2 sierpnia 2012

Prawdziwe morderstwa

Charlaine Harris

PRAWDZIWE MORDERSTWA

Wydawnictwo: Replika
Data: 2012
Stron:  284





Charlaine Harris nie trzeba przedstawiać, autorka znana jest ze słynnego cyklu o Sookie Stackhouse na podstawie, którego HBO nakręciło bijący rekordy popularności serial „Czysta krew”, a także z wielu poczytnych kryminałów, które sprzedały się na świecie w kilkunastu milionach egzemplarzy i skutecznie okupowały przez wiele tygodni listę bestsellerów New York Timesa. „Prawdziwe morderstwa” to pierwsza część cyklu o Aurorze Teargarden; inteligentnej, pomysłowej, drobniutkiej bibliotekarce z burzą brązowych włosów oraz w charakterystycznych dużych okularach.

Roe (zdrobnienie od Aurory) ma bardzo interesujące hobby, otóż wraz z grupą dwunastu innych osób, należy do klubu Prawdziwe Morderstwa, zrzeszającego miłośników analizowania słynnych spraw kryminalnych. Być może pasja ta brzmi makabrycznie i niepoważnie, jednak członkowie klubu ze śmiertelną powagą przykładają się do wspólnych wykładów, do tego stopnia solidnie, że pewnego wieczoru tuż przed spotkaniem na którym ma być omawiane słynne zabójstwo Julii Wallace, Roe trafia na ciało brutalnie zamordowanej członkini klubu. Jak się okazuje zbrodnia ta przypomina mord ze sprawy Wallanc'a. Wiadomość o morderstwie wywołuje panikę w małej społeczności Lawrenceton w stanie Georgia, tym bardziej, że w kolejnych dniach liczba kopiowanych zabójstw zaczyna rosnąć. Strach opanowuje okolicznych mieszkańców.

Jak można się domyśleć Roe nie pozostanie bierna i będzie próbowała wyjaśnić zagadkę tych przerażających czynów. Teoretycznie będzie szło jej bardzo sprawnie, zaś niekoniecznie jej teorie będą przekładały się na trafne działania, gdyż zabójca mało tego, że jest skuteczny to na dodatek potrafi doskonale się kamuflować, nie ulega wątpliwości, że sprawa będzie mocno skomplikowana.
„Prawdziwe morderstwa” to zwięzła i tajemnicza historia w której fabuła jest bardzo zaskakująca, do ostatnich stron nie sposób przewidzieć, kto stoi za serią brutalnych zabójstw, chciał nie chciał (bardziej chciał) czytelnik w napięciu oczekuje wielkiego finału, który... szokuje. Autorka tak prowadzi intrygę, że czytelnik nie jest wstanie wyłapać subtelnych tropów i całkowicie zdaje się na przebojową bibliotekarkę, której łączenie pozornie niezwiązanych ze sobą śladów ma różne nieprzewidziane skutki; wędrówka szlakiem myślowym Roe jest ciekawym doświadczeniem i dostarcza interesującej rozrywki.
Powieść nie ma większych wad, jednak za pięknie było by, gdybym opisała ją tylko w superlatywach, więc teraz będzie malutka kropelka goryczy. Rozczarowało mnie umotywowanie działań zabójcy, a właściwie jego brak, gdyż tak naprawdę nie wiem co spowodowało tą potworną aktywność jednostki uznanej ogólnie za osobowość normalną. Pobieżne wyjaśnienie tego tematu nie usatysfakcjonowało mnie, ale kierując się mądrym polskim przysłowiem „Jeszcze się taki nie narodził co by wszystkim dogodził” puszczam to w niepamięć.

Książka Charlaine Harris to pozycja godna uwagi. Autorka posługuje się poprawnym, kreatywnym stylem, który sprawia, że powieść czyta się zainteresowaniem i przyjemnością, tym bardziej, że akcja jest przemyślana, a bohaterzy pieczołowicie skonstruowani. Według mojej oceny prezentowana przeze mnie lektura to taki soft kryminał, w którym krew leje się z umiarem, opisy zabójstw nie rażą, ponieważ  fabuła w głównej mierze skupia się na odnalezieniu klucza łączącego wszystkie zabójstwa oraz na analizie podejrzanych, czyli coś na wzór klasycznych powieści kryminalnych.
„Prawdziwe morderstwa” polecam miłośnikom gatunku; skrupulatnie poprowadzona zagadka i profesjonalny warsztat pisarski na pewno nie rozczaruje.