19 lipca 2012

Winter

Asia Greenhorn

WINTER

Wydawnictwo:Dreams
Data: 2012
Stron: 456





Wzrokowcy mają ciężki żywot, graficy jak prawdziwi magicy czarują obrazami, okładki wabią kolorami oraz sugestywnymi ilustracjami i jeśli tylko opis powieści brzmi intrygująco, to książka jest już nasza, takie połączenie piękna i tajemnicy zapowiada debiutancka powieść Asi Greenhorne, pod nastrojowym tytułem "Winter".

 
Pytanie podstawowe, kim jest Winter Blackwood Starr?

Winter jest sierotą wychowywaną przez energiczną i pełną zapału babcię, jednak w wyniku nagłej choroby jedynej opiekunki, dziewczyna zmuszona jest przenieść się z Londynu do malutkiego miasteczka Cae Mefus w Północnej Walii, dokładniej do rodziny Chiplinów. Początkowo nastolatka kiepsko radzi sobie z zaistniałą sytuacją: nowy dom, nowa szkoła, a przed wszystkim nowi znajomi przewracają jej życie do góry nogami. Na szczęście wierna przyjaciółka Madison oraz syn nowych opiekunów Gareth, osładzają jej co nieco przykrą codzienność.
Nie lada zamęt w życie Winter, wprowadza też nowa znajomość z szalenie przystojnym Rhysem. Nastolatków ogarnia wielka namiętność i nie są jej nawet w stanie wyciszyć słowa ostrzeżenia płynące od życzliwych dziewczynie osób. Jakby tego było mało, w Hrabstwie dochodzi do dziwnych ataków, w których ofiary wydają się być... pogryzione. Nagle rzeczywistość otaczająca Winter staje się być ogromnie niebezpieczna, ale to nie powstrzymuje naszej bohaterki przed odkrywaniem tajemniczego świata, w którym prastare obyczaje przestają być zwykłymi miejskimi legendami.


Przyznam, że fabuła książki bardzo mnie zaciekawiła, owiana tajemnicą rodzinna historia, powiązania Winter z dawnymi podaniami ludowymi oraz niewyjaśnione ataki na ludzi zapowiadały niezwykłe emocje. Spodziewałam się wyjątkowej historii, a dostałam kolejny romans paranormalny oparty na stałym schemacie, ostatnio zbyt mocno eksploatowanym przez wielu autorów.
Wyjdźmy od tego, że bohaterzy nie są postaciami szczególnie oryginalnymi, to po raz kolejny idealni pod każdym względem młodzi ludzie, których spotykają problemy mające swoje korzenie w ludowych mitach przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Nasi bohaterzy to wyidealizowane postacie, z magicznie pięknymi oczami, wielką charyzmą i ogromnym sprytem. Jednak pomimo tego, że książkowa obsada nie jest unikatowa to jak najbardziej daje się lubić. Mnie przypadł do gustu odważny i sympatyczny Gareth, ale co z tego skoro on widzi tylko srebrnooką Winter (hahaha), jak również wspomniana wcześniej Madison, która jest dziewczyną iskierką, to postać tak ciepła i urocza, że chciałoby się ją non stop przytulać. Za to bardzo trudno jest mi ustosunkować się do pary młodych kochanków, czyli do Winter i Ryhsa, gdyż jest w nich dużo chłodu i niedostępności, ale może tak powinno być, jednak całkowicie to do mnie nie przemawia. Żałuję, że autorka nie dodała postaciom więcej autentyczności i cech, które pozwoliłby poczuć, że bohaterzy nie są tylko literacką fantazją, ale prawdziwymi ludźmi z pełnym zestawem wad i zalet.

Na szczęście powielana konstrukcja i przekoloryzowani bohaterzy nie psują lektury, ponieważ Greenhorn postarała się o prawidłowe tempo wydarzeń, napięcie jest odpowiednie, a zwięzłe rozdziały - co prawda zbyt liczne - narzucają właściwy rytm, są zaskakujące i zawsze zawierają w sobie jakaś tajemnicę. Wielki plus należy się autorce za dobry styl pisania, który nie męczy i sprawia, że książkę czyta się lekko i przyjemnie. Co istotne główny wątek został przemyślany i cechuje go należyty porządek.
Podsumowując, „Winter” to dobra powieść, która doczekała się kontynuacji, kolejny tom „Silver” nie jest jeszcze dostępny na naszym runku, ale mam nadzieję, że w najbliższej przyszłości doczekamy się jego wydania, ponieważ książka jest interesującą lekturą, a poza tym, pewne tematy nie zostały właściwie zakończone i liczę, że w kolejnym tomie autorka wyjaśni kilka niedomówień i zagadek.
Powieść polecam miłośnikom gatunku oraz fanom tajemnic i nadnaturalnych zjawisk.

Moja ocena 4/6