypiała, być może Gotlandia pod tym względem nie jest dla mnie odpowiednia.
Moja ocena 4/6
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bellona, a także portalowi Sztukater za jej udostępnienie.
Człowiek jak ma kiepski dzień to szuka pociechy - ja niestety tak mam, czy to się komuś podoba czy też nie, węszę i tropię w poszukiwaniu drobnych radości.
Jeden z przyjemniaczków
Poskarżyć się muszę na okoliczne jeże, które całymi rodzinkami wpadają nocą do mojego ogrodu, a że moje najsympatyczniejsze w świecie dwa psy rasy szlachetnej - kundel średnio włosy nie znoszą nieproszonych wizyt, to w środku nocy czarnej jak kir, rozpoczyna się wycie i skomlenie. Cóż ja w takiej sytuacji mogę zrobić? ...buty na nogi, na piżamę pałatka, na łapki rękawice i latarka w zęby - idziemy ratować jeże.
Tak oto noc nieprzespana, a przełażona. Dusi mnie i męczy, bo nie wiem na kogo czy też na co mam się obrazić.
Żeby poprawić sobie i innym nastrój proponuję wygrywajkę, a co...
Żeby było miło proponuję piękna książkę "Biała jak mleko, czerwona jak krew" - recenzja
Zasady są najprostsze w świecie. Z racji tego że w przypadku konkursów opisowych, powstaje u mnie w domu totalny chaos to odbędzie sięlosowanie.
Co trzeba zrobić:
1. Pod tym postem należy zgłosić ewentualną chęć posiadania książki :).
2. Proszę - nie wymagam- o umieszczenie na swojej stronie podlinkowanego obrazka z informacją o konkursie.
Do tej powieści podchodziłam jak pies do jeża, kiedy już nabrałam wewnętrznej potrzeby na czytanie, to spotkało mnie... rozczarowanie. Kilka pierwszych stron książki niczym nowym nie zaskakiwało, poza tym fabuła wydawała się bardzo znajoma, gdyż bohaterka jest niesamowicie podobna do serialowej Buffy, z tą różnicą, że Cat jest pół wampirem no i niestety ma mamę, która w ogóle nie przypomina Joyce Summers.
„W pół drogi do grobu” jest pierwszą częścią z cyklu Nocna Łowczyni. Półwampirzyca Catherine poluje na wampiry, jej działania podyktowane są chęcią zemsty. Dziewczyna pragnie odnaleźć i zabić swojego ojca – gwałciciela matki. Podczas łowów wpada w zasadzkę zastawioną przez wampira Bonesa. Zostaje zmuszona do współpracy, bo jak się okazuje Bones jest łowcą wampirów, a zdolności dziewczyny bardzo mu się przydadzą, w zamian oferuje pomoc w odnalezieniu ojca Cat. Rozpoczyna się morderczy trening z seksownym krwiopijcą. Przy okazji młoda kobieta poznaje mroczy świat, który jak się okazuje wcale nie jest taki, jak sobie wyobrażała, poza tym czuje, że Bones jest dla niej kimś więcej niż tylko złym i okrutnym wampirem.
Powieść jest z gatunku urban fantasy, więc samo przez się akcja dzieje się wśród niczego niepodejrzewających ludzi, po ulicach oprócz mieszkańców spokojnego miasteczka przechadzają się wampiry i inne mroczne istoty. Jeaniene Frost postawiła na to co w ostatnich latach genialnie się sprzedaje, czyli paranormalnych bohaterów tj. wampiry, duchy, ghule, a także seks. Nasi bohaterzy to kipiące erotyzmem postacie. Trudno jest oprzeć się doskonałemu wampirowi, niby jest potworem pijącym ludzką krew, ale ma swoje żelazne zasady, jest szarmancki, mówi z brytyjskim akcentem, a do tego jest nieziemskim kochankiem wyzbytym wszelkich zahamowań, podejrzewam że każda dziewczyna chciałaby mieć takiego wampira w szafie. Cat też nic nie brakuje, jest ideałem kobiecości – zgrabna, zwinna, rudowłosa kocica z bijącym sercem i z niesamowitymi zdolnościami odziedziczonymi po tatusiu Nosferatu. Nie muszę opisywać co dzieje się kiedy Bones i Cat są blisko siebie, cóż...duszno, parno i wilgotno. Wszystkie dialogi mają podtekst seksualny, a rozmowy między naszymi bohaterami to ciągła gra wstępna – proszę zaopatrzyć się w zapasy lodu i litry zimnej wody. Ogólnie język powieści jest przystępny jednak bywa niekiedy wulgarny , delikatne panienki czytając mocniejsze teksty mogą spłonąć rumieńcem.
Niekiedy ten nadmierny erotyzm bywa uciążliwy i w niektórych momentach zbyteczny, jednak humor jakim operuje autorka sprawił, że dowcip połączony z seksualnym iskrzeniem daje mieszankę wybuchową i niweluje zmęczenie nachalną zmysłowością. Jak najbardziej jesteśmy za dreszczykiem emocji, ale nic na siłę...
Oprócz parującej erotyzmem atmosfery nie brakuje w książce wartkiej akcji i bójek ze zmasakrowanym trupem w tle. Trzeba wspomnieć, że nasza para podpada zorganizowanej grupie zabójców i non stop czyhają na nich oprychy z mrocznych koszmarów. Na szczęście Cat zgrabnie wywija swoim kołkiem i sprytnie rzuca nożami, a towarzyszący jej Bones robi to co do wampira należy.
Interesujące jest też to w jaki sposób Frost przedstawia świat wampirów, ich hierarchię, klany i prawo, które jest ostro przestrzegane. Przy nich ludzie to banda łajdaków, bandytów i przerażających morderców. Konfrontacja wampirów z ludźmi wypada na niekorzyść tych drugich.
Reasumując, książkę „W pół drogi do grobu” wybitnie dobrze się czyta, oczywiście o ile pokona się tych kilka pierwszych rozdziałów i da szansę powieści. Dla tej książki zarwałam noc, co nieczęsto się zdarza, bo za wymuskanymi wampirami nie przepadam, jednak odnalazłam w niej coś co wybitnie mnie pociągało, może to był Bones – wampir z krwi i kości, uwodzicielski zabójca, może Cat i jej niepokorna natura, może akcja od której kręci się w głowie, a może duszny erotyzm, cóż...może przekonaj się sam.
Moja ocena 5.5/6
Trailer książki
Z tego co mi wiadomo prawa do sfilmowania serii nie zostały zakupione , chociaż może się mylę, ale trafiłam na trailer filmu "Halfway to the grave" - polecam, chociaż Brayan Green w roli Bonesa w ogóle mnie nie przekonuje, za to Keanu Rerves jako Spade brzmi bardzo zachęcająco :). Muzyka Linkin Park.