26 lipca 2013

Miłość?

Michalina Kłosińska-Moeda

MIŁOSNE KOLIZJE

Wydawnictwo: Replika
Data: 2013
Stron: 224
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami





Lato, a szczególnie czas urlopowania, to doskonała pora na lekkie i przyjemne książki, które doskonale sprawdzą się w roli rozkosznego towarzysza na hamaczek czy plażowy leżak. Do takich ciepłych i niezobowiązujących lektur, śmiało można zaliczyć debiutancką powieść Michaliny Kłosińskiej-Moedy „Miłosne kolizje”. O autorce informacji jak na lekarstwo, z opisu na okładce, dowiadujemy się, że lubi czekoladę, koty i uwielbia jak dookoła kwitnie miłość, stąd też jej praca nawiązuje do tego, co w naszym życiu najważniejsze, voilà!, miłości.

Malwina jest słodką dziewczyną, trochę zaplątaną, ale z całą pewnością jest dobrą i życzliwą osobą, dla której złożone obietnice mają niebagatelne znaczenie. Dlatego kiedy w pochmurny, październikowy dzień, przypadkiem zderza się z niezwykle czarującym, czarnookim Robertem, który od tej chwili będzie odgrywał znaczącą rolę w jej fantazjach, nie pozwala sobie na kontynuację wyjątkowo dobrze zapowiadającej się znajomości, ponieważ... jest zaręczona z Szymonem. Co prawda boskiego Roberta i niechlujnego Szymona, w kwestii kultury i elegancji dzielą lata świetlne, ale dla Malwiny przysięga dana narzeczonemu jest ogromnie ważna, jak to się mówi: „Słowo się rzekło, kobyłka u płota”. Jednak jak to w życiu bywa, nic nie jest takie jakie nam się wydaje, z pomocą boską i cioci Wiesi, Malwina i Robert jeszcze nie raz się spotkają, co z tego wyjdzie, na pewno już wiecie.

„Miłosne kolizje” nie są książką odkrywczą, ani zaskakującą. Historia co nieco przypominała mi baśń, w której młoda, dotkliwie potraktowana przez los niewiasta, poznaje pięknego i oszałamiająco bogatego panicza, na nieszczęście dziewczyna obiecana jest już komuś innemu. Jak widać, scenariusz tej powieści nie jest intrygujący, ponieważ znamy tego typu historie. Nie raz, nie dwa, czytaliśmy o przypadkowych spotkaniach, które komplikowały bohaterom życie, jednocześnie skłaniając ich do otworzenia oczu i dostrzeżenia tego, co wcześniej, w problemach dnia codziennego, umykało im niepostrzeżenie. Autorka starała się, to pewne, urozmaiciła historię wieloma ciekawymi detalami, zabawnymi dialogami i co ważne, istotnym, mądrym przesłaniem, że na miłość nigdy nie jest za późno i że warto o nią zabiegać, bo człowiek który kocha i jest kochany, to człowiek szczęśliwy. Jednak jednoznaczne charaktery bohaterów, przewidywalność owej historii, a także brak namiętności charakterystycznej wielkim uczuciom, spowodowały, że powieść straciła na atrakcyjności, ale żeby nie było, że tylko psioczę, to dodam prosto z serca, że praca Michaliny Kłosińskiej-Moedy jest przyjemną i uroczą historią, którą z pewnością będzie się dobrze czytało pod letnią, błękitną chmurką.