Baśniarz

Antonia Michaelis

BAŚNIARZ

Wydawnictwo: Dreams
Data: 2012
Stron: 400





Patrzę na okładkę „Baśniarza” i zastanawiam się co o nim napisać. Wbrew pozorom nie jest sprawą prostą opisanie swoich wrażeń po lekturze, szczególnie wtedy, kiedy jej fabuła przekracza granice między światem baśni w którym magiczne postacie i zjawiska tworzą surrealistyczną historię, a światem realnym, gdzie rzeczywistość jest niesamowicie okrutna i stanowi strefę działań niezgodną z sumieniem czy prawem.
Osiemnastoletnia Anna jest dziewczyną, która patrzy na życie przez pryzmat własnego postrzegania, niespecjalnie interesuje się szkolnymi nowinkami i życiem towarzyskim, ma swój świat i plany, które zamierza zrealizować. Niespodziewanie dla niej samej, wpada jej w oko Abel Tannatek, outsider nazywany polskim handlarzem pasmanterią. Chłopak jest wagarowiczem i samotnikiem, za którym ciągnie się zła opinia, mimo to Anna zakochuje się w nim. Dziewczyna poznaje jego inne oblicze; starszego, łagodnego brata który otacza opieką swoją młodszą siostrę, a do tego baśniarza, którego fantastyczna opowieść niebezpiecznie oczarowuje Annę. Od tej pory racjonalne myślenie nie ma racji bytu, Anna jak zaklęta nie może zapomnieć o opowiadanej przez Abla historii, której fabuła dziwnym trafem przypomina rzeczywistość. Co jest prawdą a co fikcją?. Od tej pory nic nie jest tym, czym się wydaje.
Baśniarz” Antonii Michaelis - autorki wielu interesujących książek m.in. „Tygrysi księżyc", „Mikołajkowe historie” czy „Lato w Ammerlo” - jest powieścią poetycką i urzekającą, mimo że akcja nie jest oszałamiająca to bardzo trudno odłożyć książkę na bok. Być może jest zasługa Abla, który czaruje nie tylko Annę, ale też każdego kto weźmie tę powieść do ręki, w każdym razie, „Baśniarza” otacza niepowtarzalna magiczna aura.

Wydarzenia w książce rozwijają się powoli, nastrój jest spokojny, ale zwiastujący coś nieprzewidywalnego i niebezpiecznego. Kiedy Abel zaczyna opowiadać swoją baśń: magiczną i mroczną czujemy, że wkraczamy na niebezpieczny teren, bo obok bajecznych postaci różanej dziewczynki i szaro – srebrnego psa, jest też czerwony myśliwy, który chce zabić Małą Królową. Teoretycznie baśń jest fikcją, jednak z czasem zastanawiamy się czy przypadkiem nie jest ona metaforą działań realnych, być może Abel chce przekazać swojej sześcioletniej siostrze brutalną prawdę i pod czarodziejskimi postaciami, kryją się prawdziwi ludzie, czas pokaże gdzie jest granica między fantazją a rzeczywistością.

Tłem wydarzeń jest mroźna zima, biel śniegu jest idealnym kontrastem dla chwil, które są dalekie od niewinnych zdarzeń; narkotyki, nocne lokale, szemrane towarzystwo, szalona miłość, zabójstwa i krew czerwona jak maki, a wszystko to zatopione jest w melodiach niezapomnianych utworów Leonarda Cohena. Żałuję tylko, że fragmenty piosenek tego wykonawcy są nieprzetłumaczone, osobom nieznającym języka angielskiego zabiera się przyjemność rozumienia tekstów Cohena, które w połączeniu z fabułą stanowią intrygujące zestawienie. Warto też podkreślić, że Antonia Michaelis posługuje się urzekającym językiem, momentami miałam wrażenie, że czytam baśń w baśni, poetyzm wraz z sugestywnymi opisami robi wrażenie, wzrusza i onieśmiela.

Jestem zachwycona, ale też bardzo zaskoczona tą książką, która z założenia jest historią miłości, jednak bardzo dużo w niej z dramatu, thrillera czy powieści obyczajowej, Bogiem a prawdą, spodziewałam się lekkiego czytadła, które zafunduje mi błyskawiczną podróż do świata fantazji, po części tak się stało, jednak należy pamiętać, że „Baśniarz” nie jest lekturą łatwą, nie jest też historią opowiadającą o kolejnej banalnej miłości nastolatków, jest to książka w której poruszane są istotne kwestie i która tworzy melancholijny nastrój zmuszający do refleksji. Oczywiście można się czepiać pewnych absurdalności , ale nie sądzę, żeby było to konieczne, bo clou historii jest na tyle znaczące, że drobne niedoskonałości nie mają znaczenia.
Teoretycznie prezentowana przeze mnie powieść jest pozycją dla młodzieży, jednak nie tworzyłabym w tym przypadku jakiegokolwiek podziału, gdyż „Baśniarz” to książka w której odnajdzie się każdy, porwałabym się jedynie na stwierdzenie, że jej głębie odkryje jedynie doświadczony czytelnik.

Moja ocena 5/6

Niech tłem do mojej opinii będzie melodyczny utwór Cohena Dance Me to the End Of Love  

Trailer książki

Czytaj dalej »

Dziewczynka, która widziała zbyt wiele

Małgorzata Warda

DZIEWCZYNKA, KTÓRA WIDZIAŁA ZBYT WIELE

Wydawnictwo. Prószyński i S-ka
Data: 2012
Stron: 320





Tych których kochamy chronimy, zrobimy wszystko żeby osłonić ich przed złem całego świata, otaczamy ich uczuciem, opieką, roztaczamy nad nimi parasol bezpieczeństwa wierząc, że nasza obecność i miłość da im poczucie szczęścia. Odpowiedzialność wzrasta kiedy dotyczy dziecka, małej bezbronnej istoty, której los znajduje się w naszych rękach, ale to jest łatwe, bo miłość jest prosta, więc dlaczego niektórym przychodzi tak trudno...


Małgorzata Warda jest autorką znaną m.in. z takich powieści jak: „Ominąć Paryż”, „Środek Lata”, „Nikt nie widział nikt nie słyszał”. Podobno w swoich książkach podejmuje trudne tematy, które silne oddziałują na emocje, piszę prawdopodobnie, bo „Dziewczynka, która widziała zbyt wiele” jest dla mnie pierwszym spotkaniem z twórczością tej pisarki. W prezentowanej przeze mnie książce poruszany jest wstrząsający temat, który bez względu na formę przekazu zawsze wzbudza ogromne emocje i wywołuje szok. Przemoc w rodzinie, a także brak na nią jakiejkolwiek reakcji ze strony otocznia jest rzeczą niewybaczalną i karygodną, grzmię i będę grzmieć, autorka ma jednak więcej ode mnie wyczucia, bo nie moralizuje, nie prawi banałów, nie podaje gotowych rozwiązań i nie pisze, że łatwo jest wyrwać się z tak bolesnej i ciężkiej sytuacji, szczególnie jeśli jest się nastolatkiem chroniącym młodszą siostrę. Pisarka jest jakby gdzieś obok tej sytuacji, nie gani matki, która zatraca się w swojej chorobie i skupia się tylko na własnym bólu, nie zauważając cierpienia swojego syna, nie piętnuje ciotki, która pozwala na nadużycia ze strony swojego narzeczonego względem jej bratańców, ani nie karci kolegów Ani, którzy z wrażliwej dziewczynki zrobili ofiarę. Małgorzata Warda pokazuje skutki obojętności, braku współczucia, zrozumienia, które w konsekwencji prowadzą do krytycznego finału i desperackiego krzyku rozpaczy.

Umierałam kilka razy czytając tę książkę, jej lektura sprawia fizyczny ból, w większości jest to efekt poruszanej kwestii, ale muszę przyznać, że styl pisania Wardy - bardzo ekspresywny i piękny - silnie wpływa na odbiór powieści. Wszystko byłoby idealnie gdyby nie to, że w opisywanej historii brak chronologii, częste retrospekcje i zmienna narracja wprowadzała zamęt. Zdarzało się, że gubiłam drogę w tej podróży w czasie, i musiałam się zatrzymać, żeby poukładać sobie fakty. Na szczęście bardzo dobry warsztat pisarski oraz doskonale przygotowany temat pod względem merytorycznym jak i psychologicznym sprawia, że lektura ”Dziewczynki, która widziała zbyt wiele” jest pozycją godną uwagi, wzruszającą, otwierającą oczy na szereg zagadnień oraz zmuszającą do inicjatywy.

Moja ocena 5/6

Książkę przeczytałam w ramach akcji Włóczykijka

Czytaj dalej »

Dotyk Julii

Tahereh Mafi

DOTYK JULII

Wydawnictwo: Otwarte
Data: 2012
Stron: 336




Dotyk Julii” Tahereh Mafi, to książka, która swoją intrygującą okładką i oryginalnym opisem, namieszała mi w głowie, ulegając chwili kupiłam powieść, raz kozie śmierć.
Na szczęście lektura nie okazała się rozczarowująca - chociaż książce daleko do ideału - jej oryginalna forma oraz poetycka treść przypadły mi do gustu.

Wyjdźmy od tego, że „Dotyk Julii” to paranormalny romans, którego tłem jest antyutopijne otoczenie.
Zwierzęta wymierają, ptaki nie latają, trudno jest uzyskać jakiekolwiek plony, kwiaty prawie nie istnieją. Na pogodzie nie można polegać(...). Nie da się wyhodować wystarczająco dużo roślin, aby wyżywić ludzi.”

W tym umierającym świecie władzę przejmuje Komitet Odnowy, zapewniając rozwiązanie problemów, jak się okazuje to tylko mrzonki. Despotyczne rządy doprowadzają do upadku ekosystemu, ginie coraz więcej ludzi.
Daleko od tego jest nastoletnia Julia, daleko, bo od blisko roku przebywa w zakładzie dla obłąkanych; zamknięta, przerażająco samotna istota, której dotyk zabija. W ciasnej, ciemnej celi próbuje nie zapomnieć czym jest człowieczeństwo. Niespodziewanie do jej celi trafia Adam, rzecz niemożliwa, a jednak... Pewnego dnia Julia zauważa w jego oczach coś niepokojąco znajomego, pewnego też dnia, zostaje postawiona przed oblicze socjopatycznego Warnera, która ma dla niej propozycje nie do odrzucenia.

Powieść charakteryzuje interesująca forma, która przypomina poemat, pełen porównań i metafor, w tym momencie muszę stwierdzić, że Mafi lekko zagalopowała się w stosowaniu zawiłych przenośni, przez co niektóre fragmenty są albo niezrozumiałe, albo bezmyślne, na szczęście większość tekstu to piękne, wzruszające wersy, traktujące o podstawowych emocjach.
Czymś dla mnie całkiem nowym są przekreślenia zdań, lub ich części jak np.

Chcę mu wierzyć. Nie wierzę mu czy Nie dotyka mnie, a ja jestem rozczarowana szczęśliwa.
Przedstawiają one jakby wewnętrzny konflikt Juli, czy raczej jej lęk przed byciem sobą, a przede wszystkim przed byciem szczęśliwą. Interesująco wypada też powtarzanie przez autorkę jednego słowa np.

Zamyka oczy na pół sekundy, a ja zachwycam się kroplą kroplą kroplami gorącej wody.
Zastosowanie tego typu stylu wpływa znacząco na odbiór treści, jest ona zaakcentowana, bardziej emocjonalna i zapada w pamięć. Trzeba przyznać, że pisarka ubrała tę powieść w szereg środków stylistycznych, dopatrzeć się można antytezy, kontrastu czy paradoksu, dla fanów poetyckich klimatów lektura ta będzie ciekawym doświadczeniem, dla mnie była.
Jeśli chodzi o bohaterów to nie odbiegają oni od schematu, młodych, pięknych i nieszczęśliwych, w przypadku tej opowieści dochodzi jeszcze samodzielnych i dotkliwie doświadczonych przez los. Antyutopijna rzeczywistość jest przychylna autorom, bo pozawala im na puszczenie wodzy fantazji, przez co nasi bohaterowie są niepowtarzalni i mają niezwykłą skłonność do pokonywania przeszkód (mrugam). W tej absorbującej powieści nasi siedemnastolatkowie zachowywali się znacznie ponad swój wiek, często rozgrywające się wydarzenia i sytuacje sprawiały, że zapominałam, że mam do czynienia z nastoletnimi bohaterami, nie do końca mi się to podobało, ale jestem z innego pokolenia, więc wybaczcie.

Dotyk Julii” jest debiutancką powieścią dwudziestoczteroletniej Tahereh Mafi, dlatego przymykam oko na nieliczne nielogiczności, co tu dużo pisać, tego typu wpadki zdarzają się najlepszym. Niestety mam też pewne obiekcje co do zakończenia, które rozczarowuje, bo jest powiedzmy, znajome, żałuję, że autorka nie pokusiła się na coś unikalnego, coś co nie byłoby znane z kinowego ekranu, a tak mamy deja vu.
Mimo pewnych niedociągnięć i przedobrzenia w treści, powieść jest dobrą lekturą, która potrafi wciągnąć w swój świat i zachwycić czytelnika, ma ona w sobie spory ładunek niepokoju i jest nasycona delikatnym erotyzmem, czyta się ją bardzo przyjemnie. „Dotyk Julii” polecam miłośnikom gatunku, a także osobom, które lubią poetyckie treści.

Moja ocena +4/6

Filmowa zapowiedź

Czytaj dalej »

Czarny Wygon. Starzyzna

Stefan Darda


CZARNY WYGON. STARZYZNA


Wydawnictwo: Videograf
Data: 2012
Stron: 272




Czarny Wygon: Starzyzna” to druga część powieści o przeklętej wiosce w której zatrzymał się czas, gdzie mieszkańcy żyją w mrokach otaczającego ich lasu, z ciągłą obecnością widm dybiących na ich duszę, gdzie przywódcą zgrai zmor jest krwiożerczy upiór miejscowego proboszcza. Czy warszawskiemu dziennikarzowi Witoldowi Uchmannowi uda się odkryć sekret wioski, a tym samym rozwiązać zagadkę Starzyzny?. Kto wie, kto wie...

 
Stefan Darda w swojej książce po raz kolejny zaprasza w zachwycające rejony Roztocza. Zwierzyniec, oaza spokoju i zieleni, ukrywa w leśnej gęstwinie zatrzymaną w czasoprzestrzeni osadę. Wieś ta spowita w wiecznej mgle i szarości, żyje swoim niespiesznym rytem, zaś mieszkańców – nielicznych - coraz bardziej pogrąża poczucie winy, żalu i straty. Upiory rosną w siłę, niestraszny jest im już dzień, mają cel. Atmosfera grozy i niepokoju nabiera tempa. Dramatyzm rośnie z każdą przeczytana stroną.

Jestem fanką stylu pisania Stefana Dardy, autor oszczędnie posługuje się słowem, nie bawi się w nadmierną kwiecistość językową, poza tym tworzy proste zdania, których moc oddziaływania jest wielka. Być może jest to zasługa tego, że w owych tematach pisarz czuje się wyśmienicie, w historii „Starzyzny” Darda bazuje na wierzeniach ludowych i przesądach, ukazuje on ludzką naturę, oraz wpływ zabobonów i... przedstawicieli kościoła na świadomość ludzi żyjących w czasach, gdzie słowo duchownego miało moc równą, o ile nie większą od Słowa Bożego. Czytając dramatyczne losy przeklętej wsi, wyraźnie rysuje się zależność między winą i karą oraz skruchą i przebaczeniem. Jest to przedstawione subtelnie, a jednak bardzo wymownie. Nikt nie będzie miał wątpliwości co do tego, że należy żyć właściwie.

Czarny Wygon. Starzyzna” zachwyca i przeraża. Książka ma doskonale skonstruowaną fabułę, w której nie brak zaskakujących zwrotów akcji oraz niebezpiecznych działań. Rewelacyjne tło, bardzo posępne, z wiecznie padającym deszczem, mrokiem i zimnem jest idealnym otoczeniem dla rozgrywających się wydarzeń. Do tego dochodzą sympatyczni bohaterowie, którzy pomimo beznadziejności sytuacji nie tracą nadziei i... humoru. Powieść Stefana Dardy to rewelacyjny dreszczowiec, który na pewno przypadnie do gustu miłośnikom gatunku. Bardzo polecam.

Moja ocena 5/6


Poprzednie recenzje:




Czytaj dalej »

Klątwa tygrysa

Colleen Houck

KLĄTWA TYGRYSA

Wydawnictwo: Otwarte
Data: 2012
Stron: 280





Literacki fenomen! Powieść odrzucona przez wydawców, ukochana przez czytelników!

Kelsey nigdy nie uwierzyłaby w to, że lato spędzi w towarzystwie tajemniczego białego tygrysa, próbując przełamać pradawną hinduską klątwę. Przemierzając kraj pełen magii i niebezpieczeństw, będzie musiała zaryzykować wszystko, by uratować mężczyznę, którego kocha.

Sama J.K. Rowling chciałaby napisać tę książkę. Wartka akcja, świetna fabuła, poezja, miłość i magia, a przy tym zawrotne tempo zdarzeń.„Romantic Times”

Klątwa tygrysa pochłonęła mnie bez reszty. Co chwila wstrzymywałam oddech i piszczałam z zachwytu. To magiczna książka.
Becca Fitzpatrick, autorka bestsellerowej serii Szeptem
*

 

„Klątwa tygrysa” Colleen Houck to pierwsza część trylogii, która szturmem podbiła listy bestsellerów, mało tego, producenci filmowi walczą o prawda do książki. Jestem w stanie zrozumieć filmowców, korzystając z dobrodziejstw techniki mogą z tej powieści wyciągnąć to co w niej najlepsze: powiew orientu, cudowne obrazy, piękny język hindi, oraz magię wraz z bajkowymi postaciami. To wszystko można stworzyć, ale nie rozumiem fenomenu książki i uwielbienia jej przez tysiące, ba, setki tysięcy czytelników. Już piszę w czym rzecz.

Wyjdźmy od tego, że fabuła przypomina zlepek różnych historii, które zapewne po połączeniu miały dać ekscytującą całość. Niestety przekombinowanie oraz podobieństwa do przygód Indiany Jonesa czy do baśni o Kopciuszku nie wypadły dobrze i chociaż pomysł - mimo że wielokrotnie wykorzystywany - nie był głupi, to styl Pani Houck przyprawia o ból głowy i psuje całą lekturę. Autorka posługuje się bardzo topornym, ciężkim językiem, „twarde” zdania, częste powtórzenia, znikoma zdolność do plastycznych opisów oraz do autentycznego oddawania reakcji bohaterów jest wielkim minusem tej książki. Poza tym, skłonność autorki do opisywania banalnych, wręcz zbędnych sytuacji jest irytująca, ciągłe czytanie np. o tym jak Kelsey bierze prysznic, co i w jakiej kolejności myje, oprócz tego, że było męczące to i wypadało śmiesznie.
 
Drażniło mnie też wiele błędów logicznych, nie czepiam się kiedy autor tworzy własną rzeczywistość, przy okazji i swoje zasady, ale kiedy już umiejscawia akcję w realnym świecie, warto żeby była ona prawdopodobna. Już na samym początku zgrzyta wyjazd Kelsey do Indii. Bohaterka ma osiemnaście lat, jest dorosła i teoretycznie może sama podejmować decyzje, jednak przydałaby się jakaś reakcja ze strony jej przybranych rodziców, a nie tylko życzenie szczęścia i powodzenia, bądź co bądź dziewczyna leci do kraju, oddalonego o tysiące kilometrów od swojego domu, ze starszym mężczyzną, który dziwnym trafem sponsorującym jej bajeczne wakacje. Inna sytuacja,  Kalsey zamiast udać się do Rezerwatu oddalonego o 4 kilometry od stacji paliw, idzie za tygrysem do indyjskiej dżungli, przypominam, że jest pora monsunowa, a nasza księżniczka uzbrojona jest jedynie w zestaw lekki czyli dżinsy, T-shirt i niewielki plecak, który jak się okazuje jest bez dna, bo jest w nim wszystko, od zestawu ciuchów po truskawkową odżywkę do włosów. Już nie wspomnę o wpadce z ciepłym pieczywem dostępnym u szamana mieszkającego w skromnej chatce w dżungli. Lista niezrozumiałych sytuacji jest wielka, ale podejrzewam, że tworzenie jej byłoby już moją złośliwością, więc na tym poprzestanę.
Chwila dla bohaterów, o ile Rena ( księcia zaklętego w tygrysa) i pana Kadama (sponsora wyjazdu) dało się w jakiś sposób polubić, o tyle Kalesy jest postacią drażniącą. Jest ona młodą kobietą, która zachowuje się jak mała dziewczynka, jej postępowanie oraz reakcje są... delikatnie mówiąc żenujące, zaś monologi wewnętrzne, to raczej rozterki dziesięciolatki. Dialogi z udziałem Kelsey są słabiutkie i żałosne. Wielokrotnie też zastanawiałam się, czy aby na pewno chodziła do szkoły, bo jej wiedza była bardzo wątpliwa. 
 
Żeby już nie męczyć tematu wspomnę o tym co może się w książce podobać. Urzekła mnie  mitologia indyjska, w fabułę wplecionych jest wiele legend i przypowieści w których bóstwa charakterystyczne dla tej kultury odgrywają znaczącą rolę. Podobało mi się też nawiązanie do poezji, w szczególności do utworu „Romeo i Julia” Williama Szekspira, jak również to, że autorka wplotła w tekst zwroty w języku hindi, które dodawały opowieści egzotyki, wielki plus należy się też za stworzenie licznych magicznych istot, ubarwiających całą tą nużącą historię.

Mimo moich szczerych chęci nie jestem w stanie uznać tej książki za dobrą lekturę. Wiem, że nie jestem docelowym targetem tej opowieści, ale nie sposób nie zauważyć fatalnego
stylu pisania Collen Houck oraz licznych niedoskonałości w fabule. Jest tyle interesujących pozycji dla młodzieży, że szkoda czasu na tę niedopracowaną powieść.

Moja ocena, bardzo na wyrost -3/6

* opis pochodzi ze strony wydawnictwa

Rzućcie okiem na trailer filmu, jest pasjonujący, jeśli tylko wejdzie do kin, to na pewno nie przepuszczę okazji do jego obejrzenia, mam nadzieję, że będzie o niebo lepszy od książki


Czytaj dalej »