Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biblioteka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biblioteka. Pokaż wszystkie posty

Pierwsza na liście. Magdalena Witkiewicz

Magdalena Witkiewicz

PIERWSZA NA LIŚCIE

Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2015
Stron: 345
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 7/10 - bardzo dobra






Na pewno znacie to uczucie, gdy jakiś tytuł uczepi się i nie puszcza, nawet jeśli się tego chce. Tak miałam z "Pierwszą na liście". Wszystkie te pozytywne recenzje i pochwały nakręcały mnie, i nie pozwalały spać. Wiem, przesadzam, ale naprawdę chciałam tę książkę bardzo przeczytać... i przeczytałam. Co więcej, dołączam do grona fanów powieści, bo jest to bardzo dobrze napisana historia, która otwiera oczy na wiele problemów i sprawia, że chce się stać lepszym człowiekiem.

Jedną z bohaterek jest znana dziennikarka, nowoczesna i niezależna Ina. Pewnego dnia, w deszczowy dzień, na progu jej mieszkania staje nieznajoma dziewczyna. Ina bezlitośnie traktuje intruzów naruszających jej spokój, dlatego nie dopuszcza dziewczyny do głosu i wyprasza ją, ale dziennikarska ciekawość robi swoje. Jak się okazuje Karolina to córka kogoś, kto w przeszłości bardzo ją skrzywdził, co więcej dziewczyna potrzebuje od niej pomocy. Ina boi się zaangażować, gdyż sprawa dotyczy trudnych tematów i bolesnych wspomnień, do których, jak sądziła, już nigdy nie wróci.


Powieść Magdaleny Witkiewicz nie jest historią powierzchowną, ale piękną i mądrą opowieścią o wielkiej, choć niełatwej przyjaźni, o trudnej miłości, a także o ogromnej odwadze i woli walki o to, co w życiu najważniejsze. Książka łączy w sobie kilka wątków, atrakcyjnie się łączących. Nie ma w nich idylliczności, jest za to proza życia, w której są beztroska i wielkie namiętności, ale też ból rozczarowań i choroba. To właśnie wątek choroby decydująco wpływa na fabułę, determinuje losy bohaterów, i dzięki niemu poznajemy  sposoby walki z białaczką, jak również dowiadujemy się o tym, jak zostać dawcą szpiku kostnego. Tak więc książka Magdaleny Witkiewicz to nie tylko wzruszająca historia kobiet zmagających się z demonami przeszłości i trudną codziennością, ale też edukująca opowieść, która podkreśla ważność podejmowanych decyzji, potrzebę pomocy innym, odpowiedzialność za drugą osobę, i moc uczuć, którym ani czas, ani problemy nie są w stanie zaszkodzić. Dlatego jeśli macie ochotę na inteligentną i zaskakującą powieść, w której mimo trudnego tematu, nie brak nadziei i radości, to bardzo zachęcam do przeczytania "Pierwszej na liście".
Czytaj dalej »

Zbieg okoliczności. Katarzyna Pisarzewska

Katarzyna Pisarzewska

ZBIEG OKOLICZNOŚCI
Cykl: Gosztów (tom 1)

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2013
Stron: 408
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 6+/10 - dobra 



Gosztów to spokojna wieś nieopodal Warszawy, w której życie toczy się nieśpiesznym tempem. Wszystko się zmienia, kiedy policja przyjmuje zgłoszenie, że na terenie Rodzinnego Domu Dziecka, ktoś powiesił małego psa. Sprawa niby banalna, ale sierżant Maria Gajda z miejscowego posterunku policji wyczuwa, że ma ona drugie dno. Bieg wydarzeń znacznie przyśpiesza, gdy we wsi mają miejsce kolejne tragiczne zdarzenia. To co odkryje Maria, ukaże mieszkańców Gosztowa, a także jej rodzinę, w całkiem innym świetle. 

Książkę Katarzyny Pisarzewskiej, laureatki konkursu Złote Pióro na najlepszą współczesną powieść dla kobiet*, trudno przypisać do konkretnego gatunku. Ponieważ wątek kryminalny jest pretekstem do przyjrzenia się relacjom bohaterów, ich problemom i sekretom, jak również do ujawnienia drugiego oblicza - co niektórych - "praworządnych obywateli". Jednak nie tylko te dwa motywy mają znaczenie. Niemniej ważny jest temat dorastającej młodzieży oraz konsekwencji podejmowania decyzji w oparciu o  stereotypy. Tak naprawdę w tej historii sporo jest podjętych istotnych kwestii społecznych i rodzinnych. W sumie ile bohaterów, a tych jest niemało, tyle wątków. Na szczęście jest to wszystko zgrabnie połączone. Nie ma się wrażenia nadmiaru treści. Fabuła jest spójna i intrygująca. Dlatego że opowieść ciekawie charakteryzuje ludzi. Pokazuje, że każdy z nas ma swoją historię, a także tajemnice, mniejsze lub większe, które zakopujemy głęboko w sobie i nawet jeśli bardzo nam ciążą, to i tak próbujemy z nimi normalnie żyć. Tylko, że czasami pewne rzeczy wymykają się spod kontroli, a na niektóre nie mamy wpływu.


"Zbieg okoliczności" jest ekscytującą lekturą, która ma obszerne tło psychologiczno-obyczajowe. Nie powiem, że to źle, zwłaszcza że postacie mają ciekawy i wiarygodny rys psychologiczny, a tajemnice są osobliwe, ale ubolewam, że wątek kryminalny został zepchnięty na dalszy plan, bo uważam, że mógł dodać atrakcyjności historii, ale też sporo namieszać. Chociaż szczerze mówiąc - namieszał, bo dzięki niemu wyszły na jaw sekrety mieszkańców. Z całą pewnością taki był zamiar autorki. Która za sprawą niepokojących wydarzeń zburzyła małomiasteczkowy tryb życia i obróciła w perzynę stabilność wspólnoty Gosztowa. Dlatego przymknęłam oko na ten niedoprawiony motyw kryminalny, ponieważ książkę dobrze się czytało. Dostarczyła mi wielu emocji. Dlatego chętnie sięgnę po kolejny tom cyku pod tytułem "Zmowa milczenia". Was również zachęcam do tej lektury, oczywiście pod warunkiem, że lubicie tajemnicze historie, mające miejsce w małych, pozornie uroczych wsiach i miasteczkach.  

*"Halo Wikta!"
Czytaj dalej »

Nowy drapieżnik. Zbigniew Zborowski

Zbigniew Zborowski

NOWY DRAPIEŻNIK

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2013
Stron: 488
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 6/10 - dobra 





"A jeśli człowiek nie jest ostatnim ogniwem ewolucji? Jeśli pojawił się ktoś, dla kogo jesteśmy jedynie stadem oszalałych ze strachu owiec, na które poluje?"* 

Czy jest to możliwe? Mechanizmy ewolucyjne są zadziwiające. Dzieje życia na Ziemi pokazują, jak nowe mutacje wpływały na ekspansywność niektórych gatunków, więc dlaczego nie ma powstać taka pula genowa, która wyewoluowałaby w coś, co stanie się zagrożeniem dla człowieka. Na dodatek drapieżnikiem, byłby ktoś, kto - z pozoru - niczym nie różni się od przeciętego Kowalskiego. Szalony pomysł? Jak najbardziej, ale kto wie co szykuje nam ewolucja. 

Taki nowy super drapieżnik, jest bohaterem książki Zbigniewa Zborowskiego. Owa bestia doskonale sobie radzi z eliminowaniem szemranych osobników. Jednak kiedy pożywia się Żyłą, zakapiorem z gangu Obcinaczy Uszu, sprawy wymykają się spod kontroli. I mimo że oprych nie miał żadnych widocznych obrażeń ciała, a jedynie udar mózgu, niesugerujący bezpośredniej napaści, to herszt bandy, niejaki Kulawy, za wszelką cenę postanawia odnaleźć śmiałka, który porwał się na ich napakowanego mięśniami, prawie dwumetrowego koleżkę. Sprawą zainteresowała się również policja. Dochodzenie prowadzi doświadczony, choć niestroniący od kłopotów i alkoholu, policjant Madejski, który zauważa dziwne połączenie zabójstwa Żyły ze sprawą sprzed dwudziestu lat. Idąc tym tropem i korzystając z mglistych skojarzeń, trafia w zadziwiający świat genetycznej mutacji.

Muszę przyznać, że zadziwiła mnie fabuła książki, bo jest i pomysłowo, i zabawnie, ale też niebezpiecznie, koszmarnie i ohydnie. Pomysł z drapieżnikiem polującym na ludzi jest doskonały, szczególnie że nie zrobiono z niego niezniszczalnej, ubogiej emocjonalnie istoty, ale człowieka, który ma niemały problem ze swoim "darem". Tak naprawdę nie sposób nie żywić cieplejszych uczuć do tytułowego drapieżnika, gdyż poluje on w dość specyficzny sposób i tylko na określone osoby. Można powiedzieć, że stołuje się w miejscach, które zwykły obywatel mijałby szerokim łukiem. Dlatego też w tej powieści nie brakuje zakapiorów o bardzo pomysłowych ksywkach typu Hardy, Pit, Pogo, Flak, Dżodżo. Oczywiście nie idzie ich zapamiętać, ale że większość z nich nie ma szczęścia długo gościć w tej intrydze, to i problem z ogarnięciem tego kto jest kim nie istnieje. 

Spora część wydarzeń toczy się jak nie w światku przestępczym, to na komisariacie policji, dlatego chcąc czy nie pod dostatkiem jest slangu miejskiego i gangsterskiego. Mnie charakterystyczne wypowiedzi bawiły, bo są autentyczne, i nadają powieści specyficzny charakter.  Podobnie jak bohaterowie, których jest kilku m.in Jacek Madejski policjant z dwudziestoletnim stażem, który wyleciał z Centralnego Biura Dochodzeniowego i teraz jako starszy aspirant zajmuje malutkie biurko w najciemniejszym kącie komendy. Jest też Iza - młoda dziennikarka z wielkimi aspiracjami, która z braku lepszego zajęcia pracuje w Ekstratelewizji, oraz Marek Gont supersamiec (napakowany, lekko głupkowaty osiłek z nadmiarem testosteronu) z CBD.  O ile w charakterystyce Madeja i Gonta widać konsekwencję, tak w przypadku Izy, która miała być wybitnie inteligenta i sprytna, odrobinę zawodzi, bo dziewczyna nie raz zachowuje się jak głupiutka gąska. Jeśli chodzi o charakterystykę policji i wszelkiej maści bandytów, to sporo w niej stereotypów, tutaj nie mam większych zaskoczeń, jest typowo tzn. wyszkoleni policjanci bardzo kiepsko sobie radzą, za to Madejski, raptus i pijak, sprytnie łączy fakty, a gangsterka? cóż, to przygłupawe naładowane sterydami mięśniaki o psychice porysowanej jak nagrobek pradziadka. Na szczęście niesamowita ilość dynamicznych wydarzeń, mordobić, a także widowiskowej wymiany ognia sprawia, że "Nowy drapieżnik" to świetna rozrywka, gdyż jest to ciekawe połączenie kryminału, thrillera medycznego i horroru, na dodatek poprawnie i interesująco napisanego. Sądzę, że książka spodoba się czytelnikom lubiącym szybką, ociekającą testosteronem,  akcję.

* cytat pochodzi ze streszczenia znajdującego się na tylnej okładce książki

Czytaj dalej »

Potem. Rosamund Lupton

Rosamund Lupton

POTEM

Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2012
Stron: 400
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 6/10 - dobra




Rosamund Lupton jest brytyjską pisarką, której pierwsza powieść "Siostra" stała się bestsellerem i przyniosła jej międzynarodowy sukces. Mnie zachwycił ten debiut. Oczarował pięknym, nasycony emocjami stylm, który ciekawie komponował się z kryminalną zagadką. Nie inaczej jest w kolejnej powieści Lupton o intrygującym tytule "Potem". 

Historia rozpoczyna się od dramatycznego zdarzenia, pożaru szkoły. W jego wyniku poważne obrażenia odniosły dwie osoby: siedemnastoletnia Jenny i jej matka Grace, która widząc buchający z okien czarny dym, rzuciła się córce na ratunek. Kobiety trafiły do szpitala. Jednak ich stan jest bardzo ciężki, rokowania nie są najlepsze. Dla najbliższych taka informacje jest wielkim szokiem. Jakby tego było mało, już w pierwszych godzinach śledztwa, wypływa informacja, że pożar szkoły nie był zdarzeniem przypadkowym. Policja dość szybko wytypowuje podejrzanego, który w ocenie męża i szwagierki Grace nie jest wiarygodny, dlatego za wszelką ceną postanawiają odnaleźć prawdziwego podpalacza. Wszystkiemu przyglądają się poszkodowane kobiety, które funkcjonują poza ciałem. 

Paranormalny wątek bardzo mnie zdziwił. Nie pasował mi do psychologicznego thrillera, ale bardzo szybko przekonałam się, że jest to świetne posunięcie. Gdyż mamy okazję obserwować wyjątkową relację matki z córką, które - będąc w tak niepojętym stanie - dopiero się poznają.  To co na co dzień umyka, w tak nadzwyczajnej sytuacji, zostaje uwypuklone. Pewne cechy charakteru dają o sobie znać. Poza tym widzimy dramatyczną walkę o życie i prawdę. Grace jest ciepłem, jest nadzieją, dla swojej córki zrobi wszystko. Przekracza granice, aby ocalić Jenny, bo jak sama mówi: 
Jestem matką. Aniołem Stróżem. Duchem.[str.119]
W ślad za śledczymi podążają duchy kobiet. To czego się dowiadują, ukazuje całkiem inną rzeczywistość od tej, którą znają. Okazuje się, że niekiedy mylnie interpretowały zdarzenia, a ich znajomi często zakładają maski, pod którymi ukrywają problemy, cierpienia, i szkaradne wnętrze. W tej historii psychologiczny wątek jest dominujący. Śledztwo służy głównie do tego, aby ukazać relacje rodzinne i aby obnażyć ludzkie wady, determinowane przez czynniki zewnętrzne i psychiczne. Dlatego dochodzenie nie jest ani efektowne, ani szczególnie zawiłe. Bardzo szybko domyśliłam się, kto stoi za podpaleniem szkoły. Jednak nie przeszkadzało mi to czerpać przyjemności z czytania, bo raz, że Lupton ma piękny styl pisania. Wiele w nim lirycznych i nostalgicznych nut, które wywołują wzruszenia. A dwa, informacja o tym kto stał za podpaleniem i dlaczego to zrobił, była dla mnie najmniej istotna. Może to Was dziwi, ale dla mnie liczyła się tylko Grace i Jenny. Ich pasja życia, wielka miłość, i determinacja. Lupton zachwycająco odmalowała ich uczucia, skupiła uwagę na tym co najbardziej istotne, i trzymając w kleszczach napięcia, poprowadziła do fenomenalnego, wzruszającego finału. Dlatego jeśli lubicie melancholijne historie, skupiające się na emocjach, to "Potem" będzie dla Was idealną lekturą.

Czytaj dalej »

Płytkie nacięcie. Karin Slaughter

Karin Slaughter

PŁYTKIE NACIĘCIE
Cykl Hrabstwo Grant/Tom 2 

Grupa Wydawnicza Foksal
Rok wydania: 2013
Stron: 352
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 7/10 - bardzo dobra




Sara Linton jest pediatrą i koronerem w niewielkiej miejscowości w Stanie Georgia. Kobieta w swoim życiu już wiele widziała i wiele przeżyła, ale odkrycie poćwiartowanych zwłok noworodka w toalecie przy torze wrotkarskim  sprawia, że traci wiarę w istotę człowieczeństwa, dopada ją odrętwienie. Jakby tego było mało, chwilę później, Jenny - jej trzynastoletnia pacjentka - celuje z pistoletu do kolegi. Swoją postawą, interweniującego szefa policji, nawiasem mówiąc byłego męża Sary, zmusza do koszmarnego wyboru. Niestety przegrywa tę konfrontację. Zostaje zastrzelona. Sekcja zwłok Jenny, a także prowadzone śledztwo zaczyna ujawniać szokujące fakty. Okazuje się, że te dwa makabryczne wydarzenia stanowią fragment ohydnych działań związanych z wykorzystywaniem seksualnym dzieci i pornografią dziecięcą. 

Muszę przyznać, że stworzona przez autorkę historia wstrząsnęła mną. Wydarzenia mające miejsce w Hertsdate są fikcyjne, teoretycznie powinno się podejść do nich z dystansem. Jednak zjawisko przemocy seksualnej istnieje i stanowi w naszych czasach bardzo poważny problem. Jest to temat budzący ogromne poruszenie i nie da się przejść obok niego obojętnie, dlatego że jest to potworne zło. Stąd też i ocena tej książki jest dla mnie bardzo trudna, gdyż podczas czytania górę brały emocje, a nie trzeźwa analiza. Postaram się jednak  w miarę racjonalnie skomentować powieść Karin Slaughter. 

W porównaniu do "Zaślepienia", tomu pierwszego, fabularnie jest znacznie lepiej. Historia jest dynamiczna, nieoczywista, sporo jest domysłów i tajemnic, tym samym finał jest mocno szokujący. Również prowadzone śledztwo jest przekonujące, co prawda standardowo przebiega bardzo sprawnie, jednak praca detektywów wypada wiarygodnie. Zdecydowanie mniej, co dla mnie jest dużym plusem, mamy do czynienia z osobistymi problemami byłych małżonków Sary i szeryfa Tollivera. Za to sporo jest odniesień do życia policjantki Leny, która przeżyła osobisty dramat i obecnie stara się wyjść na prostą. Jeśli ktoś nie czytał "Zaślepienia" - nie ma obaw, autorka dokładnie wyjaśnia zdarzenia z przeszłości.

Według mnie powieść "Płytkie nacięcie" jest mroczniejsza, poza tym więcej w niej intymności i psychologicznej głębi. Nie brakuje również dobitnych opisów, które jeszcze bardziej uwypuklają krzywdę dzieci. Karin Slaughter wyraziście, momentami może nawet zbyt wyraziście, relacjonuje upiorne wydarzenia, co jest wstrząsające. Ból i cierpienie dzieci budzą bunt, jest sporo myśli, a także skarg na panującą niesprawiedliwość i na kiepski system prawny, ale historia ta zdejmuje zasłonę z oczu. Owszem, słyszymy w wiadomościach o kolejnych wykorzystanych dzieciach, ale wydaje się to dalekie. W tej książce mamy brutalną prawdę, dlatego wybierając tę powieść na swoją lekturę trzeba wziąć to pod uwagę, ponieważ jest to wstrząsający thriller skierowany do osób o mocnych nerwach. 

Cykl Hrabstwo Grant:
2. Płytkie nacięcie
3. Zimny Strach
4. Fatum
5. Niewierny
6. Przywilej skóry.
Czytaj dalej »

Trzeci klucz. Jo Nesbo

Jo Nesbø

TRZECI KLUCZ
Tom. 4

Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2014
Stron: 424
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 7/8 - bardzo dobra

 

Jo Nesbø to norweski pisarz, który zasłyną cyklem kryminałów z komisarzem Harrym Hole. Dzisiaj tak króciutko chcę zaprezentować czwarty tom tej serii, która notabene jest jedną z moich ulubionych. Cykl staram się czytać chronologicznie, chociaż nie obyło się bez wpadek, do których zaliczam przeczytanie dziesiątego tomu. Wiedza zdobyta podczas jego czytania sprawiła, że podczas lektury „Trzeciego klucza” łkałam i to dosłownie.

Wracając jednak do głównego tematu. W tej części Harry musi rozwikłać skomplikowaną sprawę. Otóż podczas napadu na bank ginie młoda kasjerka. Napad jak napad, jednak nowa partnerka Hole, wybitnie spostrzegawcza Beate, zauważa - w nagraniu z monitoringu - specyficzne zachowanie przestępcy, które ewidentnie świadczy o tym, że nie tylko pieniądze były motywem napadu. Śledztwo zapowiada się na wyjątkowo trudne. Jakby tego było mało, dochodzi do kolejnej zbrodni. Zostaje zamordowana była kochanka Harrego, a zabójca układa tak ślady, że prowadzą one do niczego nieświadomego komisarza.


U Nesbø nic nie jest oczywiste. Sprawy z pozoru jednoznaczne zapętlają się, prowadząc na manowce stróżów prawa, którzy aby dociec prawdy niejednokrotnie działają na granicy etyki. Autor jak zwykle stworzył porywającą i wielowątkową fabułę, dotyczącą nie tylko kryminalnych zagadek, ale też osobistych losów bohaterów. Historii nie brakuje tajemniczości i zaskoczeń, zaznamy również wielu silnych przeżyć. Ponieważ bohaterowie, których nie sposób ignorować, gdyż są osobnikami o wyjątkowo charakterystycznych, a zarazem sympatycznych cechach, raz po raz wpadają w koszmarne problemy, często zagrażające ich życiu. A że ich doświadczenia autor opisuje w sposób ekscytujący, to i poznawanie kolejnych etapów śledztwa jest niczego sobie rozrywką. Jeśli lubicie kryminały wymagające pewne skupienia, bo - jak to u Jo Nesbø bywa - postaci, miejsc, i motywów jest pod dostatkiem, przez co trzeba sporej uwagi, żeby nie zgubić się w intrydze, to na pewno będziecie usatysfakcjonowani. 

Wcześniejsze części: Człowiek NietoperzKaraluchy, Czerwone gardło

Czytaj dalej »

Zaślepienie. Karin Slaughter

Karin Slaughter

ZAŚLEPIENIE
Cykl Hrabstwo Grant/Tom 1

Rok wydania: 2001/wydanie II
Grupa Wydawnicza Foksal
Stron: 413
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 6/10 - dobra




W niewielkim miasteczku w stanie Georgia, miejscowa lekarka i koroner w jednym, Sara Linton odnajduje w toalecie baru, brutalnie zgwałconą i zamordowaną Sibyl Adams. Śledztwo prowadzi szef policji Jeffrey Tollivier, były mąż Sary, oraz siostra zamordowanej – Lena Adams. W sprawę zaangażowana zostaje również lekarka. Próby namierzenia zabójcy są niesłychanie trudne, policja depcze w miejscu. Tok wydarzeń przyspiesza, kiedy Sara przypadkowo trafia na kolejną ofiarę szaleńca. Szef policji jest coraz bardziej zdesperowany. Lena coraz gorzej radzi sobie z traumą po śmierci bliźniaczej siostry, a Sarze zaczyna ciążyć sekret sprzed lat, który kto wie, czy nie ma wpływu na obecne wydarzenia.

„Zaślepienie” jest debiutancką powieścią amerykańskiej pisarki Karin Slaughter, jest też początkiem cyku Hrabstwo Grant w skład, którego wchodzą: „Płytkie nacięcie”, „Zimny strach”, „Fatum”, „Niewierny”, i „Przywilej skóry”. Wszystkie części zyskały sporo wiernych fanów, dzięki czemu wiele z tytułów stało się międzynarodowymi bestselerami. Mnie wielokrotnie rzucały się w oczy książki Slaughter, ale dopiero polecenie ich przez Ensorcelee Mija sprawiło, że wzięłam się za pierwszą część i nie żałuję, chociaż nie wszystko mogę w tej powieści pochwalić.  


Fabuła  „Zaślepienia” ma mocno rozbudowane tło obyczajowe i psychologiczne. Dlatego też wiele w niej odniesień do prywatnego życia bohaterów, głównie Sary i Jeffreya. Teoretycznie mamy do czynienia z genezą rozpadu ich związku, a także z psychicznym rozpadem Leny - siostry zamordowanej. Tak naprawdę śledztwo, notabene niezbyt doskonałe, nie jest najważniejszą częścią tej historii, a właśnie relacje bohaterów, ich doświadczenia, i lęki. Włączając w to drugoplanowe postacie. Niekoniecznie może się to podobać, wiem jednak, że bliższe poznanie bohaterów sprawia, że łatwiej zaangażować się w historię, w której uczestniczą. A ta jest niemałego kalibru. Brutalny mord w niewielkiej społeczności burzy stabilność i poczucie bezpieczeństwa. Nagle sąsiedzi i znajomi zaczynają być podejrzani. Obawy są tym większe, że nad ofiarami się znęcano, doświadczały wielkiego bólu i upodlenia.

Historia budzi wiele emocji. Zwłaszcza że autorka nie oszczędza czytelnika i atakuje przyprawiającymi o mdłości opisami. W moim odczuciu, są one niekiedy przesadzone i niesmaczne. Nie mogę powiedzieć, żeby nadmierna makabra na mnie dobrze działa. Nie dlatego, że strach mi czytać takie opisy, ale rozbuchane relacje z sekcji zwłok, czy z dręczenia ofiar, sprawiają, że czuję się zmanipulowana. Nie zmienia to jednak faktu, że dynamiczne wydarzenia, wiele nagłych zwrotów akcji, i liczne tajemnice, a także sympatia do głównych bohaterów, uczyniły z tej powieści pasjonującą, często przyprawiającą o ciarki, lekturę. Książka nie jest idealna, nie zmienia to jednak faktu, że czytanie jej dostarczyło mi wielu wrażeń, i na pewno będę poszukiwać kolejnych części. Podsumowując, „Zaślepienie” jest brutalną, pełną przemocy powieścią, co warto wziąć pod uwagę decydując się na nią, gdyż już pierwsze strony ociekają krwią, i innymi wydzielinami ludzkiego ciała, więc wrażliwi czytelnicy mogą przeżyć lekki szok. Jednak jeśli lubicie mocne treści, to ten tytuł jest idealny.
Czytaj dalej »

Miasto z lodu

Małgorzata Warda

MIASTO Z LODU

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2014
Stron: 368
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 7/10 - bardzo dobra







Ocenianie innych przychodzi nam bardzo łatwo. Zazwyczaj widzimy wszystko w czaro-białym kolorze. I nawet jeśli należymy do empatycznych osób, i chcemy się wykazać zrozumieniem, to zmanipulowani wiadomościami, potrafimy być ostrzy i jednoznaczni w swojej krytyce, nie zauważając tego, co może być poza kadrem. Pisząc „my” generalizuję, ale bądźmy szczerzy, większość osób ma tendencję do osądzania i wskazywania winnych. Takie zachowanie w bardzo interesujący sposób pokazała Małgorzata Warda w książce „Miasto z lodu”. W powieści natrafiamy na historię, która wzbudza emocje i pokazuje niedoskonałość społeczeństwa, oraz prowadzi do ciekawych konkluzji. 

Wszystko zaczyna się od Teresy, niezwykle pięknej i delikatnej kobiety, która zmaga się z chorobą afektywną dwubiegunową, charakteryzującą się stanami depresji lub nadmiernej ekscytacji. Zmienne nastroje utrudniają jej normalne funkcjonowanie. Jednak Teresa pragnie być ze swoją córką, trzynastoletnią Agatą, którą do tej pory wychowywała babcia. Dlatego decyduje się na desperacki krok. Wyjeżdża z córką z rodzinnego miasta i zatrzymuje się w górskiej miejscowości, licząc na nowe, lepsze życie. Niestety dla mieszkańców urocza, działająca na mężczyzn jak magnes, Teresa staje się persona non grata. Jej córka również nie jest łatwo. Plotki i brak życzliwości nie pozwalają im się zaaklimatyzować. Pewnego dnia dochodzi do tragedii. Agata znika. Po dwóch dniach zostaje odnaleziona w górach. Jej stan jest krytyczny. Dziewczyna jest w śpiączce. Poruszeni mieszkańcy są w szoku, zwłaszcza że nie wiadomo co się stało na górskim szlaku. Czy Agatę ktoś zepchnął? czy może chciała popełnić samobójstwo? Zaczyna się żmudne śledztwo, które odkryje bolesną prawdę.


Przykro czytać o niedoskonałości ludzi. O wrogich nastawieniach, o braku odpowiedzialności i zrozumienia, o zaściankowych poglądach, które często przechodzą na inne pokolenia. Z drugiej strony nie mając pełnego wglądu w życie innych, trudno o obiektywizm i o zachowanie otwartego umysłu. Trudno też żywić sympatię do kogoś, kto robi wszystko, niekoniecznie świadomie, żeby tylko nie udało się go polubić. Tak pełną kontrastów historię stworzyła Małgorzata Warda. Pokazała przeróżne zachowania, często umotywowane konkretnymi doświadczeniami, niekoniecznie powszechnie akceptowalnymi. Wykreowała dyskusyjne charaktery i wniknęła w ich psychikę. Dzięki czemu widzimy niezwykłą relację matki z córką, podyktowaną wieloma przeciwstawnymi uczuciami, w których jednak miłość jest dominująca.

W tej historii jest wiele namiętności: miłość, nienawiść, zazdrość, zawiść, lęk... Podobne emocje towarzyszą też podczas czytania, co często utrudnia ocenę bohaterów, ale o to chodzi. Mamy do czynienia z wieloma perspektywami, które wpływają na nas podobnie, jak na mieszkańców zamkniętej górskiej społeczności. Co prawda wiemy więcej, bo narratorka – Agata, dopuszcza nas do tajemniczego życia matki. Stąd też widzimy ją w różnych przedziałach czasowych, zaczynając od jej dzieciństwa. Nie zmienia to jednak faktu, że kontrowersyjny styl życia Teresy nie ułatwia oceny sytuacji. Muszę przyznać, że Warda to mistrzyni manipulowania emocjami. Autorka pięknie pisze o uczuciach i ciekawie kreśli skomplikowane zależności. Poza tym historia jest dynamiczna, a ślady prowadzące do odkrycia prawdy są zawiłe i tajemnicze. Dlatego śmiało mogę napisać, że „Miasto z lodu” to bardzo dobra powieść, będąca idealnym wyjściem do gorącej dyskusji, którą ułatwić mogą znajdujące się na końcu książki pytania, dotyczące choroby psychicznej, małomiasteczkowej mentalność, działania mediów, oraz trudów dorastania.


Czytaj dalej »

Klub porcelanowej filiżanki. Vanessa Greene

Vanessa Greene

KLUB PORCELANOWEJ FILIŻANKI

Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2012
Stron: 320
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 3/10 - słaba





Wzrokowiec ma ciężkie życie, bo często przy wyborze książki kieruje się okładką, a nie opisem. Chociaż w przypadku powieści Vanessy Greene zarys historii był obiecujący, a szczególnie rekomendacja, że jest to podnosząca na duchu powieść o damskiej przyjaźni, w dowcipnym brytyjskim wydaniu. Niestety, ktoś tu się bardzo pomylił.

Zapowiadało się całkiem dobrze. Trzy różne kobiety, o różnym statusie społecznym, poznają się na targu staroci, gdy ulegają zachwytowi porcelanowym serwisem. Panie nie walczą o zdobycz, ale idą na kompromis. Wspólnie kupują serwis i sprawiedliwie się nim dzielą. To już powinno dać mi do myślenia, kto widział kobietę rezygnującą ze swojego wymarzonego towaru na rzecz zadowolenia konkurentki. W każdym razie te wyjątkowe zakupy sprawiają, że kobiety zaprzyjaźniają się, tworząc barwne trio charakterów: Jenny, planuje swój ślub i zmaga się z traumą porzucenia przez matkę. Maggie, właścicielka kwiaciarni organizuje wesele bogatej panienki oraz walczy z dylematami serca, a Alison próbuje dodać skrzydeł swojej rozwijającej się firmie i uratować domowy budżet. Jak można się domyśleć panie będą wspólnie dywagować nad problemami, zagryzając je łakociami i zapijając pyszną angielską herbatką.


Zakładam, że historia z „Klubu porcelanowej filiżanki” miała być słodko-gorzka. Spod zachwycającej pierzynki złożonej z elementów cechujących czarującą brytyjską wieś, powinny wyłaniać się życiowe problemy. I teoretycznie tak jest. Gdyż oprócz tego, że dziewczyny miło spędzają ze sobą czas, podczas którego możemy zachłysnąć się świeżmy powietrzem, to systematycznie zarzucani jesteśmy życiowymi rozterkami. Między innymi trafiamy na temat porzucenia, niepełnosprawności, wychowania dzieci, braku pracy, zdrady. Są też zapytania o istotę przyjaźni i miłości. Nie można powiedzieć, żeby autorka nie starała się dodać opowieści rangi. Niestety słabo to wypadło. Ponieważ problemy są spłycone, potraktowane pobieżnie. Co gorsze bohaterki swoim nużącym analizowaniem i zasypywaniem przyjaciółek trywialnymi radami zabijają atmosferę. Nie podobały mi się też duże przeskoki czasowe. Wiele wątków dzieje się „na już” np. jednej z bohaterek wyznawana jest miłość, a dwa rozdziały dalej (żeby nie spojlerować, trochę przejaskrawię) już jest biały domek z ogródkiem, psem i pyzatym brzdącem. Rozumiem, że takie tempo w pewnym sensie wymusza zmienna narracja. Jenak w tym przypadku nie sprawdziła się, dlatego że autorka chcąc ująć jak najwięcej danych z życia poszczególnych bohaterek, narzuciła pęd, który sprawił, że zbagatelizowana została kwintesencja tematu. Mam wrażenie, że postawiono na ilość, a nie na jakość. Momentami też drażnił mnie język powieści, a właściwie niektóre zwroty. Historia toczy się współcześnie, a multum w niej archaizmów typu: wnet, wtem, powiada. Nie wiem ile w tym ręki autorki, a ile tłumaczki, ale takie terminy świetnie wypadają w historiach umiejscowionych w XIX wieku. 

Cóż, „Klub porcelanowej filiżanki” nie był dla mnie udaną lekturą. Nie doświadczyłam obiecanej ciepłej i szczerej powieści, a raczej trywialną, potraktowaną pobieżnie historię, w której masa komunałów zepchnęła w kąt to, co urocze. Książka należy do serii Leniwa Niedziela, samo przez się nie pretenduje do ambitnej lektury, ale czy nie mamy prawa wymagać więcej? Dobrze, że chociaż pięknie opisana angielska prowincja co nieco osłodziła mi tę przygodę, ale czy dla niej warto zawracać sobie głowę tą książką... 
Czytaj dalej »

Jezioro cierni. Magdalena Zimniak

Magdalena Zimniak

JEZIORO CIERNI

Wydawnictwo: Prozami
Rok wydania: 2013
Stron: 304
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 6/10 - dobra





Całkiem niedawno opublikowałam na blogu opinię o książce Magdaleny Zimniak „Białe róże dla Matyldy”. Powieść totalnie mnie zachwyciła, dlatego że historia skrywała w sobie liczne zagadki oraz poruszała poważny problem dotyczący zespołu Münchhausena. Taka tematyka budzi silne emocje, a że Zimniak potrafi za pomocą prostego, ale dosadnego przekazu poruszyć duszę, to zachłysnęłam się tą powieścią na tyle mocno, że płaczem i błaganiem zdobyłam w bibliotece jej książkę „Jezioro cierni”.

Podobnie jak w „Białych różach dla Matyldy”, tak i tutaj intryga jest wielowarstwowa. W tej historii kłamstwo rodzi kolejne kłamstwa, co sprawia, że fabuła jest zaskakująca, i jest idealnym wyciskaczem łez. W błędne koło nawarstwiających się problemów wplątała się Kate Robertson, niegdyś Katarzyna Wojciechowska. Kobieta przeżyła traumatyczne zdarzenie, które zmusiło ją do opuszczenia Polski i ułożenia sobie życia w Silver Spring pod Waszyngtonem u boku ukochanego Stephena. Obecnie demony minionych lat ucichły, ale gdy niespodziewanie jej jedyny syn Peter oświadcza, że zamierza polecieć do Polski, żeby odnaleźć swoją rodzinę, koszmar wraca. Kate jest przerażona, obawia się, że syn pozna jej tajemnicę z przeszłości. Pociesza się, że w Warszawie nie będzie łatwo odnaleźć właściwego Wojciechowskiego. Niestety nie docenia Petera, który angażuje wszystkie siły w odszukania dziadka. 

Odnalezienie rodziny nie będzie dla niego trudne, za to niemożliwym będzie rozgryzienie sekretu matki. Tym bardziej że w rodzinie panuje zmowa milczenia, jedynie ciotka, siostra Kate, nie ma pojęcia co stało się przeszło dziewiętnaście lat temu. W momencie poznania jedynego siostrzeńca, uzmysłowi sobie, że osobista tragedia przesłoniła jej problemy siostry na tyle mocno, że nie dociekała z jakiego powodu Katarzyna opuściła Polskę. Teraz, gdy z Peterem połączy ją silna więź, jej też będzie zależeć na uzyskaniu odpowiedzi na liczne zapytania, których wraz z rozwojem akcji, będzie coraz więcej.

Źródło
Bez dwóch zdań Magdalena Zimniak postarała się o to, aby jej czytelnicy mieli co analizować. Co chwila pojawiają się nowe informacje, które krok po kroku odsłaniają dramatyczną przeszłość. Zazwyczaj znaki są mylące, mącą w głowie i przyczyniają się do powstania domysłów, zwłaszcza że autorka w historię wplotła niejednoznaczne flesze z przeszłości. Trafimy też na emocjonujący i drastyczny wątek kryminalny, który sprawia, że książkę czyta się z wielkim zaciekawieniem.Jezioro cierni” zdobyło nagrodę Czytelniczek w kategorii „Pióro”, za najbardziej poruszającą lekturę, nie dziwi mnie to, ponieważ powieść dostarcza wielu wrażeń, m.in. dlatego, że fabuła nie skupia się tylko na dramacie Kate, ale sięga na inne obszary. Mamy nawiązanie do problemów społecznych, głównie dotyczących samotności, braku zrozumienia, czy trudnego losu osób niepełnosprawnych. Poza tym ukazanie rozłamu w rodzinie, braku zaufania, jak również wstrząsających przeżyć nastolatka, u którego nastąpiło zachwianie wszelkich wartości, jest przejmujące. Psychologiczna strona książki wzburza i poraża. Jednak mimo że powieść podobała mi się, to uważam, że momentami przesadzono z dramatycznymi wydarzeniami, niektóre wyolbrzymiono, co sprawiło, że opowieść straciła na wiarygodności, a jej niektóre fragmenty idealnie nadają się na scenariusz wenezuelskiej telenoweli. Strasznie mnie to irytowało, bo uważam, że im mniej, tym lepiej. Na szczęście w najnowszej powieści Magdaleny Zimniak zrównoważono dramatyczne motywy, dzięki czemu jest znacznie lepiej. Książka ma niewielkie wady, ale jest dobrze i ciekawie napisana, dlatego polecam ją czytelniczkom wrażliwym, empatycznym, które odnajdują się w zawiłych i dramatycznych historiach.

Czytaj dalej »

13 godzina. Richard Doetsch

Richard Doetsch

13 GODZINA

Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2011
Stron: 416
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 6/10 – dobra




13 godzina” Richarda Doetscha, amerykańskiego pisarza, właściciela firmy inwestycyjnej, fana sportów ekstremalnych, i autora „Złodziei nieba”, to kolejna książka, którą wybrałam przypadkowo. Stała sobie spokojnie na bibliotecznej półce, niczym specjalnym się nie wyróżniając, bo nawet została oprawiona w szarą okładkę, jednak jakaś siła wyższa, sprawiła, że wzięłam ją do ręki i już nie wypuściłam. Ponieważ ogromnie zainteresował mnie w niej motyw podróży w czasie. Dlatego cieszy mnie, że powieść okazała się bardzo udana, dynamiczna i ciekawa. Nie bez powodu wytwórnia New Line Cinema zakupiła prawa do jej sfilmowania. Podobno film miał wejść do kin wiosną 2013 roku, ale nie mogę znaleźć o nim dokładniejszej informacji. Jeśli coś wiecie na ten temat, to proszę o info.

Wracając jednak do książki. Bohaterem jest Nick Quinn, mężczyzna wybijający się ponad przeciętną, tak jak i jego urocza i prześliczna żona Julia. Quinnowie stanowią parę idealną, ich miłość i pasja życia jest wielka. Niestety pewnego wieczoru Julia zostaje zastrzelona. Policja podejrzewa Nicka, który był na miejscu zbrodni. Sytuacja jest patowa. Niespodziewanie na komisariacie podchodzi do Nicka tajemniczy mężczyzna, który wręcza mu list i stary zegarek, informując, że jeśli chce ocalić swoją żonę, ma na to 12 godzin. Co godzinę będzie się cofał w czasie, co będzie mu dawało szansę na zmianę przyszłości. Zrozpaczony mężczyzna, mimo że nie bierze na poważnie słów nieznajomego, postanawia zaryzykować.

Źródło
Jak można się domyśleć Nick będzie ryzykował kilkanaście razy, gdyż każdy jego skok w czasie będzie przynosił nowe konsekwencje, tzn. efekt motyla, który będzie miał tragiczny wpływ na wynik końcowy, absolutnie niezadowalający naszego bohatera. Poza tym sprawę będzie utrudniać kilka innych dramatycznych zdarzeń, które jak się okażą nie będą bez znaczenia na losy Nicka. Każdy jego ruch, każda decyzja, to milion rozwiązań, milion pułapek i milion nowych problemów do pokonania, a czas ucieka. Doetsch świetnie poradził sobie z logiczną stroną historii, tak naprawdę nie można się do niczego przyczepić, bo całość gra w jednym tonie. Mnie trochę męczyły powtórzenia, ale to typowe dla powieści, w których zamyka się pętla czasu. Na szczęście dla nas Nick musi sobie też radzić z licznie mnożącymi się znakami zapytania i nowymi bohaterami dramatu. Interesujące jest również to, że powieść zaczyna się od 12 rozdziału czyli historię poznajemy od końca. To oryginalne posunięcie świetnie sprawdza się w tej książce, jak zresztą wiele innych zabiegów nakręcających dramaturgię i szybkie tempo.

Autor wykazał się sporą kreatywnością pisząc tę powieść. Gdyż mnogo w niej zaskakujących i niebezpiecznych zdarzeń oraz szokujących rozwiązań. Nie brakuje też rozpaczliwych, poruszających serce opisów, niepokojącego klimatu, suspensu i momentów pełnych grozy, w końcu nasz bohater będzie musiał stawić czoła niebezpiecznym osobnikom, desperatom dla których ludzkie życie nie ma większej wartości. Szkoda tylko, że Doetsch przeidealizował postacie Julii i Nicka, są one zbyt czarno-białe, nie ma żadnych domysłów, w dodatku ciągłe podkreślanie wyjątkowości tej pary, sprawia, że jest to trochę zbyt czułostkowe i melodramatyczne. Jednak jeśli szukacie powieści rozrywkowej, w której rozwinięty jest wątek doskonałej miłości i która dostarcza sporo wrażeń, to „13 godzina” jest pod tym względem idealna.


Mam do Was prośbę, bardzo prosiłabym o danie mi znać, jak widzicie tę czcionkę, chodzi mi o jej wielkość czy jest normalna, czy też baardzo wielka (tak na marginesie jest większa od  standardowej czcionki) Zauważyłam, że w zależności od przeglądarki jej rozmiar się zmienia, jak zobaczyłam jej rozmiar w IE, to o mało z krzesła nie spadłam. Dlatego proszę o reakcję, w razie czego będę szukać rozwiązania w kodzie html.
Czytaj dalej »

Od kryminału do historii. Nie oglądaj się. Karin Fossum. Ocalone z Titanica, Kate Alcot.

Na początek trochę się pożalę, bo ostatnio mi ciężko, ponieważ od kilku tygodni bezskutecznie walczę z atakiem alergii. Paskudztwo objawia się nie tylko kichaniem i łzawieniem oczu, ale też koszmarny kaszlem, który chyba najbardziej mi doskwiera i uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Na szczęście pozwala mi czytać, pisać już niekoniecznie, bo do tego potrzebne są dwie ręce (oczywiście chodzi mi o pisanie na klawiaturze), a przecież jedną mam non stop zajętą trzymaniem chusteczki przy nosie, ale do czego zmierzam? Ano do tego, że przeczytanych mam chyba z 10 książek, o których chciałabym Wam parę słówe napisać, ale że alergia i praca mnie ograniczają, to dzisiaj wrzucę dwie krótkie opinie. 
Ps. Nie wyszły takie krótkie, jak chciałam, ale chyba nie potrafię inaczej :-)
 
 
Karin Fossum

NIE OGLĄDAJ SIĘ

Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2008
Stron: 290
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 6/10 - dobra


Na książkę zdecydowałam się pod wpływem chwili, dlatego że nazwisko autorki od razu skojarzyło mi się z „Czarnymi sekundami”, powieścią, która bardzo mi się podobała. Na moje szczęście kryminał „Nie oglądaj się” okazał się całkiem dobrą lekturą, z ciekawą fabułą, osadzoną w małym i spokojnym norweskim miasteczku, gdzie wszystko toczy się swoim stałym rytmem. Teoretycznie każdy każdego bardzo dobrze zna, ale jak przychodzi co do czego, to trudno zdobyć jakąkolwiek informację o mieszkańcach. Inspektor Konrad Sejer i jego pomocnik Jackob Skarre, prowadzący śledztwo w sprawie zabójstwa nastoletniej Annie, muszą sporo się natrudzić, żeby rozszyfrować relacje łączące ofiarę z rodziną i sąsiadami. Sprawy nie ułatwia fakt, że Annie uchodziła za idealną dziewczynkę, a osobą, która mogłaby wiele powiedzieć o sprawcy jest mężczyzna z zespołem Downa.

Książka jest typowym kryminałem, w którym śledztwo stanowi trzon historii. Stąd też sporo w niej analiz i przesłuchań. Poza tym żmudna detektywistyczna praca odsłania ułomność psychiczną bohaterów oraz obnaża problemy mieszkańców malutkich, hermetycznych osad. Teoretycznie wszystko w tej powieści jest typowe, od bohaterów aż po okoliczności zabójstwa, wliczając w to tło wydarzeń. Jednak autorka tak dobrze rozpisała charaktery i zależności, dodając do nich tajemnicę i kilka kontrowersyjnych tematów, że „Nie oglądaj się” jest powieścią interesującą, mimo swojego statystycznego charakteru, oraz momentami zaskakującą. Mnie wybitnie podobało się też zakończenie, które sprawia, że można zatonąć w myślach. Powieść Fossum polecam czytelnikom lubiącym kryminalne historie, w których wydarzenia leniwie się suną, za to detektywi i ich dedukcje są elementem pokazowym.


Kate Alcott


OCALONE Z TITANICA

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania 2012
Stron: 464
Oprawa: Miękka

Moja ocena 6/10 – dobra

Ocalone z Titanica” to nic innego, jak historia osób, którym udało się przeżyć katastrofę brytyjskiego transatlantyka, mającą miejsce w nocy z 14 na 15 kwietnia 1912 roku. Zatonięcie tego wielkiego statku, to jedno z najdramatyczniejszych wydarzeń w historii. Alcott wykorzystując je w swojej powieści dużo ryzykowała, nie powiem żeby do końca udał się jej ten zamiar, jednak mnie ta książka w pewien sposób oczarowała, bo przypadła mi do gustu historia ubogiej dziewczyny Tess Collins, która marząc o wielkim krawiectwie porzuca pracę pokojówki i sposobem dostaje zatrudnienie u słynnej projektantki lady Lucile Duff-Gordon, która postanawia dać jej szansę na czas rejsu Titanica. Dziewczyna daje z siebie wszystko, jest ambitna, uparta i czarująca. Udaje się jej przyciągnąć uwagę bogatego gentlemana i sympatycznego marynarza. Niestety dramatyczne wydarzenia na statku znacząco wpływają na los ocalonych. Ci którzy przeżyli zostają wciągnięci w śledztwo w sprawie katastrofy; media i śledczy domagają się prawdy, ale co jest prawdą... Tess dowiaduje się, że jej pracodawczyni najprawdopodobniej uratowała się kosztem innych. Dziewczynie trudno przyjąć to do wiadomości, a jeszcze trudniej zacząć normalne życie w wymarzonym Nowym Jorku.

Na pierwszy rzut oka historia zapowiada się niezwykle udanie. Zwłaszcza że atmosfera początku XX wieku potrafi tak zachwycić, że klimat zbliżającej się katastrofy w połączeniu z startem nowego wieku, kiedy to zachodzą liczne zmiany w sferze społecznej i kulturalnej, może powalić na kolana, niestety nie powala, chociaż opisy życia codziennego ówczesnych czasów są bardzo udane, ale co z tego skoro historia jest skąpa w emocje. Taki temat jak zatonięcie Titanica, od razu skłania do poruszenia, wielkiego wzburzenia i wzruszenia, a tutaj wszystko toczy się umiarkowanym rytmem. Mamy tylko kilka słów dotyczących katastrofy, za to sporo dywagacji o tym, jak strach o własne życie wpływa na podejmowane decyzje. I to właśnie ujecie kupiło mnie, ponieważ lubię analizować zasadność pewnych czynów, zwłaszcza tych nie do końca etycznych. Tylko czy w sytuacjach ekstremalnych, kiedy całkiem naturalnie walczymy o własne życie, przewinieniem jest troszczenie się tylko o swój los... Nie wiem i nie chcę wiedzieć jak to jest, za to podjęte przez autorkę próby wyjaśnienia tych kwestii bardzo mi się podobały, jak również autentyczne tło wydarzeń i nawet pospolity wątek romansowy, którego tok jest tak oczywisty, że bardziej być nie może.

W kilku słowach. „Ocalone z Titanica” nie są powieścią odkrywczą, od zawsze bogaci oczekiwali przywilejów, a ich ego równe Bogu Wszechmogącemu domagało się zaszczytów i życia ponad stan, nic w tym zaskakującego, ale jeśli ciekawi Was, jak wpływają na ludzi ekstremalne wydarzenia, i jak zmieniała się moda lat 20. ubiegłego wieku, to bardzo zachęcam do przeczytania powieści Kate Alcott. Szczególnie że wiele faktów opisanych w tej książce zostało zaczerpniętych ze stenogramów przesłuchań komisji senackiej zwołanej po katastrofie „Titanica”, a i postać lady Duff-Gordon jest autentyczna, jak również wiele innych wymienionych w tej historii.


Czytaj dalej »

Bezcenny. Zygmunt Miłoszewski

Zygmunt Miłoszewski

BEZCENNY

Wydawnictwo: WAB
Rok wydania: 2013
Stron: 496
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami


Moja ocena: 6/10 - dobra




Mam spory problem z ubraniem w słowa myśli po lekturze „Bezcennego”, m.in. dlatego że powieść nie jest taka, jaka bym sobie życzyła, a zaznaczam, że mam słabość do książek Miłoszewskiego. Bardzo lubię „Domofon” i uwielbiam serię z Szackim. Dlatego jestem w rozterce po „Bezcennym”. Nie oznacza to jednak, że książka jest zła, nic z tych rzeczy, ale historia jest w iście amerykańskim stylu, który niekoniecznie lubię, na dodatek intryga kręci się wokoło świata sztuki, z którym jestem na bakier, i dotyczy spisku na miarę światową, dodam, że w moim odczuciu spisku tak nieprawdopodobnego, że aż absurdalnego. I nie chodzi o to, że nie lubię dywagować na podrzucane mi tematy, dajcie mi newsa, że zajączek z wilkiem trzymając się za puchate łapusie wchodzą do lasu, a stworzę co najmniej sto wersji wydarzeń. Niemniej jednak nie znoszę, kiedy tworzy się intrygi oparte na motywie dotyczącym antyglobalistycznych zapędów jednego z wielkich państw. Nie chodzi o to, że są mało ciekawe, czy mało realne, ale boli mnie, gdy atrakcyjny temat zostaje przerysowany, tak jak w "Bezcennym", te przekombinowania sprawiały, że w niektórych momentach dopadał mnie żenujący śmieszek, i nie kupuję tego, że historia miała mieć ironiczny wydźwięk, ale przejdźmy do rzeczy.

Przez premiera RP zostaje powołany zespół, którego zadaniem jest odzyskanie wyjątkowego dziedzictwa - „Portretu Młodzieńca” Rafaela. Na czele zespołu stoi doktor Zofia Lorentz niepozorna blondynka, równie złośliwa co inteligentna, zajmująca się odzyskiwaniem skradzionych w Polsce dzieł sztuki. Pod jej komendę trafia Anatol Gmitruk emerytowany major Wojska Polskiego, specjalista do spraw wywiadowczych. Lisa Tolgfors – słynna złodziejka dzieł sztuki, obecnie odbywająca wyrok w polskim więzieniu, oraz marszand Karol Boznański jeżdżący najbardziej pieprzniętym samochodem sportowym świata. Grupa to wyjątkowa, absolutnie do siebie nie pasująca. Na szczęście, w chwilach zagrożenia, potrafią działać na najwyższych obrotach. Pech chciał, że ich tajna misja, wcale nie jest taka tajna. Ktoś jest przed nimi o krok i, co tu dużo mówić, próbuje ich wysłać na tamten świat. Okazuje się, że komuś bardzo zależy, aby obraz nie został odnaleziony. Ślady prowadzą do roku 1945, kiedy to Generalny Gubernator Hans Frank ukrył łupy, żeby wykupić swoją skórę. Niestety drogocenny skarb zaginął w tajemniczych okolicznościach. Podejrzanych jest kilku, w tym amerykańskie służby.

Bezcenny” co nieco przypomina powieści Dana Browna, ponieważ mnóstwo w nim odniesień do świata sztuki. Grupa powołana do odnalezienia obrazu Rafaela idzie po tropach różnych zagadek, a każda jedna stanowi początek kolejnej i tak aż do skutku. Poza tym często trzeba pokonać sporą ilość informacji/dywagacji nad historią sztuki, zwłaszcza tą z czasów II wojny światowej. Nie powiem, rozmowy ekipy Lorentz są ciekawe, wiele można się z nich dowiedzieć, szczególnie że prawdziwych faktów w nich nie brakuje. Niestety, momentami można na nich przysnąć, a co gorsze mimo zdobytej wiedzy nic, a nic się nie rozjaśnia. Zagadka słynnego obrazu jest tak zapętlona przez czas i przez licznych bohaterów, że grozi to ryzykiem pobłądzenia. W konsternacje mogą również wprowadzić niesamowite wydarzenia, głównie że często są tak nieprawdopodobne i efekciarskie, że aż śmieszne. Sadzę, że z tej książki mogłoby powstać całkiem niezłe kino akcji, o ile jest się w stanie przymknąć oko na to i owo, bo bohaterowie przechodzą samych siebie żeby sprostać zadaniu. Stąd też mamy oszałamiające strzelanki, niekiepskie wybuchy, imponujący pościg po zamarzniętym morzu, spektakularny włam, heroiczne wyczyny, niezobowiązujący seks, wielką miłość, i złamane serce. W tej przejaskrawionej historii nie brakuje też humoru, często z wąsami, ponieważ Lisa Tolgfors mimo że włada kilkoma językami, to polski jest jej znany tylko z więziennego żargonu, więc w jej wypowiedziach królują bluzgi, mnie one akurat bawiły, ale mam chore poczucie humoru. Mniej mnie bawiło rozwikłanie tajemnicy obrazu, ponieważ jest tak grubymi nićmi szyte, że opadły mi ręce. Nie zmienia to jednak faktu, że powieść Miłoszewskiego jest dobrą lekturą, często klimatyczną np. atmosfera chorwackiej wyspy jest niesamowita, zresztą tło wydarzeń jest przepiękne: lasy, morza, zasypane śniegiem dzikie tereny, to wszystko czaruje, ale cóż zrobić skoro nie przekonały mnie przesłanki „wrogiego obozu”. Na szczęście oryginalni bohaterowie, ich porywające dysputy, przede wszystkim ich obrzucanie się inwektywami, a także dynamika powieści i styl pisania autora, na tyle mnie kupiły, że „Bezcenny” był dla mnie zajmującą powieścią, taką z przymrużeniem oka.  Mimo to, nie chciałabym żeby pisarz poszedł w tym kierunku, zdecydowanie lepiej wychodzą mu kryminalne intrygi umieszczane w lokalnych klimatach, z Szackim w roli głównej. 

Ciekawy wywiad z Zygmuntem Miłoszewskim - klik. Pisarz wycenił prawa filmowe do książki. 


Czytaj dalej »

Ostre przedmioty. Gillian Flynn

Gillian Flynn

OSTRE PRZEDMIOTY

Wydawnictwo: G+J
Rok wydania: 2007
Stron: 283
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra



Jakiś czas temu, będąc w bibliotece, poszukiwałam „Zaginionej dziewczyny” Gillian Flynn, niestety książka jest tak oblegana, że trafienie na nią zakrawa na cud. Jednak w oczy rzuciła mi się debiutancka powieść autorki „Ostre przedmioty”. Po raz kolejny uległam rekomendacjom, o dziwo ciągle trafiam na książki, które zachwala King albo Coben, dziwna sprawa... Dodatkowym elementem zachęcającym do sięgnięcia po powieść była informacja, że jest to najlepszy thriller serwisu internetowego Amazon.com w 2006 roku. Nominacja na pewno nie jest wyssana z palca, bo książka jest bardzo dobra, nie najlepsza, ale jej atmosfera, bohaterowie, to majstersztyk, kto by pomyślał, że to debiut.

Bohaterką „Ostrych przedmiotów” jest Camille Parker dziennikarka chicagowskiego „Daily Post”, która kombinuje jak zdobyć Pulitzera. Niestety jej talent dziennikarski pozostawia wiele do życzenia. Szansą na artykuł wszech czasów jest sprawa zabójstwa dwóch małych dziewczynek. Problem w tym, że aby go napisać, Camille musi powrócić w swoje rodzinne strony, do neurotycznej matki i aroganckiej i ordynarnej nastoletniej przyrodniej siostry, której tak naprawdę nie zna. Podróż ta nie napawa jej optymizmem, ponieważ malutkie miasteczko Wind Gap to dla niej siedlisko przykrych wspomnień, powód jej pijaństwa i samookaleczeń. Jednak obowiązkowość i chęć odkrycia mordercy sprawia, że Camille mocno angażuje się w śledztwo, zaczyna sama poszukiwać prawdy, która okaże się ponad jej siły.

U mnie jest tak gorąco, że bez wiatraka i zimnego napoju nie idzie żyć, szczególnie gdy czyta się tak emocjonującą lekturę.
Na początku nie mogłam się przekonać do tej książki. Głownie dlatego, że sfiksowana bohaterka, która jest kobietą posiadającą bardzo marny kodeks moralny, nie przekonywała mnie do siebie. Ciągle skacowana, poraniona fizycznie i psychicznie wydawała się absolutnie nie pasować do obrazu rzetelnej dziennikarki, ani do przykładnego rytmu Wind Gap, ale jak wiadomo, w zabitych dechami mieścinach zazwyczaj dzieją się rzeczy od których włos się jeży, a mieszkańcy to przedziwni osobnicy o archaicznych poglądach, do których żadne racjonalne argumenty nie docierają. Wraz z rozwojem akcji Camille odkrywa małomiasteczkową mentalność, a także tajemnicze wydarzenia ze swojej przeszłości, które pozwalają zrozumieć, dlaczego stała się taką, a nie inną osobą. To, jak i haniebne wydarzenia mające miejsce w „urokliwej” mieścinie, sprawiają, że przykro czytać o zdeprawowanych wyczynach młodych ludzi, a jeszcze bardziej o dzieciach desperacko pragnących miłości. Nagle to spokojne Wind Gap jawi się jako siedlisko najgorszego zepsucia, ma się wrażenie, że nie ma w nim ludzi zdrowych psychicznie, a wszędzie panuje obsceniczność i plugastwo. Atmosfera zła jest ogromnie odczuwalna, w tej książce jest duszno, ohydnie, jednym słowem przeraźliwie. 

Mnie historia zmęczyła psychicznie, dlatego że Gillian Flynn zrobiła z niej bardzo dobre studium psychologiczne, które ukazuje skutki emocjonalnej pustki. Czytanie o ludziach, którzy przez pokolenia doświadczali tego co najgorsze, i przekazywali wyprany z emocji gen swoim dzieciom, jest ogromnie przytłaczające. Klimat osaczenia i obłędu wytrąca z równowagi i za to należy się wielki plus autorce, jak również za mistrzowski obraz amerykańskiej prowincji. Narzekać tylko mogę na niewystarczające napięcie, które przydałoby się temu najlepszemu thrillerowi roku 2006, na szczęście wiele innych emocji takich jak gniew, irytacja, wzburzenie jest stale obecnych, co trochę niweluje zapotrzebowanie na dreszcz niepokoju. Żałuję również, że krąg podejrzanych jest bardzo skromny, przez co łatwo wytypować sprawcę, lecz mimo że nie myliłam się obstawiając główny czarny charakter, to jednak finał historii wbił mnie w fotel. Wiele o tej książce można pisać, ale pewne jest to, że to bardzo udany debiut, który ukazuje talent autorki, już nie dziwi mnie, że „Zaginiona dziewczyna” oceniana jest tak wysoko, w końcu praktyka czyni mistrza. Bardzo polecam „Ostre przedmioty” oczywiście o ile wasza psychika jest w stanie podołać okropieństwu, bo mimo że w tej historii nie jest ono krzykliwe, nie razi maniakalnym epatowaniem wulgaryzmami, to jednak trudno wyrzucić go z głowy.

Czytaj dalej »