Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

Pora chudych myszy. Wojciech Bauer

"Pora chudych myszy" to nietypowy, klimatyczny thriller kryminalny. Nietypowy, ponieważ większość wydarzeń dzieje się w labiryntach kopalnianych ścieżek, gdzie ciemność i duchota wyostrzają zmysły. Klimatyczny, bo wprowadzenie gwary śląskiej, plastyczność opisów oraz wątek pradawnego lęku wywołują niesamowitą atmosferę i pobudzają wyobraźnię.

Franka Kulok to sympatyczna dziewucha, która marzyła o pracy sztygara, taka u niej tradycja rodzinna, górnikami zostawali wszyscy mężczyźni od niepamiętnych czasów. I choć do pracy, na dół, kobiet nie przyjmowano, to France udał się ten wyczyn. Dziewczyna nie popracowała długo, ponieważ ktoś ją brutalnie zamordował w ciemnym wyrobisku. Niestety to początek serii zabójstw. Bezradna prokuratura i dyrektor kopalni zwracają się o pomoc do detektywa Nakoniecznego, byłego esbeka, mającego na koncie haniebne czyny z czasów stanu wojennego. Nakonieczny to niemłody, schorowany człek, który zajmuje się odzyskiwaniem długów i śledzeniem niewiernych małżonków. Choć na zdrowiu nie domaga, nie stroni od alkoholu i okazjonalnych figli. Można powiedzieć, że niezbyt przyjazny z niego typ. Być może dlatego wpada od czasu do czasu w niezłą kabałę. Jak choćby niemądrą współpracę z mafiozem, której wynikiem będą nieprzewidziane i nieprzyjemne konsekwencje.

Na początku w książce toczą się dwa równoległe wątki. Jeden dotyczący zabójstw  w kopalni, drugi pracy Nakoniecznego. Te dwa motywy, na pierwszy rzut oka, wydają się niezależne od siebie, nie licząc faktu, że detektyw i dyrektor kopalni w latach swojej świetności, czyli do czasów posiadania przez Nakoniecznego czerwonej legitymacji, byli przyjaciółmi. W pewnym momencie, oba wątki zazębiają się, tworząc pełne napięcia podziemne zmagania.

Powieść Wojciecha Bauera (Wieża życia, Ayantiall, Zapach trzciny) to świetnie skonstruowana historia, w której wszystko ożywa dzięki ekspresywnemu stylowi pisania. Z tego względu łatwo wczuć się w sytuację osoby osaczonej w podziemnym tunelu, w którym każda kropla dźwięczy niczym serce dzwonu, każdy podmuch przeciągu huczy zapowiedzią tajfunu, górotwór za obudową chodnika niekiedy skrzypi i trzaska(...) [str.13]. Odczucia są tym większe, że Bauer doskonale przybliżył sylwetki bohaterów, tworząc im nie tylko ciekawe życiorysy, ale też uwypuklając ich osobowości.

Motyw zabójstw jest bardzo tajemniczy i niełatwy do rozszyfrowania. Tym bardziej, że nieczęsto zdarza się seryjny zabójca w kopalni. Zbieranie śladów w takim miejscu to syzyfowa praca. Autor podrzuca pewne podpowiedzi, jednak elementy ezoteryczne skutecznie mieszają w głowie. Swoje robi  też aura niepokoju i napięcia, dzięki czemu książką czyta się z przejęciem. Musiałabym wykazać się ignorancją, żeby nie docenić profesjonalizmu Wojciecha Bauera, bo raz że historia jest oryginalna, a dwa pióro pisarza jest idealne. Jednak momentami długie opisy, głównie dotyczące życia Nakoniecznego, odciągały mnie od głównego wątku, sprawiały, że skupiałam się nie na tym, co powinnam. Oczywiście trudno to nazwać zarzutem wobec powieści, bo zapewne dla wielu osób rozległe relacje będą bezsprzeczną zaletą, ale niestety mnie one blokowały. Jednak jakby nie patrzeć "Pora chudych myszy" to bardzo dobra powieść, którą polecam fanom kryminalnych zagadek.

PORA CHUDYCH MYSZY
Wojciech Bauer
Wydawnictwo: Videograf
Rok wydania: 2016
Stron: 300
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 8 - bardzo dobra

Czytaj dalej »

Łaska. Anna Kańtoch

Anna Kańtoch to wielokrotnie nagradzana pisarka powieści fantasy, dlatego "Łaska", która jest klasycznym kryminałem, była dla mnie wielkim zaskoczeniem. Ponieważ do tej pory znałam twórczość autorki z innej strony m.in. z cyklu o Domenicu Jordanie.

Intryga w "Łasce" jest bardzo tajemnicza i sięga lat 50., kiedy to sześcioletnia Marysia znika na tydzień w lesie. Po tym czasie zostaje odnaleziona przez przypadkową osobę. Dziewczynka ma zakrwawioną sukienkę i włosy. Nikt nie wie gdzie była, z kim była i co robiła, bo Marysia nic nie pamięta. Po trzydziestu latach od tragedii kobieta wraca w rodzinne strony. Mieszka w domu swojej najbliższej krewnej i jest nauczycielką w lokalnej szkole podstawowej. Maria próbuje wieść w miarę normalne życie. Jednak przeszłość ją dręczy. Bohaterka jest rozbita i ma problemy psychiczne. Jej udręka wzrasta gdy jeden z uczniów zamiast kartkówki oddaje jej przedziwny, niepokojący rysunek. Co więcej prosi ją o pomoc sugerując, że tylko ona będzie wiedziała jak to zrobić. Niestety Maria nie zrozumiała o co chodziło jej uczniowi, nie udało się jej też dowiedzieć od niego czegoś więcej, ponieważ kilka godzin później chłopiec został odnaleziony martwy.

Wiele smutku jest w tej historii. Tragiczne wydarzenia, które mają miejsce w Mgielnicy tworzą przytłaczającą atmosferę. Na mroczny i przygnębiający klimat powieści ma wpływ wiele elementów. Oczywiście te najistotniejsze to porwanie Marysi i zabójstwa nastolatków. Swoje robi też stan psychiczny bohaterki oraz szara, brudna zima, a także PRL-owska rzeczywistość. Kańtoch zadbała o detale, które świetnie podkreślają ten czas. Udało jej się też stworzyć wiarygodne charakterystyki bohaterów, ówczesnej społeczności i jednostek państwowych. Intryga również jest błyskotliwa i mimo że w pewnym momencie można się domyśleć kto stoi za brutalnymi zabójstwami, to jednak niełatwo rozgryźć motywy zabójstw. Podobnie jest z bohaterami, których niejednoznaczność jest intrygująca. Autorka tworząc portrety psychologiczne, obdarzyła postacie niebanalnymi cechami, które sprawiają, że każdy w tej historii jest idealnym podejrzanym. Nawet milicja błądzi wśród licznych tropów i domysłów, na szczęście ma Marię, której podświadomość odkrywa dramatyczną przeszłość i przerażającą teraźniejszość, ułatwiając tym samym problematyczne śledztwo.

Muszę przyznać, że "Łaska" świetnie udała się Annie Kańtoch. Ponieważ jest wciągającą i dopracowaną powieścią, której bezsprzecznymi zaletami są fabuła zorganizowana wokół tajemniczych zbrodni, idealnie wyważone dramatyczne momenty, psychologiczny wątek, a także (nie zdradzając zbyt wiele) treści, które podpowiadają, że być może w całej tej historii ukryte są nadprzyrodzone zjawiska. To sugeruje, że autorka i z fantastyką, i z kryminałem jest za pan brat, dlatego jestem pewna, że książka spełni oczekiwania fanów gatunku.

ŁASKA

Anna Kańtoch
Wydawnictwo Czarne
Rok wydania: 2016
Stron: 400

Moja ocena: 8/10 - bardzo dobra
Czytaj dalej »

Poza sezonem. Jørn Lier Horst












Luna kocha Horsta :-)

Czytaj dalej »

Trzeci klucz. Jo Nesbo

Jo Nesbø

TRZECI KLUCZ
Tom. 4

Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2014
Stron: 424
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 7/8 - bardzo dobra

 

Jo Nesbø to norweski pisarz, który zasłyną cyklem kryminałów z komisarzem Harrym Hole. Dzisiaj tak króciutko chcę zaprezentować czwarty tom tej serii, która notabene jest jedną z moich ulubionych. Cykl staram się czytać chronologicznie, chociaż nie obyło się bez wpadek, do których zaliczam przeczytanie dziesiątego tomu. Wiedza zdobyta podczas jego czytania sprawiła, że podczas lektury „Trzeciego klucza” łkałam i to dosłownie.

Wracając jednak do głównego tematu. W tej części Harry musi rozwikłać skomplikowaną sprawę. Otóż podczas napadu na bank ginie młoda kasjerka. Napad jak napad, jednak nowa partnerka Hole, wybitnie spostrzegawcza Beate, zauważa - w nagraniu z monitoringu - specyficzne zachowanie przestępcy, które ewidentnie świadczy o tym, że nie tylko pieniądze były motywem napadu. Śledztwo zapowiada się na wyjątkowo trudne. Jakby tego było mało, dochodzi do kolejnej zbrodni. Zostaje zamordowana była kochanka Harrego, a zabójca układa tak ślady, że prowadzą one do niczego nieświadomego komisarza.


U Nesbø nic nie jest oczywiste. Sprawy z pozoru jednoznaczne zapętlają się, prowadząc na manowce stróżów prawa, którzy aby dociec prawdy niejednokrotnie działają na granicy etyki. Autor jak zwykle stworzył porywającą i wielowątkową fabułę, dotyczącą nie tylko kryminalnych zagadek, ale też osobistych losów bohaterów. Historii nie brakuje tajemniczości i zaskoczeń, zaznamy również wielu silnych przeżyć. Ponieważ bohaterowie, których nie sposób ignorować, gdyż są osobnikami o wyjątkowo charakterystycznych, a zarazem sympatycznych cechach, raz po raz wpadają w koszmarne problemy, często zagrażające ich życiu. A że ich doświadczenia autor opisuje w sposób ekscytujący, to i poznawanie kolejnych etapów śledztwa jest niczego sobie rozrywką. Jeśli lubicie kryminały wymagające pewne skupienia, bo - jak to u Jo Nesbø bywa - postaci, miejsc, i motywów jest pod dostatkiem, przez co trzeba sporej uwagi, żeby nie zgubić się w intrydze, to na pewno będziecie usatysfakcjonowani. 

Wcześniejsze części: Człowiek Nietoperz, Karaluchy, Czerwone gardło

Czytaj dalej »

Gniew. Zygmunt Miłoszewski

Zygmunt Miłoszewski

GNIEW

Wydawnictwo: WAB
Rok wydania: 2014
Stron: 404
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 8/10 – rewelacyjna






Załamała mnie informacja o tym, że Miłoszewski kończy z pisaniem kryminałów, bo trudno mi było sobie wyobrazić, ba! nadal jest mi trudno zaakceptować, że „Gniew” kończy moje spotkania z Szackim. Ponieważ jest on moim ulubionym bohaterem, numerem jeden, który jest sprawiedliwy, ironiczny, dowcipny, a kiedy zajdzie potrzeba, to i sam siebie zbluzgać potrafi.

„Gniew” - powiedzmy to głośno, może uwierzę, bo ciągle łudzę się, że to nie koniec – jest ostatnim tomem trylogii kryminalnej. W której po raz o s t a t n i możemy potowarzyszyć w pracy wybitnemu prokuratorowi Teodorowi Szackiemu, któremu na dłużej nie udaje się zagrzać miejsca w żadnym mieście. Była Warszawa w „Uwikłaniu”, był Sandomierz w „Ziarnie prawdy”, a tym razem jest Olsztyn. Miasto jedenastu jezior, które w oczach Szackiego jest szare, zimne, wilgotne, i wiecznie zakorkowane, jednym słowem nieatrakcyjne. Taka opinia nie jest zaskoczeniem, bo kto jak kto, ale nasz prokurator bywa mocno zrzędliwy, i na to trzeba przymknąć oko, albo trzeba go za to pokochać. Przechodząc jednak do sedna. Szacki w Olsztynie mieszka z Żenią i szesnastoletnią córką Heleną. Panie dają mu zdrowo do wiwatu, zresztą nie tylko one, nowa przełożona i bezkompromisowy asesor również nie ułatwiają mu życia. Swoje też robi sprawa, która na pierwszy rzut oka wydawała się Szackiemu niebywale banalna. Otóż w bunkrze koło szpitala miejskiego znaleziono stary szkielet, najprawdopodobniej przedwojenne szczątki, czyli typowe dla tego rejonu znalezisko, które zostało przekazane uczelni medycznej. W trakcie badań szkieletu pojawiają się wątpliwości co do pochodzenia kości. Informacje są tak zatrważające, że Szacki będzie musiał zmierzyć się z najtrudniejszym dochodzeniem w swoim życiu, śledztwem, które zmusi go do przewartościowania swojego życia.

Ten kto zna i lubi poprzednie książki Miłoszewskiego może być pewien, że i tym razem intryga jest na wysokim poziomie. Ten kto nie zna, niech bierze się za pierwszy tom, bo czeka na niego niezwykła przygoda z Szackim. Wiem, że prokurator to postać kontrowersyjna i zdarza się, że niektórym trudno żywić do niego sympatię, głównie dlatego że bywa perfidny i arogancki, ale warto dać mu szansę. Miłoszewski w moim odczuciu stworzył nie tylko charakterystycznego bohatera, który wraz z kolejnym tomem odrobinę się zmienia, co jest jak najbardziej naturalne, ale też w „Gniewie” skonstruował ciekawą fabułę, dotyczącą przemocy domowej, która - mam nadzieję - niektórym da do myślenie. Ponieważ pokazana jest przemoc, która nie dotyczy marginesu społecznego, ale zwykłego człowieka. Poznamy też różne rodzaje przemocy i jej skutki. Mnie cierpła skóra, jak czytałam o sprawach Szackiego. Temat przemocy domowej jest dla mnie, całe szczęście, abstrakcyjny. Nie jestem w stanie pojąć, jak można tak krzywdzić drugą osobę, a jeszcze bardziej nie mogę pojąć barku reakcji na przemoc, weźmy choćby na tapetę sytuację z kaliskiego sklepu, w którym matka publicznie biła i szarpała swojego ośmioletniego syna. Na zaistniałą sytuację nikt nie zareagował, szok!

Zapuszczam się na niebezpieczne tereny, ale chcę uzmysłowić, że ta powieść to nie tylko kryminalna szarada, ale też historia, która wymusza debatę na temat przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Jeśli zaś chodzi o stronę techniczną książki, to nie mam większych zastrzeżeń. Autor pisze lekko, interesująco i z humorem, teoretycznie bez przekombinowań, ale z ciekawymi porównaniami i celnymi uwagami. Dzięki czemu historia jest absorbująca i emocjonująca. Fabuła? Pewnie, że można się doczepić do tego, że w śledztwie Szackiego niektóre rzeczy dzieją się cudem, niekoniecznie wiadomo jak i dlaczego, ale jedno jest pewne, że prokurator, jak pomysłowy Dobromir, rozszyfruje zagadkę, a my z otwartą buzią będziemy zastanawiać się, jak on na to wpadł, ale ja to kupuję, mnie z tym dobrze.

Zapewne zauważyliście, że moja opinia jest czysto subiektywna, gdyż uwielbiam głównego bohatera, uwielbiam postacie drugoplanowe, które nie giną w blasku Szackiego, uwielbiam finezyjne wątki, a także zawiłości, humor i sarkastyczne uwagi, co tu dużo pisać trylogia o Szackim, to moja bajka. Tak wkręciłam się w tę historię, że momentami emocjonalnie nie wyrabiałam, ale... Miłoszewski podpadł mi za otwarte zakończenie, bo pozostałam w zawieszeniu i sama muszę sobie wykombinować co dalej. O ile normalnie nie przeszkadza mi taki zabieg, o tyle w przypadku Szackiego chcę wiedzieć więcej i dokładniej, a nie jest to możliwe, bo wykombinowałam kilka alternatywnych zakończeń, ale co jedno to gorsze. Cóż, jakoś muszę z tym żyć, mam jednak nadzieję, że kolejna powieść Miłoszewskiego również mnie zachwyci, gdyż nie mam ochoty żegnać się z tak utalentowanym pisarzem. Do dzieła!
Czytaj dalej »

Grobowiec z ciszy. Tove Alsterdal

Tove Alsterdal

GROBOWIEC Z CISZY

Wydawnictwo: Akurat
Rok wydania: 2014
Stron: 491
Oprawa: Broszurowa ze skrzydełkami

Moja ocena: 6/10 - dobra






Tove Alsterdal obecnie uchodzi za najciekawszą i najważniejszą szwedzką autorkę powieści kryminalnych. Debiutowała niedawno wydaną na naszym rynku „Kobietą na plaży” - szwedzkim bestsellerem przetłumaczonym na ponad dziesięć języków. Ten sam sukces powtórzył „Grobowiec ciszy”. Całkiem świeżutka powieść, która – podobnie jak „Kobieta na plaży” - ukazała się nakładem wydawnictwa Akurat.

Byłam bardzo ciekawa tej książki, zresztą jak i wychwalanego pod niebiosa stylu Alsterdal. Wprawdzie obawiałam się fabuły, która mocno dotyczy historii Szwecji i z całą pewnością bardziej porusza serca Szwedów niż Polaków. Mimo to jestem pod urokiem surowej, a zarazem pięknej historii o poszukiwaniu własnych korzeni. Tym właśnie, całkiem przypadkowo, zajmie się Katrine, szwedzka dziennikarka mieszkająca w Londynie, która przyjeżdża do Sztokholmu, żeby zaopiekować się chorą matką. W zaległej korespondencji matki, Katrine odnajduje zaskakującą ofertę od Centrum Maklerskiego, które za starą posesję, zbudowaną w latach sześćdziesiątych, oferuje ogromne pieniądze. Kobieta jest tym bardzo zaskoczona, raz, że nie wiedziała, iż matka jest właścicielką domku, a dwa, kwota oferowana za zniszczoną chatkę za kołem polarnym jest niezrozumiale wysoka. Zaintrygowana postanawia dowiedzieć się o tym miejscu czegoś więcej. Mimo oporów najbliższych jedzie w rodzinne strony matki z zamiarem wyjaśnienia sprawy. Na miejscu poznaje zagadkowe i skandaliczne zdarzenia z dziejów swojej rodziny. Poczynania przodków prowadzą aż do rosyjskiej Karelii. Republiki, z którą wiązali wielkie marzenia. Jednak poszukiwania Katrine nie każdemu są w smak. Atmosfera robi się coraz cięższa, poznane tajemnice coraz większego kalibru, a i spokojna wieś przestaje być bezpieczną oazą, w sąsiedztwie domu matki naszej bohaterki dochodzi do brutalnego morderstwa.

Źródło
„Grobowiec ciszy” nie jest prostą powieścią. Od swojego czytelnika wymaga zaangażowania, skupienia i odrobiny wiedzy historycznej. Co prawda wystarczy do tego podstawowa, szkolna wiedza, zwłaszcza dotycząca planów gospodarczych ZSRR po roku 1928. Oczywiście nie jest to wymóg, ale w pewnym momencie losy bohaterów łączą się z tymi danymi tworząc szczegółowy rys, dość absorbujący rosyjski wątek. Jednak nie tylko nawiązanie do Rosji ma znaczenie. Istotnym elementem opowieści jest też natura bohaterów. Autorka wiernie oddała mentalność Szwedów, głęboko zakorzenioną w nich tradycję i wiarę w ideały. Powściągliwość literackich postaci równa jest zimnej aurze. Zrozumienie ich intencji i zachowań nie należy do najłatwiejszych. Ale w tym cały urok, bo nie tylko trzeba mierzyć się ze skomplikowaną intrygą, pełną kłamstw i niedomówień, ale też z zamkniętymi w sobie ludźmi żyjącymi według ustalonego porządku. W miejscu gdzie wszyscy się znają, ufają sobie, a obcych nie pyta się skąd jesteś? ale czyj ty?

Miałam wrażenie, że wstrzemięźliwość szwedzka przełożyła się też na styl Tove Alsterdal, gdyż pisze konkretnie, oszczędnie, czasami aż za bardzo, bo niekiedy miałam problem ze zrozumieniem pewnych dialogów, głównie za sprawą sporej ilości chrząknięć i lakonicznych wypowiedzi, moim zdaniem nie zawsze gramatycznych, ale zakładam, że w ten sposób daje o sobie znać skandynawski chłód. Nie do końca podobał mi się też kryminalny wątek, który jest jakby gdzieś obok, i służy tylko do zaakcentowania tematu obyczajowego. Nie mogę powiedzieć, żeby „Grobowiec z ciszy” powalił mnie na kolana, ale nie mogę odmówić autorce talentu do tworzenia twardych charakterów, do kreślenia skrupulatnych i zajmujących intryg, oraz do zjawiskowej wizualizacji mocy natury. Sadzę, że „Grobowiec z ciszy” będzie idealną lekturą dla fanów wymagających fabuł o niepokojących i melancholijnych tonach.
 
Czytaj dalej »

Od kryminału do historii. Nie oglądaj się. Karin Fossum. Ocalone z Titanica, Kate Alcot.

Na początek trochę się pożalę, bo ostatnio mi ciężko, ponieważ od kilku tygodni bezskutecznie walczę z atakiem alergii. Paskudztwo objawia się nie tylko kichaniem i łzawieniem oczu, ale też koszmarny kaszlem, który chyba najbardziej mi doskwiera i uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Na szczęście pozwala mi czytać, pisać już niekoniecznie, bo do tego potrzebne są dwie ręce (oczywiście chodzi mi o pisanie na klawiaturze), a przecież jedną mam non stop zajętą trzymaniem chusteczki przy nosie, ale do czego zmierzam? Ano do tego, że przeczytanych mam chyba z 10 książek, o których chciałabym Wam parę słówe napisać, ale że alergia i praca mnie ograniczają, to dzisiaj wrzucę dwie krótkie opinie. 
Ps. Nie wyszły takie krótkie, jak chciałam, ale chyba nie potrafię inaczej :-)
 
 
Karin Fossum

NIE OGLĄDAJ SIĘ

Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2008
Stron: 290
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 6/10 - dobra


Na książkę zdecydowałam się pod wpływem chwili, dlatego że nazwisko autorki od razu skojarzyło mi się z „Czarnymi sekundami”, powieścią, która bardzo mi się podobała. Na moje szczęście kryminał „Nie oglądaj się” okazał się całkiem dobrą lekturą, z ciekawą fabułą, osadzoną w małym i spokojnym norweskim miasteczku, gdzie wszystko toczy się swoim stałym rytmem. Teoretycznie każdy każdego bardzo dobrze zna, ale jak przychodzi co do czego, to trudno zdobyć jakąkolwiek informację o mieszkańcach. Inspektor Konrad Sejer i jego pomocnik Jackob Skarre, prowadzący śledztwo w sprawie zabójstwa nastoletniej Annie, muszą sporo się natrudzić, żeby rozszyfrować relacje łączące ofiarę z rodziną i sąsiadami. Sprawy nie ułatwia fakt, że Annie uchodziła za idealną dziewczynkę, a osobą, która mogłaby wiele powiedzieć o sprawcy jest mężczyzna z zespołem Downa.

Książka jest typowym kryminałem, w którym śledztwo stanowi trzon historii. Stąd też sporo w niej analiz i przesłuchań. Poza tym żmudna detektywistyczna praca odsłania ułomność psychiczną bohaterów oraz obnaża problemy mieszkańców malutkich, hermetycznych osad. Teoretycznie wszystko w tej powieści jest typowe, od bohaterów aż po okoliczności zabójstwa, wliczając w to tło wydarzeń. Jednak autorka tak dobrze rozpisała charaktery i zależności, dodając do nich tajemnicę i kilka kontrowersyjnych tematów, że „Nie oglądaj się” jest powieścią interesującą, mimo swojego statystycznego charakteru, oraz momentami zaskakującą. Mnie wybitnie podobało się też zakończenie, które sprawia, że można zatonąć w myślach. Powieść Fossum polecam czytelnikom lubiącym kryminalne historie, w których wydarzenia leniwie się suną, za to detektywi i ich dedukcje są elementem pokazowym.


Kate Alcott


OCALONE Z TITANICA

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania 2012
Stron: 464
Oprawa: Miękka

Moja ocena 6/10 – dobra

„Ocalone z Titanica” to nic innego, jak historia osób, którym udało się przeżyć katastrofę brytyjskiego transatlantyka, mającą miejsce w nocy z 14 na 15 kwietnia 1912 roku. Zatonięcie tego wielkiego statku, to jedno z najdramatyczniejszych wydarzeń w historii. Alcott wykorzystując je w swojej powieści dużo ryzykowała, nie powiem żeby do końca udał się jej ten zamiar, jednak mnie ta książka w pewien sposób oczarowała, bo przypadła mi do gustu historia ubogiej dziewczyny Tess Collins, która marząc o wielkim krawiectwie porzuca pracę pokojówki i sposobem dostaje zatrudnienie u słynnej projektantki lady Lucile Duff-Gordon, która postanawia dać jej szansę na czas rejsu Titanica. Dziewczyna daje z siebie wszystko, jest ambitna, uparta i czarująca. Udaje się jej przyciągnąć uwagę bogatego gentlemana i sympatycznego marynarza. Niestety dramatyczne wydarzenia na statku znacząco wpływają na los ocalonych. Ci którzy przeżyli zostają wciągnięci w śledztwo w sprawie katastrofy; media i śledczy domagają się prawdy, ale co jest prawdą... Tess dowiaduje się, że jej pracodawczyni najprawdopodobniej uratowała się kosztem innych. Dziewczynie trudno przyjąć to do wiadomości, a jeszcze trudniej zacząć normalne życie w wymarzonym Nowym Jorku.

Na pierwszy rzut oka historia zapowiada się niezwykle udanie. Zwłaszcza że atmosfera początku XX wieku potrafi tak zachwycić, że klimat zbliżającej się katastrofy w połączeniu z startem nowego wieku, kiedy to zachodzą liczne zmiany w sferze społecznej i kulturalnej, może powalić na kolana, niestety nie powala, chociaż opisy życia codziennego ówczesnych czasów są bardzo udane, ale co z tego skoro historia jest skąpa w emocje. Taki temat jak zatonięcie Titanica, od razu skłania do poruszenia, wielkiego wzburzenia i wzruszenia, a tutaj wszystko toczy się umiarkowanym rytmem. Mamy tylko kilka słów dotyczących katastrofy, za to sporo dywagacji o tym, jak strach o własne życie wpływa na podejmowane decyzje. I to właśnie ujecie kupiło mnie, ponieważ lubię analizować zasadność pewnych czynów, zwłaszcza tych nie do końca etycznych. Tylko czy w sytuacjach ekstremalnych, kiedy całkiem naturalnie walczymy o własne życie, przewinieniem jest troszczenie się tylko o swój los... Nie wiem i nie chcę wiedzieć jak to jest, za to podjęte przez autorkę próby wyjaśnienia tych kwestii bardzo mi się podobały, jak również autentyczne tło wydarzeń i nawet pospolity wątek romansowy, którego tok jest tak oczywisty, że bardziej być nie może.

W kilku słowach. „Ocalone z Titanica” nie są powieścią odkrywczą, od zawsze bogaci oczekiwali przywilejów, a ich ego równe Bogu Wszechmogącemu domagało się zaszczytów i życia ponad stan, nic w tym zaskakującego, ale jeśli ciekawi Was, jak wpływają na ludzi ekstremalne wydarzenia, i jak zmieniała się moda lat 20. ubiegłego wieku, to bardzo zachęcam do przeczytania powieści Kate Alcott. Szczególnie że wiele faktów opisanych w tej książce zostało zaczerpniętych ze stenogramów przesłuchań komisji senackiej zwołanej po katastrofie „Titanica”, a i postać lady Duff-Gordon jest autentyczna, jak również wiele innych wymienionych w tej historii.


Czytaj dalej »

Bezcenny. Zygmunt Miłoszewski

Zygmunt Miłoszewski

BEZCENNY

Wydawnictwo: WAB
Rok wydania: 2013
Stron: 496
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami


Moja ocena: 6/10 - dobra




Mam spory problem z ubraniem w słowa myśli po lekturze „Bezcennego”, m.in. dlatego że powieść nie jest taka, jaka bym sobie życzyła, a zaznaczam, że mam słabość do książek Miłoszewskiego. Bardzo lubię „Domofon” i uwielbiam serię z Szackim. Dlatego jestem w rozterce po „Bezcennym”. Nie oznacza to jednak, że książka jest zła, nic z tych rzeczy, ale historia jest w iście amerykańskim stylu, który niekoniecznie lubię, na dodatek intryga kręci się wokoło świata sztuki, z którym jestem na bakier, i dotyczy spisku na miarę światową, dodam, że w moim odczuciu spisku tak nieprawdopodobnego, że aż absurdalnego. I nie chodzi o to, że nie lubię dywagować na podrzucane mi tematy, dajcie mi newsa, że zajączek z wilkiem trzymając się za puchate łapusie wchodzą do lasu, a stworzę co najmniej sto wersji wydarzeń. Niemniej jednak nie znoszę, kiedy tworzy się intrygi oparte na motywie dotyczącym antyglobalistycznych zapędów jednego z wielkich państw. Nie chodzi o to, że są mało ciekawe, czy mało realne, ale boli mnie, gdy atrakcyjny temat zostaje przerysowany, tak jak w "Bezcennym", te przekombinowania sprawiały, że w niektórych momentach dopadał mnie żenujący śmieszek, i nie kupuję tego, że historia miała mieć ironiczny wydźwięk, ale przejdźmy do rzeczy.

Przez premiera RP zostaje powołany zespół, którego zadaniem jest odzyskanie wyjątkowego dziedzictwa - „Portretu Młodzieńca” Rafaela. Na czele zespołu stoi doktor Zofia Lorentz niepozorna blondynka, równie złośliwa co inteligentna, zajmująca się odzyskiwaniem skradzionych w Polsce dzieł sztuki. Pod jej komendę trafia Anatol Gmitruk emerytowany major Wojska Polskiego, specjalista do spraw wywiadowczych. Lisa Tolgfors – słynna złodziejka dzieł sztuki, obecnie odbywająca wyrok w polskim więzieniu, oraz marszand Karol Boznański jeżdżący najbardziej pieprzniętym samochodem sportowym świata. Grupa to wyjątkowa, absolutnie do siebie nie pasująca. Na szczęście, w chwilach zagrożenia, potrafią działać na najwyższych obrotach. Pech chciał, że ich tajna misja, wcale nie jest taka tajna. Ktoś jest przed nimi o krok i, co tu dużo mówić, próbuje ich wysłać na tamten świat. Okazuje się, że komuś bardzo zależy, aby obraz nie został odnaleziony. Ślady prowadzą do roku 1945, kiedy to Generalny Gubernator Hans Frank ukrył łupy, żeby wykupić swoją skórę. Niestety drogocenny skarb zaginął w tajemniczych okolicznościach. Podejrzanych jest kilku, w tym amerykańskie służby.

„Bezcenny” co nieco przypomina powieści Dana Browna, ponieważ mnóstwo w nim odniesień do świata sztuki. Grupa powołana do odnalezienia obrazu Rafaela idzie po tropach różnych zagadek, a każda jedna stanowi początek kolejnej i tak aż do skutku. Poza tym często trzeba pokonać sporą ilość informacji/dywagacji nad historią sztuki, zwłaszcza tą z czasów II wojny światowej. Nie powiem, rozmowy ekipy Lorentz są ciekawe, wiele można się z nich dowiedzieć, szczególnie że prawdziwych faktów w nich nie brakuje. Niestety, momentami można na nich przysnąć, a co gorsze mimo zdobytej wiedzy nic, a nic się nie rozjaśnia. Zagadka słynnego obrazu jest tak zapętlona przez czas i przez licznych bohaterów, że grozi to ryzykiem pobłądzenia. W konsternacje mogą również wprowadzić niesamowite wydarzenia, głównie że często są tak nieprawdopodobne i efekciarskie, że aż śmieszne. Sadzę, że z tej książki mogłoby powstać całkiem niezłe kino akcji, o ile jest się w stanie przymknąć oko na to i owo, bo bohaterowie przechodzą samych siebie żeby sprostać zadaniu. Stąd też mamy oszałamiające strzelanki, niekiepskie wybuchy, imponujący pościg po zamarzniętym morzu, spektakularny włam, heroiczne wyczyny, niezobowiązujący seks, wielką miłość, i złamane serce. W tej przejaskrawionej historii nie brakuje też humoru, często z wąsami, ponieważ Lisa Tolgfors mimo że włada kilkoma językami, to polski jest jej znany tylko z więziennego żargonu, więc w jej wypowiedziach królują bluzgi, mnie one akurat bawiły, ale mam chore poczucie humoru. Mniej mnie bawiło rozwikłanie tajemnicy obrazu, ponieważ jest tak grubymi nićmi szyte, że opadły mi ręce. Nie zmienia to jednak faktu, że powieść Miłoszewskiego jest dobrą lekturą, często klimatyczną np. atmosfera chorwackiej wyspy jest niesamowita, zresztą tło wydarzeń jest przepiękne: lasy, morza, zasypane śniegiem dzikie tereny, to wszystko czaruje, ale cóż zrobić skoro nie przekonały mnie przesłanki „wrogiego obozu”. Na szczęście oryginalni bohaterowie, ich porywające dysputy, przede wszystkim ich obrzucanie się inwektywami, a także dynamika powieści i styl pisania autora, na tyle mnie kupiły, że „Bezcenny” był dla mnie zajmującą powieścią, taką z przymrużeniem oka.  Mimo to, nie chciałabym żeby pisarz poszedł w tym kierunku, zdecydowanie lepiej wychodzą mu kryminalne intrygi umieszczane w lokalnych klimatach, z Szackim w roli głównej. 

Ciekawy wywiad z Zygmuntem Miłoszewskim - klik. Pisarz wycenił prawa filmowe do książki. 


Czytaj dalej »

Pochłaniacz. Katarzyna Bonda


Katarzyna Bonda

POCHŁANIACZ

Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2014
Stron: 672
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra


 
Bałam się czytać „Pochłaniacza”, głównie dlatego że nastroiłam się na niego ogromnie i obawiałam się, że niestety mocno się nim rozczaruję, zwłaszcza że od czasu do czasu trafiałam na mocno zdystansowane opinie. Tak więc mój egzemplarz sobie leżał, leżał, aż postanowiłam, że raz kozie śmierć. Co się okazało? Ano to, że powieść przypadła mi do gustu, do tego stopnia, że kiedy nie mogłam czytać, to z wielkim ociąganiem odkładałam „Pochłaniacza”, bo mimo że nie jest najdynamiczniejszy, to jednak intryga kryminalna tak mnie pochłonęła, że przepadłam.

Fabuła jest dość skomplikowana, wielowarstwowa. Liczni bohaterowie powiązani są ze sobą w sposób ścisły i intrygujący, a czynnikiem, który stworzył tę współzależność było pewne wydarzenie z przeszłości. Teraz, po dwudziestu latach od feralnego dnia, zaczynają pojawiać się pewne niepokojące zdarzenia, w które zostanie wkręcona profilerka Sasza Załuska. Kobieta, po dość długiej nieobecności, wraca do Polski i od razu otrzymuje zlecenie. Sprawa okazuje się mocno zagmatwana. Pojawiają się liczne znaki zapytania, a trop wskazuje na działania mafii, która w latach dziewięćdziesiątych trzęsła Trójmiastem. Niełatwo będzie Saszy wgryźć się w temat i uzyskać jakiekolwiek informacje, bo Ci, którzy mogą coś wiedzieć o zbrodni sprzed lat milczą jak zaklęci, ewentualnie tracą pamięć.

 Bonda na wysokościach ;-)

Katarzyna Bonda, autorka m.in. takich powieści jak „Polskie morderczynie” czy „Zbrodnia niedoskonała”, wykonała kawał dobrej roboty. Jej profesjonalne podejście do tematu sprawiło, że stworzyła genialną intrygę, która ukazuje konsekwencje błędów młodości. Tajemnicą nie jest, że każda podjęta decyzja, prowadzi do pewnych zmian w życiu, nie zawsze tych właściwych. Skutki takich niewłaściwych wyborów ponoszą bohaterowie „Pochłaniacza”. To właśnie im Bonda poświęca najwięcej uwagi. W tej historii nikt nie został przeoczony, każdy z bohaterów może się poszczycić wyjątkowym życiorysem, przedstawionym z wielką wnikliwością. Może się to podobać lub nie, mnie się podobało, ponieważ cenię sobie nietuzinkowych bohaterów i drobiazgowe analizy psychologiczne. Chyle też czoła przed autorką za ukazanie pracy policji, szczególnie tej dotyczącej oględzin miejsca zdarzenia, a także działań operacyjnych. Poza tym oddanie nastrojów śledczych jest niesłychane, ich żargon, rytm pracy i koneksje są ukazane w sposób bardzo interesujący i niezwykle realny. Cóż więcej mogę dodać, może jeszcze to, że powieść jest bardzo zgrabnie napisana, a samo śledztwo jest majstersztykiem, bo chociaż czytając zakończenie można powiedzieć „no przecież to takie oczywiste”, to jednak tak zakręcić czytelnikiem, żeby nie wpadł na rozwiązanie dużo wcześniej niż te kilka stron przed finałem (podziwiam tych, którzy piszą, że powieść jest przewidywalna, bo dla mnie nic nie było oczywiste), mało komu się udaje. 

„Pochłaniacz” bardzo, ale to bardzo mi się podobał, dlatego zachęcam Was do poznania tej książki, ale ostrzegam, jeśli szukacie w kryminale popisowych akcji, dynamicznego toku wydarzeń i pobieżnych opisów bohaterów, to raczej nie podejmujcie się tej historii. Dlatego że powieść nie jest powierzchniową lekturą. Mnóstwo w niej wątków, głębokich przemyśleń, dogłębnych opisów bohaterów i pracy policji. Moim zdaniem powieść Bondy, to książka dla smakoszy słowa, którzy zachwycają się zdaniami, długimi relacjami, i skomplikowanymi emocjonalnymi powiązaniami. 

"Pochłaniacz" (Powietrze) jest pierwszym tomem czterech żywiołów Saszy Załuskiej. 
W przygotowaniu:
"Okularnik" (Ziemia)
"Lampiony" (Ogień)
Czerwony pająk" (Woda) 

Strona autorki  http://katarzynabonda.pl/
 

Książkę otrzymałam od księgarni Libroteka - „Pochłaniacz” 

Czytaj dalej »

Czerwone gardło. Jo Nesbø

Jo Nesbø

CZERWONE GARDŁO

Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 2006
Stron: 422
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 8/10 - rewelacyjna




Jakiś czas temu uległam fascynacji twórczością Jo Nesbø – norweskiego pisarza, autora cyklu kryminalnego, którego bohaterem jest policjant Harry Hole. Na razie idzie mi dobrze, pilnuję systematycznego czytania i mam nadzieję, że tak już będzie. Po udanym „Człowieku nietoperzu” i równie udanych „Karaluchach” przyszła kolej na „Czerwone gardło”. Na książkę długo czekałam, wiadomo jak jest w bibliotekach, a jak już się doczekałam i przeczytałam kilka pierwszych rozdziałów to zdębiałam, wybaczcie ten kolokwializm, ale nic innego nie przychodzi mi do głowy. Nesbø stworzył tak zawiłą, wielowątkową, rozgrywającą się na dwóch płaszczyznach czasowych intrygę, z taką olbrzymią liczbą bohaterów powiązanych ze sobą niesłychanymi związkami, że miałam wrażenie, że jedynie umysł działający jak pamięć komputera jest w stanie to ogarnąć, ale myliłam się, przy dobrych chęciach wszystko jest możliwe, zwłaszcza że „Czerwone gardło” to fenomenalna powieść, której warto poświęcić czas.

Harry Hole trafia na ślad przemyconego do Norwegii karabinu Märklin. Niefachowe oko i mało bystry umysł najprawdopodobniej nie zinterpretowałby właściwie takiej informacji, ale Hole wiedział, że ten półautomatyczny karabin myśliwski po przeróbkach m.in. dodaniu optycznego celownika jest ulubioną bronią zabójców. Prowadzone przez niego śledztwo zatacza coraz szersze kręgi, Hole trafia na ślad neonazistów i do grupy Norwegów walczących w czasie II wojny światowej po stronie hitlerowskich Niemiec. Z całą pewnością znalezienie wojennego weterana z poderżniętym gardłem w pobliżu miejsca spotkań neonazistów nie jest przypadkowe. Pytanie kto zabija i co najważniejsze, jaki ma plan. Hole będzie dwoił się i troił, ale sprytny zabójca będzie ciągle krok przed nim. 
 
Oficjalna strona Jo Nesbø Wydawnictwa Dolnośląskiego
Brawa dla Nesbø za napisanie bardzo odważnego kryminału, który porusza niechlubne, wstydliwe dla Norwegów kwestie dotyczące współpracy części obywateli z III Rzeszą. Zagadnienie to niełatwe, na szczęście autor bardzo sprawnie sobie z nim poradził, tworząc opowieść niezwykle ciekawą i emocjonującą, uwierzcie mi, że w pewnym momencie tej historii pękło mi serce i łzy lały się rzewnie ze wzruszenia, i stwierdzam, że Nesbø jak mało kto potrafi za pomocą prostych, a nawet rzeczowych zdań wywołać burzę, wzbudzić zachwyt i uznanie. Poza tym intryga w „Czerwonym gardle” to mistrzostwo. Już sam fakt wykreowania tak niejednoznacznych związków między bohaterami, których w dodatku charaktery i życiorysy wpisują się w level hard, to domena geniuszu. Jakby tego było mało autor wprowadza do historii bardzo subtelny, z lekka niedopowiedziany wątek miłosny, który chciałoby się powiedzieć, że nie pasuje, ale to nieprawda, tworzy on z dramatyczną, pełną napięcia historią jedną spójną, zniewalającą całość. Tak, jestem zachwycona tą częścią. Nie była ona dla mnie łatwą lekturą, wymagała ona ode mnie czasu i wielkiego skupienia, ale gra jest warta świeczki, nie bez przyczyny „Czerwone gardło” w 2004 roku zdobyło tytuł norweskiego kryminału wszech czasów. Obawiam się jednak, że mimo wielu zalet tej powieści nie każdy ulegnie czarowi tej historii, ale na pewno będą nią zachwyceni miłośnicy rozbudowanych fabuł, wielowymiarowych postaci, i kryminałów, w których nie krew lejąca się strumieniem, ale skrupulatne śledztwo, jak i błyskotliwe komentowanie bieżących wydarzeń jest crème de la crème.

Czytaj dalej »

Ziarno prawdy. Zygmunt Miłoszewski

Zygmunt Miłoszewski

ZIARNO PRAWDY

Wydawnictwo:W.A.B
Data wydania: 2011
Stron: 398
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 8/10 - rewelacyjna




Zygmunt Miłoszewski to pisarz, który zachwycił mnie zdolnością do tworzenia wyrafinowanych i intrygujących historii kryminalnych, które podobnie jak kryminały skandynawskie mają mocno rozwinięte tło obyczajowe. Rozumiem, że nie każdemu to w smak, ponieważ zdarza się, że i mnie irytuje zbyt mocno wyeksponowany wątek społeczny w opowieści, w której trup powinien być głównym bohaterem przedstawienia. Jednak Miłoszewski ma dar do opowiadania, do poruszania ciekawych kwestii i do układania zadziwiających relacji, dzięki czemu jego książki czyta się rewelacyjnie. Odczucie absolutnego zachwytu dopadło mnie po „Uwikłaniu”, dlatego aby nie ochłonąć zanadto, od razu wzięłam się za „Ziarno prawdy”, któremu zarzucić w sumie nic nie mogę, bo raz, że mam wielką słabość do prokuratora Szackiego, od razu uprzedzam, że nie tylko ja jestem wrażliwa na tę wyjątkową personę, którą jeden z bohaterów określa jako połączenie Gary'ego Coopera i Clinta Eastwooda, a dwa, fabuła, w którą wpleciono przerażające zabójstwa i żydowskie rytuały zafascynowała mnie ogromnie.

Zygmunt Miłoszewski
Albert Zawada/Agencja Gazeta. Żródło.
Teodor Szacki - znakomity prokurator, po wielu perturbacjach rodzinnych trafia do Sandomierza, to urocze miasteczko ma być dla niego oazą spokoju. Jednak z czasem sielankowy Sandomierz zaczyna mu się jawić jako dziura zabita dechami, w której każdy zna każdego, a on jako przyjezdny budzi tylko niepokój i nieufność. Poza tym stagnacja zawodowa nie nastraja go optymistycznie, ale zimny kwiecień niesie za sobą zmiany. Tuż po Wielkanocy, pod murami starej synagogi zostaje zamordowana powszechnie znana i lubiana działaczka społeczna o nieskazitelnej reputacji. Szacki przejmuje śledztwo, niechętnie, ale jednak pomaga mu prokurator Barbara Sobieraj, była przyjaciółka denatki, i stary inspektor Leon Wilczur. Szybko okazuje się, że niewielki Sandomierz ma wiele tajemnic, zaś w jego mieszkańcach jest mnóstwo uprzedzeń, a zwłaszcza dotyczących żydowskich przesądów i legend krwi. Rozdmuchana przez media aura zabójstwa wywołuje w mieszkańcach histerię, głównie związaną z żydowskim rytualnym mordem, który prezentuje znajdujący się w sandomierskiej katedrze obraz Karola de Prevot.

Historia stworzona przez Miłoszewskiego jest niezwykle wciągająca, gdyż bardzo odważny temat, budzi wiele kontrowersji, tym bardziej że fabuła zawiera kilka odniesień do autentycznych zdarzeń. Dlatego „Ziarno prawdy” wywołuje silne emocje, może nawet nie tyle przez same zbrodnie, które swoją drogą należą do obrzydliwych i przerażających, ale ze względu na ksenofobię, która w tej książce przybiera haniebny charakter. Może wydawać się to nieprawdopodobne, a jednak takie uprzedzenia, taka wrogość, i taki lęk przed Żydami w niektórych miejscach świata są prawdziwe. O tym właśnie pisze Miłoszewski, a robi to w sposób śmiały i zajmujący. Co się tyczy bohaterów, to z nimi bywa różnie, najczęściej to oryginały jakich mało jak np. pani sędzia, która pod togą skrywa ciało dziewczyny z rozkładówki, czy np. szefowa policji pieszczotliwie zwana Misią, będąca mistrzynią w sztuce kulinarnej. Nie mam też nic do zarzucenia Szackiemu, co prawda w tej części jest lekko rozmemłany, ale chłopisko ma tak wiele problemów osobistych, że wcale nie dziwię się jego nastrojom i swobodzie seksualnej, wszak wolny z niego osobnik, a rozpacz gdzieś musi rozładować. Mnie jedynie trochę przeszkadzał obraz Sandomierza, który został przedstawiony niezbyt ciekawie, ubrano go w zapuszczone i brzydkie szaty. Jednak pomimo tego, albo dzięki temu, ciągnie mnie do Sandomierza, bo jest to miasto z ciekawą historią, którą warto poznać. Poza tym wiem, że te paskudne opisy miasteczka to celowe działanie, które ma pokazać, po raz kolejny, stereotypowe myślenie.

Polecam wywiad w Zbrodnia w Bibliotece
Słowem podsumowania. Bardzo podobało mi się „Ziarno prawdy”, nie dziwie się, że za tę książkę autor otrzymał Nagrodę Wielkiego Kalibru, bo jest to niezwykła powieść, którą nie tylko można nazwać świetną rozrywką, ponieważ zagadek w niej mnogo, jest też wątek romansowy i zaskakujące zakończenie, ale też dlatego że taka lektura wywołuje polemikę, sprawia, że zaczynamy się zastanawiać nad wieloma zagadnieniami i nie raz, pod wpływem tej historii, ze wstydem spojrzymy na pewne nasze zachowania, czy też na narodowe przywary. Jak można się domyśleć jestem pod wielkim wrażeniem tej książki i z niecierpliwością oczekuję na kolejny tom „Na czerwonej ziemi”, wierząc, że i ta powieść dostarczy mi wielu wrażeń. Bardzo zachęcam do poznania cyklu kryminalnego, którego bohaterem jest wyjątkowa osobistoć - Teodor Szacki, doskonale charakteryzowana przez  ten opis "Rzeczowy, ale nie małomówny. Profesjonalny, ale nie zimny. Zdystansowany, ale nie chamski. Spokojny, ale nie czujny. Obcy, ale budzący zaufanie. Teodor Szacki taki właśnie był. Dumny szeryf, który wiele widział i wiele wie, ale nie ma potrzeby, żeby o tym opowiadać" [str. 280] 


Czytaj dalej »

Giń. Hanna Winter

Hanna Winter

GIŃ

Wydawnictwo:Fabryka Słów
Data wydania: 2012
Stron: 296
Oprawa: zintegrowana

Moja ocena: 5/10 - przeciętna



Laura wraz z kilkuletnią córką mieszka w Berlinie, tam też kobieta spełnia swoje marzenie, otwiera kawiarnię. Po zamknięciu, w drodze do domu, zostaje zaatakowana przez mężczyznę, który rani ją nożem, na szczęście w ostatniej chwili Laurze udaje się użyć paralizatora, dzięki czemu uwalnia się i ucieka. Następnego dnia odwiedza ją policja, która informuje, że napad pasuje do działania seryjnego zabójcy od bardzo dawna działającego na terenie miasta, który na pewno jej nie odpuści. Jakby na potwierdzenie, jeszcze tego samego dnia, na ścianie kawiarni Laura odkrywa napis „Dorwę cię, dziwko!” Policja radzi kobiecie, aby wyjechała i się ukryła. Jednak czy zmiana nazwiska i adresu sprawi, że Laura będzie się czuć bezpieczna?

Powieść Hanny Winter „Giń” była dla mnie książką z cyklu „chodzę za tobą i nie chcę się odczepić”. Ten tytuł jak mało który wrył mi się w pamięć, a może nie tyle tytuł, co promocja powieści. Jej recenzje zaatakowały blogi i portale, wszędzie, dosłownie wszędzie trafiałam na tę książkę. Nastroiłam się na nią ogromnie i niestety... lekko się rozczarowałam, bo mimo że historia niegłupia, mimo że czyta się ją bardzo sprawnie, to jednak fabuła w pewnym momencie wymyka się autorce z rąk i zaczyna żyć dziwnym niekontrolowanym rytmem. Poza tym opis na książce „On zabija regularnie, z wielką precyzją planując kolejne zbrodnie. Nieuchwytny niczym zły duch, łaknący następnych mordów i bezlitosny jak demon, bestialsko torturujący kobiety jak Kuba Rozpruwacz i zimny jak sama śmierć!” sugeruje, że będziemy mieć do czynienia z makabryczną historią, w której nie będzie brakować opisów z koszmarnej kuchni psychola. Nic z tych rzeczy, kilka „barwnych” opisów jest wszystkim co dostaniemy, autorka tylko drażni i osobników łaknących mocnych wrażeń pozostawia w niedosycie. 

Jednak mój główny zarzut dotyczy tego, że ciekawy wstęp, jak i rozwinięcie historii, na dodatek historii, która zawiera przyjemny dreszcz niepokoju, zostały zdominowane przez paradoksalne zakończenie, w którym dziwnym trafem znaleźli się prawie wszyscy bohaterowie, którzy oczywiście wcześniej błądzili jak ślepcy we mgle, ale jak widać mgła się rozstąpiła, bo jeden po drugim trafili do „tajemniczego” miejsca będącego sceną groteskowej rozgrywki. Nie wiem dlaczego Winter aż tak popuściła wodze fantazji, bo w sumie jej powieść przez długi czas przedstawiała bardzo realistyczną i wieloznaczną historię, z ciekawie zarysowanymi postaciami, włącznie z oryginalnym i intrygującym życiorysem zabójcy, a także z atrakcyjną atmosferą i gdyby nie to nieszczęsne zakończenie, to „Giń” śmiało by można było uznać za dobry dreszczowiec, niestety mnie ten niefortunny finisz popsuł wszystko, jestem zdegustowana, dlatego w jakiś szczególny sposób nie będę polecać tej książki, ale jeśli macie ochotę ją przeczytać, to wzbraniać się nie należy. 

Czytaj dalej »