17 stycznia 2012

Czarny Wygon. Słoneczna Dolina

Stefan Darda


CZARNY WYGON. SŁONECZNA DOLINA


Wydawnictwo: VIDEOGRAF II
Data: 2010
Stron: 272




Zauroczona stylem Stefana Dardy i jego debiutancką powieścią „Dom na Wyrębach”, postanowiłam pójść nieco dalej i poznać jego kolejną książkę opierającą się na wierzeniach ludowych. „Czarny Wygon. Słoneczna Dolina” to pierwsza część dwutomowego cyklu Czarny Wygon. Powieść od razu zaintrygowała mnie swoim opisem, tym bardziej że wydarzenia rozgrywają się na szczególnie bliskim mi Roztoczu, bo gdzie jak gdzie, ale w Zwierzyńcu i Guciowie czuję się jak u siebie w domu i muszę przyznać, że teraz na otaczające lasy będę patrzeć całkiem inaczej.

Co nieco o fabule. Witold Uchmann, warszawski dziennikarz ze sporym stażem, w poszukiwaniu materiałów do reportażu postanawia udać się na Roztocze, w okolice Zwierzyńca. Zamierza spotkać się z mężczyzną, który doświadczył czegoś,  czego nikt inny nie zaznał. Wyprawa Witka, już od samego początku lekko się komplikuje, a sprawa tajemniczego mężczyzny wydaje się być mocno naciągana. Podczas spotkania dostaje brulion z opisaną dziwną historią wsi Starzyzna. Opowieść rodzi w głowie dziennikarza koszmarne obrazy, mało tego, w okolicach Guciowa krąży niebezpieczny, szkaradny osobnik, który budzi przerażenie w okolicznych mieszkańcach. Początkowo sceptyczny Witek, coraz bardziej wkręca się mroczną historię.


Groza, która pojawia się w książce jest subtelna, ale bardzo skutecznie straszy (dziękuję autorowi za wyleczenie mnie z samotnych spacerów po zwierzynieckich lasach. Co jak co, ale samopas po zielonej gęstwinie włóczyć się już nie będę), przerażający nastrój z każdą przeczytaną stroną jest coraz to duszniejszy. Od samego początku konstrukcja książki przypadła  mi do gustu. Interesujący prolog, zawierający w sobie zaskoczenie i niedomówienie uruchamia wyobraźnię. Umieszczenie w treści, fragmentów maszynopisu podarowanego Witkowi, stanowi jakby oddzielną historię, w której narratorem jest nieznany nam Rafał. Rozdziały z tego brulionu są makabryczną relacją ze świata, który istnieć był powinien. Kiedy Witold zaczytuje się w relacji ze świata Rafała, obok dzieją się całkiem realne, niebezpieczne zdarzenia.

Darda ma wyjątkowy dar do pisania nadzwyczajnych historii... zwyczajnie, ta zwyczajność jest wielkim atutem tej książki. Ośmielę się na porównanie tej powieści do gawęd o strachach, szeptanych nocą na harcerskich obozach. Kiedy to bezpieczne miejsce wydaje się być tylko pozorną oaza spokoju, a zrobienie choćby jednego kroku spod ciepłego koca jest wejściem na niebezpieczny grunt. Czegoś podobnego doświadczyłam czytając Słoneczną Dolinę, z zapartym tchem i dreszczem emocji, przedzierałam się przez tę opowieść grozy, dziejącą się na naszym rodzimym podwórku.

Bohaterowie książki to sympatyczni, prości ludzie, których bardzo łatwo polubić, gorzej przychodzi godzenie się z ich decyzjami, ale cóż, w życiu nic nie jest czarno-białe. Ten kto czytał „Dom na Wyrębach” wie, że Darda pięknie opisuje przyrodę, w tej lekturze nadal mamy do czynienia z atrakcyjnym krajobrazami, aczkolwiek jest ich znacznie mniej, jednak są one bardziej uchwytne i rzeczywiste. Do mnie styl autora trafia, lubię jego dowcip, dialogi mnie przekonują, a fabuła zrobiła na mnie duże wrażenie, tym bardziej że atmosfera książki jest genialna. Dodam tylko, że okładka powieści to mistrzostwo, mało tego że świetnie oddaje klimat historii to jeszcze od patrzenia na nią ciarki przechodzą po plecach.

„Czarny Wygon. Słoneczna dolina” to zaskakująca opowieść, we współczesne tło wbija się przerażający wątek, traktujący o karze za przewinienia, zatrzymaniu czasu, samotności i odkupieniu win. Całość intryguje, a opowieść wciąga w nieznany, odrażający świat i nie daje łatwo o sobie zapomnieć. Polecam.

Moja ocena 6/6


O autorze.


Stefan Darda urodził się 2 września 1972 r. w Tomaszowie Lubelskim, na Roztoczu, w byłym województwie zamojskim. Do roku 1991 mieszkał w Lubyczy Królewskiej, niewielkiej miejscowości tuż przy wschodniej granicy Polski. Po ukończeniu szkoły muzycznej i tomaszowskiego liceum im. Bartosza Głowackiego rozpoczął studia na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Wtedy to rozpoczęła się jego przygoda z muzyką folkową. Został członkiem znanego zespołu "Orkiestra pod wezwaniem Świętego Mikołaja", z którą koncertował i nagrywał płyty do roku 1995. W trakcie studiów Stefan Darda kontynuował też przygodę z turystyką, która rozpoczęła się jeszcze w czasach szkoły podstawowej. Pracował w studenckich klubach turystycznych. Wspólnie z przyjaciółmi reaktywował Uczelniany Klub Turystyczny PTTK UMCS "Mimochodek", który od tamtej pory nieprzerwanie działa do dziś. Dzięki muzyce i pasji turystycznej był silnie związany z górami, które odwiedzał w każdej wolnej chwili. Po ukończeniu studiów kolejną pasją Stefana Dardy stało się żeglarstwo.
W 1998 roku przeprowadził się do Przemyśla, na Podkarpaciu, gdzie mieszka do dziś. Uważa to miasto za jedno z najpiękniejszych w Polsce. Chciałby, aby Przemyśl wykorzystał potencjał, który w nim drzemie i ma nadzieję, że wkrótce tak właśnie się stanie.
Więcej informacji na   Stronie autorskiej. Stefana Dardy