20 czerwca 2012

Jak zjeść słonia

Karolina Kubilus

JAK ZJEŚĆ SŁONIA

Wydawnictwo: Replika
Data: 2012
Stron: 300




Własnego szczęścia nie da się zaprojektować”, zdanie to, będące wstępem do opisu książki Karoliny Kubilus „Jak zjeść słonia”, najtrafniej odzwierciedla koleje losu powieściowej bohaterki. Ala jest młodą kobietą, która pozornie ma poukładany świat. Pracuje jako projektantka wnętrz, jest w stałym związku z Robertem i wynajmuje wygodne mieszkanko. Wydaje się, że nic jej do szczęścia nie potrzeba... Niestety los bywa przewroty, w bardzo krótkim czasie Ala dowiaduje się, że właściwy facet, nie jest właściwym facetem, praca niekoniecznie jest stała, wynajmowane mieszkanie przyjdzie jej dzielić z czarnoskórym studentem medycyny, a nadmiaru kilogramów wcale nie jest łatwo się pozbyć. Stabilizację diabli wzięli. Jakby tego mało na horyzoncie pojawia się uroczy doręczyciel pizzy i natrętny zadurzony w niej biznesmen. Perypetie życiowe Ali, odbywają się pod ostrzałem wścibskiej sąsiadki i wiecznie wtrącającej się mamy. Gdyby nie Beatlesi, przyszłoby jej oszaleć.

Karolina Kubilus
Karolina Kubilus debiutowała w 2011 roku powieścią „Serce nie słucha” w której to samotna mama, boryka się z codziennymi problemami. W swojej drugiej książce autorka nie odbiegła od tematu kobiet zmagających się z licznymi życiowymi problemami, bo kiedy niebo wali się na głowę, Ala musi dzielnie przeć do przodu, walcząc o swoje szczęście. 
Nie myślcie jednak, że opowieść o tej młodej kobiecie jest nostalgiczna, nic z tych rzeczy, historia jest optymistyczna, a poza tym możemy z niej wynieść jedną z życiowych mądrości: Jak zjeść słonia?, po kawałku. Jeśli życie Cię przerasta, boisz się, że nie dasz rady to... zacznij od małych kęsów, wtedy duży problem, powoli, powoli odSłoni Ci słońce.
Jak zjeść słonia” to bardzo sympatyczna opowieść, z barwnymi postaciami, wykreowanymi z prawdziwą pieczołowitością, które idealnie wpasowują się we współczesne tło. Postać bohaterki, zapewne będzie bliska większości młodym, zabieganym kobietom, które marzą o atrakcyjnej pracy i idealnym, ukochanym mężczyźnie. Jednak marzenia to nie wszystko, często beznadziejne dni wpędzają w pesymistyczny nastrój, czarnowidztwo rośnie jak potworek z reklamy Danio, a lustro bezlitośnie pokazuje ludzika Pirelli zamiast Anji Rubik, chciałoby się rzec, ech życie... w takim świecie musi sobie radzić nasza Ala, na szczęście sześcioletni, rezolutny Kacperek potrafi, wywołać uśmiech nie tylko na buzi naszej bohaterki, jego monologi bawią do łez i sprawiają, że spojrzymy na świat z innej perspektywy.

Książka napisana jest prostym, przystępnym językiem. Czyta się ją bardzo sprawnie, tym bardziej, że nie brakuje w niej humoru i odwołań do prawdziwych wydarzeń, przez co opowieść nabiera realnego charakteru, a tym samym, łatwiej jest identyfikować się z bohaterami, którzy przeżywają liczne kłopoty i rozterki.
Pomimo mojej sympatii do książki, nie mogę napisać, że fabuła jest nad wyraz oryginalna i nieprzewidywalna, chociaż na wiele momentów nie byłam przygotowana. Autorka potrafiła wprawić w konsternację swoich bohaterów, jednocześnie zaskakując czytelnika, jednak według mojej oceny to za mało, żeby uznać lekturę za nietuzinkową lub odkrywczą, tym bardziej, że w treści trafimy na stereotypy, ostatnio dość często eksploatowane w tego typu pozycjach. Mimo tych kliku niedoskonałości, powieść „Jak zjeść słonia” jest sympatyczną historią, z której bije ciepło i radość, to książka na smutki i nagłe spadki endorfin, jest jak dobry lek na poprawę humoru, chciałoby się powiedzieć: Czytajmy na zdrowie!

Moja ocena 4/6

Korzystając z uwielbienia Ali do Beatlesów, posłuchamy coś dla jej przyjemności ;)