Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo FILIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo FILIA. Pokaż wszystkie posty

Dziewczyna w walizce. Raphael Montes

Teo to...psychopata, który wiedzie w miarę normalne życie. Mieszka w Rio de Janerio ze sparaliżowaną matką, studiuje medycynę, i szanuje tylko Gertrudę - zwłoki do badań medycznych. Wszystko się zmienia, kiedy na jednym z przyjęć poznaje Clarice. Dziewczyna jest spontaniczna, emocjonalna, przebojowa, i piękna. Reprezentuje wszystko to, co obce jest Teowi. W chłopaku rodzi się chora fascynacja, jest przekonany, że Clarice jest miłością jego życia i co więcej, że ona odwzajemnia jego uczucie. Nawet nie wie jak bardzo się myli. Dziewczyna odrzuca jego zaloty. Młodzieńcowi nie pozostaje nic innego, jak przekonać ją o tym, że rezygnacja z jego uczucia to wielki błąd, a robi to w bardzo niecodzienny sposób. Ogłusza ją i pakuje do wielkiej, różowej walizki. W późniejszym czasie rodzi się w jego chorej głowie plan na  wielką romantyczną podróż, z tym że jego towarzyszka jest nafaszerowana lekami uspokajającymi i skuta kajdankami. 

Znajomość z psychopatą nie należy do najprzyjemniejszych. Clarice dość szybko się o tym przekonuje, bo z chwilą wkroczenia Teo do jej życia, codziennością dla mniej stają się kajdanki, kneble, rozpórki na nogi i ręce, oraz zastrzyki ze środków znieczulających i uspakajających, ale przecież Teo ją kocha i wszystko co robi, robi dla jej dobra. Chore? Chore!

Muszę przyznać, że historia dziewczyny w walizce przyprawiała mnie o ciarki. Ponieważ przerażają mnie osobowości dyssocjalne, m.in. dlatego że wszelkie racjonalne próby uwolnienia się ze szponów takiej osoby są niemożliwe, a odwoływanie się do ich empatii i odruchów moralnych, to jak walka z wiatrakami. Montes doskonale ukazał mechanizm zaburzonej osobowości. Wprawdzie temat psychopatii nie jest dla fanów takiej tematyki czymś zaskakującym, i teoretycznie obraz Teo niczym specjalnym się nie wyróżnia. To jednak na pochwałę zasługuje kreatywna, pełna niecodziennych i zaskakujących zwrotów akcja, a także intrygujące dysputy bohaterów, które świetnie charakteryzują stosunek do życia człowieka z poważną dysfunkcją emocjonalną. 

Przewrotność intrygi mnie zachwyciła, dlatego ubolewam, że niektóre sceny były naciągane, przez co historia traciła na wiarygodności. Na szczęście niekonwencjonalne podejście do tematu sprawiło, że czytałam książkę z poruszeniem. Niech o moim zainteresowaniu nią świadczy fakt, że porzuciłam audiobooka czytanego przez Szymona Bobrowskiego, na rzecz e-booka, którego mogłam znacznie szybciej przeczytać, niż odsłuchać wersję audio. I mimo że "Dziewczyna w walizce" nie jest historią bez wad, to polecam ją, bo jest to dobra lektura, warta uwagi nie tylko ze względów rozrywkowych, ale też dlatego, że możemy się przekonać, jak ważna w życiu jest intuicja i umiejętność przewidywania. A'propos, Raphael Motes miał stworzyć niecodzienną historię miłości, gdyż o taką prosiła go matka, zakładam, że nie spodziewała się aż tak oryginalnej wersji.

DZIEWCZYNA W WALIZCE
Raphael Montes
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2016

Moja ocena: 7/10 - dobra+

Czytaj dalej »

Art&Soul. Brittainy C.Cherry


Niecałe trzy tygodnie temu pisałam o tym, jak bardzo zachwyciła mnie książka Brittainy C.Cherry "Kochając pana Danielsa". Byłam pod urokiem stylu autorki, dlatego jak tylko pojawiła się na rynku jej najnowsza powieść, to nie wahałam się ani chwili. Choć, gdzieś tam głęboko, obawiałam się, że - jak to często bywa w nurcie young adult - mogą zostać powielone pewne elementy, czego nie znoszę, nic mnie tak nie drażni, jak sztampowe fabuły. Na szczęście historia okazała się oryginalna, piękna i bardzo wzruszająca, co chyba jest normą dla książek C.Cherry. 

Bohaterami jest para zagubionych nastolatków, którzy pomimo młodego wieku sporo doświadczyli. Aria Watson jest spokojną szesnastolatką, stroniącą od rozkrzyczanego licealnego towarzystwa. Jej wielką pasją jest sztuka. Aria uwielbia malować i z tym zajęciem wiąże swoje plany. Niestety jedna jej zła decyzja sprawia, że stabilne życie Watsonów zostaje zrujnowane. Na domiar tego dziewczynie przypięto etykietę puszczalskiej. Levi Myers jest o rok starszy od Arii. Chłopak mieszka z mamą w Alabamie, ale postanowił na jakiś czas przeprowadzić się do ojca mieszkającego w Ohio, który kilka lat temu niespodziewanie zerwał z nim kontakt. Levi zamierza dowiedzieć się, co było przyczyną zaniku więzi. Nie muszę pisać, że zgorzkniały ojciec nie zamierza synowi czegokolwiek tłumaczyć. W ogóle nie zamierza z nim rozmawiać, a nawet przebywać w jednym pomieszczeniu. Muzyka pomaga przetrwać Leviemu, a kiedy poznaje Arię, to wszystko zaczyna nabierać sensu. I choć bardzo się od siebie różnią, są poranieni i rozbici, to ogrzewają się ciepłem swojej bliskości. 

Brittainy C.Cherry to mistrzyni słowa. Nie wiem jak ona to robi, że życiowa, można powiedzieć banalna opowieść staje się czarującą i przejmującą historią, w której wiele jest ciepła i mądrości. W książce nie ma przesadnego sentymentalizmu ani pretensjonalności. Być może dlatego, że bohaterowie, jak na swój wiek, są bardzo dojrzali, a ich doświadczenia nie raz przytłoczyłby dorosłego. W każdym razie opowieść zachwyca rozsądnym podejściem do tematu, a uwierzcie mi, poruszona problematyka nie należy do najłatwiejszych, dlatego też powieści daleko do banalnej, miałkiej lektury. To historia, która uczy odpowiedzialności i pokazuje różne oblicza miłości. "Art&Soul" sprawia, że wybucha się śmiechem, ale też płacze. To zasługa lirycznego tonu i właściwych słów, które budzą wyobraźnię i wzruszają. Tym bardziej że w  nawiązywanie się do malarstwa i muzyki porusza wrażliwe tony, a i świadomość, że tak młodzi ludzie muszą się zmagać z trudami życia, wywołuje silne emocje. Chyba nie muszę dodawać, że książka bardzo, ale to bardzo mi się podobała, i za całą pewnością kupię każdą inną powieść tej autorki, bo wiem, że potrafi tworzyć fenomenalne, inteligentne historie, które poruszają do głębi. 

A na koniec piosenka bardzo ważna dla Arii i Leviego - "She talks to angels" Black Crowes


ART&SOUL
Brittainy C.Cherry
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2016
Stron: 392
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 9/10 - rewelacyjna
Czytaj dalej »

Kochając pana Danielsa. Brittainy C. Cherry


"Kochając pana Danielsa" to powieść zaliczana do nurtu new adult. Czyli kierowana jest do czytelników w przedziale wiekowym 18-25 lat. Już dawno pożegnałam ten wiek i towarzyszące mu rozterki. Dlatego bardzo rzadko sięgam po ten gatunek. Jednak powieść Brittainy C. Chery skusiła mnie wysoką oceną na LC i kontrowersyjnym tematem, romansem uczennicy z nauczycielem.  Stwierdziłam, że po ostatnich trudnych lekturach, taka opowieść da mi wytchnienie. Trochę się pomyliłam, ponieważ wątek miłosny posłużył do wyeksponowania poważnych problemów, z którymi każdy z nas kiedyś musi się zmierzyć m.in. ze śmiercią najbliższej osoby. Tak więc nie dostałam banalnej powiastki, ale wyciskającą łzy słodko-gorzą historię.

Dziewiętnastoletnia Ashlyn przeżywa olbrzymią stratę, śmierć siostry bliźniaczki. Niestety pocieszenia nie może otrzymać od swojej matki, którą przerosła okrutna rzeczywistość. I w konsekwencji odsyła swoją córkę do ojca, z którym Ashlyn nie ma najlepszego kontaktu. Załamana dziewczyna trafia do Wisconsin, gdzie musi rozpocząć nowe życie. Nie napawa ją to optymizmem, ale pociesza fakt, że poznała cytującego Szekspira uroczego Daniela. Jednak kiedy pierwszego dnia szkoły wchodzi do klasy, dowiaduje się, że Daniel... jest panem Danielsem i jest jej nauczycielem literatury.

Chyba tylko w USA nauczyciel może być straszy od swojego ucznia o trzy lata, ale w tej historii nie chodzi o różnicę wieku, a o niemoralny aspekt związku. Romans jak romans, oprócz pewnej pikanterii, nie ma w nim nic oryginalnego, za to jest pięknie i z wyczuciem opisany. Bohaterowie, jak na swój wiek, są bardzo dojrzali, zapewne dlatego, że zmagają się z osobistymi dramatami. Miłość spotkała ich przypadkowo i okazała się być głębokim, leczniczym uczuciem. Stąd też w Danielu i Ashlyn nie mam infantylizmu ani nadmiernego rozgorączkowania. Ich miłość jest szczera, a reakcje prawdziwe. Testem na siłę ich związku jest nie tylko tajemnica zagrażająca ich reputacji, ale również problemy, które dotykają nie tylko ich, ale także ludzi z najbliższego otoczenia. 

Powieść Brittainy C. Cherry zachwyciła mnie tokiem zdarzeń i wyczuciem tematu. Przez co historia stała się wzruszającą i inteligentną opowieścią o nowych szansach, rodzinnych więziach, przyjaźni, i o nieskrępowanej radości przeżywania, w skrócie - o życiu. W którym nie brakuje rozterek, nieprzemyślanych decyzji, dramatów i skrywanych głęboko emocji. Atrakcyjnym tłem do wydarzeń są wplecione w fabułę fragmenty dramatów Szekspira i muzyka, którą mimo że nie słyszymy, to czujemy, gdyż namiętność młodych ludzi w połączeniu z literacką estetyką pobudza wyobraźnię i sprawia, że otrzymujemy wyrazisty obraz niepodyktowanych egoizmem uczuć. Jeśli interesują Was tego typu motywy, to bardzo zachęcam do przeczytania książki, bo pomimo konwencjonalnego tematu udało się jej uniknąć schematyczności i stereotypów.  

KOCHAJĄC PANA DANIELSA

Brittainy C. Cherry
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2015
Stron: 432
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 7/10 - bardzo dobra

 
Czytaj dalej »

Pierwsza na liście. Magdalena Witkiewicz

Magdalena Witkiewicz

PIERWSZA NA LIŚCIE

Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2015
Stron: 345
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 7/10 - bardzo dobra






Na pewno znacie to uczucie, gdy jakiś tytuł uczepi się i nie puszcza, nawet jeśli się tego chce. Tak miałam z "Pierwszą na liście". Wszystkie te pozytywne recenzje i pochwały nakręcały mnie, i nie pozwalały spać. Wiem, przesadzam, ale naprawdę chciałam tę książkę bardzo przeczytać... i przeczytałam. Co więcej, dołączam do grona fanów powieści, bo jest to bardzo dobrze napisana historia, która otwiera oczy na wiele problemów i sprawia, że chce się stać lepszym człowiekiem.

Jedną z bohaterek jest znana dziennikarka, nowoczesna i niezależna Ina. Pewnego dnia, w deszczowy dzień, na progu jej mieszkania staje nieznajoma dziewczyna. Ina bezlitośnie traktuje intruzów naruszających jej spokój, dlatego nie dopuszcza dziewczyny do głosu i wyprasza ją, ale dziennikarska ciekawość robi swoje. Jak się okazuje Karolina to córka kogoś, kto w przeszłości bardzo ją skrzywdził, co więcej dziewczyna potrzebuje od niej pomocy. Ina boi się zaangażować, gdyż sprawa dotyczy trudnych tematów i bolesnych wspomnień, do których, jak sądziła, już nigdy nie wróci.


Powieść Magdaleny Witkiewicz nie jest historią powierzchowną, ale piękną i mądrą opowieścią o wielkiej, choć niełatwej przyjaźni, o trudnej miłości, a także o ogromnej odwadze i woli walki o to, co w życiu najważniejsze. Książka łączy w sobie kilka wątków, atrakcyjnie się łączących. Nie ma w nich idylliczności, jest za to proza życia, w której są beztroska i wielkie namiętności, ale też ból rozczarowań i choroba. To właśnie wątek choroby decydująco wpływa na fabułę, determinuje losy bohaterów, i dzięki niemu poznajemy  sposoby walki z białaczką, jak również dowiadujemy się o tym, jak zostać dawcą szpiku kostnego. Tak więc książka Magdaleny Witkiewicz to nie tylko wzruszająca historia kobiet zmagających się z demonami przeszłości i trudną codziennością, ale też edukująca opowieść, która podkreśla ważność podejmowanych decyzji, potrzebę pomocy innym, odpowiedzialność za drugą osobę, i moc uczuć, którym ani czas, ani problemy nie są w stanie zaszkodzić. Dlatego jeśli macie ochotę na inteligentną i zaskakującą powieść, w której mimo trudnego tematu, nie brak nadziei i radości, to bardzo zachęcam do przeczytania "Pierwszej na liście".
Czytaj dalej »

Po prostu bądź. Magdalena Witkiewicz

Magdalena Witkiewicz

PO PROSTU BĄDŹ

Wydawnictwo: FILIA
Rok wydania: 2015
Stron: 336
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 7/10 - bardzo dobra 






Powieść ta często przewija się przez blogi i portale książkowe. Nie sposób jej nie zauważyć. Opinie są zachęcające, czarująca okładka wpada w oko, a i opis jest intrygujący. Dlatego tym razem zamiast kryminału (znowu) kupiłam "Po prostu bądź", zrzucam to na karb nieuchronnie zbliżającej się starości, ewentualnie nadciągającej srogiej zimy, bo nic innego nie tłumaczy mojej potrzeby na wzruszające i sentymentalne lektury, a w tej książce jest tego pod dostatkiem.

Silnych przeżyć dostarczy nam Pola, której zaszczepiono potrzebę wiedzy i możliwość zdobycia czegoś więcej niż gospodarstwo na wsi, które chcą jej przekazać rodzice w chwili zawarcia przez nią ślubu, z wybranym... przez nich kandydatem. Dlatego Pola postawiła wszystko na jedną kartę. W tajemnicy przed rodzicami dostaje się na architekturę, gdzie poznaje swoją wielką aczkolwiek zakazaną miłość. Niestety los dla nich nie jest łaskawy. W myśl przysłowia człowiek strzela, wiatr kule nosi, ich życiowe plany niszczy tragiczne zdarzenie. Nic już nie będzie takie samo... Dramatyczna sytuacja zmusza Polę do drastycznych kroków, dlatego gdy dostaje propozycję pewnego układu przystaje na nią, chociaż nie jest pewna czy podejmując taką decyzję nie popełnia życiowego błędu.   

Czy proszę o zbyt wiele?
Czy to takie niestosowne?
Byśmy ty i ja niedługo
Mogli zawrzeć tę umowę


Nie, nie proszę o zbyt wiele.
Zawsze byłem realistą
To, co tutaj proponuję
To nowa umowa, i to wszystko (...)

Ale możemy się umówić
Zawrzeć pewien pakt
I może z czasem mnie pokochasz
Kiedyś tam

(Sting "Practical Arrangment")


Nie bez przyczyny zacytowałam fragment piosenki Stinga, ponieważ to właśnie utwór "Practical Arrangment" był inspiracją do napisania "Po prostu bądź". Muszę przyznać, że pomysł był świetny, bo autorce udała się ta książka, czyta się ją jednym tchem. Co prawda opowieści z motywem aranżowanego związku nie są czymś niezwykłym, ale jeśli doda się do niego sporą dozę dramatu, a do tego bohaterów postawi się przed moralnymi dylematami, to wychodzi interesująca i trzymająca w napięciu historia. Tym bardziej, że główna bohaterka, a zarazem narratorka - Pola zdradza pewne zdarzenia z przyszłości, oczywiście są one pełne niedomówień, jednak wywołują niemałą ekscytację, ponieważ zwiastują wstrząsające wydarzenia i zapowiadają głębszy wgląd w emocje człowieka borykającego się ze stratą ukochanej osoby. Bez wątpienia wiele w tej książce wzruszeń, wrażliwsze dusze podczas czytania na pewno wyleją sporo łez. Przyczyni się też do tego charakterystyka bohaterów, którzy nie są przedstawieni jako herosi, ale zwykli ludzie, nie raz błądzący, ulegający ekscytacji, i wzburzeniu. Ciekawym zabiegiem jest też wprowadzenie podwójnej narracji, co daje precyzyjny obraz stanu emocjonalnego postaci, oraz cytowanie fragmentu piosenki przed każdym rozdziałem.

Książka Magdaleny Witkiewicz bardzo mi się podobała, jednak nie mogę napisać, że jest odkrywcza czy też wyjątkowa, ale doceniam to, że autorka z wyczuciem potraktowała temat, nie ma w nim sztuczności, nadmiernych ubarwień, za to sporo prawdziwych uczuć i przejmujących sytuacji. Dlatego jeśli lubicie historie, w których bohaterami targają silne emocje, a los z nich srodze kpi, to nie rozczarujecie się tą powieścią.

Niech tłem do książki będzie piękna piosenka Stinga, która bardzo wiele mówi o bohaterach "Po prostu bądź".

Czytaj dalej »

Gdy zakwitną poziomki. Agnieszka Walczak-Chojecka

Agnieszka Walczak-Chojecka

GDY ZAKWITNĄ POZIOMKI

Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2014
Stron: 400
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra





Powieść Agnieszki Walczak-Chojeckiej „Gdy zakwitną poziomki” już od dawna miałam na oku. Ilość entuzjastycznych recenzji tej książki jest niesłychana. Nauczyłam się jednak, że nie to ładne, co piękne, ale co się komu podoba. Dlatego zanim przystąpiłam do czytania stonowałam swój entuzjazm – niepotrzebnie, bo książka jest bardzo dobra.

Bohaterką historii jest trzydziestoośmioletnia Karolina, która stwierdza, że już czas zostać mamą. Jej partner również uważa, że to właściwa chwila. Co prawda nie podchodzi do tematu tak entuzjastycznie, jak Karolina, ale wspiera swoją ukochaną w każdej decyzji. Problem powstaje w chwili, w której okazuje się, że wcale nie tak łatwo zajść im w ciążę, jakby się wydawało. Kobieta zaczyna obsesyjnie myśleć o macierzyństwie. Czas określa od cyklu do cyklu, a Filipa zaczyna traktować jak dawcę nasienia. Karolina ma świadomość, że nie tak to miało wyglądać. Miał być dom, ukochany, i malutka dziewczynka z warkoczykami, jednak życie boleśnie zweryfikowało jej plany. Na domiar złego ma wrażenie, że jej idealny związek nie jest taki idealny, rodzinne problemy piętrzą się w zastraszającym tempie, a jej myśli zaczynają niebezpiecznie krążyć wokół tajemniczego mężczyzny z przyszłości. 
 

Karolina jest wytrwała w staraniach o dziecko. Jej przeżycia są ogromnie wzruszające, i chociaż nie zawsze się zgadzamy z jej spostrzeżeniami na temat macierzyństwa, to jednak nie sposób być obojętnym wobec jej wielkiej tęsknoty za posiadaniem maleństwa, które jest dla niej wyznacznikiem szczęścia i kobiecości. Tak, Karolina czuje się wybrakowana. Jej nastrój definiuje wynik testu ciążowego, i fazy leczenia. Huśtawka emocji – od ekscytacji do przygnębienia, dość często dopada bohaterkę, zwłaszcza że codzienność również dokłada jej sporo problemów. Muszę przyznać, że autorce rewelacyjnie udało się opisać kondycję związku starającego się dziecko, jak również obawy i tkliwość Karoliny. Świetnie też przedstawiono rolę mężczyzny, teoretycznie pokornego, nawet obojętnego, który jednak zaistniałą sytuację przeżywa w swoisty sposób. W historii pojawia się też kilka innych znaczących wątków, które podkreślają główny temat, inaczej mówiąc eksponują rolę rodziny.

Nie mogę powiedzieć, żebym akceptowała każdą decyzję Karoliny, wielu w ogóle nie rozumiałam, zapewne trzeba być w odpowiednim stanie ducha żeby wczuć się w jej skórę. Jednak styl Agnieszki Walczak-Chojeckiej jest naładowany takim ładunkiem emocjonalnym, że nietrudno wzbudzić w sobie empatię. Szczególnie że portrety psychologiczne bohaterów oraz tło wydarzeń są wnikliwe i pomysłowo nakreślone. Wiele nagłych zwrotów akcji również uatrakcyjnia tę historię, jak również, już od pierwszych stron, uczucie dreszczu niepokoju i ekscytacji, które zwiastują nieprzewidziane koleje losu. „Gdy zakwitną poziomki” to bardzo dobra historia, kobieca, nie dlatego że bohaterka jest kobietą, ale że temat dotyczy nas – kobiet, bo traktuje o miłości i marzeniach o rodzinie, dla większości pewnie łatwych w realizacji, ale niestety dla sporej części nieosiągalnych.

Czytaj dalej »

Dziesięć płytkich oddechów. K.A. Tucker

K.A. Tucker

DZIESIĘĆ PŁYTKICH ODDECHÓW

Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2014
Stron: 420
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 6/10 - dobra





Kacey Cleary, cztery lata temu, przeżyła dramatyczny wypadek. Sprawcą kolizji był pijany kierowca. To traumatyczne wydarzenie bardzo mocno odbiło się na jej życiu. Nie radząc sobie z bólem po utracie najbliższych, sięgała po różnego rodzaju używki, skupiła się też na przemocy i seksie. Na szczęście miłość do młodszej siostry, Livie, sprawiła, że Kacey podjęła decyzję o zmianie swojego życia. Wraz z siostrą przeprowadza się do Miami. Nie jest łatwo w nowym miejscu, tym bardziej że nowy sąsiad, przystojniak Trent Emerson, zajmuje sporo jej myśli, a przecież nie ma ona na to ani ochoty (klituś-bajduś), ani czasu. Jednak przed zniewalającym uczuciem trudno się obronić, tylko czy mur, który stworzyła, by ochronić się przed bliskością, pozwoli jej uwierzyć w lepszy los. 
 
O „Dziesięciu płytkich oddechach” K.A. Tuker, powieści z serii new adult, ostatnio jest dość głośno. Większość czytelników zachwala powieść, toteż skuszona rekomendacjami podjęłam się poznania historii Kacey i cóż mogę rzec. Z całą pewnością nie jest to coś, czego się spodziewałam. Ponieważ jest to najzwyklejszy w świecie romans, z tym że w tle rodzącej się miłości, bo namiętność jest już na starcie, jest okropny dramat - wypadek, który bardzo mocno odcisnął się na psychice młodych ludzi. Traumatyczna sytuacja jest istotnym elementem tej powieści, bo ukazuje objawy zespołu stresu pourazowego. Muszę przyznać, że autorka dość dobrze odtworzyła jego skutki. Świetnie udało się jej zobrazować zmiany w psychice bohaterów, głównie w ich sposobie postrzegania świata. Ta strona książki jest znakomita, żałuję tylko że Tucker umniejszyła problem, co prawda akcentuje konieczność korzystania z pomocy doświadczonego psychoterapeuty, ale również pokazuje, że namiętność, wręcz zwierzęcy pociąg, jest w stanie wyleczyć człowieka ze wszystkich lęków. Mnie to nie przekonało, co więcej trochę zirytowało. Zwłaszcza że miałam problem z polubieniem Kacey, aż dziw bierze, że mimo jej niewyparzonego języka i zdystansowanej postawy, aż tyle osób do niej lgnie. Dziewczyna jest zakręcona na punkcie swojego boskiego sąsiada, głównie skupia się na jego wyrzeźbionym ciele i kobaltowych oczach. Jej monologi wewnętrzne na widok jego seksownego wyglądu, to niezła, choć żenująca zabawa. Tak naprawdę Trent jest przedstawiony bardzo powierzchownie, nic o nim nie wiemy, oprócz tego że jest chodzącym feromonem, wpatrzonym w Kacey. Mimo że fabuła ma trochę zagadek, to jednak historia jest przewidywalna; jest Ona – poraniona i On – chcący ją ratować. Chyba nic więcej nie trzeba dopowiadać.

Być może niektórych dziwi, że książka mimo tych wad, dostała ode mnie dobrą oceną. Już wyjaśniam. Powieść „Dziesięć płytkich oddechów” była dla mnie rozrywkową lekturą, dlatego pomimo drażniących motywów, podobała mi się jej dynamika, nawet jej naiwne przesłanie, że miłość wyrwie nas z każdego dramatu, przypadło mi do gustu. Zakochałam się również w kilku postaciach m.in. w uroczej i serdeczniej Storm, cudownym aniołku Mii, i w szczerej i kochanej Livie. Podobała mi też więź łącząca tych bohaterów, ich poczucie humoru i oddanie. Na zmysły zadziałało również nocne życie Miami i co tu dużo mówić, zmysłowa strona tej historii. Erotyczna gra między głównymi bohaterami jest subtelna i kokieteryjna co sprawia, że książka ma frywolny charakter, który na pierwszy rzut oka nie pasuje do tragicznych doświadczeń bohaterów, jednak zestawienie wielkich namiętności z wielkimi nieszczęściami sprawdziło się, przynajmniej w moim przypadku. Dlatego zachęcam do przeczytania powieści, tym bardziej że niebawem ukaże się drugi tom „Jedno małe kłamstwo”.

Książkę otrzymałam od Księgarni Libroteka - "Dziesięć płytkich oddechów"
Czytaj dalej »

Gdyby życzenia się spełniały.

Katarzyna Michalak

MISTRZ

Wydawnictwo: Filia
Data: 2013
Stron: 310
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami





Powieść „Mistrz”, „chodziła” za mną już od dłuższego czasu. Skrajne opinie na temat owej książki, wybitnie pobudzały moją ciekawość, poza tym historia, która rozbudza zmysły, od czasu do czasu, jest wskazana, więc kiedy zderzyłam się z „Mistrzem”, to nie odpuściłam i w sumie dobrze, bo było to bardzo interesujące doświadczenie.

Historia nie jest w jakiś szczególny sposób wyjątkowa, ot młoda, atrakcyjna Sonia staje się świadkiem gangsterskich porachunków, a że świadka wypuścić nie wolno, to trafia do... powiedzmy niewoli, do pięknej cypryjskiej rezydencji VillaRose, otoczonej tysiącami krzewów hibiskusa, której katorżniczym więzieniem nazwać nie można, tym bardziej że wrażliwe zmysły dziewczyny skutecznie zadrażnia boski Raul. Opowieść podąża w znanym kierunku, chociaż oczywiście nie obejdzie się bez kilku zaskoczeń, efektownych scen, i łóżkowych wygibasów.

Praca Katarzyny Michalak jest wyjątkową lekturą, wyjątkową, ponieważ mimo szeregu mankamentów, o których zaraz wspomnę, czytało mi się ją niezwykle przyjemnie i błyskawicznie, co przy moim braku czasu, jest wielkim atutem. Wybitnie podobało mi się tło powieści, śródziemnomorskie klimaty czarowały zapachami i fantastycznymi obrazami, trzeba przyznać, że autorce udały się opisy Cypru, wielki plus za sugestywne wrażenie, a także za intrygujące połączenie sensacji i erotyki. Jednak ilość infantylizmu przekroczyła wszelkie wyobrażenie. Książka momentami przypomina kiepskiej jakości harlequin, w którym naiwna bohaterka, aczkolwiek nieziemsko zmysłowa, chce, ale boi się, oddać diabelnie przystojnemu gangsterowi. Scenariusz podchodów damsko-męskich przypomina najpopularniejsze fantazje seksualne, zabawne to z lekka, ale summa summarum dobrze się je czyta, gorzej, że chwilami autorce brakowało słownictwa, bo nagminne używanie słowa „płeć” w odniesieniu do kobiecych narządów, i „przygarnianie” - to jest obejmowanie ramieniem, po pewnym czasie stawało się irytujące lub zabawne, jak np. określenie „złowróżbny członek” hę?!

Przekombinowanych opisów w "Mistrzu” nie brakuje, ckliwości również, od niedojrzałych i niefrasobliwych bohaterów też się nie opędzimy, ale... historię dziwnego porwania, skomplikowanych związków i wielkich namiętności, przyjemnie mi się czytało. Książka spełniła swoją rolę, dostarczyła mi rozrywki i chwil zapomnienia, wywołanych pięknymi opisami egzotycznych krajobrazów i nie tylko, czego chcieć więcej? Dlatego zaryzykujcie spotkanie z Sonią i Raulem, może akurat coś z tego wyjdzie.


Bardzo dziękuję, za związane z nową pracą, życzenia powodzenia, jak najbardziej się przydadzą. Ciągle się uczę, ciągle popełniam błędy, ciągle mam lekkiego nerwa, ale powolutku nabieram wprawy i z każdym dniem czuję się swobodniej w nowych warunkach. Jeszcze raz dziękuję za dobre słowo, myślę o Was i tęsknię za blogowym światem, na moje nieszczęście nie potrafię zapanować nad szybko upływającym czasem, ale może to się kiedyś zmieni.
Pozdrawiam ciepło!

Czytaj dalej »