Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Rebis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Rebis. Pokaż wszystkie posty

Paskudna historia. Barnard Minier

Barnard Minier

PASKUDNA HISTORIA

Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2015
Stron: 416
Oprawa: Broszurowa klejona

Moja ocena: 6/10 - dobra 





Od czasu "Bielszego odcienia śmierci" kupuję w ciemno każdą kolejną książkę Bernarda Miniera. Ten francuski pisarz zachwycił mnie swoją elegancką prozą i misternymi intrygami, które sprawiają, że finał zawsze jest szokujący. Nie inaczej jest w przypadku "Paskudnej historii". Otóż na jednej z wysp archipelagu San Juan (północno-zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych) dochodzi do makabrycznego zdarzenia. Na plaży znalezione zostają zwłoki brutalnie zamordowanej szesnastolatki. Mieszkańcy są poruszeni, ponieważ wszyscy dobrze się znają, i nikt nawet nie bierze pod uwagę tego, że zabójca może być jednym z nich. Niestety podejrzenie pada na chłopaka ofiary Henry'ego Deana Walkera. Młodzieniec jest w szoku, aby oczyścić swoje imię, próbuje odnaleźć prawdziwego zabójcę.

Henry, który jest narratorem powieści, to chłopak zdeterminowany. Nie bacząc na niebezpieczeństwo będzie się porywał  na szalone, przyprawiające o ciarki wyczyny. Przy jego boku wiernie stać będą przyjaciele, i to dzięki tej zgranej paczce na światło dzienne wyjdzie wiele mrocznych tajemnic  Dlatego z pozoru prosta historia, przecież wytypowanie podejrzanego osobnika wśród niewielkiej populacji nie może być aż tak trudne, zacznie poważnie się komplikować. 


Książce Miniera niewiele można zarzucić. Historia jest dwuznaczna i ciekawa, ponieważ zmierzając do odkrycia tajemniczego zabójcy, poznamy też nowe technologie służące do inwigilacji obywateli. Autor przestrzega przed całkowitym zawierzeniem mediom i zatraceniu się w wirtualnym świecie, gdzie wbrew pozorom, wcale nie jesteśmy anonimowi. Ten temat jest istotnym motywem w powieści, podobnie jak problemy par homoseksualnych decydujących się na adopcję dzieci. Powieść ma też wiele pobocznych wątków, moim zdaniem nie zawsze koniecznych, gdyż bez nich historia mogłaby być równie atrakcyjna. Poza tym momentami można się zaplątać w licznych powiązaniach i tajemnicach z przeszłości. Mimo to "Paskudna historia" jest dobrą, klimatyczną powieścią ze złożoną, pełną niedopowiedzeń i niepewności intrygą, której tłem są mroczne lasy oraz deszczowa i mglista aura. Zawsze sądziłam, że są to idealne warunki do rozbudzenia emocji. Niestety tym razem nie doświadczyłam większych wrażeń, co w przypadku poprzednich książek Miniera nigdy nie miało miejsca. Za to jednym z atutów powieści, zaraz za wnikliwą psychologiczną analizą bohaterów,  jest zakończenie, które zmusza do całkiem innego spojrzenia na dopiero co przeczytaną, faktycznie paskudną, historię. Uwielbiam takie finezyjne intrygi i gdyby nie to, że nie przekonała mnie narracja w wykonaniu szesnastolatka oraz momentami przydługie opisy, to oceniłabym tę książkę znacznie wyżej. 

"Bielszy odcień śmierci"
"Krąg" 
"Nie gaś światła" 
Czytaj dalej »

Nie gaś światła. Bernard Minier

Bernard Minier


NIE GAŚ ŚWIATŁA

Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2014
Stron: 504
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 8/10 - rewelacyjna






Jest wigilijny wieczór. Christine Steinmayer wybiera się na uroczystą kolację do swojego narzeczonego Geralda. Chwilę przed wyjściem odnajduje w swojej skrzynce pocztowej anonim, w którym nieznajoma kobieta informuje, że zamierza popełnić samobójstwo. Christine jest racjonalistą, pracuje w radiu, zdaje sobie sprawę, że taki list może być kiepskim żartem lub pomyłką, jednak wiadomość nie daje jej spokoju. Niestety próby namierzenia nadawcy nic nie dają. Co gorsze następne dni przynoszą coraz dziwniejsze zdarzenia. Ewidentnie ktoś próbuje wprowadzić chaos w życie Christine. W tym samym czasie komendant Martin Servaz, obecnie przebywający w ośrodku dla pacjentów w depresji, dostaje przedziwną przesyłkę: magnetyczny klucz i bilet z informacją o spotkaniu w hotelu Grand. To co odkryje pod tym adresem będzie szokujące, pytanie czy doświadczenia Christine i informacje zdobyte przez Servaza są elementami jednej intrygi? 


Powieść „Nie gaś światła” francuskiego pisarza Bernarda Miniera jest kontynuacją cyklu o pracy komendanta Marina Servaza. Dwie poprzednie części to „Bielszy odcień śmierci” i Krąg”. Wszystkie tomy, oprócz postaci komendanta, łączy okrutny seryjny zabójca, którego - przynajmniej takie mam wrażenie - w każdej kolejnej historii jest coraz mniej, nie, nie jest to zarzut, i opera: finezyjna i dramatyczna. Dla miłośników sztuk wokalnych nawiązanie do najbardziej znanych oper jest nie lada gratką. Zwłaszcza że przejmujący wokal nie raz jest tłem do zatrważających wydarzeń. W historii przewijają się takty z opery Pucciniego, Wagnera, a także symfonie – znanego już z poprzednich części – Gustava Mahlera. Nadaje to opowieści niepokojący, a nawet przeraźliwy klimat. Chociaż i bez tego jest się czego bać. Ponieważ Minier bardzo skutecznie straszy realnym scenariuszem, w którym mamy do czynienia z prześladowaniem, nie tylko tym opartym na naruszeniu strefy prywatnej, ale daleko posuniętym okrucieństwie wobec ofiary, jej osaczeniu i wyalienowaniu. To straszne z jaką łatwością stalker manipuluje otoczeniem, czym swoją ofiarę doprowadza do osamotnienia, napiętnowania, a w konsekwencji często do obłędu.

Czytając przeżycia Christine otwierał mi się nóż w kieszeni, razem z nią przeżywałam jej dramat. Jej bólu jest odczuwalny, poraża, budzi złość i rozpacz. Taka jest właśnie proza Miniera: elegancka, wysmakowana, momentami wulgarna i krzycząca, ale to co ją spina, to mocny ładunek emocjonalny, który poruszy każdego, nie ma mocnych na uknutą przez autora misterną intrygę, charakteryzującą się wielką kreatywnością i suspensem. Na dodatek pełną oryginalnych bohaterów (brawo dla Servaza, który mimo swojego marazmu dał z siebie wszystko) oraz nagłych zwrotów akcji i zaskakujących rozwiązań. Wspomniałam już, że książka ma niepokojący klimat, ale dodam jeszcze, że umieszczenie akcji w okolicach Świąt Bożego Narodzenia też ma niemałe znaczenie. Ten wyjątkowy czas kojarzy się z dobrocią, ciepłem rodzinnym i spokojem, a nie z cierpieniem i odrzuceniem. Kontrastujące ze sobą wydarzenia i emocje podbijają dramatyzm historii, i czynią z tej złożonej historii intensywną i przejmującą lekturę. Z czystym sumieniem polecam ten (jak też i wcześniejsze tomy) thriller psychologiczny (śmiało można go czytać bez znajomości poprzednich części) na pewno się nie zawiedziecie na tej powieści, bo wyobraźnia i talent Miniera są wielkie, a jeśli do lektury puścicie sobie np. symfonię nr 5 Gustawa Mahlera ewentualnie operę Madame Butterfly, to wrażenia będą znacznie mocniejsze. Bardzo polecam, ja jestem zachwycona tą książką i czekam na więcej.


Czytaj dalej »

Kochanica Francuza. John Fowles

John Fowles

KOCHANICA FRANCUZA

Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: (wydanie 11) 2013
Stron: 536
Oprawa: Twarda

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra




  
Kochanica Francuza” Johna Fowlesa, jednego z najbardziej znanych angielskich pisarzy, bywa nazywana postmodernistyczną powieścią wiktoriańską lub pastiszem powieści wiktoriańskiej. Książka powstała w 1969 roku i bardzo szybko zdobyła rozgłos. Sławy przysporzyła jej również świetna ekranizacja z 1981 roku. Scenariusz do filmu napisał noblista Harold Pinter, a główne role zagrali Meryl Streep i Jeremy Irons. Jeśli nie wiedzieliście tej produkcji, to zachęcam do zmobilizowania się, bo film jest intrygujący i bardzo klimatyczny. Wracając jednak do książki. Miałam z nią niemały problem, nie zmienia to jednak faktu, że miałam do czynienia ze świetnie napisaną historią, która jest swoistą zabawą literacką, ukazującą hipokryzję, rygorystyczne zwyczaje i konformizm XIX wiecznego społeczeństwa, ale dzięki licznym aluzjom i rozważaniom pozostaje uniwersalnym przekazem. Mimo to pokonały mnie dygresje, które skutecznie wybijały mnie z rytmu, a tym samym sprawiały, że historia szła mi jak po grudzie.

Zacznijmy jednak od początku. Karol Smithson jest uosobieniem angielskiego dżentelmena, ale jego poglądy, fascynacja Darwinem i wrażliwość w dostrzeganiu zakłamania epoki, czynią z niego wyjątkowego kawalera. Mężczyzna zaręczony jest z córką bogatego kupca Ernestyną Freeman. Plany małżeńskie są bardzo poważne, ale gdy podczas spaceru natrafiają na Sarę Woodruff zwaną Tragedią lub kochanicą Francuza, pozorna stabilizacja zakochanych zaczyna się sypać, jak domek z kart. Ponieważ tragiczna postać Sary, która ma złą sławę, zaczyna budzić zainteresowanie Karola, zaś plotka przekazywana przez pruderyjnych mieszkańców hrabstwa Dorset, jakoby obłęd Sary był wynikiem nieszczęśliwej miłości do francuskiego marynarza, który uwiódł ją i porzucił, sprawia, że kobieta staje się zakazanym owocem, a jak wiadomo ten smakuje najlepiej. Karol nie bacząc na konwenanse zaczyna nieustanie myśleć o Sarze, jak się okazuje urzeczenie jest obopólne, i mimo że różni ich wszystko: status, wykształcenie i poglądy, to zaczynają przyciągać się jak magnes.

Z pozoru historia wydaje się banalnym romansem. On – bogaty i wykształcony, Ona – biedna i wyklęta, rozwiązanie całkiem klasycznie, ale... bohaterowie zostali tak skonstruowani, że są wielowymiarowi, pełni sprzeczności, są idealnymi obiektami do psychologicznej analizy. Ich niestabilność emocjonalna może irytować, jednak błyskotliwe rozmowy i nagłe zwroty akcji ukazują misterną intrygę, którą chce się smakować, szczególnie że uzupełniono ją niejednokrotnie humorystycznymi akcentami i ciekawymi spostrzeżeniami. Poza tym w tej historii zauważa się dojrzały i przemyślany styl. Powieść napisana jest przepięknym językiem, charakterystycznym dla epoki, zaś poboczne wątki służą do uwypuklenia specyficznych cech ówczesnego społeczeństwa, wraz z ukazaniem kształtujących się filozofii i nauk. Nie brakuje też nawiązań do świata sztuki, głównie do literatury, poezji i malarstwa. Niezaprzeczalnym atutem jest też zmienna narracja i trzy alternatywne zakończenia, jest to bardzo ciekawe rozwiązanie, choć zamiast domysłów wolałabym konkretny finał, jak również bardziej wartką akcję. Wiem, że powieść wiktoriańska rządzi się swoimi prawami, i kiedy bohater zamierza trzasnąć drzwiami, to zrobi to dopiero dwadzieścia stron później, bo zanim do tego dojdzie, przeanalizuje swoje drzewo genealogiczne, strukturę polityczną i niecne działania służby, a'propos lokaj Karola, Sam, jest tak fascynującą postacią, że specjalnie dla niego można by stworzyć nową książkę. Mimo to przydługie wtrącenia skutecznie mnie usypiały, co więcej traciłam wątek, bo zamiast na problemie wyjściowym skupiałam się na komentarzach Karola, najczęściej dotyczących otaczającej go rzeczywistości. Zapewne nie odnajduję się w tego typu powieściach, jednak nie mogę odmówić „Kochanicy Francuza” wyjątkowości, bo bogactwo tej historii jest wielkie, zwłaszcza że wykwintna intryga pełna ciekawych uwag, nawiązuje do teraźniejszości, tym samym czyniąc z niej literacką perełkę nie tylko dla miłośników powieści historycznej.
 
Czytaj dalej »

Architekt. Keith Ablow

Keith Ablow

ARCHITEKT

Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2008
Stron: 276
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 3/10 - słaba





Keith Ablow jest psychiatrą i pisarzem, niestety moim zdaniem nie najlepszym. Wiem, że nieładnie oceniać po jednej książce, ale uwierzcie mi, „Architekt” to jeden z najgorszych thrillerów jakie czytałam. I wcale nie chodzi o to, że tożsamość mordercy jest znana od samego początku, zresztą, już w opisie książki, podano na tacy wszystkie personalia zabójcy, ale chodzi o to, że w pierwszych rozdziałach przedstawiono motywy działania tytułowego architekta, psując przy tym frajdę z doszukiwania się przesłanek którymi się kieruje, więc po co dalej czytać? Gdyby nie to, że nie porzucam książek w trakcie czytania - bo mam nadzieję, że akcja zrobi twista i kiepska historia okaże się dobrą historią - to „Architekta” już po kilkunastu stronach spaliłabym w kominku.

Historia zbójcy parającego się nie tylko architekturą, ale też projektowaniem życia swoich ofiar mogła być bardzo interesująca. Zwłaszcza że sfiksowani osobnicy potrafią zdrowo namieszać w swoim otoczeniu, niestety czarny charakter Ablowa, mimo że wykonuje widowiskowe mordy połączone z sekcją zwłok ofiar, jest postacią infantylną. Jego maniery, postrzeganie świata i wywody dotyczące nieskazitelnego piękna są żenujące. Poza tym autor ma okropną tendencję do epatowania markami. Owszem, można to zrzucić na poranioną psychikę psychopaty, którego piękno bez skazy: symetryczne rysy, nienaganna fryzura, zadbane paznokcie, idealny kant w spodniach, i metka znanego domu na ubraniu, doprowadza do ekstazy, ale jeśli ma się traktować poważnie zakapiora, to niestety taka maniera nie służy prestiżowi. W każdym razie wymuskany zabójca coraz odważniej sobie poczyna i niestety najprawdopodobniej miejscem jego kolejnego mordu ma być Biały Dom. Śladem szalonego architekta podąża psychiatra sądowy Frank Clevenger, którego alkoholizm i problemy rodzinne powoli sprowadzają na dno.


W pewnym momencie tej książki nie wiedziałam czy „Architekt” jest historią o okrutnym zabójcy, czy o staczającym się psychiatrze sądowym, ponieważ wątek problemów osobistych Clevengera niekiedy dominował nad wyczynami architekta. Co gorsze, przez te dwa tematy, fabuła nie jest spójna, to jak czytanie dwóch różnych powieści. Rozumiem, że powstało sześć książek poświęconych Frankowi i zapewne fani serii, będę mieć radość z tak bogatego wątku dotyczącego ich bohatera, o ile zdążyli się do niego przyzwyczaić, bo ukazały się u nas tylko dwie powieści z Clevengerem w roli głównej: „Psychopata” oraz „Przymus”. Mnie w każdym razie postać psychiatry sądowego nie przypadła do gustu, raz, że klasyczny z niego przypadek, a dwa, standardowo jest tak skrzywdzony przez los, że czytanie po raz kolejny tych samych banialuk staje się błędnym kołem, które nic nowego do historii nie wnosi. Poza tym częste wspomnienia Clevengera podkreślają, że mamy do czynienia z kontynuacją, i że brakuje nam dodatkowych informacji. Niestety wszystkie te nieudane motywy sprawiły, że książka jest ciężko przyswajalna, zwłaszcza że nie ma w niej żadnych zaskoczeń. Historia jest absurdalna, nieskładna, a nawiązania do tajnych zrzeszeń tylko bawią, ponieważ sprawiają wrażenie, że autor nie wie jak uzasadnić utajnienie danych architekta przed policją, dlatego czyni go postacią prawie mistyczną, na dodatek z CV tak sekretnym, jakby należał do tajnego agenta, a nie architekta. Jakby nie patrzył na tę książkę, to jest to bardzo słaba pozycja, na którą zdecydowanie szkoda czasu, dlatego szczerze odradzam, nie i jeszcze raz nie dla „Architekta” Ablowa.


Czytaj dalej »

Niełatwo pogodzić się z faktami

KRĄG

Wydawnictwo: Rebis  

Data: 2013 
Stron: 544  
Oprawa: broszura klejona ze skrzydełkami





11 czerwca 2010 roku nie był dniem szczęśliwym dla komendanta Martina Servaza, raz, że rozpoczynały się pierwsze mecze Mistrzostw Świata w piłce nożnej, a należy dodać, że sport ten był dla komisarza, całkowicie beznadziejny i niezrozumiały, a dwa, nad Tuluzę nadciągała burza, zapowiadając nie tyko gwałtowną zamianę pogody, ale też dramatyczne zjawiska, którym Servaz będzie musiał stawić czoła. Z pierwszym przyjdzie mu się zmierzyć już niebawem. W Marsack, w akademickim miasteczku, w makabryczny sposób zostaje zamordowana wykładowczyni, zaś na miejscu zbrodni policja trafia na potencjalnego zabójcę, studenta, syna dawnej, wielkiej miłości Martina. Teoretycznie sprawa jest prosta, jednak pewne elementy nie dają policjantowi spokoju, największy niepokój budzi w nim muzyka z miejsca zbrodni, niezapomniany Mahler i jego „Kindertotenlieder”. Ten jeden utwór wystarcza, aby Servaz wspomnieniami powrócił do dramatycznych wydarzeń sprzed osiemnastu miesięcy, czyżby demony przeszłości znów się pojawiły?


Barnard Minier
Bernard Minier znany z jest z debiutanckiej powieści „Bielszy odcień śmierci”. Książki, która wywołała niemałe poruszenie, czarując czytelników doskonałą prozą, wyrazistym klimatem i fenomenalną intrygą kryminalną. Nie inaczej jest w przypadku „Kręgu” . Powieść ta dowodzi, że ten francuski pisarz ma niesamowity talent. Mnie tego typu książki przyprawiają o dreszcz ekscytacji, nie tylko dlatego że zadziwiają stworzoną przez autora historią, która od początku do końca zaskakuje swoim rytmem, atmosferą i psychologiczną głębią, ale też tym, jak pisarz za pomocą nieprzekombinowanych treści, jest w stanie stworzyć tak logiczną i interesującą całość. Ta niepokojąca historia nie tylko budzi lęki, nie tylko przeraża tym, co zwykle w ludziach budzi strach czyli ból, tortury, i napaści, ale też w wyrazisty sposób pokazuje jak życie potrafi być nieprzewidywalne, i jak w niepamięć odchodzą marzenia, kiedy rzeczywistość zaczyna dominować nad młodzieńczymi fantazjami. Co więcej w tej mrocznym thrillerze, w którym stałym elementem jest deszcz, pojawiają się interesujące odniesienia do polityki i relacji międzyludzkich. Autor w subtelny sposób przemyca je do do swojej powieści, jednocześnie powiększa tę grupę o istotne kwestie, które obnażają ludzkie słabości.

W „Kręgu” mamy do czynienia z bohaterami z pierwszej powieści Miniera, czyli poznajemy całą oryginalną ekipę z posterunku w Tuluzie, nie brakuje też nawiązań do seryjnego zabójcy z „Bielszego odcienia śmierci” Jednak nie ma się czego obawiać, ponieważ autor świetnie poradził sobie z przybliżeniem historii sprzed dwóch lat, kiedy to szaleniec z Instytutu Wrgniera nieźle sobie poczynał. Bez wątpienia powieści Miniera będą tworzyć cykl opowiadający o pracy Servaza i jego ekipy, cieszy mnie to bardo, ponieważ liczę na to, że każda kolejna książka tego autora będzie tak samo dobra, o ile nie lepsza, jak jej poprzedniczki. Póki co, szczerze polecam "Krąg", powieść ta jest magnetyczna i zadziwiająca. Autor świetnie poprowadził tę historię, raz po raz zaskakując, wprowadzeniem faktów o zróżnicowanym natężeniu emocjonalnym, fundując czytelnikom niespotykaną, choć deszczową, podróż po zachwycających francuskich krajobrazach. 

Oficjalny trailer książki

Czytaj dalej »

Przeszłość nie jest czasem przeszłym

Carin Gerhardsen

KOŁYSANKA NA ŚMIERĆ

Wydawnictwo: Rebis
Data: 2013
Stron: 336
Oprawa: Broszurowa klejona


Policjanci z posterunku Hammarby w Sztokholmie prowadzą śledztwo w  sprawie brutalnej egzekucji na młodej Filipince i jej dzieciach. Nie udaje się znaleźć żadnych śladów sprawcy; pytań jest coraz więcej. Dlaczego ojciec dzieci - Szwed - żyje niemal bez kontaktu ze światem? Jak zamordowana kobieta, dorabiająca sprzątaniem bezrobotna, mogła sobie pozwolić na mieszkanie warte kilka milionów koron? Czy zniknięcie jednego z policjantów ma coś wspólnego ze sprawą? (opis pochodzi ze strony wydawnictwa)

Skandynawskie kryminały nie znajdują się na priorytetowej liście moich lektur, ponieważ z dystansem podchodzę do tego typu powieści, jednak „Kołysanka na śmierć” na tyle mocno mnie zainteresowała, że pomyślałam sobie raz kozie śmierć, i nie patrząc nawet na to, że jest to trzecia część serii, w której przedstawiona została praca sztokholmskiej policji kryminalnej z posterunku Hammarby, zabrałam się za lekturę.

Powieść Carin Gerhardsen okazała się bardzo dobrą pracą, bo oprócz tego że wywołuje liczne niepokojące emocje, które są efektem styczności z makabryczną i szokującą zbrodnią; brutalnie zostaje zamordowana młoda kobieta wraz z dwójką swoich małoletnich dzieci, to na dodatek postawiono przed nami szereg pytań, dotyczących kwestii wyrzutów sumienia, będących efektem doświadczeń bohaterów, nawet tych z dalekiej przeszłości, które mają znaczący wpływ na ich zachowanie i zdrowie psychiczne.

W mojej ocenie „Kołysanka na śmierć” jest wyśmienitym kryminałem z rozbudowanym wątkiem psychologicznym, w którym potworna zbrodnia służy do ukazania straszliwych poczynań osób, będących w stanie chronicznego poczucia winy. Destrukcyjna siła tegoż odczucia ma znaczący wpływ na rozwój emocjonalny i duchowy. Bohaterowie powieści nie potrafią poradzić sobie z tym uczuciem, w konsekwencji czego dochodzi do mrożących krew w żyłach sytuacji. Co więcej, w błędne koło niezdrowych emocji zostają wkręcone nie tylko osoby związane bezpośrednio z zabójstwem, ale też policjanci z Hammabry, którzy nawet po wielu latach, poznają siłę wyrzutów sumienia i ich wpływ, na ich obecne życie.

Dla mnie praca Carin Gerhardsen jest bardzo dobrą lekturą. Książka jest tak skonstruowana, że czyta się ją jednym tchem. Napięcie towarzyszące rozwiązywaniu zagadki stale rośnie, aż do zaskakującego finału. Poza tym portrety psychologiczne bohaterów są dogłębne, przez co bez większych problemów potrafimy odbierać ich stany emocjonalne, a że postacie książkowe, w większości, są wyjątkowymi jednostkami, to ich spostrzeżenia i poczynania wywołują spore zainteresowanie. Mnie powieść przypadła do gustu; tajemnice, wstrząsające odkrycia, nieszablonowi bohaterowie i ogromnie emocjonalna fabuła znacząco wpłynęła na atrakcyjność książki, z pewnością będę poszukiwać poprzednich prac tej autorki, licząc na równie udane lektury. „Kołysankę na śmierć” polecam fanom kryminalnych zagadek, w których dominują  psychologiczne motywy, ponieważ liczne przemyślenia bohaterów, związane z ich przeszłością, czy też sensem życia, mogą być dla niektórych osób nużące. Warto wziąć pod uwagę, że powieść głównie skupia się na ukazaniu niszczącej mocy permanentnego poczucia winy, które zamiast stawać się bodźcem do wyciągania wniosków, staje się niszczącą, niebezpieczną siłą.

Książki Carin Gerhardsen, które ukazały się nakładem Domu Wydawniczego Rebis


Czytaj dalej »

"Jeśli nie nakłonię niebios, poruszę piekło"

Roger Hobbs

GHOSTMAN

Wydawnictwo: Rebis
Data: 2013
Stron: 344
Oprawa: Broszura szyta ze skrzydełkami




Jeśli chcecie się dowiedzieć jak obrobić bank lub kasyno, a później zatrzeć wszystkie ślady, tak aby po akcji nie został nawet zapach prochu i palonych gum, to koniecznie musicie przeczytać debiutancką (rzecz niesłychana!) powieść Rogera Hobbsa „Ghostman”. W książce poznacie pracę „człowieka ducha” - diabelnie inteligentnego, szybkiego i skutecznego osobnika znanego nielicznym jako Jack.

„Tak naprawdę nie mam na imię Jack, George, Robert, Michael czy Steven. Prawdziwe nie jest też żadne imię czy nazwisko na kartach kredytowych(...) Jack Delton to tylko pseudonim, którego od dawna nie używam.[str. 24]

Ghostman jest specjalistą w znikaniu, jego metamorfozy są mistrzowskie, nie tylko potrafi zmienić swój wygląd, ale też głos, jedynie nie jest wstanie ukryć swojego zapachu kojarzonego z czarnym pieprzem i kolendrą, ale kto by na to zwracał uwagę. Na pewno nie Marcus Hayes, najbardziej brutalny człowiek, jakiegokolwiek Jack znał. Marcus potrafi przez długie godziny dręczyć swoje ofiary, a jego pomysłowość w zabijaniu nie zna granic. Jack nie pała sympatią do tego żylastego okrutnika, ale kiedy otrzymał od niego zlecenie, nie odmówił, tym bardziej że był winny Markusowi przysługę, a zatarcie śladów po nieudanym napadzie na kasyno nie wydawało mu się skomplikowaną misją. Jednak pozory mylą. Ghostman wpadnie w nie lada tarapaty, znajdzie się między młotem a kowadłem poza tym, krok za nim będzie podążać sprytna agentka FBI.

Roger Hobbs
W 2011 roku Roger Hobbs miał 22 lat, ukończył studia i... pisanie „Ghostmana”. Kilka miesięcy później powieść zrobiła furorę na targach książki we Frankfurcie nad Menem. Praca Hobbsa ma być przetłumaczona na 16 języków, zaś jej prawa do sfilmowania wykupiła wytwórnia Warner Bros, oj będzie się działo, oczywiście o ile producentom uda się wyciągnąć z tej powieści chociaż 70 procent jej mocy, ponieważ opowieść o Ghostmanie jest bardzo dobrą historią, niekoniecznie szalenie oryginalną, w końcu motyw ze specem od wtapiania się w tłum już nie raz się pojawiał, ale dlatego, że autor potrafi omotać czytelnika zaskakującą intrygą, zasobną w typów spod ciemnej gwiazdy, dynamiczną akcją i wstrząsającymi wydarzeniami, które dzieją się w czasie krótszym niż dwa dni. Jakby tego było mało, Hobbs serwuje również efektowne mordobicia i rezolutne dialogi, które nie tylko wykazują na znajomość tematu, ale też potrafią rozbawić. Co więcej, Jack to bohater, który mimo że nie jest krystaliczny, ma swoje dziwactwa i twarde zasady, to jednak potrafi uwodzić swoją pomysłowością, nonszalancją i ironicznym poczuciem humoru, cóż, czaru temu draniowi nie brakuje.

„Ghostman” to efektowna powieść, która łączy w sobie hollywoodzką mieszankę widowiskowych scen (przez chwilę w historii pojawia się przystojniak w drogim, czarnym garniturze, jeżdżącym najnowszym czarnym camaro, który mimo że wygląda jak James Dean, ewidentnie kojarzy się z postacią Franka Martina z „Transportera”) z klasycznym stylem, łączonym z dobrymi powieściami sensacyjnymi, które nie tylko skupiają się na pościgach i machlojkach, ale również psychologicznych portretach bohaterów, co czyni powieść Hobbsa nieziemsko wciągającą i emocjonującą lekturą, którą zdecydowanie warto przeczytać.

Tytuł posta jest cytatem z książki str. 286

Czytaj dalej »

Podróż przez życie

Hanna Cygler

W CUDZYM DOMU

Wydawnictwo: Rebis
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Data: 2013
Stron: 359




Do powieści historycznych podchodzę jak pies do jeża, ale że pokochałam twórczość Hanny Cygler, a w szczególności jej tryptyk opowiadający o perypetiach rezolutnej Zosi Knyszewskiej, to postanowiłam dać szansę jej najnowszej powieści, w której fabuła umieszczona została w realiach dziewiętnastowiecznego Paryża, Warszawy, Gdańska, Berlina oraz carskiej Rosji.

„W cudzym domu” to książka, która tak naprawdę nie skupia się na jednym bohaterze, ale na perypetiach kilku osób, m.in. poznajemy uroczą Paryżankę Luizę Sokołowską, która ucieka z domu i przemierza tysiące kilometrów, aby szukać ratunku u swojego polskiego ojca. Trafiamy także na Joachima von Eistettena, który czując, że jest zwykłym pionkiem na planszy życia, potajemnie opuszcza rodzinny dom i wyrusza w świat, licząc na przygodę życia, którą oczywiście przeżyje, ale nie obędzie się bez wielu dramatycznych faktów. Będzie również okazja poznania surowego carskiego radcy Dmitrija Szuszkina, któremu nienawiść do polaków nie pozwala na obiektywizm w pracy. Jak można się domyśleć, losy tych osób na pewnym etapie życia zetkną się, znacząco wpływając na ich przyszłość.

Oprócz tych trojga bohaterów, którzy wysuwają się na pierwszy plan, jest cała masa drugoplanowych, znaczących postaci, które absolutnie nie nikną w blasku powieściowych gwiazd, jednak śmiem twierdzić, że niektórym kreacjom powinna być dana szansa większego zabłyśnięcia, ale nie zawsze ma się to, co się chce. Poza tym, dostajemy tak zajmującą opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości, o potrzebie stworzenia szczęśliwego ogniska domowego, o zdradach, miłości, czyli krótko i na temat, o życiu, z dokładnymi opisami zwyczajów XIX wiecznej socjety, że wszelkie niedosyty idą precz.

Wydarzenia rozgrywają się na wyjątkowo atrakcyjnym tle. Schyłek XIX wieku jest niebywale interesujący. Na świecie zaczynają mieć miejsce głębokie przemiany, obejmujące wszystkie dziedziny życia, począwszy od nauki, kultury, aż po gwałtowny postęp techniczny. Autorce udało się przywołać ducha epoki, jej opisy ówczesnych realiów są bardzo sugestywne, a życie codzienne elit doskonale oddaje klimat minionych czasów. Co ciekawe, w powieści świetnie ukazano ludzkie charaktery, które mimo upływu lat nie ulegają metamorfozie. Wydawałoby się, że niegdysiejsze zasady moralne były stabilniejsze, ale to mit, ponieważ hipokryzja, rozpusta, machlojki i podejrzane zależności, zawsze miały miejsce. To mi się bardzo w tej książce podobało, ta konkluzja, która uświadamia, że mimo iż dzielił nas czas, to jednak ciągle jesteśmy tacy sami.

Powieść Hanny Cygler ma nietuzinkową konstrukcję, która zapewne wielu czytelnikom przypadnie do gustu, ale mnie, niestety nie urzekła. Czytanie tej książki to ciągła podróż w czasie, nie jest to złe, ale autorka porusza tak wiele wątków wymagających skupienia, że nagłe zmiany miejsca i czasu potrafią zdekoncentrować. Nie jest to wygodne, tym bardziej że w treści jest wiele powiązań, rodzinnych sekretów i doświadczeń, co dodatkowo potęguje wrażenie zagubienia, uważam, że zachowanie chronologii zdecydowanie ułatwiłoby czytanie. 

Oprócz tego, zabrakło mi w historii obiecanego napięcia i namiętności, cóż, miłość - była, sensacyjne zdarzenia - były, dramatyczne wypadki - były, ale nie było żaru i emocji. Jednak nie zmienia to faktu, że powieść „W cudzym domu” czyta się bardzo przyjemnie, książka jest łatwa w odbiorze, jej fabuła nie jest wynikiem przypadkowości, tylko efektem przemyślanej pracy, a bohaterów nie można zaliczyć do papierowych, nijakich postaci. Z całą pewnością pracę Pani Cygler warto poznać, choćby ze względu na niesamowite historyczne tło, doskonale oddaną mentalność ówczesnych ludzi i szereg zaskakujących intryg. Bez wątpienia lektura ta gwarantuje kilka godzin dobrej rozrywki. 

Hanna Cygler o książce "W cudzym domu" 
 



Czytaj dalej »

Mag w czerni

Jaye Wells

MAG W CZERNI

Wydawnictwo: Rebis
Data: 2011
Stron: 352






Mag w czerni” Jaye Wells, to kontynuacja „Rudowłosej”, powieści w której dane nam było poznać Sabinę Kane, posiadającą mieszankę krwi maga i wampira. Dziewczyna edukowana była przez okrutną, wampirzą babkę na bezwzględną zabójczynię, ale z czasem jej pogląd na temat świata magów i wampirów uległy zmianie, przez co jej stosunki z babką znacznie (śmiertelnie) się pogorszyły. Kiedy Sabina dowiaduje się, że ma siostrę wychowywaną przez magów, postanawia udać się do Nowego Jorku, aby dowiedzieć się czegoś więcej o swoich krewnych ze strony ojca (maga). Jednak wizyta nie do końca zalicza się do udanych. Raz, że Sabinę uważa się za wybrankę, która ma zjednoczyć mroczne rasy, co absolutnie nie jest po jej myśli. Dwa, że żerując na terenie wilkołaków naraża się Cieniowi i aby zapłacić za swoje wykroczenie musi stanąć do walki. Trzy, że ktoś, lub coś prawdopodobnie dybie na jej życie.

Drugi tom cyklu o Sabinie Kane wypada bardzo dobrze. Głównie dlatego, że autorka posługuje się wyrazistym, nieskomplikowanym stylem, który przyswaja się bardzo sprawnie i nawet jeśli w treści zdarzają się sceny, które niespecjalnie trafiają do naszej wyobraźni, to tak czy siak, czyta się je z zainteresowaniem. Atutem powieści jest też stworzony przez Welles ekspresywny i niezmiernie interesujący świat w którym magiczne istoty, m.in. magowie, wampiry, demony czy nimfy, nieźle sobie poczynają. W groźnej i posępnej rzeczywistości, zajmują się szemranymi interesami, nielegalnymi walkami lub seks biznesem. Nowy Jorki stał się ponurym rewirem, gdzie szanse na przetrwanie mają wyłącznie osobniki silne, bezwzględne i waleczne, takie jak Sabina.

Główna bohaterka jest ostrą kobietą, niebywale sprytną, wojowniczą i odważną, ale też... ogromnie nieufną, jednak czegoż od niej wymagać, skoro dokuczliwa przeszłość daje o sobie poważnie znać. Bycie ostrożną i nietowarzyską, to dla Sabiny konieczność, która na szczęście powoli ulega zmianie, wpływ na to mają: Maisie, która jest całkowitym przeciwieństwem swojej zdystansowanej siostry, Gighul (mój ulubieniec) demoniczny przyjaciel Sabiny, posiadający zdolność do przemiany w kota oraz nekromanta Adam. Obecność tych osób silnie oddziałuje na zachowanie Sabiny, jednak droga do uzyskania jakiejkolwiek stabilności jest praktycznie nieosiągalna, ponieważ los jej nie oszczędza, i raz po raz, serwuje magopierzycy miks niebezpiecznych wyzwań.

„Mag w czerni” to dynamiczna powieść, w której aż wrze od gniewu, wrogości, chęci zemsty i krwawych, brutalnych bijatyk. Nie zabraknie w niej też nieprzyzwoitych scen, dosadnych opisów, niecenzuralnych rozmów i rubasznego humoru, który nie zawsze bawi, ale doskonale wpisuje się w konwencję tej książki. Tematyka powieści, jak również jej koncepcja nie należy do unikatowych, jednak muszę przyznać, że dobrze się bawiłam przy tej lekturze i mimo że książką nie jest idealna - nieporadność co niektórych dialogów przeraża - to jednak uważam, że praca Jaye Welles zalicza się do dobrych pozycja, w sam raz na szybkie odstresowanie.



 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Domowi Wydawniczemu Rebis, a także portalowi Sztukater.

Czytaj dalej »

Przyszły niedokonany

Hanna Cygler

PRZYSZŁY NIEDOKONANY

Wydawnictwo: Rebis
Data: 2012
Stron: 304






Mam słabość do Zosi Knyszewskiej, sympatycznej oraz niesfornej bohaterki cyklu opowiadającego o jej szalonych latach, dorastaniu, perypetiach miłosnych oraz osobistych dramatach. Hanna Cygler tworząc postać Zosi, nadała jej wiele cech, które sprawiły, że mamy do czynienia z kobietą szalenie naturalną, intensywnie odczuwającą i przeżywającą wszelkie możliwe rozterki, dlatego nie sposób nie żywić do niej sympatii, chociaż niekiedy zachowanie Zosi budzi irytację czy też gniew, przez co można boczyć się na nią przez dwa akapity, ale czy reakcje kobiety można zawsze przewidzieć i zrozumieć...

Dwie poprzednie części, czyli „Tryb warunkowy” i „Deklinacja męska/żeńska” zrobiły na mnie ogromne wrażenie, tym bardziej, że styl autorki jest bardzo wdzięczny, posługuje się ona piórem w sposób lekki i naturalny, dzięki czemu historie czyta się rewelacyjnie, na dodatek opowieści są bardzo emocjonujące, a intensywny rozwój akcji często wbija w fotel. Dlatego bez wahania zabrałam się za trzecią część, pt. „Przyszły niedokonany” licząc na ekscytującą powieść i, nie rozczarowałam się.


Czytelnicy wrażliwi na spoilery, mogą pominąć ten fragment, ponieważ pomimo starań nie jestem w stanie nie wspomnieć o wydarzeniach, które miały miejsce. Małżeństwo naszej bohaterki jest w wielkim kryzysie, Zosia porzuca męża i wraca do rodzinnego Gdańska. Ból po rozstaniu z Witkiem jest dla niej nie do zniesienia, tym bardziej, że w jej sercu tli się jeszcze miłość do niewiernego małżonka. Na szczęście Zosia ma Wiktorię, ukochaną córeczkę, dla której próbuje wrócić do formy, co oczywiście w dużym stopniu się jej udaje. Jednak to nie koniec zmian, wielkie zawirowania w jej życiu wywoła poznanie Franka, lokalnego bohatera, który zawróci jej w głowie, a także rozpoczęcie działalności gospodarczej. Niestety w słowniku Zosi nie istnieje coś takiego jak stabilizacja, bo jak ją osiągnąć, skoro były mąż nie daje o sobie zapomnieć, biznesowa rzeczywistość zaskakuje, a w życiu osobistym ile sukcesów, tyle też trudności. Po raz kolejny nasza bohaterka będzie musiała zmagać się z życiowymi dramatami.

Hanna Cygler stawia przed Zosią wyzwania, i ponownie zmusza ją do trudnych wyborów. Nie szczędzi jej problemów, ale też ofiarowuje chwile pełne wzruszeń, przez które czujemy tęsknotę do tak pięknych uniesień, i od których łza się w oku kręci. Autorka potrafi wzbudzić zainteresowanie, ta pełna gama uniesień wywoływana jest intensywnymi zdarzeniami oraz konsekwentną, przemyślaną intrygą, która zatacza koła, przeplata się z pozornie ze sobą niezwiązanymi wątkami, żeby w finale oszołomić i z końcowym zdaniem sprawić, że wierny czytelnik zatęskni za kolejną tak pobudzającą dawką.

Może to co piszę wypada jak próba kadzenia, ale proszę mi wierzyć, że trylogia o losach Zofii Knyszewskiej ma w sobie to coś, co powoduje, że czyta się ją z przyjemnością i zaangażowaniem. Być może jest to zasługa doskonałej obyczajowej fabuły, bardzo wiarygodnego tła, a może bohaterów, których kreacje są dopieszczone i ujmujące, przez co odbiera się ich jak realne, serdeczne osoby, i daruje to, że w „Przyszłym niedokonanym” zachowują się niekiedy jak narwani bohaterowie wenezuelskich telenoweli, zakochując się w osobach nieodpowiednich (moralnie niewłaściwych), ale może życie takie jest, nie zawsze łatwe i logiczne, jednak piękne i pasjonujące , dlatego tryptyk opowiadający o losach Zosi, wypada tak dobrze, bo jest szczerą opowieścią, która oczaruje, każdego czytelnika. 

O dalszych losach  bohaterów można przeczytać w "Odmianie przez przypadki"


Proponuję obejrzeć piękny trailer filmowy trylogii Hanny Cygler  



 
Czytaj dalej »

Dar wilka

Anne Rice

DAR WILKA

Wydawnictwo: Rebis
Data: 2012
Stron: 519






Młody reporter otrzymuje interesujące zlecenie. Ma napisać artykuł o urokliwej posiadłości w skład której wchodzą sekwojowe lasy, wzgórza ciągnące się aż do plaży i zapierająca dech w piersi rezydencja. Stojący na klifie, porośnięty bluszczem gmach robi na reporterze niesamowite wrażenie, jeszcze większy zachwyt wzbudza w Rubenie właścicielka domu, która zamierza sprzedać ten okazały majątek. Niesamowity klimat miejsca oraz zachwycająca historia posiadłości, sprawia, że Ruben i Marcehnt ulegają nastrojowi i spędzają ze sobą wyjątkowe chwile, które burzy potworny napad. Mężczyzna zostaje pogryziony przez niezidentyfikowane zwierze, bardzo silne i niezwykle brutalne. Wkrótce po tym zdarzeniu zaczyna ulegać przerażającej, ale też niezwykle fascynującej przemianie. Ruben jest zachwycony nową mocą, jednocześnie podejmuje próby rozwiązania zagadki przemiany, tym bardziej, że dar który otrzymał wywołuje spore zamieszanie nie tylko w jego życiu, ale też staje się informacją dnia.

Anne Rice
Dar wilka” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Anne Rice, autorki znanej z bestsellerowych cykli, m.in. z „Kroniki wampirów” w których debiutancka powieść „Wywiad z wampirem” uznawana jest za najpopularniejszą książkę wszech czasów oraz z "Pokuty" powieści, która dość niedawno, bo w 2011 roku wywołała spore poruszenie. Jakby nie patrzeć, książki tej pisarki nie przechodzą bez echa, dlatego postanowiłam wziąć na warsztat jej najnowszą powieść, reklamowaną jako gotyckie dzieło w którym wilkołaki wiodą prym.

Powieść utrzymana jest w doskonałym klimacie, który non stop przenosił mnie do XIX wiecznej Anglii, jest to o tyle zabawne, że akcja powieści dzieje się współcześnie na obszarze stanu Kalifornia, oczywiście ten zdumiewający nastrój uznaję za zaletę, ponieważ czytanie historii w której wilkołak jest bohaterem numer jeden, było dla mnie o wiele bardziej przyjemniejsze. Styl pisania Anne Rice jest absolutnie perfekcyjny, tworzy ona piękne zdania, które przesycone są emocjami i wiernie oddają charakter chwili, co więcej, autorka potrafi kreować obrazy, które ożywają w naszej wyobraźni i sprawiają, że z łatwością wczuwamy się w opisywaną historię. Bezsprzecznie pisarka ma wielki talent i chwała jej za to, bo dzięki temu, mamy możliwość przeżyć pasjonującą i zaskakującą przygodę w bardzo idyllicznych warunkach natury, i wszystko byłoby na medal, gdyby nie moje tradycyjne podejście do tematu wilkołaków. 

 
Autorka przedstawiła w swojej powieści uwspółcześnionego wilkołaka, który w drodze ewolucji uległ przeobrażeniu, przez co jego pierwiastek ludzki i wilczy zachował równowagę, mało tego, istoty te obdarzone są wyjątkowym poczuciem moralności, co w połączeniu z ich niezwykłą siłą służy do walki ze złem. Wizja wilkołaka-bohatera wydaje się logiczna i dopasowana do naszych czasów. Obraz ucywilizowanego zwierza, który w kolejnych latach swojego istnienia przybrał o wiele bardziej doskonalszą, inteligentniejszą i ludzką formę nie powinna dziwić, tym bardziej, że w historii nie brakuje rozważań metafizycznych, które co nieco wyjaśniają tę zaskakującą metamorfozę i skłaniają do zaakceptowania niezwykłości tej istoty, która niezmiennie kojarzona jest z bezmyślną bestią. Nie zmienia to jednak faktu, że wilkołak, który po krwawej uczcie korzysta ze swojego IPhone, wypada karykaturalnie. Jednak pomimo moich wątpliwości odnośnie wilczego bohatera nie mogę stwierdzić, że jest on postacią nieinteresującą, co to to nie, z całą pewnością ta oryginalna wersja mrocznej istoty przypadnie do gustu miłośnikom awangardowych rozwiązań, zaś zwolennicy klasycznych motywów znajdą radość w momentach, kiedy nasz bohater będzie rozkoszował się  swo wilczą naturą

Cóż na zakończenie mogę napisać, „Dar wilka” to ekscytująca powieść, która odrobinę przypomina baśń o „Pięknej i Bestii”, a trochę „Jackylla i Mr. Hyde'a”, wprawdzie uważam, że fabuła jest nadmiernie rozwlekła, przez co nie zawsze możliwe jest pełne skupienie, to jednak różnorodność wątków, takich jak mroczne rodzinne sekrety, okrutne zbrodnie, wielka namiętność i nadzwyczajna transformacja, która daleka jest od stereotypów, składa się na atrakcyjną lekturę.

 

Czytaj dalej »

Szykuje się konkurs z Rebisem

SZYKUJE SIĘ KONKURS

Już 16 października trafi do księgarń nowy thriller niekwestionowanej królowej fińskiego kryminału Leeny Lehtolainen Na złym tropie.
Premierze książki towarzyszyć będzie szeroko zakrojona akcja promocyjna: wideokasety i wywiady w mediach społecznościowych oraz  konkurs rozgrywany w aplikacji quizowej w edycjach tygodniowych. Finalista może wygrać bon o wartości 200 złotych na zakupy w sklepie internetowym Domu Wydawniczego REBIS.

Po dramatycznych przeżyciach związanych z poprzednim śledztwem Maria Kallio odeszła z komendy policji w Espoo. Próbuje odnaleźć spokój, pracując nad rządowym programem opieki nad ofiarami przemocy w rodzinie. Podczas jednej z wizyt u przyjaciółki Maria poznaje Juttę Särkikoski, dziennikarkę sportową, która ujawniła fakt korzystania ze środków dopingujących przez dwóch fińskich miotaczy. Jutcie kilkakrotnie grożono śmiercią i rychło okazuje się, że nie były to słowa rzucane na wiatr i że nie tylko ona jest w niebezpieczeństwie. W Marii szybko budzi się instynkt detektywa i mimo początkowego oporu wraca do pracy w policji.  Zaczyna się pościg za mordercą...

Ten świetnie napisany kryminał jest nie tylko wciągającą opowieścią, ale też znakomitym komentarzem do kondycji współczesnego sportu, tak często nękanego przez nieczystą grę zarówno na arenach, jak i za kulisami. Przynosi też wiele wnikliwych obserwacji dotyczących fińskiego społeczeństwa, pozornie otwartego i postępowego, w którym jednak kobiety często muszą walczyć o swą pozycję zawodową, a zbrodnie popełniane w zaciszu domowym długo pozostają w ukryciu.



Leena Lehtolainen, jedna z najpopularniejszych i najpoczytniejszych fińskich pisarek znana już w Polsce z trzech powieści. Jest także krytykiem i badaczem literackim. Sławę i uznanie przyniosła jej seria powieści o prawniczce i policjantce Marii Kallio.



Konkurs zapowiada się bardzo ciekawie, nagroda jest całkiem, całkiem,  bon o wartości dwustu złotych to suma niemała jest z czym poszaleć, tym bardziej, że katalog książek wydawnictwa jest bardzo bogaty. Z całą pewnością warto pilnować premiery książki i wziąć udział w quizie. 

 Powieść Lehtolainen zapowiada się na atrakcyjną lekturę, co prawda nie jestem miłośniczką skandynawskich kryminałów, ale coś czuję, że pokuszę się na tę książkę :)



Do wybuchowego konkursu jeszcze trochę, póki co idę leżakować, dzisiejszy dzień dał mi zdrowo popalić,  nadmiar zajęć przyprawił mnie utratę sił, z tego wszystkiego nie udało mi się przeczytać nawet jednej kartki słowa pisanego, źle mi z tym, ale nic to, kanapa gotowa, biorę przykład ze swojego psa Lolka i rzucam się na miękkości kołami do góry :)



Życzę przyjemnego wieczoru i udanego weekendu
NATULA :)
Czytaj dalej »