Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Znak Literanova. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Znak Literanova. Pokaż wszystkie posty

Sekrety Koreanek. Charlotte Cho


Żadna kobieta nie przekona mnie, mówiąc, że nie zależy jej na dobrym wyglądzie. Oczywiście nie mam na myśli pełnego make-up, ale zdrowo wyglądającą skórę i promienny uśmiech. Chcemy być piękne z wielu powodów. Ten najistotniejszy to uczucie komfortu. Niewiele rzeczy równa się przyjemności patrzenia na własne promienne i zdrowe odbicie w lustrze.

Nie jestem niewolnicą kosmetyków, choć nie powiem, że moja toaletka nie jest odpowiednio wyposażona (co w pewnym wieku jest koniecznością). Mimo to rzadko robię pełny makijaż, zdecydowanie bardziej wolę subtelne podkreślenie urody. Jednak tym co mnie najbardziej ekscytuje w dbaniu o siebie jest pielęgnacja. Dlatego zaintrygowała mnie książka Amerykanki koreańskiego pochodzenia Charlotte Cho, która jest profesjonalną kosmetyczką, ekspertką od koreańskiej pielęgnacji skóry, a także właścicielką sklepu Soko Glam. Poza tym jej porady nie raz były cytowane m.in. w "The New York Times", "Vouge", czy "Elle". Pomimo zainteresowania książką, byłam sceptyczna. Głównie dlatego, że wierzę w siłę genów, jednak Cho wyprowadziła mnie z tego błędnego myślenia, uświadamiając przykrą sprawę. Otóż, prawie dziewięćdziesiąt procent skutków starzenia się skóry to rezultat czynników środowiskowych. 

Źródło
Muszę przyznać, że porady Charlotte Cho bardzo mi się podobały. Kobieta może nie odkryła Ameryki, ale podkreśla to co najważniejsze, że drogę do pięknej skóry należy zacząć od właściwego trybu życia. Jeśli zadbamy o swoje wewnętrzne piękno, to przełoży się ono na poprawę stanu skóry. Tak więc zdrowe odżywianie, odpowiednia długość snu, unikanie stresu i... słońca, to połowa sukcesu. Niezmiernie się cieszę, że od zawsze chowałam się przed słońcem. Następnym krokiem do osiągnięcia nieskazitelnej cery są rytuały pielęgnacyjne, które należy wykonywać codziennie, ale bez strachu, zajmują najwyżej dziesięć minut. Do tych rytuałów zalicza się m.in oczyszczanie i nawilżanie cery. Mowa jest też o makijażu, ale w stylu no make-up, co oznacza stosowanie lekkich i naturalnych kosmetyków, które delikatnie podkreślają rysy twarzy.

W książce znajdziecie wiele cennych porad dotyczących nie tylko produktów do pielęgnacji wraz z dokładnym opisem zasad ich korzystania, ale też informacje dotyczące tego, jak kupować w Seulu, co zwiedzić, gdzie zjeść i jak poruszać się po mieście. Ponieważ "Sekrety urody Koreanek" to nie tylko poradnik urodowy, ale również sporo informacji na temat życia w stolicy Korei. Cho opisuje pozytywne aspekty funkcjonowania w wielkim mieście, jak dla mnie jej obraz jest wyidealizowany, niemniej jednak rozumiem zachwyt autorki tą metropolią, gdyż wyjazd do Korei był początkiem wielkich zmian w jej życiu. Zanim Cho ruszyła w podróż swojego życia była typową kalifornijską opaloną na brąz dziewczyną z tlenionymi włosami, która problemy cery ukrywała pod nienaturalnym makijażem. Pobyt w Seulu zmienił jej nastawienie i sposób dbania o skórę. Mnie bardzo przyjemnie czytało się tę publikację. Charlotte Cho odebrałam jako sympatyczną, pełną entuzjazmu kobietę, która potrafi oczarować koreańską kulturą piękna. Mnie w każdym razie zachwyciło jej podejście do tematu i na pewno do serca wezmę jej porady. Jeśli i dla Was wygląd waszej skóry jest istotny, to zwróćcie uwagę na ten tytuł.

 SEKRETY URODY KOREANEK 

Charlotte Cho
Wydawnictwo: Znak Literanova
Rok wydania: 2016
Stron: 224
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 8/10 - rewelacyjna

Czytaj dalej »

Wiek cudów. Karen Thompson Walker

Karen Thompson Walker

WIEK CUDÓW

Wydawnictwo: Znak Literanowa
Rok wydania: 2016 (wydanie II)
Stron: 304
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 6/10 - dobra 




"Na początku nie wiedzieliśmy o tym dodatkowym czasie, który wybrzuszał gładką krawędź każdego dnia niczym kwitnący pod skórą guz" [str.9]

Początek października zmienił życie ludzi na całym globie. Naukowcy ogłosili, że oś Ziemi spowalnia, co za tym idzie, wydłużają się dni i noce, grawitacja wariuje, umierają ptaki, rośliny, a promieniowanie zaczyna zagrażać ludziom. Proces ten nazwano spowolnieniem. Wielu ludzi wpadło w panikę. Porzuciło swój dobytek i uciekło w miejsca, które i tak nie były gwarancją bezpieczeństwa. Ci którzy nie zdecydowali się na migrację zostali, próbując żyć w nowym systemie. Jednak społeczeństwo zaczęło się dzielić, kiedy - mimo że doba rozciągała się jak guma - wprowadzono czas zegarowy. Nieliczni zrezygnowali z wymuszonej dwudziestoczterogodzinnej doby i - pomimo braku przychylności - decydowali się żyć według wschodów i zachodów słońca. Rodzina jedenastoletniej Juli należy do zwolenników czasu zegarowego. Dlatego dziewczynka wstaje w środku nocy, żeby zdążyć na pierwszą lekcję, a w upalne, słoneczne dni próbuje ułożyć się do snu. Ewidentnie świat zaczął się zmieniać, a w raz z nim ludzie.

Narratorką w tej historii jest wspomniana 11-letnia Julia, która od chwili głoszenia spowolnienia, relacjonuje przemianę swojego otoczenia. Jej przekaz pozbawiony jest ubarwień, są to proste spostrzeżenia obrazujące nowy porządek. Smutny i melancholijny, gdyż czas zwiastujący koniec świata zmienia wszystkie relacje. To co było stabilne upada, a to, co nie miało szans na zaistnienie rozkwita. Tak jak przyjaźń Juli z Sethem - chłopcem trzymającym na dystans swoich rówieśników. Młodzi, mimo że mają świadomość w jakich czasach żyją, próbują funkcjonować w nowych zagrażających zdrowiu i życiu warunkach. Ich spontaniczność i pewność uczuć dają nadzieję, nawet w obliczu końca świata.
 
Karen Thompson Walker stworzyła refleksyjną i piękną historię, która nie tylko pokazuje jak zmienia się świat i ludzie, ale też jak jesteśmy bezsilni wobec mocy wszechświata. Bo pomimo tego, że rozwój nauki i techniki jest ogromny, to jednak w obliczu nieznanego jesteśmy słabi. Nie zmienia to faktu, że w kryzysowych sytuacjach nie poddajemy się i walczymy o przetrwanie. Jest to optymistyczne przesłanie tej historii, podobnie jak to, że żadna globalna katastrofa nie jest w stanie zniszczyć miłości i prawdziwej przyjaźni. Mnie powieść przypadła do gustu, poza tym odrobinę przypomina mi film "Melancholia" Larsa Von Tiera. Raz, że ma powolne tempo, a dwa, jest nostalgiczna i lekko depresyjna, ponieważ obserwujemy frustrację bohaterów, ich strach i zniechęcenie. Jednak w przypadku tej książki stany pesymizmu dotyczą głównie dorosłych. W dzieciach jest pewna beztroska i wiara w to, że nie ma rzeczy niemożliwych. Powieść jest przejrzysta i poprawnie napisana, ale narracja nie pasowała mi do jedenastolatki. Była zbyt dojrzała i precyzyjna. Z drugiej strony to wspomnienia Julii, która nastolatką już nie jest. Bez dwóch zdań "Wiek cudów" to powieść inteligenta i realistyczna, która w ciekawy sposób przestrzega przed nadmierną eksploatacją naszej planety. Dla przykładu olbrzymia chińska Zapora Trzech Przełomów zmieniała oś i prędkość obrotową Ziemi, więc sci-fi przestaje powoli być fikcją. Jednak powieść Walker to znacznie coś więcej niż tylko ostrzeżenie, to też smutek dorastania w cieniu zagłady, rozłam społeczeństwa, i próba życia w świecie, w którym każdy dzień może być ostatni. Polecam tę powieść, bo pomimo pewnej banalności i nastoletnich bohaterów, to błyskotliwa i wzruszająca historia, która niebawem doczeka się ekranizacji w reżyserii Catherine Hardwicke, spod ręki której wyszedł m.in "Zmierzch" i "Dziewczyna w czerwonej pelerynie".

Czytaj dalej »

Znikasz. Christian Jungersen

Christian Jungersen

ZNIKASZ

Wydawnictwo: Znak Literanova
Rok wydania: 2015
Stron: 464
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 6/10 - dobra





Na temat najnowszej książki duńskiego pisarza sporo już napisano. Wychwalano jej odkrywczość, przenikliwość, oraz ogromny nakład pracy Jungersena, który poświęcił jej ponad 5 lat. W tym czasie konsultował się m.in ze specjalistami z dziedziny psychologii, neurologii, oraz z rehabilitacji schorzeń mózgu. Powieść zyskała niemały rozgłos i sympatię czytelników. Wytwórnia Larsa von Triera Zentropa kupiła prawa do zekranizowania książki. Co tu dużo pisać, wokół "Znikasz" wiele się dzieje. Dlatego z bólem serca muszę przyznać, że powieść średnio mi się podobała, aczkolwiek rozumiem, że tematyka książki może silnie oddziaływać na odbiorcę.

Sekrety ludzkiego mózgu, to niezgłębiona tajemnica. Oczywiście wiemy, że organ ten odpowiada za podstawowe funkcje życiowe, ale nie zawsze potrafimy zrozumieć wpływ jego pracy na nasze emocje, które jakby nie patrzeć charakteryzują naszą osobowość. Z tym poważnym problemem będzie musiała poradzić sobie Mia, która niespodziewanie dowiaduje się, że jej mąż Frederik ma guza mózgu umiejscowionego w korze okołoczołowej. Uszkodzenie owej kory sprawia, że chory traci kontrolę nad impulsami, wpada w stany skrajnych nastrojów, jest egoistyczny, brak mu empatii i taktu. Co gorsze choroba sprawia, że pacjent nie zdaje sobie sprawy ze swojego stanu. Mia na wszelkie sposoby próbuje pomóc mężowi, jednak nie przychodzi jej to łatwo. Osamotnienie oraz próba zrozumienia zmian zachodzących w psychice Frederika są dla niej niezwykle trudne. Szczególnie, że w ostatnich latach, po wcześniejszych kryzysach, jej mąż zaangażował się w życie rodzinne. Analiza zachowań Frederika burzy do tej pory ustabilizowany rytm życia. Kobieta ciągle zadaje sobie pytanie, kim jest jej mąż? Czy jest jeszcze tym mężczyzną, w który kiedyś się zakochała? Czy też jest obcym człowiekiem, z którym na nowo musi ułożyć sobie życie?

Jak wcześniej wspomniałam poruszona problematyka dostarcza emocji. Nie wiem, czy jest ktoś, kogo choroby mózgu i związane z nimi zmiany osobowości nie przerażają. Mnie ogromnie poruszają, gdyż bardzo trudno pogodzić się z tym, że ukochana osoba staje się kimś innym. Autor wyraziście przedstawił metamorfozę Frederika, który nie tylko zaczął  być wulgarny i brawurowy, ale też wielokrotnie przekroczył granice etyczne. Jego działania stawiają rodzinę w niezwykle trudnej sytuacji. Tym bardziej że otoczenie wykazuje brak zrozumienia dla jego choroby, której tak naprawdę nie widać. Ta strona powieści jest bardzo udana. Wszelkie reakcje są wiarygodnie opisane, podobnie jak pochodzenie choroby i związane z nią objawy. Historia przeplatana jest artykułami dotyczącymi uszkodzenia kory mózgowej, jak również zagadnieniami odnoszącymi się do metafizycznej strony życia. Podoba mi się też to, że tytuł książki w pewien sposób jest przewrotny. Nie chcę za dużo napisać, ale uwierzcie mi, że drastyczne zmiany zachodzą nie tylko we Frederiku. Intrygująco poprowadzona historia daje do myślenia i zmusza do zastanowienia się nad tym, kim jesteśmy. Niestety, mimo skupiającego uwagę tematu, nie przypadł mi do gustu styl w jakim została napisana. Charakteryzuje się on prostotą, licznymi powtórzeniami, i nieporadnymi dialogami. Nie wiem, może tak miało być... nie zmienia to jednak faktu, że do mnie to nie trafia. Gdyby wyciąć główne zagadnienie, które samo w sobie jest ekscytujące, to nie znalazłabym w tej powieści motywów wzbudzających większe zainteresowanie. Ponieważ mamy tylko i wyłączenie suche informacje i dosłownie kilka scen, które docierają do serducha, dla mnie to zdecydowanie za mało. Uważam, że wstrząsający temat to nie wszystko, ale oczywiście to tylko moje zdanie. Mimo to książkę jak najbardziej polecam, głównie ze względu na jej przedmiot, a tym samym jej znaczenie.   


Czytaj dalej »

Mroczny zakątek.Gillian Flynn

Gillian Flynn

MROCZNY ZAKĄTEK

Wydawnictwo : Znak Literanova
Rok wydania: 2014
Stron: 512
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 6/10 - dobra





Libby Day jest kobietą cierpiącą na depresję. Mimo że ma już trzydzieści jeden lat, to nie potrafi radzić sobie z otaczającą ją rzeczywistością, jest bezradna wobec codziennych problemów.  Na jej obecny stan psychiczny wpływ miało koszmarne zdarzenie sprzed ponad dwudziestu czterech lat, kiedy to w jej rodzinnym domu doszło do masakry. Jej dwie siostry oraz matka zostały brutalnie zamordowane przez jej piętnastoletniego brata, skazanego dzięki jej zeznaniom na dożywocie. Doświadczenie to zniszczyło Libby, ale kiedy amatorski Klub Kryminalnych Ciekawostek proponuje jej spore pieniądze za współpracę, polegającą na dokładnej analizie tamtego zdarzenia, celem udowodnienia, że jej brat Ben został niesłusznie skazany, przyjmuje ofertę i mimo że nie wierzy w niewinność brata, godzi się na prywatne śledztwo.

Tye Sheridan jako młody Ben Day
Dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem to, że powrót Libby do wspomnień otworzy wiele drzwi prowadzących do poznania prawdy. Obraz jej rodziny zacznie tworzyć się na nowo, ukazując los jej najbliższych złożony z mozaiki licznych problemów, przypadków, niedomówień i oskarżeń. Z każdą kolejną odsłoną tego dramatu, przedstawionego z perspektywy tego co jest i było, bo sporą częścią powieści są retrospekcje, a także głosów najważniejszych osób to jest Libby, Bena i Patty – matki, rekonstrukcja przeszłych wydarzeń będzie coraz bardziej bolesna i przerażająca. Niemała w tym zasługa stylu pisania Gillian Flynn (autorki bestsellerowej „Zaginionej dziewczyny” i moich ulubionych „Ostrych przedmiotów”), która ma niesłychaną zdolność do refleksyjnego i wnikliwego ukazywania kondycji psychicznej bohaterów. Dodatkowo opisy obnażające – w pewien sposób – degradację rodziny, różnice klasowe i sceny przemocy, szokują, gdyż autorka nie boi się dobitnego języka i ekspresywnego ukazywania wszelkich emocjonalnych stanów. Intryga „Mrocznego zakątka” również jest ciekawie poprowadzona, odrobinę przypomina zabawę w kotka i myszkę. Trafiamy na tropy, które wydają się prowadzić do celu, jesteśmy pewni, że nasz genialny nos odkrył rozwiązanie rodzinnych tajemnic, ale jak się okazuje - nic z tych rzeczy. Takich pogoni za ułudnym rozwiązaniem sekretów sprzed lat jest kilka, co jest na korzyść historii, podobnie jak i niespokojna, przygniatająca atmosfera. Ciekawe jest też włączenie w fabułę satanistycznego wątku, połączonego ze skrajną przemocą. Sceny gore i daleko idące spekulację na temat feralnej nocy nakręcają ekscytację związaną z poznaniem wydarzeń w domu Libby.

 Shannon Kook jako młody Trey Teepano, Tye Sheridan jako młody Ben Day i Chloe Moretz jako młoda Diondra Wertzner 

Niestety, mimo wielu walorów tej historii tempo wydarzeń mnie pokonało. Jak dla mnie było za leniwie, zbyt sennie. Nagromadzenie szczegółów niemających znaczenia dla rozwoju wydarzeń zniechęcało mnie i odwracało uwagę od tego, co istotne. Byłam również rozczarowana finałem, któremu brak było mocy. Rola Bena w noc zabójstwa też mnie nie zaskoczyła, bo i odpowiedź na pytanie, czy Ben przyłożył rękę do zabójstwa swojej rodziny ogranicza się do dwóch opcji: tak lub nie, więc obstawienie tej właściwej wbrew pozorom mnie jest najtrudniejsze, chociaż ścieżka do odkrycia faktów z feralnej nocy nie jest łatwa. Dziwiło mnie też, że amatorzy tak sprawnie rozwiązali sprawę, którą położyli zawodowi śledczy, jak to możliwe? Doskwierał mi też brak dominującego bohatera. Historia potrzebuje kogoś, kto będzie przewodnikiem, ostoją, kimś komu można współczuć, rozumieć i życzyć szczęścia. Tutaj nikogo takiego nie ma. Co z tego, że Libby jest narratorką i  motorem napędzającym, skoro ukazana została z jak najgorszej strony. Zresztą nie tylko ona, dlatego było mi bardzo trudno obudzić w sobie empatię do któregokolwiek z nich. Jednak summa summarum „Mroczy zakątek” jest dobrym, klimatycznym thrillerem psychologicznym, ukazującym najmroczniejszą stronę człowieka. Książkę wypada przeczytać, zwłaszcza że na jej podstawie ma powstać film wyreżyserowany przez Gillesa Paquet Brennera.  W rolę Libby wcieli się Charlize Theron, produkcja będzie francuska, a że kocham francuskie kino, to co jak co, ale na ten film chętnie się wybiorę. 

Zdjęcia pochodzą ze strony  http://upandcomers.net/

Książkowy utworek ;-)

Czytaj dalej »

Mapa Nieba. Eben Aleksander

Eben Aleksander

MAPA NIEBA

Wydawnictwo: Znak Literanova
Rok wydania: 2014
Stron: 256
Oprawa: Miękka

Moja ocena: brak oceny







Eben Aleksander jest neurochirurgiem, autorem bestsellerowego „Dowodu”, w którym opisuje, jak podczas głębokiej śpiączki spowodowanej zapaleniem opon mózgowo-rdzeniowych, odwiedził pozamaterialane światy. Jego wizja jest mocno zaskakująca i trudna do zaakceptowania. Głównie dlatego, że to co pisze, brzmi jak fantazja. Wybaczcie, ale Kraina Widziana z Perspektyw Dżdżownicy, Istota w kształcie kuli zwana wirującą melodią, lot na skrzydle motyla czy wreszcie spotkanie z wszechwiedzącą Istotą zwaną Omem, jest absurdalne. Co więcej autor miejsce to nazywa Niebem, i opisuje, jak bardzo zmienił się po tym doświadczeniu. Na szczęście Aleksander jest świadomy tego, jak brzmią jego wizje i zawczasu współczuje wszystkim, którzy nie są w stanie ich zrozumieć. Do niewrażliwców zaliczam się też i ja, bo mnie, sceptykowi i agnostykowi, bardzo trudno przyjąć jego argumenty i otworzyć się na taką interpretację.  

Źródło
Mapa nieba” ma ułatwić osobom małej wiary zrozumienie, że inny wymiar istnieje. Pomóc mają w tym świadectwa ludzi, którzy doświadczyli zadziwiających zjawisk. Cóż, nie mogę napisać, że „Czucie i wiara silniej mówią do mnie/Niż mędrca szkiełko i oko".* Listy wzruszają, powodują zamyślenie i momentami zwątpienie w logikę, i być może, gdybym nie kierowała się tylko rozumem, to kto wie czy książka Ebena Aleksandra nie zmieniłaby i mojego życia. Fakt, są na tym świecie rzeczy, których nijak nie idzie wytłumaczyć, ale jeśli chodzi o uczucia zmysłowe doświadczane przez osobę, która omal nie umarła czy też była w stanie śmierci klinicznej, to da się je wytłumaczyć w sposób naukowy. Wystarczy poczytać o NDE, nie jest to, żadne hokus pokus, a skomplikowana reakcja o charakterze biologicznym. Nie chcę przez to powiedzieć, że nie wierzę tym ludziom czy też nie wierzę w to, co przeżył Aleksander. Nie neguję ich doświadczeń, ale ich prawda, to nie moja prawda. Poza tym do jego wyjaśnień trudno się ustosunkować, bo mimo że nawiązują do religii, to opisywane przez niego Niebo nijak się ma do Biblijnej wersji, zwłaszcza katolickiej. Wspomina też o odkryciach naukowców, ale wypada to bardzo blado. Jego argumentacja jest gdzieś pomiędzy, ale nie jestem w stanie odkryć gdzie. Tym bardziej że autor chcąc zwiększyć swoją wiarygodność, podpiera się teoriami wielkich tego świata, mamy nawiązanie do nauk Platona, Arystotelesa, czy Newtona. Jednak posługiwanie się spostrzeżeniami innych zmniejsza autentyczność. Poza tym chaotyczność myśli Aleksandra i ciągłe podkreślanie tego, że tylko osoba szczera, uczciwa i bogata duchowo, jest w stanie doznać takich wrażeń, przeczy temu co sam często podkreśla, że każdy z nas może dotknąć Nieba,  chyba że "każdy" z założenia jest istotą idealną. 

Z całą pewnością „Mapa Nieba” budzi emocje. Mnie też dała do myślenia, chociaż absolutnie nie zmieniła mojego stosunku do tematu życia po śmierci. Zwłaszcza że wizje mające miejsce w momencie bliskim śmierci często są typowe dla NDE, czyli człowiek ma poczucie spokoju, ciepła, bezpieczeństwa. Słyszy dźwięki, widzi też światło, tunel, a nawet bliskich zmarłych. Tego typu przejścia zmieniają stosunek do życia i śmierci, więc w czym objawienie Ebena Aleksandra jest lepsze od innych doświadczeń? Z drugiej strony, jeśli takie pozamaterialne podróże dają umierającej osobie szczęście, to niech tak będzie, niech to będzie Niebo. Nawet jeśli wynika ono z zaburzenia funkcjonowania mózgu, który - w jednym z etapów umierania - zostaje zakłócony, m.in. niedotlenieniem, niedokrwieniem, zatruciem lekami przeciwbólowymi i innymi zaburzeniami, w skutek czego szyszynka zaczyna produkować jedną z najsilniejszych substancji psychoaktywnych, dając nam to, czego pragniemy najbardziej. Dlatego też nie porywam się na podważanie autentyczności doświadczeń z pogranicza śmierci, jednak nie przychylam się do teorii Ebena Aleksandra, uważam, że nadinterpretuje zjawiska, ale jeśli choć jednej osobie wiara w cudowne spotkanie w chwili śmierci pomoże łatwiej żyć, jak również odejść spokojniej na tamten świat, to nic mi do tego. Nie wystawiam tej książce punktowej oceny, bo jej odbiór jest sprawą mocno indywidualną. Poza tym publikacja ta, to nie lada gratka dla zainteresowanych tematem życia po śmierci, więc jeśli macie ochotę na „Mapę Nieba”, to śmiało. 

* "Romantyczność" Adam Mickiewicz 
 
Informuję, że wydawnictwo Znak zaprasza wszystkich chętnych do dzielenia się historiami o pozazmysłowych doświadczeniach. 

Jeśli Ty także przeżyłeś coś czego nie potrafisz racjonalnie wytłumaczyć, podziel się z nami swoją opowieścią!

Opisz ją i wyślij ją do nas na adres mailowy - mapanieba@znak.com.pl 
Najciekawsze historie zostaną nagrodzone i opublikowane na naszej stronie internetowej. 

Pod tym linkiem KLIK znajduje się szczegółowa informacja o akcji Stwórzmy Polską Mapę Nieba.



Czytaj dalej »

Krüger. Szakal. Marcin Ciszewski

Marcin Ciszewski

Krüger. Szakal

Wydawnictwo: Znak Literanova
Rok wydania: 2014
Liczna stron: 384
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra






Podejrzewam, że Marcin Ciszewski większości kojarzy się, jako autor powieści sensacyjnych mocno osadzonych w polskich realiach. Uwielbiamy go za serię klimatyczną (Mróz, Upał, Wiatr), cykl www, oraz „Gliniarza”. Należy jednak pamiętać, że Marcin Ciszewski jest pasjonatem historii. Ukończył Instytut Historii, ze specjalizacją historia najnowsza. Dlatego też w jego książkach tło historyczne ma wielkie znaczenie, ale mimo że sporo wydarzeń i postaci jest autentycznych, to jego powieści nie są stricte historyczne. Historia jedynie stanowi podłoże do ukazania ciekawej intrygi i skomplikowanych relacji międzyludzkich. Tak właśnie jest w jego najnowszej powieści z cyklu „Krüger”.

Wydarzenia w pierwszym tomie zatytułowanym „Szakal” rozgrywają się głównie we Lwowie, pod koniec 1918 roku. Jest to czas, kiedy Polska powstaje jako kraj liczący się na arenie międzynarodowej, ale też czas niespokojny i wyjątkowo trudny, zwłaszcza dla mieszkańców Lwowa, ponieważ na terenie miasta toczą się zacięte i krwawe walki między Polakami a Ukraińcami. Na tle tej przykrej rzeczywistości poznajemy nieprzeciętnie uzdolnionego strzelca Willhelma Krügera, który wraz ze wspólnikami podejmuje się bardzo niebezpiecznych zadań. Podczas jednej z akcji zauważa go pewien mężczyzna, który obiera go za cel. Na początku nie jesteśmy w stanie pojąć, dlaczego osobnik ten żywi do Krügera tak wielką nienawiść, że jego jedynym marzeniem jest odnalezienie go i zniszczenie. Jednak z czasem, kiedy to nieznajomy podąża śladem naszego bohatera, poznajemy zagadki przeszłości, jednocześnie śledząc interesujący okres historyczny.

Marcin Ciszewski po raz kolejny pokazał, że potrafi stworzyć powieść, która zainteresuje nawet takiego laika w dziedzinie historii, jak ja. Na początku sądziłam, że wyraziste i dość wyczerpujące dane historyczne zdezorientują mnie, a tym samym zniechęcą. Nic z tych rzeczy. Przedstawienie początków kształtowania się II Rzeczpospolitej, a także wojny polsko-ukraińskiej, jest niebywałe. Wiernie oddane tło porusza emocje, nie mniej niż losy Krügera i jego druhów, z którymi łączy go osobliwa relacja. Ścisłe powiązania są nad wyraz skomplikowane, trudne do zdefiniowania, ale zarazem niezwykle intrygujące. W głowie rodzą się liczne pytania m.in. kim tak naprawdę jest Krüger? Co wiąże go z szorstkim i niedostępnym Cyganem? A także, jak poradzi sobie w tych niebezpiecznych czasach piękna i niewidoma Ewelina? I co wie na temat Krügera jego prześladowca? Liczne zagadki budzą ekscytację. Tym bardziej że intryga jest zapętlona, a każda z postaci, o złożonej osobowości, ma istotny wkład w rozwój wypadków. Pikanterii historii dodają również tajemnicze zabójstwa młodych kobiet. Wątek ten jest poboczny, ale z całą pewnością nabierze rozpędu w kolejnych tomach, jak zresztą kilka innych motywów. Powieść kończy się suspensem. Wydarzenia przybierają nieoczekiwany obrót, szok jest gwarantowany. Pytanie, jak wytrzymać do kolejnego tomu?

Dla mnie „Szakal” był wyjątkową powieścią, dzięki której bliżej przyjrzałam się polskiej historii, ale też doznałam wielu emocji i wzruszeń, bo i jest to opowieść o wielkich namiętnościach; miłości i nienawiści. I chociaż Ciszewski pisze konkretnie, nie bawi się w sentymenty, to potrafi w czytelniku obudzić wszystkie możliwe stany emocjonalne. Książkę bardzo polecam, chociaż obawiam się, że niektórzy mogą nie być do niej przekonani, raz, że jest w niej sporo historii, a dwa, ten przedział czasowy nie każdemu może odpowiadać. Mimo to gorąco ją polecam, głównie osobom zainteresowanym historią, ale też miłośnikom kryminałów i sensacji. 
Czytaj dalej »

Celebryci z tamtych lat. Prywatne życie wielkich gwiazd PRL-u. Aleksandra Szarłat

Aleksandra Szarłat

CELEBRYCI Z TAMTYCH LAT
Prywatne życie wielkich gwiazd PRL-u
 
Wydawnictwo: Znak Literanova
Rok wydania: 2014
Stron: 464
Okładka: Miękka

Moja ocena: 8/10 - rewelacyjna



Celebryci z tamtych lat, to śmietanka towarzyska z czasów PRL-u. Z ówczesnymi celebrytami mają niewiele wspólnego, chociaż – być może się tym narażę – jak się bliżej przyjrzeć ich życiorysom, to nie stronili oni od skandali, prowadzili kontrowersyjny tryb życia, przelewali hektolitry alkoholu, a ich niektóre wyczyny biją na łeb niejeden wyskok współczesnej gwiazdeczki. Jednak to, co ich rożni od teraźniejszych celebrytów, którzy słyną np. z pokazywania pupy, czy uprawiania seksu na żywo w telewizji, to talent, i to niemały talent. Wyznaczali pewne trendy, byli idolami, którzy mieli znaczący wpływ na swoich widzów, i na otaczającą ich rzeczywistość. Moja pamięć nie sięga aż tak daleko, ale z rozrzewnieniem wspominam serial „Czterej pancerni i pies”. Co tu dużo mówić, każda dziewczyna marzyła o tym aby wyglądać, jak Marusia i każda pragnęła mieć takiego chłopaka, jak Janek Kos. Wielkie emocje wywoływały również festiwale w Opolu i Sopocie, a telewizja przyciągała produkcjami, w których występował Olbrychski, Cybulski czy Nowicki. Kiedyś aktor, piosenkarz, czy pisarz, to był ktoś, oczywiście nie neguję zasług współczesnych artystów i literatów, ale kiedyś na miano gwiazdy trzeba było zasłużyć ciężką pracą.


W książce Aleksandry Szarłat poznajmy artystów na przestrzeni trzydziestu lat, od lat 50. ubiegłego wieku aż po ogłoszenie stanu wojennego. W publikacji zetkniemy się z wieloma znaczącymi faktami dotyczącymi środowiska artystycznego, często bardzo zabawnymi, ale również takimi, które wywołują spore zaskoczenie. Jakby nie patrzeć nie były to czasy łatwe; często naznaczone propagandą, wieloma zakazami, a także donosami do Urzędu Bezpieczeństwa. Polityczne tło miało ogromy wpływ na karierę artystyczną wielu osób. Wielcy tamtych lat nie mieli lekko, na szczęście były miejsca np. lokal Kameralna, czy SPATiF, gdzie PRL-owi celebryci mogli czuć się swobodnie. Anegdoty z barowych doświadczeń artystów, to prawdziwy smaczek tej książki. Autorka korzysta z wielu źródeł, wykorzystuje liczne wspomnienia gwiazd, dzięki czemu wydanie ma świetny, specyficzny klimat, i chociaż nie raz włos się jeży na to, co potrafiły gwiazdy wykombinować, to jednak całość ma bardzo sympatyczny wydźwięk. Zapewne dlatego że, jak podkreślają artyści, kiedyś ludzie mieli do siebie większy szacunek, lubili się, łączyły ich prywatne relacje i wspólne bywanie. Gdybym była złośliwa, to powiedziałabym jeszcze, że łączyło ich wspólne spożywanie alkoholu, ponieważ wielokrotnie nawiązują do tego, że w czasach PRL-u każdy pił i żadna prywatka nie obeszła się na sucho. Co więcej we wspomnianych lokalach wielu artystów ustalało umowy, załatwiało sobie role, tworzyło, czy dysputowało do rana nad dziełami wielkich tego świata, a wszystko to w towarzystwie czegoś mocniejszego. No, takie to były czasy.

Mimo że rozrywkowa strona życia gwiazd jest niezwykle zajmująca, to jednak najważniejszym aspektem jest ich wkład w kulturę. Portrety znamienitych m.in. Leopolda Tyrmanda, Zbyszka Cybulskiego, Agnieszki Osieckiej, czy Maryli Rodowicz pokazują ludzi, którzy oprócz tego, że cenili sobie radość życia, to również ukazują ich zaangażowanie, trud, i pasję tworzenia. Czasami miałam wrażenie, że niektóre fakty z ich życia to jakaś fantastyka, którą trudno przyjąć zwykłemu śmiertelnikowi. Zresztą informacje o tym, że Edith Piaf śpiewała dla Cybulskiego, albo że wielką sympatią darzyła go Marlena Dietrich, ciężko jest wpasować w szare czasy PRL-u. Takich ciekawostek z życia gwiazd jest bardzo wiele, z książki dowiecie się jakie imprezy urządzał Marek Hłasko, jak żyła Kalina Jędrusik, poznacie losy Mikulskiego po jego roli Klossa, oraz dowiecie się, który z aktorów obezwładnił agresywnego szaleńca na pokładzie samolotu. „Celebryci z tamtych lat...” to wyjątkowa książka, która przenosi w przeszłość, odkrywa tajemnice gwiazd i sprawia, że dzięki wnikliwej informacji mamy okazje poznać ich jako zwykłych ludzi i jako ikony popkultury.

Czytaj dalej »

Upał. Marcin Ciszewski

Marcin Ciszewski

UPAŁ

Wydawnictwo: Znak Literanova
Rok wydania: 2012
Stron: 416
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra




Bakcyla na książki Ciszewskiego złapałam po jego najnowszej powieści „Wiatr”. Cykl klimatyczny, w skład którego wchodzi „Mróz”, „Upał” i wyżej wspomniany „Wiatr”, stał się przeze mnie jednym z najbardziej pożądanych, dlatego że Ciszewski tworzy fenomenalne historie, wiem, że wyciąganie takich wniosków po przeczytaniu jednej książki jest trochę niepoważne, ale czułam, że nie zawiodę się na autorze i miałam rację, bo „Upał” to świetna, dynamiczna powieść.

Podinspektor Jakub Tyszkiewicz jest szefem Wydziału Zwalczania Terroryzmu Centralnego Biura Śledczego. Przed nim niełatwe zadanie – zabezpieczenie imprezy sportowej Euro 2012. Mecze piłkarskie oglądane przez setki milionów osób są idealnym celem dla potencjalnych terrorystów. Co prawda prawdopodobieństwo ataku jest znikome, mimo to wszystkie służby muszą być w pełnej gotowości. Kilka dni przed ćwierćfinałem Polska-Niemcy (ot! fantastyka), dochodzi do niepokojącego incydentu. Pakistańczyk, w samobójczym zamachu, próbuje wysadzić w powietrze autobus z niemieckimi turystami. Tyszkiewicz wraz ze swoimi kompanami podejrzewa, że jest to zapowiedź tego, co czeka ich podczas ćwierćfinałowego meczu, niestety, nie myli się.


Od „Upału” dostałam to, czego się spodziewałam, czyli zaskakującą, efektowną intrygę, w którą wmieszane są podejrzane fundacje, tajne służby, i osoby prywatne, których interesem jest ukazanie słabych punktów najwyższych władz. Ciszewski dba o swoich czytelników, nie tylko tworzy bardzo prawdopodobny scenariusz ataku terrorystycznego, ale również dostarcza wielu widowiskowych scen, które mają sporo pary, raz, że są bardzo realne, a dwa, w ich opisie jest pokaźny ładunek emocjonalny. Do takiego odbioru przyczyniają się również bohaterowie, których charakterystyka jest nietuzinkowa. Weźmy takiego Tyszkiewicza, facet jest wyjątkową personą, ma niewyparzoną gębę,  jest nieprzekupny, rzeczowy, aktywny, a do tego uczciwy, pomocny i... szykowny. Ze swoim przyjacielem Krzeptowskim, wielkoludem o niebezpiecznym uśmiechu, tworzy oryginalny duet. Ich działania są dość kontrowersyjne, ale osiągnięcia zawsze najlepsze. Panowie działają na najwyższych obrotach, stąd też w książce multum akcji, w sumie od samego początku aż do końca trudno złapać oddech. Zwłaszcza że poboczne wątki, równie interesujące, dostarczają sporo wrażeń, głównie dlatego że ukazują hipokryzję władz, a jak wiadomo przy takim temacie krew się gotuje. Mimo że temat poważny, to jednak książka zasobna jest w dobry humor, specyficzny, bo często przesiąknięty sarkazmem, ale takie żarciki świetnie rozładowują napiętą atmosferę. Jedyną rzeczą, która mi trochę przeszkadzała, były pewne zagadnienia, które pozostały w zawieszeniu, nie wiem, być może były wyjaśnione w „Mrozie”, a może doczekamy się ich interpretacji w przygotowywanym „Deszczu” - squelu „Upału”. Podsumowując powieść Marcina Ciszewskiego napisana jest bardzo konkretnie, profesjonalnie, nie znajdziecie w niej zbędnych opisów, ani niepotrzebnych dywagacji. Wszystko ma swoje miejsce i czas. Całość dostarcza wielu wrażeń, i o to chodzi, ponieważ „Upał” to powieść sensacyjna pełną gębą, a co więcej traktuje o terroryźmie na naszym rodzimym podwórku.

Jerzy Dziewulski o książce "Upał"

Czytaj dalej »

Kocha, lubi, pragnie. Zbigniew Lew-Starowicz, Paulina Reiter

Zbigniew Lew-Starowicz, Paulina Reiter

KOCHA, LUBI, PRAGNIE

Wydawnictwo: Znak Literanova
Data premiery: 1 sierpnia 2014
Stron: 288
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra



Słyszeliście o Zbigniewie Lwie-Starowiczu? Jeśli nie, to pokrótce przedstawię jego osobę. Profesor Zbigniew Lew-Starowicz to prezes Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego i Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej, psychiatra i psychoterapeuta, biegły sądowy, autor wielu publikacji z zakresu psychologi i seksuologii, w skrócie naczelny seksuolog kraju. Miałam przyjemność czytać kilka książek profesora, m.in. „Vademecum sztuki miłosnej” i „Barwy seksu”, poza tym często zdarzało mi się słuchać jego audycji w Polskim Radiu oraz wystąpień w programach telewizyjnych, dlatego śmiało mogę powiedzieć, że żywię wielką sympatię do profesora, głównie za jego profesjonalizm, takt i bezpośredniość. 

Profesor Zbigniew Lew-Starowicz/fot Marek Szczepański/Przekrój
Stąd też kiedy pojawiła się książka „Kocha, lubi, pragnie”, która jest zapisem rozmowy prof. Zbigniewa Lwa-Starowicza z redaktorką naczelną „Wysokich obcasów” Pauliną Reiter, to postanowiłam, że koniecznie muszę ją przeczytać. Stało się, z przyjemnością poddałam się tej lekturze, raz, że w rozmowie poruszone jest wiele istotnych kwestii dotyczących sfery erotycznej, a dwa, dialog jest szczery i prowadzony w bardzo sympatycznej, przyjaznej atmosferze. Głównym tematem książki jest pożądanie, a dokładniej jego różne oblicza. Jednak Paulina Reiter nie tylko pyta profesora o to jak obudzić uśpioną namiętność, ewentualnie jak wyciszyć tę nadmiernie rozbuchaną, ale też dopytuje się o pragnienia kobiet i mężczyzn. Wbrew pozorom sprawa nie jest tak oczywista jakby się wydawało, na szczęście profesor skrupulatnie wyjaśnia intymny świat obu płci (przytaczając liczne przykłady ze swojej pracy terapeutycznej) i naświetla różnego rodzaju różnice pomiędzy kobietami i mężczyznami, jak choćby te dotyczących podniecenia, które u mężczyzn jest prostą reakcją, a u kobiet przebiega nie tylko w fazie fizycznej, ale też psychicznej. Zakładam, że dla osób, które liznęły (nie, to wcale nie jest podtekst) wiedzy z zakresu seksuologi, większość poruszonych tematów nie będzie odkrywcza. Jednak rozmowy są tak interesująco prowadzone i urozmaicone poradami, testami, także radami m.in. stylistki i antropolożki, oraz listami osób, które bez skrępowania piszą o swoich potrzebach i oczekiwaniach, że uzupełnienie wiedzy lub też jej poszerzenie nikomu nie zaszkodzi, w końcu seks to ważny element naszego życia, to dające radość spoiwo związku, dlatego dbanie o tę sferę życia powinno być obowiązkowe. Poza tym z książki dowiecie się dlaczego Ryan Gosling spędza sen z powiek nie jednej kobiecie i dlaczego „Pięćdziesiąt twarzy Graya” ma takie wzięcie, ale przede wszystkim uzyskacie odpowiedź na pytanie, co zrobić aby cieszyć się z wielkiej mocy pożądania, jak je obudzić i kontrolować, żeby móc korzystać z tego wyjątkowego uczucia. Z tych właśnie powodów bardzo polecam „Kocha, lubi, pragnie”, bo jest to wyjątkowa pozycja, która z całą pewnością ułatwi relacje damsko-męskie, nie tylko te dotyczące współżycia seksualnego, ale również te na poziomie komunikacji werbalnej, dzięki czemu o wiele łatwiej będzie można osiągnąć sukces w sferze intymnej, a tym samym trafić na wyżyny seksualnej rozkoszy. 

 
 

Czytaj dalej »

Skradziona. Clara Sanchez

Clara Sanchez

SKRADZIONA

Wydawnictwo: Znak Literanova
Rok wydania: 2014
Stron: 480
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 6/10 - dobra



Na początku 2011 roku w mediach pojawiła się informacja o sprzedawaniu noworodków w Hiszpanii. Proceder miał miejsce na przestrzeni wielu lat, udział w nim brali lekarze, położne, zakonnice, a nawet wysoko postawieni urzędnicy, tworząc zorganizowaną mafię zarabiającą na handlu dziećmi. Działalność tych osób polegała na tym, że oszukiwano kobiety, najczęściej pochodzące z nizin społecznych lub znajdujących się w trudnej sytuacji, że ich dziecko zmarło przy porodzie. Fałszowano akt urodzenia i akt zgonu, i sprzedawano maleństwo osobom nie mogącym mieć potomstwa. Stowarzyszenia pokrzywdzonych twierdzą, że w ciągu 50 lat takich działań, bezprawnie odebrano 200 tysięcy niemowląt, to zatrważająca suma i ogromny dramat wielu ludzi. 

Ivaro Minguito/Demotix/Corbis. 27 stycznia 2013 rok. Manifestacja w sprawie ukradzionych dzieci. Artykuł w Polityce - Zrabowane dzieci.
Skradziona” Clary Sanchez jest powieścią nawiązującą do tego szokującego procederu. W opowieści poznajemy najzwyklejszą w świecie rodzinę, mamę, tatę i dwoje uroczych dzieciaków. Dziesięcioletnia Veronika jest bystrą dziewuszką, szybko zauważa, że tajemnicza teczka na dokumenty zawiera cztery, a nie trzy przegródki. W tej zaskakującej części odkrywa zdjęcie przedstawiające dziewczynę, trochę od niej starszą, która – jak informuje napis na odwrocie – ma na imię Laura. Nagle do Veroniki dociera, że to imię nie raz pojawiało się w szeptanych rozmowach rodziców. Skojarzyła też, że jej mama często jest rozdygotana na wspomnienie tego imienia. Dziewczyna intuicyjnie czuje, że historia o Laurze nie jest dla niej przeznaczona, że musi zachować milczenie na temat znalezionego zdjęcia i bliżej przyjrzeć się zachowaniu rodziców. Jej odkrycie sprawi, że życie dwóch rodzin diametralnie się zmieni.

Powieść porusza kontrowersyjny temat, dlatego też historia budzi wielkie emocje. Nie sądzę, aby ktokolwiek mógł pozostać obojętny wobec dramatu ludzi, którzy stracili dziecko, a zwłaszcza względem zdesperowanej matki, której sensem życia jest odnalezienie córki, dziecka, które uznane było za zmarłe. Niewiara najbliższych w jej podejrzenia sprawia, że tragedia staje się jeszcze dotkliwsza. Zaś moment, w którym poszukiwania przejmuje nastolatka, dorastająca wśród atmosfery tajemnicy, budzi ogromne wzruszenie. Desperacka walka od okrycie prawdy sprawia, że widzimy niezwykły obraz rodziny, która jedynie połączona jest w stanie doznać szczęścia i spokoju. Historia jest tym dotkliwsza, że opowiedziana jest w pierwszej osobie i na dwa głosy. Te dwie wersje, to dwa punkty widzenia na tę smutną sprawę. Jednak to co jest walorem tej książki, czyli różne spojrzenia, są zarazem jej wadą, ponieważ zwierzenia bohaterek, mimo że momentami absorbujące i ważne, często są przydługie, a tym samym nudne. Efekt byłby inny gdyby w historii było więcej dynamizmu: akcji, dialogów, a nie tylko refleksji i analiz. Pomimo nużących momentów, historia podobała mi się, z ekscytacją czekałam na rozwiązanie zagadki porwania, chociaż według mnie, zbyt sprawnie szło Veronice śledztwo, nie rozumiem też pewnych aspektów, ale zrzucam to na karb literackiej fantazji Clary Sanchez, która kupiła mnie pięknym, dbałym i ekspresywnym stylem. „Skradziona” jest dobrą powieścią, która genialnie oddaje wahania i rozterki pokrzywdzonych ludzi oraz pokazuje bezwzględność mafijnego procederu. Jeśli nie boicie się przyciężkawej i powolnej fabuły, a także nie stronicie od trudnych tematów, to jak najbardziej polecam tę powieść.

Czytaj dalej »

Pozostawieni. Tom Perrotta

Tom Perrotta

POZOSTAWIENI

Wydawnictwo: Znak Literanova
Rok wydania: 2014
Stron: 368
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra


Unikam telewizji, dlatego nie znam się na serialach, ale jak tylko usłyszałam o „Pozostawionych” serialu HBO powstałym na motywach książki Toma Perrotty - scenarzysty i autora „Małych dzieci”, to postanowiłam, że muszę przeczytać tytułową powieść, ponieważ jej tajemnicza fabuła działała na mnie ogromnie,  a teraz, po jej przeczytaniu, kto wie czy nie obejrzę serialu, dlatego że „Pozostawieni” zrobili na mnie duże wrażenie.

14 października zaginęło tysiące ludzi, tak po prostu, z nieznanych powodów wyparowali, wsiąkli, przepadli. Ci co pozostali utracili grunt pod nogami, osamotnieni rodzice, małżonkowie, dzieci... wszyscy są zdezorientowani. Nie potrafią pogodzić się ze stratą, zwłaszcza że nie ma dobrego wytłumaczenia dla tego zjawiska. Wiele jest pytań, ale żadnych odpowiedzi. Trzy lata po tym wydarzeniu poznajemy małą społeczność w Mapelton, a w szczególności burmistrza miasteczka Kevina Garvey'a, którego porzuciła żona Laurie wybierając sektę religijnych fanatyków zwaną Winni Pozostali, zostawiając go z dwójką dorastających dzieci Tomem – zaangażowanym w Ruch Uzdrawiających Objęć, i Jill – zagubioną nastolatką.

Kiedy zabierałam się za czytanie tej książki sądziłam, że będę miała do czynienia z science fiction, którego celem będzie wyjaśnienie zagadki zaginionych osób, nic z tych rzeczy. Perrotta stworzył historię, która w głównej mierze skupia się na stanie psychicznym osób pozostałych. To oni są fundamentem opowieści, zaginięcia, czy też zjawisko przez niektórych nazwane porwaniem Kościoła, służą do ukazania emocjonalnego bólu tych, którzy z powodów niewyjaśnionych nie zaginęli. Autor w sugestywny sposób opisuje ich tragedię i o ile dla rodziny burmistrza 14 października nie był szczególnie dramatyczny, tak dla wielu innych np. dla Nory, która straciła męża i dwoje dzieci, był najgorszym dniem w życiu, który sprawił, że stała się inną osobą, nie odeszła ciałem, ale duchem. Historii ludzi ekstremalnie doświadczonych jest wiele, dlatego powieść czyta się ze wzruszeniem, tym bardziej że trafiamy na wiele refleksyjnych, mocno przygnębiających treści, w których na szczęście odnajdujemy nadzieję i ducha walki.


Wybierając na lekturę „Pozostawionych” warto mieć na uwadze, że jest to powieść psychologiczna, która nie charakteryzuje się pośpieszną fabułą i rozbudowanymi dialogami. To nostalgiczna i niepokojąca powieść, która przedstawia interesujące spojrzenie na kształtowanie się społeczności po globalnej tragedii. Możemy zaobserwować etapy radzenia sobie ze stratą, próby powrotu do rzeczywistości, ale również powstawanie nowych wyznań i Kościołów. Wątek nawiązujący do religii jest niezwykle absorbujący, ponieważ ukazuje potrzebę poszukiwania odpowiedzi, ratunku i bezpiecznej bazy, czegoś co można się trzymać w chwili zwątpienia. Dla mnie, dla wampira, który uwielbia żerować na wewnętrznym Ja bohaterów, ta książka jest prawie idealna, prawie, dlatego że jednak dręczy mnie pytanie, co z zaginionymi? Trochę żałuję, że autor nie poszedł dalej i nie podrzucał podpowiedzi, nie sugerował rozwiązań (chociaż może motyw z porwaniem Kościoła taki właśnie jest) i nie stworzył zdecydowanie większego napięcia. Ale jest to do przeżycia, ponieważ styl Perrotta, bardzo dbały i błyskotliwy, a także bohaterowie, którzy są tak prawdziwi i szczerzy w swoich wypowiedziach, że często z bólem serca czyta się ich wyznania, sprawiają, że lektura „Pozostawionych” jest niebywale zajmująca. Sądzę, że czytelnicy lubiący zmagać się z wewnętrznymi przeżyciami bohaterów i dla których szybka akcja nie jest wyznacznikiem dobrej powieści docenią tę książkę.

Zwiastun serialu „Pozostawieni”. 
Oglądaliście odcinek pilotażowy?

Czytaj dalej »

Jeszcze jeden dzień. Mitch Albom

Mitch Albom


JESZCZE JEDEN DZIEŃ

Wydawnictwo: Znak Literanova
Rok wydania: 2014
Stron: 258
Oprawa: Twarda


Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra


Mitch Albom jest amerykańskim pisarzem, śmiało można rzec twórcą bestselerów, ponieważ każda jego książka zdobywa wielkie uznanie, co więcej trzy tytuły doczekały się ekranizacji, należą do nich: moja ukochana powieść „Pięć osób, które spotykamy w niebie”, „Mniej trochę wiary” i „Jeszcze jeden dzień” - książka, którą chcę Wam dzisiaj co nieco przybliżyć.
- Mamo? - szepnąłem
Nie mówiłem tego od tak dawna. Kiedy śmierć zabiera twoją matkę, na zawsze kradnie ci to słowo.
- Mamo?
To tylko dźwięk, szmer wydostający się przez otwarte usta. Ale na świecie są miliony słów, a żadne z nich nie brzmi tak jak to.
- Mamo?
Delikatnie przetarła mi rękę myjką.
- Charley – westchnęła – Ty się pakujesz w jakieś kłopoty.”[str.58]
Charley wpakował się w nie byle jakie kłopoty, ale zacznijmy od początku. Nasz bohater jest niespełnionym bejsbolistą, któremu życie nie idzie gładko, pytanie komu idzie? Ale mniejsza o to. W pewnym momencie, rok po śmierci matki, bierze udział w nieudanej inwestycji, topi wszystkie oszczędności, a wraz z nimi swoje smutki w wysokoprocentowym alkoholu. Nawarstwienie problemów powoduje konflikty z żoną. Charley opuszcza rodzinę. Staje się zgorzkniałym, zimnym osobnikiem, któremu wydaje się, że tylko samobójstwo jest rozwiązaniem problemów. Planował „zwalić się z powrotem Panu Bogu na głowę”[str.19] Pijany wsiadł w samochód, docisnął gaz do dechy i ruszył w ciemność, przelatując nad barierką szykował się na tamten świat, ale znalazł się... w domu ze swoją mamą.
Zrobiłem krok w stronę matki i położyłem jej rękę na ramieniu; spodziewałem się niemal, że ręka przejdzie przez jej ciało na wylot, jak w filmach o duchach. Ale nic takiego się nie stało. Staliśmy tak, a ja czułem pod materiałem jej szczupłe kości.
- Umarłaś – wyrwało mi się.
Nagły powiew wiatru porwał liście z pobliskiej sterty.
- Masz skłonności do przesady.”[str.82]

Jeszcze jeden dzień” jest książką bardzo wzruszającą, a jeśli przeżyliśmy śmierć najbliższych, to powieść staje się lekturą trudną do przetrwania, wybitnie emocjonalną, momentami wyczerpującą, ponieważ stawia w konfrontacji ze wspomnieniami i uczuciami, często już głęboko schowanymi. Tak naprawdę opisywana historia jest banalnie prosta, nie ma w niej żadnych zawiłości, ot dorosłemu mężczyźnie dany jest jeszcze jeden dzień, dzień do zobaczenia, a właściwie zrozumienia kim dla niego była matka. Matka, której Charley nie poświęcał odpowiednio dużo czasu, którą nie traktował zbyt dobrze, bo był zapatrzony w wyidealizowany obraz swojego ojca. Niekiedy wynurzania bohatera są żenujące, aż chciałoby się go palnąć w czoło i krzyknąć „Gdzie ty chłopie masz rozum?!” Ale być może właśnie dlatego, że większość błędów, które on popełniał są nam znane, to historia budzi tak wielkie emocje, szczególnie że Albom nazywa rzeczy po imieniu, nie kombinuje z środkami stylistycznymi, nie tworzy wyszukanych metafor tylko otwarcie, bardzo prostolinijnie przedstawia relację syna z matką, i w czarujący sposób podkreśla istotę rodziny. Dla mnie ta powieść była niezwykłą lekturą, bardzo ważną, którą czytałam w towarzystwie paczki chusteczek higienicznych, ale tak ciut obiektywniej, mam wrażenie, że aby wyciągnąć z tej historii to co najważniejsze trzeba być w odpowiednim stanie ducha, ewentualnie być mocno empatyczną osobą, chociaż moim skromnym zdaniem nie jest łatwo oprzeć się matczynym ramionom, dlatego bardzo polecam tę ujmującą i przenikliwą opowieść.
Łagodnym gestem wyciągnęła do mnie ręce i przywołała mnie wzrokiem, i sam nie wiem, te okulary, jej skóra, włosy, to, że otworzyła tylne drzwi tak jak wtedy, gdy zrzucałem z naszego dachu piłki tenisowe. Coś we mnie stopniało, jakby z jej twarzy bił żar. (…) I wtedy coś się przełamało – niemal usłyszałem, jak pęka granica między wiarą a niewiarą” [str. 49]

Czytaj dalej »