22 września 2013

Nie ma prawdziwszego uczucia od strachu.

Marcin Mortka

MIASTECZKO NONSTEAD

Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data: 2012
Oprawa: Twarda




 

Zdarzyło się komuś, że szedł przez park ciemną nocą i nagle zgasła latarnia? Zdarzyło się wam, że przez ogród smyrgnęło zwierzę? Że pies zaczął wyć z paniką w środku nocy? Że kątem oka dostrzegliście człowieka tam, gdzie nikogo nie ma i nie było? To drobne wydarzenia, logiczne i wytłumaczalne, ale mimo to rozszczepiają rzeczywistość. Informują nas, że coś jest nie tak. Że świat wcale ni nie jest taki uporządkowany. I pojawia się strach. [str. 170]

Strach, pierwotna cecha, stan silnego, emocjonalnego napięcia, bywa że ma działanie mobilizujące i jest motorem napędzającym każdą decyzję, i każdy czyn. Oddziaływanie strachu na psychikę jest wielkie, tak bardzo, że coraz więcej ludzi jest uzależnionych od adrenaliny, ja akurat do nich nie należę, nie zmienia to jednak faktu, że uwielbiam powieści z dreszczykiem, w których złe moce dają do wiwatu. Ostatnio mój apetyt na tego typu historie, nasyciła powieść Marcina Mortki „Miasteczko Nonstead”.

Książka ma „czarujący” klimat, ale jak mogłoby być inaczej, skoro miejscem zatrważających wydarzeń jest mieścina, a właściwie dziura zabita dechami, w której kiepska pogoda to całkiem zwyczajna aura; mgła i deszcz jest nieodłącznym elementem każdego dnia, a w spokojnych domkach, dzieją się niespokojne rzeczy, np. mała dziewczynka nocą rozmawia z demonem, jest też rozmówca zza światów, demoniczny pies, i Samotnia, ale oczywiście to nie wszystko.... W każdym razie z mieszkańcami źle się dzieje, bo jak nie popadają w obłęd, to strzelają sobie w łeb. Na szczęście jest nadzieja, do miasteczka przybywa tajemniczy Nathan, który zamierza pomóc mieszkańcom, planuje poznać tajemnicę Nonstead, co absolutnie nie będzie rzeczą prostą.

Powieść Marcina Mortki („Ostatnia saga”,”Ragnarok 1940”, „Miecz i kwiaty”) jest interesującą lekturą, która namieszała mi w głowie, i co najważniejsze, sprawiła, że przyjemnie się bałam, co prawda nie było obgryzania paznokci i panicznego lęku, jednak atmosfera tej książki wywoływała niepokój, a poza tym ciekawie poprowadzony wątek sprawił, że owa historia skutecznie oderwała mnie od rzeczywistości. Mortka stworzył powieść, która klimatem nawiązuje do utworów znanych pisarzy, jak choćby Kinga czy Mastertona, jak dla mnie bomba, ale żałuje, że niektóre fragmenty zbyt mocno nawiązują do twórczości tychże autorów, przez co zdarzało mi się mieć deja vu, ale kto by walczył ze znanymi elementami powieści grozy, kiedy w oczy zacina zimny deszcz, do zakrystii dzwoni nieznajomy z …piekła, a z ogłoszeń zamieszczanych w lokalnej prasie można wyczytać przyszłość.

„Miasteczko Nonstead” jest powieścią, która pomimo że momentami jest sztywno prowadzona, wykorzystano w niej znane motywy, ewidentnie kojarzone z opowieściami z krypty, jak również wymieszano w niej groch z kapustą, naprawdę mi się podobała. Zachwycił mnie klaustrofobiczny klimat, mroczna atmosfera, główny bohater i jego kotka Zmora, nawiązania do popkultury, oraz ogromna ilość złej mocy, która coraz skuteczniej mieszała mieszkańcom Nonstead w głowach. Do mnie trafił ten horrorowaty miszmasz, dlatego zachęcam was do przeczytania tej powieści, kto wie co jeszcze z niej wylezie.

Utworek z powieści, "Riders on the storm" The Doors

   

Tytuł, cytat z książki, str. 101