Agnieszka Tomaszewska
INSOMNIA
Wydawnictwo: Bullet Books
Data: 2012
Stron: 380
Agnieszka
Tomaszewska zachwyciła mnie swoją powieścią „Invocato”,
książka pomimo wielu wad zrobiła na mnie wrażenie; efektowne
sceny, błyskotliwe dialogi, a przede wszystkim oryginalni
bohaterowie z piekielnymi charakterkami sprawili, że debiutancka
powieść ełckiej pisarki skradła mi serce. Dlatego jak tylko
usłyszałam, że wydawnictwo Bullet Book szykuje niespodziankę
fanom fantastycznego klimatu tworzonego przez Agnieszkę Tomaszewską,
to koniecznie musiałam przekonać się czy autorka pokonała
niedoskonałości, które miały miejsce we wcześniejszej powieść
i czy „Insomii” uda się mnie oszołomić niezwykle nakreśloną
fabułą.
Nana
to młoda kobieta cierpiąca na przewlekłe rozczłonkowanie jaźni.
Sen nie jest jej dany, śni tylko na jawie, męczą ją wizje i nagłe
ataki. Od prawie roku dziewczyna testuje lek, który być może
sprawi, że poczuje się lepiej i objawy choroby miną, niestety
eksperyment zbliża się ku końcowi i niebawem skończą się
cudowne pigułki, po ich odstawieniu Nanie nie zostanie dużo czasu,
bo pomimo że testy leku nie zakończyły się wynikiem pozytywnym,
to jednak skutecznie utrzymały ją przy życiu. Pogodzona ze swoją
przyszłością i z parkowymi gołębiami, wracając z spaceru do domu
nasza bohatera spotyka dziwnego osobnika, który jej zdaniem
przypomina gejowskiego wyznawcę szatana. Jak się okazuje ów
podejrzany osobnik, to nie kto inny jak między wymiarowy podróżnik,
teoretycznie niewidoczny dla oka ludzkiego. Zetknięcie z
człowiekiem, który widzi projekcje pozamaterialną jest dla niego
poważną sprawą, na dodatek niezmiernie istotną, gdyż potrzebuje
on kogoś kto pomoże mu, a właściwe im, bo kosmiczna ekipa
składa się z pięciu oryginałów, utrzymać równowagę pomiędzy
obiema rzeczywistościami. Jednak czy szalona kobieta, która na co
dzień rozmawia w plastikowym Kenem i łyka garść psychotropów
jest odpowiednią kandydatką na bohaterkę?
Pomysł
na książkę jak dla mnie genialny. Ukryty wymiar, szalona kobieta i
multum testosteronu zapakowanego w srebrne płaszczyki może
dostarczyć ogromnej frajdy, jednak nie to złoto co się świeci...
Z przykrością stwierdzam, że czuję się lekko rozczarowana tą
powieścią, ponieważ autorka nie zadbała o to, aby czytelnik nie
błądził po tekście szukając nadawcy dialogu czy bojownika
przodującego w akcji, niestety sam opis postaci nie wystarcza, gdyż
panowie są praktycznie tacy sami, dlatego często zdarzało mi się
wracać o stronę wcześniej oby rozwiązać zagadkę i o ile w
„Invocato” to przebolałam, tak tym razem męczyło mnie to i
denerwowało. Inna sprawa to irytujące działanie autorki
na zasadzie „pierwsze rób, później mów”, które objawia się
tym, że ni z gruszki ni z pietruszki przedstawione są krótkie
wydarzenia, a dopiero na końcu tych wybuchowych scen dowiadujemy się
co było motywem postępowania bohaterów. Każda tego typu szybka i
zwięzła akcja przypomina luźno rzucone fragmenty, które trafiły
przypadkiem w to, a nie inne miejsce, równie dobrze zamiast na
stronie np. 53 mogły być na stronie 103. Konstrukcja ta nie
przypadła mi do gustu, brakowało mi umotywowanej i sprawnie
powiązanej chronologii lub też właściwego uzasadnienia jej
braku, bo przypadkowość zdarzeń życiowych, która ma wpływ na
działania bohaterów niekoniecznie mnie przekonała.
Kreacje postaci również niespecjalnie mnie urzekły, ponieważ podobne już
znam z... „Invocato”, tyle że w debiutanckiej powieści
Agnieszki Tomaszewskiej były one czymś nowym, pachniały
świeżością, zaskakiwały i miały w sobie dużo cech wywołujących
ciepłe uczucia, tak w „Insomii” są nie do końca udanymi kopiami: Nana Burej, a
chłopcy z ekipy Lao przypominają szurniętą drużynę Koshego.
Powielenie pomysłu na temperamenty bohaterów nie uważam za dobry
pomysł, być może autorka nie miała tego na celu, ale wyszło jak
wyszło, tym bardziej, że sylwetki z „Insomii” nie są tak
urzekające i unikatowe jak ich poprzednicy, dlatego to nieszczęsne podobieństwo
jest dla mnie tak bolesne.
Na
szczęście w prezentowanej przez mnie książce nie brakuje tego co
lubię najbardziej czyli dobrego żartu, mocno ironicznego w słodko
gorzkim klimacie, okraszonego zabawnymi odzywkami. Autorka tworzy
wyśmienite dialogi, co prawda bardzo skrótowe, jednak ich forma i
temat jest często rozbrajający. Stosowane metaforom są
inteligentne, rezolutne , niejednokrotnie zwalały mnie z nóg i
doprowadzały do wybuchów śmiechu. Doceniam również porywające
opisy działań bohaterów, ich walka z czasem była bardzo
spektakularna do tego stopnia, że czasami miałam ochotę krzyknąć:
Biegnij Nana, biegnij!.
Demonstrowany
przez Agnieszkę Tomaszewską humor oraz forma komentowania otoczenia
trafia do mnie, być może dlatego czytanie owej lektury, pomimo jej
wad było dla nie ciekawym doświadczeniem. Pomysłowi na fabułę
również nic nie można zarzucić, jak wcześniej wspomniałam nie
jest zły, jednak wykonanie zawiodło, bardzo tego żałuję, bo
podejrzewam, że wyobraźnia autorki nie zna granic i pomimo że w
jej pracach mamy interesujące połączenie gatunków i stylów, jest
też trafność w opisywaniu stanu umysłu i emocji bohaterów, przez
co z łatwością wkradają się w łaski odbiorcy, to jednak brakuje
„Insomnii” tego ostatniego szlifu, który nawiązując do tytułu
wywoła u czytelnika stan bezsenności, na to z utęsknieniem czekam.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości serwisu nakanapie.pl

Link do książki w serwisie nakanapie.pl - Insomnia
Link do autorki w serwisie nakanapie.pl - Agnieszka Tomaszewska