Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantasy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantasy. Pokaż wszystkie posty

Na co do kina? Bogowie Egiptu


Jakiś czas temu postanowiłam, że będę się dzielić opiniami na temat obejrzanych filmów, ale że niekonsekwencja to moje drugie imię, to i pomysł spalił na panewce. Mimo to, po raz kolejny, robię rozruch cyklu o filmach, zobaczymy jak wyjdzie tym razem. 

Źródło Filmweb
 BOGOWIE EGIPTU

Reżyseria: Alex Proyas
Scenariusz: Matt Sazama, Burk Sharpless
Produkcja: USA
Gatunek: Fantasy, Przygodowy

Moja ocena: 6/10 - niezły 


Wczoraj, z braku pomysłu na spędzenie wieczoru, wybrałam się na "Bogów Egiptu". Nie planowałam seansu, chociaż zwiastun był niczego sobie, mimo to nie miałam parcia na ten film. Szczególnie że ewidentnie kojarzył mi się z nie najlepszymi produkcjami typu "Gniew Tytanów", ale z braku laku... Po za tym raz kozie śmierć. 

O dziwo sala kinowa pękała w szwach. Piszę o dziwo, bo produkcja Proyasa (dla niewtajemniczonych pana m.in od "Zapowiedzi" i "Ja, robot") niespecjalnie dobrze wypada w rankingu box office, krytycy też nie są dla niej życzliwi. Widać kinomaniacy nic sobie z tego nie robią i bawią się w najlepsze, gdyż film - mimo że schematyczny - był obrazem miłym dla oka i dostarczającym sporo ekscytacji (co było słychać wśród widowni, zwłaszcza gdy kibicowano Horusowi) być może dlatego, że mamy do czynienia z efektownym ścieraniem się dobra ze złem, tak klasycznie, ale czy to źle?

Źródło Filmweb
O co tak naprawdę biega w tym filmie. Na pewno o nic zagadkowego, bo o władzę. Set (Gerard Butler) pan burz i pustyni ma dość parzenia sobie stóp gorącym piaskiem, i podczas koronacji nowego króla Egiptu zabija swojego brata Ozyrysa. Przy okazji daje niezły łomot bratankowi Horusowi (Nikolaj Coster-Waldau) aspirującemu do korony i, pomimo niezadowolenia uczestników ceremonii, ogłasza się nowym władcą imperium. Set jest bezwzględny, zmusza pozostałych bogów do uległości i wprowadza nowe krwawe rządy. Zapewne tak by zostało, gdyby nie urocza Zaya (Courtney Eaton) i jej oblubieniec, złodziej i nicpoń Bek (Brenton Thwaites). Dziewczyna namawia ukochanego do postawienia się Setowi, ale aby to zrobić, musi przekonać pokonanego Horusa do walki ze stryjem. Łatwe to nie będzie, wszak pertraktacje śmiertelnika z bogiem nie są proste, jednak toku wydarzeń możemy się domyśleć. Horus zbierze siły i z pomocą Beka, podróżując nawet do niebios do dziadka Ra, postanowi stanąć do walki z potężnym Setem. 

Źródło Filmweb
Film zaskakujący nie jest, to fakt. Od razu wiadomo, w którym kierunku podąży historia i jaki jest jej finał. Scenariusz nie jest dopracowany, a wiele wątków pokpiono, przez co "Bogowie Egiptu" nie mają w sobie tego czegoś, co pozwalałoby na danie mu wysokiej oceny. Kiczowatych momentów też w nim nie brakuje, czasami z zakłopotaniem patrzyłam na niektóre sceny, kręciło mi się też w głowie od nadmiaru efektów komputerowych, ale często byłam zachwycona pięknem wykreowanego Egiptu i rozmachem kostiumów. Oglądałam film w trójwymiarze, więc patrząc z lotu ptaka na niektóre sceny byłam oczarowana. Wciągnęła mnie też relacja Horusa z Bekiem. Ich słowne, humorystyczne przepychanki były zabawne, nic na to nie poradzę, że zawsze bawi mnie śmiałość (podyktowana głupotą) człowieka wobec boga krwawiącego złotem. Podobnie jak to, że bidny człowieczyna potrafi być mądrzejszy i sprytniejszy niż jego bóg, taki standard. Doceniam też to, że z wielkich egipskiego świata nie zrobiono ideałów, tylko pokazano ich próżność i obnażono wady. Oczywiście jest to w miarę zgodne z mitologią i inne potraktowanie tematu byłoby nie na miejscu. 

Źródło Filmweb
Nie napiszę czy warto pójść na ten film, bo raz, że nie to ładne, co piękne, ale to co się komu podoba, a dwa, "Bogowie Egiptu" mają sporo wad, ale dobrze się bawiłam na seansie, dwie godziny filmu minęły błyskawicznie. Co więcej nie wyszłam z kina z myślą, że źle wydałam pieniądze, bo dostałam to, co chciałam, całkiem niezłą rozrywkę. Mnie w to graj.


Czytaj dalej »

"Jack pogromca olbrzymów"

Reżyseria: Bryan Stinger
Scenariusz:  Darren Lemke, Christopher McQuarrie, Dan Studney
Gatunek: Fantasy, przygodowy
Produkcja: USA 2013
Premiera: 2013-03-15(Polska) 2013-02-27(Świat)
Obsada:  Nicholas Hoult, Bill Nighy, Ewan McGregor, Eleanor Tomlinson

Opis: Film jest alternatywną wersją bajki o Jasiu i magicznej fasoli w reżyserii Bryana Singera. Stary pokój między ludźmi a olbrzymami zostaje zagrożony gdy ktoś porywa następczynię tronu. Młody rolnik Jack (Nicholas Hoult) staje na czele wyprawy do królestwa olbrzymów, w nadziei na ocalanie porwanej księżniczki... 


Niedziela w mojej rodzinie to dzień wspólnego spędzania czasu. W ten dzień stadem pijemy kawę, obżeramy się domowym ciastem, prowadzimy długie dysputy, a czasami... serwujemy sobie wypad do kina. Tak było i tym razem. Trafiło na film Bryana Stinger'a „Jack pogromca olbrzymów”. Jako że nie wyrosłam z potrzeby czytania i oglądania baśni, cóż, pewnie już nie wyrosnę, to film ten był dla mnie nie lada radochą, bo okazał się niesamowitym, fantastycznym widowiskiem, baśniową produkcją z zachwycającymi efektami specjalnymi i ciekawym efektem 3D.

Fabuła filmu jest interpretacją klasycznej angielskiej baśni „Jaś i magiczna fasola”, która jest parafrazą bajki charakteryzującej się przemocą i klimatem gore - „Jack the Giant Killer”. W filmie Stinger'a, Jack (Nicholas Hoult) to młodzieniec, który przehandlował szkapinę, która notabene nie była taką chabetą na jaką wyglądała, za kilka nasionek magicznej fasoli. Jego opiekun, gderliwy stryj, słysząc o takiej wymianie, wpadł w szał i wyrzucił ziarenka. Jack pamiętając z dzieciństwa baśń o fasoli i olbrzymach, próbował uratować nasiona, ale jedno sprytnie ukryło się pod podłogą, a kiedy dostało odrobinę wody, wypuściło olbrzymie łodygi sięgające wysoko, aż za chmury, do krainy gdzie żyją przerażające olbrzymy rozsmakowane w ludzkim mięsie.


Baśń jak baśń. Teoretycznie niczym nie zaskakuje, ponieważ opiera się na klasycznych motywach. Pojawia się biedny, ale dzielny chłopiec i jest też piękna, życzliwa księżniczka (Eleanor Tomlinson). Jak można się domyśleć losy tych dwojga bohaterów połączy przypadek, dość osobliwy przypadek, który przyczyni się do zerwania pokoju pomiędzy ludźmi i olbrzymami. Oprócz tego, jak w każdej bajce, musi być czarny charakter (Stanley Tucci), który bez skrupułów będzie szedł do celu, oraz dzielny rycerz (Evan McGregor). Wyraziści bohaterowie mogą co nieco zniechęcać, na szczęście nie są cukierkowymi postaciami, mają swoje obawy i marzenia, potrafią być ironiczni, humorzaści i dowcipni. Jednak niech nie zwiedzie się ten, kto myśli, że film wytwórni Warner Bros to tylko idylliczny obraz, sielankowy nastrój w którym rządzi dobry humor oraz rozczulające teksty, bo to również ogromna ilość obrzydliwych i brutalnych scen, sporo napięcia i wzruszających momentów.

„Jack pogromca olbrzymów” to typowa baśń, w której dobro ściera się ze złem, sprawiedliwość zawsze wygrywa, a chłopak z plebsu zdobywa bazę. Reasumując, film ten ma wszystko co powinna mieć dobra legenda, dlatego jeśli lubicie takie klimaty, to na pewno nie będziecie rozczarowani tą produkcją, tym bardziej że gwiazdorska obsada, świetna muzyka plus niesamowity baśniowy świat, oszałamia i fascynuje. Nie jest to obraz rewelacyjny, ale można się nim zachwycić i sympatycznie spędzić przy nim czas. 

Kadry pochodzą z Filmwebu i Film.WP 

Zwiastun jest z napisami, kinowy film - z dubbingiem.

Czytaj dalej »

Śmiercionośne fale

Carrie Ryan

ŚMIERCIONOŚNE FALE

Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Data: 2012
Stron: 432
Tom: II




„Śmiercionośne fale” to drugi tom trylogii „Las zębów i rąk” autorstwa amerykańskiej pisarki Carrie Ryan. Cykl przedstawia postapokaliptyczną wizję świata, gdzie zombie, ludzie zarażeni wirusem, stanowią olbrzymie zagrożenie dla ocalałych, którzy aby przetrwać, tworzą osady z szeregiem zabezpieczeń.

W miejscu otoczonych Barierą, żyje nastoletni Gabry. Wraz z mamą mieszka nad samym brzegiem oceanu. Dziewczyna bardzo dobrze zna reguły miasteczka i wie, że absolutnie nie można przekraczać bezpiecznego ogrodzenia, jednak kiedy grupa przyjaciół namawia Gabry do złamania zasad, ta po chwili wahania przełamuje swoje ograniczenia i ulega impulsowi. Moment ten będzie dla niej przełomowy, wydarzenia następnych kilku godzin na zawsze zmienią jej życie, na domiar tego, matka zdradzi jej jeden z największych sekretów. Dziewczyna będzie musiała zmierzyć się z tajemnicami z własnej przeszłości,walczyć o przetrwanie, zdefiniować uczucia do dwóch chłopców oraz zdobyć w sobie odwagę do tego, aby wejść do Lasu Zębów i Rąk.

„Śmiercionośne fale” to rewelacyjna kontynuacja, którą wyśmienicie się czyta. Zasługa w tym duża przyjaznego stylu pisania Carrie Ryan, która bardzo sprawnie operuje piórem i posiada zdolność do obrazowego, skrupulatnego opisywania wydarzeń. Na domiar tego autorka, potrafi w sposób niesamowicie empatyczny oddać wszelkie emocje, zaleta to wielka, gdyż dzięki temu książka jest nie tylko lekturą na chwilę, ale jest historią, która mocno wzrusza i sprawia, że jej treść wywołuje szereg pytań, na które odpowiedź nie jest wcale taka łatwa. Ponieważ według mnie, pod tą ciekawą, trendy fabułą skrywa się metafizyka życia. Teoria bytu została zgrabnie wpleciona w niebezpieczną przeprawę i składa się na idealne tło zdarzeń, jak również jest znakomitą sferą do przemyśleń związanych z istotą życia.

Warto mieć na uwadze to, że książka oprócz interesującej i pełnej napięcia akacji, jest zapisem myśli i emocji Gabry, to wewnętrzny monolog, przepełniony spostrzeżeniami i wyobrażeniami, a te... bywają różne. Żywię wielką sympatię do tego tomu, uważam że jego treść jest fantastycznie skrojona, ale nie przepadam za główną bohaterką. W moim odczuciu jest egoistyczną istotką dla której ważniejsze jest nurzanie się w swoich troskach, niż zwrócenie uwagi na położenie innych osób, poza tym dziewucha rzuca się z jednych ramion w drugie, raz całuje chłopca swoich marzeń, żeby za chwilę wzdychać do innego.

Pewnie powinnam sobie odpuścić narzekanie, a irytujące zachowanie bohaterki zrzucić na karby młodego wieku oraz napiętej i przerażającej rzeczywistości, więc dla podtrzymania dobrej atmosfery, ustalmy, że tak właśnie robię, i zakończenie swojej wypowiedzi podsumowuję optymistyczną konkluzją. Pierwsza część tej bestselerowej serii zrobiła na mnie ogromne wrażenie, druga - pomimo kilku drażniących momentów – również przypadła mi do gustu, głównie za sprawą wyśmienitego klimatu, niepokojącego, inteligentnego wątku bogatego w liryczne treści, piękne uniesienia i ważne kwestie, dlatego szczerze zachęcam do poznania trylogii Carrie Ryan.



Czytaj dalej »

Kompendium wiedzy smokologicznej





„Kompendium wiedzy smokologicznej” to pełny zasób wiedzy dotyczący smoków. Ernest Drake to wybitny smokolog epoki wiktoriańskiej, autor wielu prac z tej dziedziny nauki. Jak podaje wydawca, niniejsze opracowanie po raz pierwszy ukazało się w 1912 roku w bardzo ograniczonym nakładzie. Obecnie dołożono wszelkich starań aby jak najdokładniej odwzorować oryginalną książkę. Na ile się to udało? trudno powiedzieć... nie miałam przyjemności czytać pierwowzoru publikacji, ale współczesne wydanie nie ma sobie nic do zarzucenia. Lekko postarzany papier, doskonałe i dokładne ilustracje, wyczerpująca wiedza o smokach, a także możliwość zobaczenie smoka w technologi 3D sprawia, że ta pozycja jest idealną lektura dla wszystkich miłośników tych pięknych, dostojnych zwierząt.

Smok europejski - http://smokolog.pl.

Na początku dr Drake przedstawia drzewo rodowe smoków i rozmieszczenie gatunków na świecie. Warto zauważyć, że teren Europy umiłował sobie niezwykły smok europejski, który do tej pory zajmuje eksponowane miejsce w folklorze wielu kultur. Oczywiście przewodnik po gatunkach nie ogranicza się tylko do tego jednego okazu, czytelnik ma możliwość poznać dokładną charakterystykę kilkunastu smoków, w tym ich wymiary, umaszczenie, odgłosy, rodzaj odżywiania, siedlisko, kryjówki, sposób ataku i różnego rodzaju ciekawostki jak np. umiłowanie smoków do błyskotek, tym samym często smoki gromadzą skarby, ale co niektóre osobniki wolą kolekcjonować szklane butelki lub... okulary.

Z racji tego, że natura bywa przewrotna, to każdy szanujący się smokolog, musi wiedzieć, że istnieją zwierzęta które wyglądem przypominają smoki, ale nie należą do smoków jak choćby Feniks, Waran z Komodo czy Wąż morski. W drugiej części księgi zostaje przedstawiona budowa szkieletu, w tym struktura skrzydeł i piór. Autor nie zapomina o smoczych zmysłach, polowaniu, obronie oraz o lataniu i smoczej aerodynamice. Poznamy również sposób rozmnażania, rodzaje jaj (niektóre z jaj to bajeczne okazy z pełną gamą wzorków i kolorów), nauczymy się identyfikować smocze maleństwa oraz potowarzyszymy smokowi w jego drodze życia; od wczesnego dzieciństwa do później starości.

„Kompendium wiedzy smokologicznej” to księga, która mnie zachwyciła, bo oprócz skondensowanej wiedzy dotyczącej życia smoków zawiera informacje o Tajnym I Starożytnym Towarzystwie Smokologów, jak również takie rarytasy jak: zabawki dla smoków czy smoczy język, radzę zapamiętać jak się mówi „Proszę nie zjedz mnie – Splau nargh gobble en” lub „Dzień dobry – Aargh umm” . Smoki przywiązują wielką wagę do etykiety, więc opanowanie kilku podstawowych zwrotów wydaje się być koniecznością. Nawet kiedy jest się kolacją dla groźnego smoka, warto zachować klasę do samego końca.

Wybitnie przypadła mi do gustu V część, która uczy diagnozowania i leczenia smoczych dolegliwości oraz gotowania wzmacniających potraw dla chorego smoka. Przepisy jak to przepisy, zawierają składniki od starych butów po tłuste koala. Niestety niektóre produkty nie są łatwo dostępne, zaś samo przygotowanie sycącej zupy czy zapiekanki wydaje się makabrycznym rytuałem. Na szczęście kilka stron później zapominamy o „ostrej kuchni” i uczymy się rysować smoki oraz gimnastykujemy umysł rozwiązując zagadki.

Z przykrością stwierdzam, że jednej rzeczy nie udało mi się sprawdzić. Dzięki zaawansowanej technologii, można zbudzić europejskiego smoka, wystarczy mieć tylko dostęp do internetu, kamerkę i dobry sprzęt komputerowy, który powoła smoka do życia. Niestety mój wysłużony komputerek nie podołał temu zadaniu, słabiutka pamięć i kiepska karta graficzna uniemożliwiła mi poznanie zniewalającego efektu 3D. Jednak wierzę, że trójwymiarowy obraz robi wrażenie i jest clou tego kompendium.

Szczerze polecam tę księgę, każdemu miłośnikowi smoków. Co prawda obecnie nie odnaleziono żadnych współcześnie żyjących smoków, a tym samym zweryfikowanie wiedzy na ich temat jest praktycznie niemożliwie, to jednak owe kompendium wyczerpująco przedstawia życie smoków i jest niesamowitą ciekawostką.

Moja ocena: 6/6

Książka na stronie wydawnictwa DEBIT + instrukcja budzenia smoka :)

Minimalne wymagania sprzętowe:

Procesor: Intel P4 2.4 GHz lub AMD

Pamięć: 1 Gb RAM
Karta graficzna: Nvidia, ATI, Chipset Intel




Wszelkie  informacje można znaleźć na stronie http://www.ologyworld.com/

Zbudzony smok - efekt rozszerzonej rzeczywistości




Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Debit, a także portalowi Sztukater za jej udostępnienie.

Czytaj dalej »

Raz wiedźmie śmierć

Kevin Hearne

RAZ WIEDŹMIE ŚMIERĆ

Wydawnictwo: Rebis
Data: 2011
Stron: 395



Pamiętacie Atticusa O'Sullivana?, jeśli przychodzi Wam go głowy szalony irlandzki druid, który porządnie nabruździł w pierwszej części Kronik Żelaznego Druida „Raz kozie śmierć”, to tak, macie rację, to ten sam.
Kevin Hearne w "Raz wiedźmie śmierć”, postarał się o kolejne rozrywki dla Atticusa i jego grona wiernych przyjaciół, i wierzcie mi, wcale chłopaczysko nie będzie miał lekko.
W poprzedniej części nasz bohater wykazując się sprytem, odwagą, a także mistrzowskim władaniem miecza, zdobył sobie grono sympatyków, wskaźnik jego popularności bije wszelkie rekordy. Niestety paranoidalny druid, nie czuje się komfortowo występując w roli megagwiazdy, tym bardziej, że najróżniejsi Bogowie, życzą sobie, aby zlikwidował ich rywali, poczynając od Thora (blondaska rzucającego piorunami). Do Atticusa zgłasza się też Kojot indiański bóg – oszust z żądaniem aby druid zabił demona polującego na okolicznych ludzi, mało tego, Irlandczyk musi zniszczyć hordę bachantek, a także nazistowskie wiedźmy dybiące na życie polskiego sabatu. Żeby nie było za nudno, księgarnię Atticusa nachodzi bardzo niecodzienny duet, ksiądz z rabinem.
Jak z tym wszystkim poradzi sobie sympatyczny druid?
Czy uda mu się sprytem pokonać niebezpieczne sytuacje?
Losy Atticusa O' Sullivana stoją pod wielkim znakiem zapytania.

„Raz Wiedźmie śmierć” nie odbiega jakością ani formą od pierwszej części przygód druida. Książkę czyta się wyśmienicie, fantastyczne akcje, krwawe bijatyki, opisane w plastyczny sposób wciągają w świat magii, dokładność opisów zaskakuje precyzją, a lekkie pióro autora w połączeniu z jego niesamowitą wyobraźnią powoduje, że mnogość wydarzeń i barwne postacie, wybijają czytelnika w fotel nie pozwalając mu wstać przed przeczytaniem ostatniego zdania. W powieści nie brakuje też humoru, na moje oko w tej części Hearne ostro przyprawiał dowcip sporą dawką pikanterii, potyczki słowne bohaterów powodują wybuchy śmiechu, a także miły dreszczy podniecenia, no ale jak inaczej może czuć się zwykły szarak w towarzystwie seksownych bogiń , chciał nie chciał, podtekst erotyczny musi być.
„Raz wiedźmie śmierć” to bardzo wciągająca lektura, dostarczająca mnóstwa wrażeń, a czegoż w niej nie ma. Fabuła naszpikowana jest bijatykami, czarami, teoriami magicznymi, a także postaciami demonów i innych piekielnych stworów. Oczywiście nie mogłoby zabraknąć bogiń Morrigan i Brighit, sympatycznej wdowy, która jak się okazało miała farta zobaczyć więcej niż marzyła, jak również oryginalnego sąsiada naszego Atticusa.
W powieści dzieje się więcej niż byśmy chcieli. Zabawa jest przednia, jednak tym razem bywało, że nadmierny humor mnie męczył, poza tym od ogromnej ilości bóstw, stworów i cudów kręciło mi się w głowie – nie jest łatwo odnaleźć się w fabule pędzącej jak błyskawica. Abstrakcyjna wizja świata magii, może pogrążyć czytelnika, ale cóż, łączmy się w bólu z Atticusem, chłopak nie może spokojnie wypić lemoniady na swoim tarasie, więc nie oczekujmy że będzie łatwo.
Nadążyć za Kevinem Hearne, to wyzwanie, mimo kilku moich narzekań, świetnie bawiłam się czytając „Raz wiedźmie śmierć” i z niecierpliwością będę czekać na kolejne przygody Żelaznego Druida, a podejrzewam, że dziać się będzie bo i tym razem  złożono  o kilka obietnic za dużo, a jak wiemy słowa należy dotrzymać.

Moja ocena 5/6

bachantki (łc. lm. bacchantes ‘czczący święto Bachusa’ od bacchari ‘czcić święto Bachusa’) 1. mit. gr. kapłanki Bachusa, jego tańczące w rozpasanym podnieceniu towarzyszki; menady. 2. przen. uczestniczki hulanki, orgii*



Za mozliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis 
Czytaj dalej »

Na psa urok

Kevin Hearne

NA PSA UROK

Wydawnictwo: Rebis
Data: 2011
Stron 293


Kiedy książka pojawiła się na rynku, pomyślałam sobie, że to kolejny ciężki kaliber z mitologią celtycką w tle. Po części miałam rację, bo powieść obfituje w celtyckie mity, jednak daleko jej do ciężkostrawnej pozycji, która nadmiarem informacji stłamsi czytelnika. Po przeczytaniu „ Na psa urok” pierwszego tomu Kroniki Żelaznego Druida, od razu stałam się wielką fanką Kevina Hearne'a, ktoś kto ma taką wyobraźnię i poczucie humoru musi być niesamowicie sympatycznym człowiekiem. Autor na co dzień uczy angielskiego, namiętnie pisze, uprawia bazylię – nie dziwi mnie to, uwielbiam zapach tej rośliny, maluje i robi piesze wycieczki w towarzystwie swojej uroczej żony i córki.
Dzięki wielkiej pisarskiej pasji Hearne'a mamy możliwość poznać niesamowitego, przystojnego irlandzkiego druida Atticusa O'Sullivana. 
 
Celtycka bogini Morrigan
Atticus jest ostatnim z druidów, liczy sobie ponad dwa tysiące lat, jednak dzięki wielkim zdolnościom nadprzyrodzonym jego ciało jest młode i sprężyste – błagam sprawcie, aby ten druid zamieszkał w moim różanym ogródku - mało tego, jest uroczym i niebywale uczynnym „młodzieńcem”. Niestety jeśli żyje się tyle wieków to nie trudno sobie nagrabić, a i zyskać wrogów nie problem. Atticusowi wydawało się, że znalazł idealne schronienie, zamieszkał w spokojnym miasteczku Tempe w Arizonie, otworzył sklep Trzecie Oko i zaprzyjaźnił się ze starszą panią, wdową MacDanagh. Jego spokój został zburzony, kiedy do sklepu wpadło wielkie czarne wronisko, pod postacią którego ukryła się bogini poległych i wojny, piękna Morrigan, obwieszczając że oto do miasta przybywa bóg celtycki, który chce sprawić niezły łomot Atticusowi i odebrać to co do niego należy.

Proszę sobie teraz wyobrazić współczesność w której od czasu do czasu pojawiają się bogowie wprowadzając totalny zamęt, wampiry i wilkołaki pracują jako prawnicy, za swoje usługi inkasując niezłą kasą, po ulicach miasta przechadzają się polskie wiedźmy rzucając uroki, a wielki wilczarz irlandzki potrafi gadać. Nie takie rzeczy świat widział i słyszał w książce „Na psa urok”. Zasiadając do czytania, trzeba przygotować się na moc wrażeń, nasze zmysły zostaną porwane do świata magii i przez kilka godzi będziemy tańczyć tak, jak celtyccy bogowie nam zagrają.
Będę bezkrytyczna, świetnie bawiłam się podczas czytania, ta książka to wyśmienita przygoda, doprowadzająca czytelnika do niekontrolowanych wybuchów śmiechu, poza tym dostarcza widowiskowych walk i pokazów magicznych sztuczek. Nasi bohaterzy to postacie żyjące z magią za pan brat, potrafią tworzyć cuda niewidy, wykorzystując zaklęcia, przybierając różne formy, czy nawet parząc magiczne herbatki.

„Uśmiechnąłem się do siebie. Po tych wszystkich dwóch tysiącach stu lat nadal uważam ze magia jest w dechę”
A. O'Sullivan

Postacie książkowe mają piekielne charaktery, nigdy nie wiadomo co knują i jakie mają zamiary, a broń boże któremuś zaufać. Nasz bohater ma trudny orzech do zgryzienia, problemy wyrastają jak grzyby po deszczu, jego goście to osobnicy mocno „szemrani”, chociaż niejednokrotnie nieziemsko piękni i uwodzicielscy. Atticus wraz ze swoim psim przyjacielem Oberonem – pies jest słodziakiem, którego za pewne każdy chciałby wyściskać – radzą sobie na różne sposoby, najczęściej bardzo skutecznie, ale chwila, chwila, wbrew pozorom nie jest tak błogo i słodko jak się wydaje. W przedstawionej opowieści nie brakuje cięcia, krojenia, lania krwi i rzucania wnętrznościami, nasi bohaterzy to postacie z ikrą i ułańska fantazją, więc nie trudno sobie wyobrazić do czego zdolny jest wściekły bóg.
Cała historia ubrana jest w przystępny język, który bardzo miło się czyta, w treści nie brakuje trafnych, zabawnych porównań i metafor, oraz wysmakowanych opisów pobudzających wyobraźnię.
„Na psa urok” to wyśmienita powieść, pełna oryginalnych postaci z duża dawką humoru i z genialnie zaplanowaną intrygą. Książka ta jest idealną lekturą dla miłośników fantasy, mocnych wrażeń, a także zwolenników dobrego żartu. Wygodnie usiądźcie, zapnijcie pasy i cieszcie się towarzystwem Atticusa O'Sullivna – gorętszy towar szybko się nie trafi.

Moja ocena 6/6

Druid - Wikipedia
Ilustracja na okładce Gene Mollica   - piękna grafika.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis
Czytaj dalej »

Niewidzialna

Rachel Caine

 NIEWIDZIALNA

Wydawnictwo: Amber
Data: 2011
Stron: 332




Rachele Caine to pseudonim Roxanne Longstreet Conrand, amerykańskiej pisarki powieści grozy i fantasy. Największą sławę przyniosła jej bestsellerowa seria „Wampiry z Morganville”, która ukazała się w kilkunastu krajach, a obecnie jest filmowana. Książki Caine najczęściej zdobywają fanów wśród miłośników paranormalnych fabuł z domieszką romansu i grozy – taki jest cykl o Cassiel, kobiecie demonie, która wskutek niewykonania rozkazu zostaje ukarana i skazana na życie śmiertelniczki. Jak to bywa w przypadku pięknych i ostrych jak brzytwa „dam” o gorącym sercu, Cass zakochuje się w Strażniku Pogody, władającym mocą panowania nad żywiołami.
Do tej pory ukazały się trzy książki opowiadające perypetie kobiety dżina , „Wyklęta”, „Nieznana” i „Niewidzialna”.

W „Niewidzialnej” Cass stawia wszytko na jedną kartę i walczy o los najbliższych jej osób Luisa i Isabel. Pragnąc zapewnić im bezpieczeństwo sama wystawia się na gniew i zemstę swojej siostry potężnej i okrutnej Perły, która pod przykrywą obozu pod nazwą Kościół Nowego Świata, porywa dzieci przejawiające cechy charakterystyczne dla Strażników. Stosując na nich okrutne metody „szkolenia”, niszczy ich psychikę, próbując zdobyć nad nimi władzę, te które nie poddały się jej woli są wyrzucane i skazywane na śmierć. Casiel zostawia Luisa i Ibby w bezpiecznym miejscu, a sama wyrusza walczyć ze złem. Na swoim stalowym rumaku przemierza mile w poszukiwaniu bazy Perły.

Nie czytałam poprzednich części, więc moja ocena będzie się skupiać tylko na tym jednym konkretnym przypadku. Muszę przyznać, że książka ta nie różni się od wielu podobnych jej czytadeł. Fabuła nie porywa i nie zaskakuje, wszystko to już widzieliśmy...w filmie „X-men”, tutaj też pojawia się grupa osób z nadprzyrodzonymi zdolnościami, władającymi mocami Ziemi, Ognia i Powietrza, mamy szkołę dla dzieci nieradzących sobie z nieznaną siłą, jest nauczyciel – mistrz poruszający się na wózku no i Cass, która przypomina filmową Storm. Nasza bohatera lubuje się w skórzanych wdziankach, opisana jest jako wamp o intensywnie zielonych oczach i jasnoróżowych włosach, chociaż co do tego nie jestem pewna, bo kilka stron dalej jej włosy są już białe z różowymi pasemkami żeby przy końcu powieści stać się lodowobiałe. I proszę mi wierzyć nie jest to zasługa samej zainteresowanej, a raczej wynika to z niekonsekwentnego działania autorki lub tłumacza. Cass jest wybitnie skuteczna w swoich efekciarskich akcjach, jednak jej wyczyny są bardziej zabawne niż niezwykłe. Według mnie, bohaterce przypisano zbyt dużo magicznych zdolności, mam wrażenie, że o czymkolwiek pomyślimy to się spełni. Cassiel włada mocami Ziemi i nawet nieźle jej to wychodzi, potrafi zmieniać wygląd, wpływać na świadomość ludzi, poruszać się w eterze, porozumiewać w myślach a nawet przywoływać zwierzęta - pełne menu z dodatkami.
To co mogłoby być plusem książki czyli interesujące i barwne opisy staje się udręką, bo ta historia to jedna wielka prezentacja świata w którym żyje i rozmyśla Cassiel - pijąc kawę, pędząc na motorze, podziwiając krówki i wszelkie inne dary natury. Trochę tego za dużo.

„Niewidzialna” nie wciągnęła mnie w swój świat, pomimo starań autorki która stworzyła – częściowo - ciekawe postacie i ironiczne , cięte dialogi, fabuła nie zachwyca. Opowieść traktująca o demonach, dżinach i innych super postaciach powinna mieć w sobie iskrę i ekscytującą akcję, w tej powieście tego zabrakło. Okładka też swoje robi, grafika nie mająca nic wspólnego z treścią ani klimatem lektury odstrasza a nie zachęca. 
Nie wiem czy powinnam książkę polecać, bo tak naprawdę nie ma w niej nic co powali z nóg  potencjalnego czytelnika i nie olśni go magiczną aurą Jest to lektura dla wytrwałych fanów Rachel Caine i miłośników lekkich paranormalnych, niezobowiązujących fabuł. 

Moja ocena 3/6

Książka została przekazana od serwisu nakanapie, za co serdecznie dziękuję.





Link do autora w serwisie nakanapie Rachel Caine 
Link do książki w serwisie nakanapie Niewidzialna
Czytaj dalej »

Zawsze przy mnie stój

Carolyn Jess-Cooke

ZAWSZE PRZY MNIE STÓJ

Wydawnictwo: Otwarte
Data: 2011






„ Anioł oznacza funkcję, nie naturę. Pytasz jak się nazywa ta natura? - Duch, Pytasz o funkcję? - Anioł. Przez to czym jest, jest duchem, a przez to co wypełnia, jest aniołem.”
Św. Augustyn, Enarratio in Psalmos

Kochamy Anioły, bez względu na wiarę, pragniemy by kroczył za nami posłaniec Boży, który chroni przed upadkiem i szepcząc głosem miłości wskaże właściwą drogę. Nie chcę, żeby zabrzmiało to złośliwie, ale Carolyn Jess-Cooke sprytnie wykorzystała ten pomysł, a że jest wielokrotnie nagradzaną poetką to w czarowny, płynny i barwny język ubrała całą opowieść o Margot, która po śmiercie wraca na ziemię żeby zostać własnym Aniołem Stróżem. Życie naszej bohaterki było drogą przez mękę, popełniła wiele błędów raniąc najbliższe osoby. Często jej złe decyzje wynikały z bolesnych przeżyć, rozczarowań i braku nadziei. Kiedy Margot umiera dostaje szansę bycia własnym Aniołem Stróżem. Jako Ruth wraca na ziemię, od tej pory chroni samą siebie przed pomyłkami, bólem i rozczarowaniami wierząc, że jako istota duchowa w służbie Bożej, wpłynie na poprawę swojego życia, a przy okazji i na zmianę losu ukochanych osób.

Od pierwszych stron zostaje na nas rzucony czar. Magiczny język powieści zachwyca, rzadko czyta się książki, które mają taką moc słów. Każde zdanie ma znaczenie, każda myśl która pojawia się podczas czytania jest istotna, ale czy historię o Aniołach można odbierać inaczej?. Anioły zawsze wzbudzają nasz zachwyt, dlatego wybiję się z ram totalnego zachwytu nad książką, bo miałam wrażenie, że próbowano na siłę mną wzruszyć. Powieść ma w sobie masę tragizmu: wymyślne tortury, porzucenia, zgubne nałogi, zdrady, mrożące krew w żyłach zdarzenia itd. Przez pierwszych kilkadziesiąt stron nagromadzenie dramatów ogromnie mnie  irytowało. Miałam uczucie, jakby ktoś mi brzęczał za uchem i wymuszał uczucia. Wiem, że fabuła musi „kupić” czytelnika, ale jak dla mnie akcja była z lekka naciągana. Owszem, wydarzenia są prawdopodobne, jednak w takiej dawce wypadają mało prawdziwie. Zastanówmy się też czy książka jest tak oryginalna jakby się wydawało – nie. W literaturze nie brakuje aniołów, pośredniczących, gloryfikujących, cherubinów i serafinów. Czytając mamy wrażenie, że Ruth i Nan to Monika i Tess z popularnego serialu amerykańskiego „Dotyk Anioła”. Te same role, niedoświadczony Anioł i Anioł przewodnik, nauczyciel. Gdybym miała się czepiać, to w powieści można znaleźć kilka nieścisłości, tak wiem, to fikcja literacka, więc daję spokój.

Jednak żeby nie było, że tylko ganię to teraz będę chwalić. Mimo że fabuła jest taka jaka jest, to w swojej nieskomplikowanej konstrukcji jest urzekająca. Książka ma niepowtarzalny klimat, treść napawa optymizmem i nadzieją, chcemy wierzyć w pieśń dusz, anielską opiekę, moc przebaczenia i siłę wiary. Na duży plus zasługują postacie aniołów, które nie są blondaskami z bialutkimi puszystymi skrzydełkami tylko istotami z rozterkami i buzującymi uczuciami, no i oczywiście piękny język powieści. Styl autorki powoduje, że czytelnik czyta jak zaklęty, nie sposób oderwać się od książki. Wszystkie minusy o których pisałam wcześniej wydają się być nieistotne, liczy się tylko Margot i jej walka. Środki stylistyczne stosowane przez Carolyn Jess-Cooke, to majstersztyk, ale czemu się dziwić, autorka zaczęła pisać już w dzieciństwie a przez lata pracy jej warsztat literacki nabrał smaku i profesjonalizmu.

Magia książki jest wielka, czytając zastanawiamy się nad swoimi decyzjami, czy były one przypadkowe?, czy jednak jakaś siła maczała w tym palce? i czy wykorzystaliśmy właściwie szanse dawane nam przez los?. Warto mieć tę książkę w swojej biblioteczce, samo spojrzenie na okładkę wystarczy, żeby pogrążyć się nostalgii. To poruszająca opowieść z pięknym przesłaniem.

Moja ocena 5/6
Czytaj dalej »

Wieczni

Alma Katsu

WIECZNI

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data: 2011


Miłość. Każdy z nas na dźwięk tego słowa bezwarunkowo uśmiecha się, bo miłość kojarzy się z czymś dobrym, czystym, to porozumienie i jedność z inną duszą i ciałem. Miłość pielęgnujemy i nosimy w sobie, dbamy o nią jak o najcenniejszy klejnot, dzięki temu pięknemu uczuciu unosimy się nad ziemią, pragniemy, chcemy więcej i dobrze nam z nią, ale co dzieje się kiedy miłość jest nieodwzajemniona, kiedy ktoś odrzuca nasze uczucia i rozmyślnie rani, wtedy nie jest już tak pięknie.

„Wieczni” to historia miłości niespełnionej, demoralizującej i prowadzącej do nieszczęścia.
Jak każda opowieść i ta ma swój początek, zaczyna się zimą nocą na północy Maine w miasteczku St. Andrew. Luke, miejscowy lekarz rozpoczyna nocny dyżur. Mężczyzna ma dość tego miejsca, jest zmęczony rutyną i znużony życiem w tym opuszczonym przez Boga miejscu. Nie spodziewa się, że ta noc odmieni jego całe życie. Policja przywozi do lekarza młodą dziewczynę podejrzaną o zabójstwo. To bardzo niecodzienne zdarzenie w tym spokojnym miasteczku. Kobieta ma na imię Lanny, przyznaje się do zbrodni i zwierza się lekarzowi. Twierdzi, że mieszkała w miasteczku dwieście lat temu a ofiara to jej wielka miłość Jonathan. Opowieść fascynuje Lucka, mężczyzna poznaje koleje losu Lanny i Jonathana oraz mistycznego i przerażającego Adaira.
Nie będę zdradzać więcej z fabuły bo popsułoby to całą zabawę a w końcu chodzi o dobrą przygodę podczas czytania.

„Wieczni” to debiutancka powieść autorki. Alma Katsu urodziła się na Alasce, dorastała w małym miasteczku w Massachusetts, od dzieciństw uwielbiała książki i nie rozstawała się z nimi, do tej pory dużo czyta, słucha muzyki i dba o swoje dwa psy rasy whippet. Ma dwa dyplomy z pisarstwa . Jest mężatką, oryginalne nazwisko zawdzięcza mężowi muzykowi, który jest Japończykiem.
Katsu chciała zabrać czytelnika w magiczny świat, tajemniczy, mroczny z ciekawymi postaciami i zdarzeniami powodującymi dreszcz niepokoju, czy się udało?, przekonajmy się...
Książka toczy się na dwóch płaszczyznach w czasie teraźniejszym i przeszłym, większość czasu spędzamy w XIX - tym wieku. Poznajemy czas dzieciństwa, dojrzewania Lanny, jej pragnienia i zmartwienia. Mamy okazję zobaczyć jak wyglądało ciężkie życie mieszkańców St. Andrew i jakie mieli rozrywki o ile można w ogóle wspominać o rozrywkach w tych trudnych czasach. Autorka wyraźnie nakreśliła podział społeczeństwa na biednych i bogatych, na silnych, „mądrych” mężczyzn i na bogobojne, ciche i „głupie” kobiety.
Bohaterzy to ciekawie zbudowane postacie, chociaż przyznam, że lekko denerwowała mnie naiwna postać Lanny, brakowało mi w niej energii, życia, ambicji, jej myśli krążyły tylko wokół tego jak uwieść bosko przystojnego Jonathana. Autorka w wywiadzie dla Falcata Times, wspomniała, że tworzenie postaci Adaira było dla niej największa przyjemnością i to widać, według mnie to jedna z najciekawszych postaci w książce. Bardzo mroczna, przerażająca i okrutna. To charyzmatyczny czarnoksiężnik z niejednoznacznym charakterem który może uwieś czytelnika. Bójcie się.
Narracja jest zmienna, raz jest to Lanny a raz Luke, to jego oczami odbieramy rzeczywistość w towarzystwie wiecznej. Język powieści jest barwny, plastyczny, nie brakuje ciekawych cytatów, ale też ckliwych, nijakich porównań. Atmosfera w książce jest duszna, przytłacza ciężki klimat, opisy mechanicznego seksu pozbawionego romantyzmu, czy też tortur stosowanych przez Adaira. Jeżeli ktoś spodziewa się, że w „Wiecznych” spotka wielkie, piękne uczucie zakończone „ja tam, byłem, miód i wino piłem” to może się rozczarować. Nie ma co się spodziewać słodkiej historii, która jest balsamem dla duszy, jest to opowieść po której trudno odetchnąć.
Na mnie książka nie zrobiła wielkiego wrażenia myślałam, że nie opędzę się od tej historii a opowieść spłynęła po mnie jak woda po kaczce. Owszem niektóre momenty w książce mocną mną telepnęły, jednak całość nie wypadła rewelacyjne. Jak wspomniałam wcześniej jedynie postać Adaira intrygowała, Lanny to mdła dziewucha a większość tekstów przyprawiała mnie o uśmiech irytacji. Nie wiem czy sięgnę po następną książkę z serii, szczerze wątpię. Między Bogiem a prawdą nie rozumiem sensu kontynuowania tej historii w jednej części można było zamknąć wszystko.
Brawa za graficzne opracowanie okładki, do tego aksamitna oprawa książki całość robi wrażenie, bardzo przyjemnie trzyma się ją dłoniach.

„Wieczni” to paranormalny romans, trudny, mroczny i okrutny. Z czystym sumieniem polecam ją dorosłemu czytelnikowi, który nie boi się wyzwania, stawianego przez wiecznych.

"Wieczni" na Youtube

Książka została przekazana przez serwis nakanapie.pl za co bardzo dziękuję.
Link do książki nakanapie.pl Wieczni
Linka do autora Alma Katsu







 
Czytaj dalej »

Bezduszna

Gail Carriger

BEZDUSZNA

Wydawnictwo: Pruszyński i S-ka
Data: 2011




Książek o wampirach i wilkołakach nie brakuje. Księgarniane półki uginają się pod ciężarem błyszczących kiełków atakujących z okładek. Jednak zadowolić czytelnika wymagającego w tym temacie nie jest łatwo. Wydaje się, że już wszystko było , ale panna Alexia Tarabotti i lord Maccon, są jedyni w swoim rodzaju i na szczęście te oryginalne postacie można spotkać w równie oryginalnej „Bezdusznej”.

Powieść „Bezduszna” jest debiutem Gail Carriger . Autorka to intrygująca postać świata literatury . Pisanie to jej lek na całe zło, w ten sposób odreagowuje smutne dzieciństwo pod okiem zrzędy i skąpca. Jako młode stworzenie uciekła z małego miasteczka i wyruszyła na podbój największych miast Europy a jej głównym daniem w tym czasie były herbatniki głęboko zabunkrowane w podręcznej torebce. Gail uwielbia małe kapelusze i cudaczne buciki, zachwyca się smakiem londyńskiej herbatki i tropikalnych owoców.

Żeby nie przedłużać, zapraszam do XIX wiecznej Anglii.
Alexia jest dwudziestosześcioletnią starą panną, mało tego jej ojcem był Włoch, nasza bohatera zawdzięcza mu mu ciemną karnacja i nos który powiedzmy jest inny niż panujące standardy. Uroda panny Tarabotti jest niepokojąca i intrygująca, do tego dochodzi temperament równy burzy z piorunami no i brak duszy. Pewnego nudnego wieczoru, Alexia zostaje zaatakowana przez wampira, dla którego dobre zasady wychowania są obce, mało tego ów nieszczęśnik nie wie, że ta wyfiokowana panna posiada umiejętność neutralizowania sił nadprzyrodzonych. W wyniku przepychanek bezpański wampir ginie. Na scenie zamieszania pojawia się zabójczo przystojny i gburowaty wilkołak lord Maccon, który z rozkazu królowej Wiktorii wszczyna śledztwo. Ziemia trzęsie się i wrze pod stopami Conalla i Alexi, ten duet przyprawia o ból głowy, do tego dochodzą dziwne zniknięcia wampirów, inne osobniki pojawiają się znienacka, atmosfera zagęszcza się a wybuch skandalu jest tuż, tuż.

Od pierwszych stron książki zakochałam się w Alexii. Autorka stworzyła ją pełną wigoru, tupetu, inteligencji i poczucia humoru, dała też jej niewyparzony język, co w połączeniu z pozostałymi cechami daje mieszankę wybuchową, zresztą wszystkie postacie pojawiające się w książce są niesamowicie ciekawe. Londyn pachnie XIX wiekiem, klimat książki jest rewelacyjny. Carriger umiejętnie przyprawiła tekst charakterystycznymi elementami dla Wiktoriańskiego wieku. Pojawiają nowinki z dziedziny techniki i nauki, do tego mamy brukowane ulice, dorożki, spacery po Hyde Parku, panie w wymuskanych sukienkach prosto z francuskich żurnali i ekstrawaganckich kapeluszach oraz panów w eleganckich cylindrach. Całość tętni życiem angielskiej socjety. Język jakim posługuje się autorka jest niebanalny, typowy dla klimatu panującego w książce. Czytając mamy wrażenie, że przenieśliśmy się w czasie. Jedynie wilkołaki i wampiry legalnie żyjące wśród ludzi „niszczą” ten realizm. Książka ma jakby dwa wątki sensacyjny i romantyczny, ten drugi jest dominujący, autorka skupia się bardziej na podchodach miłosnych głównych bohaterów niż na akcji kryminalnej. Tutaj z lekka, ale tylko z lekka ubolewam bo śledztwo w sprawie nielegalnych wampirów ślimaczy się, na szczęście przezabawne dialogi i opisy niwelują niedosyt napięcia związanego z akcją.
W książce bawi mnie również fakt, że wampiry i wilkołaki nie rażą tak jak wyemancypowana „ młoda” panna, która musi zwracać uwagę na to co mówi, robi i jaki kolor sukienki zakłada, ach dobre czasy....stare czasy.
Wielkim plusem dla książki jest unikalny charakter, w sumie w nadprzyrodzonych stworzeniach niewiele da się zmienić, jednak Gail Carriger na swój indywidualny sposób stworzyła paranormalny świat. Wreszcie mamy coś innego, zdecydowanie bardziej interesującego od oklepanych schematów. Poza tym muszę pochwalić projektanta okładki, który dał z siebie wszystko, bo grafika jest niebanalna, przyciąga oko i ma swój niepowtarzalny charakter.

„Bezduszna” to pierwsza część serii „Protektorat parasola”, kolejna książka ukarze się już niebawem bo 14 czerwca pod tytułem „Bezzmienna” . Czekam z niecierpliwością
Czytaj dalej »

Wróżby z koronek

Brunonia Barry

WRÓŻBY Z KORONEK

Wydawnictwo: Albatros
Data: 2010



Wróżąca z koronek musi wpatrywać się w kawałek koronki, aż wzór się rozmyje i twarz Szukającej zniknie całkowicie za zasłoną . Kiedy oczy zaczną łzawić i cierpliwość już dawno się wyczerpała, pojawi się przebłysk czegoś nie całkiem widocznego.
W takiej chwili zacznie się formować obraz....w przestrzeni pomiędzy tym, co rzeczywiste, a tym, co wyobrażone.
PODRĘCZNIK WRÓŻENIA Z KORONEK

Towner Whitney, pochodzi ze rodu czarownic z Salem, które posiadały dar czytania z koronek. Jednak ta zdolność bywa też przekleństwem, nastoletnia Tower ujrzała w koronkach obraz który doprowadził do samobójczej śmierci jej bliźniaczej siostry Lyndley. Zdarzenie to mocno odbiło się na Towner, dziewczyna przeszła załamanie nerwowe i trafiła do zakładu psychiatrycznego w którym spędziła kilka lat. Po wyjściu ze szpitala opuszcza Salem i wyjeżdża do Kalifornii. Nie chce już więcej patrzeć na koronki. Obecnie w życiu trzydziestotrzyletniej Towner , nastał trudny czas. Kobieta przechodzi histerektomię, jest obolała i zmęczona, do tego jej babka Eva, ginie bez wieści. Dziewczyna zmuszona jest wrócić na rodzinną Wyspę Żółtego Psa. Tam sprawy komplikują się ze zdwojona siłą, zaginięcie Evy wydaje się być czymś więcej niż tylko przypadkiem, do tego dochodzą mroczne i trudne wspomnienia, pojawia się stara miłość i rodzi nowa. Na Wyspie dochodzi również do zaginięcia młodej dziewczyny Angeli a we wszystko wydaje się być wplatany znienawidzony Cal, wujek Towner.
W Salem wszystko jest inne niż się wydaje, raz to miejsce jest oazą bezpieczeństwa a w następnej chwili, przytłacza okropnymi wspomnieniami, budzi niepokój i strach. Sophya bo tak brzmi prawdziwe imię bohaterki musi się zmierzyć z potworami z przeszłości i nie będzie to łatwą sprawą.

Brunonia Bary w swojej powieści „Wróżby z koronek” stworzyła magiczny świat, który przeplata się z bolesną rzeczywistością. Wszystko w tej książce jest tak dopracowane i fascynujące, że nie bez powodu książka okazała się jednym z największych bestsellerów w 2008 roku. „Wróżby z koronek” to debiut literacki, za który autorka dostała aż dwa miliony dolarów. W 2010 roku ukazała się jej kolejna powieść „The Map of True Places”. Kilka zdań o autorce. Brunonia Barry to niesamowicie zdolna osoba i niespokojny duch, studiowała literaturoznawstwo na University of New Hampshire, uczęszczała na zajęcia z kreatywnego pisania, była jednym z założycieli grupy teatralnej. W Chicago prowadziła kampanie promocyjne trzech teatrów a Kalifornii przez dziesięć lat pracowała jako scenarzystka. Obecnie mieszka w Salem, jest współwłaścicielką firmy Smart Games produkującej puzzle i gry logiczne, do tego pisze i świetnie się przy tym bawi.

„Wróżby z koronek” zapraszają do świata tajemnic, kłamstw i kobiet czarownic.
To nie jest łatwa książka, skłamałabym gdybym napisała, że miło przy niej się je ciasteczko czekoladowe i piję słodka kawę. Autorka zaserwowała nam trudną podróż z mnóstwem postaci. Czytelnika czeka niełatwa przeprawa przez skomplikowane i zawiłe wspomnienia bohaterki, momentami gubimy się nie wiedząc co jest jawą a co snem. Powieść złożona jest z pięciu części i w sumie dopiero w czwartej zaczyna się przejaśniać. Narracja jest zmienna, raz pierwszoosobowa a raz trzecioosobowa, narratorem jest Towner, policjant Rafferty a nawet matka dziewczyny May. Wszytko to powoduje, że przez pierwsze kilkadziesiąt stron trudno się odnaleźć.
Jednak książka ta ma w sobie magię, zapachów, dźwięków. Czytając nasze zmysły pracują na najwyższych obrotach. Brunonia zaserwowała nam wyśmienite opisy. W jej książce Salem żyje, mamy wrażenie, że chodzimy po uliczkach przesiąkniętych historią gdzie duch miasta czarownic jest ciągle żywy. Do tej wysmakowanej uczty, dodane jest napięcie, dawkowane z chirurgiczną precyzją, w tej książce nie ma przesytu, wszystko ma swoje miejsce. Powieść czaruje i zachwyca.

Mała uwaga, ta książka, nie jest typowy gatunkiem fantasy, magię Salem budują ludzie z krwi i kości, czarownice nie latają na miotłach, często posługują się bronią czy kijami bejsbolowymi, nie brak im samozaparcia i oryginalnych pomysłów, chronią bliskich i nie boją się trudnych decyzji.
Polecam „Wróżby z koronek”, bo inaczej nie mogę. Odnajdźmy magię w codziennych sprawach.
Czytaj dalej »