Moje śliczne. Karin Slaughter

Karin Slaughter

MOJE ŚLICZNE

Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Rok wydania: 2015
Stron: 480
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 7/10 - bardzo dobra 






Jeszcze klika miesięcy temu nie znałam książek Karin Slaughter, ale na szczęście zachęcona pozytywnymi opiniami skusiłam się na cykl Hrabstwo Grant. Przeczytałam na razie tylko dwa tomy, ale wystarczyły aby rozsmakować się w stylu Slaughter. Kobieta pisze ostro, nie boi się trudnych tematów, nie stroni od krwistych scen i mocnych dialogów. Mnie w to graj, bardzo lubię emocjonujące historie. Dlatego długo nie zastanawiałam się nad kupnem powieści "Moje śliczne". Dobrze zrobiłam, bo książka jest bardzo dobra, nawet jest ciut lepsza niż tomy z cyklu Hrabstwo Grant, bo więcej w nich psychologicznej głębi niż celowej makabry, czyli opisów, które w mojej ocenie, mają służyć do spotęgowania lęku i obrzydzenia.


W tej historii już sam wątek zniknięcia bez śladu pełnej pasji dziewiętnastoletniej Julii Carroll jest przerażający, zwłaszcza że wiele osób widziało gdzie była ostatniej nocy i z kim wyszła. Czas upływa, a śledztwo stoi w miejscu. Brak jakichkolwiek postępów w rozwiązaniu zagadki jej zaginięcia sprawia, że dziewczynie zaczyna przypisywać się dziwne zachowania i pewne niezrównoważenie, dorabiając do zniknięcia wygodną historyjkę. Czas po zaginięciu Julii jest ogromnie trudny dla jej najbliższych, którzy nie radzą sobie z traumą, i ich drogi rozchodzą się. Dwadzieścia lat później mąż Claire, jednej z sióstr Carroll, zostaje zamordowany. Porządkując rzeczy męża, trafia na przerażające filmy, na których zamaskowany mężczyzna torturuje, gwałci, a następnie zabija młode kobiety. Claire jest w szoku, nie wie jak zinterpretować znalezisko, wie jednak, że filmy nie przypadkowo znalazły się na dysku jej męża. Ku jej przerażeniu na jednym z nagrań jest kobieta łudząco podobna do niedawno zaginionej młodej dziewczyny.  Claire z pomocą starszej siostry postanawia rozpocząć prywatne śledztwo, jednak ktoś skutecznie depcze im po piętach i próbuje utrudnić poznanie prawdy. Mimo to siostry nie poddają się, poza tym nawet gdyby chciały zrezygnować ze swojego dochodzenia to nie mogą, bo zdobyte dowody prowadzą do ich dramatycznej przeszłości.

Muszę przyznać, że Karin Slaughter świetnie zbudowała fabułę. Pełno w niej niepokoju, zawiłych spraw i zaskakujących rozwiązań. W tej historii bardzo trudno o jednoznaczne odpowiedzi, a wszystko za sprawą błyskotliwej intrygi oraz skomplikowanych relacji kobiet z rodziny Carroll. Dopiero makabryczne znalezisko sprawia, że dotąd skłócone siostry odnajdują wspólny język i na nowo się poznają. Oczywiście ich uczucia nie są oczywiste, ale potrzeba poznania tożsamości dręczonych kobiet i rozwiązania zagadki pochodzenia bestialskich filmów, jednoczy je i odsuwa na bok osobiste niesnaski. Autorka korzystając ze zmiennej narracji ułatwia poznanie stanu psychicznego bohaterek. Wnika w umysł osób borykających się z dramatem, który znacząco wpłyną na ich życie. Wgląd w psychikę bohaterów spętanych okowami  smutku, lęku, i nadziei jest bardzo wzruszający. Tym większy, gdy czyta się listy ojca do zaginionej córki, ojca, który nigdy nie pogodził się ze stratą ukochanego dziecka. Dodatkowym motywem wzbudzającym silne emocje jest wizja snuff filmów znanych inaczej filmami ostatniego tchnienia, ukazującymi sceny tortur i zabójstwa młodych dziewcząt. Za ten wątek należy się wielki plus Slaughter, gdyż wyczuła temat i nie przekroczyła granicy dobrego smaku, nie rozpisała się w okropieństwach, a z rozwagą, bez zbytniej obrazowości, ukazała koszmar dręczonych kobiet. Nie zmienia to faktu, że nawet rzeczowe przedstawienie scen filmów mrozi krew w żyłach i często wyciska łzy. Swoje robi też dobre tempo, które w raz z rozwojem wydarzeń znacząco przyśpiesza oraz ciekawa, odważna intryga. W mojej ocenie "Moje śliczne" to wstrząsający thriller, którego tematyka wzbudza silne emocje, nie daje też szybko o sobie zapomnieć, dlatego kierowany jest dla czytelników o mocnych nerwach.

Okładki książki pochodzą ze stron: www.yahoo.com oraz www.deadgoodbooks.co.uk

Czytaj dalej »

Portret Doriana Graya. Oscar Wilde

Oscar Wilde

PORTRET DORIANA GRAYA

Wydawnictwo: Vesper
Rok wydania: 2015
Stron: 276
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Przekład Maria Feldmanowa

Moja ocena: 9/10 - wybitna





Moją przygodę z "Portretem Doriana Graya" zapoczątkował film z 1973 roku w reżyserii Glenna Jordana. Nie pamiętam dokładnie kiedy produkcja ta pojawiła się w naszej telewizji, ale z całą pewnością było to pod koniec lat 80.. Byłam wtedy smarkaczem, który ogromnie wystraszył się oszpeconego portretu głównego bohatera. Oczywiście na temat książki Oscara Wilde'a niewiele wiedziałam, dopiero po latach poznałam smak twórczości tego kontrowersyjnego irlandzkiego pisarza. Życie Wilde'a, jak i powieści "Portret Doriana Graya" mogą służyć jako ciekawe zagadnienie do napisania pracy naukowej, ale spokojnie... nie będę tego tutaj robić. Chcę tylko pokrótce przedstawić powieść, zaliczającą się do klasyki literatury, która porusza wiele istotnych motywów, a także która swego czasu, to jest w roku 1890, wywołała spore zamieszanie.

Pierwsza wersja książki ukazała się w miesięczniku „Lippincott's Monthly Magazine”. Od razu powstał wielki szum. Powieść uznano za wulgarną, pełną homoerotycznych aluzji, wyuzdaną, a nawet skażoną moralnym zepsuciem. Warto wziąć pod uwagą to, że do druku trafiła już ocenzurowana wersja, wiec co było w oryginale?... Po fali krytyki Wilde poprawił swoją pracę. Zmodyfikowana historia ukazała się w formie książki w 1891 roku.

Historia rozpoczyna się w momencie, gdy Bazili Hallward kończy malować obraz wyjątkowej urody chłopca z wyższych warstw społecznych niejakiego Doriana Graya. Urodziwy młodzieniec nie tylko zachwyca pięknymi rysami, ale też szlachetnym usposobieniem nieskażonym przez zło świata. Hallward jest zachwycony swoim modelem do tego stopnia, że Dorian staje się jego natchnieniem. W chwili artystycznego uniesienia malarz dzieli się swoją fascynacją z przyjacielem, cynicznym lordem Henrykiem Wottonem. Ten poznając Doriana również ulega urokowi młodości i niewinności. Niezwykła uroda chłopca, sprawia, że wdaje się z nim w polemikę dotyczącą siły młodości i piękna, a także odwagi w spełnianiu swoich marzeń i fantazji. Zaintrygowany teoriami Wottona Dorian wypowiada życzenie, oby to twarz na obrazie starzała się, była odzwierciedleniem jego grzechów, a nie on sam. Konsekwencje tych słów będą niezwykle poważne. Dorian jak opętany rozsmakuje się w niemoralnym życiu, będzie przekraczał granice, stanie się okrutny i egoistyczny, ale jego uroda nie ucierpi na nieetycznym trybie życia, za to na obrazie coraz bardziej widoczne będzie piętno jego bezwzględnych występków.


Oscar Wilde w swojej powieści zawarł sporo ciekawych kwestii, począwszy od potrzeby wyrażania swobody artystycznej, poszukiwania sensu życia, częstego mylenia urody zewnętrznej z pięknem duszy, kultu piękna, aż po motyw winy i kary. W książce sporo jest błyskotliwych dialogów, intrygujących koncepcji, które mimo upływu lat nie tracą ważności. Wiele z pozoru niewinnych monologów, przybranych w ironię i lekki humor, zawiera w sobie spostrzeżenia dotyczące mieszczańskiej moralności wiktoriańskiej Anglii. Wilde jest mistrzem w stosowaniu aluzji, w tym podtekstów homoseksualnych, co prawda wyrażonych jako uwielbienie estetyzmu, czy umiłowaniu ducha romantyzmu. O ile we współczesnych czasach historia Doriana Graya nie szokuje, o tyle w ówczesnym społeczeństwie, gdzie homoseksualizm traktowany był jako jeden z największych grzechów, jako zbrodnia przeciwko naturze, tego typu nawiązania były szokujące i gorszące. Według mnie "Portret Doriana Graya" to powieść doskonała, bogata w ciekawie nakreślone postacie, niejednoznaczna, przez co można ją interpretować na wiele sposobów, i ciągle aktualna. Na dodatek publikacja wydawnictwa Vespera jest w przekładzie Marii Feldmanowej, zasłużonej tłumaczki prozy Oscara Wilde'a, której tłumaczenie oddaje niepowtarzalny klimat epoki oraz piękno stylu. Oprócz tego powieść wzbogacona została o ilustracje Henry'ego Westona Kenna. Muszę przyznać, że wydanie robi wrażenie, mało tego, że tekst zachwyca, to i grafiki cieszą oczy. Zdecydowanie "Portret Doriana Graya" to lektura obowiązkowa, której tak na prawdę nie trzeba polecać, bo to klasyka literatury.
Czytaj dalej »

Wyniki konkursu - Wygraj książkę "Jutro zaświeci słońce "

Od czasu ogłoszenia konkursu, na blogu zapanowała cisza, a wywołała ją... gwałtowna burza. Splot przykrych zdarzeń, który zgasił mój zapał i mocno popsuł nastrój. Na szczęście jest już lepiej, odrobinę lepiej, ale wiem, że za jakiś czas będzie dobrze, tego się trzymam.


Zgodnie z regulaminem dzisiaj zostanie ogłoszony wynik konkursu. Muszę przyznać, że po raz kolejny przekonałam się, że bycie w jednoosobowym jury nie jest łatwe. Długo główkowałam nad wyborem najlepszych, najtrafniejszych odpowiedzi. Chociaż powiedźmy sobie szczerze, na zadane pytanie - "Czy aby na pewno po każdej burzy przychodzi słońce?", nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Wszystko zależy od naszego doświadczenia i charakteru. Dla jednych nadzieja na słońce jest zawsze, niech za tydzień, 5 lat, 100 lat, dla innych słońce tak skutecznie ukrywa się za chmurami, że wiara w jakikolwiek jasny, ciepły promyk jest niemożliwa. Ale co ja tu będę mędrkować, skoro uczestnicy konkursu wiedzą w czym rzecz, o czym świadczą wszystkie odpowiedzi, gratuluję i serdecznie dziękuję za udział w zabawie. 

Niestety zwycięzców może być tylko trzech, tak, tak, trzech. Co prawda w  puli nagród miało być dwie książki, ale że niezdecydowany ze mnie osobnik i najchętniej obdarowałabym wszystkich uczestników, co jak wiadomo jest możliwe, do puli dołączył jeszcze jeden świeżutki, pachnący egzemplarz. Przechodząc do meritum, książki Joanny Sykat "Jutro zaświeci słońce" wygrywają... tadam!



Gratuluję dziewczyny, mejl z informacją o wygranej już do Was poszedł.


Czytaj dalej »

Konkurs - wygraj książkę Joanny Sykat "Jutro zaświeci słońce "

Na początku listopada informowałam, że na blogu pojawi się konkurs, w którym wygrać będzie można książkę Joanny Sykat.  Tak więc stało się! Chwila nadeszła. Szalejemy. 


Zasady konkursu:

1. Organizatorką konkursu jest nie kto inny jak właścicielka bloga Książkowe Czary Mary.
2. Fundatorem nagród jest Wydawnictwo Czwarta Strona.
3. W puli nagród są dwa egzemplarze powieści "Jutro zaświeci słońce".
4. Konkurs trwa od 18.11-29.11. 2015.
5. Wygrywają dwie najciekawsze - według mojej oceny - odpowiedzi. 
6. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone 01.12.2105.
7.  Nagrody zostaną wysłane w ciągu siedmiu dni od ogłoszenia wyników.

Aby wziąć udział w konkursie należy odpowiedzieć na pytanie:

Czy aby na pewno po każdej burzy przychodzi słońce?  

Odpowiedź należy umieścić w komentarzu pod tym postem, zostawiając również swój mail.

Życzę powodzenia!

Miło mi będzie jeśli informacją o konkursie podzielicie się, umieszczając na swojej stronie baner konkursowy oraz jeśli zaobserwujecie bloga, ewentualnie fanpage Książkowego Czary Mary. 

Zachęcam również do zwrócenia uwagi na fanpage Joanny Sykat i Wydawnictwa Czwarta Strona. 




Czytaj dalej »

Który czytnik?

Długo zastanawiałam się, czy warto kupić czytnik e-booków. Nie dlatego że jestem wierna książce papierowej, chociaż nie powiem, ma ona swój uroku, ale dlatego, że po prostu nie miałam potrzeby posiadania czytnika, ponieważ często korzystałam z bibliotek, a i nie przeszkadzało mi noszenie - zazwyczaj jednej - książki w torebce. Jednak często wyjeżdżam za granicę i niestety nie mogę targać ze sobą kilkunastu książek, a czytanie na smartfonie, czy tablecie jest dla mnie uciążliwe, w związku z tym przyszła kryska na Matyska. Postanowiłam, że kupię czytnik, pytanie tylko który?  Zastanawiam się pomiędzy Kindle Paperwhite 3 a PocketBook 626 Touch.


Kindle to klasyka, Rolls-Royce czytników. Kupiony na Amazonie jest gwarancją dobrej jakości i ewentualnej sprawnej gwarancji. Poza tym wydaje się być idealny, ale... obawiam się konwersji plików i lekko zniechęca mnie angielskie menu. Nie jestem biegła w tym języku, a i do technicznego bystrzaka mi daleko.

PocketBook prezentuje się zachęcająco. Nie różni się znacznie parametrami od Kindle, poza tym ma polskie menu i radzi sobie z licznymi formatami, nie wiem tylko jak z gwarancją. Pocketbook jest ciut tańczy od Kindle, nie jest to co prawda dla mnie najistotniejsza sprawa, ale gdybym jednak nie przekonała się do czytnika, to łatwiej się z nim pożegnam, więc jakaś to zaleta jest :-)

Wybór jest dla mnie bardzo trudy, tym bardziej że będę kupować online, więc nie dotknę czytnika, nie włączę go, nie przejrzę, nie przetestuję... dlatego byłabym wdzięczna za Waszą pomoc. Interesuje mnie współpraca z tymi modelami, łatwość obsługi i oczywiście jakość wyświetlacza. 

*zdjęcia czytników pochodzą ze stron alderamin.by i agito.pl
Czytaj dalej »