Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stefan Darda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stefan Darda. Pokaż wszystkie posty

Zabij mnie, tato. Stefan Darda

Stefan Darda

ZABIJ MNIE, TATO

Wydawnictwo: Videograf
Rok wydania: 2015
Stron: 352

Moja ocena: 6/10 - dobra





 Zdzisław jest emerytowanym policjantem, który - zmęczony pracą i miastem - przenosi się do niewielkiego miasteczka, licząc na spokój i anonimowość. Jednak już w pierwszych dniach poznaje Kamila, sympatycznego właściciela pizzerii, z którym szybko się zaprzyjaźnia. O tego czasu Zdzisław bierze czynny udział w życiu rodzinnym nowego przyjaciela, czerpiąc radość z przebywania w serdecznym gronie ludzi. Niestety nic co dobre nie trwa wiecznie. Dwie młodsze córki Kamila zostają porwane. 

Dramatyczne zdarzenie porusza całą społeczność, tym bardziej że do tej pory miasteczko uchodziło za wyjątkowe spokojne i bezpieczne. Koszmarne przeżycia sprawiają, że rodzina Kamila emocjonalnie się rozpada. Pogrążeni w rozpaczy rodzice nie tylko muszą radzić sobie z własnym bólem, ale też muszą tchnąć nadzieję i wiarę w najstarszą córkę, która tego feralnego dnia miała odprowadzić młodsze rodzeństwo do domu. Czas mija, ale mimo starań policji sprawa nie posuwa się do przodu. Zdesperowany Zdzisław wykorzystuje swoje znajomości i dowiaduje się, że w wyniku niedoskonałego systemu polityczno-prawnego został wypuszczony na wolność psychopata, który najprawdopodobniej upodobał sobie ich okolicę.

Stefan Darda genialnie ukazał emocje bohaterów, ponieważ nadał im cechy, które sprawiają, że ich ból jest naszym bólem. Poza tym nie wiem, czy jest ktoś, kogo nie porusza krzywda dziecka. Nie trzeba wielkiej empatii, żeby wczuć się w rolę rodzica, który zmaga się z koszmarem straty ukochanego dziecka, bezradnością, poczuciem winy, a także niesprawiedliwością systemu prawnego. Ta sugestywność zdarzeń i odczuć jest ogromna. Zwłaszcza że autor poruszył ważne i emocjonujące problemy społeczne dotyczące "ustawy o bestiach" i o systemie alarmowym Child Alert. Dolał też oliwy do ognia, podkreślając hipokryzję polityków, przekładających dobro własnych interesów ponad dobro społeczne. Nie zabrakło też napiętnowania osób, które "karmią się" dramatami, wykorzystując nieszczęście innych do uatrakcyjnienia sobie dnia. Rys nastrojów społecznych zdecydowanie udał się autorowi. Bez wątpienia obyczajowe tło jest w tej historii bardzo znaczące, mam wrażenie, że jest istotniejsze od kryminalnej intrygi, której... też nic nie brakuje. 

Tok wydarzeń jest sensowny i konsekwentny, ale w moim odczuciu opowieści brakuje równowagi. Wstęp jest bardzo długi, momentami nużący, ponieważ na tym etapie poznajemy mentalność miasteczka, a także widzimy genezę przyjaźni Zygmunta z Kamilem, której zaczątkiem były szczere wyznania dotyczące kolei losu. Oczywiście rozumiem taki porządek, jednak typowe - dla byłego policjanta i przeciętnego Kowalskiego - zwierzenia nie podnoszą temperatury czytania. Po tym niezajmującym wprowadzeniu następuje nawał nieszczęść, który bardzo mocno na czytelnika oddziałuje. Nagromadzenie wzruszeń jest potężne, żałuję, że początek historii nie przygotowuje do szoku, który nas spotyka. Wyczuwa się dysharmonię i nie powiem, żeby było to komfortowe. Lekko rozczarowało mnie też zakończenie, dlatego że lubię szarości, niedopowiedzenia, a w tym przypadku było zbyt jednoznaczne. 

Lubię książki i opowiadania Stefana Dardy. Kilka lat temu wkręciłam się w jego twórczość, ponieważ wybitnie spodobał mi się klimatyczny styl pisania, jednak niepokoi mnie to, że autor tkwi w charakterystycznych dla siebie schematach. Z jednej strony nie jest to wadą, bo bywa to dobre, ale ciągle ten sam typ bohatera, z pogmatwaną przeszłością, uciekającego z miasta do niewielkiej mieściny, w której dzieją się rzeczy niestworzone (w tej historii brak jest paranormalnych zdarzeń) zaczyna być drażniący. Od książek Dardy wymagam więcej, ale podsumowując, "Zabij mnie, tato" to dobra powieść, może odrobinę kulejąca, ale to emocjonalny rollercoaster, doskonały temat do podjęcia polemiki na ważne społeczne tematy. 

Pod tym linkiem KLIK znajdziecie moje opinie na temat zbioru opowiadań i innych książek Stefana Dardy, w tym cyklu Czarny Wygon.

Czytaj dalej »

Opowiem ci mroczną historię. Stefan Darda

Stefan Darda

OPOWIEM CI MROCZNĄ HISTORIĘ

Wydawnictwo: Videograf
Rok wydania: 2014
Stron: 325
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami


Moja ocena: 6/10 - dobra




Stefana Dardę zapewne kojarzy większość czytelników, a już na pewno miłośnicy mrocznych klimatów. Ponieważ Darda jest najpopularniejszym polskim autorem powieści i opowiadań grozy. Znamy go m.in. z „Domu na Wyrębach”, serii Czarny Wygon i krótkich form z antologii „Horyzonty wyobraźni”, „”13 ran” oraz „15 blizn”. Twórczość Dardy bardzo lubię, wybitnie podoba mi się nastrój jego historii, sugestywne opisy i zazwyczaj zaskakujące zakończenia. Dlatego z niemałą ekscytacją wzięłam się za czytanie jego najnowszego zbioru opowiadań „Opowiem ci mroczną historię”.


W antologii znajduje się dziewięć opowiadań, które powstały na przestrzeni kliku lat i w pewnym sensie zamykają pierwszy etap twórczości Dardy. Z założenia są to opowiadania grozy, ale tej grozy jest w nich nie za wiele. Owszem, nastrój każdej z historii przyjemnie zadrażnia, niepokoi, ale nie na tyle, żeby fani dreszczu emocji mogli być nią nasyceni. Mnie w każdym razie brakowało mocnych wrażeń, chociaż nie powiem, fabularnie teksty są dobrze i ciekawie skonstruowane, a poza tym autor w swoich pracach zawsze świetnie ukazuje intencje bohaterów, ich stany wewnętrzne, dzięki czemu psychologiczna strona opowiadań zachwyca, bo nie ma to jak drażnienie najczulszych strun naszej emocjonalności. Może dlatego opowiadaniem, które zawsze – bo znam je już z antologii „15 blizn” - robi na mnie wrażenie jest „Spójrz na to z drugiej strony”. W tekście tym stykamy się z zaskakującą postacią psychopaty i przerażającym dylematem matki bliźniaków zmuszonej do wybrania dziecka, które zostanie ocalone. Równie mocno podobało mi się opowiadanie „Ostatni telefon”, w którym kontrowersyjny temat, a właściwie zachowanie dziennikarza, doprowadza słuchaczkę do samobójstwa. Tak naprawdę każdy tekst jest ciekawy, każdy ma drugie dno, w każdym są domysły, niedopowiedzenia oraz jest możliwość analizy intencji bohaterów. Bardzo mi się to podoba, za to cenię autora, bo nawet jeśli, któreś z opowiadań nie spełniło moich oczekiwań jak np. tytułowe „Opowiem Ci mroczną historię”, czy choćby „Nika”. Gdzie pomysły były świetne; w pierwszym mamy do czynienia z historią sprzed lat, opowiadaną przez staruszka, która rozpoczyna się od zatrważających wydarzeń na cmentarzu, a w drugim z postacią wampira, to jednak czułam, że temat jest niewyczerpany. Może się czepiam, bo w końcu miałam do czynienia z opowiadaniem, a nie powieścią, ale czułam, że można więcej, mocniej, z większą grozą. Na szczęście do większości opowiadań nie mam zastrzeżeń, poza brakiem większej trwogi, którą niekiedy dobrze zastępowało zaciekawienie, nakręcające emocje do maksimum, tak np. było w opowiadaniu „Pierwsza z kolei” - genialny tekst, bardzo dobrze ukazujący studium szaleństwa i świetnie grający na emocjach.

Źródło
Podsumowując. „Opowiem ci mroczną historię” jest zbiorem nierównym. Znajdziecie w nim teksty o różnym natężeniu emocjonalnym, bardziej lub mniej rozwinięte. Jednakże tematyka opowiadań jest tak ciekawa, ponieważ trafimy na typowe ghost story, socjopatów, samobójców, wypadki, depresje, wampiry, że każdy znajdzie coś dla siebie. Dodatkowym atutem jest interesujące posłowie, w którym autor zdradza genezę opowiadań, jest to nie lada gratką dla fanów Dardy, sądzę, że dobrze mieć taki zbiór na swojej półce. Mnie on bardzo cieszy, mimo że oczekiwałam od niego czegoś więcej, czegoś znacznie mocniejszego, ale to jak pisze Darda, jak działa na zmysły, pobudza wyobraźnię i zmusza do analizy zachowań wystarczająco mnie usatysfakcjonowało.
Czytaj dalej »

Czarny Wygon: Bisy II

Stefan Darda

CZARNY WYGON: BISY II

Wydawnictwo:Videograf
Rok wydania: 2014
Stron: 320
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 6/10 - dobra



Czekałam, czekałam i się doczekałam. Po ponad dwóch latach od przeczytania pierwszego tomu serii Czarny Wygon wreszcie dane mi było poznać zakończenie historii o przeklętej wiosce na Roztoczu. Uczucia mam mieszane, bo finał, jak i konstrukcja powieści bardzo mi się podobały, ale mam niedosyt akcji w zatrzymanej w czasie wiosce, gdzie się podziała rozróba w Starzyźnie? To na nią tyle czasu czekałam, na to, że Witek Uchmann spuści taki łomot upiorom, że będę wióry i iskry leciały, a tu wszystko rozegrało się spokojnie, za spokojnie, wielka szkoda. Nie zmienia to jednak faktu, że książka jest dobra, a cały cykl – według mnie - rewelacyjny, bardzo zachęcam do jego przeczytania, dodam jeszcze, dla tych co nie wiedzą, albo nie pamiętają, że pierwsza część cyklu – „Czarny Wygon. Słoneczna Dolina”  znalazła się w pierwszej dziesiątce polskich horrorów wszech czasów, a „Czarny Wygon. Bisy” (trzeci tom) został uhonorowany Nagrodą Natilus za najlepszą powieść fantastyczną 2012 roku.



Skupmy się jednak na tym ostatnim tomie, w którym to autor zgrabnie zamyka wszystkie wątki, przez co „Bisy II” są książką logiczną i pomysłową, bo teoretycznie nie ma się do czego przyczepić, oczywiście poza tą mało widowiskową akcją w przeklętej wiosce. Nasz bohater Witold Uchmann - dziennikarz, który w poszukiwaniu materiału udał się na malownicze Roztocze, w okolice Zwierzyńca, wpakował się w nie lada kabałę. Zaczątkiem wszystkiego był brulion z opisaną tajemniczą historią wsi Starzyzna, która jak się okazuje, jest zatrzymaną w czasie osadą, gdzie pod dowództwem krwiożerczego proboszcza jest zgraja upiorów. Witek - po wielu przyprawiających o ciarki doświadczeniach - musi stawić czoła zmorom i stoczyć ostateczną walkę, ponieważ sprawy się zaogniają i demony zaczynają przenikać do realnego świata. 

Jak przystało na ostatni tom, wszystko w tej części pięknie się zazębia, nagle wszelkie domysły zaczynają przybierać odpowiednią formę, na początku niezbyt śpieszną, ale ku uciesze czytelników, wraz z rozwojem wydarzeń, Darda nie pożałował narzucających tempo zdarzeń, nie zabrakło też dramatycznych twistów i przerażających wyczynów bosa demonów czyli Czarnego, który zaczyna zdrowo motać w realnym świecie. To połączenie fikcji z faktami, z rzeczywistym tłem, jest niezwykle udane. Sprawia, że opowieść ma dużo bardziej niepokojący wydźwięk, chociaż akurat grozy jej nie brakuje, ponieważ historia sama w sobie skutecznie straszy, jako że nawiązuje do legend miejskich, a jeśli ktoś lubi te klimaty, pamięta dreszczyk niepokoju związany z opowiadaniem strasznych historii nocami na koloniach czy obozach, to będzie zachwycony serią „Czarny Wygon”. Poza tym autor umiejętnie wykorzystuje ludowe wierzenia i chrześcijańskie motywy, co również podbija atrakcyjność opowieści i sprawia, że jej oddziaływanie na czytelnika jest silniejsze, głównie dlatego że ścierają się siły dobra ze złem, a jak wiadomo tego typu walki są niezwykle zacięte, dodatkowo pozwalają ocenić czyny bohaterów po względem moralnym, a warto pamiętać, że niektórzy osobnicy z sumieniem mają nie po drodze.

W Moim odczuciu „Czarny Wygon. Bisy II” jest udaną częścią, ale niestety nie tak dobrą jak wcześniejsze tomy. Być może dlatego że postawiono w niej nacisk na uzasadnienie działań bohaterów i mimo że sporo się dzieje, postaciom nie brak wigoru, to jednak dynamika powieści nie jest na takim poziomie jakbym sobie życzyła, na szczęście Stefan Darda potrafi opowiadać i chcąc czy nie chłonie się tę historię, dlatego gorąco polecam ten cykl powieściowy, bo bezsprzecznie jest on warty uwagi.

Seria Czarny Wygon:
3. Bisy 


Czytaj dalej »

Czarny Wygon. Bisy

Stefan Darda

CZARNY WYGON. BISY

Wydawnictwo: Videograf
Data: 2012
Stron: 276






Na „Bisy”, trzecią część cyklu „Czarny Wygon” autorstwa Stefana Dardy długo przyszło nam czekać, jednak czasami warto uzbroić się w cierpliwość, gdyż jak mawiał francuski filozof Rousseau „Cierpliwość jest gorzka, ale jej owoce są słodkie”, tak więc nagroda za wytrwałość jest wielka, ponieważ „Bisy” to bardzo udana kontynuacja, zachwycająca konstrukcją oraz doskonałym nastrojem, który sprawia, że lektura jest mrożącą krew w żyłach wędrówką w której nakładanie się zjawisk nadprzyrodzonych na motywy realne, daje niesamowity efekt, jest jak sen na jawie; przejrzysty, ale nieprawdopodobny.

Bisy zawierają kontynuację losów Witolda Uchmanna, warszawskiego dziennikarza zajmującego się zjawiskami paranormalnymi, który w poszukiwaniu tematu udał się na urokliwe Roztocze i niespodziewanie trafił do Starzyzny, zaklętej w czasie wioski, gdzie przerażający duch miejscowego proboszcza przewodzi hordzie upiorów. Żeby nie zdradzić zbyt wiele z zaskakującej fabuły, napiszę tylko, że w tej części zostaną wyjaśnione wcześniejsze zagadki, ale też pojawiają się nowe znaki zapytania, m.in. czy Witkowi uda się pokonać klątwę?, czy nowe znajomości, które zawrze dziennikarz będą udane? oraz co stało się z Adamem Nawrotem?, i czego chce Czarny?, nowa postać w historii, ale najprawdopodobniej najlepiej znająca zasady makabrycznej gry, co gorsze nie należąca do sympatycznych... żywych osobników.

Nie wiem jak Wy, ale ja lubię się bać, od dawien dawna z zamiłowaniem wsłuchuję się w opowieści o duchach. Atmosfera tych posępnych seansów jest wyjątkowa i niezapomniana, i może dlatego, tak bardzo podobają mi się powieści Stefana Dardy, bo mają specyficzny klimat, odczuwany za pomocą wszystkich zmysłów, wywołuje on gęsią skórkę, sprawia, że z niepokojem wsłuchujemy się w dźwięki domu, czujemy narastający lęk, ale jednocześnie nie możemy przestać czytać, bo historia jest jak niezawodny wabik na osobniki uzależnione od subtelnej grozy.

Wielkim atutem książki są również postacie, te dobrze znane i te nowe, które były powiązane z całą opowieścią, ale dopiero teraz będziemy mogli je bliżej poznać. Kreacje bohaterów są bardzo naturalne, przedstawiają zwykłych, spontanicznych ludzi, uwikłanych w nadprzyrodzone zjawiska. Te szczere charaktery sprawiają, że działania bohaterów odbieramy bardzo realnie, co więcej, nie pozostajemy obojętni na ich dolę, i mimo że niekiedy ich zachowania czy plany są zatrważające, to jednak zawsze znajdujemy wytłumaczenie dla ich postępowania.

W „Bisach” styl pisania Stefana Dardy nie uległ zmianie i chwała mu za to, bowiem nadal mamy do czynienia z przystępnym językiem, dzięki czemu powieść jest zrozumiała, bezpośrednia i bogata w plastyczne opisy natury, jak również opisy upiorów; autor dokładnie tłumaczy zjawiska i obrazowo je przedstawia. Poza tym akcja wydarzeń ma właściwe tempo, konstrukcja fabularna jest niezwykła, pojawia się ciekawy wątek znajomości Witka z jedną z bohaterek oraz tworzy się intrygujący temat, dotyczący  Czarnego, od razu też rodzi się pytanie, kim on u licha jest?, skoro upiór Dobrowolskiego przy nim to mały duszek. 

Zakończenie książki jest spektakularne i otwarte, na pewno doczekamy się kontynuacji, ponieważ mocy epilog musi mieć ciąg dalszy. Cóż można więcej napisać, powieść „Bisy” jak i cały cykl „Czarny Wygon” to niesamowicie wciągająca lektura grozy, którą docenią czytelnicy ceniący bardziej osobliwą atmosferę i tajemnicę, niż makabrę i obrzydliwość, ponieważ w tej historii postawiono na wysublimowany niepokój, metafizyczne rozważania, dylematy moralne oraz nadprzyrodzone zjawiska. 
 
 



 Poprzednie opinie:

Książkę za bardzo przystępną cenę można kupić. 
Czytaj dalej »

Czarny Wygon. Starzyzna

Stefan Darda


CZARNY WYGON. STARZYZNA


Wydawnictwo: Videograf
Data: 2012
Stron: 272




„Czarny Wygon: Starzyzna” to druga część powieści o przeklętej wiosce w której zatrzymał się czas, gdzie mieszkańcy żyją w mrokach otaczającego ich lasu, z ciągłą obecnością widm dybiących na ich duszę, gdzie przywódcą zgrai zmor jest krwiożerczy upiór miejscowego proboszcza. Czy warszawskiemu dziennikarzowi Witoldowi Uchmannowi uda się odkryć sekret wioski, a tym samym rozwiązać zagadkę Starzyzny?. Kto wie, kto wie...

 
Stefan Darda w swojej książce po raz kolejny zaprasza w zachwycające rejony Roztocza. Zwierzyniec, oaza spokoju i zieleni, ukrywa w leśnej gęstwinie zatrzymaną w czasoprzestrzeni osadę. Wieś ta spowita w wiecznej mgle i szarości, żyje swoim niespiesznym rytem, zaś mieszkańców – nielicznych - coraz bardziej pogrąża poczucie winy, żalu i straty. Upiory rosną w siłę, niestraszny jest im już dzień, mają cel. Atmosfera grozy i niepokoju nabiera tempa. Dramatyzm rośnie z każdą przeczytana stroną.

Jestem fanką stylu pisania Stefana Dardy, autor oszczędnie posługuje się słowem, nie bawi się w nadmierną kwiecistość językową, poza tym tworzy proste zdania, których moc oddziaływania jest wielka. Być może jest to zasługa tego, że w owych tematach pisarz czuje się wyśmienicie, w historii „Starzyzny” Darda bazuje na wierzeniach ludowych i przesądach, ukazuje on ludzką naturę, oraz wpływ zabobonów i... przedstawicieli kościoła na świadomość ludzi żyjących w czasach, gdzie słowo duchownego miało moc równą, o ile nie większą od Słowa Bożego. Czytając dramatyczne losy przeklętej wsi, wyraźnie rysuje się zależność między winą i karą oraz skruchą i przebaczeniem. Jest to przedstawione subtelnie, a jednak bardzo wymownie. Nikt nie będzie miał wątpliwości co do tego, że należy żyć właściwie.

„Czarny Wygon. Starzyzna” zachwyca i przeraża. Książka ma doskonale skonstruowaną fabułę, w której nie brak zaskakujących zwrotów akcji oraz niebezpiecznych działań. Rewelacyjne tło, bardzo posępne, z wiecznie padającym deszczem, mrokiem i zimnem jest idealnym otoczeniem dla rozgrywających się wydarzeń. Do tego dochodzą sympatyczni bohaterowie, którzy pomimo beznadziejności sytuacji nie tracą nadziei i... humoru. Powieść Stefana Dardy to rewelacyjny dreszczowiec, który na pewno przypadnie do gustu miłośnikom gatunku. Bardzo polecam.

Moja ocena 5/6


Poprzednie recenzje:




Czytaj dalej »

Czarny Wygon. Słoneczna Dolina

Stefan Darda


CZARNY WYGON. SŁONECZNA DOLINA


Wydawnictwo: VIDEOGRAF II
Data: 2010
Stron: 272




Zauroczona stylem Stefana Dardy i jego debiutancką powieścią „Dom na Wyrębach”, postanowiłam pójść nieco dalej i poznać jego kolejną książkę opierającą się na wierzeniach ludowych. „Czarny Wygon. Słoneczna Dolina” to pierwsza część dwutomowego cyklu Czarny Wygon. Powieść od razu zaintrygowała mnie swoim opisem, tym bardziej że wydarzenia rozgrywają się na szczególnie bliskim mi Roztoczu, bo gdzie jak gdzie, ale w Zwierzyńcu i Guciowie czuję się jak u siebie w domu i muszę przyznać, że teraz na otaczające lasy będę patrzeć całkiem inaczej.

Co nieco o fabule. Witold Uchmann, warszawski dziennikarz ze sporym stażem, w poszukiwaniu materiałów do reportażu postanawia udać się na Roztocze, w okolice Zwierzyńca. Zamierza spotkać się z mężczyzną, który doświadczył czegoś,  czego nikt inny nie zaznał. Wyprawa Witka, już od samego początku lekko się komplikuje, a sprawa tajemniczego mężczyzny wydaje się być mocno naciągana. Podczas spotkania dostaje brulion z opisaną dziwną historią wsi Starzyzna. Opowieść rodzi w głowie dziennikarza koszmarne obrazy, mało tego, w okolicach Guciowa krąży niebezpieczny, szkaradny osobnik, który budzi przerażenie w okolicznych mieszkańcach. Początkowo sceptyczny Witek, coraz bardziej wkręca się mroczną historię.


Groza, która pojawia się w książce jest subtelna, ale bardzo skutecznie straszy (dziękuję autorowi za wyleczenie mnie z samotnych spacerów po zwierzynieckich lasach. Co jak co, ale samopas po zielonej gęstwinie włóczyć się już nie będę), przerażający nastrój z każdą przeczytaną stroną jest coraz to duszniejszy. Od samego początku konstrukcja książki przypadła  mi do gustu. Interesujący prolog, zawierający w sobie zaskoczenie i niedomówienie uruchamia wyobraźnię. Umieszczenie w treści, fragmentów maszynopisu podarowanego Witkowi, stanowi jakby oddzielną historię, w której narratorem jest nieznany nam Rafał. Rozdziały z tego brulionu są makabryczną relacją ze świata, który istnieć był powinien. Kiedy Witold zaczytuje się w relacji ze świata Rafała, obok dzieją się całkiem realne, niebezpieczne zdarzenia.

Darda ma wyjątkowy dar do pisania nadzwyczajnych historii... zwyczajnie, ta zwyczajność jest wielkim atutem tej książki. Ośmielę się na porównanie tej powieści do gawęd o strachach, szeptanych nocą na harcerskich obozach. Kiedy to bezpieczne miejsce wydaje się być tylko pozorną oaza spokoju, a zrobienie choćby jednego kroku spod ciepłego koca jest wejściem na niebezpieczny grunt. Czegoś podobnego doświadczyłam czytając Słoneczną Dolinę, z zapartym tchem i dreszczem emocji, przedzierałam się przez tę opowieść grozy, dziejącą się na naszym rodzimym podwórku.

Bohaterowie książki to sympatyczni, prości ludzie, których bardzo łatwo polubić, gorzej przychodzi godzenie się z ich decyzjami, ale cóż, w życiu nic nie jest czarno-białe. Ten kto czytał „Dom na Wyrębach” wie, że Darda pięknie opisuje przyrodę, w tej lekturze nadal mamy do czynienia z atrakcyjnym krajobrazami, aczkolwiek jest ich znacznie mniej, jednak są one bardziej uchwytne i rzeczywiste. Do mnie styl autora trafia, lubię jego dowcip, dialogi mnie przekonują, a fabuła zrobiła na mnie duże wrażenie, tym bardziej że atmosfera książki jest genialna. Dodam tylko, że okładka powieści to mistrzostwo, mało tego że świetnie oddaje klimat historii to jeszcze od patrzenia na nią ciarki przechodzą po plecach.

„Czarny Wygon. Słoneczna dolina” to zaskakująca opowieść, we współczesne tło wbija się przerażający wątek, traktujący o karze za przewinienia, zatrzymaniu czasu, samotności i odkupieniu win. Całość intryguje, a opowieść wciąga w nieznany, odrażający świat i nie daje łatwo o sobie zapomnieć. Polecam.

Moja ocena 6/6


O autorze.


Stefan Darda urodził się 2 września 1972 r. w Tomaszowie Lubelskim, na Roztoczu, w byłym województwie zamojskim. Do roku 1991 mieszkał w Lubyczy Królewskiej, niewielkiej miejscowości tuż przy wschodniej granicy Polski. Po ukończeniu szkoły muzycznej i tomaszowskiego liceum im. Bartosza Głowackiego rozpoczął studia na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Wtedy to rozpoczęła się jego przygoda z muzyką folkową. Został członkiem znanego zespołu "Orkiestra pod wezwaniem Świętego Mikołaja", z którą koncertował i nagrywał płyty do roku 1995. W trakcie studiów Stefan Darda kontynuował też przygodę z turystyką, która rozpoczęła się jeszcze w czasach szkoły podstawowej. Pracował w studenckich klubach turystycznych. Wspólnie z przyjaciółmi reaktywował Uczelniany Klub Turystyczny PTTK UMCS "Mimochodek", który od tamtej pory nieprzerwanie działa do dziś. Dzięki muzyce i pasji turystycznej był silnie związany z górami, które odwiedzał w każdej wolnej chwili. Po ukończeniu studiów kolejną pasją Stefana Dardy stało się żeglarstwo.
W 1998 roku przeprowadził się do Przemyśla, na Podkarpaciu, gdzie mieszka do dziś. Uważa to miasto za jedno z najpiękniejszych w Polsce. Chciałby, aby Przemyśl wykorzystał potencjał, który w nim drzemie i ma nadzieję, że wkrótce tak właśnie się stanie.
Więcej informacji na   Stronie autorskiej. Stefana Dardy
Czytaj dalej »

Dom na Wyrębach

Stefan Darda


DOM NA WYRĘBACH


Wydawnictwo: Videograf II
Data: 2008
Stron: 288




Po raz pierwszy z twórczością Stefana Dardy spotkałam się czytając jego opowiadanie „Spójrz na to z drugiej strony”. Ta ciekawa, chociaż krótka forma literacka miała w sobie niesamowite pokłady niepokoju i zaskoczenia, rozbudziła mój czytelniczy apetyt na jeszcze większą dawkę grozy. Chciał nie chciał, musiałam zdobyć coś co wyszło spod pióra Dardy, trafiło na „Dom na Wyrębach – debiutancką powieść autora, uznaną za Najlepszą Książkę na Lato w konkursie portalu Granice – dlaczego na lato? skoro ta powieść jest dobra na wszystkie pory roku. Nie wyprzedzając faktów, przejdę do meritum.

Marek Leśniewski jest, a właściwie był wrocławskim wykładowcą akademickim, niestety w wyniku pewnego dość delikatnego zdarzenia traci żonę i posadę. Postanawiając zmienić swoje życie, kupuje dom w malutkiej miejscowości Wyręby, oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów od Lublina – nowego miejsca pracy. Jednocześnie odnawia kontakty ze swoim dawnym przyjacielem Hubertem, sympatycznym „krasomówcą”, przy okazji najmłodszym w historii profesorem Wydziału prawa lubelskiego UMCS-u. Wyręby wydają się być rajem na ziemi. Cisza oraz przepiękne krajobrazy rozbudzają zmysły i wprowadzają w stan błogostanu.  Szkoda, że ten raj upatrzył sobie też sąsiad Marka niejaki Jaszczuk – mężczyzna z szemraną przeszłością, oraz istota wprost ze słowiańskich wierzeń, ukrywająca się wśród lasów, której wizytę zapowiada przerażający głos puszczyka.

Książka jest genialna, zaskakująca do tego ma niesamowitą atmosferę, która przypomina utkaną z zimna i mgły tkaninę ściśle otaczającą czytelnika. Z każdą przeczytaną stroną jest coraz chłodniej i mroczniej. Wydarzenia rozgrywają się w przeciągu sześciu miesięcy, wita nas upalny lipiec a żegna zima stulecia, na tym barwnym tle polskiej przyrody poznajemy Marka, bohatera którego przyjmujemy z całym jego bagażem, człowieka inteligentnego, dowcipnego, poszukującego własnego skrawka ziemi. Obok niego jest jego druh Hubert, oryginał, mistrz elokwencji, jego puentowanie i komentowanie otaczającej rzeczywistości jest mistrzostwem, ten facet bluzga jak mało kto. Ukłon w stronę autora za powołanie do życia tak wybitnie interesujących postaci, barwnych i prawdziwych. Nawet drugoplanowi bohaterzy nie zostają w tyle, dają się zapamiętać i polubić.
 
Po tym co napisałam można by rzec, że ta książka to pochwała idylli, owszem byłaby, gdyby nie istnienie mrocznej, niebezpiecznej siły, która sprawia, że życie naszego bohatera zamienia się w koszmar. „Dom na Wyrębach” to wysublimowany horror osadzony w polskiej rzeczywistości, pojawiają się w nim wierzenia ludowe traktujące o zjawach i upiorach. Akcja toczy się wśród zapierających dech opisów przyrody, Darda posługując się plastycznym językiem oraz  środkami stylistycznymi serwuje czytelnikowi wycieczkę do świata nieskalanego cywilizacją. Kontrast między makabrą, wszechobecnym napięciem, a momentami spędzonymi wśród niezwykłych krajobrazów jest zaskakujący. Sen przeplata się z rzeczywistością, zabobony z faktami,  groza ze szczęściem, a w tym wszystkim pierwsze skrzypce grają emocje. Czy takiemu zestawieniu można się oprzeć?...

„Dom na Wyrębach”  to prawdziwa powieść grozy, w  której oprócz napięcia i przyprawiających o trwogę zdarzeń, odnajdziemy ciekawą konstrukcję, interesujący styl, a także zagadnienia z egzystencjalizmu. Tę książkę trzeba przeczytać. Polecam.





Czytaj dalej »