Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Muza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Muza. Pokaż wszystkie posty

Japonki nie tyją i się nie starzeją

Która z nas nie chce być piękna i zdrowa. I nawet nie chodzi o to, że obecnie modne jest bycie fit. Po prostu dobrze jest być sprawnym i zadbanym człowiekiem. Sekret dobrej kondycji odkryli Japończycy. Pytanie ile w tym dobrych genów a ile diety i aktywnego stylu życia?

Okazuje się, że mieszkańcy Japonii, urodę i kondycję zawdzięczają głównie odpowiedniemu odżywianiu. Siedem filarów japońskiej kuchni: ryby, warzywa, ryż, soja, makarony, herbata i owoce - czynią cuda. Ponieważ dostarczają organizmowi wszystkich niezbędnych witamin i minerałów. Poza tym Japończycy jadają często i mało. Nie bez znaczenia jest też sposób podania. Dania serwuje się w małych, pięknych naczyniach. Celebracja posiłków to rodzaj sztuki, który oprócz tego, że jest ekspozycją świeżości i bukietem aromatów, jest też łącznikiem więzi rodzinnych.

Jak się okazuje Japończycy to miłośnicy sportu. Utrzymanie aktywności fizycznej jest częścią japońskiego stylu życia. Gimnastyka jest u nich w dobrym tonie, jak również spacery i długie, piesze wycieczki. Poza tym mieszkańcy kraju kwitnącej wiśni sporo czasu spędzają jeżdżąc na rowerze, grając w tenisa, piłkę nożną i uprawiając sztuki walki. Dzięki aktywnemu trybowi życia unikają stresów, a tym samym problemów z chorobami układu krążenia. 

Można pomyśleć, że to wszystko jest mocno naciągane, ale statystyki nie kłamią. To w tym wysoko uprzemysłowionym kraju mieszkańcy żyją najdłużej, a wskaźnik otyłości u Japończyków jest najniższy wśród krajów rozwiniętych. Dowodem na to jest też autorka książki Noami Moriyama, która po przyjeździe na studia do Stanów Zjednoczonych, w krótkim czasie przytyła 12 kilogramów - pizza, ciasteczka i lody robią swoje. Dopiero po powrocie do Tokio i przerzuceniu się na domową kuchnię, złożoną z pełnowartościowych i świeżych potraw, wróciła do dawnej figury.  

Nie jestem miłośniczką japońskiej kuchni, próbowałam, ale to nie mój smak. To co przeczytałam nie było też dla mnie odkrywcze, ale nie mogę odmówić japońskim daniom pomysłowości i różnorodności smaków. Z całą pewnością warto wprowadzić do swojego życia zalecenia Moriyamy, zwłaszcza że dobrych porad jest pod dostatkiem. W książce znajdziecie przepisy na smakowite dania, wiele ciekawych uwag odnośnie przyrządzania potraw, stylu życia Japończyków - ich kultury i historii, oraz naukowych informacji potwierdzających wyjątkowość tej orientalnej kuchni.

JAPONKI NIE TYJĄ I SIĘ NIE STARZEJĄ
Noami Moriyama, William Doyle
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2016
Oprawa: Miękka
Stron: 288

Moja ocen 7/10 - dobra

Czytaj dalej »

Tylko ty. Federico Moccia

Dość długo nie było mnie na blogu. Głównie dlatego, że mój pobyt za granicą trochę się przedłużył. Poza tym, po raz kolejny, zaczynam rozwałkę w domu czyli znowu remont pełną parą. Samo przez się nie dysponuję nadmiarem wolnego czasu, a i pewnie za kilka dni znowu ucieknę w świat. Coś mi się wydaje, że ten rok będzie pod znakiem intensywnych wyjazdów. Szkoda, że niewakacyjnych, jednak jak to w życiu bywa, przynajmniej u mnie, sezonowo wszystko staje na głowie, ale zanim po raz kolejny się pożegnam, to chętnie podzielę się z Wami wrażeniami po lekturze kilku książek.

Pierwszą z nich będzie powieść Federica Moccii "Tylko ty". To moja pierwsza książka autora znanego z bestselerowych "Trzech metrów nad ziemią".  Bardzo wiele dobrego o nim słyszałam. W Internecie pełno pochwalnych słów dotyczących jego twórczości, dlatego uległam. Pech chciał, że trafiłam na kontynuację "Chwili szczęścia". Muszę przyznać, że nie odniosłam wrażenia, że coś umyka mojej uwadze. Niestety, dobre wprowadzenie nie uczyniło książki atrakcyjnej, ponieważ historia jest przeciętna i nieefektowna. 

Nicco zakochuje się w pięknej Ani, którą poznał w Rzymie. Kiedy czas wakacji minął ich drogi się rozeszły. Jedak intensywne myśli o Ani, doprowadzają do tego, że  chłopak planuje odszukać ją w Polsce. W odnalezieniu Ani pomóc ma mu jego przyjaciel Gruby. Jak się okazuje wyjazd do obcego kraju, nawet w tak zacnej misji, nie obfituje w sukcesy, gdyż nie tak łatwo znaleźć w Warszawie dziewczynę, której nie zna się nazwiska, a i adres nie jest właściwy, ech! ci młodzi. Co więcej Nicco ma sporo na głowie. Po śmierci ojca stał się podporą mamy i sióstr, które zwracają się do niego z każdą, nawet najmniejszą sprawą, a i była miłość nie pozwala o sobie zapomnieć. Tak więc młodzieniec nie tylko skupia się na tym jak odnaleźć ukochaną, ale też próbuje być opoką dla  kobiet z rodziny, oraz musi stawić czoło ciągle żywym wspomnieniom dotyczących byłej miłości.

Historia zapowiadała się ciekawie. Sądziłam, że przyjemnie będzie poznać włoskie spojrzenie na Polskę, poza tym gorący Włoch i temperamentna Polka zapowiadali miłosny duet wszechczasów. Bardzo się myliłam. Nasz kraj przedstawiono stereotypowo, brak w tym oryginalności i intrygujących szczegółów. Co więcej bardzo trudno było mi sympatyzować z Nicco, którego rozpacz nad utratą Alessi, byłej dziewczyny, a przypominam, że zakochany jest w Ani, nie dodały mu uroku i męskości, gdyż wypadł na rozchwianego i niedojrzałego mężczyznę. Wydarzenia również nie były dla mnie zaskakujące, zwłaszcza że o większości dowiedziałam się z opisu książki znajdującego się na okładce. Zaś te, które zapewne miały być uatrakcyjnieniem przygód młodych włochów, wypadły niewiarygodnie.

Ubolewam też nad tym, że z założenia romantyczna historia nie miała w sobie wielu wzruszeń i ekscytacji. Być może, gdyby akcja skupiała się na zakochanych, to kto wie, może książka byłaby urokliwsza, a tak powściągliwi bohaterowie, filozoficzne uwagi, mało ciekawe dialogi i banalny rozwój zdarzeń, sprawiły, że nie było mi dane zaznać przyjemności z czytania. Po powieści Federica Moccii spodziewałam się błyskotliwej i porywającej lektury, takiej która i wzruszy, i rozbawi. Niestety nie dostałam tego, ale wierzę, że "Tylko ty" znajdzie fanów. Mam też nadzieję, że nie wszystkie książki włoskiego pisarza są tak mało intrygujące. Liczę, że "Trzy metry nad ziemią" przywrócą mi wiarę w pisarza, ponieważ zamierzam dać mu jeszcze jedną szansę.

TYLKO TY
Cykl: Chwila szczęścia, tom 2
Federico Moccia
Wydawnictwo: Muza
Stron: 320
Oprawa: Miękka 
Moja ocena: 4/10 - ujdzie

Czytaj dalej »

PRZEDPREMIEROWO Naśladowcy. Ingar Johnsrud



Ingar Johnsrud jest norweskim dziennikarzem, który debiutancką powieścią "Naśladowcy" wdarł się szumnie do świata skandynawskiego kryminału. Książka jest początkiem ekscytującej trylogii, dzięki której autor uzyskał rozgłos, ponieważ serwuje swoim czytelnikom ostrą prozę i dynamikę. Mam ambiwalentny stosunek do skandynawskiej literatury, bywam nieufna, bo często tworzone przez mistrzów gatunku kryminalne śledztwa, działają na mnie, jak najlepsza tabletka nasenna. Jednak są i tacy pisarze, jak np. Nesbø, których książki mam pragnienie czytać nieustannie. Do nich na pewno zaliczać się będzie Ingar Johnsrud, gdyż jego powieść zrobiła na mnie duże wrażenie, choć - o dziwo - nie od razu się na to zanosiło.

Fredrik Beier to nieustępliwy i skonfliktowany z przełożonymi komisarz norweskiej policji, którego słabością są napady lęku i brak towarzyskiej ogłady. Niemniej jednak, wraz ze swoim partnerem nerwowym zrzędą Andresem, przysłużyli się wydziałowi. Obecnie zajmują się sprawą zniknięcia córki i wnuczka wiceprzewodniczącej Chrześcijańskiej Partii Ludowej Kari Lise Wetre. Zapowiada się kolejna nudna robota, zwłaszcza że córka pani polityk należy do wspólnoty wyznaniowej Światło Boga. I brak z nią kontaktu wynika raczej z jej decyzji, a nie przestępstwa, jak zakłada Wetre. Sytuacja gwałtownie się zmienia, gdy w Słonecznym Pokoju, zamieszkiwanym przez wspólnotę, dochodzi do masakry, a część członków zapada się pod ziemię. Podejrzenie pada na organizację islamistów. Do współpracy zgryźliwym tetrykom przydzielona zostaje młoda agentka - muzułmanka Kafa Iqbal, charakteryzującą się bystrym umysłem i ciętym językiem. Z pozoru prosta sprawa zaczyna się mocno komplikować, gdy  policja trafia na tajemnicze laboratorium, zagadkowe zgodny i niespodziewane tropy.

Muszę przyznać, że początek historii zniechęcał mnie i nie zapowiadał udanej lektury. Mój zapał osłabiony był przez licznych bohaterów, przesyt motywów i krótkie, niepozwalające się skupić rozdziały. Jednak z czasem złożoność intrygi i sympatia do bohaterów, szczególnie do Kafy i Fredrika, którzy pasują do siebie jak pięść do nosa, bardzo mnie zaabsorbowała. Spodobał mi się tok i pomysłowość fabuły: fałszywe ślady, przecieki, nieetyczne działania, absurdalne oskarżenia oraz zagadkowość podsycana wydarzeniami z przeszłości, dotyczącymi działalności Wiedeńskiego Bractwa, zajmującego się określaniem różnic w rasach ludzi. Poza tym przypadł mi do gustu styl Johnsruda. Autor posługuje się mocnym i wyrazistym językiem. Nie unika drastycznych opisów i dosadnych porównań. Nie przesadza też z analizą bohaterów. Wydaje mi się to typowe dla tego gatunku. Stąd też pobieżne, ale przekonujące, przedstawienie postaci mnie nie zdziwiło. Za to byłam zaskoczona tak rzadką dla  kryminału skandynawskiego dynamiką i przebojowością. Szybkie tempo i nagłe zwroty akcji to domena "Naśladowców". Dlatego jeśli interesują Was ekscytujące, dobrze i odważnie napisane historie o poruszających zbrodniach, to debiutancka powieść Johnsruda będzie idealnym wyborem. 

NAŚLADOWCY

Ingar Johnsrud 
Wydawnictwo: Otwarte
Data premiery: 30.03.2016
Stron: 528

Moja ocena: 8/10 - bardzo dobra




Czytaj dalej »

Zimowe panny. Cristina Sánchez-Andrade


Do małej galisyjskiej wioski Tierra de Chá, po prawie trzydziestu latach nieobecności, wracają dwie siostry, Saladina i Dolores. Kobiety wprowadzają się do domu dziadka don Reinalda. Ich powrót burzy spokój mieszkańców. Raz, że don Reinaldo posiadał niezwykłe zdolności, które mógł przekazać w genach wnuczkom, co nie byłoby pocieszające, a dwa, zawarł z mieszkańcami osobliwe umowy, w których zobowiązali się za odpowiednią opłatą oddać po śmierci swoje mózgi do badań naukowych. Z chwilą powrotu sióstr, każdy pragnie unieważnić umowę.

Tytułowe Zimowe panny jako kilkuletnie dziewczynki musiały uciekać z domu dziadka. Przez lata nieobecności marzyły o rodzinnych stronach, o ojczystej strzesze, o zapachu kwitnącej bugenwilli, figowcu, zielonych łąkach, i specyficznej woni, która towarzyszy ludziom, gdy pod jednym dachem mieszkają ze zwierzętami. Powrót do domu obudził wiele wspomnień, bo czas, jak zaklęty, zatrzymał się w Tierra de Chá. Mieszkańcy z zaciekawieniem i obawą obserwują siostry, które mają stały, nieśpieszny rytm dnia. Karmią kury, gotują, szyją, słuchają radia, marzą o zostaniu gwiazdą filmową i śpią razem w jednej izbie, za ścianą której stoi ich krowa Greta. Jednak spokój sióstr to tylko fasada, ponieważ ukrywają sekret, podobnie jak i mieszkańcy, a dotyczy on feralnej nocy sprzed trzydziestu lat.

Historia Zimowych panien jest nadzwyczajna. Przypomina surową baśń, w której siostry różniące się od siebie niczym ogień i woda, łączy obsesyjna więź, będąca mieszanką miłości, strachu i uzależnienia. A wśród ekscentrycznych bohaterów m.in kobiety, która nie może umrzeć, dentysty lubiącego się przebierać w damskie ciuszki, starej wiedźmy i księdza żarłoka krążą fluidy tajemnicy, sięgającej czasów wojny. Autorka w tej osobliwej powieści ciekawie połączyła teraźniejszość z przeszłością, marzenia ze wspomnieniami oraz fikcję z faktami, uzupełniając opowieść danymi historycznymi np. dotyczącymi przyjazdu Avy Gardner do Hiszpanii. W historii Zimowych panien pełno jest domysłów i tęsknoty. Opowieść choć jest mało dynamiczna i oszczędna w narracji, to uzależnia, bo niepewność losów bohaterów i liczne znaki zapytania sprawiają, że z zainteresowaniem śledzimy ich poczynania. Poza tym opowieść o mieszkańcach galisyjskiej wioski brzmi jak legenda, w której zetkniemy się z mrokami duszy, samotnością, dylematami moralnymi, symboliką, a także czarnym humorem, ordynarnością, i przygniatającą, momentami sentymentalną atmosferą. "Zimowe panny" to książka niełatwa i chwilami skomplikowana, ale za to czarująca elegancką  prozą, baśniowym tonem i psychologicznym aspektem. Lektura idealna dla wymagających czytelników. 


ZIMOWE PANNY

Cristina Sánchez-Andrade
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2016
Stron: 320
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 7/10 - dobra 
(nowa skala ocen)
Czytaj dalej »

Ostatni pasażer. Manel Loureiro

Manel Loureiro

OSTATNI PASAŻER

Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2014
Stron: 480
Oprawa: Broszurowa ze skrzydełkami

Moja ocena: 6/10 - dobra





Motyw statku widmo jest wdzięcznym tematem, cieszy mnie to bardzo, bo należę do miłośników klasycznego horroru, z którym zjawy, duchy i imaginacje ewidentnie mi się kojarzą. Dlatego chętnie sięgam po wszelkie makabreski i historie ghost story. „Ostatni pasażer” Manela Loureiro, Pana od „Apokalipsy Z”, wydawał się dla mnie idealny, niestety kilka przesadzonych i przekombinowanych scen wprawiło mnie w zdziwienie i zdegustowanie, przez co historia co nieco straciła w moich oczach.

Manel Loureiro. Źródło
Wyjdźmy jednak od tego, że pomysł na fabułę jest przedni. Pod koniec sierpnia 1939 roku angielski węglowiec wpływa w gęste opary mgły. Następuje cisza, załoga truchleje, jakby siedzieli w trumnie. Po kilkudziesięciu metrach przed burtą ich statku ukazuje się dziób olbrzymiego transatlantyku o nazwie „Valkirie”. Trzej śmiałkowie wchodzą na pokład nieoświetlonego wycieczkowego statku. Jak się okazuje płynie on pod niemiecką banderą i nosi wyraźne ślady niedawnej obecności setek pasażerów, niestety odnajdują tylko noworodka owiniętego w tałes. Siedemdziesiąt lat później Kate, dziennikarka londyńskiej gazety, otrzymuje zadanie sprawdzenia przedziwnego projektu finansowanego przez jednego z najbogatszych ludzi. Okazuje się, że chodzi o „Valkirie”. Kobieta zostaje zaproszona na rejs odnowioną pięknością. Wyprawa zapowiada się ekscytująco, zwłaszcza że milioner ma w planach podróż  kursem z roku 1939.


Potencjał na ekstra powieść był, to pewne. Niepokojąca fabuła nawiązywała do najlepszych koncepcji tradycyjnej powieści grozy. Tak mniej więcej do połowy tej historii byłam nią totalnie zachwycona. Nadprzyrodzone motywy, które oczywiście bardzo cieszą; wszelkie skrzypienia, szurania, i dziwne odgłosy, bardzo mocno działały na wyobraźnię Poza tym świetna charakterystyka postaci, ciężki złowróżbny klimat, który można jeść łyżkami, i przepiękne opisy retro statku, czyniły z powieści perełkę. Niestety nic co dobre nie trwa wiecznie, bo nagle pojawiają się wątki z tanich romansideł, nie to żebym miała coś do ckliwych chwytów, ale uczynienie z widziadeł super kochanków, nie tylko na poziomie duchowym, ale i fizycznym, było dla mnie zbyt abstrakcyjne i na dodatek niepotrzebne. Zakładam też, że wplecenie w fabułę różowych scen, które wraz z rozwojem akcji stają się scenami szkarłatnymi, miało pokazać, że pisarz idzie z duchem czasu. Być może kolaż grozy z erotyką jest teraz w modzie, ale mnie to nie przekonuje, i żałuję, że tak potoczyła się ta historia. Ponieważ powieść o śmierci, opętaniu, i porażających czynach, rozgrywająca się w tajemniczej scenerii, w atmosferze grozy, w której widma i upiory odstawiają danse macabre, mogła być genialną i niepokojącą historią o tym, co niewytłumaczalne i niewybaczalne. Jednak mimo pewnych rozczarowań nie mogę powiedzieć, że źle bawiłam się przy tej książce, uważam też, że jeśli nie jest się drażliwym na dziwność niektórych tematów i na sentymentalne triki, to „Ostatni pasażer”, może dostarczyć wielu niezapomnianych wrażeń. Tym bardziej że stylowi pisania autora niespecjalnie można coś zarzucić. Historia jest dynamiczna, czytelna i łatwa w obiorze, w sam raz na kilka godzin niezobowiązującej rozrywki. 

Książkę otrzymałam od księgarni Libroteka - "Ostatni pasażer"
Czytaj dalej »

Niechciani. Yrsa Sigurdardottir

Yrsa Sigurdardottir

NIECHCIANI

Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2014
Stron: 336
Oprawa: Broszurowa ze skrzydełkami

Moja ocena: 8/10 – rewelacyjna







Yrsa Sigurdardottir jest islandzką pisarką, która zadebiutowała książką „Trzeci znak” rozpoczynającą cykl o prawniczce Torze i jej pracy. Kolejno wszystkie książki Yrsy zajmowały miejsca na islandzkiej liście bestselerów, zdobywając grono miłośników. Mnie, dziwnym trafem, zawsze umykały jej prace, ale powieść „Niechciani” bardzo mocno działała na moją wyobraźnię, najprawdopodobniej dlatego że określana jest jako tajemnicza, niepokojąca i niesamowita, a przecież takie nastroje są mi niezwykle bliskie. Stąd też szybko zatonęłam w mrokach historii w klimacie klasycznego ghost story, i jestem nią zachwycona, bo osobliwej aury powieści nie można odmówić.

Bohaterem jest Odinn, pracownik Państwowej Izby Kontroli, który po nagłej śmierci koleżanki z pracy, przejmuje jej projekt. Ma przedstawić raport z działalności położonego na odludziu domu wychowawczego Krokur, w którym w latach siedemdziesiątych umieszczano trudną młodzież. Głównie chodzi o sprawdzenie, czy chłopcom nie działa się żadna krzywda, gdyż niezwykle niepokojący jest fakt, że dwóch wychowanków w tajemniczych okolicznościach zatruło się spalinami w samochodzie. Co prawda nikt nie składał zażaleń i nie domagał się odszkodowania, jednak coś w tym wszystkim nie pasuje. Odinn niezwykle skrupulatnie przykłada się do powierzonego mu zadania. Jednak głębsza analiza nie służy jego zdrowiu psychicznemu, jak również jego jedenastoletniej córce Run, którą sam wychowuje po tragicznej śmierci byłej żony. Mężczyzna ma wrażenie, że ktoś lub coś mu towarzyszy, słyszy niepokojące głosy, zapachy, a i wspomnienia z koszmarnego dnia, w którym zginęła mama Run, coraz bardziej dają mu się we znaki. 


Na okładce książki jest informacja, że należy ją czytać tylko wtedy, gdy okna i drzwi są zaryglowane. Zbagatelizowałam to, przecież teraz ze świecą trzeba szukać powieści, która pobudza w sposób subtelny, ale przekonujący. Na szczęście, całkiem przypadkiem, nie czytałam książki po zmroku, ale i to wystarczyło, żeby paranoiczny klimat dał mi się we znaki. Trzeba przyznać, że autorka wie jak pisać, żeby stworzyć odpowiednie napięcie, jednocześnie nie psując historii zbyt wymyślną fabułą, co jest wielkim plusem, bo realność opowieści o samotnym ojcu, który musi się zmierzyć ze swoim dramatem, a także wyprowadzić ukochaną córkę z makabrycznych wspomnień, jest wielka. Łatwo identyfikować się z bohaterem, który nie jest papierową postacią, a istotą czującą, do tego stopnia, że staje się nadwrażliwy na dźwięki otoczenia, pytanie czy to faktycznie nadwrażliwość? Czy jednak ktoś z zaświatów chce mu coś przekazać? Odkrywanie kolejnych kart zagadki jest ogromnie absorbujące. Zwłaszcza że wydarzenia toczą się na dwóch płaszczyznach: współczesnej i tej z lat siedemdziesiątych. Wydaje się, że przeszłość nie ma nic do tego, co obecnie przeżywa Odinn, ale grzechy minionych lat zawsze dają o sobie znać w niespodziewanych momentach.

Yrsa Sigurdardottir fenomenalnie wykreowała tę historię. Sprawiła, że dwa niepowiązane ze sobą wydarzenia scaliły się w jeden niezwykły finał, tak zaskakujący, że zaniemówiłam z wrażenia. Co więcej udało jej się stworzyć fantastyczne postacie, charakterystyczne, ale nie przekombinowane, które muszą się zmierzyć z wieloma dylematami, a niekiedy odkryć fakty, które przewrócą ich świat do góry nogami. Na wielką pochwałę zasługuje atmosfera książki, która sprawia, że momentami włos się jeży. Autorka po mistrzowsku maluje ponure tło wydarzeń. Zimie, pięknej damie, nadaje surowy, złowieszczy wygląd. Zamyka w kleszcze strachu bohaterów i czytelników, i bałamucąc ich idealną prozą prowadzi do szokujących odkryć. Bez dwóch zdań ta historia jest zatrważająca, zagadkowa, urzekająca, jest po prostu wyjątkowa. Z czystym sumieniem polecam ją miłośnikom historii o duchach, i ludziach, którzy sami dla siebie są największym zagrożeniem.

Czytaj dalej »

Pochłaniacz. Katarzyna Bonda


Katarzyna Bonda

POCHŁANIACZ

Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2014
Stron: 672
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra


 
Bałam się czytać „Pochłaniacza”, głównie dlatego że nastroiłam się na niego ogromnie i obawiałam się, że niestety mocno się nim rozczaruję, zwłaszcza że od czasu do czasu trafiałam na mocno zdystansowane opinie. Tak więc mój egzemplarz sobie leżał, leżał, aż postanowiłam, że raz kozie śmierć. Co się okazało? Ano to, że powieść przypadła mi do gustu, do tego stopnia, że kiedy nie mogłam czytać, to z wielkim ociąganiem odkładałam „Pochłaniacza”, bo mimo że nie jest najdynamiczniejszy, to jednak intryga kryminalna tak mnie pochłonęła, że przepadłam.

Fabuła jest dość skomplikowana, wielowarstwowa. Liczni bohaterowie powiązani są ze sobą w sposób ścisły i intrygujący, a czynnikiem, który stworzył tę współzależność było pewne wydarzenie z przeszłości. Teraz, po dwudziestu latach od feralnego dnia, zaczynają pojawiać się pewne niepokojące zdarzenia, w które zostanie wkręcona profilerka Sasza Załuska. Kobieta, po dość długiej nieobecności, wraca do Polski i od razu otrzymuje zlecenie. Sprawa okazuje się mocno zagmatwana. Pojawiają się liczne znaki zapytania, a trop wskazuje na działania mafii, która w latach dziewięćdziesiątych trzęsła Trójmiastem. Niełatwo będzie Saszy wgryźć się w temat i uzyskać jakiekolwiek informacje, bo Ci, którzy mogą coś wiedzieć o zbrodni sprzed lat milczą jak zaklęci, ewentualnie tracą pamięć.

 Bonda na wysokościach ;-)

Katarzyna Bonda, autorka m.in. takich powieści jak „Polskie morderczynie” czy „Zbrodnia niedoskonała”, wykonała kawał dobrej roboty. Jej profesjonalne podejście do tematu sprawiło, że stworzyła genialną intrygę, która ukazuje konsekwencje błędów młodości. Tajemnicą nie jest, że każda podjęta decyzja, prowadzi do pewnych zmian w życiu, nie zawsze tych właściwych. Skutki takich niewłaściwych wyborów ponoszą bohaterowie „Pochłaniacza”. To właśnie im Bonda poświęca najwięcej uwagi. W tej historii nikt nie został przeoczony, każdy z bohaterów może się poszczycić wyjątkowym życiorysem, przedstawionym z wielką wnikliwością. Może się to podobać lub nie, mnie się podobało, ponieważ cenię sobie nietuzinkowych bohaterów i drobiazgowe analizy psychologiczne. Chyle też czoła przed autorką za ukazanie pracy policji, szczególnie tej dotyczącej oględzin miejsca zdarzenia, a także działań operacyjnych. Poza tym oddanie nastrojów śledczych jest niesłychane, ich żargon, rytm pracy i koneksje są ukazane w sposób bardzo interesujący i niezwykle realny. Cóż więcej mogę dodać, może jeszcze to, że powieść jest bardzo zgrabnie napisana, a samo śledztwo jest majstersztykiem, bo chociaż czytając zakończenie można powiedzieć „no przecież to takie oczywiste”, to jednak tak zakręcić czytelnikiem, żeby nie wpadł na rozwiązanie dużo wcześniej niż te kilka stron przed finałem (podziwiam tych, którzy piszą, że powieść jest przewidywalna, bo dla mnie nic nie było oczywiste), mało komu się udaje. 

„Pochłaniacz” bardzo, ale to bardzo mi się podobał, dlatego zachęcam Was do poznania tej książki, ale ostrzegam, jeśli szukacie w kryminale popisowych akcji, dynamicznego toku wydarzeń i pobieżnych opisów bohaterów, to raczej nie podejmujcie się tej historii. Dlatego że powieść nie jest powierzchniową lekturą. Mnóstwo w niej wątków, głębokich przemyśleń, dogłębnych opisów bohaterów i pracy policji. Moim zdaniem powieść Bondy, to książka dla smakoszy słowa, którzy zachwycają się zdaniami, długimi relacjami, i skomplikowanymi emocjonalnymi powiązaniami. 

"Pochłaniacz" (Powietrze) jest pierwszym tomem czterech żywiołów Saszy Załuskiej. 
W przygotowaniu:
"Okularnik" (Ziemia)
"Lampiony" (Ogień)
Czerwony pająk" (Woda) 

Strona autorki  http://katarzynabonda.pl/
 

Książkę otrzymałam od księgarni Libroteka - „Pochłaniacz” 

Czytaj dalej »

Ofiara. Pierre Lemaitre

Pierre Lemaitre

OFIARA

Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2014
Stron: 352
Oprawa: Broszurowa ze skrzydełkami

Moja ocena: 6/10 – dobra

 
„Ofiara” jest ostatnim tomem trylogii poświęconej charyzmatycznemu inspektorowi paryskiej policji Camille'owi Verhoevenowi. Jakiś czas temu głośno było o „Alex” (drugiej części) powieści o złożonej i zaskakującej intrydze. Tomem otwierającym trylogię jest, niestety u nas niedostępny, „Travails soigne”. Na mnie poprzednie książki autora zrobiły wielkie wrażenie, a zwłaszcza genialna „Suknia ślubna”, dlatego liczyłam, że „Ofiara” rzuci mnie na kolana, niestety tak się nie stało. Lemaitre nie zaskoczył mnie, nie zmienia to jednak faktu, że powieść jest dobrym thrillerem.

W życiu inspektora Verhoevea - wielkiego człowieka o niewielkim wzroście pojawia się kobieta. Ich relacja nie do końca jest jasna, ale pod każdym względem jest wyjątkowa. Szczególnie dla inspektora, który – pomimo upływającego czasu – ciągle nie radzi sobie z tragiczną śmiercią ukochanej żony. Na szczęście powoli rodząca się miłość do Anne, delikatnej brunetki o urzekającym uśmiechu, otwiera go na nowe doznania. Niestety los szykuje dla inspektora okrutne doświadczenie. Jego ukochana zostaje brutalnie pobita, gdy przypadkowo zostaje świadkiem napadu na sklep jubilerski. Anne rozpoznaje oprawców, mimo to śledztwo prowadzi na dziwne tory, ale Verhoeven nie odpuszcza, używając podstępu, za który grozi mu dyscyplinarne usunięcie z policji, prowadzi dochodzenie, to co odkryje o napadzie, a także o swojej nowej miłości przewróci jego świat do góry nogami.


Pierre Lemaitre jest doskonały w tworzeniu przewrotnych fabuł, ale jeśli chociaż raz posmakowało się twórczości tego pisarza, to już na stracie wiadomo, w którą stronę zmierza historia, ale to oczywiście wiadomość dla wtajemniczonych. Ci którzy rozpoczynają przygodę z trylogią (co z tego, że od ostatniego tomu, mnie się to często zdarza) powinni wiedzieć, że w powieści każda informacja zdobyta w trakcie śledztwa ma drugie dno, nic nie jest pewnikiem, wiadomo jedynie, że nawet jeśli nasza zdolność dedukcji osiągnie wyżyny, to i tak będziemy zaskoczeni. Taka metoda tworzenia jest niezwykle interesująca, bo nigdy nie wiadomo co dostaniemy w finale. Mnie bardzo się to podoba, mniej już to, że po przeczytaniu dwóch książek Lemaitre'a o wiele szybciej godzę się z szokującymi informacjami, a może wynika to z faktu, że dwa poprzednie tytuły dały mi mocno do wiwatu, omotały, wprawiły w zdumnienie, przez co mniej więcej wiedziałam co mnie czeka i dlatego intryga w „Ofierze” nie wprawiła mnie w tak wielkie osłupienie na jakie liczyłam. Mimo to uważam, że powieść jest niesłychana i pod wieloma względami idealna, choćby ze względu na wyjątkowych bohaterów. Takiego inspektora jak Verhoeven szukać ze świecą. Gość jest diabelnie inteligentny, nie ma zbrodni, której by nie rozwiązał, a do tego charakteryzuje się niewielkim wzrostem (ma tylko 145 cm), genialnym talentem do rysunku, który odziedziczył po matce cenionej malarce, i... stanami depresyjnymi. Poza tym Lemaitre to mistrz słowa, jak mało kto potrafi wnikać w psychikę postaci, dzięki czemu znakomicie opisuje przeżycia bohaterów, tworząc obraz ludzi emocjonalnie pokiereszowanych. Potrafi również wywołać dławiącą atmosferę niepokoju i liryzmu, która w połączeniu z zagadkową fabułą i wewnętrznymi rozterkami bohaterów daje niespotykany, pasjonujący efekt. Reasumując, „Ofiara” jest bardzo dobrą książką, która na pewno niejednego czytelnika wprawi w zdumienie, wywoła też wiele innych emocji, ponieważ historia jest niezwykle udanym thrillerem psychologicznym, dlatego też polecam ją osobom ceniącym sobie ten typ literatury.
Czytaj dalej »

Listy od zabójcy bez znaczenia. Jose Carlos Somoza

Jose Carlos Somoza

LISTY OD ZABÓJCY BEZ ZNACZENIA

Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2005
Stron: 123
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 6/10 - dobra



Po raz pierwszy o Somozie hiszpańskim pisarzu urodzonym w Hawanie, przeczytałam u ArmAlKo Lit przy okazji jej recenzji „Jaskini filozofów”. W mojej bibliotece jak na lekarstwo książek Somozy, ale o dziwo trafiły mi się „Listy od zabójcy bez znaczenia”. Muszę przyznać, że liczyłam na kryminał, a nie na filozoficzną rozprawę, ukrytą pod zaskakującą zabawą głównej bohaterki, nie zmieniło to jednak faktu, że powieść Somozy jest dobrą, niepokojącą i zmuszającą do analizy zagadnień egzystencjalnych historią.
„Pewna pisarka osiedla się w miasteczku na wybrzeżu, licząc, że znajdzie inspirację do swej następnej powieści […] Pewien zabójca śle listy do samotnej kobiety, nakłaniając ją do odpowiedzi.[str.39]”

Tak w skrócie mógłby brzmieć opis książki, wypada jednak dodać, że zabójca, a tym samym jego odpowiedzi są wytworem wyobraźni kobiety, a dokładniej Carmen del Mar Povedy. Wymiana listów jest niezwykle absorbująca, zwłaszcza że Carmen próbuje rozszyfrować zabójcę, wiem jak to brzmi, ale uwierzcie mi, że w książce próba namierzenia adresata jest bardzo zajmująca. Po pewnym czasie pisarka ma dość tej zabawy, ale wtedy okazuje się, że pewien wścibski mieszkaniec nadmorskiego miasteczka czytał te listy, przez co korespondencja nadal trwa.


 „Listy od zabójcy bez znaczenia” są niewielką, dosłownie 123 stronicową historią, ale że autor wprowadził kilka wątków, dodał do niej trzy dramatyczne historie kobiet pochowanych na lokalnym cmentarzu, zastosował też epistolarną formę i stworzył kilka rodzai narracji, to ma się wrażenie ogromnej powieści, będącą źródłem wszelkiej informacji. Choćby dlatego, że Carmen odpisując swojemu zabójcy zdaje mu relacje z życia społecznego miasteczka, opisuje swoje spostrzeżenia, wplata w treść listów gry logiczne i romantyczne ćwiczenia, a także nawiązuje do nauk filozofa Wittgensteina, podejmując zagadnienia umysłu, i do prac Williama Faulknera, który nade wszystko cenił sobie głębię emocjonalną i wyszukany tok narracji. Wszystko to sprawia, że mamy do czynienia z powieścią szkatułkową, książką w książce, na dodatek z odrobiną złowieszczej atmosfery, wywołanej przez obecność zabójcy i fascynującym, angażującym wszystkie zmysły tematem miłości i śmierci. Kiedy zaczęłam czytać tę książkę byłam lekko zmieszana jej formą, był moment, że zgubiłam się w podejmowanej polemice, a nawet nie bardzo wiedziałam kto jest kim, ale to było chwilowe, choć liczne metafory i skojarzenia nie ułatwiały mi czytania, jednak piękny, elegancki język Jose Carlosa Somozy i jego biegłość w tworzeniu tak wyszukanych intryg jest porywająca i kusząca, dlatego pomimo początkowych trudności na pewno nie zatrzymam się na tym jednym tytule i Was również zachęcam do poznania talentu pisarskiego Somozy, bo twórczość tego pisarza z całą pewnością należy do wartościowej, godnej uwagi literatury.
Czytaj dalej »

Wysłanniczka, Stephen Miller

Stephen Miller

WYSŁANNICZKA

Wydawnictwo: Muza
Data: 2014
Stron: 446
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
 
Moja ocena: 6/10 - dobra





Stephena Millera kojarzę głównie z dużego ekranu (Archiwum X, Poza sezonem, Chłopięcy świat), więc kiedy dowiedziałam się, że „Wysłanniczka” jest jego dziełem, byłam lekko zdziwiona, chociaż może nie powinnam, ponieważ Miller od lat zajmuje się pisaniem scenariuszy i sztuk teatralnych, poza tym na swoim koncie ma dwie inne powieści, co prawda nie znane na naszym rynku, ale świadczą o tym, że ma smykałkę do pisania.

Wirus Ospy
"Wysłanniczka" jest thrillerem dotyczącym bioterroryzmu. Główną bohaterką jest Daria, młoda i piękna kobieta pochodzenia arabskiego, która dorastała w ideologii bazującej na prawach i tradycjach. Głęboko skrzywdzona w dzieciństwie, nauczyła się walczyć za rodzinę i za kraj. Pragnie się poświęcić w imię Boga i chce zostać męczennicą. Jej pragnienie ziściło się, zostaje panią śmiercią. Zarażona zmodyfikowanym wirusem ospy zmierza do Stanów Zjednoczonych, aby przez dotyk zarażać niewinnych ludzi. Daria jest bezwzględna i zadowolona ze swojej samobójczej misji. Według niej Ameryka to miejsce, gdzie dobra idea przerodziła się w szaleństwo i jedynie upadek tegoż mocarstwa odsłoni nędzne oblicza jego obywateli, więc dlaczego miałby żałować swojej misji?

Tematyka bioterroryzmu przyprawia mnie o ciarki, co jak co, ale wizja zarażenia się zabójczym wirusem nie należy  do najprzyjemniejszych, co gorsze to jedna z najtańszych i najskuteczniejszych form terroryzmu. Co zresztą widoczne jest w powieści Millera. Użycie wirusa jest częścią strategii zakrojonej na szeroką skalę. Terroryści z łatwością przenoszą zarazki, te zaś błyskawicznie atakują system odpornościowy i zabijają zainfekowanego. W powieści akcja dzieje się w szesnaście dni, to niewiele, ale wystarczy, aby w tym czasie Ameryka ukazała się jako kraj bezbronny wobec takiego aktu terroryzmu, ludność opanowała panika, a Daria została przedstawiona jako naiwna fanatyczka islamu, która - po części - nieświadomie została wepchnięta w machinę terroryzmu.

Stephen Miller
Powieść Millera jest ciekawą i wiarygodną historią, która porusza problemy współczesnego świata, ale też w interesujący sposób przedstawia psychikę terrorystki. Można powiedzieć, że jest to też powieść drogi, dlatego że Daria przemierza liczne miasta, obserwuje mieszkańców i snuje refleksje na temat danej społeczności. Jej spostrzeżenia mają z niej czynić bardziej ludzką istotę, ale mnie nie udało się dla niej wyłuskać jakichkolwiek cieplejszych uczuć. Raz, że nie potrafiłam jej współczuć, w końcu z jej ręki ginęli niewinni ludzi. Dwa, ideologia ideologią, ale bohaterka dorastała w Europie, a nie w fundamentalistycznym kraju, a trzy, rzeczowy styl, momentami wręcz reporterski, do tego trzecioosobowa narracja, którą odebrałam jako chłodną i zdystansowaną, nie pozwalały mi na wzbudzenie w sobie większych emocji. Reasumując, książki nie czytało mi się źle, co więcej, byłam ciekawa finału, który - jak się okazało - jest w bardzo hollywoodzkim stylu, jednak tej ciekawej i dynamicznej lekturze, nie towarzyszyły większe wzruszenia czego bardzo żałuję, bo przecież tematyka powinna skłaniać do silnego  niepokoju i poruszenia, mimo to uważam, że powieść zasługuje na uwagę, ponieważ bardzo realnie przedstawia wojnę z terroryzmem, przy okazji obnaża wady systemu obrony przed biologicznym zagrożeniem.
 


Czytaj dalej »

Apokalipsa Z. Początek końca. Manel Loureiro

Manel Loureiro

APOKALIPSA Z

Wydawnictwo: Muza
Data: 2013
Stron: 413
Oprawa: Miękka
Tom I

Moja ocena: 6/10 - dobra



„Apokalipsa Z” jest debiutem hiszpańskiego prawnika Manela Loureira. Trzeba przyznać, że autor miał niezłego nosa co do motywu Nieumarłych, ponieważ książka odniosła niemały sukces, a w internecie zyskała status kultowej. Jako fan zombie, zarażony  ponad 20 lat temu filmem Romero „Dzień żywych trupów”, bardzo lubię wątek łaknących świeżego ciałka truposzy. Dlatego cieszę się, że po latach ciszy zombie ponownie stały się „modne”.

Z wielką ekscytacją zabrałam się za czytanie „Apokalipsy Z”, tym bardziej że książka ma moją ulubioną formę dziennika. Taka konstrukcja sprawia, że historia nabiera dużo większego dynamizmu, poza tym pierwszoosobowa narracja jest bardziej emocjonująca, w końcu nie ma to jak relacja z pierwszej ręki, zwłaszcza wtedy, kiedy nieumarli ślinią się za plecami. 

Źródło
Bohaterem jest hiszpański prawnik, wybitny farciarz, najprawdopodobniej w czepku urodzony, i mimo że w swoich zapiskach często powtarza, że życie to nie film, to jednak ma się wrażenie, że jest bratem bliźniakiem McGivera, bo sprawnie sobie radzi w ogarniętym apokalipsą świecie. Nasz bohater jest sympatycznym osobnikiem, trzeba przyznać, że jego dowcip, często czarne poczucie humoru i sarkastyczne uwagi nieźle mnie ubawiły. Na dodatek jego ekspresyjny przekaz, buduje doskonałą atmosferę, przez co łatwo wyczuć nastrój odosobnienia i przerażający klimat końca świata. Wirus, który wymknął się z wojskowej bazy w błyskawicznym tempie pędzi przez kolejne państwa. Objawy zarażenia są niepokojące: wysoka temperatura, dezorientacja, bladość i agresja. Według pogłoski chorzy znajdują się w stanie anabiozy, albo w stanie bliskim śmierci.

„W internecie wrze od plotek coraz bardziej absurdalnych. Inwazja kosmitów, tajemnicze przywry, mutanty, żywe trupy, masowe pranie mózgu... Jest w czym wybierać” [str.51]

Zaradny prawnik bierze swojego kota pod pachę, a także cudem zdobyty plecak z wyposażeniem skauta i wyrusza na poszukiwanie bezpiecznej bazy, co jak można się domyśleć łatwe i przyjemne nie będzie. Co więcej wpakuje się tyle niebezpiecznych sytuacji, że osiwieć można.

Trzytomowa przygoda z Nieumarłymi i miesięczny zapas słodyczy
Pierwszy tom trylogii o zombie przypadł mi do gustu, mimo że ma kilka niedociągnięć, jak choćby cudowne wyjścia z patowych sytuacji, trochę przynudzających fragmentów i powtórzeń, a także relacji prosto z oka cyklonu, co wydaje się lekko absurdalne, to jednak książka dostarcza sporo wrażeń. Powieść obfituje w ekstremalne akcje, gdyby sfilmować tę historię to sądzę, że powstałaby widowiskowa produkcja, ponieważ w opowieści nie brakuje spektakularnych działań, a i opisy wywołują niemałe poruszenie, zwłaszcza gdy dotyczą zarażonych dzieci, pogorzelisk czy miast zamienionych w cmentarze. 

Upadająca cywilizacja pogrąża się w mroku, zainfekowany świat przygnębia, nie jest to przyjemna wizja, jednak dla osób z dużą wyobraźnią zapewne bardzo prawdopodobna, szczególnie że istnieją ludzie, którzy lubią bawić się w Boga i eksperymentować ze szczepami wirusów, oczywiście w tej chwili jest to czysta fantastyka, ale z nią też bywa różnie. Przypominam, że dla bohaterów tej opowieści zombie to też fantastyka. Takie potraktowanie tematu bardzo mi się podobało, bo tworzyło realne tło, nie chcę kłamać, ale wydaje mi, że w książce tylko raz pojawia się słowo „zombie”. Co więcej stworzenie bezimiennego bohatera, sprawia, że łatwiej się identyfikować z człowiekiem, który próbuje walczyć o życie, wolność i nadzieję. Szkoda tylko, że też nasz bohater to prawdziwy sprytek, niestety przeciętny Kowalski nie miałby szans z nieumarłymi i najprawdopodobniej poległby już na stracie, ale to szczegół, ważne, że  „Apokalipsa Z” jest interesującą książką, którą czyta się z wielkim zainteresowaniem i co najważniejsze historia o nieumarłych jest przednią rozrywką, wprawdzie mrożącą krew w żyłach, ale w końcu po to czyta się takie powieści, że dostarczyć sobie odpowiednich skoków adrenaliny, a ta książka pod tym względem jest idealna. Polecam.


Czytaj dalej »

Suknia ślubna, Pierre Lemaitre

Pierre Lemaitre

SUKNIA ŚLUBNA

Wydawnictwo: Muza
Data: 2012
Stron: 278
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 8/10 - rewelacyjna





Pierre Lemaitre na początku listopada minionego roku, został laureatem Nagrody Goncourtów, najbardziej prestiżowego wyróżnienia literackiego we Francji. Na naszym rodzimym rynku znany jest z trzech powieści: „Zakładnika”, „Sukni Ślubnej” i od dość niedawna „Alex”. To właśnie „Alex” sprawiła, że zostałam zarażona lemaitryzmem. Dlatego gwałtem musiałam przeczytać coś, co wyszło spod pióra tego autora, padło na „Suknię ślubną” i cóż mogę o tej książce napisać, jest znakomita! W sumie na tym powinnam zakończyć, a słowo „znakomita” podkreślić co najmniej pięć razy, dać z dziesięć wykrzykników, niech to mówi samo za siebie, ale nie zrobię tak, bo do lakonicznych osób się nie zaliczam. 

Jeśli komuś są znane prace Lemaitre, to wie, że intrygi tego autora do najprostszych nie należą. Multum w nich tajemnic, niezrozumiałych zdarzeń i szokujących informacji. W jego książkach nic nie jest takie, jakie się wydaje, nawet jeśli jesteśmy przekonani, że nasz trop jest słuszny, to zazwyczaj daleko nam do rozwiązania zagadki. „Suknia ślubna” wydaje się być powieścią bardzo klarowną. Sophie - piękna, młoda kobieta, świeżo poślubiona, jest chodzącym szczęściem, ale jej cudowną stabilizację zaczynają burzyć pewne niepokojące incydenty, a to gubi klucze, a to zapomina gdzie zaparkowała samochód, zaczyna przegapiać istotne terminy w kalendarzu, gubi się we własnych mejlach. Tego typu zdarzeń jest cała masa. Sophie zaczyna podejrzewać u siebie chorobę psychiczną, tym bardziej, że z każdym dniem jej stan ulega pogorszeniu; dopadają ją stany depresyjne, a nawet chwilowa amnezja. Z radosnej kobiety staje się wrakiem człowieka, co gorsze zostaje wmieszana w brutalne morderstwa, jest jedyną podejrzaną. Sophie musi działać, tylko czy uda się jej wydostać z więzienia, jakim jest jej własna psychika.

Suknia

Książka jest fenomenalnie skonstruowana. Nieporadne, krótkie, ale jakże niepokojące zdania sprawiają, że czujemy się jak w imadle, okazuje się nagle, że nie tylko Sophie dopada depresja, ale również i nas, z tej przyczyny, że historia jest niesłychanie emocjonalna. Mnóstwo w niej lęku i cierpienia. Ból, bezsilność i rozpacz jest tak sugestywna, że kiedy skończyłam czytać tę powieść,  odetchnęłam z ulgą. To niesłychane z jakim wyczuciem autor porusza się po delikatnej psychologicznej strefie. Jego ocena stanów emocjonalnych bohaterów jest przerażająco trafna i jedynie czasami, bardzo rzadko, rodzi się w głowie pytanie, czy to w ogóle jest możliwe? Jak to jest, że nikt nie widział, nikt nie słyszał? Może i pewne kwestie są naciągane, ale to nic, gracja, wręcz piękno, z jaką Lemaitre opisuje szaleństwo Sophie, jest tak przejmująca i pociągająca, że niweluje ewentualny sceptycyzm. Zostajemy wciągnięci w spiralę obłędu i wraz z bohaterami bierzemy udział w diabolicznej rozgrywce, w którym zwycięzca musi być tylko jeden. Zachęcam do przeczytania tej książki, bo jest to niesamowita opowieść, która skutecznie wytrąca z równowagi i sprawia, że balansuje się na granicy zdrowia psychicznego

 Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości 
Czytaj dalej »

Alex, Pierre Lemaitre

Pierre Lemaitre

ALEX

Wydawnictwo: Muza
Data: 2013
Stron: 352
Oprawa: Miękka

Moja ocena 7/10 - bardzo dobra





Alex prawie we wszystkim wygląda dobrze, jest śliczna. Nie zawsze tak było, wyładniała, dopiero stając się nastolatką. Wcześniej była małym, niezbyt urodziwym i przeraźliwie chudym stworzeniem. Ale kiedy zaczęła dorastać, to było jak fala tsunami (…) w kilka miesięcy stała się piękną dziewczyną. [str.9]

Paryż
Paryż nocą
Alex lubi sprawiać sobie drobne przyjemności, jedną z wielu, jest nastrojowa kolacja w Mont-Tonnerre. Wieczór spędzony w przytulnej kafejce był całkiem udany, szkoda tylko, że Alex nie zdążyła na ostatni autobus, ale dziewczyna nie martwi się tym i decyduje się wrócić do domu na piechotę. Niestety spokojny wieczór zostaje zakłócony przez makabryczną napaść. Alex zostaje porwana. Oprawca, skatowaną i obdartą z resztek godności kobietę, zamyka w niewielkiej drewnianej skrzyni powieszonej tuż na ziemią. Alex szybko zdaje sobie sprawę, że czeka ją śmierć, ale nie zamierza się poddawać, będzie walczyć. Pozostaje tylko pytanie, dlaczego to właśnie ją wybrał porywacz? I kim tak naprawdę jest Alex?
Powieść francuskiego pisarza Pierre Lemaitre wydawała mi się typowym thrillerem. Momentami zastanawiałam się, co też do licha jest w tej książce, że zbiera tak wysokie oceny, tym bardziej że fabuła, w miarę prosta i banalna, zapowiadała całkiem zwyczajną historię. Jednak z każdą stroną coraz szerzej otwierałam oczy ze zdziwienia, co więcej, już po lekturze, zachodzę w łeb w co mnie w kręcono?! To moje zbałwanienie spowodowane jest niezliczoną ilością twistów, szokujących informacji i tak wielkim dramatem, że chcąc czy nie, człowiek zaczyna się zastanawiać na jakim świecie żyje.

Gdybym miała określić książkę jednym słowem, to nazwałabym ją nieprzewidywalną, bo nie ma lepszego słowa, na to, co autor wyrabia z tą historią. Lemaitre stworzył wstrząsającą i niesamowitą opowieść opartą na prostym motywie, co więcej, sprawił, że czytelnik jest przekonany, że ma do czynienia z niezłożoną intrygą, co jest oczywiście absolutnie błędne, bo w trakcie czytania trafiamy na szereg tak zaskakujących informacji, że nie sposób wyrobić sobie - o całej tej wstrząsającej historii, jak i jej bohaterach - jednoznacznego zdania. Zaskakująca konstrukcja książki jest jednym z jej wielu walorów „Alex”. Innymi są fenomenalny klimat grozy, plejada unikatowych postaci, jak również psychologiczny wymiar tej opowieści, który tak naprawdę jest jej dominującym elementem.

Alex

Może zdziwi Was to co teraz napiszę, tym bardziej że powieść oceniam bardzo wysoko, ale jedno w tej książce drażniło mnie ogromnie, a mianowicie styl w jakim została napisana. Nie wiem, być może to wina tłumaczenia, ale liczne krótkie, „sztywne” zdania i pewna maniera wyrażania się sprawiły, że ciężko mi było przyzwyczaić się do jej charakteru. Poza tym w „Alex” występuje trzecioosobowa narracja, według mnie personalna, która ma dość dziwny rytm (wybaczcie, ale inaczej nie potrafię tego określić) przez co trudno było mi się skupić na historii, bo non stop analizowałam wypowiedzi narratora, ale nie będę się nad tym dłużej rozwodzić, za jakiś czas trafi na mój warsztat czytelniczy „Suknia ślubna” i wtedy się okaże kto stoi za tym osobliwym stylem. Pomijając to, uważam, że „Alex jest genialną powieścią, która nie kończy się wraz z ostatnią stroną, ponieważ długo po lekturze zastanawiamy się, co to do cholery było?! Zaskoczenie wywołane finałem jest szokujące i w pewien sposób dezorientujące, ale jest to niesamowite uczucie, które może sprawić, że łatwo uzależnić się od tak niezwykłych powieści.
Czytaj dalej »

Pływanie. Profesjonalnie o sporcie

Nic Newell, Dan Cross, Paul Cowcher, Tommaso Bernabei

PŁYWANIE
PROFESJONALNIE O SPORCIE

Wydawnictwo: Muza
Data: 2012
Stron: 160
Oprawa: Miękka, broszurowa



Pływanie to moja pasja, kiedyś kilka razy w tygodniu zjawiałam się o szóstej rano na basenie, żeby móc w spokoju popływać. Dzięki systematycznym ćwiczeniom prawie do perfekcji opanowałam styl klasyczny (żabkę) i styl dowolny (kraul), co mnie ogromnie cieszy, bo wreszcie skończyło się moje chaotyczne bełtanie wody.

Mimo że od mojej przygody z pływaniem minęło trochę czasu, to nadal jestem sympatykiem tej formy sportu i często podczytuję literaturę fachową, tak też było w przypadku książki „Pływanie. Profesjonalnie o sporcie”. Autorzy tej publikacji to fachowcy w swojej dziedzinie: Nic Newell – zdobywca trzech medali na Igrzyskach Pacyfiku Młodzieży, Dan Cross – pływak, obecnie profesjonalny trener, Poul Cowcher – pracownik w sektorze zdrowia i kondycji fizycznej, trener osobisty oraz Tommaso Bernabei – scenarzysta i autor poradników, dietetyk włoskiego klubu pływackiego. Panowie wykonali świetną robotą tworząc doskonałą instruktażową pozycję, przeznaczoną głównie dla pływaków, którzy pragną osiągnąć realne sukcesy w tej dziedzinie sportu.


Książka jest doskonale przygotowana i bardzo czytelna. Zaczyna się krótkim, ale treściwym wprowadzeniem. Następnie zostają przybliżone techniki i taktyka pływania stylów: klasycznego, dowolnego, motylkowego oraz grzbietowego. Objaśniono również starty ze słupka, nawroty i finisze. W rozdziałach tych znajduje się wiele cennych porad i przestróg, dla ułatwienia autorzy stworzyli zwięzłe podsumowania w formie listy przypominającej. W dalszej części przedstawiono trening przekrojowy, którego celem jest wzmocnienie mięśni, zapobieganie urazom, zwiększenie motywacji i utrzymanie dobrej kondycji. Precyzyjnie zilustrowano ćwiczenia poza basenem, z anatomicznym podkreśleniem pracującej grupy mięśni oraz wyjaśniono jaki wpływ ma dane ćwiczenie na efektywność pływania. Kolejnym krokiem jest przybliżenie zasad właściwego odżywiania z podziałem na podstawowe grupy: węglowodany, białka, tłuszcze i płyny, jak również bazę apetycznych przepisów na zbilansowane dania. W dziele końcowym znajduje się bonus dla zainteresowanych, czyli szczegółowy program treningowy. Dodam jeszcze, że opracowanie graficzny książki jest godne pochwały. Dobrej jakości papier i ogromna ilość zdjęć z adnotacjami o tym jak należy wykonywać poszczególne zadania, oraz co robić w wodzie, żeby pływać szybciej i coraz lepiej jest bardzo cennym dodatkiem.

Publikacja wydawnictwa Muza, jest lekturą kierowaną do osób dla których pływanie to coś więcej niż tylko relaks, czy praca nad dobrą formą fizyczną. To profesjonalna pozycja dla pływaków, którzy pragną udoskonalić swój warsztat i poprawić czas, dzięki czemu będą pływać efektywniej, a tym samym, osiągać coraz lepsze wyniki. 

 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Muza, a także portalowi Sztukater.
Czytaj dalej »