Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller. Pokaż wszystkie posty

Dziewczyna w walizce. Raphael Montes

Teo to...psychopata, który wiedzie w miarę normalne życie. Mieszka w Rio de Janerio ze sparaliżowaną matką, studiuje medycynę, i szanuje tylko Gertrudę - zwłoki do badań medycznych. Wszystko się zmienia, kiedy na jednym z przyjęć poznaje Clarice. Dziewczyna jest spontaniczna, emocjonalna, przebojowa, i piękna. Reprezentuje wszystko to, co obce jest Teowi. W chłopaku rodzi się chora fascynacja, jest przekonany, że Clarice jest miłością jego życia i co więcej, że ona odwzajemnia jego uczucie. Nawet nie wie jak bardzo się myli. Dziewczyna odrzuca jego zaloty. Młodzieńcowi nie pozostaje nic innego, jak przekonać ją o tym, że rezygnacja z jego uczucia to wielki błąd, a robi to w bardzo niecodzienny sposób. Ogłusza ją i pakuje do wielkiej, różowej walizki. W późniejszym czasie rodzi się w jego chorej głowie plan na  wielką romantyczną podróż, z tym że jego towarzyszka jest nafaszerowana lekami uspokajającymi i skuta kajdankami. 

Znajomość z psychopatą nie należy do najprzyjemniejszych. Clarice dość szybko się o tym przekonuje, bo z chwilą wkroczenia Teo do jej życia, codziennością dla mniej stają się kajdanki, kneble, rozpórki na nogi i ręce, oraz zastrzyki ze środków znieczulających i uspakajających, ale przecież Teo ją kocha i wszystko co robi, robi dla jej dobra. Chore? Chore!

Muszę przyznać, że historia dziewczyny w walizce przyprawiała mnie o ciarki. Ponieważ przerażają mnie osobowości dyssocjalne, m.in. dlatego że wszelkie racjonalne próby uwolnienia się ze szponów takiej osoby są niemożliwe, a odwoływanie się do ich empatii i odruchów moralnych, to jak walka z wiatrakami. Montes doskonale ukazał mechanizm zaburzonej osobowości. Wprawdzie temat psychopatii nie jest dla fanów takiej tematyki czymś zaskakującym, i teoretycznie obraz Teo niczym specjalnym się nie wyróżnia. To jednak na pochwałę zasługuje kreatywna, pełna niecodziennych i zaskakujących zwrotów akcja, a także intrygujące dysputy bohaterów, które świetnie charakteryzują stosunek do życia człowieka z poważną dysfunkcją emocjonalną. 

Przewrotność intrygi mnie zachwyciła, dlatego ubolewam, że niektóre sceny były naciągane, przez co historia traciła na wiarygodności. Na szczęście niekonwencjonalne podejście do tematu sprawiło, że czytałam książkę z poruszeniem. Niech o moim zainteresowaniu nią świadczy fakt, że porzuciłam audiobooka czytanego przez Szymona Bobrowskiego, na rzecz e-booka, którego mogłam znacznie szybciej przeczytać, niż odsłuchać wersję audio. I mimo że "Dziewczyna w walizce" nie jest historią bez wad, to polecam ją, bo jest to dobra lektura, warta uwagi nie tylko ze względów rozrywkowych, ale też dlatego, że możemy się przekonać, jak ważna w życiu jest intuicja i umiejętność przewidywania. A'propos, Raphael Motes miał stworzyć niecodzienną historię miłości, gdyż o taką prosiła go matka, zakładam, że nie spodziewała się aż tak oryginalnej wersji.

DZIEWCZYNA W WALIZCE
Raphael Montes
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2016

Moja ocena: 7/10 - dobra+

Czytaj dalej »

Paskudna historia. Barnard Minier

Barnard Minier

PASKUDNA HISTORIA

Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2015
Stron: 416
Oprawa: Broszurowa klejona

Moja ocena: 6/10 - dobra 





Od czasu "Bielszego odcienia śmierci" kupuję w ciemno każdą kolejną książkę Bernarda Miniera. Ten francuski pisarz zachwycił mnie swoją elegancką prozą i misternymi intrygami, które sprawiają, że finał zawsze jest szokujący. Nie inaczej jest w przypadku "Paskudnej historii". Otóż na jednej z wysp archipelagu San Juan (północno-zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych) dochodzi do makabrycznego zdarzenia. Na plaży znalezione zostają zwłoki brutalnie zamordowanej szesnastolatki. Mieszkańcy są poruszeni, ponieważ wszyscy dobrze się znają, i nikt nawet nie bierze pod uwagę tego, że zabójca może być jednym z nich. Niestety podejrzenie pada na chłopaka ofiary Henry'ego Deana Walkera. Młodzieniec jest w szoku, aby oczyścić swoje imię, próbuje odnaleźć prawdziwego zabójcę.

Henry, który jest narratorem powieści, to chłopak zdeterminowany. Nie bacząc na niebezpieczeństwo będzie się porywał  na szalone, przyprawiające o ciarki wyczyny. Przy jego boku wiernie stać będą przyjaciele, i to dzięki tej zgranej paczce na światło dzienne wyjdzie wiele mrocznych tajemnic  Dlatego z pozoru prosta historia, przecież wytypowanie podejrzanego osobnika wśród niewielkiej populacji nie może być aż tak trudne, zacznie poważnie się komplikować. 


Książce Miniera niewiele można zarzucić. Historia jest dwuznaczna i ciekawa, ponieważ zmierzając do odkrycia tajemniczego zabójcy, poznamy też nowe technologie służące do inwigilacji obywateli. Autor przestrzega przed całkowitym zawierzeniem mediom i zatraceniu się w wirtualnym świecie, gdzie wbrew pozorom, wcale nie jesteśmy anonimowi. Ten temat jest istotnym motywem w powieści, podobnie jak problemy par homoseksualnych decydujących się na adopcję dzieci. Powieść ma też wiele pobocznych wątków, moim zdaniem nie zawsze koniecznych, gdyż bez nich historia mogłaby być równie atrakcyjna. Poza tym momentami można się zaplątać w licznych powiązaniach i tajemnicach z przeszłości. Mimo to "Paskudna historia" jest dobrą, klimatyczną powieścią ze złożoną, pełną niedopowiedzeń i niepewności intrygą, której tłem są mroczne lasy oraz deszczowa i mglista aura. Zawsze sądziłam, że są to idealne warunki do rozbudzenia emocji. Niestety tym razem nie doświadczyłam większych wrażeń, co w przypadku poprzednich książek Miniera nigdy nie miało miejsca. Za to jednym z atutów powieści, zaraz za wnikliwą psychologiczną analizą bohaterów,  jest zakończenie, które zmusza do całkiem innego spojrzenia na dopiero co przeczytaną, faktycznie paskudną, historię. Uwielbiam takie finezyjne intrygi i gdyby nie to, że nie przekonała mnie narracja w wykonaniu szesnastolatka oraz momentami przydługie opisy, to oceniłabym tę książkę znacznie wyżej. 

"Bielszy odcień śmierci"
"Krąg" 
"Nie gaś światła" 
Czytaj dalej »

Płytkie nacięcie. Karin Slaughter

Karin Slaughter

PŁYTKIE NACIĘCIE
Cykl Hrabstwo Grant/Tom 2 

Grupa Wydawnicza Foksal
Rok wydania: 2013
Stron: 352
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 7/10 - bardzo dobra




Sara Linton jest pediatrą i koronerem w niewielkiej miejscowości w Stanie Georgia. Kobieta w swoim życiu już wiele widziała i wiele przeżyła, ale odkrycie poćwiartowanych zwłok noworodka w toalecie przy torze wrotkarskim  sprawia, że traci wiarę w istotę człowieczeństwa, dopada ją odrętwienie. Jakby tego było mało, chwilę później, Jenny - jej trzynastoletnia pacjentka - celuje z pistoletu do kolegi. Swoją postawą, interweniującego szefa policji, nawiasem mówiąc byłego męża Sary, zmusza do koszmarnego wyboru. Niestety przegrywa tę konfrontację. Zostaje zastrzelona. Sekcja zwłok Jenny, a także prowadzone śledztwo zaczyna ujawniać szokujące fakty. Okazuje się, że te dwa makabryczne wydarzenia stanowią fragment ohydnych działań związanych z wykorzystywaniem seksualnym dzieci i pornografią dziecięcą. 

Muszę przyznać, że stworzona przez autorkę historia wstrząsnęła mną. Wydarzenia mające miejsce w Hertsdate są fikcyjne, teoretycznie powinno się podejść do nich z dystansem. Jednak zjawisko przemocy seksualnej istnieje i stanowi w naszych czasach bardzo poważny problem. Jest to temat budzący ogromne poruszenie i nie da się przejść obok niego obojętnie, dlatego że jest to potworne zło. Stąd też i ocena tej książki jest dla mnie bardzo trudna, gdyż podczas czytania górę brały emocje, a nie trzeźwa analiza. Postaram się jednak  w miarę racjonalnie skomentować powieść Karin Slaughter. 

W porównaniu do "Zaślepienia", tomu pierwszego, fabularnie jest znacznie lepiej. Historia jest dynamiczna, nieoczywista, sporo jest domysłów i tajemnic, tym samym finał jest mocno szokujący. Również prowadzone śledztwo jest przekonujące, co prawda standardowo przebiega bardzo sprawnie, jednak praca detektywów wypada wiarygodnie. Zdecydowanie mniej, co dla mnie jest dużym plusem, mamy do czynienia z osobistymi problemami byłych małżonków Sary i szeryfa Tollivera. Za to sporo jest odniesień do życia policjantki Leny, która przeżyła osobisty dramat i obecnie stara się wyjść na prostą. Jeśli ktoś nie czytał "Zaślepienia" - nie ma obaw, autorka dokładnie wyjaśnia zdarzenia z przeszłości.

Według mnie powieść "Płytkie nacięcie" jest mroczniejsza, poza tym więcej w niej intymności i psychologicznej głębi. Nie brakuje również dobitnych opisów, które jeszcze bardziej uwypuklają krzywdę dzieci. Karin Slaughter wyraziście, momentami może nawet zbyt wyraziście, relacjonuje upiorne wydarzenia, co jest wstrząsające. Ból i cierpienie dzieci budzą bunt, jest sporo myśli, a także skarg na panującą niesprawiedliwość i na kiepski system prawny, ale historia ta zdejmuje zasłonę z oczu. Owszem, słyszymy w wiadomościach o kolejnych wykorzystanych dzieciach, ale wydaje się to dalekie. W tej książce mamy brutalną prawdę, dlatego wybierając tę powieść na swoją lekturę trzeba wziąć to pod uwagę, ponieważ jest to wstrząsający thriller skierowany do osób o mocnych nerwach. 

Cykl Hrabstwo Grant:
2. Płytkie nacięcie
3. Zimny Strach
4. Fatum
5. Niewierny
6. Przywilej skóry.
Czytaj dalej »

Zaślepienie. Karin Slaughter

Karin Slaughter

ZAŚLEPIENIE
Cykl Hrabstwo Grant/Tom 1

Rok wydania: 2001/wydanie II
Grupa Wydawnicza Foksal
Stron: 413
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 6/10 - dobra




W niewielkim miasteczku w stanie Georgia, miejscowa lekarka i koroner w jednym, Sara Linton odnajduje w toalecie baru, brutalnie zgwałconą i zamordowaną Sibyl Adams. Śledztwo prowadzi szef policji Jeffrey Tollivier, były mąż Sary, oraz siostra zamordowanej – Lena Adams. W sprawę zaangażowana zostaje również lekarka. Próby namierzenia zabójcy są niesłychanie trudne, policja depcze w miejscu. Tok wydarzeń przyspiesza, kiedy Sara przypadkowo trafia na kolejną ofiarę szaleńca. Szef policji jest coraz bardziej zdesperowany. Lena coraz gorzej radzi sobie z traumą po śmierci bliźniaczej siostry, a Sarze zaczyna ciążyć sekret sprzed lat, który kto wie, czy nie ma wpływu na obecne wydarzenia.

„Zaślepienie” jest debiutancką powieścią amerykańskiej pisarki Karin Slaughter, jest też początkiem cyku Hrabstwo Grant w skład, którego wchodzą: „Płytkie nacięcie”, „Zimny strach”, „Fatum”, „Niewierny”, i „Przywilej skóry”. Wszystkie części zyskały sporo wiernych fanów, dzięki czemu wiele z tytułów stało się międzynarodowymi bestselerami. Mnie wielokrotnie rzucały się w oczy książki Slaughter, ale dopiero polecenie ich przez Ensorcelee Mija sprawiło, że wzięłam się za pierwszą część i nie żałuję, chociaż nie wszystko mogę w tej powieści pochwalić.  


Fabuła  „Zaślepienia” ma mocno rozbudowane tło obyczajowe i psychologiczne. Dlatego też wiele w niej odniesień do prywatnego życia bohaterów, głównie Sary i Jeffreya. Teoretycznie mamy do czynienia z genezą rozpadu ich związku, a także z psychicznym rozpadem Leny - siostry zamordowanej. Tak naprawdę śledztwo, notabene niezbyt doskonałe, nie jest najważniejszą częścią tej historii, a właśnie relacje bohaterów, ich doświadczenia, i lęki. Włączając w to drugoplanowe postacie. Niekoniecznie może się to podobać, wiem jednak, że bliższe poznanie bohaterów sprawia, że łatwiej zaangażować się w historię, w której uczestniczą. A ta jest niemałego kalibru. Brutalny mord w niewielkiej społeczności burzy stabilność i poczucie bezpieczeństwa. Nagle sąsiedzi i znajomi zaczynają być podejrzani. Obawy są tym większe, że nad ofiarami się znęcano, doświadczały wielkiego bólu i upodlenia.

Historia budzi wiele emocji. Zwłaszcza że autorka nie oszczędza czytelnika i atakuje przyprawiającymi o mdłości opisami. W moim odczuciu, są one niekiedy przesadzone i niesmaczne. Nie mogę powiedzieć, żeby nadmierna makabra na mnie dobrze działa. Nie dlatego, że strach mi czytać takie opisy, ale rozbuchane relacje z sekcji zwłok, czy z dręczenia ofiar, sprawiają, że czuję się zmanipulowana. Nie zmienia to jednak faktu, że dynamiczne wydarzenia, wiele nagłych zwrotów akcji, i liczne tajemnice, a także sympatia do głównych bohaterów, uczyniły z tej powieści pasjonującą, często przyprawiającą o ciarki, lekturę. Książka nie jest idealna, nie zmienia to jednak faktu, że czytanie jej dostarczyło mi wielu wrażeń, i na pewno będę poszukiwać kolejnych części. Podsumowując, „Zaślepienie” jest brutalną, pełną przemocy powieścią, co warto wziąć pod uwagę decydując się na nią, gdyż już pierwsze strony ociekają krwią, i innymi wydzielinami ludzkiego ciała, więc wrażliwi czytelnicy mogą przeżyć lekki szok. Jednak jeśli lubicie mocne treści, to ten tytuł jest idealny.
Czytaj dalej »

Mroczny zakątek.Gillian Flynn

Gillian Flynn

MROCZNY ZAKĄTEK

Wydawnictwo : Znak Literanova
Rok wydania: 2014
Stron: 512
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 6/10 - dobra





Libby Day jest kobietą cierpiącą na depresję. Mimo że ma już trzydzieści jeden lat, to nie potrafi radzić sobie z otaczającą ją rzeczywistością, jest bezradna wobec codziennych problemów.  Na jej obecny stan psychiczny wpływ miało koszmarne zdarzenie sprzed ponad dwudziestu czterech lat, kiedy to w jej rodzinnym domu doszło do masakry. Jej dwie siostry oraz matka zostały brutalnie zamordowane przez jej piętnastoletniego brata, skazanego dzięki jej zeznaniom na dożywocie. Doświadczenie to zniszczyło Libby, ale kiedy amatorski Klub Kryminalnych Ciekawostek proponuje jej spore pieniądze za współpracę, polegającą na dokładnej analizie tamtego zdarzenia, celem udowodnienia, że jej brat Ben został niesłusznie skazany, przyjmuje ofertę i mimo że nie wierzy w niewinność brata, godzi się na prywatne śledztwo.

Tye Sheridan jako młody Ben Day
Dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem to, że powrót Libby do wspomnień otworzy wiele drzwi prowadzących do poznania prawdy. Obraz jej rodziny zacznie tworzyć się na nowo, ukazując los jej najbliższych złożony z mozaiki licznych problemów, przypadków, niedomówień i oskarżeń. Z każdą kolejną odsłoną tego dramatu, przedstawionego z perspektywy tego co jest i było, bo sporą częścią powieści są retrospekcje, a także głosów najważniejszych osób to jest Libby, Bena i Patty – matki, rekonstrukcja przeszłych wydarzeń będzie coraz bardziej bolesna i przerażająca. Niemała w tym zasługa stylu pisania Gillian Flynn (autorki bestsellerowej „Zaginionej dziewczyny” i moich ulubionych „Ostrych przedmiotów”), która ma niesłychaną zdolność do refleksyjnego i wnikliwego ukazywania kondycji psychicznej bohaterów. Dodatkowo opisy obnażające – w pewien sposób – degradację rodziny, różnice klasowe i sceny przemocy, szokują, gdyż autorka nie boi się dobitnego języka i ekspresywnego ukazywania wszelkich emocjonalnych stanów. Intryga „Mrocznego zakątka” również jest ciekawie poprowadzona, odrobinę przypomina zabawę w kotka i myszkę. Trafiamy na tropy, które wydają się prowadzić do celu, jesteśmy pewni, że nasz genialny nos odkrył rozwiązanie rodzinnych tajemnic, ale jak się okazuje - nic z tych rzeczy. Takich pogoni za ułudnym rozwiązaniem sekretów sprzed lat jest kilka, co jest na korzyść historii, podobnie jak i niespokojna, przygniatająca atmosfera. Ciekawe jest też włączenie w fabułę satanistycznego wątku, połączonego ze skrajną przemocą. Sceny gore i daleko idące spekulację na temat feralnej nocy nakręcają ekscytację związaną z poznaniem wydarzeń w domu Libby.

 Shannon Kook jako młody Trey Teepano, Tye Sheridan jako młody Ben Day i Chloe Moretz jako młoda Diondra Wertzner 

Niestety, mimo wielu walorów tej historii tempo wydarzeń mnie pokonało. Jak dla mnie było za leniwie, zbyt sennie. Nagromadzenie szczegółów niemających znaczenia dla rozwoju wydarzeń zniechęcało mnie i odwracało uwagę od tego, co istotne. Byłam również rozczarowana finałem, któremu brak było mocy. Rola Bena w noc zabójstwa też mnie nie zaskoczyła, bo i odpowiedź na pytanie, czy Ben przyłożył rękę do zabójstwa swojej rodziny ogranicza się do dwóch opcji: tak lub nie, więc obstawienie tej właściwej wbrew pozorom mnie jest najtrudniejsze, chociaż ścieżka do odkrycia faktów z feralnej nocy nie jest łatwa. Dziwiło mnie też, że amatorzy tak sprawnie rozwiązali sprawę, którą położyli zawodowi śledczy, jak to możliwe? Doskwierał mi też brak dominującego bohatera. Historia potrzebuje kogoś, kto będzie przewodnikiem, ostoją, kimś komu można współczuć, rozumieć i życzyć szczęścia. Tutaj nikogo takiego nie ma. Co z tego, że Libby jest narratorką i  motorem napędzającym, skoro ukazana została z jak najgorszej strony. Zresztą nie tylko ona, dlatego było mi bardzo trudno obudzić w sobie empatię do któregokolwiek z nich. Jednak summa summarum „Mroczy zakątek” jest dobrym, klimatycznym thrillerem psychologicznym, ukazującym najmroczniejszą stronę człowieka. Książkę wypada przeczytać, zwłaszcza że na jej podstawie ma powstać film wyreżyserowany przez Gillesa Paquet Brennera.  W rolę Libby wcieli się Charlize Theron, produkcja będzie francuska, a że kocham francuskie kino, to co jak co, ale na ten film chętnie się wybiorę. 

Zdjęcia pochodzą ze strony  http://upandcomers.net/

Książkowy utworek ;-)

Czytaj dalej »

13 godzina. Richard Doetsch

Richard Doetsch

13 GODZINA

Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2011
Stron: 416
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 6/10 – dobra




13 godzina” Richarda Doetscha, amerykańskiego pisarza, właściciela firmy inwestycyjnej, fana sportów ekstremalnych, i autora „Złodziei nieba”, to kolejna książka, którą wybrałam przypadkowo. Stała sobie spokojnie na bibliotecznej półce, niczym specjalnym się nie wyróżniając, bo nawet została oprawiona w szarą okładkę, jednak jakaś siła wyższa, sprawiła, że wzięłam ją do ręki i już nie wypuściłam. Ponieważ ogromnie zainteresował mnie w niej motyw podróży w czasie. Dlatego cieszy mnie, że powieść okazała się bardzo udana, dynamiczna i ciekawa. Nie bez powodu wytwórnia New Line Cinema zakupiła prawa do jej sfilmowania. Podobno film miał wejść do kin wiosną 2013 roku, ale nie mogę znaleźć o nim dokładniejszej informacji. Jeśli coś wiecie na ten temat, to proszę o info.

Wracając jednak do książki. Bohaterem jest Nick Quinn, mężczyzna wybijający się ponad przeciętną, tak jak i jego urocza i prześliczna żona Julia. Quinnowie stanowią parę idealną, ich miłość i pasja życia jest wielka. Niestety pewnego wieczoru Julia zostaje zastrzelona. Policja podejrzewa Nicka, który był na miejscu zbrodni. Sytuacja jest patowa. Niespodziewanie na komisariacie podchodzi do Nicka tajemniczy mężczyzna, który wręcza mu list i stary zegarek, informując, że jeśli chce ocalić swoją żonę, ma na to 12 godzin. Co godzinę będzie się cofał w czasie, co będzie mu dawało szansę na zmianę przyszłości. Zrozpaczony mężczyzna, mimo że nie bierze na poważnie słów nieznajomego, postanawia zaryzykować.

Źródło
Jak można się domyśleć Nick będzie ryzykował kilkanaście razy, gdyż każdy jego skok w czasie będzie przynosił nowe konsekwencje, tzn. efekt motyla, który będzie miał tragiczny wpływ na wynik końcowy, absolutnie niezadowalający naszego bohatera. Poza tym sprawę będzie utrudniać kilka innych dramatycznych zdarzeń, które jak się okażą nie będą bez znaczenia na losy Nicka. Każdy jego ruch, każda decyzja, to milion rozwiązań, milion pułapek i milion nowych problemów do pokonania, a czas ucieka. Doetsch świetnie poradził sobie z logiczną stroną historii, tak naprawdę nie można się do niczego przyczepić, bo całość gra w jednym tonie. Mnie trochę męczyły powtórzenia, ale to typowe dla powieści, w których zamyka się pętla czasu. Na szczęście dla nas Nick musi sobie też radzić z licznie mnożącymi się znakami zapytania i nowymi bohaterami dramatu. Interesujące jest również to, że powieść zaczyna się od 12 rozdziału czyli historię poznajemy od końca. To oryginalne posunięcie świetnie sprawdza się w tej książce, jak zresztą wiele innych zabiegów nakręcających dramaturgię i szybkie tempo.

Autor wykazał się sporą kreatywnością pisząc tę powieść. Gdyż mnogo w niej zaskakujących i niebezpiecznych zdarzeń oraz szokujących rozwiązań. Nie brakuje też rozpaczliwych, poruszających serce opisów, niepokojącego klimatu, suspensu i momentów pełnych grozy, w końcu nasz bohater będzie musiał stawić czoła niebezpiecznym osobnikom, desperatom dla których ludzkie życie nie ma większej wartości. Szkoda tylko, że Doetsch przeidealizował postacie Julii i Nicka, są one zbyt czarno-białe, nie ma żadnych domysłów, w dodatku ciągłe podkreślanie wyjątkowości tej pary, sprawia, że jest to trochę zbyt czułostkowe i melodramatyczne. Jednak jeśli szukacie powieści rozrywkowej, w której rozwinięty jest wątek doskonałej miłości i która dostarcza sporo wrażeń, to „13 godzina” jest pod tym względem idealna.


Mam do Was prośbę, bardzo prosiłabym o danie mi znać, jak widzicie tę czcionkę, chodzi mi o jej wielkość czy jest normalna, czy też baardzo wielka (tak na marginesie jest większa od  standardowej czcionki) Zauważyłam, że w zależności od przeglądarki jej rozmiar się zmienia, jak zobaczyłam jej rozmiar w IE, to o mało z krzesła nie spadłam. Dlatego proszę o reakcję, w razie czego będę szukać rozwiązania w kodzie html.
Czytaj dalej »

Niechciani. Yrsa Sigurdardottir

Yrsa Sigurdardottir

NIECHCIANI

Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2014
Stron: 336
Oprawa: Broszurowa ze skrzydełkami

Moja ocena: 8/10 – rewelacyjna







Yrsa Sigurdardottir jest islandzką pisarką, która zadebiutowała książką „Trzeci znak” rozpoczynającą cykl o prawniczce Torze i jej pracy. Kolejno wszystkie książki Yrsy zajmowały miejsca na islandzkiej liście bestselerów, zdobywając grono miłośników. Mnie, dziwnym trafem, zawsze umykały jej prace, ale powieść „Niechciani” bardzo mocno działała na moją wyobraźnię, najprawdopodobniej dlatego że określana jest jako tajemnicza, niepokojąca i niesamowita, a przecież takie nastroje są mi niezwykle bliskie. Stąd też szybko zatonęłam w mrokach historii w klimacie klasycznego ghost story, i jestem nią zachwycona, bo osobliwej aury powieści nie można odmówić.

Bohaterem jest Odinn, pracownik Państwowej Izby Kontroli, który po nagłej śmierci koleżanki z pracy, przejmuje jej projekt. Ma przedstawić raport z działalności położonego na odludziu domu wychowawczego Krokur, w którym w latach siedemdziesiątych umieszczano trudną młodzież. Głównie chodzi o sprawdzenie, czy chłopcom nie działa się żadna krzywda, gdyż niezwykle niepokojący jest fakt, że dwóch wychowanków w tajemniczych okolicznościach zatruło się spalinami w samochodzie. Co prawda nikt nie składał zażaleń i nie domagał się odszkodowania, jednak coś w tym wszystkim nie pasuje. Odinn niezwykle skrupulatnie przykłada się do powierzonego mu zadania. Jednak głębsza analiza nie służy jego zdrowiu psychicznemu, jak również jego jedenastoletniej córce Run, którą sam wychowuje po tragicznej śmierci byłej żony. Mężczyzna ma wrażenie, że ktoś lub coś mu towarzyszy, słyszy niepokojące głosy, zapachy, a i wspomnienia z koszmarnego dnia, w którym zginęła mama Run, coraz bardziej dają mu się we znaki. 


Na okładce książki jest informacja, że należy ją czytać tylko wtedy, gdy okna i drzwi są zaryglowane. Zbagatelizowałam to, przecież teraz ze świecą trzeba szukać powieści, która pobudza w sposób subtelny, ale przekonujący. Na szczęście, całkiem przypadkiem, nie czytałam książki po zmroku, ale i to wystarczyło, żeby paranoiczny klimat dał mi się we znaki. Trzeba przyznać, że autorka wie jak pisać, żeby stworzyć odpowiednie napięcie, jednocześnie nie psując historii zbyt wymyślną fabułą, co jest wielkim plusem, bo realność opowieści o samotnym ojcu, który musi się zmierzyć ze swoim dramatem, a także wyprowadzić ukochaną córkę z makabrycznych wspomnień, jest wielka. Łatwo identyfikować się z bohaterem, który nie jest papierową postacią, a istotą czującą, do tego stopnia, że staje się nadwrażliwy na dźwięki otoczenia, pytanie czy to faktycznie nadwrażliwość? Czy jednak ktoś z zaświatów chce mu coś przekazać? Odkrywanie kolejnych kart zagadki jest ogromnie absorbujące. Zwłaszcza że wydarzenia toczą się na dwóch płaszczyznach: współczesnej i tej z lat siedemdziesiątych. Wydaje się, że przeszłość nie ma nic do tego, co obecnie przeżywa Odinn, ale grzechy minionych lat zawsze dają o sobie znać w niespodziewanych momentach.

Yrsa Sigurdardottir fenomenalnie wykreowała tę historię. Sprawiła, że dwa niepowiązane ze sobą wydarzenia scaliły się w jeden niezwykły finał, tak zaskakujący, że zaniemówiłam z wrażenia. Co więcej udało jej się stworzyć fantastyczne postacie, charakterystyczne, ale nie przekombinowane, które muszą się zmierzyć z wieloma dylematami, a niekiedy odkryć fakty, które przewrócą ich świat do góry nogami. Na wielką pochwałę zasługuje atmosfera książki, która sprawia, że momentami włos się jeży. Autorka po mistrzowsku maluje ponure tło wydarzeń. Zimie, pięknej damie, nadaje surowy, złowieszczy wygląd. Zamyka w kleszcze strachu bohaterów i czytelników, i bałamucąc ich idealną prozą prowadzi do szokujących odkryć. Bez dwóch zdań ta historia jest zatrważająca, zagadkowa, urzekająca, jest po prostu wyjątkowa. Z czystym sumieniem polecam ją miłośnikom historii o duchach, i ludziach, którzy sami dla siebie są największym zagrożeniem.

Czytaj dalej »

Architekt. Keith Ablow

Keith Ablow

ARCHITEKT

Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2008
Stron: 276
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 3/10 - słaba





Keith Ablow jest psychiatrą i pisarzem, niestety moim zdaniem nie najlepszym. Wiem, że nieładnie oceniać po jednej książce, ale uwierzcie mi, „Architekt” to jeden z najgorszych thrillerów jakie czytałam. I wcale nie chodzi o to, że tożsamość mordercy jest znana od samego początku, zresztą, już w opisie książki, podano na tacy wszystkie personalia zabójcy, ale chodzi o to, że w pierwszych rozdziałach przedstawiono motywy działania tytułowego architekta, psując przy tym frajdę z doszukiwania się przesłanek którymi się kieruje, więc po co dalej czytać? Gdyby nie to, że nie porzucam książek w trakcie czytania - bo mam nadzieję, że akcja zrobi twista i kiepska historia okaże się dobrą historią - to „Architekta” już po kilkunastu stronach spaliłabym w kominku.

Historia zbójcy parającego się nie tylko architekturą, ale też projektowaniem życia swoich ofiar mogła być bardzo interesująca. Zwłaszcza że sfiksowani osobnicy potrafią zdrowo namieszać w swoim otoczeniu, niestety czarny charakter Ablowa, mimo że wykonuje widowiskowe mordy połączone z sekcją zwłok ofiar, jest postacią infantylną. Jego maniery, postrzeganie świata i wywody dotyczące nieskazitelnego piękna są żenujące. Poza tym autor ma okropną tendencję do epatowania markami. Owszem, można to zrzucić na poranioną psychikę psychopaty, którego piękno bez skazy: symetryczne rysy, nienaganna fryzura, zadbane paznokcie, idealny kant w spodniach, i metka znanego domu na ubraniu, doprowadza do ekstazy, ale jeśli ma się traktować poważnie zakapiora, to niestety taka maniera nie służy prestiżowi. W każdym razie wymuskany zabójca coraz odważniej sobie poczyna i niestety najprawdopodobniej miejscem jego kolejnego mordu ma być Biały Dom. Śladem szalonego architekta podąża psychiatra sądowy Frank Clevenger, którego alkoholizm i problemy rodzinne powoli sprowadzają na dno.


W pewnym momencie tej książki nie wiedziałam czy „Architekt” jest historią o okrutnym zabójcy, czy o staczającym się psychiatrze sądowym, ponieważ wątek problemów osobistych Clevengera niekiedy dominował nad wyczynami architekta. Co gorsze, przez te dwa tematy, fabuła nie jest spójna, to jak czytanie dwóch różnych powieści. Rozumiem, że powstało sześć książek poświęconych Frankowi i zapewne fani serii, będę mieć radość z tak bogatego wątku dotyczącego ich bohatera, o ile zdążyli się do niego przyzwyczaić, bo ukazały się u nas tylko dwie powieści z Clevengerem w roli głównej: „Psychopata” oraz „Przymus”. Mnie w każdym razie postać psychiatry sądowego nie przypadła do gustu, raz, że klasyczny z niego przypadek, a dwa, standardowo jest tak skrzywdzony przez los, że czytanie po raz kolejny tych samych banialuk staje się błędnym kołem, które nic nowego do historii nie wnosi. Poza tym częste wspomnienia Clevengera podkreślają, że mamy do czynienia z kontynuacją, i że brakuje nam dodatkowych informacji. Niestety wszystkie te nieudane motywy sprawiły, że książka jest ciężko przyswajalna, zwłaszcza że nie ma w niej żadnych zaskoczeń. Historia jest absurdalna, nieskładna, a nawiązania do tajnych zrzeszeń tylko bawią, ponieważ sprawiają wrażenie, że autor nie wie jak uzasadnić utajnienie danych architekta przed policją, dlatego czyni go postacią prawie mistyczną, na dodatek z CV tak sekretnym, jakby należał do tajnego agenta, a nie architekta. Jakby nie patrzył na tę książkę, to jest to bardzo słaba pozycja, na którą zdecydowanie szkoda czasu, dlatego szczerze odradzam, nie i jeszcze raz nie dla „Architekta” Ablowa.


Czytaj dalej »

Niebezpieczna znajomość. Christine Drews

Christine Drews

NIEBEZPIECZNA ZNAJOMOŚĆ

Wydawnictwo: Sonia Draga
Rok wydania: 2014
Stron: 248
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 6/10 - dobra





Porwanie dziecka jest jednym z najgorszych koszmarów rodzica. Doświadcza tego Katrin, której trzyletni synek zostaje porwany przez jej... przyjaciółkę. Kobiety poznały się w przedszkolu, do którego uczęszczały ich maleństwa, a że obie dopiero się przeprowadziły do Münsteru, łatwo nawiązały wspólną nić porozumienia. Zabieganą Katrin zachwyciła zorganizowana Tanja, poza tym niezmiernie ją cieszyło to, że ma wreszcie z kim porozmawiać, komu się wyżalić, kiedy jej zapracowany mąż co rusz wyjeżdża na konferencje. Gdy niespodziewanie umarł ojciec Katrin, ta powierzyła przyjaciółce opiekę nad swoim synkiem Leo. Tanja zobowiązała się odciążyć zapracowaną Katrin i przywieźć dziecko zaraz po pogrzebie. Niestety nie wywiązała się z danego słowa, zaniepokojona Katrin dzwoniąc do niej, usłyszała niepokojący komunikat „wybrany numer nie istnieje”.


 „Niebezpieczna znajomość” jest debiutem niemieckiej pisarki Christine Drews. Książka dość szybko stała się bestsellerem i uznana została za najlepszy debiut portalu Amazon. Nie bez powodu. Autorce udało się stworzyć ciekawą i niepokojącą intrygę, na dodatek wielowątkową, która pokazuje, że nie wszystko złoto co się świeci i że grzechy przeszłości często odbijają się czkawką.

Fabuła powieści jest przemyślana, nie ma w niej nieistotnych wątków, wszystkie elementy układanki idealnie się komponują, dzięki czemu książkę czyta się bardzo sprawnie. Nie bez znaczenia jest również styl Christiny Drews, bardzo uporządkowany, płynny, chciałoby się rzec niemiecka precyzja. Tak naprawdę niewiele można tej lekturze zarzucić, bo jest to poprawny thriller, w którym - w wraz z rozwojem wydarzeń - pojawia się coraz więcej zagadek, a pozorna sielskość, w pozornie spokojnym, czarującym miasteczku, zostaje brutalnie zburzona. Nagle ludzie, do tej pory będący wzorem do naśladowania, okazują się być grzesznymi, obrzydliwymi osobnikami. Jest tylko fasada, bardzo wymuskana, za którą ukrywają się paskudne tajemnice. Do ich odkrycia najbardziej przyczynia się Charlotte Schneidmann (chociaż nie bez znaczenia są kreatywne działania zdesperowanej matki) pracująca w policji kryminalnej. Jak na policjantkę przystało ma niecodzienny życiorys; w jej przeszłości skrywa się wielki dramat, z którym przyjdzie się jej zmierzyć, co prawda nie tylko jej jednej, ponieważ każdy z bohaterów tej historii będzie miał sporo doświadczeń na swoim koncie, z wielu będą musieli się zdrowo tłumaczyć i z wieloma przyjdzie im żyć. Autorka nie oszczędza swoich bohaterów, biedna Christina przeżyje najgorsze dni w swoim życiu. Jej perypetie sprawiają, że z wielkim wzruszeniem czyta się o dramacie, który ją spotkał. Jednak mimo że chwalę tę powieść, bo jest za co, to niestety napięcie związane z niewiadomą jest znikome. To powieść z gatunku tych, których rozwiązanie jest znane, nawet zwroty akcji nie są tak szokujące, jak być powinny. Na szczęście chwytliwy temat i wnikliwy obraz emocjonalnego załamania, oraz intrygujące wstawki dotyczące dziwnych, krwawych zdarzeń, sprawiają, że historię się chłonie. Bez dwóch zdań „Niebezpieczna znajomość” jest udanym debiutem, który wskazuje, że Christine Drews ma talent i na pewno jeszcze nie raz o niej usłyszymy.


Czytaj dalej »

Ostre przedmioty. Gillian Flynn

Gillian Flynn

OSTRE PRZEDMIOTY

Wydawnictwo: G+J
Rok wydania: 2007
Stron: 283
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra



Jakiś czas temu, będąc w bibliotece, poszukiwałam „Zaginionej dziewczyny” Gillian Flynn, niestety książka jest tak oblegana, że trafienie na nią zakrawa na cud. Jednak w oczy rzuciła mi się debiutancka powieść autorki „Ostre przedmioty”. Po raz kolejny uległam rekomendacjom, o dziwo ciągle trafiam na książki, które zachwala King albo Coben, dziwna sprawa... Dodatkowym elementem zachęcającym do sięgnięcia po powieść była informacja, że jest to najlepszy thriller serwisu internetowego Amazon.com w 2006 roku. Nominacja na pewno nie jest wyssana z palca, bo książka jest bardzo dobra, nie najlepsza, ale jej atmosfera, bohaterowie, to majstersztyk, kto by pomyślał, że to debiut.

Bohaterką „Ostrych przedmiotów” jest Camille Parker dziennikarka chicagowskiego „Daily Post”, która kombinuje jak zdobyć Pulitzera. Niestety jej talent dziennikarski pozostawia wiele do życzenia. Szansą na artykuł wszech czasów jest sprawa zabójstwa dwóch małych dziewczynek. Problem w tym, że aby go napisać, Camille musi powrócić w swoje rodzinne strony, do neurotycznej matki i aroganckiej i ordynarnej nastoletniej przyrodniej siostry, której tak naprawdę nie zna. Podróż ta nie napawa jej optymizmem, ponieważ malutkie miasteczko Wind Gap to dla niej siedlisko przykrych wspomnień, powód jej pijaństwa i samookaleczeń. Jednak obowiązkowość i chęć odkrycia mordercy sprawia, że Camille mocno angażuje się w śledztwo, zaczyna sama poszukiwać prawdy, która okaże się ponad jej siły.

U mnie jest tak gorąco, że bez wiatraka i zimnego napoju nie idzie żyć, szczególnie gdy czyta się tak emocjonującą lekturę.
Na początku nie mogłam się przekonać do tej książki. Głownie dlatego, że sfiksowana bohaterka, która jest kobietą posiadającą bardzo marny kodeks moralny, nie przekonywała mnie do siebie. Ciągle skacowana, poraniona fizycznie i psychicznie wydawała się absolutnie nie pasować do obrazu rzetelnej dziennikarki, ani do przykładnego rytmu Wind Gap, ale jak wiadomo, w zabitych dechami mieścinach zazwyczaj dzieją się rzeczy od których włos się jeży, a mieszkańcy to przedziwni osobnicy o archaicznych poglądach, do których żadne racjonalne argumenty nie docierają. Wraz z rozwojem akcji Camille odkrywa małomiasteczkową mentalność, a także tajemnicze wydarzenia ze swojej przeszłości, które pozwalają zrozumieć, dlaczego stała się taką, a nie inną osobą. To, jak i haniebne wydarzenia mające miejsce w „urokliwej” mieścinie, sprawiają, że przykro czytać o zdeprawowanych wyczynach młodych ludzi, a jeszcze bardziej o dzieciach desperacko pragnących miłości. Nagle to spokojne Wind Gap jawi się jako siedlisko najgorszego zepsucia, ma się wrażenie, że nie ma w nim ludzi zdrowych psychicznie, a wszędzie panuje obsceniczność i plugastwo. Atmosfera zła jest ogromnie odczuwalna, w tej książce jest duszno, ohydnie, jednym słowem przeraźliwie. 

Mnie historia zmęczyła psychicznie, dlatego że Gillian Flynn zrobiła z niej bardzo dobre studium psychologiczne, które ukazuje skutki emocjonalnej pustki. Czytanie o ludziach, którzy przez pokolenia doświadczali tego co najgorsze, i przekazywali wyprany z emocji gen swoim dzieciom, jest ogromnie przytłaczające. Klimat osaczenia i obłędu wytrąca z równowagi i za to należy się wielki plus autorce, jak również za mistrzowski obraz amerykańskiej prowincji. Narzekać tylko mogę na niewystarczające napięcie, które przydałoby się temu najlepszemu thrillerowi roku 2006, na szczęście wiele innych emocji takich jak gniew, irytacja, wzburzenie jest stale obecnych, co trochę niweluje zapotrzebowanie na dreszcz niepokoju. Żałuję również, że krąg podejrzanych jest bardzo skromny, przez co łatwo wytypować sprawcę, lecz mimo że nie myliłam się obstawiając główny czarny charakter, to jednak finał historii wbił mnie w fotel. Wiele o tej książce można pisać, ale pewne jest to, że to bardzo udany debiut, który ukazuje talent autorki, już nie dziwi mnie, że „Zaginiona dziewczyna” oceniana jest tak wysoko, w końcu praktyka czyni mistrza. Bardzo polecam „Ostre przedmioty” oczywiście o ile wasza psychika jest w stanie podołać okropieństwu, bo mimo że w tej historii nie jest ono krzykliwe, nie razi maniakalnym epatowaniem wulgaryzmami, to jednak trudno wyrzucić go z głowy.

Czytaj dalej »

Ofiara. Pierre Lemaitre

Pierre Lemaitre

OFIARA

Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2014
Stron: 352
Oprawa: Broszurowa ze skrzydełkami

Moja ocena: 6/10 – dobra

 
Ofiara” jest ostatnim tomem trylogii poświęconej charyzmatycznemu inspektorowi paryskiej policji Camille'owi Verhoevenowi. Jakiś czas temu głośno było o „Alex” (drugiej części) powieści o złożonej i zaskakującej intrydze. Tomem otwierającym trylogię jest, niestety u nas niedostępny, „Travails soigne”. Na mnie poprzednie książki autora zrobiły wielkie wrażenie, a zwłaszcza genialna „Suknia ślubna”, dlatego liczyłam, że „Ofiara” rzuci mnie na kolana, niestety tak się nie stało. Lemaitre nie zaskoczył mnie, nie zmienia to jednak faktu, że powieść jest dobrym thrillerem.

W życiu inspektora Verhoevea - wielkiego człowieka o niewielkim wzroście pojawia się kobieta. Ich relacja nie do końca jest jasna, ale pod każdym względem jest wyjątkowa. Szczególnie dla inspektora, który – pomimo upływającego czasu – ciągle nie radzi sobie z tragiczną śmiercią ukochanej żony. Na szczęście powoli rodząca się miłość do Anne, delikatnej brunetki o urzekającym uśmiechu, otwiera go na nowe doznania. Niestety los szykuje dla inspektora okrutne doświadczenie. Jego ukochana zostaje brutalnie pobita, gdy przypadkowo zostaje świadkiem napadu na sklep jubilerski. Anne rozpoznaje oprawców, mimo to śledztwo prowadzi na dziwne tory, ale Verhoeven nie odpuszcza, używając podstępu, za który grozi mu dyscyplinarne usunięcie z policji, prowadzi dochodzenie, to co odkryje o napadzie, a także o swojej nowej miłości przewróci jego świat do góry nogami.


Pierre Lemaitre jest doskonały w tworzeniu przewrotnych fabuł, ale jeśli chociaż raz posmakowało się twórczości tego pisarza, to już na stracie wiadomo, w którą stronę zmierza historia, ale to oczywiście wiadomość dla wtajemniczonych. Ci którzy rozpoczynają przygodę z trylogią (co z tego, że od ostatniego tomu, mnie się to często zdarza) powinni wiedzieć, że w powieści każda informacja zdobyta w trakcie śledztwa ma drugie dno, nic nie jest pewnikiem, wiadomo jedynie, że nawet jeśli nasza zdolność dedukcji osiągnie wyżyny, to i tak będziemy zaskoczeni. Taka metoda tworzenia jest niezwykle interesująca, bo nigdy nie wiadomo co dostaniemy w finale. Mnie bardzo się to podoba, mniej już to, że po przeczytaniu dwóch książek Lemaitre'a o wiele szybciej godzę się z szokującymi informacjami, a może wynika to z faktu, że dwa poprzednie tytuły dały mi mocno do wiwatu, omotały, wprawiły w zdumnienie, przez co mniej więcej wiedziałam co mnie czeka i dlatego intryga w „Ofierze” nie wprawiła mnie w tak wielkie osłupienie na jakie liczyłam. Mimo to uważam, że powieść jest niesłychana i pod wieloma względami idealna, choćby ze względu na wyjątkowych bohaterów. Takiego inspektora jak Verhoeven szukać ze świecą. Gość jest diabelnie inteligentny, nie ma zbrodni, której by nie rozwiązał, a do tego charakteryzuje się niewielkim wzrostem (ma tylko 145 cm), genialnym talentem do rysunku, który odziedziczył po matce cenionej malarce, i... stanami depresyjnymi. Poza tym Lemaitre to mistrz słowa, jak mało kto potrafi wnikać w psychikę postaci, dzięki czemu znakomicie opisuje przeżycia bohaterów, tworząc obraz ludzi emocjonalnie pokiereszowanych. Potrafi również wywołać dławiącą atmosferę niepokoju i liryzmu, która w połączeniu z zagadkową fabułą i wewnętrznymi rozterkami bohaterów daje niespotykany, pasjonujący efekt. Reasumując, „Ofiara” jest bardzo dobrą książką, która na pewno niejednego czytelnika wprawi w zdumienie, wywoła też wiele innych emocji, ponieważ historia jest niezwykle udanym thrillerem psychologicznym, dlatego też polecam ją osobom ceniącym sobie ten typ literatury.
Czytaj dalej »

Czerwone gardło. Jo Nesbø

Jo Nesbø

CZERWONE GARDŁO

Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 2006
Stron: 422
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 8/10 - rewelacyjna




Jakiś czas temu uległam fascynacji twórczością Jo Nesbø – norweskiego pisarza, autora cyklu kryminalnego, którego bohaterem jest policjant Harry Hole. Na razie idzie mi dobrze, pilnuję systematycznego czytania i mam nadzieję, że tak już będzie. Po udanym „Człowieku nietoperzu” i równie udanych „Karaluchach” przyszła kolej na „Czerwone gardło”. Na książkę długo czekałam, wiadomo jak jest w bibliotekach, a jak już się doczekałam i przeczytałam kilka pierwszych rozdziałów to zdębiałam, wybaczcie ten kolokwializm, ale nic innego nie przychodzi mi do głowy. Nesbø stworzył tak zawiłą, wielowątkową, rozgrywającą się na dwóch płaszczyznach czasowych intrygę, z taką olbrzymią liczbą bohaterów powiązanych ze sobą niesłychanymi związkami, że miałam wrażenie, że jedynie umysł działający jak pamięć komputera jest w stanie to ogarnąć, ale myliłam się, przy dobrych chęciach wszystko jest możliwe, zwłaszcza że „Czerwone gardło” to fenomenalna powieść, której warto poświęcić czas.

Harry Hole trafia na ślad przemyconego do Norwegii karabinu Märklin. Niefachowe oko i mało bystry umysł najprawdopodobniej nie zinterpretowałby właściwie takiej informacji, ale Hole wiedział, że ten półautomatyczny karabin myśliwski po przeróbkach m.in. dodaniu optycznego celownika jest ulubioną bronią zabójców. Prowadzone przez niego śledztwo zatacza coraz szersze kręgi, Hole trafia na ślad neonazistów i do grupy Norwegów walczących w czasie II wojny światowej po stronie hitlerowskich Niemiec. Z całą pewnością znalezienie wojennego weterana z poderżniętym gardłem w pobliżu miejsca spotkań neonazistów nie jest przypadkowe. Pytanie kto zabija i co najważniejsze, jaki ma plan. Hole będzie dwoił się i troił, ale sprytny zabójca będzie ciągle krok przed nim. 
 
Oficjalna strona Jo Nesbø Wydawnictwa Dolnośląskiego
Brawa dla Nesbø za napisanie bardzo odważnego kryminału, który porusza niechlubne, wstydliwe dla Norwegów kwestie dotyczące współpracy części obywateli z III Rzeszą. Zagadnienie to niełatwe, na szczęście autor bardzo sprawnie sobie z nim poradził, tworząc opowieść niezwykle ciekawą i emocjonującą, uwierzcie mi, że w pewnym momencie tej historii pękło mi serce i łzy lały się rzewnie ze wzruszenia, i stwierdzam, że Nesbø jak mało kto potrafi za pomocą prostych, a nawet rzeczowych zdań wywołać burzę, wzbudzić zachwyt i uznanie. Poza tym intryga w „Czerwonym gardle” to mistrzostwo. Już sam fakt wykreowania tak niejednoznacznych związków między bohaterami, których w dodatku charaktery i życiorysy wpisują się w level hard, to domena geniuszu. Jakby tego było mało autor wprowadza do historii bardzo subtelny, z lekka niedopowiedziany wątek miłosny, który chciałoby się powiedzieć, że nie pasuje, ale to nieprawda, tworzy on z dramatyczną, pełną napięcia historią jedną spójną, zniewalającą całość. Tak, jestem zachwycona tą częścią. Nie była ona dla mnie łatwą lekturą, wymagała ona ode mnie czasu i wielkiego skupienia, ale gra jest warta świeczki, nie bez przyczyny „Czerwone gardło” w 2004 roku zdobyło tytuł norweskiego kryminału wszech czasów. Obawiam się jednak, że mimo wielu zalet tej powieści nie każdy ulegnie czarowi tej historii, ale na pewno będą nią zachwyceni miłośnicy rozbudowanych fabuł, wielowymiarowych postaci, i kryminałów, w których nie krew lejąca się strumieniem, ale skrupulatne śledztwo, jak i błyskotliwe komentowanie bieżących wydarzeń jest crème de la crème.

Czytaj dalej »

Cięcie. Veit Etzold

Veit Etzold

CIĘCIE

Wydawnictwo: Akurat
Data: 2014
stron: 542
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra




Uwielbiam thrillery, zwłaszcza te krwiste, dlatego gdy w zapowiedziach wydawnictwa Akurat pojawiło się „Cięcie” - debiutancka powieść Veita Etzolda, to niech się wali pali, ale musiałam tę książkę mieć. Udało się, mam, co więcej jestem z niej bardzo zadowolona, chociaż obawiałam się, że jej fabuła nie spełni moich oczekiwań, dlatego że liczne pozytywne recenzje maksymalnie podkręciły mój apetyt i tak naprawdę byłam nasycona zanim zaczęłam jeść. Na szczęście opisana historia, jak i genialna okłada idealnie wpasowały się w mój gust.

Etzold stworzył ciekawą historię z bohaterami, którzy - dzięki swej złożoności - są niewyczerpanym źródłem inwencji, czyli z seryjnym zabójcą i poturbowaną psychicznie policjantką. Na pierwszy rzut oka, taka obsada to żadna nowość, ale jeśli w fabułę wprowadzi się uatrakcyjniające elementy, w tym przypadku interesujący portret psychologiczny socjopaty, ogłupiające i amoralne działania reality show, i zagadnienia związane z działaniem sieci internetowej, to dostaniemy coś, co nie tylko sprawia, że cierpnie skóra, ale też dostarcza wiedzy z zakresu informatyki i uzmysławia, że cały ten internet, będący synonimem wolności, jest doskonałym miejscem dla szaleńców, którzy wykorzystują go do swoich niecnych planów.

Bezimienny jest właśnie takim osobnikiem, inteligentnym potworem, który wyszukuje swoje ofiary za pomocą Facebooka. Zdobywa o nich jak najwięcej informacji i kiedy już „przechwyci” ich dane i zwyczaje, to zabiera im życie. Ostanie chwile takich osób, to makabra w najgorszej postaci, którą oprawca nagrywa i przesyła pani nadkomisarz Clarze Vidalis z Policji Kryminalnej w Berlinie. Śledztwo toczy się sprawnie, nawet ciut za łatwo idzie policji rozszyfrowywanie seryjnego zabójcy, który prowadzi z nimi makabryczną grę, ale to, co w kolejnych etapach zostaje odkryte, sprawia, że wszelkie teorie, rozsądek i granice wytrzymałości biorą w łeb.

Veit Etzold. Źródło
Wielką zaletą tej powieści, jest zwrócenie uwagi na nieograniczony potencjał internetu i na naiwność jego użytkowników, a zwłaszcza tych, którzy bezmyślnie relacjonują swoje życie w najpopularniejszych serwisach społecznościowych. Nie wiem czy słyszeliście, ale ceniony psycholog sądowy Kerry Daynes w jednej ze swoich prac „Psychopata w twoim otoczeniu. Jak go rozpoznać i bronić się przed nim”, notabene opinia o tej książce jest u mnie czytana najczęściej, informuje, że 210 milionów ludzi wykazuje zdolności psychopatyczne, czyli jeśli na Facebooku ktoś ma 100 znajomych, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że jedna z nich kwalifikuje się na psychopatę, szokujące? bardzo. Mimo to niektórzy nie mają problemów z obnażaniem swojej prywatności, z całą pewnością nie miały jej ofiary Bezimiennego, który z łatwością namierzał takie istoty i je wybebeszał, bo w obecnych czasach, kiedy nie pielęgnuje się związków w realu, kto by się tam martwił, że sąsiada od tygodni nie widać. Na tego typu relacjach, tych bezosobowych, bazuje ta powieść, dlatego historia tak bardzo przeraża, bo ma sporą dawkę realizmu. Poza tym, autor nie szczędzi dobitnych opisów zbrodni, a uwierzcie mi, te należą do jednych z bardziej oryginalnych, a zarazem, i makabrycznych jakie czytałam, jednak to nie tła zabójstw straszą, a wspomniana łatwość wytropienia drugiego człowieka.

Cięcie” bardzo mi się podobało, ale powieść ta zawiera również schematyczne elementy, które mogą drażnić. Wielokrotnie miałam wrażenie takiej akademickości, ponieważ w książce jest wszystko to, co tego typu literatura mieć powinna, jakby wykorzystano szablon do pisania tej historii, to trochę irytujące, podobnie jak ciągłe i skrupulatne wyjaśnianie informatycznych meandrów, jak również przedwczesne naprowadzenie na przeszłość zabójcy, którego geneza powstania jest również typowa. Jednak tajemnica i charakterystyka Bezimiennego oraz wspomnienia Clary i jej próby dotarcia do prawdy, sprawiły, że powieść dobrze się czyta, szczególnie że historia jest dynamiczna i emocjonalna, dlatego polecam ją miłośnikom mocnych treści. 
  
Książkę otrzymałam od księgarni Libroteka.pl - "Cięcie"
Czytaj dalej »