Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Sonia Draga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Sonia Draga. Pokaż wszystkie posty

Zanim zasnę. S.J. Watson

S.J. Watson

ZANIM ZASNĘ

Wydawnictwo: Sonia Draga
Rok wydania: 2012
Stron: 407
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra




Debiutancka powieść S.J. Watsona „Zanim zasnę” przeleżała u mnie na półce prawie dwa lata. Wiecie jak to jest, nie składało się. Dopiero ekranizacja zmobilizowała mnie do przeczytania książki. I jak już zaczęłam, to nie mogłam się zatrzymać, bo historia, mimo że nie należy do najdynamiczniejszych, zaskakuje oryginalnością. Skutecznie miesza w głowie, wzrusza i przeraża.

Bohaterką jest Christine, kobieta, która od przeszło dwudziestu lat budzi się jako... dwudziestokilkulatka. Codziennie jest zdezorientowana, bo odkrywa, że nie śpi sama. Obok niej leży jakiś mężczyzna, na dodatek sporo starszy i żonaty. Christine zazwyczaj próbuje sobie przypomnieć co wydarzyło się za nim wylądowała z nim w łóżku, jego łóżku, ale nie jest wstanie tego zrobić. Zakłada, że poprzedniego wieczoru musiała się nieźle wstawić. Kombinując jak wybrnąć z tej kompromitującej sytuacji, wpada do łazienki i tam przeżywa szok. Okazuje się, że nie poznaje swojej twarzy: pomarszczonej skóry i obwisłych policzków. Smutnymi oczami patrzy na nią kobieta mająca co najmniej czterdzieści parę lat. Christine zaczyna bezgłośnie krzyczeć, ale to nie koniec jej koszmaru. Chwilę później dowiaduje się, że nieznajomy to jej mąż Ben, a ona od lat cierpi na zanik pamięci, będący wynikiem tragicznego wypadku. Pamięta tylko jeden dzień, nic więcej. Dlatego ogromnym zaskoczeniem jest dla niej telefon od neurochirurga, który informuję ją, że w tajemnicy przed mężem pisze pamiętnik, dzięki któremu zapełnia luki w pamięci. Niepokojące jest to, że wspomnienia, które zapisuje, różnią się od informacji udzielanych przez Bena. Ewidentnie coś tu nie gra.

Cóż, zdecydowanie coś tu nie gra. Ktoś kłamie i to bardzo skutecznie. Jedynie zapiski Christine wydają się być prawdziwe, ale co z tego skoro jej mąż jest bardzo przekonujący, a zdobywane przez nią nowe dowody wcale nie rozjaśniają jej wspomnień. Są dwie możliwości: albo wyobraźnia płata jej figle albo Ben coś ukrywa. Pytanie tylko czy w obawie o jej emocjonalną destabilizację, czy też z bardziej osobistych pobudek. W tej historii nic nie jest oczywiste. Autor sprawia, że - podobnie jak bohaterka - gubimy się w domysłach. Sprawy nie ułatwiają flesze z przeszłości, zazwyczaj bardzo nieczytelne i mylące, ani zapiski z dziennika. Rozszyfrować przeszłości nie pomagają również wymijające odpowiedzi Bena, które dezorientują, sprawiają, że jego osoba jest niejednoznaczna. Czysty obłęd - nie sposób rozgryźć tej intrygi. Szczególnie że wraz z rozwojem akcji łamigłówek jest coraz więcej. Atmosfera również staje się coraz cięższa, tak jak i dramat Christine. Muszę przyznać, że psychologiczna strona książki jest bardzo udana. Stany emocjonalne bohaterki przytłaczają, gdyż wizja utraty pamięci jest niezwykle sugestywna. Wielokrotnie powtarzany moment budzenia się przygnębia. Zagubienia i osamotnienia Christine nie idzie ubrać w słowa. Wszystko to potęguje doznania, swoje dokłada też aura tajemniczości i pewność, że ta historia musi mieć mocne zakończenie. I takie ma.

Zanim zasnę” jest książką, która trafiła na prestiżową listę „The New York Timesa”. Znalazła się też na pierwszym miejscu Amazona. Powieść biła rekordy popularności i sprzedaży. Na jej podstawie nakręcono film z Nicole Kidman i Colinem Firthem. Zapewne niewiele jest osób, które nie słyszały o powieści Watsona i to na dodatek debiutanckiej, to ci fart! Uwierzcie mi, wszelkie nagrody i wyróżnienia dla tej powieści to nie przypadek, bo autor nie tylko wykazał się olbrzymią wyobraźnią, ale też talentem do empatii i absorbującym stylem pisania. Z czystym sumieniem polecam tę książkę fanom klimatycznych thrillerów psychologicznych, na pewno się nie zawiedziecie. 

Zwiastun filmu

W moim odczuciu film nie jest rewelacyjny, ale jak najbardziej zasłużył na dobrą ocenę. Wiem, że tego typu produkcje nie są wiernym odwzorowaniem książki, a jedynie swobodną ekranizacją. Mimo to liczyłam na większe emocje, niestety nie dostałam ich. Brakowało mi też niektórych elementów. Żałuję, że pamiętnik został zastąpiony kamerą, ale rozumiem, że kino rządzi się swoimi prawami i taka zamiana na pewno przysłużyła się dynamice filmu. Nie zmienia to jednak faktu, że rozpaczam nad tym i owym. Na szczęście świetna obsada skutecznie wpływała na moje odczucia, dlatego „Zanim zasnę” dostaje ode mnie mocną czwórkę z plusem :-)
Czytaj dalej »

Niebezpieczna znajomość. Christine Drews

Christine Drews

NIEBEZPIECZNA ZNAJOMOŚĆ

Wydawnictwo: Sonia Draga
Rok wydania: 2014
Stron: 248
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 6/10 - dobra





Porwanie dziecka jest jednym z najgorszych koszmarów rodzica. Doświadcza tego Katrin, której trzyletni synek zostaje porwany przez jej... przyjaciółkę. Kobiety poznały się w przedszkolu, do którego uczęszczały ich maleństwa, a że obie dopiero się przeprowadziły do Münsteru, łatwo nawiązały wspólną nić porozumienia. Zabieganą Katrin zachwyciła zorganizowana Tanja, poza tym niezmiernie ją cieszyło to, że ma wreszcie z kim porozmawiać, komu się wyżalić, kiedy jej zapracowany mąż co rusz wyjeżdża na konferencje. Gdy niespodziewanie umarł ojciec Katrin, ta powierzyła przyjaciółce opiekę nad swoim synkiem Leo. Tanja zobowiązała się odciążyć zapracowaną Katrin i przywieźć dziecko zaraz po pogrzebie. Niestety nie wywiązała się z danego słowa, zaniepokojona Katrin dzwoniąc do niej, usłyszała niepokojący komunikat „wybrany numer nie istnieje”.


 „Niebezpieczna znajomość” jest debiutem niemieckiej pisarki Christine Drews. Książka dość szybko stała się bestsellerem i uznana została za najlepszy debiut portalu Amazon. Nie bez powodu. Autorce udało się stworzyć ciekawą i niepokojącą intrygę, na dodatek wielowątkową, która pokazuje, że nie wszystko złoto co się świeci i że grzechy przeszłości często odbijają się czkawką.

Fabuła powieści jest przemyślana, nie ma w niej nieistotnych wątków, wszystkie elementy układanki idealnie się komponują, dzięki czemu książkę czyta się bardzo sprawnie. Nie bez znaczenia jest również styl Christiny Drews, bardzo uporządkowany, płynny, chciałoby się rzec niemiecka precyzja. Tak naprawdę niewiele można tej lekturze zarzucić, bo jest to poprawny thriller, w którym - w wraz z rozwojem wydarzeń - pojawia się coraz więcej zagadek, a pozorna sielskość, w pozornie spokojnym, czarującym miasteczku, zostaje brutalnie zburzona. Nagle ludzie, do tej pory będący wzorem do naśladowania, okazują się być grzesznymi, obrzydliwymi osobnikami. Jest tylko fasada, bardzo wymuskana, za którą ukrywają się paskudne tajemnice. Do ich odkrycia najbardziej przyczynia się Charlotte Schneidmann (chociaż nie bez znaczenia są kreatywne działania zdesperowanej matki) pracująca w policji kryminalnej. Jak na policjantkę przystało ma niecodzienny życiorys; w jej przeszłości skrywa się wielki dramat, z którym przyjdzie się jej zmierzyć, co prawda nie tylko jej jednej, ponieważ każdy z bohaterów tej historii będzie miał sporo doświadczeń na swoim koncie, z wielu będą musieli się zdrowo tłumaczyć i z wieloma przyjdzie im żyć. Autorka nie oszczędza swoich bohaterów, biedna Christina przeżyje najgorsze dni w swoim życiu. Jej perypetie sprawiają, że z wielkim wzruszeniem czyta się o dramacie, który ją spotkał. Jednak mimo że chwalę tę powieść, bo jest za co, to niestety napięcie związane z niewiadomą jest znikome. To powieść z gatunku tych, których rozwiązanie jest znane, nawet zwroty akcji nie są tak szokujące, jak być powinny. Na szczęście chwytliwy temat i wnikliwy obraz emocjonalnego załamania, oraz intrygujące wstawki dotyczące dziwnych, krwawych zdarzeń, sprawiają, że historię się chłonie. Bez dwóch zdań „Niebezpieczna znajomość” jest udanym debiutem, który wskazuje, że Christine Drews ma talent i na pewno jeszcze nie raz o niej usłyszymy.


Czytaj dalej »

Ciemna strona małżeństwa. Adam Ross

Adam Ross

CIEMNA STRONA MAŁŻEŃSTWA

Wydawnictwo: Sonia Draga
Wydanie I, 2011
Stron: 420
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra



Jest coś dziwnego w tym, jak małżeństwo spłaszcza czas, zgniata go i ubija, ukrywa upływ, plącząc przeszłość z teraźniejszością; pierwszy plan zamienia się miejscami z tłem tak często, aż w końcu stare zrównuje się z nowym, przeszłość natomiast zaczyna się wydawać nieznośnie nowa i obca” [str 107]

Ciemna strona małżeństwa” amerykańskiego pisarza Adama Rossa to intrygujący thriller psychologiczny, który nie jest najłatwiejszy w odbiorze, jednak tematyka jest tak zajmująca, że trudno odłożyć książkę, co więcej w trakcie lektury wielokrotnie przytakuje się autorowi za celne uwagi dotyczące emocji w długoletnich związkach.

Na powieść składają się trzy historie, które w pewien sposób się zazębiają, ukazując dwoistą naturę małżeństwa. Motywem wyjściowym jest śmierć Alice Pepin, która najprawdopodobniej popełniła samobójstwo. Jednak niezwykłe okoliczności zajścia powodują, że podejrzanym staje się jej mąż David. Na jego niekorzyść przemawia to, że obsesyjnie myślał o śmierci żony, co gorsze swoje myśli przelewał na papier. Lecz w trakcie śledztwa wychodzi, że David i Alice mimo problemów małżeńskich byli kochającą się parą, coś poważnie zgrzyta, pytanie, co? Sprawę prowadzą detektywi: Ward Hastroll, który był szczęśliwym mężem, dopóki jego żona nie wytworzyła sobie wyimaginowanej choroby i nie położyła się do łóżka, najprawdopodobniej w ten sposób tocząc wojnę z mężem, i Sam Sheppard – były lekarz, kilkanaście lat wcześniej oskarżony, a następnie uniewinniony od zarzutu zabójstwa swojej żony.


Charakterystyka postaci jest w tej powieści na bardzo wysokim poziomie. O ironio każdy z bohaterów ma olbrzymie problemy osobiste, każdy mota się w swoim małżeństwie, balansując na granicy miłości i nienawiści. Pojawiają się też przepychanki, walki, w których celem jest zranienie psychiczne. Tak naprawdę w tej historii nie tyle chodzi o rozwiązanie tajemnicy śmierci Alice, co o dogłębną analizę tytułowej ciemnej strony małżeństwa. Bardzo podoba mi się cytat jednego z podrozdziałów „Lubimy opowiadać sobie o małżeństwach innych. Świetnie znamy historie z życia cudzych związków. Ale czy umiemy opowiedzieć historię własnego? Gdybyśmy umieli może nie byłoby morderstw. Może uniknęlibyśmy wielu okrucieństw i zbrodni”[str.28] Zdecydowanie coś w tym jest. Jeśli nie potrafimy nazwać swoich emocji, nie jesteśmy zdolni do szczerej rozmowy, i zamykamy się w swojej skorupie, to czy stworzymy relację, w którym mimo miłości jest niezakłócony obraz? Wątpliwa sprawa.
 
Ross rozkłada małżeństwo na części pierwsze: rozdrapuje rany, zagląda za drzwi sypialni, uczestniczy w wyniosłych i tragicznych chwilach bohaterów. Wszystko to opisuje stylem, w którym piękno zmysłowej prozy łączy się z wulgarnym i odpychającym tonem. Dwoistość literackiej stylistyki jest odpowiednikiem dwoistej natury małżeństwa. Tak w ogóle w tej powieści wszystko jest wielkim znakiem zapytania, więcej jest poszlak niż faktów. Na powieść składa się olbrzymia ilość abstrakcyjnych przemyśleń, niuansów, a także swobodna interpretacja zakończenia, które jest kwestią domysłu, a nie dowodów. Dlatego jeśli ktoś nie przepada za taką konstrukcją, to powinien poważnie zastanowić się nad wyborem tej powieści. Dla mnie „Ciemna strona małżeństwa" była niezwykle udaną lekturą, ale ja lubię nurzać się w emocjach, im  więcej jest rozterek i brudu tym lepiej się „bawię”, może to trochę chore, ale cóż na to poradzić... W każdym razie powieść Adama Rossa to bardzo dobre studium miłości, słodko-gorzka opowieść o byciu we dwoje, o braku porozumienia i spalającej namiętności, napisana w porywający i niepokojący sposób.

Czytaj dalej »

Suflet, Asli E. Perker

Asli E. Parker

SUFLET

Wydawnictwo: Sonia Draga
Data: 2014
Stron: 328
Oprawa: Zintegrowana

Moja ocena: 8/10 - rewelacyjna




Suflet” powieść Asli E. Perker ma bardzo apetyczny tytuł. Podejrzewam, że każdy wie jak wygląda ten przepyszny deser, można śmiało powiedzieć, że jest to idealny wypiek, ale wbrew pozorom trudny do wykonania, bo nawet jeśli włoży się w niego multum pracy, dokładnie odmierzy produkty, to i tak może się nie udać, ponieważ suflet jest niezwykle wrażliwy na zmiany temperatury, nawet niewielkie wahania mogą sprawić, że mimo szczerych chęci, w decydującym momencie ciasto opadnie. Być może zastanawiacie się po co rozprawiam o suflecie, ano dlatego, że przygotowanie tego deseru, poświęcony mu czas, jak i wynik końcowy, nie zawsze właściwy, można porównać do życia, bo po pierwsze, jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz, a po drugie, często mimo zmagań i olbrzymiego nakładu pracy, nie jest ono takie, jakie sobie wymarzyliśmy, o tym właśnie jest ta książka; o wielkich rozczarowaniach, niespełnionych marzeniach i o budowaniu, nie zważając na trudności, nowej drogi życia.

Suflet czekoladowy. Źródło.
Powieść Perker to scena trojga bohaterów: Lili – Filipinki mieszkającej w Nowym Jorku, która swoje życie poświęciła mężowi gburowi i adoptowanym dzieciom, mającym dla niej więcej pogardy niż miłości. Lila jest uroczą kobietą, która zaabsorbowana dbaniem o innych zapomniała o sobie, stanu tego nie poprawia nagła choroba męża, który zaczyna nienawidzić swojej dobrej, pomocnej żony. Marca – bujającego w obłokach Paryżanina, właściciela galerii z komiksami, zakochanego po uszy w swojej żonie. Beztroska Marca kończy się w chwili, gdy w pewne piątkowe popołudnie wchodzi do domu pachnącego waniliową kawą i odkrywa, że jego ukochana nie żyje. Ferdy – mieszkanki Stambułu, rezolutnej i towarzyskiej pani domu, której życie przewraca się do góry nogami w chwili, gdy jej schorowana i ekscentryczna matka,  wprowadza się do jej domu. Trudny charakter matki, sprawia, że nie ułatwia życia swojej córce.

Asli E. Perker. Źródło.
Trzy historie scalają się w jedną przepiękną, mądrą, i niezwykle wzruszającą opowieść o ludzkich losach. Wielkie brawa dla autorki za wnikliwość i za doskonały zmysł obserwacji, i co najważniejsze, za umiejętność nazywania rzeczy po imieniu. Mnie ta powieść oczarowała, nie tylko w tle pachnącymi przyprawami, melodycznym stukaniem garnków i mieszaniem deserów, ale przede wszystkim smakami życia, opisanymi z wielką szczerością, wrażliwością i estetyzmem. Powieść - z powodu swojej refleksyjności - ma specyficzny, lekko melancholijny, momentami feeryczny klimat, być może dlatego, że ta czarująca historia ma też metaforyczny wydźwięk. Poza tym, niepowodzenia bohaterów łagodzone są przez gotowanie, może to banalnie zabrzmiało, ale to właśnie kuchnia, a także związane ze wspomnieniami zapachy i smaki przynoszą bohaterom ukojenie. Magia kuchni ma niezwykłą moc, mnie bardzo podobało się podejście Marca, dla którego kuchnia „nie miała czasu się zatrzymać, zapłakać. (…) A więc musiała być gotowa; musiała podać swoim powracającym do domu dzieciom kromkę chleba. Kuchnia była matczynym łonem, dłońmi ukochanej osoby i osią kosmiczną" [str.128] 

W „Suflecie” kuchenne eksperymenty nie są na pierwszym planie, ale są czymś, co towarzyszy bohaterom w dniach smutku i radości, są odskocznią i metodą na wyrażenie uczuć, bo to właśnie one grają tutaj pierwsze skrzypce. To ich brzmienie towarzyszy nam od początku aż do końca, w powieści nie ma szalonej akcji, rozbudowanych dialogów, jest tylko wewnętrzny głos bohaterów, który zdradza ich największe tajemnice, rozczarowania i marzenia, a także uzmysławia jaki wpływ na nasze losy mają życiowe dramaty i w jaki sposób można sobie z nimi radzić. Powieść Asli E. Parker jest doskonałą lekturą dla smakoszy słowa, bo w tej książce nie tylko tytuł jest pyszny, ale również historia trojga doświadczonych przez los bohaterów. 
 


Czytaj dalej »

W matni, Daniel Glattauer

Daniel Glattauer

W MATNI

Wydawnictwo: Sonia Draga
Data: 2014
Stron: 312
Oprawa: zintegrowana

Moja ocena: 6/10 - dobra




Daniel Glattauer jest austriackim pisarzem, któremu rozgłos przyniosły powieści „N@pisz do mnie” i jej kontynuacja „Wróć do mnie”. Obie powieści uznano za bestsellery i przetłumaczono na wiele języków. Sława, sławą, ale do mnie wszystkie te informacje nie dotarły. Jego najnowszą książką „W matni” (powieść ma zostać zekranizowana) zainteresowałam się głównie za sprawą rekomendacji Austria Presse Agentur, która reklamuję powieść, jako „Trzymający w napięciu thriller miłosny. Prawdziwe dzieło literackie”. Czy faktycznie tak jest? Niekoniecznie. Historia jest interesująca - to pewne, ale brak jej większego niepokoju, a i kilka elementów, w mojej ocenie, nie jest do końca trafionych.

Historia rozpoczyna się kiedy na trzydziestosześcioletnią Judith przypadkiem wpada nieznajomy mężczyzna. Niefortunne poznanie jest początkiem dziwnej znajomości - natarczywej obecności, jak się później okazuje Hannesa, w życiu Judith. Mężczyzna zakochuje się w niej na zabój, jego szarmanckie zachowanie i niezwykle uroczy uśmiech, sprawia, że nie ma problemów z nawiązaniem nici porozumienia nie tylko ze swoją wybranką, która straciła już nadzieję na poznanie kogoś interesującego, ale też z jej rodziną i przyjaciółmi.

Nie wiedziała dokładnie na czym polega urok tego pana Hanenesa (…) Może oszołomiło ją, że tak usilnie interpretował ich przypadkowe spotkanie jako zrządzenie losu. Może oczarowało ją to, że zjawiał się znienacka, zawsze wcześniej, niż można się go było spodziewać. A może zaimponowała jej konsekwencja, z jaką dążył do zawarcia bliższej znajomości; jakby nic więcej nie było dla niego ważne, jakby już nikt na tym świecie dla niego nie istniał, tylko ona. [str. 24]

O ile na początku znajomości Judith radziła sobie z obsesyjnym okazywaniem miłości przez Hannesa, którą opisywała jako zdolność kochania w nadzwyczajny, ponadwymiarowy, zapierający dech w piersiach sposób, tak z czasem nie była w stanie znosić fanatycznego uczucia, zwłaszcza że nie odwzajemniała jego zaangażowania i pożądania. Poza tym, przez intensywną obecność Hannesa, zaczęła czuć się osaczona. Nie zwlekając zbyt długo postanowiła zakończyć ten niezdrowy związek, jednak jej nowy „przyjaciel” to nie typ, którego można łatwo się pozbyć. 

Źródło
Powieść Glauttauera porusza bardzo interesujące zagadnienie – toksycznych związków, kiedy to „ukochany” staje się prześladowcą, doprowadzając kobietę swojego życia do ruiny. Temat ten idealnie nadaje się na książkę, oczywiście o ile uda się stworzyć z niego coś, co innym się nie udało. Nie napiszę, że autor nie podołał zadaniu, nic z tych rzeczy, jednak uważam, że skupienie się tylko na Judith, narratorce tej historii, to nie do końca udany manewr. Brakowało mi ukazania intencji Hannesa. W tej historii jest on jedną wielką niewiadomą i dopiero w finale, dosłownie na kilku kartkach, poznajemy parę faktów z jego życia. Mam świadomość, że poświęcenie uwagi tylko i wyłącznie Judith nie jest przypadkowe, że tak naprawdę o nią w tym wszystkim chodzi, o jej odczucia, a szczególnie o ukazanie jej reakcji na próby manipulowania, na jej obłęd, i niemożność nazwania rzeczy po imieniu. Za to zobrazowanie psychiki osaczonej kobiety należą się Glattauerowi brawa. Wielki plus należy się również za genialne, metodyczne pranie mózgu nie tylko bohaterce, ale również czytelnikom, uwierzcie mi, że w pewnym momencie pomyślałam sobie „O co jej chodzi, przecież ten Hannes nie jest taki zły, to ona ma problem”, mój błąd, dałam się zmanipulować, tak jak całe otoczenie Judith. Ten psychologiczny aspekt jest niezwykle udany, ale mimo to odczułam brak głębszej analizy emocji rodziny bohaterki, poza dokładnym poznaniem jej charakternej praktykantki, szesnastoletniej Bianci, która jest prawdziwym wulkanem energii, świetnie kontrastującym z melancholijną Judith.

Książka Daniela Glattaura posiada ciekawą perspektywę i świetne, szkoda że nieidealne, ale może za dużo wymagam, psychologiczne ujęcie. Do gustu przypadł mi też język powieści, który jest ciekawym połączeniem poetyckich, nastrojowych, ale też chłodnych tonów. Niestety rozczarowało mnie napięcie tej historii, jak na thriller za mało było niepokoju i ekscytacji związanej z czytaniem kolejnych stron. Dialogi w formie scenariusza to również nie był najlepszy pomysł. Zawiodło mnie też niespodziewane zakończenie, szast-prast i po wszystkim. Na szczęście te niedoskonałości nie psują lektury, uważam, że warto przeczytać „W matni” żeby się przekonać jak łatwo ukraść i zniszczyć komuś życie, i jak trudno się przed tym obronić.


Czytaj dalej »

Mapa Czasu, Felix J. Palma

Felix J. Palma

MAPA CZASU

Wydawnictwo: Sonia Draga
Data: 2014
Stron: 480
Oprawa: Twarda

 
Moja ocena: 8/10 - rewelacyjna




Kto nie czytał lub nie oglądał adaptacji powieści „Wehikuł czasu” Herberta George'a Wellsa ręka do góry. Podejrzewam, że niewielu znajdzie się takich, którzy nie słyszeli o świecie z przyszłości, w którym rasa ludzka ewoluowała do dwóch gatunków – pięknych Elojów i mieszkających w podziemiach Morloków. Na bazie tej książki powstało wiele powieści, jedną z nich, jest praca Felixa J. Palmy. Autor również wykorzystał motyw podroży w czasie, co prawda wydarzenia z „Mapy czasu” nie mają nic wspólnego z fabułą „Wehikułu czasu”, no dobrze, nic to niezbyt trafny zaimek na określenie powiązania słynnego hitu z historią Palmy, bo już sam fakt, że jednym z bohaterów jest słynny H.G. Wells wskazuje, że powieść angielskiego pisarza stała się motorem wszelkich działań w „Mapie czasu” - porywającej powieści przygodowej, otwierającej tzw. trylogię wiktoriańską, która w prawie 30 krajach odniosła olbrzymi sukces.  


Mapa czasu” podzielona jest na trzy części. Każda z nich to wstęp do czegoś znacznie większego. Narrator – wielki gawędziarz o osobliwym poczuciu humoru i bystrym umyśle, który sporadycznie ustępuje miejsca głosom bohaterów, przedstawia XIX-wieczny Londyn, w którym zachodzą gwałtowne przemiany. Dlatego kiedy na rynku pojawia się przedsiębiorstwo Podróże w Czasie Murraya, nikt nie pyta, jak to możliwe? I mimo że koszt podróży nie jest mały, to jednak marzenie o przeniesieniu się w czasie jest tak silne, że wielu ulega tej zachciance. Jedną z takich osób jest Claire, kobieta, która podczas podróży do przyszłości zakochuje się w mężczyźnie z 2000 roku. Jest też Andrew bogaty młodzieniec, który swoją miłość - Marie Kelly spotykał w jednej z najgorszych i najobrzydliwszych dzielnic Londynu i, po latach, ogarnięty rozpaczą, marzy tylko o tym aby odbyć podróż do przeszłości i uratować ukochaną z rąk Kuby Rozpruwacza. Gwałtownego spotkania z przyszłością doświadczy również sam H. G. Wells i to nie tylko za sprawą swojej książki, ale podróżnika w czasie, który ma poważne plany względem pisarza.

Powyższy opis wskazuje, że powieść nie ma prostej, jednotorowej fabuły, jest to wielowątkowa historia, w której liczne motywy przeplatają się ze sobą, tworząc pasjonującą opowieść o marzeniach: poznaniu niemożliwego i pragnieniu naprawienia błędów przeszłości. Historia jest bogata w emocje i wydarzenia, mimo to nie należy do wybitnie dynamicznych, dlatego że jest pełna szczegółów i dygresji, na które pozwala sobie czarujący narrator, poza tym obfituje w liczne i drobiazgowe opisy, dialogi to unikalne zjawisko w tej powieści, jednak gra jest warta świeczki.

Mapa czasu” jest powieścią fenomenalną, charakteryzującą się ciekawym połączeniem kliku gatunków. Znajdziemy w niej sporo romansu, ciekawie rozbudowany element przygodowy i odrobinę intrygi z powieści łotrzykowskiej. Taki miks sprawia, że książka nabiera atrakcyjnego charakteru, a dzięki realistycznemu oddaniu lokalnego kolorytu ma specyficzny klimat. Nie bez znaczenia jest zachwycający styl pisania Palmy - z manierą swoistą dla dawnych dziejów - który sprawia, że historia jest niezwykle nastrojowa, ale piękna proza to nie wszystko, ukłon dla autora za to, że wykorzystując elementy z „Wehikułu czas” i posiłkując się charakterystyką znanego pisarza, mowa o Wellsie, stworzył bardzo pomysłową powieść, która mimo typowych cech, ukazała intrygującą możliwość podróży w czasie, nadając historii odmienny/współczesny ton, jednocześnie zachowując klasyczne elementy.

Nie dziwię się, że trylogia wiktoriańska odniosła sukces, gdyż jest to proza wyjątkowa, szczególny styl plus perfekcyjna narracja i doskonale stworzone postacie sprawiły, że „Mapę czasu” czyta się z przyjemnością i zainteresowaniem. Mnie powieść Feliksa J. Palmy urzekła. Już dawno nie czytałam tak błyskotliwej lektury, która nie tylko czaruje przygodowym tłem i zachwycającą historią wielkich namiętności, ale też odwiecznym pytaniem o wszechświat, wolną wolę, nasze wybory i ich konsekwencje. Złożoność tej powieści czyni z niej wyjątkową i inteligentną pozycję,  która największej radości czytania dostarczy miłośnikom epoki wiktoriańskiej i fascynatom podróży w czasie.



Czytaj dalej »

Świat jest wielki, cyniczny, okrutny

Maxim Chattam

OTCHŁAŃ ZŁA

Wydawnictwo: Sonia Draga
Data: 2010
Stron: 544
Oprawa: miękka ze skrzydełkami




Żywię wielką sympatię do wydawnictwa Sonia Draga, dlatego często odwiedzam ich stronę w poszukiwani promocji, i kiedy w oczy rzuciła mi się powieść „Otchłań zła” Maxima Chattam; pierwszy tom bestsellerowej trylogii, reklamowanej jako mrożącą krew w żyłach serię, która nie pozwala zasnąć, to nic więcej do szczęście mi nie było trzeba – jednym kliknięciem wzbogaciłam się o książkę, w której seryjny zabójca nieźle sobie poczyna, doprowadzając portlandzką policję do szewskiej pasji.

Morderca wybiera na ofiary młode, atrakcyjne kobiety, które torturuje i – najprawdopodobniej – wykorzystuje do przeprowadzenia makabrycznych rytuałów. Przydzielony do akcji inspektor Brolin „prezentujący się niczym młody sportowy gwiazdor. Piękna gęba, piękna muskulatura, ale zero wyczucia” oraz młoda studentka „która nie tylko miała szczęście spełniać wszystkie kryteria stawiane urodziwym kobietom, ale też była obdarzona mieszaniną naiwności i dojrzałości, która dodawała jej pociągającej aury” próbują wpaść na ślad mordercy, co wcale nie jest łatwe, bo wszystko wskazuje na to, że ich zabójca jest... martwy

Maxim Chattam
„Otchłań zła” jest debiutem Chattama, który studiował kryminalistykę oraz imał się wielu zajęć, a wszystko w imię doświadczenia na potrzeby przyszłych powieści. Głupio nie robił, i w sumie źle na tym nie wyszedł, bo jego pracę można zaliczyć do wnikliwych, oryginalnych lektur, jednak na mnie wielkiego wrażenia nie zrobiła, głównie dlatego, że styl pisania tego francuskiego pisarza, jest niestabilny i niestety, w moim odczuciu, pozbawiony emocji.

Fabuła jest typowym ciągiem zdarzeń, charakterystycznym dla thrillerów psychologicznych. Czyli jest kilka potwornych zabójstw, jest przebiegły morderca, który sprytnie wymyka się policji, i jest młody, szalenie inteligentny inspektor, któremu autor nadał wygląd greckiego herosa, a także dołożył mu partnerkę, będącą ucieleśnieniem męskich marzeń. Jeśli chodzi o tę parę, to Chattam, lekko przegiął tworząc ich na wzór chodzących ideałów, co gorsze, sceny z ich udziałem upiększył przesłodzonymi i tkliwymi opisami mi. in. „Jej pełne usta zadrżały, kiedy przełknęła ślinę” lub „Dwoje oczu o kryształowym błękicie patrzyło na Brolina, który nie mógł oderwać wzroku od młodej kobiety”. Oczywiście można uznać to za pewien rodzaj finezji, zdolność do tworzenia malowniczego klimatu, jednak tego typu zabiegi zdecydowanie lepiej wypadają w romansach, niż w thrillerach, w których zabójca upaja się torturami, patolog przeprowadza bardzo widowiskowe sekcje zwłok, włącznie z gotowaniem głowy, a policjanci nie szczędzą soczystych relacji z miejsc zbrodni.

Zaletą powieści, która z czasem staje się utrapieniem, jest zdolność autora do wnikliwej analizy kryminalnej. Bez wątpienia dobrze jest poznać etapy śledztwa, techniki kryminalne i metody tworzenia portretu psychologicznego zabójcy, ale nie wtedy, kiedy przedstawione są w sposób chłodny i beznamiętny, wielokrotnie miałam wrażenie, że wrzucając w Google, któreś z haseł z wątku, dostalibyśmy identyczną formułkę. Poza tym, wiele fragmentów jest najzwyczajniej w świecie przegadanych, co niekorzystnie wypływa na odbiór książki.

Niestety nie potrafiłam cieszyć się tą lekturą, raz, że rzewne opisy mnie, albo irytowały, albo bawiły, dwa, że zabrakło mi w całej tej historii emocji, bo nawet kiedy obrywało się superbohaterom, nie byłam w stanie wzbudzić w sobie współczucia, czy niepokoju, ot jakbym czytała poranną prasę. Szkoda, że sytuacji nie ratowały oryginalne rozwiązania zastosowane przez autora, sympatyczni bohaterowie, humorystyczne dialogi, a nawet szokująca postać zabójcy. Z całą pewnością nie jestem fanką stylu pisania Chattama, ale postaram się jeszcze przeczytać coś, co wyszło spod pióra tego pisarza, w końcu każdemu należy się druga szansa.

Tytuł posta - cytat z książki, str. 526


Dla przypomnienia. Do poniedziałku można się zgłaszać po książki Ewy Formelli  "Pamiątka z Paryża" lub "Jutra nie będzie". Zapisywać się, najlepiej komendą "Zgłaszam się",  należy TUTAJ
Na razie zgłosiły się:  awiola, jjon, Dalia, miqaisonfire i AnnaRk. Jeśli kogoś przegapiłam, to proszę dać mi znać, postaram się poprawić :-)
Czytaj dalej »

Przeżegnaj się i módl, by umrzeć szybko.

Chris Carter

KRUCYFIKS

Wydawnictwo: Sonia Draga
Data: 2010
Stron: 424
Oprawa: Miękka 




Jakiś czas temu miałam szczęście przeczytać „Egzekutora” Chrisa Cartera. Książka tak bardzo mi się podobała, że nie ma zmiłuj, musiałam dorwać debiutancką powieść tego autora - „Krucyfiks”. Udało mi się, książka została namierzona i przeczytana, gorzej, że po jej lekturze przekonałam się, jak bardzo ważne jest czytanie z zachowaniem kolejności, ponieważ w „Egzekutorze” został wyjaśniony jeden z najistotniejszych elementów intrygi powieści „Krucyfiks””, przez co ominęło mnie kilka zaskoczeń.

Detektyw Robert Hunter – wybitnie inteligenty i czarujący osobnik, oraz jego nowy partner detektyw Carlos Garcia, zostają przydzieleni do sprawy makabrycznych zabójstw, w których ofiary są okaleczane, i oznaczane symbolem podwójnego krzyża. Sprawa o tyle się gmatwa, że podobne zabójstwa miały miejsce dwa lata wcześniej, a mordercę ochrzczonego Krucyfiksem złapano i stracono. Pytanie, jak to możliwe?. Detektywi z wydziału zabójstw mają twardy orzech do zgryzienia, ponieważ nie jest im łatwo połapać się w chorej grze, którą serwuje im zabójca. Tym bardziej że jego telefony do Huntera coraz bardziej pogrążają zdesperowanych przedstawicieli prawa, którzy nie mając żadnych śladów gonią swój własny ogon, a ofiar przybywa.

„Krucyfiks” jest powieścią bardzo interesującą. Gorączkowe poszukiwania zabójcy, który jest niezwykle bystry i sprytny, sprawnie nakręcają emocje. Czujemy, że czas ucieka, wiemy też, że działa na niekorzyść Huntera, wszytko to nakręca machinę zniecierpliwienia i podekscytowania. Zwłaszcza że autor sugestywnymi opisami tworzy bardzo realne sceny, a w sytuacjach kiedy mamy do czynienia z kolejnym miejscem zabójstw, które nasza wyobraźnia przetwarza z szybkością światła, zaznaczam, że zabójca jest sadystycznym degeneratem, czerpiącym przyjemność z cierpienia innych ludzi, nie zawsze są elementem z dobroczynnym działaniem na nasze nadszarpnięte nerwy. Świetnym uzupełnieniem lektury jest ukazanie pracy profilera, a także interesujące zagadnienia z psychologii kryminalnej, które najprawdopodobniej są odniesieniem do wykształcenia i dawnej pracy Chrisa Cartera. Z całą pewnością nawiązanie do psychologii kryminalnej jest wielkim atutem powieści, poza tym, lekki i zwięzły styl pisania autora sprawia, że książkę czyta się wyjątkowo dobrze. Niestety rozczarowało mnie zakończenie powieści, które jest tak naciągane, że aż przykro. Nie wiem czym był spowodowany taki finał, pośpiechem?, ale nie podoba mi się to, że próbuje się wykiwać czytelnika. Co z tego, że życiorys zabójcy jest tak dopracowany, żeby dodać mu wiarygodności, skoro logika mówi „Nic z tego”.

Debiutancka powieść Cartera podobała mi się, ale wielkiego rozemocjonowania nie było, a szkoda, bo liczyłam na dużo większą ekscytację. Przykro mi to stwierdzić, ale książki „Krucyfiks” i „Egzekutor” zbyt dużo łączy, chociaż, w moim odczuciu, druga część cyklu opowiadająca o pracy detektywa Huntera, jest powieścią zdecydowanie lepszą, bardziej mroczną, ale może jest to wynik tylko tego, że była dla mnie tą pierwszą. Tak czy siak, „Krucyfiks” śmiało można uznać za pasjonującą lekturę (pal licho zakończenie), która przyprawia o dreszcz niepokoju, i jest nie byle jaką łamigłówką dla umysłu. Polecam!

+4, 5, +4, 5, +4, 5... Niech będzie 5
Tyłuł posta - opis z okładki książki


Święta zawsze spędzam z rodziną, dla nas to czas rozmów, wspólnych przepychanek i oczywiście... biesiadowania. Dlatego z okazji Świąt Wielkiejnocy chciałabym życzyć Wam, mimo niesprzyjającej aury, wiosennej pogody w serduchu, radosnych chwili z najbliższymi, pysznej wędzoneczki 
i mokrego dyngysa  :-) 
Wszystkiego dobrego!
Czytaj dalej »

Wiem, co cię śmiertelnie przeraża

Chris Carter

EGZEKUTOR

Wydawnictwo: Sonia Draga
Data: 2013
Stron: 416
Oprawa: Broszurowa




Coraz rzadziej trafiam na książki, które mnie przerażają, nie tylko łechcą dreszczykiem niepokoju, ale wywołują psychiczny ból, ścisk żołądka, i paniczną obawę przed bezwzględnym psychopatą, który może skrywać się za sympatycznym uśmiechem listonosza. Brakuje mi niepokojącej fascynacji trwogą, (wiem, że brzmię jak w/w psychopata, ale uwierzcie mi, mam jeszcze sumienie) i w sumie odkąd przeczytałam „Dewianta” Cody McFadyen'a i „Impuls” Michaela Weaver'a, nie zdarzyło się, abym przez kryminalną intrygę zarwała noc, aż do wczoraj, do chwili kiedy zaczęłam czytać „Egzekutora” Chrisa Cartera. Powieść o sadystycznym mordercy tak mnie pochłonęła, że do drugiej w nocy, trzęsąc się ze strachu, pokonywałam kolejne rozdziały, aby poznać zakończenie tego niesamowitego thrillera, który obudził we mnie wszystkie możliwe emocje, do tego stopnia, że ciemność próbująca dostać się do salonu, zaczęła wpływać na moją podświadomość, kreując dziwne cienie na ścianie i niepokojące odgłosy.

Na okładce, zaraz pod tytułem znajduje się rekomendujące zdanie „Przywołaj swoje najgłębsze lęki, a koszmar stanie się rzeczywistością”, zdanie jak zdanie, pech chciał, że jest prawdziwe. „Egzekutor” jest kwintesencją najgorszych koszmarów, chciałoby się powiedzieć, uważaj czego się boisz, bo twoja fobia może stać się przyczyną twojej śmierci.

„O mój Boże! - Drżąc z lęku, zdała sobie w końcu sprawę z tego, co się stało. Ktoś zakleił jej usta mocnym klejem. Wpadła w panikę i zaczęła się gwałtownie rzucać z boku na bok, kopać, próbowała się uwolnić, a z miejsca, gdzie drut wrzynał się w jej nadgarstki i kostki, zaczęła kapać krew.(...) I wtedy to zobaczyła.
- To niemożliwe. 
- Witaj w świecie swoich największych lęków, Mandy – szepnął. - Wiem, co cię śmiertelnie przeraża. [str. 87-89]"

Chris Carter

Carter, intrygą w której wykorzystuje największe lęki, sprytnie omotuje czytelnika i boleśnie drażni psychikę naszą własną wyobraźnią. Każdy z nas czegoś się panicznie boi: ognia, wody, myszy, czy pająków, dlatego łącząc swój lęk z towarzystwem psychopatycznego osobnika, któremu rozkosz przynosi długotrwałe dręczenie, wychodzi makabryczny scenariusz, od którego Boże uchroń. Dlatego ta powieść tak przeraża, ponieważ nie straszy potworami spod łóżka, ale realnymi scenami. Co więcej, treść książki to nie tylko fenomenalna intryga z zawiłym wątkiem, w którym aż kipi od nagłych zwrotów akcji, szalonego tempa i suspensu, ale też świetne studium psychologiczne socjopatycznej osobowości. W sumie nie powinno to dziwić, w końcu Chris Carter studiował psychologię i zaburzenia kryminalne, a jako psycholog kryminalny Biura Prokuratora Stanu Michigan badał i przesłuchiwał zbrodniarzy, w tym seryjnych zabójców.

A'propos zdolności psychologicznych autora. Zagłębiając się w historię seryjnego zabójcy, trafiałam na momenty, które nasuwały mi pewne skojarzenia dotyczące mordercy, aż chciałam krzyknąć Eureka!, ale nagle wpadałam w zasadzę i zaczynałam błądzić przez liczne korytarze tajemniczej intrygi, dlatego jestem pewna, że autor pisząc „Egzekutora” nieźle się bawił, tworząc łamigłówkę nie tylko dla policji LA, ale też dla czytelnika, i to jest piękne, ponieważ w żadnej sekundzie czytania nie można się nudzić. Mocy tej powieści dodają również genialnie wykreowane postacie. Detektyw Hunter jest szalenie inteligenty, stanowczy, uwodzicielski, a przed wszystkim... ludzki, co czyni go wyjątkową personą. Oprócz detektywa Huntera jest cała plejada wyrazistych postaci, o których można by było napisać prace doktorancką, ale już nie będę zamęczać Was swoim zachwytem nad tą powieścią, dodam jeszcze tylko, że Carter debiutował książką „Krucyfiks”, tam też po raz pierwszy pojawiły się postacie detektywów Huntera i Garcii , dlatego w „Egzekutorze” trafiają się minimalne odwołania do jego pierwszej pracy, ale są tak subtelne, że kolejność czytania nie jest konieczna. Śmiało można brać się za „Egzekutora” i przeżywać emocje związane z zagłębianiem się w umysł bestii. 

Ocena +5 tylko dlatego, że do szału doprowadzała mnie ilość rozdziałów. Na 416 stron mamy 143 rozdziały!, jak dla mnie to zdecydowanie za dużo, ale może się czepiam? 
 

Czytaj dalej »

Czerwień koronek, ostre smaki, wulkany namiętności.

Sonia Zohar

PIEPRZ Z MIODEM

Wydawnictwo: Sonia Draga
Data: 2013
Stron: 310
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami





Powieść erotyczna przeżywa renesans. Wystarczy rzucić okiem na bestsellery stycznia Magazynu Literackiego KSIĄŻKI - drugie i trzecie miejsce zajmują erotyczne ekscesy Grey'a i Anastasii. Zacytuję Krzysztofa Masłonia, komentatora rankingu, który bardzo dosadnie wyraził się na temat popytu na tego typu pozycje „Widać świat najbardziej potrzebuje książek o tym, jak się rżnąć” - Ano, chyba tak. Zazwyczaj nie ciągnie mnie do pieprznych historii, ten typ lektur nie jest mi – specjalnie - do szczęścia potrzeby, ale kiedyś musi być ten pierwszy raz... Swój przeżyłam z powieścią Sonii Zohar „Pieprz z miodem” i muszę przyznać, że była to wyjątkowo udana przygoda.

„Trzy kobiety, trzy światy, trzy skrajnie różne podejścia do miłości i seksu.
Bez fałszu, niedopowiedzeń czy pruderii – szczera, odważna opowieść o współczesnych kobietach”

Powyższy cytat jest wstępem do opisu książki, w którym o dziwo, ani razu nie pada zdanie „powieść erotyczna”, owszem, trafimy na stwierdzenie „odważna, pełna śmiałych obyczajowo scen powieść, która uzależnia”, ale w sumie co ono oznacza? W końcu śmiałą sceną obyczajową może być wyrzucanie śmieci w lesie. Porzucam jednak przewrotną interpretację i przechodzę do konkretów.

Debiutancka powieść Sonii Zohar (pseudonim artystyczny), autorki – podobno – skłonnej do skandali i znanej z ciętego języka oraz dzielącej swój czas między Warszawą a gorącym i wilgotnym Tel Awiwem, jest opowieścią o życiowych perypetiach trzech przyjaciółek z czasów studiów na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Bohaterki to piękne, niezależne i spełnione zawodowo kobiety, dojrzałe kobiety, które próbują ułożyć swoje życie osobiste, i mimo że nie brakuje im pewności i fantazji, to jednak każda z nich ma problem ze znalezieniem tego jedynego, ewentualnie ze stworzeniem doskonałego układu. Malwina - przeżywa rozterki związane ze swoim związkiem na odległość, Zuza – nie może zapomnieć mężczyzny, przypadkowo poznanego w barze. Łucja – samotna mama, stara się obudzić swój seksapil i przeobrazić z szarej myszki w świadomą swojej atrakcyjności kobietę.

Nie skłamię jeśli napiszę, że już od pierwszej strony pochłonęła mnie ta powieść. Oczarowały mnie rewelacyjne kobiece kreacje, które zachwycają swoją bezpośredniością, poczuciem humoru i śmiałym podejściem w relacjach damsko-męskich. Co więcej, pojawiające się w historii sceny erotyczne, nie są tylko po to, aby być, nie przytłaczają i nie irytują. Autorka znakomicie radzi sobie z opisywaniem tete-a-tete bohaterów; pojawiają się namiętne, ostre jak brzytwa fragmenty, ale też bardzo intymne i subtelne teksty. Nawiasem mówiąc, erotyka podkreśla temperament bohaterek, ich podejście do spraw seksu oraz swobodę wyrażania własnych potrzeb. Takie potraktowanie tematu bardzo mi się podoba, ponieważ zmysłowa strona książki nie tylko sprawia, że rumienią się policzki, ale też zwraca uwagę na to, jak istotną rolę w związku odgrywa akt miłosny.

Powieść „Pieprz z miodem” pomimo swojej erotyczności nie jest tylko opowieścią o tym kto?, z kim?, i jak? , ale też o bolesnych rozstaniach, rozczarowaniach, zawiedzionych nadziejach, wielkiej namiętności, nieustającej przyjaźni: piciu kawy, delektowaniu się winem, babskich ploteczkach, spacerach po parku, i o podróżach do Tel Awiwu – nigdy nie zasypiającego, magicznego, nasyconego erotyzmem miejsca. Podobno książka powstała pod wpływem „proroczego” snu, życzyłabym sobie więcej takich widzeń, dlatego że lektura „Pieprzu z miodem” jest interesującą pozycją, głównie dla kobiet, która obnaża nasze pragnienia i definiuje kobiecość. Powieść czyta się bardzo przyjemnie, a i wrażenia po niej szybko nie stygną ;-)


  Strona FB Sonii Zohar
 
 
Za możliwość przeczytania książki
dziękuję Wydawnictwu Sonia Draga
Czytaj dalej »

Jak można żyć?

Jacques Expert

ŻONA POTWORA

Wydawnictwo: Sonia Draga
Oprawa: Zintegrowana
Data: 2013
Stron: 286





Dom państwa Darget, sobota, 8:16. Pani Darget, przykładna żona i matka, jak zwykle o tej porze, jest już ubrana i umalowana, w końcu perfekcyjnej pani domu nie uchodzi niedbałość, więc kiedy rozlega się dzwonek do drzwi, zapowiadający – o zgrozo! – wizytę przedstawicieli prawa, Pani Darget przyjmuje gości zgodnie z dobrym zwyczajem, i nieważne, że wizyta dotyczy zatrzymania jej męża – Simona, który niebawem zostanie oskarżony o brutalny gwałt i zabójstwo miejscowej nastolatki, ważne, że zachowanie konwenansów to podstawa.

„Żona potwora” to nic innego jak przerażający obraz psychopaty, i nie mam na myśli tylko Simona Dargeta, okrutnego, pozbawionego uczuć degenerata, ale też jego żonę, która opowiadając historię swojego związku daje się poznać jako osoba o wielu twarzach. Potrafi być idealną, dystyngowaną kobietą o doskonałym wyczuciu stylu, z perfekcyjną znajomością zasad współżycia społecznego. Innym razem jest naiwną, uległą, upokarzaną przez swojego męża kobietą, która cierpliwie znosi kąśliwe uwagi i upodlenie w imię dobra i stabilności rodziny, ale... jest też bezwzględną, pozbawioną sumienia manipulatorką, bardzo inteligentną i przebiegłą, która w istotnych momentach swojego życia potrafi po mistrzowsku odegrać rolę poszkodowanej.

Dla czytelników zachowanie oraz charakter pani Darget jest bardzo widoczny, co jest zasługą ciekawej konstrukcji książki, podzielonej na pewne ramy czasowe. Mamy relację z procesu oraz opowieść żony, a właściwie już ex-żony, o wspólnym życiu: licznych przeprowadzkach, wyskokach Simona, narodzinach dzieci, a nawet o konfliktach z sąsiadami i znajomymi. Opowieść jest bulwersująca, tym bardziej, że autor posługuje się stylem niesamowicie prostym, w którym rządzą liczne powtórzenia, wtrącenia i wulgaryzmy, ale też fragmenty o błyskotliwym zabarwieniu. Zapewne taka forma jest zamierzonym działaniem i ma być odzwierciedleniem osobowości pani Darget, samo przez się, czytanie jej wywodów doprowadzało mnie do szewskiej pasji, oczywiście jest to odczucie subiektywne, ale o ile postać Simona była klarowna, o tyle zachowanie jego żony balansowało gdzieś pomiędzy zaburzeniami osobowości, zagubieniem, a naiwnością – a tego nie można łatwo przyjąć.

Podczas czytania książki Jacquesa Experta – dziennikarza, zainteresowanego losem kobiet dzielących życie z mordercami i gwałcicielami, pojawia się szereg pytań: czy partnerki zwyrodnialców są świadome ciemnej strony swoich mężów?, czy faktycznie są ofiarami?, a może są biernymi istotami, godzącymi się z zaistniałą sytuacją? Hmm, trudno znaleźć odpowiedź na te pytania, każda z sytuacji jest inna i nie należy generalizować, chociaż czytanie tego typu pozycji zasiewa ziarenko niepewności, wywołując tendencje do ostrej oceny. Jakkolwiek by na to nie patrzeć, „Żona potwora” jest pozycją niezwykle emocjonującą i dynamiczną, która nie tylko kreśli mechanizm funkcjonowania osobowości socjopatycznej, ale też tworzy pewien obraz społeczeństwa. Zdecydowanie warto przeczytać tę książkę, bo oprócz tego, że dostaniemy sugestywny przekaz, to na dodatek przekonamy się z jaką łatwością psychopata potrafi wtopić się w tłum.

Za możliwość przeczytania książki,

Czytaj dalej »