Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść psychologiczno - obyczajowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść psychologiczno - obyczajowa. Pokaż wszystkie posty

Jutro zaświeci słońce. Joanna Sykat

Joanna Sykat

JUTRO ZAŚWIECI SŁOŃCE

Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2015
Stron: 289
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 8/10 - rewelacyjna






Rodzina - oaza spokoju, poczucia bezpieczeństwa, ciepła, miłości, szacunku, i odpowiedzialności. To pierwsze przychodzi mi do głowy, kiedy myślę o tej podstawowej komórce społecznej. Nie sądzę, żeby moje kojarzenie bardzo różniło się od rozumowania większości ludzi. Niestety bywa też tak, że więź miedzy członkami rodziny zostaje zachwiana np. kiedy rodzic zimnym chowem, brakiem czułości i ciągłymi naganami zaniża poczucie wartości u dziecka. Konsekwencje takiego wychowania są bardzo poważne. Sprawiają, że dorastający młody człowiek gubi się pomiędzy tym, czego pragnie, a tym, czego chce dla niego najbliższa osoba. Taki dysonans panuje w duszy Anity. Kobiety, która marzy by zostać pisarką i żyć pełną piersią, jednak jej despotyczna matka, miażdżąca ją każdym słowem i gestem, podcina jej skrzydła i sprawia, że Anita pieczołowicie hoduje w sobie strach, nie tylko przed życiem, ale też przed samą sobą. Paweł - mąż Anity, robi wszystko aby wyrwać żonę spod rządów nieograniczonej władzy rodzicielki, ale czy nie jest to przypadkiem walka z wiatrakami...  

Historia Anity to jej monolog, bardzo intymny i wzruszający. Bohaterka pokazuje nam różne oblicza swojego lęku, zaszczepionego przez zimną matkę, która - ze znanych tylko sobie powodów - hamuje w córce wszelkie próby niezależności, czyniąc z niej życiową kalekę. Na szczęście Anita ma męża, który nie ustaje w próbach przegonienia jej obaw i kompleksów, i uczynienia jej szczęśliwą. Problem w tym, że Anita musi zdobyć siłę, żeby przeciwstawić się matce. Wykrzesanie z siebie mocy, która uleczyłaby toksyczną zależność jest prawie niemożliwe. Jednak przypadek, a może dobry duch, poprowadzi ją w  miejsce, w którym będzie musiała się zmierzyć z przeszłością i to nie tylko swoją, ale też bliskich jej kobiet, które za fasadą normalności skrywały rodzinne sekrety. 

Temat relacji rodzinnych jest niezwykle  trudny i delikatny. Sztuką jest odnaleźć w nim równowagę. Joannie Sykat autorce m.in. "Tylko przy mnie bądź""Jesteś tylko mój"  idealnie się to udało. Jej wrażliwość jest niesłychana. Mało tego, że nazywa rzeczy po imieniu, to daje im też nastrojowe i tajemnicze tło. Wszystko to sprawia, że opisana historia jest nie tylko mądrą opowieścią, z której niejeden rodzic mógłby czerpać wiedzę o tym, jak świat postrzega mały człowiek, ale też intrygującą podróżą przez niejednoznaczne losy bohaterów. Poza tym historia Anity i jej matki pokazuje silną więź, którą  - nawet zadając rany - trudno zerwać. Zapewne niektórzy pomyślą sobie, że Anita to niepozbierana bidulka, której trzeba porządnego lania, żeby wreszcie przejrzała na oczy, cóż, to tak nie działa. Relacja matki z córką określa życie, a także zaszczepia obsesje. Spod takiej siły niełatwo się wyrwać, szczególnie że każdy nasz czyn jest konsekwencją wychowania i doświadczeń, determinujących to, kim jesteśmy. 


Muszę przyznać, że powieść "Jutro zaświeci słońce" zrobiła na mnie duże wrażenie. To doskonale przygotowana powieść psychologiczno-obyczjowa, charakteryzująca się przenikliwą analizą charakterów i szczerością, która zadziwia i wzrusza. Wiele w niej subtelności, delikatnych nut, liryczności, ale też mocnych treści, które swoją ekspresją poruszają naszą wrażliwość. Mnie momentami poznawanie losów Anity fizycznie bolało, ale... historia ta spowodowała, że z rozrzewnieniem wspomniałam swoje szczęśliwe dzieciństwo, doceniając możliwość dorastania w wśród ludzi o dobrym sercu i życiowej mądrości. Gorąco polecam najnowszą powieść Joanny Sykat. Nie jest to lektura łatwa, gdyż wymaga skupienia i otwartego umysłu, ale gra jest warta świeczki, ponieważ tak wartościowa lektura nieczęsto się zdarza.    


Niebawem można będzie powalczyć o dwa egzemplarze tej książki. Na blogu pojawi się konkurs, więc bądźcie czujni.



Czytaj dalej »

Jezioro cierni. Magdalena Zimniak

Magdalena Zimniak

JEZIORO CIERNI

Wydawnictwo: Prozami
Rok wydania: 2013
Stron: 304
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 6/10 - dobra





Całkiem niedawno opublikowałam na blogu opinię o książce Magdaleny Zimniak „Białe róże dla Matyldy”. Powieść totalnie mnie zachwyciła, dlatego że historia skrywała w sobie liczne zagadki oraz poruszała poważny problem dotyczący zespołu Münchhausena. Taka tematyka budzi silne emocje, a że Zimniak potrafi za pomocą prostego, ale dosadnego przekazu poruszyć duszę, to zachłysnęłam się tą powieścią na tyle mocno, że płaczem i błaganiem zdobyłam w bibliotece jej książkę „Jezioro cierni”.

Podobnie jak w „Białych różach dla Matyldy”, tak i tutaj intryga jest wielowarstwowa. W tej historii kłamstwo rodzi kolejne kłamstwa, co sprawia, że fabuła jest zaskakująca, i jest idealnym wyciskaczem łez. W błędne koło nawarstwiających się problemów wplątała się Kate Robertson, niegdyś Katarzyna Wojciechowska. Kobieta przeżyła traumatyczne zdarzenie, które zmusiło ją do opuszczenia Polski i ułożenia sobie życia w Silver Spring pod Waszyngtonem u boku ukochanego Stephena. Obecnie demony minionych lat ucichły, ale gdy niespodziewanie jej jedyny syn Peter oświadcza, że zamierza polecieć do Polski, żeby odnaleźć swoją rodzinę, koszmar wraca. Kate jest przerażona, obawia się, że syn pozna jej tajemnicę z przeszłości. Pociesza się, że w Warszawie nie będzie łatwo odnaleźć właściwego Wojciechowskiego. Niestety nie docenia Petera, który angażuje wszystkie siły w odszukania dziadka. 

Odnalezienie rodziny nie będzie dla niego trudne, za to niemożliwym będzie rozgryzienie sekretu matki. Tym bardziej że w rodzinie panuje zmowa milczenia, jedynie ciotka, siostra Kate, nie ma pojęcia co stało się przeszło dziewiętnaście lat temu. W momencie poznania jedynego siostrzeńca, uzmysłowi sobie, że osobista tragedia przesłoniła jej problemy siostry na tyle mocno, że nie dociekała z jakiego powodu Katarzyna opuściła Polskę. Teraz, gdy z Peterem połączy ją silna więź, jej też będzie zależeć na uzyskaniu odpowiedzi na liczne zapytania, których wraz z rozwojem akcji, będzie coraz więcej.

Źródło
Bez dwóch zdań Magdalena Zimniak postarała się o to, aby jej czytelnicy mieli co analizować. Co chwila pojawiają się nowe informacje, które krok po kroku odsłaniają dramatyczną przeszłość. Zazwyczaj znaki są mylące, mącą w głowie i przyczyniają się do powstania domysłów, zwłaszcza że autorka w historię wplotła niejednoznaczne flesze z przeszłości. Trafimy też na emocjonujący i drastyczny wątek kryminalny, który sprawia, że książkę czyta się z wielkim zaciekawieniem.Jezioro cierni” zdobyło nagrodę Czytelniczek w kategorii „Pióro”, za najbardziej poruszającą lekturę, nie dziwi mnie to, ponieważ powieść dostarcza wielu wrażeń, m.in. dlatego, że fabuła nie skupia się tylko na dramacie Kate, ale sięga na inne obszary. Mamy nawiązanie do problemów społecznych, głównie dotyczących samotności, braku zrozumienia, czy trudnego losu osób niepełnosprawnych. Poza tym ukazanie rozłamu w rodzinie, braku zaufania, jak również wstrząsających przeżyć nastolatka, u którego nastąpiło zachwianie wszelkich wartości, jest przejmujące. Psychologiczna strona książki wzburza i poraża. Jednak mimo że powieść podobała mi się, to uważam, że momentami przesadzono z dramatycznymi wydarzeniami, niektóre wyolbrzymiono, co sprawiło, że opowieść straciła na wiarygodności, a jej niektóre fragmenty idealnie nadają się na scenariusz wenezuelskiej telenoweli. Strasznie mnie to irytowało, bo uważam, że im mniej, tym lepiej. Na szczęście w najnowszej powieści Magdaleny Zimniak zrównoważono dramatyczne motywy, dzięki czemu jest znacznie lepiej. Książka ma niewielkie wady, ale jest dobrze i ciekawie napisana, dlatego polecam ją czytelniczkom wrażliwym, empatycznym, które odnajdują się w zawiłych i dramatycznych historiach.

Czytaj dalej »

Listy od zabójcy bez znaczenia. Jose Carlos Somoza

Jose Carlos Somoza

LISTY OD ZABÓJCY BEZ ZNACZENIA

Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2005
Stron: 123
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 6/10 - dobra



Po raz pierwszy o Somozie hiszpańskim pisarzu urodzonym w Hawanie, przeczytałam u ArmAlKo Lit przy okazji jej recenzji „Jaskini filozofów”. W mojej bibliotece jak na lekarstwo książek Somozy, ale o dziwo trafiły mi się „Listy od zabójcy bez znaczenia”. Muszę przyznać, że liczyłam na kryminał, a nie na filozoficzną rozprawę, ukrytą pod zaskakującą zabawą głównej bohaterki, nie zmieniło to jednak faktu, że powieść Somozy jest dobrą, niepokojącą i zmuszającą do analizy zagadnień egzystencjalnych historią.
Pewna pisarka osiedla się w miasteczku na wybrzeżu, licząc, że znajdzie inspirację do swej następnej powieści […] Pewien zabójca śle listy do samotnej kobiety, nakłaniając ją do odpowiedzi.[str.39]”

Tak w skrócie mógłby brzmieć opis książki, wypada jednak dodać, że zabójca, a tym samym jego odpowiedzi są wytworem wyobraźni kobiety, a dokładniej Carmen del Mar Povedy. Wymiana listów jest niezwykle absorbująca, zwłaszcza że Carmen próbuje rozszyfrować zabójcę, wiem jak to brzmi, ale uwierzcie mi, że w książce próba namierzenia adresata jest bardzo zajmująca. Po pewnym czasie pisarka ma dość tej zabawy, ale wtedy okazuje się, że pewien wścibski mieszkaniec nadmorskiego miasteczka czytał te listy, przez co korespondencja nadal trwa.


 „Listy od zabójcy bez znaczenia” są niewielką, dosłownie 123 stronicową historią, ale że autor wprowadził kilka wątków, dodał do niej trzy dramatyczne historie kobiet pochowanych na lokalnym cmentarzu, zastosował też epistolarną formę i stworzył kilka rodzai narracji, to ma się wrażenie ogromnej powieści, będącą źródłem wszelkiej informacji. Choćby dlatego, że Carmen odpisując swojemu zabójcy zdaje mu relacje z życia społecznego miasteczka, opisuje swoje spostrzeżenia, wplata w treść listów gry logiczne i romantyczne ćwiczenia, a także nawiązuje do nauk filozofa Wittgensteina, podejmując zagadnienia umysłu, i do prac Williama Faulknera, który nade wszystko cenił sobie głębię emocjonalną i wyszukany tok narracji. Wszystko to sprawia, że mamy do czynienia z powieścią szkatułkową, książką w książce, na dodatek z odrobiną złowieszczej atmosfery, wywołanej przez obecność zabójcy i fascynującym, angażującym wszystkie zmysły tematem miłości i śmierci. Kiedy zaczęłam czytać tę książkę byłam lekko zmieszana jej formą, był moment, że zgubiłam się w podejmowanej polemice, a nawet nie bardzo wiedziałam kto jest kim, ale to było chwilowe, choć liczne metafory i skojarzenia nie ułatwiały mi czytania, jednak piękny, elegancki język Jose Carlosa Somozy i jego biegłość w tworzeniu tak wyszukanych intryg jest porywająca i kusząca, dlatego pomimo początkowych trudności na pewno nie zatrzymam się na tym jednym tytule i Was również zachęcam do poznania talentu pisarskiego Somozy, bo twórczość tego pisarza z całą pewnością należy do wartościowej, godnej uwagi literatury.
Czytaj dalej »

Diamentowy Plac, Mercé Rodoreda

Mercé Rodoreda

DIAMENTOWY PLAC

Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: 2014
Stron: 320
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 6/10 - dobra




Diamentowy Plac” Mercé Rodoredy po raz pierwszy ukazał się w 1962 roku. Książka, po kilku nieudanych próbach zaistnienia, zyskała sławę, przetłumaczono ją na ponad 30 języków i okrzyknięto arcydziełem literatury katalońskiej, ile w tym prawdy? Trudno powiedzieć, bo jest to powieść specyficzna, która potrafi i znudzić, i zadziwić, i zafascynować. Poza tym jej psychologiczny wydźwięk, jak również symbolika i metaforyczność nie zawsze ułatwia czytanie, mimo to warto poznać historię Natalii, młodej kobiety reprezentującej wiele innych istot, które przeżyły dramatyczny czas, wojnę domową w Hiszpanii. 

Scena ze sztuki teatralnej na podstawie powieści "Diamentowy Plac". Źródło.
Akcja dzieje się w Barcelonie, w latach 30. ubiegłego wieku. Młodziutka Natalia zostaje namówiona przez swoją przyjaciółkę Julietę na tańce na Diamentowym Placu. Tam poznaje Quimeta o małpich oczkach, który na placu pełnym pestek po arbuzach, skórkach i butelek od piwa, oświadcza, że nie minie rok, jak zostanie jej mężem. Prorocze okazały się słowa Quimeta. Natalia, a właściwie Colometa, bo tak nazwał ją jej oblubieniec zostaje jego żoną, po dłuższym czasie również matką. Młoda mężatka przejmuje na siebie wszystkie obowiązki domowe i cierpliwie znosi hobby swojego męża – hodowlę gołębi. Niestety niepewna sytuacja polityczna-gospodarcza burzy codzienny rytm, zaczyna im brakować na życie, aż przychodzi czas, kiedy Quiment podejmuje decyzję brzemienną w skutki.

Pomnik Colomety na Diamentowym Placu w Barcelonie. Źródło 
Autorka w posłowiu napisała „chciałam, żeby była to powieść kafkowska, bardzo kafkowska, i oczywiście absurdalna, i pełna gołębi. Chciałam, żeby te gołębie dławiły główną bohaterkę od samego początku do końca”[str.8] Bez wątpienia udał się zamysł Rodoredy. Jej bohaterka, bardzo prosta dziewczyna, opisująca siebie jako zwykłą osobę, nie różniącą się od innych ludzi, umiejącą pisać i czytać, a także pracować i być pożyteczną, zostaje stłamszona przez dominującą, wręcz apodyktyczną osobowość męża, i gołębie obijające się o ściany jej niewielkiego mieszkania. Colometa zatraca swoją tożsamość, całkowicie poddaje się Quimetowi, symbolizując konwencję epoki, która od kobiety wymagała jedynie trwania przy mężu i spełniania jego zachcianek, ale tak naprawdę to kobiety brały na swoje barki największe trudy, to one rezygnowały ze swoich pragnień i walczyły o byt swojej rodziny. Taka właśnie jest Colometa, być może na pierwszy rzut oka bardzo naiwna, niedoświadczona, zwracająca uwagę na drobiazgi, jak choćby na białe filiżanki do czekolady, ale to właśnie ta krucha istota mierzy się z życiem. To ona ulega metamorfozie, z nieśmiałej dziewuszki staje się kobietą, która stawia czoło brutalnej rzeczywistości, jednocześnie nie przestaje marzyć i tęsknić za beztroską, i miłością.

Nie mogę powiedzieć, że sprawnie czytało mi się tę książkę. Nie do końca odnalazłam się w specyficznym stylu autorki, która tej historii nadała wiele znaczeń i ozdobiła ją w liczne detale: dzwonki, frędzle, plisowane spódnice, złote guziki, klipsy, kwiaty, druciki i itd. itp. W tej powieści wszystko żyje, wszystko wydaje dźwięki, mnóstwo jest kolorów i materii, ale to jest do zaakceptowania, bo ma znaczenie i swój specyficzny urok. Mnie drażnił prosty język, zdaję sobie sprawę, że odzwierciedlał on charakter narratorki – Colomety, ale mimo to jej tendencja do relacjonowania banałów bywa uciążliwa. Absolutny zachwyt przeżyłam w drugiej połowie książki, być może tak miało być, może zderzenie zwykłej rzeczywistości z koszmarem wojny miało ukazać piękno zwykłych dni i zobrazować wpływ dramatycznych wydarzeń na życie normalnych ludzi. Bez dwóch zdań „Diamentowy plac” to piękna, ale też wymagająca powieść, która wzbudza emocje i na długo zostaje w pamięci. Jeśli nie boicie się ukrytych znaczeń, nie macie nic przeciwko zaglądaniu bohaterom w dusze i nie straszne Wam psychologiczne rozterki, to jest to dla Was książka idealna. 
 
Czytaj dalej »

Spadkobiercy

Kaui Hart Hemmings

SPADKOBIERCY

Wydawnictwo: Znak Literanova
Data premiery: 9 luty 2012
Stron: 352



Hawaje to raj na ziemi. Egzotyczne kwiaty, złociste plaże,wysokie fale ciepłego oceanu, kolorowe naszyjniki... beztroska i radość, tyle że wśród soczystej zielenie i śmiechu hawajskich tancerek, dzieją się ludzkie dramaty – raj przestaje być bezpieczną, słoneczną oazą, a staje się kontrastującym tłem do tragedii wyjątkowej rodziny.

Matt King to spadkobierca wielkiej fortuny, główny beneficjent spadku po hawajskiej księżniczce Kekipi. Ten zamożny człowiek żyje ciągłą pracą, niestety tragiczny wypadek żony, która zapada w śpiączkę, powoduje, że mężczyzna musi zająć się domem i swoimi córkami – dziesięcioletnią rezolutną i jednocześnie bardzo ciekawską Scotti oraz siedemnastoletnią Alexandrą, buntowniczką, eksperymentującą z narkotykami  i alkoholem. Jakby tego było mało, Matt od jednej z córek dowiaduje się, że jego żona skrywała sekret, to wyznanie burzy wszystko co do tej pory stanowiło podwaliny ich związku. W tej skomplikowanej sytuacji, rodzinie towarzyszy przyjaciel córki, wyjątkowo oryginalny Sid, który niekoniecznie ulży panu Kingowi w tej zawiłej drodze do poznania własnej rodziny.

Historia porywa za serce, jej autorką jest Kaui Hart Hemmings, młoda hawajska pisarka.  „Spadkobiercy”  to powieść, która oczarowała krytyków i czytelników oraz została uznana przez „San Francisco Chronicle” za jedną z najlepszych książek roku. Ekranizacji powieści podjął się Alexander Payne, rolę główną  - Matta Kinga - zagrał wszystkim znany George Clooney. Film swoją światową premierę miał 10 września 2011 roku, do polskich kina zawita 17 lutego tego roku ( na pewno, będę jednym z wielu widzów, pierwszego seansu w rodzimym centrum filmowym). Do tej pory produkcja ta  zdobyła wiele nagród i jest faworytem w wyścigu do Oskarów - nominacje w pięciu kategoriach, a w tym: najlepszy aktor pierwszoplanowy oraz najlepszy film.

Zanim jednak przyjdzie nam obejrzeć film, warto poznać książkę opisującą trudne dni rodziny, której życie nagle zaczyna się błyskawicznie zmieniać. Na tle jak z pocztówki  dla turystów – słońce, zieleń palm i wysportowani surferzy - Matt musi sobie radzić z nową sytuacją i dramatycznymi decyzjami, wcześniej prawie obcy dla swoich córek, teraz próbuje nawiązać z nimi więź, która pozwoli przeżyć im dni pożegnania z bliską osobą. Nie muszę pisać, że nasz bohater czuje się osamotniony i bezradny, miłość do żony miesza się z rozczarowaniem i niespełnieniem - życie toczy się gdzieś obok, a on musi radzić sobie z emocjonalną bombą i dziewczynkami, które na swój sposób próbują odnaleźć się w tej dramatycznej sytuacji.

Narracja w wykonaniu Matta jest prosta, pozbawiona patosu. W treści nie znajdziemy wyszukanych słów, przekaz jest nieskomplikowany i szczery. Wiele fragmentów powoduje wzruszenie, nieporadne działania ojca, który chce być... ojcem są tak autentyczne, że nie wątpimy w ani jedno wypowiedziane przez niego słowo. Tej powieści nie można czytać po łebkach, gdyż każde zdanie, każdy element w tej książce ma znaczenie. Drażliwie i ciężkie tematy, przeplata czarny humor i ironiczne dygresje, które  pozwalają na wytchnienie, są kołem ratunkowym dla rodziny i dla czytelników. Ta w sumie prosta opowieść niesie w sobie wiele prawd, jest do bólu autentyczna. Autorce udało się uchwycić istotne momenty, a nawet te wbrew pozorom nic nieznaczące drobinki, w jedną piękną, wzruszająca całość.

„Spadkobiercy” to doskonała powieść psychologiczno obyczajowa, opisywana historia robi wrażenie i opowiada o tym jak ważna jest rodzina, jak ważne są nasze korzenie, nasz dom i wspomnienia, znane tylko nam samym.

Moja ocena 6/6

Polecam również obszerny materiał w Wysokich Obcasach, który ukarze się 6 lutego. 

Dla wszystkich zainteresowanych filmem, polski zwiastun :) 

Czytaj dalej »