Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do recenzji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do recenzji. Pokaż wszystkie posty

Damskie laboratorium

Im jestem starsza, tym bardziej zwracam uwagę na skład chemiczny kosmetyków. Od kilku dobrych lat czytam i analizuję etykiety, co nie jest sprawą łatwą. Bardzo często kręci mi się w głowie od ilości i rodzaju zastosowanych składników w popularnych kremach. Dlatego przez długi czas używałam tylko maści ochronnej z witaminą A. Jednak to nie metoda, a i pożytek niewielki. Dlatego bardzo mnie ucieszyło pojawienie się książki "Damskie laboratorium".

Angelika Gumkowska jest chemiczką, która uwielbia eksperymentować z miksturami. Muszę przyznać, że jej pasja jest zaraźliwa, tym bardziej że wiedza, którą przekazuje brzmi bardzo rozsądnie. Autorka nie stara się przekonać nas, że własnoręcznie zrobiony krem uczyni cuda, że nasza skóra stanie się młodsza i piękniejsza. Za to z całą pewnością dzięki wiedzy, jaką posiądziemy, będziemy świadome tego, co aplikujemy na nasze ciało. Nie damy się też nabrać na zbędne, czy szkodliwe składniki. W końcu jakość kosmetyków to ważna rzecz. Tworząc je od podstaw będziemy mieli wpływ  na to, co się w nich znajduje.

"Damskie laboratorium" zawiera niezbędną wiedzę do stworzenia wymarzonego naturalnego kosmetyku. Począwszy od zasad bezpiecznej pracy przy produkcji, odpowiednie sprzęty i materiały, aż po receptury na perfumy. Sporo jest też porad i  teorii koniecznej przy tak precyzyjnej pracy. Książkę zdobią zdjęcia i przejrzyste przepisy. Amatorzy w temacie produkcji kosmetyków nie powinni czuć się zagubieni. Każdy przepis oprócz wymaganych składników, zawiera też listę potrzebnego sprzętu, warunki przechowywania i stosowania, oraz dodatkowe wskazówki. W poradniku znajduje się też słowniczek popularnych terminów i miejsce na notatki. Książka Angeliki Gumkowskiej to bardzo dobra pozycja, która nie tylko prezentuje przepisy, ale też pokazuje jak bezpiecznie mieszać i modyfikować składniki, by dopasować je do swoich potrzeb, jak również z produkcji kosmetyków, uczynić dobrą zabawę. W mojej ocenie "Damskie laboratorium" to połączenie przyjemnego z pożytecznym. 


DAMSKIE LABORATORIUM
Angelika Gumkowska
Wydawnictwo: PWN
Rok wydania: 2016
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 8/10 - bardzo dobra 

Czytaj dalej »

Skaza. Cecelia Ahern

Cecelia Ahern
17-letnia Celestine widzi świat w czarno-białym kolorze. Jej logiczny umysł opiera się na definicjach i na założeniach, dlatego dziewczyna z rozsądkiem podchodzi do publicznego osądzania popełnionych przez ludzi złych uczynków i moralnie wątpliwych decyzji. O tym co dobre, a co złe przesądza komisja zwana Trybunałem. To oni decydują, czy oskarżeni mają skazę. Jeśli tak, na ich skórze zostaje wypalona litera S. Naznaczeni muszą przestrzegać licznych bezdusznych reguł i mimo że żyją wśród ludzi bez moralnej skazy, są wykluczeni ze społeczeństwa. Dla Celestine taki system wydaje się być doskonały i sprawiedliwy, gdyż chroni kraj przed chaosem gospodarczym i moralnym zepsuciem. 

Dziewczyna nie ma się czego obawiać, jej zachowanie i poglądy są bez zarzutu, Celestine czuje się bezpiecznie. Lecz gdy kierując się sercem, podejmuje decyzję, w ocenie społeczeństwa i Trybunału za niemoralną, zostaje skazana i brutalnie oznaczona. Ból i rozczarowanie budzą w niej wątpliwości co do słuszności decyzji sędziowskiej komisji i systemu, który narzuca swoje morale społeczeństwu, czyniąc z ludzi bezlitosne i zimne istoty.

Cecelia Ahern to pisarka bestsellerowych powieści dla dorosłych, dlatego byłam bardzo zaskoczona, że spod jej pióra wyszła dystopijna historia dla młodzieży. Na szczęście "Skaza" mnie nie rozczarowała. Historia dziewczyny, która zostaje ikoną zmian zmierzających do obalenia chorego systemu, bardzo mnie poruszyła. Ponieważ w piękny i mądry sposób przedstawiła wartość przekonań, etykę i życie w zgodzie z własnym sumieniem. Autorka poprzez dramatyczny i często szokujący rozwój wydarzeń pokazała, że popełniane błędy czynią z nas ludzi. Nie jesteśmy idealni, ale to nie powód do wstydu. Wstydem jest wyrzekanie się współczucia, miłości, i sumienia. Zaletą książki jest też konstrukcja, która nie opiera się zbyt mocno na schemacie powieści dystopijnej. Owszem, pewne elementy są powielone, ale na szczęście nie ma w historii ckliwości, przesadnych uniesień, ani naiwnych dialogów. Całość jest bardzo wyważona, a najsilniejszy akcent położono na moralne dylematy bohaterów. Według mnie "Skaza" Cecelii Ahern to bardzo dobra i pouczająca pozycja, która wśród miałkich historii dla młodzieży, jest wyjątkową powieścią. 

SKAZA
Cecelia Ahern
Wydawnictwo: Akurat
Rok wydania: 2016
Stron: 446
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 8/10 - bardzo dobra
Czytaj dalej »

Japonki nie tyją i się nie starzeją

Która z nas nie chce być piękna i zdrowa. I nawet nie chodzi o to, że obecnie modne jest bycie fit. Po prostu dobrze jest być sprawnym i zadbanym człowiekiem. Sekret dobrej kondycji odkryli Japończycy. Pytanie ile w tym dobrych genów a ile diety i aktywnego stylu życia?

Okazuje się, że mieszkańcy Japonii, urodę i kondycję zawdzięczają głównie odpowiedniemu odżywianiu. Siedem filarów japońskiej kuchni: ryby, warzywa, ryż, soja, makarony, herbata i owoce - czynią cuda. Ponieważ dostarczają organizmowi wszystkich niezbędnych witamin i minerałów. Poza tym Japończycy jadają często i mało. Nie bez znaczenia jest też sposób podania. Dania serwuje się w małych, pięknych naczyniach. Celebracja posiłków to rodzaj sztuki, który oprócz tego, że jest ekspozycją świeżości i bukietem aromatów, jest też łącznikiem więzi rodzinnych.

Jak się okazuje Japończycy to miłośnicy sportu. Utrzymanie aktywności fizycznej jest częścią japońskiego stylu życia. Gimnastyka jest u nich w dobrym tonie, jak również spacery i długie, piesze wycieczki. Poza tym mieszkańcy kraju kwitnącej wiśni sporo czasu spędzają jeżdżąc na rowerze, grając w tenisa, piłkę nożną i uprawiając sztuki walki. Dzięki aktywnemu trybowi życia unikają stresów, a tym samym problemów z chorobami układu krążenia. 

Można pomyśleć, że to wszystko jest mocno naciągane, ale statystyki nie kłamią. To w tym wysoko uprzemysłowionym kraju mieszkańcy żyją najdłużej, a wskaźnik otyłości u Japończyków jest najniższy wśród krajów rozwiniętych. Dowodem na to jest też autorka książki Noami Moriyama, która po przyjeździe na studia do Stanów Zjednoczonych, w krótkim czasie przytyła 12 kilogramów - pizza, ciasteczka i lody robią swoje. Dopiero po powrocie do Tokio i przerzuceniu się na domową kuchnię, złożoną z pełnowartościowych i świeżych potraw, wróciła do dawnej figury.  

Nie jestem miłośniczką japońskiej kuchni, próbowałam, ale to nie mój smak. To co przeczytałam nie było też dla mnie odkrywcze, ale nie mogę odmówić japońskim daniom pomysłowości i różnorodności smaków. Z całą pewnością warto wprowadzić do swojego życia zalecenia Moriyamy, zwłaszcza że dobrych porad jest pod dostatkiem. W książce znajdziecie przepisy na smakowite dania, wiele ciekawych uwag odnośnie przyrządzania potraw, stylu życia Japończyków - ich kultury i historii, oraz naukowych informacji potwierdzających wyjątkowość tej orientalnej kuchni.

JAPONKI NIE TYJĄ I SIĘ NIE STARZEJĄ
Noami Moriyama, William Doyle
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2016
Oprawa: Miękka
Stron: 288

Moja ocen 7/10 - dobra

Czytaj dalej »

Tylko ty. Federico Moccia

Dość długo nie było mnie na blogu. Głównie dlatego, że mój pobyt za granicą trochę się przedłużył. Poza tym, po raz kolejny, zaczynam rozwałkę w domu czyli znowu remont pełną parą. Samo przez się nie dysponuję nadmiarem wolnego czasu, a i pewnie za kilka dni znowu ucieknę w świat. Coś mi się wydaje, że ten rok będzie pod znakiem intensywnych wyjazdów. Szkoda, że niewakacyjnych, jednak jak to w życiu bywa, przynajmniej u mnie, sezonowo wszystko staje na głowie, ale zanim po raz kolejny się pożegnam, to chętnie podzielę się z Wami wrażeniami po lekturze kilku książek.

Pierwszą z nich będzie powieść Federica Moccii "Tylko ty". To moja pierwsza książka autora znanego z bestselerowych "Trzech metrów nad ziemią".  Bardzo wiele dobrego o nim słyszałam. W Internecie pełno pochwalnych słów dotyczących jego twórczości, dlatego uległam. Pech chciał, że trafiłam na kontynuację "Chwili szczęścia". Muszę przyznać, że nie odniosłam wrażenia, że coś umyka mojej uwadze. Niestety, dobre wprowadzenie nie uczyniło książki atrakcyjnej, ponieważ historia jest przeciętna i nieefektowna. 

Nicco zakochuje się w pięknej Ani, którą poznał w Rzymie. Kiedy czas wakacji minął ich drogi się rozeszły. Jedak intensywne myśli o Ani, doprowadzają do tego, że  chłopak planuje odszukać ją w Polsce. W odnalezieniu Ani pomóc ma mu jego przyjaciel Gruby. Jak się okazuje wyjazd do obcego kraju, nawet w tak zacnej misji, nie obfituje w sukcesy, gdyż nie tak łatwo znaleźć w Warszawie dziewczynę, której nie zna się nazwiska, a i adres nie jest właściwy, ech! ci młodzi. Co więcej Nicco ma sporo na głowie. Po śmierci ojca stał się podporą mamy i sióstr, które zwracają się do niego z każdą, nawet najmniejszą sprawą, a i była miłość nie pozwala o sobie zapomnieć. Tak więc młodzieniec nie tylko skupia się na tym jak odnaleźć ukochaną, ale też próbuje być opoką dla  kobiet z rodziny, oraz musi stawić czoło ciągle żywym wspomnieniom dotyczących byłej miłości.

Historia zapowiadała się ciekawie. Sądziłam, że przyjemnie będzie poznać włoskie spojrzenie na Polskę, poza tym gorący Włoch i temperamentna Polka zapowiadali miłosny duet wszechczasów. Bardzo się myliłam. Nasz kraj przedstawiono stereotypowo, brak w tym oryginalności i intrygujących szczegółów. Co więcej bardzo trudno było mi sympatyzować z Nicco, którego rozpacz nad utratą Alessi, byłej dziewczyny, a przypominam, że zakochany jest w Ani, nie dodały mu uroku i męskości, gdyż wypadł na rozchwianego i niedojrzałego mężczyznę. Wydarzenia również nie były dla mnie zaskakujące, zwłaszcza że o większości dowiedziałam się z opisu książki znajdującego się na okładce. Zaś te, które zapewne miały być uatrakcyjnieniem przygód młodych włochów, wypadły niewiarygodnie.

Ubolewam też nad tym, że z założenia romantyczna historia nie miała w sobie wielu wzruszeń i ekscytacji. Być może, gdyby akcja skupiała się na zakochanych, to kto wie, może książka byłaby urokliwsza, a tak powściągliwi bohaterowie, filozoficzne uwagi, mało ciekawe dialogi i banalny rozwój zdarzeń, sprawiły, że nie było mi dane zaznać przyjemności z czytania. Po powieści Federica Moccii spodziewałam się błyskotliwej i porywającej lektury, takiej która i wzruszy, i rozbawi. Niestety nie dostałam tego, ale wierzę, że "Tylko ty" znajdzie fanów. Mam też nadzieję, że nie wszystkie książki włoskiego pisarza są tak mało intrygujące. Liczę, że "Trzy metry nad ziemią" przywrócą mi wiarę w pisarza, ponieważ zamierzam dać mu jeszcze jedną szansę.

TYLKO TY
Cykl: Chwila szczęścia, tom 2
Federico Moccia
Wydawnictwo: Muza
Stron: 320
Oprawa: Miękka 
Moja ocena: 4/10 - ujdzie

Czytaj dalej »

Pora chudych myszy. Wojciech Bauer

"Pora chudych myszy" to nietypowy, klimatyczny thriller kryminalny. Nietypowy, ponieważ większość wydarzeń dzieje się w labiryntach kopalnianych ścieżek, gdzie ciemność i duchota wyostrzają zmysły. Klimatyczny, bo wprowadzenie gwary śląskiej, plastyczność opisów oraz wątek pradawnego lęku wywołują niesamowitą atmosferę i pobudzają wyobraźnię.

Franka Kulok to sympatyczna dziewucha, która marzyła o pracy sztygara, taka u niej tradycja rodzinna, górnikami zostawali wszyscy mężczyźni od niepamiętnych czasów. I choć do pracy, na dół, kobiet nie przyjmowano, to France udał się ten wyczyn. Dziewczyna nie popracowała długo, ponieważ ktoś ją brutalnie zamordował w ciemnym wyrobisku. Niestety to początek serii zabójstw. Bezradna prokuratura i dyrektor kopalni zwracają się o pomoc do detektywa Nakoniecznego, byłego esbeka, mającego na koncie haniebne czyny z czasów stanu wojennego. Nakonieczny to niemłody, schorowany człek, który zajmuje się odzyskiwaniem długów i śledzeniem niewiernych małżonków. Choć na zdrowiu nie domaga, nie stroni od alkoholu i okazjonalnych figli. Można powiedzieć, że niezbyt przyjazny z niego typ. Być może dlatego wpada od czasu do czasu w niezłą kabałę. Jak choćby niemądrą współpracę z mafiozem, której wynikiem będą nieprzewidziane i nieprzyjemne konsekwencje.

Na początku w książce toczą się dwa równoległe wątki. Jeden dotyczący zabójstw  w kopalni, drugi pracy Nakoniecznego. Te dwa motywy, na pierwszy rzut oka, wydają się niezależne od siebie, nie licząc faktu, że detektyw i dyrektor kopalni w latach swojej świetności, czyli do czasów posiadania przez Nakoniecznego czerwonej legitymacji, byli przyjaciółmi. W pewnym momencie, oba wątki zazębiają się, tworząc pełne napięcia podziemne zmagania.

Powieść Wojciecha Bauera (Wieża życia, Ayantiall, Zapach trzciny) to świetnie skonstruowana historia, w której wszystko ożywa dzięki ekspresywnemu stylowi pisania. Z tego względu łatwo wczuć się w sytuację osoby osaczonej w podziemnym tunelu, w którym każda kropla dźwięczy niczym serce dzwonu, każdy podmuch przeciągu huczy zapowiedzią tajfunu, górotwór za obudową chodnika niekiedy skrzypi i trzaska(...) [str.13]. Odczucia są tym większe, że Bauer doskonale przybliżył sylwetki bohaterów, tworząc im nie tylko ciekawe życiorysy, ale też uwypuklając ich osobowości.

Motyw zabójstw jest bardzo tajemniczy i niełatwy do rozszyfrowania. Tym bardziej, że nieczęsto zdarza się seryjny zabójca w kopalni. Zbieranie śladów w takim miejscu to syzyfowa praca. Autor podrzuca pewne podpowiedzi, jednak elementy ezoteryczne skutecznie mieszają w głowie. Swoje robi  też aura niepokoju i napięcia, dzięki czemu książką czyta się z przejęciem. Musiałabym wykazać się ignorancją, żeby nie docenić profesjonalizmu Wojciecha Bauera, bo raz że historia jest oryginalna, a dwa pióro pisarza jest idealne. Jednak momentami długie opisy, głównie dotyczące życia Nakoniecznego, odciągały mnie od głównego wątku, sprawiały, że skupiałam się nie na tym, co powinnam. Oczywiście trudno to nazwać zarzutem wobec powieści, bo zapewne dla wielu osób rozległe relacje będą bezsprzeczną zaletą, ale niestety mnie one blokowały. Jednak jakby nie patrzeć "Pora chudych myszy" to bardzo dobra powieść, którą polecam fanom kryminalnych zagadek.

PORA CHUDYCH MYSZY
Wojciech Bauer
Wydawnictwo: Videograf
Rok wydania: 2016
Stron: 300
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 8 - bardzo dobra

Czytaj dalej »

Kolorowanka. Rośliny egzotyczne


Kolorowanka "Królewskie Ogrody Botaniczne w Kew. Rośliny egzotyczne" to pięknie wydana książka, która cieszy oczy przepięknymi ilustracjami, sporządzonymi w oryginale przez Waltera Hooda Fitcha. Gdyż rysunki zamieszczone w niniejszej publikacji, zaczerpnięto z archiwów "Curtis's Botanical Magazine". Najdłużej wydawanego czasopisma z kolorowymi ilustracjami roślin  na świecie.


W książce umieszczono 44 kolorowe ilustracje roślin wraz z czarno-białymi litografiami, dzięki którym można pobawić się w malarza, próbując odtworzyć naturalne barwy roślin. Akwarele opatrzone są łacińską nazwą oraz datą publikacji. Każda ilustracja to bogactwo szczegółów, którym trzeba poświęcić sporo uwagi. Lubię detale, bo uczą cierpliwości. Poza tym w miarę dokładne ukończenie rysunku jest dla mnie wielką uciechą. Dlatego cenię sobie kolorowanki, w których można wypróbować swoje zdolności malarskie, o ile ma się odpowiedni zestaw kredek.


Co mnie zachwyciło w kolorowance "Królewskie Ogrody Botaniczne w Kew. Rośliny egzotyczne":

1. Odpowiedniej faktury papier, dzięki czemu kolorowanie jest przyjemne.
2. Duża ilość detali.
3. Cieniowanie, które ułatwia zabawę kolorami.
4. Oryginalne akwarele bazujące na obrazach z natury.
5. Rzeczywiste kolory roślin.
6. Eleganckie, estetyczne wydanie.
7. Wartość edukacyjna.
8. Różnorodność form botanicznych.


Co może być problematyczne w kolorowance "Królewskie Ogrody Botaniczne w Kew. Rośliny egzotyczne".

Tak naprawdę niewiele jest  kłopotliwych rzeczy w tej książce. Jest ona piękną i wartością formą spędzania czasu. Jednak monotonność barw sprawia, że nie można poszaleć z kolorami. Praca z planszami do kolorowania ogranicza się do wykorzystania kilku kredek, i aby jak najwierniej oddać barwy należy mieć porządny zestaw malarski, w którym znajdzie się szeroka gama odcieni. Nie mogę narzekać na swoją kolekcję kredek, ale muszę przyznać, że siedem tonów zieleni było niewystarczające, żeby odtworzyć kolor. Oczywiście to, że mamy oryginalny wzór rośliny nie zmusza do jego kopiowania. Jeśli ma się ochotę można pokolorować ilustracje tak, jak podpowiada wyobraźnia. Mnie puszczanie wodzy fantazji łatwo nie przychodziło, bo jednak informacja botaniczna nakłaniała mnie do kolorowania zgodnie z rzeczywistym wizerunkiem. Mimo to uważam, że kolorowanka wydawnictwa Vesper to estetyczne, a nawet wykwintne wydanie, które powinien mieć każdy szanujący się miłośnik kolorowania. 




Królewskie Ogrody Botaniczne w Kew
ROŚLINY EGZOTYCZNE

Wydawnictwo Vesper
Rok wydania: 2016
Stron: 96
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 8/10 - bardzo dobra


Czytaj dalej »

Fatum i Furia. Lauren Groff


Magdalena Samozwaniec pisała, że małżeństwo nie jest stanem, jest umiejętnością. Poznając historię związku Lotto i Mathilde, bohaterów "Fatum i furii", nie sposób nie przyznać jej racji. Gdyż małżeństwo Satterwhitów to sztuka kompromisu, miks miłości, nadziei, poświęcenia, ale też talentu koniecznego do stworzenia trwałej relacji. Śmiało można stwierdzić, że Lotto, a właściwie Lancelot, który dostał imię przywołujące matce skojarzenie z randką w kinie, i Mathilde - której uroda rzucała refleksy na ścianie - wiedzieli jak zbudować wzorowy związek. On ukochany syn, charyzmatyczny narcyz, o duszy artysty, uwodzący otoczenie uśmiechem i postawą półboga. Ona "Święta kobieta. Jedna z najczystszych osób (...) Nieskazitelna moralnie, nigdy nie kłamie, nie znosi głupców"*. Para idealna. Namiętność. Obsesja. Wierność. Ich pojawienie się budziło sensację i zaciekawienie. Gdy Lotto miał kryzys twórczy, nie pracował i pogrążał się w rozpaczy, Mathilde bez słowa skargi płaciła rachunki i pocieszała urażone ego chłopca, któremu od dzieciństwa mówiono, że może robić, co tylko zechce, bo świat został stworzony dla niego. Gdy Lotto błyszczał i zbierał laury, ją napawała duma, lśniła. Pytanie, czy ten idealny obraz naprawdę nie miał ani jednej skazy? 

Lauren Groff amerykańska pisarka, urodzona w Nowym Jorku stworzyła powieść, która przypomina greckie tragedie. Opowieść o małżeństwie cudownej pary złożona jest z dwóch aktów. Fatum to kreacja Lotto, jego spojrzenie na związek i na Mathilde. W tej części ukazano etapy dojrzewania chłopca, któremu rodzice poświecili całą uwagę, nadskakiwano mu i utwierdzono w przekonaniu,  że jest geniuszem. Zaś Furia to małżeństwo widziane oczami Mathildy. Co było pewnikiem zostało zburzone. Ujawniają się tajemnice z przeszłości i niuanse, które miały wpływ na kształtowanie się ich związku. O ile pierwsza część ze względu na skomplikowane metafory, odrobinę pretensjonalny styl i nieśpieszne tempo bywa trudna do odczytu, o tyle Furia wbija w fotel. Byłam ogromnie zaskoczona tą odsłoną, wszystkiego się spodziewałam, ale nie tak szaleńczego tempa i takich dramatycznych informacji. Nie mogę za wiele zdradzić, bo Furia to crème de la crème tej historii, i każde słowo więcej zabiłoby magię tej powieści.

"Fatum i furia" to wyjątkowa książka. Zakładam, że ze względu na jej zdobny styl, niemałą liczbę opisów, wewnętrznych monologów, oraz liczne niuanse i aluzje, powieścią można się zachwycić lub mieć do niej awers. Należę do tej pierwszej grupy. Oczarował mnie sposób w jaki autorka przedstawiła determinację bohaterów, ich zdolność do kształtowania relacji, intensywność miłości i nienawiści, oraz potęgę zemsty. To opowieść o doświadczeniach i błędach życiowych, to historia małżeństwa, w którym nie brakowało dramatu i teatru, to dosłownie furia i fatum, dzień i noc. Przeciwieństwa, które nie powinny razem istnieć, ale los złączył ich i dał im narzędzia, za pomocą których mogli kochać i niszczyć. Cóż mogę napisać więcej, to fascynująca lektura idealna dla miłośników hipnotyzujących intryg, których nie zniechęcają skomplikowane analizy.

* cytat str. 144

FATUM I FURIA

Laura Groff
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2016
Stron: 426
Oprawa: Twarda

Moja ocena: 9/10 - rewelacyjna
Czytaj dalej »

Raven. Sylvain Reynard

Raven pracuje w Galerii Uffizi we Florencji. Zajmuje się renowacją obrazów. Dziewczyna utyka i zmuszona jest korzystać z laski, ale kiedy  jest świadkiem brutalnego napadu na bezdomnego, próbuje interweniować. W efekcie skupia na sobie uwagę napastników, którzy są dla niej bezwzględni. Z opresji ratuje ją uwiedziony zapachem jej krwi tajemniczy mężczyzna. Raven traci przytomność. Kiedy dochodzi do siebie stwierdza, że stała się atrakcyjną kobietą. Pozbyła się nadwagi, jej wzrok jest idealny, włosy zyskały blasku i co najważniejsze nie potrzebuje już laski. Cudowna i zaskakująca przemiana.

Jeszcze większym zaskoczeniem jest dla niej fakt, że znajomi jej nie poznają, a w feralną noc doszło do zuchwałej kradzieży ilustracji Botticellego. Raven postanawia zaangażować się w śledztwo, jednak na jej drodze staje tajemniczy wybawiciel. Ów wybawca to wysokiej rangi wampir, Książę Florencji, który tak naprawdę ma poważniejsze sprawy na głowie niż opiekowanie się Raven. W jego szeregach jest zdrajca, który działa w zmowie z innym księstwem. Jednak uwodzicielski zapach ludzkiej kobiety budzi w nim namiętność tak wielką, że ryzykując życiem i poważaniem, robi wszystko, żeby być przy niej jak najbliżej, a to oznacza też jej łoże.

Sylvain Reynard to bardzo tajemnicza osoba, która chroni swoją prywatność do tego stopnia, że nikt nie wie czy to kobieta, czy mężczyzna. W każdym razie spod pióra Raynarda wyszedł cykl "Piekło Gabriela", który bardzo szybko stał się hitem. Coś mi się wydaje, że i florencka seria ma szansę być zauważona. Głównie dlatego, że "Raven" zaskakuje pod wieloma względami. Tytułowa bohaterka nie jest wystraszoną nastolatką, a dojrzałą kobietą, która jest niepełnosprawna, a jej figura odbiega od współczesnych standardów. Poza tym jest bardzo dobrym człowiekiem, choć moim zdaniem mało rozsądnym i momentami naiwnym. Plusem powieści jest wyobrażenie wampirów. Nie są to wrażliwe istoty, ale okrutne i bezwzględne potwory, upajające się przemocą, krwią i seksem. I trzeba im wierzyć, gdy mówią, że Bram Stoker, to przekupny gość, który na ich życzenie co nieco zniekształcił ich obraz.

Ciekawy jest też wątek zatargów między wampirami z Florencji i Wenecji, żałuje tylko, że został pobieżnie przedstawiony. Zakładam jednak, że w kolejnych częściach dowiemy się więcej. W historii nie brakuje czarującego opisu Florencji. Tajemnicze zakamarki, urokliwe uliczki, renesansowe pałace i kościoły rozbudzają wyobraźnię, podobnie jak nawiązania do sztuki Botticellego. W fabule sporo jest tajemnic z przeszłości, krwawych ataków,  oraz pikantnych scen. "Raven" to romans paranormalny dla dorosłych, mam jednak wrażenie, że nie do końca udało mu się uniknąć schematów i wpadek. Jak choćby pewnej niedojrzałości w zachowaniach bohaterów, nadmiernego akcentowania niskiej samooceny Raven i podkreślanie jej ułomności, tak jakby czytelnik był pozbawionym empatii osobnikiem i trzeba mu ciągle przypominać, że należy się wyzbyć uprzedzeń w stosunku do osób niepełnosprawnych. Irytowała mnie też ignorancja Księcia, bo jak na kogoś biegłego w sztuce i teologii lekceważąco podchodził do literatury, kina, a nawet geografii. Zawodziło też tempo wydarzeń i mimo szczerych chęci nie byłam wstanie odczuć iskrzenia pomiędzy Księciem i Raven. Jednak patrząc na całokształt historii i wiedząc, że romans fantastyczny rządzi się swoimi prawami,  to jest to całkiem niezła powieść i na pewno zadowoli fanów gatunku.

RAVEN (Seria florencka)

Sylvain Reynard
Wydawnictwo: Akurat
Rok wydania: 2016
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Stron: 512

Moja ocena: 6/10 - niezła
Czytaj dalej »

PRZEDPREMIEROWO Naśladowcy. Ingar Johnsrud



Ingar Johnsrud jest norweskim dziennikarzem, który debiutancką powieścią "Naśladowcy" wdarł się szumnie do świata skandynawskiego kryminału. Książka jest początkiem ekscytującej trylogii, dzięki której autor uzyskał rozgłos, ponieważ serwuje swoim czytelnikom ostrą prozę i dynamikę. Mam ambiwalentny stosunek do skandynawskiej literatury, bywam nieufna, bo często tworzone przez mistrzów gatunku kryminalne śledztwa, działają na mnie, jak najlepsza tabletka nasenna. Jednak są i tacy pisarze, jak np. Nesbø, których książki mam pragnienie czytać nieustannie. Do nich na pewno zaliczać się będzie Ingar Johnsrud, gdyż jego powieść zrobiła na mnie duże wrażenie, choć - o dziwo - nie od razu się na to zanosiło.

Fredrik Beier to nieustępliwy i skonfliktowany z przełożonymi komisarz norweskiej policji, którego słabością są napady lęku i brak towarzyskiej ogłady. Niemniej jednak, wraz ze swoim partnerem nerwowym zrzędą Andresem, przysłużyli się wydziałowi. Obecnie zajmują się sprawą zniknięcia córki i wnuczka wiceprzewodniczącej Chrześcijańskiej Partii Ludowej Kari Lise Wetre. Zapowiada się kolejna nudna robota, zwłaszcza że córka pani polityk należy do wspólnoty wyznaniowej Światło Boga. I brak z nią kontaktu wynika raczej z jej decyzji, a nie przestępstwa, jak zakłada Wetre. Sytuacja gwałtownie się zmienia, gdy w Słonecznym Pokoju, zamieszkiwanym przez wspólnotę, dochodzi do masakry, a część członków zapada się pod ziemię. Podejrzenie pada na organizację islamistów. Do współpracy zgryźliwym tetrykom przydzielona zostaje młoda agentka - muzułmanka Kafa Iqbal, charakteryzującą się bystrym umysłem i ciętym językiem. Z pozoru prosta sprawa zaczyna się mocno komplikować, gdy  policja trafia na tajemnicze laboratorium, zagadkowe zgodny i niespodziewane tropy.

Muszę przyznać, że początek historii zniechęcał mnie i nie zapowiadał udanej lektury. Mój zapał osłabiony był przez licznych bohaterów, przesyt motywów i krótkie, niepozwalające się skupić rozdziały. Jednak z czasem złożoność intrygi i sympatia do bohaterów, szczególnie do Kafy i Fredrika, którzy pasują do siebie jak pięść do nosa, bardzo mnie zaabsorbowała. Spodobał mi się tok i pomysłowość fabuły: fałszywe ślady, przecieki, nieetyczne działania, absurdalne oskarżenia oraz zagadkowość podsycana wydarzeniami z przeszłości, dotyczącymi działalności Wiedeńskiego Bractwa, zajmującego się określaniem różnic w rasach ludzi. Poza tym przypadł mi do gustu styl Johnsruda. Autor posługuje się mocnym i wyrazistym językiem. Nie unika drastycznych opisów i dosadnych porównań. Nie przesadza też z analizą bohaterów. Wydaje mi się to typowe dla tego gatunku. Stąd też pobieżne, ale przekonujące, przedstawienie postaci mnie nie zdziwiło. Za to byłam zaskoczona tak rzadką dla  kryminału skandynawskiego dynamiką i przebojowością. Szybkie tempo i nagłe zwroty akcji to domena "Naśladowców". Dlatego jeśli interesują Was ekscytujące, dobrze i odważnie napisane historie o poruszających zbrodniach, to debiutancka powieść Johnsruda będzie idealnym wyborem. 

NAŚLADOWCY

Ingar Johnsrud 
Wydawnictwo: Otwarte
Data premiery: 30.03.2016
Stron: 528

Moja ocena: 8/10 - bardzo dobra




Czytaj dalej »

Zimowe panny. Cristina Sánchez-Andrade


Do małej galisyjskiej wioski Tierra de Chá, po prawie trzydziestu latach nieobecności, wracają dwie siostry, Saladina i Dolores. Kobiety wprowadzają się do domu dziadka don Reinalda. Ich powrót burzy spokój mieszkańców. Raz, że don Reinaldo posiadał niezwykłe zdolności, które mógł przekazać w genach wnuczkom, co nie byłoby pocieszające, a dwa, zawarł z mieszkańcami osobliwe umowy, w których zobowiązali się za odpowiednią opłatą oddać po śmierci swoje mózgi do badań naukowych. Z chwilą powrotu sióstr, każdy pragnie unieważnić umowę.

Tytułowe Zimowe panny jako kilkuletnie dziewczynki musiały uciekać z domu dziadka. Przez lata nieobecności marzyły o rodzinnych stronach, o ojczystej strzesze, o zapachu kwitnącej bugenwilli, figowcu, zielonych łąkach, i specyficznej woni, która towarzyszy ludziom, gdy pod jednym dachem mieszkają ze zwierzętami. Powrót do domu obudził wiele wspomnień, bo czas, jak zaklęty, zatrzymał się w Tierra de Chá. Mieszkańcy z zaciekawieniem i obawą obserwują siostry, które mają stały, nieśpieszny rytm dnia. Karmią kury, gotują, szyją, słuchają radia, marzą o zostaniu gwiazdą filmową i śpią razem w jednej izbie, za ścianą której stoi ich krowa Greta. Jednak spokój sióstr to tylko fasada, ponieważ ukrywają sekret, podobnie jak i mieszkańcy, a dotyczy on feralnej nocy sprzed trzydziestu lat.

Historia Zimowych panien jest nadzwyczajna. Przypomina surową baśń, w której siostry różniące się od siebie niczym ogień i woda, łączy obsesyjna więź, będąca mieszanką miłości, strachu i uzależnienia. A wśród ekscentrycznych bohaterów m.in kobiety, która nie może umrzeć, dentysty lubiącego się przebierać w damskie ciuszki, starej wiedźmy i księdza żarłoka krążą fluidy tajemnicy, sięgającej czasów wojny. Autorka w tej osobliwej powieści ciekawie połączyła teraźniejszość z przeszłością, marzenia ze wspomnieniami oraz fikcję z faktami, uzupełniając opowieść danymi historycznymi np. dotyczącymi przyjazdu Avy Gardner do Hiszpanii. W historii Zimowych panien pełno jest domysłów i tęsknoty. Opowieść choć jest mało dynamiczna i oszczędna w narracji, to uzależnia, bo niepewność losów bohaterów i liczne znaki zapytania sprawiają, że z zainteresowaniem śledzimy ich poczynania. Poza tym opowieść o mieszkańcach galisyjskiej wioski brzmi jak legenda, w której zetkniemy się z mrokami duszy, samotnością, dylematami moralnymi, symboliką, a także czarnym humorem, ordynarnością, i przygniatającą, momentami sentymentalną atmosferą. "Zimowe panny" to książka niełatwa i chwilami skomplikowana, ale za to czarująca elegancką  prozą, baśniowym tonem i psychologicznym aspektem. Lektura idealna dla wymagających czytelników. 


ZIMOWE PANNY

Cristina Sánchez-Andrade
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2016
Stron: 320
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 7/10 - dobra 
(nowa skala ocen)
Czytaj dalej »

Sekrety Koreanek. Charlotte Cho


Żadna kobieta nie przekona mnie, mówiąc, że nie zależy jej na dobrym wyglądzie. Oczywiście nie mam na myśli pełnego make-up, ale zdrowo wyglądającą skórę i promienny uśmiech. Chcemy być piękne z wielu powodów. Ten najistotniejszy to uczucie komfortu. Niewiele rzeczy równa się przyjemności patrzenia na własne promienne i zdrowe odbicie w lustrze.

Nie jestem niewolnicą kosmetyków, choć nie powiem, że moja toaletka nie jest odpowiednio wyposażona (co w pewnym wieku jest koniecznością). Mimo to rzadko robię pełny makijaż, zdecydowanie bardziej wolę subtelne podkreślenie urody. Jednak tym co mnie najbardziej ekscytuje w dbaniu o siebie jest pielęgnacja. Dlatego zaintrygowała mnie książka Amerykanki koreańskiego pochodzenia Charlotte Cho, która jest profesjonalną kosmetyczką, ekspertką od koreańskiej pielęgnacji skóry, a także właścicielką sklepu Soko Glam. Poza tym jej porady nie raz były cytowane m.in. w "The New York Times", "Vouge", czy "Elle". Pomimo zainteresowania książką, byłam sceptyczna. Głównie dlatego, że wierzę w siłę genów, jednak Cho wyprowadziła mnie z tego błędnego myślenia, uświadamiając przykrą sprawę. Otóż, prawie dziewięćdziesiąt procent skutków starzenia się skóry to rezultat czynników środowiskowych. 

Źródło
Muszę przyznać, że porady Charlotte Cho bardzo mi się podobały. Kobieta może nie odkryła Ameryki, ale podkreśla to co najważniejsze, że drogę do pięknej skóry należy zacząć od właściwego trybu życia. Jeśli zadbamy o swoje wewnętrzne piękno, to przełoży się ono na poprawę stanu skóry. Tak więc zdrowe odżywianie, odpowiednia długość snu, unikanie stresu i... słońca, to połowa sukcesu. Niezmiernie się cieszę, że od zawsze chowałam się przed słońcem. Następnym krokiem do osiągnięcia nieskazitelnej cery są rytuały pielęgnacyjne, które należy wykonywać codziennie, ale bez strachu, zajmują najwyżej dziesięć minut. Do tych rytuałów zalicza się m.in oczyszczanie i nawilżanie cery. Mowa jest też o makijażu, ale w stylu no make-up, co oznacza stosowanie lekkich i naturalnych kosmetyków, które delikatnie podkreślają rysy twarzy.

W książce znajdziecie wiele cennych porad dotyczących nie tylko produktów do pielęgnacji wraz z dokładnym opisem zasad ich korzystania, ale też informacje dotyczące tego, jak kupować w Seulu, co zwiedzić, gdzie zjeść i jak poruszać się po mieście. Ponieważ "Sekrety urody Koreanek" to nie tylko poradnik urodowy, ale również sporo informacji na temat życia w stolicy Korei. Cho opisuje pozytywne aspekty funkcjonowania w wielkim mieście, jak dla mnie jej obraz jest wyidealizowany, niemniej jednak rozumiem zachwyt autorki tą metropolią, gdyż wyjazd do Korei był początkiem wielkich zmian w jej życiu. Zanim Cho ruszyła w podróż swojego życia była typową kalifornijską opaloną na brąz dziewczyną z tlenionymi włosami, która problemy cery ukrywała pod nienaturalnym makijażem. Pobyt w Seulu zmienił jej nastawienie i sposób dbania o skórę. Mnie bardzo przyjemnie czytało się tę publikację. Charlotte Cho odebrałam jako sympatyczną, pełną entuzjazmu kobietę, która potrafi oczarować koreańską kulturą piękna. Mnie w każdym razie zachwyciło jej podejście do tematu i na pewno do serca wezmę jej porady. Jeśli i dla Was wygląd waszej skóry jest istotny, to zwróćcie uwagę na ten tytuł.

 SEKRETY URODY KOREANEK 

Charlotte Cho
Wydawnictwo: Znak Literanova
Rok wydania: 2016
Stron: 224
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 8/10 - rewelacyjna

Czytaj dalej »

Persona non grata. Piotr Liana


"Persona non grata" jest debiutancką powieścią Piotra Liany. Debiut to zadziwiający, ponieważ tak interesującej i dopracowanej historii już dawno nie czytałam, aczkolwiek moją pierwszą reakcją, zaraz po rozpoczęciu lektury, było stwierdzenie, że w tej powieści wszystkiego jest za dużo - za dużo zdarzeń, tajemnic, postaci, i rozmów, ale wraz z rozwojem wydarzeń przekonałam się, że opowieść  wyśmienicie smakuje, a każdy jej element jest dopieszczony.

Praca Piotra Liany to prawie 700 stron przeprawy z Bożydarem Szczocarzem, który po dramatycznej śmierci rodziców, na zaproszenie nieznanej cioteczki Wichrzysławy - słynnej z wyśmienitej kuchni i lekkiej mowy - przyjeżdża do rodzinnej Kłobuczki koło Dukli na Podkarpaciu. Cóż za wyobraźnia w tworzeniu nazwy miejsc i nazwisk. Prawdziwe łamańce językowe. Bożydar zaryzykował z wyjazdem w nieznane, ale morderstwo jego rodziców i intrygujący list ciotki zmusiły go do działania. Już w drodze do Kłobuczki domyślił się, że jedzie w miejsce specyficzne. W mentalność wsi co nieco wprowadziła go pewna wyzwolona "dama", przedstawiając ją bardzo sugestywnie.

"Wariaty latają na wolności, chłop siekierą skraca żonkę o głowę, umarli wstają z grobów, koty zdychają bez powodów, a jakieś kretynki trzepią dywany piątek, świątek czy niedziela" [str.34]

W Kłobuczce wrze jak w ulu za sprawą prostytutki Maryny Hurmanowej, która - prosto z ambony - posądziła proboszcza o niecne czyny, a dokładniej o dziecioróbstwo. Mieszkańcy, których ulubioną rozrywką są plotki i złośliwości, w tempie błyskawicznym przekazują sobie najnowszą wiadomość. Emocje znacznie wzrastają, gdy dochodzi do zbrodni. Jak w tym wszystkim odnajdzie się Bożydar, który nie tylko ma zamiar rozwiązać zagadkę lokalnego morderstwa, ale też wśród licznych niedomówień będzie próbował odkryć tajemnicę swojego pochodzenia?

Piotr Liana to miłośnik zapomnianych miasteczek i wsi. Jego sympatię do takich miejsc wyraźnie widać w  tej historii. Kłobuczka jest wyjątkowa w swej charakterystyce, choć z drugiej strony, można się dopatrzeć typowym elementów dla wsi zabitej dechami, w której "Mało kto posiadał telewizor, jeszcze mniej osób mogło pochwalić się telefonem, a internet... cóż, kłobuczanie nie potrafili nawet wymówić tej nazwy"[str.186]. W takim miejscu nie dziwi zaangażowanie mieszkańców w funkcjonowanie parafii i dbanie o moralny kręgosłup sąsiadów, zwłaszcza  tych, którzy za nic mają dekalog, a trzeba mieć na uwadze, że w Kłobuczce ile bezbożników i innowierców tyle też fanatyków religijnych.

Mnie karykaturalny obraz podkarpackiej wsi bardzo się podobał, włącznie z ciekawą kreacją bohaterów, których jest co nie miara. Na dodatek każda z postaci jest unikatowa. Począwszy od Bożydara rudowłosego chudzielca, który w Kłobuczce nie tylko przechodzi odwyk od psychotropów i kofeiny, ale też przefiltrowuje potok słów ciociuni, żeby wyłapać najistotniejsze informacje dotyczącego swego pochodzenia. Wichrzysławy wielkiej, ale żwawej kobiety z sercem na dłoni i z soczystą polędwiczką w piecu. Aż po nawiedzoną Faustynę, pierwszą chętną do stawiania stosów dla heretyków, miejscowego głupka, policjanta z kompleksem Edypa, wyemancypowanej lesbijki i wielu, wielu innych oryginałów. Każdy z tych bohaterów dorzuca swoje trzy grosze do tajemniczej i zawiłej opowieści, obfitującej w liczne wątki, podkarpacką gwarę, czarny humor i ironię. Wielkie brawa dla autora za nietuzinkową powieść, w której poważne zagadnienia ukryto w niekonwencjonalnej i zagadkowej historii, gdzie rządzi dosadność i prowokacyjny, prześmiewczy ton. Jeśli szukacie opowieści z kapitalną intrygą w gawędziarskim stylu, która doskonale pobudza wyobraźnię, to bardzo polecam powieść Piotra Liany.

PERSONA NON GRATA

Piotr Liana
Wydawnictwo: Oficynka
Rok wydania: 2015
Stron: 662
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 7/10 - bardzo dobra

Czytaj dalej »

Samulka. Kinga Facon

Kinga Facon

SAMULKA

Wydawnictwo: Otwarte
Premiera: 2 marca 2016
Stron: 296
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 5/10 - przeciętna






Ewa ma trzydzieści lat i cierpi na poważne zaburzenia depresyjno-lękowe. Między innymi z tego powodu przeprowadziła się do małej miejscowości Samulki. W nowym, idyllicznym miejscu próbuje ułożyć sobie życie, co nie jest łatwe. Przeszłość daje się jej mocno we znaki, a introwertyczny charakter nie ułatwia kontaktu z miejscowymi, choć Ci bardzo chętnie przyjęliby ją do swego grona. Jednak dziewczyna woli czas spędzać na rozmowach z książkowymi bohaterami i w towarzystwie swojego czworonożnego przyjaciela, który jest najlepszym antidotum na jej smutki.

Ewa to postać, którą teoretycznie szybko można polubić, ponieważ wpisuje się w schemat ujmującej osoby, która uwielbia książki przez większość lubiane, jak choćby "Dzieci z Bullerbyn" czy "Anię z Zielonego Wzgórza". Kocha słodycze, kolor lawendowy, i wieczory w towarzystwie czekolady i dobrej powieści. Wydaje się, że byłaby z niej idealna przyjaciółka. Niestety nie polubiłam jej, bo nie dała mi takiej szansy. Ewa nie lubi rozmawiać z ludźmi, a jeśli już dochodzi do jakiejś konfrontacji, to wypowiada się lakonicznie. Bywa burkliwa, czasami ironiczna. W każdym razie jak ognia unika bliższych kontaktów. W sielskiej Samulce jest jak postać z innej bajki, szara, smutna i nieprzystępna, dlatego trudno mi zrozumieć, że mieszkańcy tak do niej lgnęli. Narzekam na Ewę, ale mam wrażenie, że jej charakterystyka bardzo dobrze oddaje osobę z problemami psychicznymi, choć nie do końca pasuje mi to do charakteru jej pracy, gdyż księgowość wymaga dokładności i trzeźwego umysłu, no a Ewa...  bywa gapowata i ma problemy z byciem sama ze sobą. Na szczęście mieszkańcy miasteczka staną się ratunkiem dla Ewy.


Wyrozumiałość i chęć pomocy mieszkańców wobec Ewy jest wielka, widać to dobrze na przykładzie jej szefowej, która bardzo jej pobłaża, w zachowaniu sprzedawców, sąsiadów, a nawet nieznajomych, których Ewa często uważa za zboczeńców, cóż, taka to już jej natura. Tym większe jej zaskoczenie, gdy jeden z ich stanie się bliski jej sercu. Samulkowianie, przynajmniej ci w otoczeniu Ewy, to ludzie głęboko wierzący, na dodatek bardzo bezpośredni i wrażliwi. Dlatego - mimo oporów bohaterki - włączają ją w życie parafii. Najczęściej ma to miejsce w przykościelnej kawiarence, gdzie Ewa ma okazję nie tylko zjeść pyszny deser, ale  przyjrzeć się bliżej nowym znajomym i poznać grafik uroczystości w kościele. Przebywanie wśród ludzi wierzących sprawia, że jej serce ponownie otwiera się na Boga. Do tego stopnia, że jak pomodliła się o czerwoną sukienkę, to chwilę później weszła do sklepu, w którym wisiała dokładnie taka sukienka, jakiej potrzebowała. 

Zdecydowanie wątek wiary w tej powieści jest motywem dominującym. Nie będę go analizować, bo uczucia z nim związane są subiektywne. Na pewno warto mieć na uwadze to, że Kinga Facon, przynajmniej z tego co wiemy z wydawniczej notki, jest byłym lekarzem medycyny, który dla rodziny zrezygnował z wykonywania zawodu i obecnie m.in. jest doradcą życia rodzinnego i trenerką metod NPR. Z całą pewnością wiara dla autorki jest bardzo znacząca, co przekłada się na losy bohaterów, ale tak jak wspomniałam wcześniej, to już jest indywidualne odczucie. Mnie głównie w tej książce raził tok fabuły. Oczekiwałam zaskakującej i wzruszającej historii, która głęboko mnie poruszy i dostarczy impulsów do przemyśleń. Niestety frazesy wtłoczone w nieciekawą, pozbawioną zwrotów akcji historię, której wydarzenia, a najczęściej są to obserwacje i przemyślenia Ewy, toczą się w kilku miejscach, na dodatek nieustannie się powtarzających, nie zrobiły na mnie wrażenia. Poza tym nie podobało mi się, że ważnemu tematowi dobrano sielskie i beztroskie tło, w którym Ewa ze swoimi ciemnymi myślami i niedostępnością raziła po oczach. Było to dla mnie uproszczone przedstawienie zagadnienia religii w życiu człowieka. Nie chodzi też o to, że temat wiary potrzebuje powagi i patosu, ale o to, że go spłycono i polukrowano.  W mojej ocenie "Samulka" to odrealniona i nieskomplikowana powieść, której przekaz jest bardzo jasny - wiara, nadzieja, i miłość, to wartości, które dają szczęście na ziemi i w niebie. Jeśli lubicie tego typu proste historie, to krótka opowieść o losach Ewy na pewno się Wam spodoba.

Czytaj dalej »

Motyle. Kolorowanka edukacyjna


Motyle. Robert M. Jurga
Wstęp oraz komentarze Mariusz Mleczak

Wydawnictwo: Vesper
Rok wydania: 2016
Stron: 84
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 8/10 - rewelacyjna


Kiedyś myślałam, że kolorowanie to zajęcie nie dla mnie. Ślęczenie nad jedną ilustracją ponad godzinę, wytrącało mnie z równowagi. Co tu dużo mówić, brakowało mi cierpliwości. Na szczęście cały czas czegoś się uczymy, nie stoimy w miejscu, dlatego dałam szansę kolorowance edukacyjnej wydawnictwa Vesper "Motyle". Co mnie do niej przekonało? Przede wszystkim tematyka. Uwielbiam motyle. Od lat mam w ogrodzie krzewy, które swoim zapachem przyciągają te urocze owady. Poza tym autorem ilustracji jest znany nie tylko w Polsce grafik Robert M. Jurga, a wstęp i komentarze są dziełem Mariusza Mleczaka, przyrodnika z wykształcenia i z zamiłowania, który bada i kolekcjonuje owady. Tak więc ta urocza kolorowana wyszła spod rąk fachowców. Na dodatek jest świetnym remedium na nudę, na oderwanie się od telewizora czy komputera. Kolorowanie to czas spędzony z własną wyobraźnią. Czas na ciszę i relaks. Może brzmię patetycznie, ale chwile spędzone na dobieraniu kolorów dają niebywałą satysfakcję i uwalniają od nadmiaru złych emocji.


Dodatkową, a właściwie główną zaletą kolorowanki, jest możliwość zdobycia wiedzy, gdyż przy każdej rycinie znajduje się wzmianka o gatunku motyla i jego krótka charakterystyka. Dlatego też możemy kolorować zgodnie z prawdziwym ubarwieniem motyla, a do tego trzeba poszperać w Internecie za dodatkową informacją, tym samym pogłębiamy swoją wiedzę. Jest to przednia rozrywka dla całej rodziny. Mnie ta opcja bardzo odpowiada. Inną możliwością jest dobieranie barw według własnego uznania. Co dusza zapragnie... Kilkadziesiąt rysunków daje olbrzymie pole do popisu, ogranicza nas tylko własna wyobraźnia. W publikacji wydawnictwa Vesper znajdują się też plansze proponujące coś więcej niż kolorowanie, np. są karty, na których należy narysować kwiatki w doniczce, a na nich motyla lub należy skupić uwagę i dorysować brakujące elementy kwiatów, drzew, i motyli.  


Nie jestem mistrzem kolorowania, ale ta forma rozrywki daje mi wiele radości i uczy cierpliwości. Oprócz tego zabawa kolorami, szczególnie przy ozdabianiu motyli, to ogromna przyjemność. Wzory, kształty i kolory pobudzają umysł do twórczej pracy, a upragniony przez nas wynik tejże pracy, daje olbrzymią satysfakcję. "Motyle" to pięknie wydana edukacyjna kolorowanka, której rozmaitość ilustracji zaskakuje i zachwyca. Oprócz tego odpowiednia gramatura papieru ułatwia kolorowanie. Grafit nie ślizga się, a miękko przylega, przez co kolorowanie staje się dużo łatwiejsze. Szczerze polecam tę publikację, bo jest to doskonały odpoczynek i dodatkowe źródło wiedzy o motylach.


Czytaj dalej »

Wiek cudów. Karen Thompson Walker

Karen Thompson Walker

WIEK CUDÓW

Wydawnictwo: Znak Literanowa
Rok wydania: 2016 (wydanie II)
Stron: 304
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 6/10 - dobra 




"Na początku nie wiedzieliśmy o tym dodatkowym czasie, który wybrzuszał gładką krawędź każdego dnia niczym kwitnący pod skórą guz" [str.9]

Początek października zmienił życie ludzi na całym globie. Naukowcy ogłosili, że oś Ziemi spowalnia, co za tym idzie, wydłużają się dni i noce, grawitacja wariuje, umierają ptaki, rośliny, a promieniowanie zaczyna zagrażać ludziom. Proces ten nazwano spowolnieniem. Wielu ludzi wpadło w panikę. Porzuciło swój dobytek i uciekło w miejsca, które i tak nie były gwarancją bezpieczeństwa. Ci którzy nie zdecydowali się na migrację zostali, próbując żyć w nowym systemie. Jednak społeczeństwo zaczęło się dzielić, kiedy - mimo że doba rozciągała się jak guma - wprowadzono czas zegarowy. Nieliczni zrezygnowali z wymuszonej dwudziestoczterogodzinnej doby i - pomimo braku przychylności - decydowali się żyć według wschodów i zachodów słońca. Rodzina jedenastoletniej Juli należy do zwolenników czasu zegarowego. Dlatego dziewczynka wstaje w środku nocy, żeby zdążyć na pierwszą lekcję, a w upalne, słoneczne dni próbuje ułożyć się do snu. Ewidentnie świat zaczął się zmieniać, a w raz z nim ludzie.

Narratorką w tej historii jest wspomniana 11-letnia Julia, która od chwili głoszenia spowolnienia, relacjonuje przemianę swojego otoczenia. Jej przekaz pozbawiony jest ubarwień, są to proste spostrzeżenia obrazujące nowy porządek. Smutny i melancholijny, gdyż czas zwiastujący koniec świata zmienia wszystkie relacje. To co było stabilne upada, a to, co nie miało szans na zaistnienie rozkwita. Tak jak przyjaźń Juli z Sethem - chłopcem trzymającym na dystans swoich rówieśników. Młodzi, mimo że mają świadomość w jakich czasach żyją, próbują funkcjonować w nowych zagrażających zdrowiu i życiu warunkach. Ich spontaniczność i pewność uczuć dają nadzieję, nawet w obliczu końca świata.
 
Karen Thompson Walker stworzyła refleksyjną i piękną historię, która nie tylko pokazuje jak zmienia się świat i ludzie, ale też jak jesteśmy bezsilni wobec mocy wszechświata. Bo pomimo tego, że rozwój nauki i techniki jest ogromny, to jednak w obliczu nieznanego jesteśmy słabi. Nie zmienia to faktu, że w kryzysowych sytuacjach nie poddajemy się i walczymy o przetrwanie. Jest to optymistyczne przesłanie tej historii, podobnie jak to, że żadna globalna katastrofa nie jest w stanie zniszczyć miłości i prawdziwej przyjaźni. Mnie powieść przypadła do gustu, poza tym odrobinę przypomina mi film "Melancholia" Larsa Von Tiera. Raz, że ma powolne tempo, a dwa, jest nostalgiczna i lekko depresyjna, ponieważ obserwujemy frustrację bohaterów, ich strach i zniechęcenie. Jednak w przypadku tej książki stany pesymizmu dotyczą głównie dorosłych. W dzieciach jest pewna beztroska i wiara w to, że nie ma rzeczy niemożliwych. Powieść jest przejrzysta i poprawnie napisana, ale narracja nie pasowała mi do jedenastolatki. Była zbyt dojrzała i precyzyjna. Z drugiej strony to wspomnienia Julii, która nastolatką już nie jest. Bez dwóch zdań "Wiek cudów" to powieść inteligenta i realistyczna, która w ciekawy sposób przestrzega przed nadmierną eksploatacją naszej planety. Dla przykładu olbrzymia chińska Zapora Trzech Przełomów zmieniała oś i prędkość obrotową Ziemi, więc sci-fi przestaje powoli być fikcją. Jednak powieść Walker to znacznie coś więcej niż tylko ostrzeżenie, to też smutek dorastania w cieniu zagłady, rozłam społeczeństwa, i próba życia w świecie, w którym każdy dzień może być ostatni. Polecam tę powieść, bo pomimo pewnej banalności i nastoletnich bohaterów, to błyskotliwa i wzruszająca historia, która niebawem doczeka się ekranizacji w reżyserii Catherine Hardwicke, spod ręki której wyszedł m.in "Zmierzch" i "Dziewczyna w czerwonej pelerynie".

Czytaj dalej »

Lolo. Marta Szreder

Marta Szreder

LOLO

Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2015
Stron: 224
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 5/10 - przeciętna





"Lolo" to powieść zainspirowana życiem jednego z największych polskich psychopatów Karola Kota. Wszystko byłoby w najlepszym porządku, gdyby nie to, że autorka ze zwyrodnialca, który sam o sobie mówił "...lubiłem pić ciepłą krew i zabijałem jak nikt inny z Krakowa"*, zrobiła zagubionego nastolatka sfiksowanego na punkcie koleżanki.

Źródło
Być może dużo bardziej podobałaby mi się ta książka, gdybym przed jej przeczytaniem, nie zapoznała się z szokującymi materiałami dotyczącymi Kota. Ten skazany na karę śmierci nastolatek nie tylko nie okazywał skruchy, ale chełpił się swoją bezwzględnością, uwielbiał krew i interesowało go wszystko co dotyczyło zabijania, i zadawanie bólu. Już w dzieciństwie czerpał przyjemność z patrzenia na zabijane zwierzęta, a w jednym z wywiadów wspominał jak zafascynował go obóz koncentracyjny w Oświęcimiu i że on sam wymyśliłby jeszcze okrutniejsze tortury. Wypisz, wymaluj, psychopata. Nie chcę rozpisywać się o życiorysie i podłych wyczynach Kota, bo sami możecie o tym poczytać, w Internecie nie brakuje informacji o jego życiu, chcę tylko podkreślić, że temu osobnikowi dalekie było człowieczeństwo. W latach jego morderczego działania, w mieście panowała psychoza strachu, bo dla Kota nie było żadnego tabu. 

W książce Marty Szreder widzimy dysonans między tym jak Kot został przedstawiony, a czego możemy się dowiedzieć o tym osobniku z archiwalnych zapisów.  Rozumiem, że autorka miała do tego prawo, to jej wizja, ale mi ona absolutnie nie przypadła do gustu. Ponieważ czytając widziałam samotnego, borykającego się z problemami dojrzewania młodzieńca, zafascynowanego nożami i pewną uroczą Kaliną, który nie potrafił zapanować nad swoimi wzburzeniami. Czy to mogły być motywy do zostania zabójcą? teoretycznie tak, ale w przypadku Karola Kota do morderstw pchała go psychopatyczna osobowość, a nie brak wzorców czy negatywne kontakty społeczne. Liczyłam, że historia inspirowana faktami, w pewien sposób napiętnuje i ukaże naturę zwyrodnialca, a nie przedstawi nieszczęśliwego nastolatka, który - jakby mimo chodem - stał się ofiarą własnych czynów. Niestety w książce nie czuć też niepokoju i mroku, a wydaje się, że taka aura powinna towarzyszyć tak okrutnej postaci. Brakowało mi też dogłębniejszej analizy psychologicznej i emocji, bo mimo że książkę czyta się błyskawicznie, to nie towarzyszy temu silne poruszenie i napięcie. Według mnie Marta Szreder napisała prostą, niezbyt wnikliwą historię, o kimś kto kierował się wypaczonym instynktem, dla którego agresja była swego rodzaju wentylem tłumionej złości i rozczarowania. Pozostaje pytanie, po co z psychopatycznego mordercy, ubóstwiającego polować na swoje ofiary, robić łagodnego, melancholijnego i zgnębionego chłopca, który  "niechcąco" zabija?

*cytat pochodzi z "Kto zabija człowieka - najgłośniejsze procesy w powojennej Polsce" Bogusław Sygit

Na podstawi książki powstał film "Czerwony pająk"




Jeśli ktoś ma ochotę na tę książkę, to proszę w komentarzu wyrazić chęć jej posiadania. Bez problemu się nią podzielę.
Czytaj dalej »

Portret Doriana Graya. Oscar Wilde

Oscar Wilde

PORTRET DORIANA GRAYA

Wydawnictwo: Vesper
Rok wydania: 2015
Stron: 276
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Przekład Maria Feldmanowa

Moja ocena: 9/10 - wybitna





Moją przygodę z "Portretem Doriana Graya" zapoczątkował film z 1973 roku w reżyserii Glenna Jordana. Nie pamiętam dokładnie kiedy produkcja ta pojawiła się w naszej telewizji, ale z całą pewnością było to pod koniec lat 80.. Byłam wtedy smarkaczem, który ogromnie wystraszył się oszpeconego portretu głównego bohatera. Oczywiście na temat książki Oscara Wilde'a niewiele wiedziałam, dopiero po latach poznałam smak twórczości tego kontrowersyjnego irlandzkiego pisarza. Życie Wilde'a, jak i powieści "Portret Doriana Graya" mogą służyć jako ciekawe zagadnienie do napisania pracy naukowej, ale spokojnie... nie będę tego tutaj robić. Chcę tylko pokrótce przedstawić powieść, zaliczającą się do klasyki literatury, która porusza wiele istotnych motywów, a także która swego czasu, to jest w roku 1890, wywołała spore zamieszanie.

Pierwsza wersja książki ukazała się w miesięczniku „Lippincott's Monthly Magazine”. Od razu powstał wielki szum. Powieść uznano za wulgarną, pełną homoerotycznych aluzji, wyuzdaną, a nawet skażoną moralnym zepsuciem. Warto wziąć pod uwagą to, że do druku trafiła już ocenzurowana wersja, wiec co było w oryginale?... Po fali krytyki Wilde poprawił swoją pracę. Zmodyfikowana historia ukazała się w formie książki w 1891 roku.

Historia rozpoczyna się w momencie, gdy Bazili Hallward kończy malować obraz wyjątkowej urody chłopca z wyższych warstw społecznych niejakiego Doriana Graya. Urodziwy młodzieniec nie tylko zachwyca pięknymi rysami, ale też szlachetnym usposobieniem nieskażonym przez zło świata. Hallward jest zachwycony swoim modelem do tego stopnia, że Dorian staje się jego natchnieniem. W chwili artystycznego uniesienia malarz dzieli się swoją fascynacją z przyjacielem, cynicznym lordem Henrykiem Wottonem. Ten poznając Doriana również ulega urokowi młodości i niewinności. Niezwykła uroda chłopca, sprawia, że wdaje się z nim w polemikę dotyczącą siły młodości i piękna, a także odwagi w spełnianiu swoich marzeń i fantazji. Zaintrygowany teoriami Wottona Dorian wypowiada życzenie, oby to twarz na obrazie starzała się, była odzwierciedleniem jego grzechów, a nie on sam. Konsekwencje tych słów będą niezwykle poważne. Dorian jak opętany rozsmakuje się w niemoralnym życiu, będzie przekraczał granice, stanie się okrutny i egoistyczny, ale jego uroda nie ucierpi na nieetycznym trybie życia, za to na obrazie coraz bardziej widoczne będzie piętno jego bezwzględnych występków.


Oscar Wilde w swojej powieści zawarł sporo ciekawych kwestii, począwszy od potrzeby wyrażania swobody artystycznej, poszukiwania sensu życia, częstego mylenia urody zewnętrznej z pięknem duszy, kultu piękna, aż po motyw winy i kary. W książce sporo jest błyskotliwych dialogów, intrygujących koncepcji, które mimo upływu lat nie tracą ważności. Wiele z pozoru niewinnych monologów, przybranych w ironię i lekki humor, zawiera w sobie spostrzeżenia dotyczące mieszczańskiej moralności wiktoriańskiej Anglii. Wilde jest mistrzem w stosowaniu aluzji, w tym podtekstów homoseksualnych, co prawda wyrażonych jako uwielbienie estetyzmu, czy umiłowaniu ducha romantyzmu. O ile we współczesnych czasach historia Doriana Graya nie szokuje, o tyle w ówczesnym społeczeństwie, gdzie homoseksualizm traktowany był jako jeden z największych grzechów, jako zbrodnia przeciwko naturze, tego typu nawiązania były szokujące i gorszące. Według mnie "Portret Doriana Graya" to powieść doskonała, bogata w ciekawie nakreślone postacie, niejednoznaczna, przez co można ją interpretować na wiele sposobów, i ciągle aktualna. Na dodatek publikacja wydawnictwa Vespera jest w przekładzie Marii Feldmanowej, zasłużonej tłumaczki prozy Oscara Wilde'a, której tłumaczenie oddaje niepowtarzalny klimat epoki oraz piękno stylu. Oprócz tego powieść wzbogacona została o ilustracje Henry'ego Westona Kenna. Muszę przyznać, że wydanie robi wrażenie, mało tego, że tekst zachwyca, to i grafiki cieszą oczy. Zdecydowanie "Portret Doriana Graya" to lektura obowiązkowa, której tak na prawdę nie trzeba polecać, bo to klasyka literatury.
Czytaj dalej »

Jutro zaświeci słońce. Joanna Sykat

Joanna Sykat

JUTRO ZAŚWIECI SŁOŃCE

Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2015
Stron: 289
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 8/10 - rewelacyjna






Rodzina - oaza spokoju, poczucia bezpieczeństwa, ciepła, miłości, szacunku, i odpowiedzialności. To pierwsze przychodzi mi do głowy, kiedy myślę o tej podstawowej komórce społecznej. Nie sądzę, żeby moje kojarzenie bardzo różniło się od rozumowania większości ludzi. Niestety bywa też tak, że więź miedzy członkami rodziny zostaje zachwiana np. kiedy rodzic zimnym chowem, brakiem czułości i ciągłymi naganami zaniża poczucie wartości u dziecka. Konsekwencje takiego wychowania są bardzo poważne. Sprawiają, że dorastający młody człowiek gubi się pomiędzy tym, czego pragnie, a tym, czego chce dla niego najbliższa osoba. Taki dysonans panuje w duszy Anity. Kobiety, która marzy by zostać pisarką i żyć pełną piersią, jednak jej despotyczna matka, miażdżąca ją każdym słowem i gestem, podcina jej skrzydła i sprawia, że Anita pieczołowicie hoduje w sobie strach, nie tylko przed życiem, ale też przed samą sobą. Paweł - mąż Anity, robi wszystko aby wyrwać żonę spod rządów nieograniczonej władzy rodzicielki, ale czy nie jest to przypadkiem walka z wiatrakami...  

Historia Anity to jej monolog, bardzo intymny i wzruszający. Bohaterka pokazuje nam różne oblicza swojego lęku, zaszczepionego przez zimną matkę, która - ze znanych tylko sobie powodów - hamuje w córce wszelkie próby niezależności, czyniąc z niej życiową kalekę. Na szczęście Anita ma męża, który nie ustaje w próbach przegonienia jej obaw i kompleksów, i uczynienia jej szczęśliwą. Problem w tym, że Anita musi zdobyć siłę, żeby przeciwstawić się matce. Wykrzesanie z siebie mocy, która uleczyłaby toksyczną zależność jest prawie niemożliwe. Jednak przypadek, a może dobry duch, poprowadzi ją w  miejsce, w którym będzie musiała się zmierzyć z przeszłością i to nie tylko swoją, ale też bliskich jej kobiet, które za fasadą normalności skrywały rodzinne sekrety. 

Temat relacji rodzinnych jest niezwykle  trudny i delikatny. Sztuką jest odnaleźć w nim równowagę. Joannie Sykat autorce m.in. "Tylko przy mnie bądź""Jesteś tylko mój"  idealnie się to udało. Jej wrażliwość jest niesłychana. Mało tego, że nazywa rzeczy po imieniu, to daje im też nastrojowe i tajemnicze tło. Wszystko to sprawia, że opisana historia jest nie tylko mądrą opowieścią, z której niejeden rodzic mógłby czerpać wiedzę o tym, jak świat postrzega mały człowiek, ale też intrygującą podróżą przez niejednoznaczne losy bohaterów. Poza tym historia Anity i jej matki pokazuje silną więź, którą  - nawet zadając rany - trudno zerwać. Zapewne niektórzy pomyślą sobie, że Anita to niepozbierana bidulka, której trzeba porządnego lania, żeby wreszcie przejrzała na oczy, cóż, to tak nie działa. Relacja matki z córką określa życie, a także zaszczepia obsesje. Spod takiej siły niełatwo się wyrwać, szczególnie że każdy nasz czyn jest konsekwencją wychowania i doświadczeń, determinujących to, kim jesteśmy. 


Muszę przyznać, że powieść "Jutro zaświeci słońce" zrobiła na mnie duże wrażenie. To doskonale przygotowana powieść psychologiczno-obyczjowa, charakteryzująca się przenikliwą analizą charakterów i szczerością, która zadziwia i wzrusza. Wiele w niej subtelności, delikatnych nut, liryczności, ale też mocnych treści, które swoją ekspresją poruszają naszą wrażliwość. Mnie momentami poznawanie losów Anity fizycznie bolało, ale... historia ta spowodowała, że z rozrzewnieniem wspomniałam swoje szczęśliwe dzieciństwo, doceniając możliwość dorastania w wśród ludzi o dobrym sercu i życiowej mądrości. Gorąco polecam najnowszą powieść Joanny Sykat. Nie jest to lektura łatwa, gdyż wymaga skupienia i otwartego umysłu, ale gra jest warta świeczki, ponieważ tak wartościowa lektura nieczęsto się zdarza.    


Niebawem można będzie powalczyć o dwa egzemplarze tej książki. Na blogu pojawi się konkurs, więc bądźcie czujni.



Czytaj dalej »