Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biblioteczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biblioteczka. Pokaż wszystkie posty

W świątecznym klimacie

Święta tuż tuż, a ja ciągle jestem w proszku. Mam wrażenie, że z roku na rok mam coraz więcej bieganiny, mimo że zawsze wrzucam na luz, ale cóż poradzić kiedy za każdym razem przy świątecznym stole jest nas coraz więcej :-) 

Przygotowanie biesiady dla kilkunastu osób to nie byle jakie wyzwanie, dlatego od prawie dwóch tygodni planuję, sprzątam, piekę i gotuję. Nie powiem, że zawsze jest to prawdziwa przyjemność, jednak późniejsze radosne spędzanie czasu z najbliższymi w blasku choinki i przy zastawionym smakołykami stole, jest tego warte. 

Dlatego życzę Wam radosnych, pełnych pokoju i rodzinnego szczęścia Świąt Bożego Narodzenia, niech przyniosą wzajemną życzliwość, dobroć oraz umocnią optymizm i nadzieję na Nowy Rok.



Jednak gdyby ktoś podczas tych świąt miał odrobinę wolnego czasu, to bardzo polecam wyjątkowo sympatyczną historię stworzoną przez Natalię Sońską "Garść pierników, szczypta miłości"

 Natalia Sońska

"GARŚĆ PIERNIKÓW, SZCZYPTA MIŁOŚCI"

Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2015
Stron: 364
Oprawa: Miękka
Moja ocena: 7/10 - bardzo dobra (magia świąt)


O tej książce najczęściej pisze się w samych superlatywach. Zakładam, że magiczny czas robi swoje, ponieważ powieść nie jest pozbawiona wad, ale historia Hani - bardzo niezależnej i nowoczesnej młodej kobiety, która dla kariery jest w stanie zrobić bardzo wiele, chwyta za serce. Tym bardziej, że główna bohaterka jest wyjątkowo sympatyczną dziewczyną o niemałym poczuciu humoru, z zadziornym charakterem, ale też tendencją do pakowania się w kłopoty i... brakiem wiary w miłość. Jednak jak przystało na powieść, w której tłem są Święta Bożego Narodzenia, Hania spotka na swojej drodze czarującego Wiktora, który trochę namiesza w jej poukładanym życiu. Teoretycznie można się domyśleć jak taka historia się zakończy, nie jest to jednak mankamentem tej książki, gdyż ujmujące tło, liczne zaskakujące wydarzenia, piękne przesłanie, paleta przeróżnych emocji i cudowna atmosfera, sprawiają, że "Garść pierników, szczyptę miłości" czyta się bardzo przyjemnie. Dlatego jeśli będziecie mieć okazję, to proponuję  zatopić się w miękkim fotelu wraz z kubkiem kawy pachnącej cynamonem i pomarańczą oraz z debiutancką książką Natalii Sońskiej i sprawić sobie klika godzin  relaksu w towarzystwie sympatycznych bohaterów.

Czytaj dalej »

Moje śliczne. Karin Slaughter

Karin Slaughter

MOJE ŚLICZNE

Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Rok wydania: 2015
Stron: 480
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 7/10 - bardzo dobra 






Jeszcze klika miesięcy temu nie znałam książek Karin Slaughter, ale na szczęście zachęcona pozytywnymi opiniami skusiłam się na cykl Hrabstwo Grant. Przeczytałam na razie tylko dwa tomy, ale wystarczyły aby rozsmakować się w stylu Slaughter. Kobieta pisze ostro, nie boi się trudnych tematów, nie stroni od krwistych scen i mocnych dialogów. Mnie w to graj, bardzo lubię emocjonujące historie. Dlatego długo nie zastanawiałam się nad kupnem powieści "Moje śliczne". Dobrze zrobiłam, bo książka jest bardzo dobra, nawet jest ciut lepsza niż tomy z cyklu Hrabstwo Grant, bo więcej w nich psychologicznej głębi niż celowej makabry, czyli opisów, które w mojej ocenie, mają służyć do spotęgowania lęku i obrzydzenia.


W tej historii już sam wątek zniknięcia bez śladu pełnej pasji dziewiętnastoletniej Julii Carroll jest przerażający, zwłaszcza że wiele osób widziało gdzie była ostatniej nocy i z kim wyszła. Czas upływa, a śledztwo stoi w miejscu. Brak jakichkolwiek postępów w rozwiązaniu zagadki jej zaginięcia sprawia, że dziewczynie zaczyna przypisywać się dziwne zachowania i pewne niezrównoważenie, dorabiając do zniknięcia wygodną historyjkę. Czas po zaginięciu Julii jest ogromnie trudny dla jej najbliższych, którzy nie radzą sobie z traumą, i ich drogi rozchodzą się. Dwadzieścia lat później mąż Claire, jednej z sióstr Carroll, zostaje zamordowany. Porządkując rzeczy męża, trafia na przerażające filmy, na których zamaskowany mężczyzna torturuje, gwałci, a następnie zabija młode kobiety. Claire jest w szoku, nie wie jak zinterpretować znalezisko, wie jednak, że filmy nie przypadkowo znalazły się na dysku jej męża. Ku jej przerażeniu na jednym z nagrań jest kobieta łudząco podobna do niedawno zaginionej młodej dziewczyny.  Claire z pomocą starszej siostry postanawia rozpocząć prywatne śledztwo, jednak ktoś skutecznie depcze im po piętach i próbuje utrudnić poznanie prawdy. Mimo to siostry nie poddają się, poza tym nawet gdyby chciały zrezygnować ze swojego dochodzenia to nie mogą, bo zdobyte dowody prowadzą do ich dramatycznej przeszłości.

Muszę przyznać, że Karin Slaughter świetnie zbudowała fabułę. Pełno w niej niepokoju, zawiłych spraw i zaskakujących rozwiązań. W tej historii bardzo trudno o jednoznaczne odpowiedzi, a wszystko za sprawą błyskotliwej intrygi oraz skomplikowanych relacji kobiet z rodziny Carroll. Dopiero makabryczne znalezisko sprawia, że dotąd skłócone siostry odnajdują wspólny język i na nowo się poznają. Oczywiście ich uczucia nie są oczywiste, ale potrzeba poznania tożsamości dręczonych kobiet i rozwiązania zagadki pochodzenia bestialskich filmów, jednoczy je i odsuwa na bok osobiste niesnaski. Autorka korzystając ze zmiennej narracji ułatwia poznanie stanu psychicznego bohaterek. Wnika w umysł osób borykających się z dramatem, który znacząco wpłyną na ich życie. Wgląd w psychikę bohaterów spętanych okowami  smutku, lęku, i nadziei jest bardzo wzruszający. Tym większy, gdy czyta się listy ojca do zaginionej córki, ojca, który nigdy nie pogodził się ze stratą ukochanego dziecka. Dodatkowym motywem wzbudzającym silne emocje jest wizja snuff filmów znanych inaczej filmami ostatniego tchnienia, ukazującymi sceny tortur i zabójstwa młodych dziewcząt. Za ten wątek należy się wielki plus Slaughter, gdyż wyczuła temat i nie przekroczyła granicy dobrego smaku, nie rozpisała się w okropieństwach, a z rozwagą, bez zbytniej obrazowości, ukazała koszmar dręczonych kobiet. Nie zmienia to faktu, że nawet rzeczowe przedstawienie scen filmów mrozi krew w żyłach i często wyciska łzy. Swoje robi też dobre tempo, które w raz z rozwojem wydarzeń znacząco przyśpiesza oraz ciekawa, odważna intryga. W mojej ocenie "Moje śliczne" to wstrząsający thriller, którego tematyka wzbudza silne emocje, nie daje też szybko o sobie zapomnieć, dlatego kierowany jest dla czytelników o mocnych nerwach.

Okładki książki pochodzą ze stron: www.yahoo.com oraz www.deadgoodbooks.co.uk

Czytaj dalej »

Po prostu bądź. Magdalena Witkiewicz

Magdalena Witkiewicz

PO PROSTU BĄDŹ

Wydawnictwo: FILIA
Rok wydania: 2015
Stron: 336
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 7/10 - bardzo dobra 






Powieść ta często przewija się przez blogi i portale książkowe. Nie sposób jej nie zauważyć. Opinie są zachęcające, czarująca okładka wpada w oko, a i opis jest intrygujący. Dlatego tym razem zamiast kryminału (znowu) kupiłam "Po prostu bądź", zrzucam to na karb nieuchronnie zbliżającej się starości, ewentualnie nadciągającej srogiej zimy, bo nic innego nie tłumaczy mojej potrzeby na wzruszające i sentymentalne lektury, a w tej książce jest tego pod dostatkiem.

Silnych przeżyć dostarczy nam Pola, której zaszczepiono potrzebę wiedzy i możliwość zdobycia czegoś więcej niż gospodarstwo na wsi, które chcą jej przekazać rodzice w chwili zawarcia przez nią ślubu, z wybranym... przez nich kandydatem. Dlatego Pola postawiła wszystko na jedną kartę. W tajemnicy przed rodzicami dostaje się na architekturę, gdzie poznaje swoją wielką aczkolwiek zakazaną miłość. Niestety los dla nich nie jest łaskawy. W myśl przysłowia człowiek strzela, wiatr kule nosi, ich życiowe plany niszczy tragiczne zdarzenie. Nic już nie będzie takie samo... Dramatyczna sytuacja zmusza Polę do drastycznych kroków, dlatego gdy dostaje propozycję pewnego układu przystaje na nią, chociaż nie jest pewna czy podejmując taką decyzję nie popełnia życiowego błędu.   

Czy proszę o zbyt wiele?
Czy to takie niestosowne?
Byśmy ty i ja niedługo
Mogli zawrzeć tę umowę


Nie, nie proszę o zbyt wiele.
Zawsze byłem realistą
To, co tutaj proponuję
To nowa umowa, i to wszystko (...)

Ale możemy się umówić
Zawrzeć pewien pakt
I może z czasem mnie pokochasz
Kiedyś tam

(Sting "Practical Arrangment")


Nie bez przyczyny zacytowałam fragment piosenki Stinga, ponieważ to właśnie utwór "Practical Arrangment" był inspiracją do napisania "Po prostu bądź". Muszę przyznać, że pomysł był świetny, bo autorce udała się ta książka, czyta się ją jednym tchem. Co prawda opowieści z motywem aranżowanego związku nie są czymś niezwykłym, ale jeśli doda się do niego sporą dozę dramatu, a do tego bohaterów postawi się przed moralnymi dylematami, to wychodzi interesująca i trzymająca w napięciu historia. Tym bardziej, że główna bohaterka, a zarazem narratorka - Pola zdradza pewne zdarzenia z przyszłości, oczywiście są one pełne niedomówień, jednak wywołują niemałą ekscytację, ponieważ zwiastują wstrząsające wydarzenia i zapowiadają głębszy wgląd w emocje człowieka borykającego się ze stratą ukochanej osoby. Bez wątpienia wiele w tej książce wzruszeń, wrażliwsze dusze podczas czytania na pewno wyleją sporo łez. Przyczyni się też do tego charakterystyka bohaterów, którzy nie są przedstawieni jako herosi, ale zwykli ludzie, nie raz błądzący, ulegający ekscytacji, i wzburzeniu. Ciekawym zabiegiem jest też wprowadzenie podwójnej narracji, co daje precyzyjny obraz stanu emocjonalnego postaci, oraz cytowanie fragmentu piosenki przed każdym rozdziałem.

Książka Magdaleny Witkiewicz bardzo mi się podobała, jednak nie mogę napisać, że jest odkrywcza czy też wyjątkowa, ale doceniam to, że autorka z wyczuciem potraktowała temat, nie ma w nim sztuczności, nadmiernych ubarwień, za to sporo prawdziwych uczuć i przejmujących sytuacji. Dlatego jeśli lubicie historie, w których bohaterami targają silne emocje, a los z nich srodze kpi, to nie rozczarujecie się tą powieścią.

Niech tłem do książki będzie piękna piosenka Stinga, która bardzo wiele mówi o bohaterach "Po prostu bądź".

Czytaj dalej »

Piaskun. Lars Kepler

Lars Kepler

PIASKUN
Tom.4

Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2014
Stron: 504
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 8/10 - rewelacyjna




Lars Kepler to pseudonim znanych szwedzkich pisarzy Alexandra i Alexandry Ahndoril. Na naszym rynku znani są z serii powieści z komisarzem Jooną Linną w roli głównej. Pierwszy tom cyklu „Hipnotyzer” odniósł w Szwecji ogromny sukces, został też zekranizowany (Filmweb). Film nie zrobił na mnie wrażenia, na szczęście książka to już inna bajka. Powieść bardzo mi się podobała, podobnie jak każdy kolejny tom, chociaż kłamię, bo drugiego tomu do tej pory nie udało mi się przeczytać, ale to do czasu...

„Piaskun” - będący tomem czwartym - jest powieścią tajemniczą i trzymającą w napięciu. W tej części komisarz Linna będzie miał wyjątkowo trudne zadanie. Dramatyczne wydarzenia ponownie skonfrontują go z okrutnym zabójcą Jurkiem Walterem, który od trzynastu lat odsiaduje wyrok za dwa zabójstwa i jedną próbę zabójstwa. Na swoim koncie najprawdopodobniej ma dziewiętnaście innych wyczynów, ale brak ewidentnych dowodów uniemożliwił udowodnienie mu w nich udziału. Poza tym podejrzany jest o uprowadzenie dwójki dzieci pisarza Reidara Frosta, które po latach poszukiwań uznano za zmarłe. Więc gdy w zimową noc na moście kolejowym natrafiono na broczącego krwią młodego człowieka, podającego się za syna Reidara, w policji, jak i rodzinie Frostów, zapanowało wielkie poruszenie. Pojawiły się też liczne pytania, głównie dotyczące tożsamości porywacza, bo przecież główny podejrzany zamknięty jest w szpitalu psychiatrycznym o wzmocnionym zabezpieczeniu.


Bez dwóch zdań „Piaskun” to powieść dopracowana pod każdym względem. Dynamiczna i niepokojąca do tego stopnia, że istnieje ryzyko poważnego rozstroju nerwowego. Historia o zabójcy Jurku Walterze, osobniku posiadającym wybitną zdolność do manipulowania ludźmi, zaskakuje autentycznością. Wszystkie elementy niesamowitej intrygi są niesłychanie realistyczne, co sprawia, że historia budzi ogromny lęk. Uwierzcie mi, ta opowieść wkrada się w umysł i wpływa na odbiór rzeczywistości. Uruchamiają się podstawowe instynkty, podświadomie zaczynamy odczuwać niepokój o los najbliższych. Zaś każdy wyczyn zabójcy lubującego się w dręczeniu ofiar: zakopywaniu ich żywcem, zamykaniu w ciasnych pomieszczeniach, sprawia, że pojawia się potrzeba odizolowania od tego co brzydkie, plugawe.

Jakby tego było mało w książce panuje mrok. Nie jest on związany tylko z zimowym, szarym tłem, ale z mrokiem wylewającym się z umysłu Waltera, z mrokiem, a właściwie smutkiem, który zagnieździł się w duszy Joony Linny, z dramatem Sagi, bohaterki, która będzie musiała stawić czoła zabójcy i zmierzyć się z bolesnymi wspomnieniami. Ciemność towarzyszy też ludziom, których bliscy stali się ofiarami psychopaty. Emocje bohaterów stają się emocjami czytelnika. Za to autorom należą się wielkie brawa, ponieważ stworzyć historię, która tak silnie oddziałuje na psychikę, to nie lada sztuka. Zresztą pochwała należy się też za kryminalną szaradę, prowadzącą daleko poza granice Szwecji, za charakterystycznych bohaterów, może niekiedy przerysowanych, ale kto by się tego czepiał... Słowa uznania również za świetną dynamikę, dodatkowo nakręconą licznymi, krótkimi rozdziałami, które z wieczora robią poranek, bo uprzytamniamy sobie, że za oknem wstaje dzień, a my spędziliśmy całą noc czytając, a przecież miał być do przeczytania tylko jeden rozdział, tere-fere... Niesłychane jest również zakończenie, które wprawia w osłupienie i wywołuje pytanie, kiedy następny tom?! Zdecydowanie wszystko w tej książce jest zaskakujące, mam wrażenie, że Państwo Ahndoril z każdym kolejnym tomem są coraz lepsi. Według mnie „Piaskun” to najlepsza część serii, bo mało tego, że intensywne zdarzenia budzą ekscytację, to i psychologiczne tło jest tak sugestywne, że powodu wzrostu adrenaliny pocą się dłonie, i to jest genialne. Dlatego polecam tę powieść, serię, każdemu, kto tęskni za silnymi wrażeniami: strachem, wzruszeniem, smutkiem...


Poprzednie książki: Hipnotyzer, Świadek
Czytaj dalej »

Tylko przy mnie bądź. Joanna Sykat


Joanna Sykat

TYLKO PRZY MNIE BĄDŹ

Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2014
Stron: 244
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 7/10 - bardzo dobra






Zapewne większość z Was ma książkowe pewniaki czyli powieści, po które sięgacie bez wahania, wiedząc, że dostaniecie kawał porządnej prozy, bo autor prezentuje wysoki poziom. Na mojej liście jest kilku zaufanych pisarzy, m.in. Joanna Sykat. Jej poprzednie książki  „Wszystko dla ciebie” i „Jesteś tylko mój” pozytywnie mnie zaskoczyły. Stąd też z wielką ciekawością zabrałam się za czytanie „Tylko przy mnie bądź”, i po raz kolejny zostałam zadziwiona nie tylko ujmującym stylem, ale też kwintesencją tej historii. 

Fascynujące jest to, że niektórzy pisarze potrafią najprostsze historie, ośmielę się nawet powiedzieć trywialne historie, przekazać w sposób piękny i mądry. I gdy zazwyczaj drażnią nas pewne klasyczne treści dotyczące mądrości życiowych, o tyle w ich stylu jest jakaś magia, a właściwie prawda, która pozwala w pełni wchłonąć te treści i na dodatek wzruszyć się nad poruszonym tematem. Tak jest z książką „Tylko przy mnie bądź”. Książką, która sprawiła, że podczas czytania, a nawet jakiś czas później, było mi przykro, że żyjemy w podłych czasach, niesprzyjających nawiązywaniu bliskich więzi i dbaniu o te, które już mamy. Że niekiedy musimy rezygnować z domu, rodziny, przyjaciół, na rzecz kasy, która może nie tyle pozwoli na luksusowe życie, co na godne życie. Tyle że decydując się na niektóre oferty pracy, gubimy to, na czym powinno zależeć nam najbardziej. 

„Praca i liczenie zer na koncie powoli zaczęły wygrywać, najpierw z zainteresowaniami, ze znajomymi, a potem z rodziną. Dla dobra pracowników wprowadzono pigułki pozwalające na większą zawodową wydajność i zanik jakichkolwiek wyrzutów sumienia: Towarzyskich, seksualnych czy emocjonalnych” [str.109]


Tak jest z bohaterami książki. Marta przyjęła propozycję pracy w Dome, zamkniętej strefie pod kopułą, w której natura nie ma dostępu. Przyjęła ofertę, bo poza strefą jest ktoś, o kogo musi zadbać. Jednak syntetyczny świat, w którym pracuje, pozbawiony pór roku, dający chemiczne jedzenie i kontrolujący życie do tego stopnia, że tabletkami zabija uczucia, unieszczęśliwia ją. Ponieważ Marta pragnie prawdziwego domu, zapachu lasu, dotyku trawy... Kiedy w Dome spotyka Wiktora, mężczyznę, z którym kiedyś łączyła ją więź, postanawia wcielić w życie pewien ryzykowny plan. Nie jest to łatwe, bo Wiktor wyprany z emocji, nie pamięta przeszłości i nie chce podjąć próby obudzenia w sobie dawnych uczuć. 

„Musiałam wychodzić (z Dome), żeby nie udusić się w tym betonie, w którym rosną tylko światłowody. Brakowało mi nieba, które co dzień potrafi mieć inny kolor, nieprzeklimatyzowanego powietrza, zapachów i pór roku. Ale jednocześnie chciałam mieć dobrą pracę i pieniądze, zapewnić nam... to znaczy sobie godziwą teraźniejszość i przyszłość.” [str. 125]


Fabuła książki brzmi futurystycznie. Zamknięta, zaczipowana, sterylna strefa, osamotnienie, i mechaniczne wykonywanie zadań, brzmią strasznie obco. To przedziwna i przerażająca wizja przyszłości, ale czy na pewno?... Czy nie jest tak, że żyjemy w takich czasach. Że wielu z nas jest jak Marta, która walczy z systemem. Chce mieć czas dla swojej rodziny, chce celebrować picie kawy w swoim ogrodzie, chce wygrzewać się w łóżku w pierwszych promieniach wschodzącego słońca, chce czuć i żyć, ale nie może. Bo za coś trzeba płacić rachunki, i nawet jeśli ma się dość swojego kieratu w pracy, to obowiązek jest najważniejszy. Lub jest się jak Wiktor, który otumaniony materialnym światem zapomniał, że istnieją wyższe wartości, że praca nie utuli i nie powie „kocham Cię”. Dlatego mam wrażenie, że ten książkowy świat nie jest fikcją, to nasze czasy. Tyle że autorka przez analogię pewnych zdarzeń pokazuje smutną prawdę o współczesnym społeczeństwie. A robi to w sposób piękny; Bawi się słowem, tworzy zaskakujące konstrukcje, czaruje poetyckością i trafnością w ocenie uczuć bohaterów. Potrafi tak sensualnie opisać świat wewnętrzny bohaterów, że ich rozterki są bardzo mocno odczuwalne. Potęguje to również zmienna narracja. Dwa punkt widzenia Marty i Wiktora pokazują różnicę w postrzeganiu świata, ale też drogę to odkrycia sensu życiu, i darów natury. Przyznam szczerze, że jak czytałam o cudzie pewnych rytuałów, mocy zapachów, czy kolorów, to czasami brało mnie przerażenie, że w tym uciekającym czasie, nastawionym na jak największą efektywność, nie zawsze zwracamy uwagę na drobiazgi dające szczęście. To takie przykre. Dlatego w ten majowy piękny czas polecam zrobić sobie aromatyczną kawę, utulić się gdzieś na tarasie, czy huśtawce w ogrodzie, z książką Joanny Sykat i poddać się lekturze - melancholijnej, szczerej, i zmysłowej, która pokazuje m.in. skutki zatracenia się w betonowym świecie.

Czytaj dalej »

Gniew. Zygmunt Miłoszewski

Zygmunt Miłoszewski

GNIEW

Wydawnictwo: WAB
Rok wydania: 2014
Stron: 404
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 8/10 – rewelacyjna






Załamała mnie informacja o tym, że Miłoszewski kończy z pisaniem kryminałów, bo trudno mi było sobie wyobrazić, ba! nadal jest mi trudno zaakceptować, że „Gniew” kończy moje spotkania z Szackim. Ponieważ jest on moim ulubionym bohaterem, numerem jeden, który jest sprawiedliwy, ironiczny, dowcipny, a kiedy zajdzie potrzeba, to i sam siebie zbluzgać potrafi.

Gniew” - powiedzmy to głośno, może uwierzę, bo ciągle łudzę się, że to nie koniec – jest ostatnim tomem trylogii kryminalnej. W której po raz o s t a t n i możemy potowarzyszyć w pracy wybitnemu prokuratorowi Teodorowi Szackiemu, któremu na dłużej nie udaje się zagrzać miejsca w żadnym mieście. Była Warszawa w „Uwikłaniu”, był Sandomierz w „Ziarnie prawdy”, a tym razem jest Olsztyn. Miasto jedenastu jezior, które w oczach Szackiego jest szare, zimne, wilgotne, i wiecznie zakorkowane, jednym słowem nieatrakcyjne. Taka opinia nie jest zaskoczeniem, bo kto jak kto, ale nasz prokurator bywa mocno zrzędliwy, i na to trzeba przymknąć oko, albo trzeba go za to pokochać. Przechodząc jednak do sedna. Szacki w Olsztynie mieszka z Żenią i szesnastoletnią córką Heleną. Panie dają mu zdrowo do wiwatu, zresztą nie tylko one, nowa przełożona i bezkompromisowy asesor również nie ułatwiają mu życia. Swoje też robi sprawa, która na pierwszy rzut oka wydawała się Szackiemu niebywale banalna. Otóż w bunkrze koło szpitala miejskiego znaleziono stary szkielet, najprawdopodobniej przedwojenne szczątki, czyli typowe dla tego rejonu znalezisko, które zostało przekazane uczelni medycznej. W trakcie badań szkieletu pojawiają się wątpliwości co do pochodzenia kości. Informacje są tak zatrważające, że Szacki będzie musiał zmierzyć się z najtrudniejszym dochodzeniem w swoim życiu, śledztwem, które zmusi go do przewartościowania swojego życia.

Ten kto zna i lubi poprzednie książki Miłoszewskiego może być pewien, że i tym razem intryga jest na wysokim poziomie. Ten kto nie zna, niech bierze się za pierwszy tom, bo czeka na niego niezwykła przygoda z Szackim. Wiem, że prokurator to postać kontrowersyjna i zdarza się, że niektórym trudno żywić do niego sympatię, głównie dlatego że bywa perfidny i arogancki, ale warto dać mu szansę. Miłoszewski w moim odczuciu stworzył nie tylko charakterystycznego bohatera, który wraz z kolejnym tomem odrobinę się zmienia, co jest jak najbardziej naturalne, ale też w „Gniewie” skonstruował ciekawą fabułę, dotyczącą przemocy domowej, która - mam nadzieję - niektórym da do myślenie. Ponieważ pokazana jest przemoc, która nie dotyczy marginesu społecznego, ale zwykłego człowieka. Poznamy też różne rodzaje przemocy i jej skutki. Mnie cierpła skóra, jak czytałam o sprawach Szackiego. Temat przemocy domowej jest dla mnie, całe szczęście, abstrakcyjny. Nie jestem w stanie pojąć, jak można tak krzywdzić drugą osobę, a jeszcze bardziej nie mogę pojąć barku reakcji na przemoc, weźmy choćby na tapetę sytuację z kaliskiego sklepu, w którym matka publicznie biła i szarpała swojego ośmioletniego syna. Na zaistniałą sytuację nikt nie zareagował, szok!

Zapuszczam się na niebezpieczne tereny, ale chcę uzmysłowić, że ta powieść to nie tylko kryminalna szarada, ale też historia, która wymusza debatę na temat przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Jeśli zaś chodzi o stronę techniczną książki, to nie mam większych zastrzeżeń. Autor pisze lekko, interesująco i z humorem, teoretycznie bez przekombinowań, ale z ciekawymi porównaniami i celnymi uwagami. Dzięki czemu historia jest absorbująca i emocjonująca. Fabuła? Pewnie, że można się doczepić do tego, że w śledztwie Szackiego niektóre rzeczy dzieją się cudem, niekoniecznie wiadomo jak i dlaczego, ale jedno jest pewne, że prokurator, jak pomysłowy Dobromir, rozszyfruje zagadkę, a my z otwartą buzią będziemy zastanawiać się, jak on na to wpadł, ale ja to kupuję, mnie z tym dobrze.

Zapewne zauważyliście, że moja opinia jest czysto subiektywna, gdyż uwielbiam głównego bohatera, uwielbiam postacie drugoplanowe, które nie giną w blasku Szackiego, uwielbiam finezyjne wątki, a także zawiłości, humor i sarkastyczne uwagi, co tu dużo pisać trylogia o Szackim, to moja bajka. Tak wkręciłam się w tę historię, że momentami emocjonalnie nie wyrabiałam, ale... Miłoszewski podpadł mi za otwarte zakończenie, bo pozostałam w zawieszeniu i sama muszę sobie wykombinować co dalej. O ile normalnie nie przeszkadza mi taki zabieg, o tyle w przypadku Szackiego chcę wiedzieć więcej i dokładniej, a nie jest to możliwe, bo wykombinowałam kilka alternatywnych zakończeń, ale co jedno to gorsze. Cóż, jakoś muszę z tym żyć, mam jednak nadzieję, że kolejna powieść Miłoszewskiego również mnie zachwyci, gdyż nie mam ochoty żegnać się z tak utalentowanym pisarzem. Do dzieła!
Czytaj dalej »

Pandemia. Jana Wagner

Jana Wagner

PANDEMIA

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2014
Stron: 433
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra







Na świecie nie dzieje się zbyt dobrze. Mam wrażenie, że ludzkość idzie w złym kierunku. Być może dlatego mocno oddziałuje na mnie fantastyka postapokaliptyczna, która według mnie za kilka dziesięcioleci przestanie być fantastyką, a stanie się realnym scenariuszem. Taki realistyczny przebieg kresu ludzkości przedstawia „Pandemia”, powieść rosyjskiej pisarki Jany Wagner.

Nie spotkałam się jeszcze z rosyjskim wydaniem postapokalipsy, dlatego czytanie tej książki było dla mnie ciekawym doświadczeniem, ponieważ jest ona całkiem inna od komercyjnych historii, w których główny bohater, a właściwie superbohater, sprytnie radzi sobie z nadchodzącą apokalipsą. U Wagner tego nie znajdziemy. Autorka postawiła na naturalizm, doskonały w swej prostocie, który ujawnia się w niewymyślnym, niezwykle trafnym opisywaniu prozaicznych rzeczy i zachowań.

Bohaterami dramatu, bo ustalmy, że historia ma bardzo dużo z dramatu, powiedziałabym, że nawet więcej niż z postapokalipsy, jest grupa znajomych, która po wybuchu pandemii nieznanej choroby, przypominającej objawami grypę, zmuszona jest uciekać jak najdalej od upadającej Moskwy. Choroba i upadek norm moralnych nie dają szansy na przetrwanie. Ratunkiem wydaje się być malutka chatka na wysepce na jeziorze w Karelii. Miejsce jest odosobnione i spokojne, odległe od epicentrum choroby. Niestety żeby tam dotrzeć trzeba pokonać setki kilometrów. W obecnym czasie kiedy woda, żywność, i paliwo są w deficycie taka wyprawa jest ekstremalnie niebezpieczna. Dla Anny, narratorki, podróż ta będzie wielkim wyzwaniem. Bo nie tylko będzie musiała się zmierzyć z brutalną rzeczywistością, która deformuje normy moralne, ale  też przyjdzie się jej zmagać ze skomplikowaną relacją łączącą jej męża z byłą żoną. Do tego dojdzie strach przez zarażeniem i niepokój o ukochanego syna.

Wyprawa przez ogarnięte chorobą tereny budzi grozę. Surowość rosyjskiego krajobrazu, mroźna zima, a także opustoszałe wsie, szybko rozprzestrzeniająca się choroba, i obrazy jak z koszmaru, sprawiają, że dla uciekinierów podróż staje się ekstremalnym przeżyciem. Chłody klimat przekłada się na twarde i nieprzychylne charaktery bohaterów, których los zmusił do wspólnej podróży. Można powiedzieć, że są oni na siebie skazani. Dlatego mimo tragedii, która w pewien sposób powinna ich jednoczyć, wychodzą animozje, uprzedzenia, i niechęć. W obliczu zagłady wydaje się to niepoważne, odrobinę groteskowe i niepotrzebne. Jednak skupienie się na emocjonalności bohaterów pokazuje ludzką naturę. Możemy się oszukiwać, ale na to, żeby zmienić swoje spojrzenie na niektóre tematy trzeba lat, wielu lat. Nasi bohaterowie nie mają na to czasu, mimo antypatii i pretensji muszą walczyć nie tylko z  małostkowością, ale też z przejmującym lękiem. Pogodzenie ze sobą tak skrajnych emocji jest dla nich ogromnie trudne, zaś dla nas stanowi ciekawą psychoanalizę postępowań uwarunkowanych określonymi sytuacjami.  

Dla niektórych czytelników niesnaski w grupie mogą wydawać się głupie i pozbawione sensu, ale ukazanie tak kontrowersyjnych portretów psychologicznych sprawia, że książka jest autentyczna, bo przedstawia zwykłych ludzi, nie superbohaterów, czy pewnych siebie macho, ale istoty tak prawdziwe, że w każdym z nich możemy odnaleźć część siebie. Powieść Jany Wagner jest ciekawą alternatywą dla zachodnich powieści. Między innymi dlatego, że nie skupia się na niesłychanych wyczynach bohaterów, ale na ich emocjach i mentalności jednostki, grupy społecznej, narodu, począwszy od małostkowości, czepialstwa, aż po zachowania determinujące instynkt przetrwania. Poza tym zachwycające, surowe tło i prawdopodobny scenariusz zdarzeń sprawia, że patrzymy na podróż ludzi walczących o życie z bojaźnią. Nawet nie dlatego że warunki podróży im nie sprzyjają, ale dlatego że wewnętrzny konflikt, jest bardziej zatrważający niż epidemia choroby. Da mnie książka Wagner była wyjątkowa, może dlatego że odrobinę przypominała mi „Drogę” McCarthy’ego, więc jeśli lubicie ten typ literatury to „Pandemia” będzie dla Was idealna.
Czytaj dalej »

Pośród żółtych płatków róż. Gabriela Gargaś

Gabriela Gargaś

POŚRÓD ŻÓŁTYCH PŁATKÓW RÓŻ

Wydawnictwo: Feeria
Rok wydania: 2015
Stron: 308
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 6/10 - dobra





Dwa lata temu zachłysnęłam się książkami Gabrieli Gargaś „Jutra może nie być” i „W plątaninie uczuć”. Oba tytuły szalenie mi się podobały, dlatego bez wahania zainwestowałam w najnowszą powieść autorki. Od razu napiszę, że jeśli ktoś nie czytał powyższych dwóch książek, to do mojej dobrej oceny może dorzucić jedno oczko, za chwilę wyjaśnię dlaczego.

W powieści „Pośród żółtych płatków róż” stykamy się z osobistymi historiami kilku osób, w których bardzo mocno zaakcentowano relacje rodzinne i miłosne. Kilkoro bohaterów, jak na moje oko zbyt wielu, zmaga się z prywatnymi dramatami. Zuza jest zakochana w żonatym mężczyźnie, Joanna – po kilku latach małżeństwa – straciła wspólny język z mężem, Milena jest zapracowaną gospodynią domową, która poświęcając się rodzinie, zrezygnowała ze swoich marzeń. Do rozterek pań dołącza męski punkt widzenia. Partnerzy i partnerki zaczynają się ścierać, domagać tego, co w ich ocenie jest ważne lub tego, czego pragną. Teoretycznie ich wymagania nie są niemożliwe i skomplikowane. Niestety decyzje, które podejmują nie zawsze ułatwiają im dotarcie do tego najważniejszego celu. 

 
Z pozoru fabuła jest prozaiczna, i niczym specjalnym nie zaskakuje, bo ileż to już razy spotykaliśmy się z wątkami rozwodów, zdrad, i niespełnienia. No właśnie... moja ocena wynika z tego, że już o tym czytałam w książkach pani Gargaś. Przed podobieństwo losów bohaterów odczuwałam deja vu, jednak powieść mnie na tyle zaabsorbowała, że pomimo pewnej czytelności niektórych motywów i ckliwości, czytałam ją z wypiekami na twarzy. Głównie dlatego, że autorka ma doskonały zmysł spostrzegawczy, dzięki czemu bardzo celnie opisuje stany emocjonalne bohaterów. Nie boi się też nazywać rzeczy po imieniu, aczkolwiek zaznacza, że nie powinniśmy osądzać wyborów i moralności innych ludzi, ponieważ nieznane są nam ich koleje losu. Stąd też w tej opowieści ukazano zawiłe relacje międzyludzkie. Na pierwszy rzut oka łatwe w ocenie, ale kiedy wraz z rozwojem akcji poznajemy pragnienia bohaterów, to raz, że zaczynamy dostrzegać inny punkt widzenia, a dwa, zauważamy drugie dno, gdyż w tej historii nie jest jednoznaczne.

Owszem, możemy ganić kreacje bohaterów, zarzucając im schematyczność oraz że ich zachowaniom brak logiki, a ich spostrzeżenia - stworzone przez autorkę - opierają się na stereotypach. Pewnie, że tak... tylko, że żyjąc w społeczeństwie, które ma pewne wzorce poglądów, nie idzie tego uniknąć, szczególnie gdy historia ma brzmieć realnie, a ta taka dla mnie jest. Co prawda niekiedy miałam wrażenie, że różnych doświadczeń i tajemnic jest zbyt dużo, a momentami zbyt tłoczno od nagromadzonych dramatów i emocji, to jednak książkę bardzo dobrze mi się czytało. Spora w tym zasługa łatwego i obrazowego stylu pisania Gabrieli Gargaś, która oprócz tego, że nie zamęcza czytelnika wymyślnym słownictwem, to świetnie kreśli mozaiki złożone z uczuć. Według mnie „Pośród żółtych płatków róż” jest książką typowo kobiecą, która dzięki poruszającym obrazom ludzkich losów wywołuje wzruszenie i sprawia, że kobiece serducha dopada sentymentalność i melancholia. Jeśli lubicie historie o miłości, niekoniecznie tej łatwej i bajkowej, to z całą pewnością ta powieść  przypadnie Wam do gustu.
Czytaj dalej »

Zanim zasnę. S.J. Watson

S.J. Watson

ZANIM ZASNĘ

Wydawnictwo: Sonia Draga
Rok wydania: 2012
Stron: 407
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra




Debiutancka powieść S.J. Watsona „Zanim zasnę” przeleżała u mnie na półce prawie dwa lata. Wiecie jak to jest, nie składało się. Dopiero ekranizacja zmobilizowała mnie do przeczytania książki. I jak już zaczęłam, to nie mogłam się zatrzymać, bo historia, mimo że nie należy do najdynamiczniejszych, zaskakuje oryginalnością. Skutecznie miesza w głowie, wzrusza i przeraża.

Bohaterką jest Christine, kobieta, która od przeszło dwudziestu lat budzi się jako... dwudziestokilkulatka. Codziennie jest zdezorientowana, bo odkrywa, że nie śpi sama. Obok niej leży jakiś mężczyzna, na dodatek sporo starszy i żonaty. Christine zazwyczaj próbuje sobie przypomnieć co wydarzyło się za nim wylądowała z nim w łóżku, jego łóżku, ale nie jest wstanie tego zrobić. Zakłada, że poprzedniego wieczoru musiała się nieźle wstawić. Kombinując jak wybrnąć z tej kompromitującej sytuacji, wpada do łazienki i tam przeżywa szok. Okazuje się, że nie poznaje swojej twarzy: pomarszczonej skóry i obwisłych policzków. Smutnymi oczami patrzy na nią kobieta mająca co najmniej czterdzieści parę lat. Christine zaczyna bezgłośnie krzyczeć, ale to nie koniec jej koszmaru. Chwilę później dowiaduje się, że nieznajomy to jej mąż Ben, a ona od lat cierpi na zanik pamięci, będący wynikiem tragicznego wypadku. Pamięta tylko jeden dzień, nic więcej. Dlatego ogromnym zaskoczeniem jest dla niej telefon od neurochirurga, który informuję ją, że w tajemnicy przed mężem pisze pamiętnik, dzięki któremu zapełnia luki w pamięci. Niepokojące jest to, że wspomnienia, które zapisuje, różnią się od informacji udzielanych przez Bena. Ewidentnie coś tu nie gra.

Cóż, zdecydowanie coś tu nie gra. Ktoś kłamie i to bardzo skutecznie. Jedynie zapiski Christine wydają się być prawdziwe, ale co z tego skoro jej mąż jest bardzo przekonujący, a zdobywane przez nią nowe dowody wcale nie rozjaśniają jej wspomnień. Są dwie możliwości: albo wyobraźnia płata jej figle albo Ben coś ukrywa. Pytanie tylko czy w obawie o jej emocjonalną destabilizację, czy też z bardziej osobistych pobudek. W tej historii nic nie jest oczywiste. Autor sprawia, że - podobnie jak bohaterka - gubimy się w domysłach. Sprawy nie ułatwiają flesze z przeszłości, zazwyczaj bardzo nieczytelne i mylące, ani zapiski z dziennika. Rozszyfrować przeszłości nie pomagają również wymijające odpowiedzi Bena, które dezorientują, sprawiają, że jego osoba jest niejednoznaczna. Czysty obłęd - nie sposób rozgryźć tej intrygi. Szczególnie że wraz z rozwojem akcji łamigłówek jest coraz więcej. Atmosfera również staje się coraz cięższa, tak jak i dramat Christine. Muszę przyznać, że psychologiczna strona książki jest bardzo udana. Stany emocjonalne bohaterki przytłaczają, gdyż wizja utraty pamięci jest niezwykle sugestywna. Wielokrotnie powtarzany moment budzenia się przygnębia. Zagubienia i osamotnienia Christine nie idzie ubrać w słowa. Wszystko to potęguje doznania, swoje dokłada też aura tajemniczości i pewność, że ta historia musi mieć mocne zakończenie. I takie ma.

Zanim zasnę” jest książką, która trafiła na prestiżową listę „The New York Timesa”. Znalazła się też na pierwszym miejscu Amazona. Powieść biła rekordy popularności i sprzedaży. Na jej podstawie nakręcono film z Nicole Kidman i Colinem Firthem. Zapewne niewiele jest osób, które nie słyszały o powieści Watsona i to na dodatek debiutanckiej, to ci fart! Uwierzcie mi, wszelkie nagrody i wyróżnienia dla tej powieści to nie przypadek, bo autor nie tylko wykazał się olbrzymią wyobraźnią, ale też talentem do empatii i absorbującym stylem pisania. Z czystym sumieniem polecam tę książkę fanom klimatycznych thrillerów psychologicznych, na pewno się nie zawiedziecie. 

Zwiastun filmu

W moim odczuciu film nie jest rewelacyjny, ale jak najbardziej zasłużył na dobrą ocenę. Wiem, że tego typu produkcje nie są wiernym odwzorowaniem książki, a jedynie swobodną ekranizacją. Mimo to liczyłam na większe emocje, niestety nie dostałam ich. Brakowało mi też niektórych elementów. Żałuję, że pamiętnik został zastąpiony kamerą, ale rozumiem, że kino rządzi się swoimi prawami i taka zamiana na pewno przysłużyła się dynamice filmu. Nie zmienia to jednak faktu, że rozpaczam nad tym i owym. Na szczęście świetna obsada skutecznie wpływała na moje odczucia, dlatego „Zanim zasnę” dostaje ode mnie mocną czwórkę z plusem :-)
Czytaj dalej »

Tajemnice podświadomości

Lars Kepler

HIPNOTYZER

Wydawnictwo: Czarne
Wydanie: II
Data: 2013
Stron: 632
Oprawa: Miękka
Okładka filmowa, na zdjęciu Mikael Persbrandt odtwórca roli Erika Marii Barka 




 
Przypadki rządzą naszym żywotem, gdyby nie VOD (taka, tam reklama) nie dowiedziałabym się o „Hipnotyzerze”, a tak moją uwagę przykuł niepokojący trailer. Oczywiście nie miałam wtedy pojęcia, że film został zrealizowany na podstawie powieści Larsa Keplera. Kilka dni później do księgarni przyszła młoda dziewucha, która zapytała mnie o „Hipnotyzera”. Trwałam w tym czasie w szale podręcznikowym, więc zanim się ogarnęłam, zaczęła mi opowiadać o tym, że w telewizji zobaczyła zapowiedź filmu i jest tak zaintrygowana produkcją, że namierzyła powieść, która była inspiracją producentów i koniecznie musi ją przeczytać. Jak mus, to mus. Książkę udało się zamówić i wyobraźcie sobie, jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy parę dni później, ta młoda osóbka, zadzwoniła do mnie i z ekscytacją zaczęła opowiadać o „Hipnotyzerze”. Wpadłam po uszy, a że koleżanki w pracy mam rewelacyjne, to dostałam od nich tę właśnie powieść. Prywatny wywód był tyci dygresją na temat, jak to przypadki chodzą po ludziach, przejdę teraz do konkretów.


Pan i Pani Ahndoril
Lars Kepler to pseudonim znanych szwedzkich pisarzy, małżeństwa Alexsandra Ahndoril i Alexandry Coelho Ahndoril (czyżby kolejny przypadek: Alexsander i Alexandra? Nie wspominając już o Coelho). „Hipnotyzer” jest początkiem serii kryminalnej, w której prym wiedzie komisarz Joona Linna (kolejny ulubieniec zaraz po Harrym Hole). Pierwsza książka państwa Ahndoril, odniosła w Szwecji tak wielki sukces, że jej prawa sprzedano do 32 krajów, powstał też film na jej podstawie. Triumf powieści był tak ogromny, że zrodziły się kolejne części: „Kontrakt Paganiniego” i „Świadek”. Oba tytuły trafią na ekran. Zaczęłam już polowanie na te książki, ale póki co zamierzam zachwalać „Hipnotyzera”, powieść rewelacyjną, ale niełatwą.

Książka ma wielowątkową i skomplikowaną fabułę. Zaczyna się mocnym akcentem – brutalnym zabójstwem. Ginie małżeństwo i ich kilkunastoletnia córka. Cudem udaje się przeżyć piętnastoletniemu Josefowi, chłopak jest w stanie krytycznym. Komisarz zajmujący się śledztwem, dzwoni do Erika Marii Barka – hipnotyzera, którego dramatyczne doświadczenia z przeszłości, zmusiły do porzucenia praktyki - z prośbą o podjęcie próby komunikacji z chłopcem, ponieważ istnieje obawa, że zabójca może dybać na życie starszej siostry Josefa. Bark wzbrania się jak może, traumatyczne wspomnienia nie pozwalają mu podjąć wyzwania, jednak przekonują go argumenty Komisarza Linny. Niestety wskutek podjętych działań, uruchamia się ciąg dramatycznych zdarzeń, życie wielu ludzi będzie poważnie zagrożone.  


Na początku miałam problem z tą powieścią. Za żadne skarby nie mogłam się w nią wciągnąć, mimo że wstęp jest szalenie intrygujący, to liczne dygresje, niezrozumiałe wspomnienia, i nużący klimat, ekstremalnie mnie spowalniały. Na szczęście po kilku rozdziałach złapałam bakcyla, tak wielkiego, że zarwałam noc, żeby tylko poznać zakończenie tej historii. I cóż mogę napisać, podobało mi się ogromnie. W mojej ocenie jest to bardzo dobra lektura, co prawda momentami jest nierówna, a ilość zamieszczonych w niej motywów może osłabić naszą zdolność absorbowania informacji, jednak zagadkowa intryga i  f e n o m e n a l n i e przygotowane psychologiczne tło, zagłusza pewne niedociągnięcia. Poza tym książka zawiera wiele ciekawych elementów, jak choćby nawiązanie do gry w Pokemony, no tego to chyba jeszcze nie było. Znajdziemy też interesujące relacje z seansów hipnotycznych, wkroczymy w koszmary z przeszłości, posmakujemy ciętego, dosadnego języka, a także doświadczymy wielkiego smutku i wściekłości. Podczas czytania towarzyszy klimat przygnębienia; jest zimno, ciemno i przerażająco, no ale w końcu mamy środek grudnia, bohaterami targają silne emocje, a okrutny zabójca z pasją szatkuje swoje ofiary. Żeby doświadczyć jeszcze większego dramatu sytuacji, autorzy tworzą soczyste opisy z miejsca zabójstw, a i detektywistyczne podchody nasączają niemałą atmosferę strachu. „Hipnotyzer” to psychologiczny thriller pełną gębą, z wybitnie dobrą fabułą i mistrzowskim nastrojem, jeśli przymkniecie oko na pewne wpadki, to dostaniecie znakomitą powieść, po której niełatwo jest się podnieść. 

 Zagadka. Co mogłam zrobić kilka godzin po przeczytaniu książki? 
.
.
.
Obejrzeć film "Hipnotyzer", reżyseria - Lasse Hallström, produkcja - Szwecja

Z bólem serca stwierdzam, że film ogromnie mnie rozczarował, po godzinie seansu już nie mogłam na niego patrzeć, dlatego że, nie wiem kto w machinie produkcyjnej jest najważniejszy scenarzyści czy reżyser, pozwolono sobie zmienić to, co najistotniejsze. Scenariusz to swobodna interpretacja powieści, bardzo swobodna. Intryga została poprowadzona całkiem inaczej niż w książce, Boże! nawet zakończenie jest inne. Film jest powierzchniowy, brakuje mu głębi psychologicznej, i co gorsze komisarz Linna jest nijaki, no jak tak można było zrobić?! 

Wiem, że odbiór tego filmu byłby całkiem inny, gdybym nie przeczytała książki. Wtedy zapewne cieszyłabym się tajemniczą fabułą, ponurym klimatem i subtelnym przesłaniem, że najważniejsza w życiu jest rodzina. Jednak nie potrafię, bo posmakowałam doskonałej prozy Keplera i poznałam, jak za pomocą niewyszukanych dialogów i emocjonującej fabuły, można przenieść się w chłodne skandynawskie tereny.



 Więcej na 
Czytaj dalej »

Niełatwo pogodzić się z faktami

KRĄG

Wydawnictwo: Rebis  

Data: 2013 
Stron: 544  
Oprawa: broszura klejona ze skrzydełkami





11 czerwca 2010 roku nie był dniem szczęśliwym dla komendanta Martina Servaza, raz, że rozpoczynały się pierwsze mecze Mistrzostw Świata w piłce nożnej, a należy dodać, że sport ten był dla komisarza, całkowicie beznadziejny i niezrozumiały, a dwa, nad Tuluzę nadciągała burza, zapowiadając nie tyko gwałtowną zamianę pogody, ale też dramatyczne zjawiska, którym Servaz będzie musiał stawić czoła. Z pierwszym przyjdzie mu się zmierzyć już niebawem. W Marsack, w akademickim miasteczku, w makabryczny sposób zostaje zamordowana wykładowczyni, zaś na miejscu zbrodni policja trafia na potencjalnego zabójcę, studenta, syna dawnej, wielkiej miłości Martina. Teoretycznie sprawa jest prosta, jednak pewne elementy nie dają policjantowi spokoju, największy niepokój budzi w nim muzyka z miejsca zbrodni, niezapomniany Mahler i jego „Kindertotenlieder”. Ten jeden utwór wystarcza, aby Servaz wspomnieniami powrócił do dramatycznych wydarzeń sprzed osiemnastu miesięcy, czyżby demony przeszłości znów się pojawiły?


Barnard Minier
Bernard Minier znany z jest z debiutanckiej powieści „Bielszy odcień śmierci”. Książki, która wywołała niemałe poruszenie, czarując czytelników doskonałą prozą, wyrazistym klimatem i fenomenalną intrygą kryminalną. Nie inaczej jest w przypadku „Kręgu” . Powieść ta dowodzi, że ten francuski pisarz ma niesamowity talent. Mnie tego typu książki przyprawiają o dreszcz ekscytacji, nie tylko dlatego że zadziwiają stworzoną przez autora historią, która od początku do końca zaskakuje swoim rytmem, atmosferą i psychologiczną głębią, ale też tym, jak pisarz za pomocą nieprzekombinowanych treści, jest w stanie stworzyć tak logiczną i interesującą całość. Ta niepokojąca historia nie tylko budzi lęki, nie tylko przeraża tym, co zwykle w ludziach budzi strach czyli ból, tortury, i napaści, ale też w wyrazisty sposób pokazuje jak życie potrafi być nieprzewidywalne, i jak w niepamięć odchodzą marzenia, kiedy rzeczywistość zaczyna dominować nad młodzieńczymi fantazjami. Co więcej w tej mrocznym thrillerze, w którym stałym elementem jest deszcz, pojawiają się interesujące odniesienia do polityki i relacji międzyludzkich. Autor w subtelny sposób przemyca je do do swojej powieści, jednocześnie powiększa tę grupę o istotne kwestie, które obnażają ludzkie słabości.

W „Kręgu” mamy do czynienia z bohaterami z pierwszej powieści Miniera, czyli poznajemy całą oryginalną ekipę z posterunku w Tuluzie, nie brakuje też nawiązań do seryjnego zabójcy z „Bielszego odcienia śmierci” Jednak nie ma się czego obawiać, ponieważ autor świetnie poradził sobie z przybliżeniem historii sprzed dwóch lat, kiedy to szaleniec z Instytutu Wrgniera nieźle sobie poczynał. Bez wątpienia powieści Miniera będą tworzyć cykl opowiadający o pracy Servaza i jego ekipy, cieszy mnie to bardo, ponieważ liczę na to, że każda kolejna książka tego autora będzie tak samo dobra, o ile nie lepsza, jak jej poprzedniczki. Póki co, szczerze polecam "Krąg", powieść ta jest magnetyczna i zadziwiająca. Autor świetnie poprowadził tę historię, raz po raz zaskakując, wprowadzeniem faktów o zróżnicowanym natężeniu emocjonalnym, fundując czytelnikom niespotykaną, choć deszczową, podróż po zachwycających francuskich krajobrazach. 

Oficjalny trailer książki

Czytaj dalej »

Dramat matki

Karin Fossum

CZARNE SEKUNDY

Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Data: 2012
Strona: 312
Oprawa: Miękka



Zegar wiszący na ścianie domu Helgi Joner pokazywał godzinę dziewiętnastą, a Ida jeszcze się nie pojawiła. Po plecach kobiety przebiegł pierwszy dreszcz strachu. [str.9]

Zniknięcie dziecka jest olbrzymią tragedią, dla rodzica to koszmar rozszarpujący serce. Niełatwo się o tym mówi, pisze, i czyta. Jednak bywa, że ktoś, w tym przypadku autorka Karin Fossum, potrafi w prosty, szczery sposób ująć to, co niekiedy trudno dostrzec, zrozumieć lub najzwyczajniej w świecie ubrać w słowa. I mimo że „Czarne sekundy” czyta się z wielkim smutkiem, to jednak bardzo trudno odłożyć tę książkę, a jeszcze trudniej o niej zapomnieć, bo tego typu historie to nie tylko fikcja literacka.

Ida jest uroczą, prześliczną dziewczynką, która niebawem będzie obchodzić swoje dziesiąte urodziny. Jednak zanim przyjdzie jej świętować, wskakuje na swój żółty rowerek i jedzie do pobliskiego sklepu po najnowszy numer pisma „Wendy”. Droga w tę i z powrotem zajmuje Idzie zazwyczaj pół godziny, ale tym razem coś jest nie tak. Czas mija a dziewczynka nie wraca. Zaniepokojona matka coraz bardziej zaczyna się denerwować, po kilku godzinnym koszmarze oczekiwania na powrót córki, zgłasza na policji jej zaginięcie. W akcji poszukiwawczej bierze udział cała społeczność, wszyscy są zaniepokojeni i raz po raz zadają sobie pytanie, co stało się z Idą?

Poszukiwania Idy Joner nabrały rozpędu. To oczywiste, że w końcu ją znajdą. Dzieci tak po prostu nie wyparowują. Dziecko musi gdzieś być, całkiem lub częściowo schowane (…) Ludzie, którzy wcześniej ledwie się znali, zaczęli ze sobą rozmawiać. Zniknięcie Idy stało się czymś, co ich połączyło. To było nieco przerażające, ale tej więzi towarzyszyły też pozytywne emocje. Zjednoczyli się wokół czegoś. [str. 86]

Powieść Fossum jest emocjonująca lekturą, bo i temat niebagatelny, ale też dlatego że w zaskakujący sposób zostały przedstawione wszelkie emocje związane z zaginięciem dziecka. Nie sposób obronić się przez dramatem matki, przed dławiącym niepokojem związanym z oczekiwaniem na jakąkolwiek informację związaną z zaginięciem Idy, ani też lękiem, który ogarnął lokalną społeczność. Panika jest wręcz namacalna. Tym bardziej że domyślamy się, iż ta historia nie może mieć szczęśliwego finału, bo cuda zdarzają się tylko w bajkach. Intrygujące w tej książce jest też to, że już od samego początku wiemy, kto maczał palce w zaginięciu dziewczynki. Podejrzewam, że takie potraktowanie tematu było celową robotą, ponieważ nie sadzę, żeby autorka nie była świadoma, tego że kilkoma znaczącymi informacjami, naprowadziła czytelnika na właściwy trop. Według mnie, tego typu zabieg służył do pokazania postaw ludzi, którzy w ten czy inny sposób, czują, że ich stabilizacja została zachwiana, że ich bezpieczna przystań, może ulec całkowitemu zniszczeniu. Tym samym, widzimy do czego zdolny jest człowiek, aby obronić tych których kocha. Psychologiczny aspekt, zaraz po doskonałym klimacie, jest główną zaletą tej powieści. 

„Czarne sekundy” dopracowane są pod każdym względem, tutaj każdy, nawet najmniejszy element ma znaczenie, a każdy bohater trwale odciska ślad w tej historii, co więcej, nie zaskoczenie i akcja ma tutaj największe znaczenie, ale dyskretne odkrywanie tajemnicy, siła przypadku i meandry ludzkiej natury. Na mnie powieść Karin Fossum zrobiła duże wrażenie. Historię zaginięcia Ingi czytałam z bólem serca, emocje zawarte w tej historii i surrealizmem wydarzeń, doprowadzały mnie wielokrotnie do silnego przygnębienia, ale czy da się inaczej? Bezapelacyjnie „Czarne sekundy" są dobrą literaturą, która powinna zostać zauważona. 


Ostatnio walczę z komentarzami, a właściwie próbowałam przyzwyczaić  się do Disqus, niestety nie wyszło. Usunięcie widżetu Disqus spowodowało wyparowanie wcześniejszych komentarzy. Przepraszam za to, ale oczywiście wszystkie komentarze czytałam i zapamiętałam, no prawie ;-)
 
Czytaj dalej »

Gdyby życzenia się spełniały.

Katarzyna Michalak

MISTRZ

Wydawnictwo: Filia
Data: 2013
Stron: 310
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami





Powieść „Mistrz”, „chodziła” za mną już od dłuższego czasu. Skrajne opinie na temat owej książki, wybitnie pobudzały moją ciekawość, poza tym historia, która rozbudza zmysły, od czasu do czasu, jest wskazana, więc kiedy zderzyłam się z „Mistrzem”, to nie odpuściłam i w sumie dobrze, bo było to bardzo interesujące doświadczenie.

Historia nie jest w jakiś szczególny sposób wyjątkowa, ot młoda, atrakcyjna Sonia staje się świadkiem gangsterskich porachunków, a że świadka wypuścić nie wolno, to trafia do... powiedzmy niewoli, do pięknej cypryjskiej rezydencji VillaRose, otoczonej tysiącami krzewów hibiskusa, której katorżniczym więzieniem nazwać nie można, tym bardziej że wrażliwe zmysły dziewczyny skutecznie zadrażnia boski Raul. Opowieść podąża w znanym kierunku, chociaż oczywiście nie obejdzie się bez kilku zaskoczeń, efektownych scen, i łóżkowych wygibasów.

Praca Katarzyny Michalak jest wyjątkową lekturą, wyjątkową, ponieważ mimo szeregu mankamentów, o których zaraz wspomnę, czytało mi się ją niezwykle przyjemnie i błyskawicznie, co przy moim braku czasu, jest wielkim atutem. Wybitnie podobało mi się tło powieści, śródziemnomorskie klimaty czarowały zapachami i fantastycznymi obrazami, trzeba przyznać, że autorce udały się opisy Cypru, wielki plus za sugestywne wrażenie, a także za intrygujące połączenie sensacji i erotyki. Jednak ilość infantylizmu przekroczyła wszelkie wyobrażenie. Książka momentami przypomina kiepskiej jakości harlequin, w którym naiwna bohaterka, aczkolwiek nieziemsko zmysłowa, chce, ale boi się, oddać diabelnie przystojnemu gangsterowi. Scenariusz podchodów damsko-męskich przypomina najpopularniejsze fantazje seksualne, zabawne to z lekka, ale summa summarum dobrze się je czyta, gorzej, że chwilami autorce brakowało słownictwa, bo nagminne używanie słowa „płeć” w odniesieniu do kobiecych narządów, i „przygarnianie” - to jest obejmowanie ramieniem, po pewnym czasie stawało się irytujące lub zabawne, jak np. określenie „złowróżbny członek” hę?!

Przekombinowanych opisów w "Mistrzu” nie brakuje, ckliwości również, od niedojrzałych i niefrasobliwych bohaterów też się nie opędzimy, ale... historię dziwnego porwania, skomplikowanych związków i wielkich namiętności, przyjemnie mi się czytało. Książka spełniła swoją rolę, dostarczyła mi rozrywki i chwil zapomnienia, wywołanych pięknymi opisami egzotycznych krajobrazów i nie tylko, czego chcieć więcej? Dlatego zaryzykujcie spotkanie z Sonią i Raulem, może akurat coś z tego wyjdzie.


Bardzo dziękuję, za związane z nową pracą, życzenia powodzenia, jak najbardziej się przydadzą. Ciągle się uczę, ciągle popełniam błędy, ciągle mam lekkiego nerwa, ale powolutku nabieram wprawy i z każdym dniem czuję się swobodniej w nowych warunkach. Jeszcze raz dziękuję za dobre słowo, myślę o Was i tęsknię za blogowym światem, na moje nieszczęście nie potrafię zapanować nad szybko upływającym czasem, ale może to się kiedyś zmieni.
Pozdrawiam ciepło!

Czytaj dalej »