Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść sensacyjna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść sensacyjna. Pokaż wszystkie posty

Krüger. Szakal. Marcin Ciszewski

Marcin Ciszewski

Krüger. Szakal

Wydawnictwo: Znak Literanova
Rok wydania: 2014
Liczna stron: 384
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra






Podejrzewam, że Marcin Ciszewski większości kojarzy się, jako autor powieści sensacyjnych mocno osadzonych w polskich realiach. Uwielbiamy go za serię klimatyczną (Mróz, Upał, Wiatr), cykl www, oraz „Gliniarza”. Należy jednak pamiętać, że Marcin Ciszewski jest pasjonatem historii. Ukończył Instytut Historii, ze specjalizacją historia najnowsza. Dlatego też w jego książkach tło historyczne ma wielkie znaczenie, ale mimo że sporo wydarzeń i postaci jest autentycznych, to jego powieści nie są stricte historyczne. Historia jedynie stanowi podłoże do ukazania ciekawej intrygi i skomplikowanych relacji międzyludzkich. Tak właśnie jest w jego najnowszej powieści z cyklu „Krüger”.

Wydarzenia w pierwszym tomie zatytułowanym „Szakal” rozgrywają się głównie we Lwowie, pod koniec 1918 roku. Jest to czas, kiedy Polska powstaje jako kraj liczący się na arenie międzynarodowej, ale też czas niespokojny i wyjątkowo trudny, zwłaszcza dla mieszkańców Lwowa, ponieważ na terenie miasta toczą się zacięte i krwawe walki między Polakami a Ukraińcami. Na tle tej przykrej rzeczywistości poznajemy nieprzeciętnie uzdolnionego strzelca Willhelma Krügera, który wraz ze wspólnikami podejmuje się bardzo niebezpiecznych zadań. Podczas jednej z akcji zauważa go pewien mężczyzna, który obiera go za cel. Na początku nie jesteśmy w stanie pojąć, dlaczego osobnik ten żywi do Krügera tak wielką nienawiść, że jego jedynym marzeniem jest odnalezienie go i zniszczenie. Jednak z czasem, kiedy to nieznajomy podąża śladem naszego bohatera, poznajemy zagadki przeszłości, jednocześnie śledząc interesujący okres historyczny.

Marcin Ciszewski po raz kolejny pokazał, że potrafi stworzyć powieść, która zainteresuje nawet takiego laika w dziedzinie historii, jak ja. Na początku sądziłam, że wyraziste i dość wyczerpujące dane historyczne zdezorientują mnie, a tym samym zniechęcą. Nic z tych rzeczy. Przedstawienie początków kształtowania się II Rzeczpospolitej, a także wojny polsko-ukraińskiej, jest niebywałe. Wiernie oddane tło porusza emocje, nie mniej niż losy Krügera i jego druhów, z którymi łączy go osobliwa relacja. Ścisłe powiązania są nad wyraz skomplikowane, trudne do zdefiniowania, ale zarazem niezwykle intrygujące. W głowie rodzą się liczne pytania m.in. kim tak naprawdę jest Krüger? Co wiąże go z szorstkim i niedostępnym Cyganem? A także, jak poradzi sobie w tych niebezpiecznych czasach piękna i niewidoma Ewelina? I co wie na temat Krügera jego prześladowca? Liczne zagadki budzą ekscytację. Tym bardziej że intryga jest zapętlona, a każda z postaci, o złożonej osobowości, ma istotny wkład w rozwój wypadków. Pikanterii historii dodają również tajemnicze zabójstwa młodych kobiet. Wątek ten jest poboczny, ale z całą pewnością nabierze rozpędu w kolejnych tomach, jak zresztą kilka innych motywów. Powieść kończy się suspensem. Wydarzenia przybierają nieoczekiwany obrót, szok jest gwarantowany. Pytanie, jak wytrzymać do kolejnego tomu?

Dla mnie „Szakal” był wyjątkową powieścią, dzięki której bliżej przyjrzałam się polskiej historii, ale też doznałam wielu emocji i wzruszeń, bo i jest to opowieść o wielkich namiętnościach; miłości i nienawiści. I chociaż Ciszewski pisze konkretnie, nie bawi się w sentymenty, to potrafi w czytelniku obudzić wszystkie możliwe stany emocjonalne. Książkę bardzo polecam, chociaż obawiam się, że niektórzy mogą nie być do niej przekonani, raz, że jest w niej sporo historii, a dwa, ten przedział czasowy nie każdemu może odpowiadać. Mimo to gorąco ją polecam, głównie osobom zainteresowanym historią, ale też miłośnikom kryminałów i sensacji. 
Czytaj dalej »

Bezcenny. Zygmunt Miłoszewski

Zygmunt Miłoszewski

BEZCENNY

Wydawnictwo: WAB
Rok wydania: 2013
Stron: 496
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami


Moja ocena: 6/10 - dobra




Mam spory problem z ubraniem w słowa myśli po lekturze „Bezcennego”, m.in. dlatego że powieść nie jest taka, jaka bym sobie życzyła, a zaznaczam, że mam słabość do książek Miłoszewskiego. Bardzo lubię „Domofon” i uwielbiam serię z Szackim. Dlatego jestem w rozterce po „Bezcennym”. Nie oznacza to jednak, że książka jest zła, nic z tych rzeczy, ale historia jest w iście amerykańskim stylu, który niekoniecznie lubię, na dodatek intryga kręci się wokoło świata sztuki, z którym jestem na bakier, i dotyczy spisku na miarę światową, dodam, że w moim odczuciu spisku tak nieprawdopodobnego, że aż absurdalnego. I nie chodzi o to, że nie lubię dywagować na podrzucane mi tematy, dajcie mi newsa, że zajączek z wilkiem trzymając się za puchate łapusie wchodzą do lasu, a stworzę co najmniej sto wersji wydarzeń. Niemniej jednak nie znoszę, kiedy tworzy się intrygi oparte na motywie dotyczącym antyglobalistycznych zapędów jednego z wielkich państw. Nie chodzi o to, że są mało ciekawe, czy mało realne, ale boli mnie, gdy atrakcyjny temat zostaje przerysowany, tak jak w "Bezcennym", te przekombinowania sprawiały, że w niektórych momentach dopadał mnie żenujący śmieszek, i nie kupuję tego, że historia miała mieć ironiczny wydźwięk, ale przejdźmy do rzeczy.

Przez premiera RP zostaje powołany zespół, którego zadaniem jest odzyskanie wyjątkowego dziedzictwa - „Portretu Młodzieńca” Rafaela. Na czele zespołu stoi doktor Zofia Lorentz niepozorna blondynka, równie złośliwa co inteligentna, zajmująca się odzyskiwaniem skradzionych w Polsce dzieł sztuki. Pod jej komendę trafia Anatol Gmitruk emerytowany major Wojska Polskiego, specjalista do spraw wywiadowczych. Lisa Tolgfors – słynna złodziejka dzieł sztuki, obecnie odbywająca wyrok w polskim więzieniu, oraz marszand Karol Boznański jeżdżący najbardziej pieprzniętym samochodem sportowym świata. Grupa to wyjątkowa, absolutnie do siebie nie pasująca. Na szczęście, w chwilach zagrożenia, potrafią działać na najwyższych obrotach. Pech chciał, że ich tajna misja, wcale nie jest taka tajna. Ktoś jest przed nimi o krok i, co tu dużo mówić, próbuje ich wysłać na tamten świat. Okazuje się, że komuś bardzo zależy, aby obraz nie został odnaleziony. Ślady prowadzą do roku 1945, kiedy to Generalny Gubernator Hans Frank ukrył łupy, żeby wykupić swoją skórę. Niestety drogocenny skarb zaginął w tajemniczych okolicznościach. Podejrzanych jest kilku, w tym amerykańskie służby.

„Bezcenny” co nieco przypomina powieści Dana Browna, ponieważ mnóstwo w nim odniesień do świata sztuki. Grupa powołana do odnalezienia obrazu Rafaela idzie po tropach różnych zagadek, a każda jedna stanowi początek kolejnej i tak aż do skutku. Poza tym często trzeba pokonać sporą ilość informacji/dywagacji nad historią sztuki, zwłaszcza tą z czasów II wojny światowej. Nie powiem, rozmowy ekipy Lorentz są ciekawe, wiele można się z nich dowiedzieć, szczególnie że prawdziwych faktów w nich nie brakuje. Niestety, momentami można na nich przysnąć, a co gorsze mimo zdobytej wiedzy nic, a nic się nie rozjaśnia. Zagadka słynnego obrazu jest tak zapętlona przez czas i przez licznych bohaterów, że grozi to ryzykiem pobłądzenia. W konsternacje mogą również wprowadzić niesamowite wydarzenia, głównie że często są tak nieprawdopodobne i efekciarskie, że aż śmieszne. Sadzę, że z tej książki mogłoby powstać całkiem niezłe kino akcji, o ile jest się w stanie przymknąć oko na to i owo, bo bohaterowie przechodzą samych siebie żeby sprostać zadaniu. Stąd też mamy oszałamiające strzelanki, niekiepskie wybuchy, imponujący pościg po zamarzniętym morzu, spektakularny włam, heroiczne wyczyny, niezobowiązujący seks, wielką miłość, i złamane serce. W tej przejaskrawionej historii nie brakuje też humoru, często z wąsami, ponieważ Lisa Tolgfors mimo że włada kilkoma językami, to polski jest jej znany tylko z więziennego żargonu, więc w jej wypowiedziach królują bluzgi, mnie one akurat bawiły, ale mam chore poczucie humoru. Mniej mnie bawiło rozwikłanie tajemnicy obrazu, ponieważ jest tak grubymi nićmi szyte, że opadły mi ręce. Nie zmienia to jednak faktu, że powieść Miłoszewskiego jest dobrą lekturą, często klimatyczną np. atmosfera chorwackiej wyspy jest niesamowita, zresztą tło wydarzeń jest przepiękne: lasy, morza, zasypane śniegiem dzikie tereny, to wszystko czaruje, ale cóż zrobić skoro nie przekonały mnie przesłanki „wrogiego obozu”. Na szczęście oryginalni bohaterowie, ich porywające dysputy, przede wszystkim ich obrzucanie się inwektywami, a także dynamika powieści i styl pisania autora, na tyle mnie kupiły, że „Bezcenny” był dla mnie zajmującą powieścią, taką z przymrużeniem oka.  Mimo to, nie chciałabym żeby pisarz poszedł w tym kierunku, zdecydowanie lepiej wychodzą mu kryminalne intrygi umieszczane w lokalnych klimatach, z Szackim w roli głównej. 

Ciekawy wywiad z Zygmuntem Miłoszewskim - klik. Pisarz wycenił prawa filmowe do książki. 


Czytaj dalej »

Upał. Marcin Ciszewski

Marcin Ciszewski

UPAŁ

Wydawnictwo: Znak Literanova
Rok wydania: 2012
Stron: 416
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra




Bakcyla na książki Ciszewskiego złapałam po jego najnowszej powieści „Wiatr”. Cykl klimatyczny, w skład którego wchodzi „Mróz”, „Upał” i wyżej wspomniany „Wiatr”, stał się przeze mnie jednym z najbardziej pożądanych, dlatego że Ciszewski tworzy fenomenalne historie, wiem, że wyciąganie takich wniosków po przeczytaniu jednej książki jest trochę niepoważne, ale czułam, że nie zawiodę się na autorze i miałam rację, bo „Upał” to świetna, dynamiczna powieść.

Podinspektor Jakub Tyszkiewicz jest szefem Wydziału Zwalczania Terroryzmu Centralnego Biura Śledczego. Przed nim niełatwe zadanie – zabezpieczenie imprezy sportowej Euro 2012. Mecze piłkarskie oglądane przez setki milionów osób są idealnym celem dla potencjalnych terrorystów. Co prawda prawdopodobieństwo ataku jest znikome, mimo to wszystkie służby muszą być w pełnej gotowości. Kilka dni przed ćwierćfinałem Polska-Niemcy (ot! fantastyka), dochodzi do niepokojącego incydentu. Pakistańczyk, w samobójczym zamachu, próbuje wysadzić w powietrze autobus z niemieckimi turystami. Tyszkiewicz wraz ze swoimi kompanami podejrzewa, że jest to zapowiedź tego, co czeka ich podczas ćwierćfinałowego meczu, niestety, nie myli się.


Od „Upału” dostałam to, czego się spodziewałam, czyli zaskakującą, efektowną intrygę, w którą wmieszane są podejrzane fundacje, tajne służby, i osoby prywatne, których interesem jest ukazanie słabych punktów najwyższych władz. Ciszewski dba o swoich czytelników, nie tylko tworzy bardzo prawdopodobny scenariusz ataku terrorystycznego, ale również dostarcza wielu widowiskowych scen, które mają sporo pary, raz, że są bardzo realne, a dwa, w ich opisie jest pokaźny ładunek emocjonalny. Do takiego odbioru przyczyniają się również bohaterowie, których charakterystyka jest nietuzinkowa. Weźmy takiego Tyszkiewicza, facet jest wyjątkową personą, ma niewyparzoną gębę,  jest nieprzekupny, rzeczowy, aktywny, a do tego uczciwy, pomocny i... szykowny. Ze swoim przyjacielem Krzeptowskim, wielkoludem o niebezpiecznym uśmiechu, tworzy oryginalny duet. Ich działania są dość kontrowersyjne, ale osiągnięcia zawsze najlepsze. Panowie działają na najwyższych obrotach, stąd też w książce multum akcji, w sumie od samego początku aż do końca trudno złapać oddech. Zwłaszcza że poboczne wątki, równie interesujące, dostarczają sporo wrażeń, głównie dlatego że ukazują hipokryzję władz, a jak wiadomo przy takim temacie krew się gotuje. Mimo że temat poważny, to jednak książka zasobna jest w dobry humor, specyficzny, bo często przesiąknięty sarkazmem, ale takie żarciki świetnie rozładowują napiętą atmosferę. Jedyną rzeczą, która mi trochę przeszkadzała, były pewne zagadnienia, które pozostały w zawieszeniu, nie wiem, być może były wyjaśnione w „Mrozie”, a może doczekamy się ich interpretacji w przygotowywanym „Deszczu” - squelu „Upału”. Podsumowując powieść Marcina Ciszewskiego napisana jest bardzo konkretnie, profesjonalnie, nie znajdziecie w niej zbędnych opisów, ani niepotrzebnych dywagacji. Wszystko ma swoje miejsce i czas. Całość dostarcza wielu wrażeń, i o to chodzi, ponieważ „Upał” to powieść sensacyjna pełną gębą, a co więcej traktuje o terroryźmie na naszym rodzimym podwórku.

Jerzy Dziewulski o książce "Upał"

Czytaj dalej »

Syn. Jo Nesbø

Jo Nesbø

SYN

Wydawnictwo: Dolnośląskie
Rok wydania: 2014
Stron: 428
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Ocena: 7/10 – bardzo dobra



 Jo Nesbø kojarzony jest gównie z serią kryminalną, w której prym wiedzie kontrowersyjny komisarz Harry Hole. Bardzo sobie cenię ten cykl, co prawda jeszcze go nie pokonałam, ale mam nadzieję, że w tym roku uda mi się przeczytać wszystkie tomy. Tymczasem zabrałam się za najnowszą książkę Nesbø pod tytułem „Syn”. Cóż mogę na jej temat powiedzieć, jest to bardzo dobra powieść sensacyjna, w której bohaterem jest syn policjanta - Sonny Lofthus.

Sonny odsiaduje wyrok za zabójstwo w jednym z najlepiej strzeżonych więzień w Oslo. W kłopoty z prawem popadł po samobójczej śmierci ojca. Więzienie nie wpłynęło dobrze na psychikę młodzieńca, teraz już trzydziestoletniego mężczyzny, chodzą słuchy, że przyznaje się do zbrodni, których nie popełnił, w zamian za co dostaje heroinę, którą regularnie się szprycuje. Mimo uzależnienia od narkotyku Sonny jest postacią charyzmatyczną, słynie z opanowania i łagodnego spojrzenia, a nawet z nadnaturalnych zdolności, dlatego jest znany z cierpliwego wysłuchiwania zwierzeń współwięźniów, którzy w ten sposób próbują uzyskać rozgrzeszenie. Pewnego dnia śmiertelnie chory więzień Johannes Halden zdradza okoliczności śmierci jego ojca. Sonny jest w szoku, budzi się w nim chęć zemsty i potrzeba odkrycia prawdy. Od teraz zrobi wszystko, żeby wyrównać rachunki ze złoczyńcami.

 
Konwencja „Syna” jest charakterystyczna dla powieści sensacyjnej, czyli dostajemy historię dynamiczną, pełną dramatycznych zwrotów akcji, nie nabitą opisami miejsc, ani szczegółową analizą bohaterów. Powieść ma spełniać rolę rozrywkową i to jej się udaje. Główny bohater, który tak naprawdę jest antybohaterem, staje się gwiazdą powieści i mimo że nie działa zgodnie z prawem, to właśnie jemu życzymy szczęścia, bo Sonny, w głębi duszy, to ciągle nieszczęśliwy dzieciak, któremu zniszczono nie tylko rodzinę, ale też życie, poza tym mierzy się ze skorumpowanymi władzami i walczy o prawdę, a jak wiadomo, to jak walka Dawida z Goliatem. Tropem Sonnego podąża nadkomisarz Simon Kefas i nowicjuszka w Wydziale Zabójstw Kari Adel. Para to bardzo specyficzna, różniąca się pod każdym względem, jednak bardzo skuteczna i ciekawie przedstawiona. Ich działania są bardzo widowiskowe, rozmowy błyskotliwe, a analizy śladów na miejscach zbrodni - mistrzowskie. Wszystko to sprawia, że książkę czyta się z wielkim zainteresowaniem i w ciągłym napięciu, to świadczy o tym, że Nesbø zna się na swojej robocie, bo powieść jest taka, jaka powinna być powieść sensacyjna, dlatego nie brakuje w niej naszpikowanych akcją wydarzeń, ani mordów, notabene bardzo pomysłowych, ulegamy też wzruszeniom, dylematom serca i wzdychamy nad efektownym zakończeniem, chociaż nie powiem, na pewne elementy tej historii trzeba przymknąć oko, ale jak wiadomo powieść rozrywkowa rządzi się swoimi prawami. 

Bardzo dobrze czytało mi się „Syna”, już dawno miałam do czynienia z tak wyśmienitą powieścią w tym gatunku, dlatego cieszy mnie, że sprzedano prawa do jej ekranizacji wytwórni Warner Bros, która słynie nie tylko z oryginalnych czołówek, ale też dobrych produkcji. Zastanawia mnie tylko kogo obsadzą w roli Sonnego Lofthusa, na moje oko pasowałby Jason Statham, ale pewnie nad tym będziemy debatować za jakiś czas. Zanim to nastąpi proponuję przeczytać książkę, bo nie ma nic lepszego od historii, która podczas czytania przybiera formę obrazu, w którym występują fascynujące postacie, jest superbohater oraz okrutne zbrodnie i zawiła intryga. Bardzo polecam!

Czytaj dalej »

Porwana. Róża Lewanowicz

Róża Lewanowicz

PORWANA

Wydawnictwo: Replika
Data: 2014
Stron: 472
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra



Justyna i Łukasz Mayer to typowe małżeństwo, nie licząc tego, że Łukasz jest pracownikiem CBŚ. Na co dzień para wiedzie spokojny, aczkolwiek niepozbawiony problemów, rytm życia. Wszystko się jednak zmienia, kiedy na oczach męża  Justyna zostaje porwana. Zdarzenie jest szokujące, teoretycznie nie ma powodu dla którego, ktoś miałby porwać spokojną, niewyróżniającą się kobietę, pracownicę stołecznej korporacji. Mayerowie nie należą do bogatych ludzi, więc kwestia okupu nie wchodzi w grę. Policja zakłada, że być może porwanie związane jest z pracą Łukasza. Jednak w trakcie śledztwa wychodzą na jaw tajemnice skrywane przez Justynę, jak się okazuje ludzi chcących ją skrzywdzić jest całkiem sporo, a i sama porwana nie należy do przeciętnych osób.

Źródło
„Porwana” jest bardzo udanym debiutem autorki ukrywającej się pod pseudonimem Róża Lewanowicz. Na początku sceptycznie podchodziłam do tej lektury, dość długo dojrzewała u mnie na półce, ale kiedyś trzeba było zacząć ją czytać, jak już zaczęłam, to nie mogłam się zatrzymać. Historia wciągnęła mnie maksymalnie, byłam ogromnie zainteresowana rozwojem wydarzeń i skrywanymi tajemnicami, poza tym, nie mogłam sobie wyobrazić, że taka szara myszka, jak Justyna, jest kobietą o wielu twarzach i tak szokujących przeżyciach. Moja niewiara brała się stąd, że początek książki przypomina delikatny obyczaj, w którym poznajemy Mayerów jako zwykłe małżeństwo, niczym nie wyróżniające się, a sama Justyna jawi się jako wrażliwa i bardzo sympatyczna kobieta, która jak się okazuje – wraz z rozwojem wydarzeń - ma liczne talenty, którymi nie pogardziłby nawet komandos. Muszę przyznać, że Justyna bardzo przypomina mi inną bohaterkę, Burą z „Invocato” Agnieszki Tomaszewskiej, nawet humor, żonglerka słowna, jak i druhowie Justyny – wyjątkowe oryginały, kojarzą mi się z nakręconą ekipą z Miasta Samobójców, więc jeśli ktoś czytał powieść Tomaszewskiej, to powinien już wiedzieć co go czeka w „Porwanej”, oczywiście mniej więcej, bo praca Lewanowicz nie nawiązuje do nadprzyrodzonych zjawisk i światów, a do bardzo realnych problemów dotyczących m.in. wojska i policji. 

Bardzo polecam powieść Róży Lewnowicz miłośnikom historii sensacyjnych i wielbicielom niecodziennych fabuł, ponieważ zaskoczeń w opowieści jest bez liku, może czasami trzeba przymknąć oko na irracjonalne rozwiązania, ale naturalność tej historii, dynamizm, dowcip i sympatyczni bohaterowie, sprawiają, że przyjmuje się książkę z całym jej dobrodziejstwem, w każdym razie ja ją  tak przyjęłam, co więcej chętnie przeczytałabym kontynuację „Porwanej”, bo zaskakujące i otwarte zakończenie, skłania od ciągu dalszego. 
 

Czytaj dalej »

Wiatr, Marcin Ciszewski

Marcin Ciszewski

WIATR

Wydawnictwo: Znak Literanova
Data: Premiera 20 marca 2014
Stron: 400
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra 





Marcin Ciszewski jest jednym z najlepszych polskich pisarzy, specjalizujących się w historii najnowszej, stąd też mamy bestselerowy cykl WWW w skład którego wchodzą powieści „www.1939.com.pl”, „www.1944.waw.pl”, „Major” i „www.ru2012.pl”, a także w powieści sensacyjnej, do których można zaliczyć „Upał”, „Gliniarza” - będącego literaturą faktu, powstałego we współpracy z Krzysztofem Liedelem, oraz „Mróz” - thriller z meteorologiczną katastrofą w tle. Do tej pory udało mi się przeczytać „Gliniarza", książkę bardzo ciekawą, ale podobno znacznie różniącą się od pozostałych prac autora, czy faktycznie tak jest? tego nie wiem, za to jednego jestem pewna, najnowsza powieść Ciszewskiego „Wiatr” jest po prostu świetna. Czytało mi się ją rewelacyjnie, chociaż na początku nie obyło się bez zgrzytu. Na szczęście ten niekoniecznie zachęcający start, któremu brakuje trochę pary, jest zapowiedzią genialnej historii.

Strona Marcina Ciszewskiego
 Sylwester to jednej z najbardziej zabawowych wieczorów w roku, dlatego nadkomisarz Jakub Tyszkiewicz, mimo że zamierzał go spędzić z ukochaną żoną w łóżku, dał się namówić, wraz ze swoim przyjacielem Staszkiem Krzeptowskim, na imprezę z grupą nieznajomych ludzi. Bal zaplanowano na Kasprowym Wierchu. Kiepska pogoda nie odstraszyła imprezowiczów, nawet podróż ciskaną wiatrem kolejką linową, nie popsuła humorów. Co prawda spartańskie lokum nie nastrajało optymistycznie, ale repertuar muzyczny i spora ilość alkoholu stwarzała sprzyjającą atmosferę. Jednak nieszczęśliwy wypadek, który ma znamiona próby zabójstwa i nagły brak zasilania, skutecznie popsuł zabawę, co gorsze ktoś próbuje się do nich dostać, najprawdopodobniej jest to samobójca albo desperat, ponieważ wyprawa kolejką linową w coraz to gorszą pogodę, zwiastuje tylko nieszczęście. Zaniepokojeni uczestniczy sylwestrowej zabawy, próbują wydostać się z pułapki, tylko jak w taką złą pogodę; zamieć i mróz, zjechać na dół, zwłaszcza że ciemność nie pozwala odróżnić znajdujących się w polu widzenia przedmiotów i ludzi. 

Nie owijając w bawełnę. Powieść bardzo mi się podobała, były momenty, że miałam problem z oderwaniem się od tej ekscytującej i niebezpiecznej historii rozgrywającej się w niezwykłej aurze, co tam, niech świat się wali, pali, ja czytam dalej. Jednak nie od początku tak było, kilkanaście pierwszych stron pokonałam w bólach. Krótkie rozdziały, które miały za zadanie płynnie wprowadzić w intrygę, mimo ciekawych elementów, nie potrafiły na dłużej przykuć mojej uwagi, ale kiedy pokonałam zniechęcenie, dopiero zaczęła się prawdziwa zabawa. Nie wiem czy to za sprawą klimatycznego tła, bo co jak co, ale zima zawsze robi na mnie wrażenie, czy też za sprawą rozbrajających, ciekawych bohaterów, głównie Tyszkiewicza i Krzeptowskiego, chłopów na schwał, którym nie straszna wichura, odmrożenia i tajne służby depczące po piętach, uległam tej powieści.

Autor w niesamowity sposób stworzył historię, która - mimo że opisuje działania służb specjalnych, z dokładnym przedstawieniem taktyki i broni, a także ukazuje szaloną akcje ratunkową - wypada bardzo realnie. Zapewne nie bez znaczenia był fakt, że Ciszewski wykorzystał w niej swoje doświadczenia z udziału w obozie treningowym na Kasprowym Wierchu, dlatego jego bohaterowie wypadają bardzo autentycznie, szczególnie we fragmentach opisujących ryzykowną ucieczkę ze schroniska. Slalom, w moim odczuciu, z pieca na łeb, kiedy nic dookoła nie widać i jedynie przez ogłuszający wiatr przebijają się niekoniecznie łatwe do zlokalizowania dźwięki, przyprawia o dreszcz, tym bardziej że na policjantów i ich towarzyszy, polują uzbrojeni po zęby zabójcy. Śmiertelne niebezpieczeństwo wywołuje trwogę i rozemocjonowanie. Zresztą cała ta historia, opowiadająca o korupcji na szczytach władzy i tajnych spiskach, jest niezwykle dynamiczna i, za sprawą urokliwych opisów zimy, bardzo obrazowa. Nie bez znaczenia jest też konkretny i świadomy styl autora, który z „Wiatru” czyni przebojową i zajmującą lekturę, idealną dla miłośników thrillerów i powieści akcji. Bardzo polecam.


Czytaj dalej »