11 września 2012

Stan zdumienia

Ann Patchett

STAN ZDUMIENIA

Wydawnictwo: Znak Literanova
Data: 2012
Stron: 448




Nie lubię rekomendacji umieszczanych na okładkach książek, gdyż najczęściej niepotrzebnie zaostrzają apetyt i kiedy zaczynamy konsumować danie główne okazuje się, że wcale nie zagłusza ono naszego głodu, a jedynie doprowadza do rozdrażnienia i bolesnego pragnienia. Niestety takie uczucie niedosytu i rozczarowania dopadło mnie podczas lektury „Stanu zdumienia” Ann Patchett, książki uznanej przez „Publishers Weekly”, „Time” i Amazon za jedną z najważniejszych powieści minionego roku, zaś przez „Washington Post” za najmądrzejszą i najbardziej ekscytującą powieść tego lata.

Pracę laureatki Orange Prize i Pen/Faulkner Award jest mi bardzo trudno ocenić; z jednej strony opowieść zachwyca poprawnością językową, pięknymi, bardzo sugestywnymi opisami amazońskiej dżungli, zmysłowością oraz mocą ukazywania emocji, ale z drugiej strony jej fabuła jest nieprawdopodobna, w treści kumulują się dwuznaczności i niedomówienia, do tego stopnia, że w pewnym momencie straciłam orientację co jest rzeczywistością, a co wynikiem brania lariamu (lek brany leczniczo lub zapobiegawczo w przypadku malarii) przez jedną z bohaterek. Niestety książka obfituje też w wiele fragmentów, które są najzwyczajniej w świecie nużące i mało ciekawe, co gorsze na pewnym etapie idzie przewidzieć rozwój akcji, która ogólnie nie zachwyca tempem.

Liczyłam na genialną powieść tym bardziej, że historia rozpoczęła się mocnym akcentem, informacją o śmierci Andersa Eckmana. Mężczyzna został wysłany do Amazonii celem odnalezienia i uzyskania informacji od siedemdziesięcioletniej aroganckiej, egocentrycznej doktor Annick Swenson, która na zlecenie koncernu farmaceutycznego prowadzi badania nad płodnością plemienia Lakaszi, niestety pani naukowiec ma w nosie zobowiązania wobec swojego pracodawcy i konsekwentnie unika wszelkich kontaktów. Eckaman miał dostarczyć firmie wieści na temat postępu nad pracami, ale w wyniku niespodziewanej choroby umiera. Na skutek tego niefortunnego zdarzenia dyrektor generalny Fox posyła do dziczy laborantkę, dawną uczennicę doktor Swenson, a zarazem swoją kochankę Marinę Singh, która jest bardzo sceptycznie nastawiona do tego pomysłu.

Książka zaczęła się bardzo interesująco, motyw śmierci i konieczność wyjazdu Mariny do niedostępnej Amazonii wywoływał niepokój i zapowiadał wiele wrażeń, ale po pewnym czasie historia jakby utknęła w miejscu, fabuła z wielkim potencjałem przestała się rozwijać, a na pierwszy plan wysunęły się wtrącenia niczego nie wnoszące do akcji oraz bogate opisy przyrody, które oczywiście wzbudzają zachwyt, ale nie niwelują pragnienia czegoś zdecydowanie mocniejszego.Tak więc środek powieści skutecznie usypia monotonią, żeby w pewnym momencie tuż przed zakończeniem, zaskoczyć mnogością niewiarygodnych zdarzeń.

Pobyt Mariny w wiosce Lakaszi to w sumie ciekawe zjawisko dostarczające okazji do dywagacji na tematy dotyczące problemów egzystencjalnych, zasad moralnych i ingerencji w naturalny cykl przyrody, wszystko to jest bardzo absorbujące, jednak nadmierna wielowątkowość w której zostaje poruszone zbyt wiele motywów, jak choćby przykre doświadczenia Mariny, jej dziwny związek z Foxem i Eckamnem, praca Annick Swenson, desperacja w odkrywaniu tajemnic przyrody i ludzkiego organizmu, polityka wielkich firm farmaceutycznych, etyczny zakres działań na obszarach zamieszkałych przez  plemiona Amazoni, a także mnogość życiorysów postaci drugoplanowych przytłacza i nie pozwala skupić się na tym co istotne, chociaż co tak naprawdę jest clue tej powieści – nie wiem, być może chodzi o zderzenie cywilizacji z prymitywnym ludem, a może o emocjonalą podróż Mariny w głąb siebie...
Żałuję, że bohaterowie nie skradli mi serca, nie licząc małego i głuchego Eastera, którego postać wywołuje wzruszenie i szczery uśmiech, obsada książkowa mnie zdegustowała, ich działania wprawiły w konsternację i pozostawiły niesmak, nie tego się spodziewałam, być może gdyby któryś z bohaterów okazał się osobnikiem logicznie myślącym, szczerym i otwartym to udałoby mi się polubić tę powieść, a tak pozostały tylko niespełnione oczekiwania.

Krótko podsumowując, „Stan zdumienia” to powieść pełna skrajności: piękna, egzotyczna, poruszająca, ale też miejscami koszmarnie nudna, mało realna i chaotyczna, w mojej ocenie jest to przeciętna lektura, jednak językowo idealna, ubrana w barwną fantazję o dzikiej, tajemniczej, a przede wszystkim fascynującej Amazonii. Doceniam to, że autorka w swojej książce porusza istotne tematy, ale dla mnie to za mało, żeby uznać tę lekturę za doskonałą pozycję, mimo to polecam, być może odnajdziecie w niej to co ja przegapiłam.