10 kwietnia 2013

Piękne zachody słońca nad zanieczyszczoną grzechem metropolią

Jo Nesbø

KARALUCHY

Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data: 2011
Stron: 320
Oprawa: broszurowa

Drugi tom cyklu z komisarzem Harrym Hole




Nie mam szczęścia w grach, dlatego nie powinno mnie dziwić, że z dostępnego w mojej bibliotece cyklu o komisarzu Harrym Hole, zamiast pierwszego tomu, wybrałam drugi, ale dziwi mnie to, oj dziwi, jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, ponieważ „Karaluchy” Jo Nesbø to świetny kryminał, którego zagadkowa treść jest niezłą zagrychą, co więcej, ten fartowny drugi tom będzie miłym początkiem mojej przygody z twórczością norweskiego pisarza.

Wyobraźcie sobie zatłoczone miasto, które nie milknie nawet na sekundę - Bangkok. Zakorkowane ulice, zanieczyszczone powietrze, tropikalne temperatury, masa kieszonkowców i jeszcze większa liczna prostytutek, nie bez powodu Bangkok określa się „miastem seksu”. Dlatego kiedy w podrzędnym motelu znaleziono zwłoki norweskiego ambasadora, sprawa wydawała się oczywista, tylko dlaczego przydzielono do niej komisarza Harrego Hole?, introwertyka, ze specyficznym poczuciem humoru, który wydaje się najmniej odpowiedni do tego zadania, poza tym, podróż do Tajlandii jest dla Holego koszmarem. Czy skacowany glina jest w stanie poradzić sobie z ciemną stroną Bangkoku?

Powieść Jo Nesbø jest doskonałym kryminałem utrzymanym w świetnym, mrocznym klimacie, któremu trudno cokolwiek zarzucić. Mnie zachwycił każdy element tej historii, począwszy od sugestywnego tła, które autor, dzięki plastycznym opisom ożywił, tworząc wiarygodny tętniący życiem obraz. Poprzez zdumiewające postacie, niby obdarzone klasycznymi cechami, ale jednak niezwykle ironiczne, tajemnicze, przerażające, a nawet szokujące. Aż po najdrobniejsze detale, które w półsłówkach, żartach, będących remedium na brutalną rzeczywistość, kreują cyniczne, wstrząsające wyobrażenie Bangkoku, w którym opiumowe palarnie, szemrane lokale, dziecięca prostytucja i polityczne zagrywki stanowią sedno, nie tylko, nocnego życia. „Karaluchy” to bezapelacyjnie świetna powieść, pełna emocji, nawet tych subtelnych, co w przypadku kryminałów nie zawsze się sprawdza, jednak w wykonaniu Jo Nesbø wysublimowane niuanse, a także aluzje i niecodzienny humor, zdecydowanie zwiększają atrakcyjność książki. Dlatego z czystym sumieniem polecam ją czytelnikom czerpiącym przyjemność z nietypowych intryg kryminalnych, które dodatkowo upaprane są w sporej dawce ironii.