Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Bullet Books. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Bullet Books. Pokaż wszystkie posty

Insomnia

Agnieszka Tomaszewska

INSOMNIA

Wydawnictwo: Bullet Books
Data: 2012
Stron: 380




Agnieszka Tomaszewska zachwyciła mnie swoją powieścią „Invocato”, książka pomimo wielu wad zrobiła na mnie wrażenie; efektowne sceny, błyskotliwe dialogi, a przede wszystkim oryginalni bohaterowie z piekielnymi charakterkami sprawili, że debiutancka powieść ełckiej pisarki skradła mi serce. Dlatego jak tylko usłyszałam, że wydawnictwo Bullet Book szykuje niespodziankę fanom fantastycznego klimatu tworzonego przez Agnieszkę Tomaszewską, to koniecznie musiałam przekonać się czy autorka pokonała niedoskonałości, które miały miejsce we wcześniejszej powieść i czy „Insomii” uda się mnie oszołomić niezwykle nakreśloną fabułą.
Nana to młoda kobieta cierpiąca na przewlekłe rozczłonkowanie jaźni. Sen nie jest jej dany, śni tylko na jawie, męczą ją wizje i nagłe ataki. Od prawie roku dziewczyna testuje lek, który być może sprawi, że poczuje się lepiej i objawy choroby miną, niestety eksperyment zbliża się ku końcowi i niebawem skończą się cudowne pigułki, po ich odstawieniu Nanie nie zostanie dużo czasu, bo pomimo że testy leku nie zakończyły się wynikiem pozytywnym, to jednak skutecznie utrzymały ją przy życiu. Pogodzona ze swoją przyszłością i z parkowymi gołębiami, wracając z spaceru do domu nasza bohatera spotyka dziwnego osobnika, który jej zdaniem przypomina gejowskiego wyznawcę szatana. Jak się okazuje ów podejrzany osobnik, to nie kto inny jak między wymiarowy podróżnik, teoretycznie niewidoczny dla oka ludzkiego. Zetknięcie z człowiekiem, który widzi projekcje pozamaterialną jest dla niego poważną sprawą, na dodatek niezmiernie istotną, gdyż potrzebuje on kogoś kto pomoże mu, a właściwe im, bo kosmiczna ekipa składa się z pięciu oryginałów, utrzymać równowagę pomiędzy obiema rzeczywistościami. Jednak czy szalona kobieta, która na co dzień rozmawia w plastikowym Kenem i łyka garść psychotropów jest odpowiednią kandydatką na bohaterkę?
Pomysł na książkę jak dla mnie genialny. Ukryty wymiar, szalona kobieta i multum testosteronu zapakowanego w srebrne płaszczyki może dostarczyć ogromnej frajdy, jednak nie to złoto co się świeci... Z przykrością stwierdzam, że czuję się lekko rozczarowana tą powieścią, ponieważ autorka nie zadbała o to, aby czytelnik nie błądził po tekście szukając nadawcy dialogu czy bojownika przodującego w akcji, niestety sam opis postaci nie wystarcza, gdyż panowie są praktycznie tacy sami, dlatego często zdarzało mi się wracać o stronę wcześniej oby rozwiązać zagadkę i o ile w „Invocato” to przebolałam, tak tym razem męczyło mnie to i denerwowało. Inna sprawa to irytujące działanie autorki na zasadzie „pierwsze rób, później mów”, które objawia się tym, że ni z gruszki ni z pietruszki przedstawione są krótkie wydarzenia, a dopiero na końcu tych wybuchowych scen dowiadujemy się co było motywem postępowania bohaterów. Każda tego typu szybka i zwięzła akcja przypomina luźno rzucone fragmenty, które trafiły przypadkiem w to, a nie inne miejsce, równie dobrze zamiast na stronie np. 53 mogły być na stronie 103. Konstrukcja ta nie przypadła mi do gustu, brakowało mi umotywowanej i sprawnie powiązanej chronologii lub też właściwego uzasadnienia jej braku, bo przypadkowość zdarzeń życiowych, która ma wpływ na działania bohaterów niekoniecznie mnie przekonała.

Kreacje postaci również niespecjalnie mnie urzekły, ponieważ podobne już znam z... „Invocato”, tyle że w debiutanckiej powieści Agnieszki Tomaszewskiej były one czymś nowym, pachniały świeżością, zaskakiwały i miały w sobie dużo cech wywołujących ciepłe uczucia, tak w „Insomii” są nie do końca udanymi kopiami: Nana Burej, a chłopcy z ekipy Lao przypominają szurniętą drużynę Koshego. Powielenie pomysłu na temperamenty bohaterów nie uważam za dobry pomysł, być może autorka nie miała tego na celu, ale wyszło jak wyszło, tym bardziej, że sylwetki z „Insomii” nie są tak urzekające i unikatowe jak ich poprzednicy, dlatego to nieszczęsne podobieństwo jest dla mnie tak bolesne.

Na szczęście w prezentowanej przez mnie książce nie brakuje tego co lubię najbardziej czyli dobrego żartu, mocno ironicznego w słodko gorzkim klimacie, okraszonego zabawnymi odzywkami. Autorka tworzy wyśmienite dialogi, co prawda bardzo skrótowe, jednak ich forma i temat jest często rozbrajający. Stosowane metaforom są inteligentne, rezolutne , niejednokrotnie zwalały mnie z nóg i doprowadzały do wybuchów śmiechu. Doceniam również porywające opisy działań bohaterów, ich walka z czasem była bardzo spektakularna do tego stopnia, że czasami miałam ochotę krzyknąć: Biegnij Nana, biegnij!.

Demonstrowany przez Agnieszkę Tomaszewską humor oraz forma komentowania otoczenia trafia do mnie, być może dlatego czytanie owej lektury, pomimo jej wad było dla nie ciekawym doświadczeniem. Pomysłowi na fabułę również nic nie można zarzucić, jak wcześniej wspomniałam nie jest zły, jednak wykonanie zawiodło, bardzo tego żałuję, bo podejrzewam, że wyobraźnia autorki nie zna granic i pomimo że w jej pracach mamy interesujące połączenie gatunków i stylów, jest też trafność w opisywaniu stanu umysłu i emocji bohaterów, przez co z łatwością wkradają się w łaski odbiorcy, to jednak brakuje „Insomnii” tego ostatniego szlifu, który nawiązując do tytułu wywoła u czytelnika stan bezsenności, na to z utęsknieniem czekam. 


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości serwisu nakanapie.pl
 
 
Link do książki w serwisie nakanapie.pl - Insomnia
Link do autorki w serwisie nakanapie.pl - Agnieszka Tomaszewska
Czytaj dalej »

Włócznia przeznaczeni

Craig Smith

WŁÓCZNIA PRZEZNACZENIA

Wydawnictwo: Bullet Books
Data: 2010
Stron: 476



„Włócznia przeznaczenia” to sequel „Przeklętego zakonu” Craiga Smitha, powieści która została entuzjastycznie przyjęta przez rzesze czytelników w wielu krajach m.in. Wielkiej Brytanii, Włoszech, Hiszpanii czy Turcji. Kontynuacja książki wydaje się pomysłem trafionym, gdyż jej czytanie jest wybitnie interesującą przygodą, która trzyma w napięciu przez ponad 400 stron. Akcja książki dzieje się na dwóch płaszczyznach, współczesność przeplata się z przeszłością. Dwa wątki pozornie ze sobą niezwiązane są początkiem i końcem niebezpiecznych aczkolwiek fascynujących wydarzeń.

Francja, 1931 rok. Dieter Bachman zaprasza do swojego domu początkującego pisarza, zafascynowanego historią i kulturą katarów. Otto Rahn swoją elokwencją oczarowuje gospodarza, jeszcze większe wrażenie robi na jego młodej, pięknej żonie Elizie. Między tą dwójką, rodzi się wielkie uczucie, romantyczne i niebywale silne. Los ciągle ich łączy,  prowadząc przez różne życiowe zawirowania, na jednej z takich dróg, dzięki wstawiennictwu Dietera, Rahn poznaje samego Himmlera.
Szwajcaria, 1997 rok. Młodziutka Kate, wraz ze swoim mężem lordem Robertem Kenyonem, próbują zdobyć – w ramach podróży poślubnej - szczyt Eigeru . Na szlaku zostają brutalnie zaatakowani przez dwóch nieznajomych alpinistów. Kate cudem udaje się wyjść z tego cało, niestety ciała jej męża nie odnaleziono. Kobieta zamierza pomścić śmierć Roberta i przysięga odnaleźć jego zabójców. Jedenaście lat później jest żoną Ethana, a także bardzo sprytną złodziejką obrazów. Para korzystając z pomocy przyjaciela, byłego agenta CIA Thomasa Malloya przylatuje do Hamburga, podejmując się niezwykle trudnego wyzwania, niewiedzą, że ich działania są cały czas śledzone, a w sprawę wmieszanych jest wiele osobistości.
Co z tym wszystkim wspólnego ma zabójca na zlecenie, Święty Graal, Paladyni i Henrich Himmler?

W książce przeszłość wyraźnie odciska swoje piętno, utwierdzając nas w przekonaniu, że wszystko co robimy ma wpływ na przyszłe pokolenia. Jest akcja i reakcja. Ożywają mity, obłęd staje się bolesną rzeczywistością, a historia zatacza koło.
„Włócznia przeznaczenia” to książka na doskonały scenariusz filmu sensacyjnego. Autor nie pozwala odpocząć czytelnikowi i co chwilę serwuje mu strzały adrenaliny zmuszając do pozostawania w ciągłym nasileniu emocji. Smith świetnie stopniuje napięcie oraz buduje żywiołową akcję. Na historycznym tle rozgrywa się intrygująca fabuła, przesycona mroczną tajemnicą. W wydarzeniach udział biorą bohaterzy wykreowani z wielką dokładnością, być może niekiedy ze zbyt wielką, gdyż zwykli ludzie urastają do rangi nadludzi, a agenci wszystkich możliwych służb: FBI, CIA czy Stasi, to super osobnicy, którzy nawet z postrzelonym tyłkiem zdobywają z gracją kolejne cele. Jakby nie było Craig Smith nie pomija żadnej z postaci, wyraźnie rysuje ich portrety, tworząc z nich autentycznych ludzi.

Czytelnicy którzy nie znają „Przeklętego zakonu” nie mają się czego obawiać, gdyż fabuła „Włóczni przeznaczenia” jest wyraźna, mimo przeskoków czasowych nie ma chaosu, a język powieści jest łatwy w odbiorze - całość robi bardzo dobre wrażenie.
Książka jest idealną lekturą dla czytelników lubiących zagadki, legendy oraz niewiarygodne akcje przyśpieszające tętno. To brawurowa powieść, godna polecenia.

Moja ocena -5/6
Czytaj dalej »

Gladiatorka

Russell Whitfield

GLADIATORKA

Wydawnictwo: Bullet Books
Data: 2010
Stron: 538



Lysandra jest spartańską kapłanką, w wyniku nieszczęśliwego zdarzenia, statek którym podróżuje, tonie, wyrzucając rozbitków na wybrzeże Azji Mniejszej.
Młoda kobieta, trafia do niewoli, kuratele nad nią przyjmuje Lucjusz Balbus, który jest znanym i cenionym właścicielem szkoły dla gladiatorek w Cesarstwie Wschodnim. Poddana okrutnym treningom, przez wymagających i brutalnych trenerów, Lysandra będzie musiała walczyć na arenie ku uciesze ogarniętej rządzą krwi publiczności.

Gladiatorka” to to debiut powieściowy Russella Whitfielda. Autor zafascynowany starożytną Grecją oraz Rzymem, postanowił napisać książkę, która jest fikcją literacką, rozgrywającą się w kontekście opartym na faktach. Trzeba przyznać, że połączenie to jest niezwykle pasjonujące i dostarcza czytelnikowi maksimum wrażeń.

Powieść jest dość pokaźnych rozmiarów, ale czyta się ją wyśmienicie, zawdzięczamy to płynnej akcji i ciekawie zbudowanym postaciom. Podziwiam autora za stworzenie oryginalnej - Lysandry, szczerze, to zaryzykował kreując główną bohaterkę, którą niespecjalnie da się lubić, na szczęście charakter gladiatorki i jej zachowanie są po mistrzowsku umotywowane. 
Wyjdźmy od tego, że Lysandra to Spartanka, od dzieciństwa poddawana rygorystycznym zasadom dyscypliny, jest inteligentna, charyzmatyczna, przekonana o swojej wyjątkowości, a przy tym bezczelna i arogancka. Wywodząc się z cywilizowanej Grecji reprezentuje sobą helleńską kulturę, prawo i filozofię. Kiedy przychodzi jej żyć razem z barbarzyńcami, różnice kulturowe, stają się wyraźne, a dziewczyna daje upust swojemu niezadowoleniu, wszem i wobec pokazując swoją wyższość, czym doprowadza swoje towarzyszki i trenerów do szewskiej pasji. W takich okolicznościach, trudno pałać sympatią do bohatera, który ma cechy drażniące czytelnika, ale... To wszystko ma sens, i w ogólnym rozrachunku Lysandra jest doskonale wykreowaną postacią, nadającą smaczku całej historii. Oczywiście nie tylko Spartanka wyróżnia się w tej powieści, w „Gladiatorce” jest cała plejada unikatowych, dopracowanych postaci, które na długo zostaną w pamięci.

Whitfield stworzył z tej opowieści prawdziwe widowisko. Plastyczne opisy brutalnych walk, to jak nadanie książce efektu 3D, chłoniemy dramatyczny klimat rzymskiej areny, na której rozgrywają się walki na śmierć i życie. Bardzo realnie odbieramy igrzyska, pot, gorąco plus kobiety zbudowane jak z marmuru, wymachujące mieczami, zarzynające swoje przeciwniczki w aplauzie spragnionego krwi plebsu, tworzą makabryczne obrazy, które bardzo dotkliwie odczuwamy. Efekt ten powoduje, że przenosimy się w czasie, czując całe napięcie związane z krwawymi walkami. „Gladiatorka” to powieść brutalna, surowa, niektóre jej fragmenty przyprawiają o mdłości, ale w fabule pełnej makabry, znalazły się też wątki, będące tłem do rozgrywających się wydarzeń, mamy cały zestaw emocji - miłość, nienawiść, gniew, rozpacz.

Powieść napisana jest łatwym w obiorze językiem, nie znajdziemy w niej zbędnego patosu, całość jest bardzo klimatyczna, tworząc pasjonującą powieść godną uwagi, pikantną – opisy safońskiej miłości, pieprzne dialogi- i okrutną.
Gladiatorkę” polecam czytelnikom nie bojącym się się szybkiej akcji, brutalny scen i wyrazistych bohaterów. Bardzo polecam.

Moja ocena 5+/6
Czytaj dalej »

Kot Syjonu

Jerzy A. Wlazło

KOT SYJONU

Wydawnictwo: Bullet Books
Data: 2011
Stron: 296



Kiedy po raz pierwszy książka rzuciła mi się w oczy to pomyślałam, że tytuł musi być grą słów, „Kot Syjonu” w połączeniu z intrygującą okładką podsuwał mojej wyobraźni wizję seksownie przechadzającej się kobiety, uwodzącej wdziękami i gracją kocicy, ewentualnie jakiś wielocyfrowy kod do wzgórza w Jerozolimie. Domysłów było wiele i proszę mi wierzyć, że byłam niesamowicie zaskoczona, że w „Kocie Syjonu” naprawdę chodzi o kota.

Były policjant, obecnie detektyw dostaje niecodzienne zlecenie. Bialas – z pochodzenia Polak – zostaje zatrudniony przez tajemniczą hrabinę Chattearstone. Owa dama życzy sobie, aby znalazł dla niej odpowiedniego kota. Zajęcie iście niegodne dla jego profesji, jednak po kilku dość istotnych argumentach przyjmuje sprawę. W międzyczasie dochodzą mu dodatkowe zajęcia, ktoś kogoś szantażuje, wypływa sprawa zabitego obok posiadłości hrabiny przedsiębiorcy, znika znany architekt oraz pojawia się milioner z przeszłością międzynarodowego aferzysty.

Jerzy A. Wlazło – dziennikarz prasowy i radiowy - stworzył książkę na wzór surrealistycznego obrazu. Na stronach powieści przewijają się unikatowe postacie, tworzone na zasadzie kontrastów, niekonwencjonalne, często wzbudzające zdziwienie. Gdzieś obok tego żyje sobie nasz bohater, który z żarzącym się cygarem i ulubioną brandy przypomina gwiazdora starych czaro-białych filmów. Białas to prawdziwy oryginał, wydaje się być niedostępnym gburem, wiecznie skacowanych, a do tego z wybitnie ironicznym spojrzeniem na świat. Tylko sobie znanym sposobem udaje mu się przemierzać rewiry mrocznego miasta i w miarę racjonalnie tropić ślady. Należy pamiętać, że detektyw jest uczciwym, wrażliwym facetem - tylko broń Boże nie mówcie mu tego – który otacza opieką nieszczęśliwego, małego chłopca Chucka oraz tkwi w ciekawej relacji z policjantką Carol.

Kot Syjonu” to powieść w stylu noir. Książka jest klimatyczna, panuje w niej mroczny nastrój, mamy wrażenie, że wszystko leniwie sunie się w mroku miasta, a chodniki spowite w blasku ulicznych latarni, pobrzmiewają śmiechem dziewcząt występujących w nocnych lokalach. Niepewność towarzyszy czytelnikowi od pierwszych stron książki, wszystko z czym się spotykamy to pozory, nikt nie jest tym za kogo się podaje, na szczęście Białas między tymi zakamuflowanymi zdarzenia przewija się ze sprytem komandosa i wdziękiem baletnicy.
Narracja pierwszoosobowa w wykonaniu byłego policjanta to mistrzostwo świata, jego sarkastyczne komentarze dodają smaczku lekturze, sprawiając że powieść czyta się z lekkim uśmiechem na ustach. Autor bawi się słowem, tak sprytnie operuje żartem oraz środkami stylistycznymi, że lektura tej książki jest niebywale ciekawa.

Mroczna sceneria powieści w połączeniu z intrygującymi faktami wypływającymi na światło dziennie, suspensem, oraz kotem nie kotem, wzmaga dramaturgię wydarzeń i powoduje, że walijska wyspa Anglesey wydaje się być miejscem z nie tego świata. Pomimo, że książka jest interesującą i wciągającą lekturą, to miłośnicy prostych konstrukcji oraz chronologicznie ułożonych treści, mogą mieć problemu z odnalezieniem się w fabule. Proponuję nie zrażać się tym, bo gra jest warta świeczki.
Kot Syjonu” jak najbardziej polecam, jest to bardzo dobra powieść detektywistyczna, wymykająca się lekko z klasycznej formy, jednak jej charakter oraz nastrój sprawia, że doświadczamy ciekawych wrażeń.

Moja ocena: 5/6
Czytaj dalej »

Grajek

Helen McCabe

GRAJEK

Wydawnictwo: Bullet Books
Data: 2010
Stron: 282


Helen McCabe jest autorką ponad 20 książek, napisanych pod swoim prawdziwym nazwiskiem, jak również pod pseudonimami Aisling Byrne i Liberty Brett. Jej książki należą do gatunku romansu, jednak z racji tego, że pisarka interesuje się zjawiskami paranormalnymi postanowiła napisać swój pierwszy thriller, którym jest właśnie „Grajek”.
Fabuła książki opiera się na kanwie legendy o grajku z Hammelin, w której to tajemniczy osobnik postanawia uwolnić małe miasto w Dolnej Saksonii od plagi szczurów. Ze swojego zadania wywiązuje się idealnie, jednak mieszkańcy odmawiają obiecanej mu nagrody. Mężczyzna mści się, wygrywając na fujarce rzewną melodię, wyprowadza z miasta stu trzydziestu malców. Od tamtej pory nikt nie widział grajka ani uprowadzonych dzieci.

www.tajne.org
Książka wprowadza czytelnika w ponure klimaty Rumuni. Jest rok 1990, młody psychiatra i naukowiec Sasha Marcu zajmuje się badaniem dziwnego zjawiska - wiele kobiet z malutkiej wsi o nazwie Arva, zapada na schizofrenię. Jedną z takich osób jest Irna, która podczas wywiadu, w swoich wspomnieniach cofa się do 22 lipca 1998 roku. Odkrycie Marcu jest makabryczne, m.in. dowiaduje się o koszmarnych rytualnych mordach na dzieciach. Podczas ostatniego tego typu incydentu, inspektor rumuńskiej policji był bliski złapania podejrzanego, jednak ślad się urwał. W tym samym czasie w małym miasteczku w USA pojawia się intrygujący nauczyciel muzyki, który wchodzi w bardzo bliskie relacje z rodziną Durrantów i swoim wdziękiem oczarowuje prawie wszystkich, prawie, bo jego magii nie ulega głowa rodziny, policjant Deve i jego głuchoniemy syn Michael.

Cały urok powieści tkwi w wyjątkowo mrocznym klimacie, zapewne duża w tym zasługa tła powieści. Przygnębiające rejony Transylwanii nie nastrajają optymizmem, a malutkie miasteczko w stanie New Hampshire z konserwatywnymi mieszkańcami, charakteryzującymi się ograniczonym myśleniem, sprawia że podczas czytania pojawiają się problemy z oddychaniem. W aurze zacofania i zaściankowości trudno o solidną dawkę tlenu.
Autorka nie oszczędza czytelnika, co chwilę serwuje opisy od których cierpnie skóra, co gorsze strach czy też nazwijmy to napięcie towarzyszące czytaniu, trwa niezmiennie od pierwszych do ostatnich stron książki. Mamy wrażenie, że wielka gradowa chmura wisi nam nad głową i za chwilę rozpęta się burza z piorunami. Duży plus dla McCabe za zdolność tworzenia i utrzymania stałego niepokoju, to fascynujące, że „Grajek” jest jej pierwszym thrillerem, na dodatek tak doskonale ubranym w uczucia zagrożenia i lęku.
W powieści nie leje się krew, nie ma mazania ścian wnętrznościami ani podawania mózgu na deser - chociaż obrzydliwości nie brakuje - wszystko opiera się emocjach, które ukrywają się w prostych zadaniach i reakcjach.

Grajek” to budząca grozę opowieść w której okazuje się, że podania i legendy ludowe to nie tylko czcze bajanie. W każdej historii jest ziarnko prawdy, a niekiedy fikcja staje się przykrą rzeczywistością. Gdzie kończy się fantazja a zaczyna realność?, jak we współczesnym świecie wygląda zetknięcie z niewytłumaczalnymi zjawiskami? . Wiele tego typu pytań nasuwa się po przeczytaniu tej lektury. Autorka wprowadza czytelnika w niezbadane tereny i prowadzi przez grząski grunt – tutaj nic nie jest pewne, nawet strach wydaje się być ułudą.

Moja ocena 5/6

Czytaj dalej »

Invocato

Agnieszka Tomaszewska


INVOCATO


Wydawnictwo: Bullet Books
Data: 2010
Stron: 458




Invocato” to debiut powieściowy Agnieszki Tomaszewskiej. Autorka mieszka na Mazurach skąd czerpie inspirację do tworzenia kolejnych książek. Bliski kontakt z naturą prawdopodobnie sprzyja wenie, gdyż już niedługo ukarze się „Insomnia” - fani za pewne zacierają ręce, nie będę owijać w bawełnę, że również zaliczam się do tego grona.

Opis na książce jest bardzo intrygujący, pojawiają się stwierdzenia i obietnice typu: czeka Cię pozazmysłowa rzeczywistość, śmierć dotyka również nieśmiertelnych, zobacz co czeka Cię po tamtej stronie. Reklama pierwsza klasa, tylko co dalej... Dalej jest coraz lepiej, ciekawiej, upiorniej i...

Lilith vel Bura jest młodą dziewczyną dla której los nie był łaskawy. Po raz pierwszy spotykamy ją na zasypanym złotymi liśćmi cmentarzu. Stary dozorca, który codziennie widzi ją przy tym samym grobie, rozpoczyna rozmowę, w sumie o niczym, a jednak bardzo ważną, o samobójstwie. Zarzucony pytaniami opowiada o Mieście Samobójców, w którym znajdują się ci, którzy w momencie przejścia na drugą stronę, zostali uratowani przed demonami czyhającymi na ich duszę. Jak się okazuje jest sposób na dostanie się do owego miasta bez korzystania z desperackich metod - modlitwa, płynąca prosto z serca. Tego jej było trzeba, tak też zrobiła. Bladym świtem wita ją mroczne miasto, a na dzień dobry kapitan Katztez przykłada jej lufę pistoletu do głowy. Na szczęście Lilith to nieprzeciętna osóbka, która z łatwością przekonuje do siebie ludzi. Wiedzie jej się tak sprawnie, że trafia do grupy walczącej z demonami żerującymi na duszach samobójców, ekipą szalonych twardzieli dowodzi Koshe, inteligentny, przystojny i skuteczny, pełnoprawny obywatel miasta.

W momencie przystąpienia Burej – ksywka nadana przez drużynę – do grupy, zaczyna się cała zabawa. Książka nafaszerowana jest akcją, jak świąteczny sernik rodzynkami, do tego mamy niezły pokaz dialogów, ostrych jak brzytwa i skupisko bohaterów, którzy mają więcej energii niż wszystkie króliczki Energizera.

Bez zbędnych wstępów przyznam, że uwielbiam tę powieść i przymykam oko na jej niedoskonałości, które niestety się zdarzają. Podczas czytania bywa, że szwankuje nam czytelniczy GPS – nie wiemy gdzie jesteśmy i co robimy. To samo dotyczy niektórych dialogów, niekiedy konieczne jest czytanie tego samego zdania kilka razy, bo gubi się szyk lub brakuje nadawcy. Jednak to wszystko to pestka, bo chłopaki z ekipy Koshe tak „czarują”, że nie sposób nie oszaleć na ich punkcie.

Świetny dowcip, dosadne dialogi, często dość pieprzne, niewybredne żarty, szybka akcja z widowiskowymi scenami, plus osobliwe postacie to atuty powieści. O bohaterach „Invocato” mogłabym pisać non stop. Koledzy Lilith to powieściowe unikaty. Wyszczekani, miłujący alkohol, fajki, kobietki i huczne imprezy kolesie, w których żyłach testosteron aż kipi, wydają się szorstcy i niedostępni, jednak czy aby na pewno?.

Bura może wzbudzać mieszane uczucia, jest super bohaterką, a to nie każdemu może się spodobać. Jest sprytna, inteligenta, wygadana, z przeciętną buźką, jednak czarującą na swój sposób, łamie serca i i jak Rambo w spódnicy walczy z demonami. Tak idealnie, że aż niepoważnie, ale czy to mi przeszkadzało? absolutnie nie. Podczas czytania świetnie się bawiłam, ataki śmiechu regularnie mnie dopadały, nie zbrakło też chwil wzruszenia i grozy. Nastrój dopełniało tło powieści, Miasto Samobójców nie jest słoneczną aglomeracją, jego aura przytłacza, szare budynki, zero zieleni, a do tego niebezpieczeństwo czające się za rogiem nie skłania do błogiego nastroju i popołudniowej herbatki.

Podejrzewam, że „Invocato” można kochać lub nienawidzić. Mnie fabuła powieści kupiła, przymknęłam oko na niedoskonałości i cieszyłam się oryginalną historią z rezolutnymi dialogami, akcją która pompuje adrenalinę jak niezawodna maszyna i przede wszystkim unikatowymi bohaterami. Zawrót głowy gwarantowany, dla odważnych wstęp wolny.

Moja ocena 5/6
Czytaj dalej »