Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść historyczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść historyczna. Pokaż wszystkie posty

Diabeł z więzienia dłużników. Antonia Hodgson

Antonia Hodgson

DIABEŁ Z WIĘZIENIA DŁUŻNIKÓW


Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2014
Stron: 448
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra





Marshalsea było jak wyspa osadzona we własnym czasie i przestrzeni”[str. 298] Nieszczęsny ten, kto tam trafił, a trafił dżentelmen – dwudziestopięcioletni Tom Hawkins. Nieszczęśliwe zbiegi okoliczności i upodobanie do hulaczego trybu życia doprowadziły do tego, że został zamknięty w piekle na ziemi. W więzieniu dla dłużników rządziły proste zasady, przeżył ten, komu udało się, najczęściej w niecny sposób, zarobić parę pensów. Za odpowiednią opłatą trafiał na stronę dla dżentelmenów, gdzie mógł korzystać z kawiarni, baru, a także cielesnych rozkoszy. Tom, chwała niebu, ulokowany został po stronie dającej nadzieję, ale myli się ten, kto sądzi, że dżentelmeni zachowywali się przykładnie. Nasz bohater dość szybko się o tym przekonał. Nie dość, że Marshalsea żyła głośną sprawą zabójstwa kapitana Robertsona, którego duch błąka się nocą po więzieniu, to na dodatek Tom zostaje współlokatorem osobnika uznawanego za winnego morderstwa. Bez dwóch zdań Marshalsea nie jest miejscem dla Hawkinsa, uratować go może tylko jedno, przyjęcie zlecenia na odkrycie prawdy o zabójstwie.


Debiutancka powieść Antonii Hodgson „Diabeł z więzienia dłużników” otrzymała nagrodę dla najlepszego kryminału historycznego 2014 – CWA Historical Dagger. Znalazła się też w Top 5 najlepszych kryminałów 2014 roku według „Publishers Weekly”. Muszę przyznać, że nagroda i wyróżnienie zrobiły na mnie wrażenie. Dlatego też skusiłam się na ten tytuł, chociaż kryminał historyczny to niekoniecznie mój ulubiony gatunek. Jednak stwierdzam, że coś, co jest dobrze napisane zawsze usatysfakcjonuje, bez względu na indywidualne upodobania.

Osiemnastowieczny Londyn jest wdzięcznym tłem wydarzeń, szczególnie gdy autorowi udaje się ukazać mroczne oblicze tego miasta. W tej historii Marshalsea jest epicentrum zła. To w niej dzieją się zatrważające rzeczy, to tutaj przywiązuje się więźniów do ciał zmarłych, zamyka w karcerze, głodzi, bije, czerpie zyski z nierządu, kradnie i morduje. Oczywiście najczęściej po stronie dla plebsu, ale nasi dżentelmeni wcale nie są lepsi. To hipokryci, dewoci i hochsztaplerzy, którzy dla zysku sprzedaliby własną matkę. W takiej hordzie manipulatorów nie trudno znienawidzić okrutnego zarządcę więzienia, który jest w stanie pobić na śmierć  dziecko, ani też polubić Toma, stającego w obronie słabszych. Jego prostolinijność i ironiczne spostrzeżenia czynią z niego pozytywnego bohatera, mimo że z pewnymi moralnymi zasadami jest na bakier. Mówiąc szczerze te dwie postacie są dość klarowne. Pozostali bohaterowie to hałastra o wielu maskach. Trudność w rozszyfrowaniu ich prawdziwych intencji sprawia, że prawdę o śmierci kapitana Robertsa poznaje się z niekłamanym entuzjazmem. Na odczucia nie bez znaczenia ma wpływ szarada kryminalna, która jest dość ekscytująca, chociaż autorka momentami zapomina o dynamice. Łatwo to jednak przebaczyć, ponieważ pasjonująca charakterystyka postaci i wiarygodne opisy miejsc porażają autentycznością, przypominam, że książka oparta jest na faktach. Tak naprawdę, oprócz momentami nierównego tempa, nie można nic zarzucić tej powieści. Piękny język i poprawne zdania dodają klimat ówczesnych czasów. Powiedziałabym, że „Diabeł z więzienia dłużników” to elegancki kryminał historyczny przedstawiający nieelegancki (delikatnie mówiąc) byt w Marshalsea, więc jeśli lubicie klimatyczne powieści historyczne, to śmiało możecie się brać za ten obiecujący debiut.


Czytaj dalej »

Miłość pisana na maszynie. Alison Atlee

Alison Atlee

MIŁOŚĆ PISANA NA MASZYNIE

Wydawnictwo: Grupa wydawnicza PWN
Rok wydania: 2014
Stron: 454
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 6/10 - dobra




Alison Atlee dla swojej debiutanckiej powieści wybrała intrygującą i działającą na zmysły epokę wiktoriańską. Ówczesna rewolucja technologiczno-przemysłowa i ogrom przedziwnych zwyczajów jest dla nas, współczesnych istot, tematem pasjonującym. Jednak największe poruszenie wywołuje rola kobiety w XIX wieku. Przypominam, że panie w tejże epoce uznawano za istoty mało rozumne, podporządkowane mężczyznom. Wolność, równość i prawo dotyczyło panów, tym samym wszelkie walki kobiet o swoje prawa traktowano jako fanaberię. Kobieta miała być strażniczką domowego ciepła i moralności, ale też być uległą i słabą.

Pech chciał, że bohaterka „Miłości pisanej na maszynie” taka nie jest. Betsey Dobson jest niepokorna, inteligentna, dowcipna, odważna, a do tego piekielnie ambitna. Niestety jej bezpruderyjny styl bycia często jest przyczyną problemów. Pierwszym z wielu jest romans z nauczycielem z kursu maszynopisania, przez co musiała opuścić Instytut bez dyplomu, a drugim próba sfałszowania listu polecającego, mającego jej pomóc w uzyskaniu posady w Idensea – nadmorskiej, uroczej miejscowości. Mimo że jej plany palą się na panewce, Betsey się nie poddaje. Zabiera kanarka, jedną walizkę i wyjeżdża z Londynu. Wierzy, że uda się jej uzyskać wymarzoną pracę. Bez referencji nie jest jej łatwo, ale pan John Jones wierzy w nią, i powierza jej posadę organizatorki wycieczek. Wspólna praca sprawia, że między tym dwojgiem ludzi nawiązuje się nic porozumienia, ale mimo że dobrze im w swoim towarzystwie, to o czymś więcej nie ma mowy. Ponieważ John związany jest z uroczą panną, a Betsey obiecała trzymać się z daleka od problemów, ale jak wiadomo... obiecanki cacanki.

Betsey to twarda sztuka. Momentami irytująca, ale jej wiara we własne siły, próby usamodzielnienia się i sarkastyczne, inteligentne uwagi, czynią z niej wyjątkową bohaterkę, trochę nie pasującą do ówczesnych czasów. Zwłaszcza gdy posługuje się wulgarnym językiem, jasno mówi o swoich potrzebach i domaga się właściwego traktowania. Jak można się domyśleć, taka kobieta nie jest dobrze postrzegana w społeczeństwie, szczególnie przez mężczyzn, z którymi przychodzi jej pracować. Miałam wrażenie, że Betsey otoczona mizoginistami dusi się, ale jej niezłomna postawa nie pozwala jej się poddać. Każdy jej dzień, to okazja do pokazania się z jak najlepszej strony. Jej dyscyplina, ciężka praca i talent, ukazują kobietę wyprzedzającą swój czas, nie godzącą się z rolą zmysłowej uwodzicielki, której celem życia jest organizacja wystawnych kolacji. Tym właśnie kupiła mnie Dobs: profesjonalizmem, wytrwałością i pewną surowością, nawet w stosunku do mężczyzn, którzy w jej sercu zajmują szczególne miejsce. Betsey – jak wspomniałam powyżej – nie miała zamiaru ulegać pokusom, ale przecież w każdej dobrej historii wątek miłosny musi być. W tej powieści trafimy na podchody miłosne dalekie od infantylnych i słodkich zalotów. Jest agresywnie, konkretnie i bez sentymentów. Niekiedy szokuje takie dosadne podejście do XIX wiecznych stosunków damsko-męskich, ale jest to w pewien sposób nieszablonowe, co bardzo mi się podobało. W ogóle cała ta opowieść wymyka się schematom. Owszem mamy elementy charakterystyczne dla epoki, ale wiele motywów zaskakuje ciekawym podejściem i atrakcyjną analizą.

Jestem mile zaskoczona tą powieścią, jednak ponarzekać muszę na nierówne tempo. Raz było zbyt wolno, strony zalewały nużące opisy i dysputy, a raz zbyt szybko, akcja pędziła i wymykała się spod kontroli. Brakował mi też większej energii i namiętności. Wszystko było stonowane i chłodne. Oczywiście ma to swój pewien urok, ale że jestem niezwykle emocjonalnym zwierzem, to wymagam wzburzenia, wzruszenia i gorączkowości. Zirytowały mnie też literówki, uważam, że historia, w której mowa o profesjonalizmie i dokładności powinna być pod tym względem dopracowana. Mimo to doceniam pracę Alison Atlee (zaznaczam, że jest to jej debiutancka powieść), gdyż jest poprawnie i ciekawie napisana, każdy rozdział poprzedza wpis z podręcznika „Jak zostać mistrzem maszynopisania”, i w sposób interesujący ukazuje życie kobiet w społeczeństwie, które od najmłodszych lat wyznacza im reguły zachowania, w żaden sposób nie pozwalając na zaprezentowanie własnej osobowości. Bardzo polecam „Miłość pisaną na maszynie”, nie tylko czytelnikom zafascynowanym powieścią historyczną, ale także tym, których interesują mezaliansy i walka o równouprawnienie.
 
Czytaj dalej »

Kochanica Francuza. John Fowles

John Fowles

KOCHANICA FRANCUZA

Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: (wydanie 11) 2013
Stron: 536
Oprawa: Twarda

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra




  
Kochanica Francuza” Johna Fowlesa, jednego z najbardziej znanych angielskich pisarzy, bywa nazywana postmodernistyczną powieścią wiktoriańską lub pastiszem powieści wiktoriańskiej. Książka powstała w 1969 roku i bardzo szybko zdobyła rozgłos. Sławy przysporzyła jej również świetna ekranizacja z 1981 roku. Scenariusz do filmu napisał noblista Harold Pinter, a główne role zagrali Meryl Streep i Jeremy Irons. Jeśli nie wiedzieliście tej produkcji, to zachęcam do zmobilizowania się, bo film jest intrygujący i bardzo klimatyczny. Wracając jednak do książki. Miałam z nią niemały problem, nie zmienia to jednak faktu, że miałam do czynienia ze świetnie napisaną historią, która jest swoistą zabawą literacką, ukazującą hipokryzję, rygorystyczne zwyczaje i konformizm XIX wiecznego społeczeństwa, ale dzięki licznym aluzjom i rozważaniom pozostaje uniwersalnym przekazem. Mimo to pokonały mnie dygresje, które skutecznie wybijały mnie z rytmu, a tym samym sprawiały, że historia szła mi jak po grudzie.

Zacznijmy jednak od początku. Karol Smithson jest uosobieniem angielskiego dżentelmena, ale jego poglądy, fascynacja Darwinem i wrażliwość w dostrzeganiu zakłamania epoki, czynią z niego wyjątkowego kawalera. Mężczyzna zaręczony jest z córką bogatego kupca Ernestyną Freeman. Plany małżeńskie są bardzo poważne, ale gdy podczas spaceru natrafiają na Sarę Woodruff zwaną Tragedią lub kochanicą Francuza, pozorna stabilizacja zakochanych zaczyna się sypać, jak domek z kart. Ponieważ tragiczna postać Sary, która ma złą sławę, zaczyna budzić zainteresowanie Karola, zaś plotka przekazywana przez pruderyjnych mieszkańców hrabstwa Dorset, jakoby obłęd Sary był wynikiem nieszczęśliwej miłości do francuskiego marynarza, który uwiódł ją i porzucił, sprawia, że kobieta staje się zakazanym owocem, a jak wiadomo ten smakuje najlepiej. Karol nie bacząc na konwenanse zaczyna nieustanie myśleć o Sarze, jak się okazuje urzeczenie jest obopólne, i mimo że różni ich wszystko: status, wykształcenie i poglądy, to zaczynają przyciągać się jak magnes.

Z pozoru historia wydaje się banalnym romansem. On – bogaty i wykształcony, Ona – biedna i wyklęta, rozwiązanie całkiem klasycznie, ale... bohaterowie zostali tak skonstruowani, że są wielowymiarowi, pełni sprzeczności, są idealnymi obiektami do psychologicznej analizy. Ich niestabilność emocjonalna może irytować, jednak błyskotliwe rozmowy i nagłe zwroty akcji ukazują misterną intrygę, którą chce się smakować, szczególnie że uzupełniono ją niejednokrotnie humorystycznymi akcentami i ciekawymi spostrzeżeniami. Poza tym w tej historii zauważa się dojrzały i przemyślany styl. Powieść napisana jest przepięknym językiem, charakterystycznym dla epoki, zaś poboczne wątki służą do uwypuklenia specyficznych cech ówczesnego społeczeństwa, wraz z ukazaniem kształtujących się filozofii i nauk. Nie brakuje też nawiązań do świata sztuki, głównie do literatury, poezji i malarstwa. Niezaprzeczalnym atutem jest też zmienna narracja i trzy alternatywne zakończenia, jest to bardzo ciekawe rozwiązanie, choć zamiast domysłów wolałabym konkretny finał, jak również bardziej wartką akcję. Wiem, że powieść wiktoriańska rządzi się swoimi prawami, i kiedy bohater zamierza trzasnąć drzwiami, to zrobi to dopiero dwadzieścia stron później, bo zanim do tego dojdzie, przeanalizuje swoje drzewo genealogiczne, strukturę polityczną i niecne działania służby, a'propos lokaj Karola, Sam, jest tak fascynującą postacią, że specjalnie dla niego można by stworzyć nową książkę. Mimo to przydługie wtrącenia skutecznie mnie usypiały, co więcej traciłam wątek, bo zamiast na problemie wyjściowym skupiałam się na komentarzach Karola, najczęściej dotyczących otaczającej go rzeczywistości. Zapewne nie odnajduję się w tego typu powieściach, jednak nie mogę odmówić „Kochanicy Francuza” wyjątkowości, bo bogactwo tej historii jest wielkie, zwłaszcza że wykwintna intryga pełna ciekawych uwag, nawiązuje do teraźniejszości, tym samym czyniąc z niej literacką perełkę nie tylko dla miłośników powieści historycznej.
 
Czytaj dalej »

Trupiarz. Ian Weir

Ian Weir

TRUPIARZ

Wydawnictwo: PWN
Rok wydania: 2014
Stron: 472
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 7/10 – bardzo dobra





Nie wiem, jak Wam, ale mnie często się zdarza, że gdy spojrzę na okładkę książki i jej krótki opis, to zostaję w momencie zafascynowana, tak bardzo, że muszę dany tytuł mieć. Tak właśnie było z „Trupiarzem” Iana Weira – amerykańskiego scenarzysty i pisarza, autora powieści „Daniel O'Thundre” uznanej przez „Library Journal” za jedną z najlepszych książek historycznych roku 2011. Mnie nazwisko autora nic nie mówiło, zresztą ze świecą szukać o nim informacji, przynajmniej na polskich stronach. Tak więc mój wybór był strzałem w ciemno, ale na szczęście był to udany strzał, bo „Trupiarz” jest powieścią niezwykłą, w pewien sposób magiczną, niepokojącą i humorystyczną.

Dziewiętnastowieczna sala operacyjna.
Jest Londyn, rok 1816. Naszym Wielce Uniżonym Narratorem jest Will Starling. Wychowanek dziecięcego przytułku, młodzieniec „nie wyższy niż pięć stóp, o ciekawej ciemnej twarzy, złożonej z samych trójkątów i zwycięskim uśmiechu świecącym niczym wschodzące słońce”. Will pomaga prowadzić praktykę znakomitemu i poczciwemu chirurgowi Alecowi Comriemu. Jednak mimo że panowie należą do uczciwych i szanowanych osób, to aby móc szkolić swoje umiejętności nie raz muszą wchodzić w układy z trupiarzami. Obrzydliwymi osobnikami rabującymi groby, a dokładniej dostarczycielami zwłok. Proceder jest haniebny i karany śmiercią, ale chętnych do zarobienia kilku funtów nie brakuje, zwłaszcza że popyt na truposzy jest niemały. Największe zamówienia składa Dionysus Atherton, wschodząca gwiazda chirurgii. Chodzą słuchy, że ów lekarz praktykuje na trupach nie całkiem martwych, podobno zamierza odkryć tajemnicę życia i śmierci. Will planuje rozszyfrować zamiary Athertona. Pomaga mu w tym słodka aktoreczka, w której nasz Wielce Uniżony Narrator się podkochuje. Poznanie tajemnic pionierskiego chirurga nie będzie łatwe, jednak upór Willa jest wielki, nie daje za wygraną i konsekwentnie podąża śladami wielkiego Athertona, które wiodą do najgorszych dzielnic Londynu. 

Kiedy człowiek jest martwy? Według Willa człowiek jest martwy, kiedy zaczyna śmierdzieć, a wdowa po nim okrywa się kirem. Jest martwy, kiedy przyjaciele wyolbrzymiają zasługi, a robaki biorą się do roboty”[str.101] Niby prosta sprawa, a jednak moment, w którym człowiek przechodzi na drugą stronę, jest subtelny i trudny do zdefiniowania. W powieści Weira jest ktoś, kto za cel obrał sobie uchwycenie tej chwili. Szkoda tylko, że kosztem wielu istnień.

Wierowi doskonale udało się ująć istotę dziewiętnastowiecznych kontrowersyjnych badań naukowych. Ukazał butę chirurgów, ich ciemną stronę, ale też innowacyjne metody zabiegów medycznych, powiedziałabym dość niejednoznaczne i szokujące. Poza tym do intrygującego wątku, co nieco podobnego do „Frankensteina” Mary Shelley, dodał oryginalnych bohaterów, być może na pierwszy rzut oka przerysowanych, jednak ich cudaczne cechy dodają im charakteru, zwłaszcza że najczęściej to mieszkańcy najuboższych dzielnic. Menele korzystający z burdeli i spelunek, posługujący się rynsztokowym językiem, prostym i wulgarnym, ale niepozbawionym maniery ówczesnych czasów, i humoru. Mnie wiele dialogów doprowadzało do śmiechu. Wiele postaci rozbrajało mnie swoja prostolinijnością. Nie powiem, czytając tę powieść można się świetnie bawić, ale też... zniesmaczyć. Ponieważ ilość grubiańskich i makabrycznych opisów jest ogromna. Co prawda bezceremonialna strona książki nadaje historii osobliwy smaczek, w końcu londyński smrodliwy cmentarz, ze smrodliwymi zwłokami, nocą najlepiej się prezentuje, podobnie jak dokładne opisy z ceremonii wieszania skazańców, z zabiegów chirurgicznych, do których nie podawano choremu znieczulenia, czy z okrutnych sesji ze zwłokami. Mnie w to graj, ale obawiam się, że wrażliwi czytelnicy mogą mieć momentami mdłości. Jednak ta powieść to nie tylko ordynarność, ale też piękna historia odkryć naukowych i tajemnic, w której nie bez znaczenia są romantyczne motyw zgrabnie łączące się z kryminalnym wątkiem, i intrygującym tłem Londynu, który kisi się we własnym smrodzie. Bez wątpienia „Trupiarz” jest specyficzną powieścią, być może ze względu na tematykę oraz scenerię, nie każdemu przypadnie do gustu, ale z całą pewnością Weir genialnie oddał klimat kontrowersyjnych odkryć chirurgicznych, dzięki czemu powieść jest sugestywna i pasjonująca, w sam raz dla fanów mocniejszych wrażeń oraz  mrocznych i plugawych zaułków i zakamarków Londynu. 
Czytaj dalej »

Od kryminału do historii. Nie oglądaj się. Karin Fossum. Ocalone z Titanica, Kate Alcot.

Na początek trochę się pożalę, bo ostatnio mi ciężko, ponieważ od kilku tygodni bezskutecznie walczę z atakiem alergii. Paskudztwo objawia się nie tylko kichaniem i łzawieniem oczu, ale też koszmarny kaszlem, który chyba najbardziej mi doskwiera i uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Na szczęście pozwala mi czytać, pisać już niekoniecznie, bo do tego potrzebne są dwie ręce (oczywiście chodzi mi o pisanie na klawiaturze), a przecież jedną mam non stop zajętą trzymaniem chusteczki przy nosie, ale do czego zmierzam? Ano do tego, że przeczytanych mam chyba z 10 książek, o których chciałabym Wam parę słówe napisać, ale że alergia i praca mnie ograniczają, to dzisiaj wrzucę dwie krótkie opinie. 
Ps. Nie wyszły takie krótkie, jak chciałam, ale chyba nie potrafię inaczej :-)
 
 
Karin Fossum

NIE OGLĄDAJ SIĘ

Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2008
Stron: 290
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 6/10 - dobra


Na książkę zdecydowałam się pod wpływem chwili, dlatego że nazwisko autorki od razu skojarzyło mi się z „Czarnymi sekundami”, powieścią, która bardzo mi się podobała. Na moje szczęście kryminał „Nie oglądaj się” okazał się całkiem dobrą lekturą, z ciekawą fabułą, osadzoną w małym i spokojnym norweskim miasteczku, gdzie wszystko toczy się swoim stałym rytmem. Teoretycznie każdy każdego bardzo dobrze zna, ale jak przychodzi co do czego, to trudno zdobyć jakąkolwiek informację o mieszkańcach. Inspektor Konrad Sejer i jego pomocnik Jackob Skarre, prowadzący śledztwo w sprawie zabójstwa nastoletniej Annie, muszą sporo się natrudzić, żeby rozszyfrować relacje łączące ofiarę z rodziną i sąsiadami. Sprawy nie ułatwia fakt, że Annie uchodziła za idealną dziewczynkę, a osobą, która mogłaby wiele powiedzieć o sprawcy jest mężczyzna z zespołem Downa.

Książka jest typowym kryminałem, w którym śledztwo stanowi trzon historii. Stąd też sporo w niej analiz i przesłuchań. Poza tym żmudna detektywistyczna praca odsłania ułomność psychiczną bohaterów oraz obnaża problemy mieszkańców malutkich, hermetycznych osad. Teoretycznie wszystko w tej powieści jest typowe, od bohaterów aż po okoliczności zabójstwa, wliczając w to tło wydarzeń. Jednak autorka tak dobrze rozpisała charaktery i zależności, dodając do nich tajemnicę i kilka kontrowersyjnych tematów, że „Nie oglądaj się” jest powieścią interesującą, mimo swojego statystycznego charakteru, oraz momentami zaskakującą. Mnie wybitnie podobało się też zakończenie, które sprawia, że można zatonąć w myślach. Powieść Fossum polecam czytelnikom lubiącym kryminalne historie, w których wydarzenia leniwie się suną, za to detektywi i ich dedukcje są elementem pokazowym.


Kate Alcott


OCALONE Z TITANICA

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania 2012
Stron: 464
Oprawa: Miękka

Moja ocena 6/10 – dobra

Ocalone z Titanica” to nic innego, jak historia osób, którym udało się przeżyć katastrofę brytyjskiego transatlantyka, mającą miejsce w nocy z 14 na 15 kwietnia 1912 roku. Zatonięcie tego wielkiego statku, to jedno z najdramatyczniejszych wydarzeń w historii. Alcott wykorzystując je w swojej powieści dużo ryzykowała, nie powiem żeby do końca udał się jej ten zamiar, jednak mnie ta książka w pewien sposób oczarowała, bo przypadła mi do gustu historia ubogiej dziewczyny Tess Collins, która marząc o wielkim krawiectwie porzuca pracę pokojówki i sposobem dostaje zatrudnienie u słynnej projektantki lady Lucile Duff-Gordon, która postanawia dać jej szansę na czas rejsu Titanica. Dziewczyna daje z siebie wszystko, jest ambitna, uparta i czarująca. Udaje się jej przyciągnąć uwagę bogatego gentlemana i sympatycznego marynarza. Niestety dramatyczne wydarzenia na statku znacząco wpływają na los ocalonych. Ci którzy przeżyli zostają wciągnięci w śledztwo w sprawie katastrofy; media i śledczy domagają się prawdy, ale co jest prawdą... Tess dowiaduje się, że jej pracodawczyni najprawdopodobniej uratowała się kosztem innych. Dziewczynie trudno przyjąć to do wiadomości, a jeszcze trudniej zacząć normalne życie w wymarzonym Nowym Jorku.

Na pierwszy rzut oka historia zapowiada się niezwykle udanie. Zwłaszcza że atmosfera początku XX wieku potrafi tak zachwycić, że klimat zbliżającej się katastrofy w połączeniu z startem nowego wieku, kiedy to zachodzą liczne zmiany w sferze społecznej i kulturalnej, może powalić na kolana, niestety nie powala, chociaż opisy życia codziennego ówczesnych czasów są bardzo udane, ale co z tego skoro historia jest skąpa w emocje. Taki temat jak zatonięcie Titanica, od razu skłania do poruszenia, wielkiego wzburzenia i wzruszenia, a tutaj wszystko toczy się umiarkowanym rytmem. Mamy tylko kilka słów dotyczących katastrofy, za to sporo dywagacji o tym, jak strach o własne życie wpływa na podejmowane decyzje. I to właśnie ujecie kupiło mnie, ponieważ lubię analizować zasadność pewnych czynów, zwłaszcza tych nie do końca etycznych. Tylko czy w sytuacjach ekstremalnych, kiedy całkiem naturalnie walczymy o własne życie, przewinieniem jest troszczenie się tylko o swój los... Nie wiem i nie chcę wiedzieć jak to jest, za to podjęte przez autorkę próby wyjaśnienia tych kwestii bardzo mi się podobały, jak również autentyczne tło wydarzeń i nawet pospolity wątek romansowy, którego tok jest tak oczywisty, że bardziej być nie może.

W kilku słowach. „Ocalone z Titanica” nie są powieścią odkrywczą, od zawsze bogaci oczekiwali przywilejów, a ich ego równe Bogu Wszechmogącemu domagało się zaszczytów i życia ponad stan, nic w tym zaskakującego, ale jeśli ciekawi Was, jak wpływają na ludzi ekstremalne wydarzenia, i jak zmieniała się moda lat 20. ubiegłego wieku, to bardzo zachęcam do przeczytania powieści Kate Alcott. Szczególnie że wiele faktów opisanych w tej książce zostało zaczerpniętych ze stenogramów przesłuchań komisji senackiej zwołanej po katastrofie „Titanica”, a i postać lady Duff-Gordon jest autentyczna, jak również wiele innych wymienionych w tej historii.


Czytaj dalej »

Mapa Czasu, Felix J. Palma

Felix J. Palma

MAPA CZASU

Wydawnictwo: Sonia Draga
Data: 2014
Stron: 480
Oprawa: Twarda

 
Moja ocena: 8/10 - rewelacyjna




Kto nie czytał lub nie oglądał adaptacji powieści „Wehikuł czasu” Herberta George'a Wellsa ręka do góry. Podejrzewam, że niewielu znajdzie się takich, którzy nie słyszeli o świecie z przyszłości, w którym rasa ludzka ewoluowała do dwóch gatunków – pięknych Elojów i mieszkających w podziemiach Morloków. Na bazie tej książki powstało wiele powieści, jedną z nich, jest praca Felixa J. Palmy. Autor również wykorzystał motyw podroży w czasie, co prawda wydarzenia z „Mapy czasu” nie mają nic wspólnego z fabułą „Wehikułu czasu”, no dobrze, nic to niezbyt trafny zaimek na określenie powiązania słynnego hitu z historią Palmy, bo już sam fakt, że jednym z bohaterów jest słynny H.G. Wells wskazuje, że powieść angielskiego pisarza stała się motorem wszelkich działań w „Mapie czasu” - porywającej powieści przygodowej, otwierającej tzw. trylogię wiktoriańską, która w prawie 30 krajach odniosła olbrzymi sukces.  


Mapa czasu” podzielona jest na trzy części. Każda z nich to wstęp do czegoś znacznie większego. Narrator – wielki gawędziarz o osobliwym poczuciu humoru i bystrym umyśle, który sporadycznie ustępuje miejsca głosom bohaterów, przedstawia XIX-wieczny Londyn, w którym zachodzą gwałtowne przemiany. Dlatego kiedy na rynku pojawia się przedsiębiorstwo Podróże w Czasie Murraya, nikt nie pyta, jak to możliwe? I mimo że koszt podróży nie jest mały, to jednak marzenie o przeniesieniu się w czasie jest tak silne, że wielu ulega tej zachciance. Jedną z takich osób jest Claire, kobieta, która podczas podróży do przyszłości zakochuje się w mężczyźnie z 2000 roku. Jest też Andrew bogaty młodzieniec, który swoją miłość - Marie Kelly spotykał w jednej z najgorszych i najobrzydliwszych dzielnic Londynu i, po latach, ogarnięty rozpaczą, marzy tylko o tym aby odbyć podróż do przeszłości i uratować ukochaną z rąk Kuby Rozpruwacza. Gwałtownego spotkania z przyszłością doświadczy również sam H. G. Wells i to nie tylko za sprawą swojej książki, ale podróżnika w czasie, który ma poważne plany względem pisarza.

Powyższy opis wskazuje, że powieść nie ma prostej, jednotorowej fabuły, jest to wielowątkowa historia, w której liczne motywy przeplatają się ze sobą, tworząc pasjonującą opowieść o marzeniach: poznaniu niemożliwego i pragnieniu naprawienia błędów przeszłości. Historia jest bogata w emocje i wydarzenia, mimo to nie należy do wybitnie dynamicznych, dlatego że jest pełna szczegółów i dygresji, na które pozwala sobie czarujący narrator, poza tym obfituje w liczne i drobiazgowe opisy, dialogi to unikalne zjawisko w tej powieści, jednak gra jest warta świeczki.

Mapa czasu” jest powieścią fenomenalną, charakteryzującą się ciekawym połączeniem kliku gatunków. Znajdziemy w niej sporo romansu, ciekawie rozbudowany element przygodowy i odrobinę intrygi z powieści łotrzykowskiej. Taki miks sprawia, że książka nabiera atrakcyjnego charakteru, a dzięki realistycznemu oddaniu lokalnego kolorytu ma specyficzny klimat. Nie bez znaczenia jest zachwycający styl pisania Palmy - z manierą swoistą dla dawnych dziejów - który sprawia, że historia jest niezwykle nastrojowa, ale piękna proza to nie wszystko, ukłon dla autora za to, że wykorzystując elementy z „Wehikułu czas” i posiłkując się charakterystyką znanego pisarza, mowa o Wellsie, stworzył bardzo pomysłową powieść, która mimo typowych cech, ukazała intrygującą możliwość podróży w czasie, nadając historii odmienny/współczesny ton, jednocześnie zachowując klasyczne elementy.

Nie dziwię się, że trylogia wiktoriańska odniosła sukces, gdyż jest to proza wyjątkowa, szczególny styl plus perfekcyjna narracja i doskonale stworzone postacie sprawiły, że „Mapę czasu” czyta się z przyjemnością i zainteresowaniem. Mnie powieść Feliksa J. Palmy urzekła. Już dawno nie czytałam tak błyskotliwej lektury, która nie tylko czaruje przygodowym tłem i zachwycającą historią wielkich namiętności, ale też odwiecznym pytaniem o wszechświat, wolną wolę, nasze wybory i ich konsekwencje. Złożoność tej powieści czyni z niej wyjątkową i inteligentną pozycję,  która największej radości czytania dostarczy miłośnikom epoki wiktoriańskiej i fascynatom podróży w czasie.



Czytaj dalej »

Kochanka Freuda, Karen Mack&Jennifer Kaufman

Karen Mack, Jennifer Kaufman

KOCHANKA FREUDA

Wydawnictwo: Znak Literanova
Data: 2014
Stron: 409
Oprawa: Miękka

Moja ocena: 7/10 - bardzo dobra




Kochanka Freuda” jest powieścią fikcyjną, aczkolwiek opartą na pewnych faktach. Jej osnową jest „domniemany” romans Freuda ze szwagierką Minną Bernays, która przez ponad czterdzieści lat mieszkała z siostrą i szwagrem pod jednym dachem. Jak podają autorki, książka wzięła swój początek z zamieszczonych w czołowych gazetach i czasopismach artykułów opisujących osobliwą relację tej dwójki. Oczywiście ile w tym prawdy, nikt nie wie, tym bardziej że informacje na temat Minny są niezwykle skąpe. Faktem jest, że Minna, będąc kobietą wybitnie inteligentną o niezależnych poglądach, które znacznie wyprzedzały swój czas, była powierniczką Freuda. Przez wiele lat, zanim Minna zamieszkała w domu siostry w Wiedniu, prowadzili szalenie intelektualną korespondencję, a w późniejszych czasach, to właśnie z nią omawiał swoje teorie i polegał na jej opiniach.


W powieści kontrowersyjne relacje Sigmunda i Minny opisano w fascynujący sposób. W tej historii wszystko nasycone jest emocjami, nie tylko biorąc pod uwagę sam romans, ale również relacje Minny z siostrą – Marthą, kobietą swoich czasów, wiecznie neurotyczną, skupioną na życiu towarzyskim elit, bez oczytania, ale za to przyzwoitą i wierną mężowi. Martha nie jest postacią oczywistą, ponieważ z jednej strony wydaje się być istotą ślepą na zachowania swojego męża, ale z drugiej strony, jej postawa może świadczyć o tym, że dobrze wiedziała co łączy Sigmunda z Minną. Zastanawiające są uczucia Marthy, momentami miałam wrażenia, że bez względu na wszystko, to właśnie Minna zajmowała w jej sercu znaczące miejsce. Może dlatego że Freud – samolubny egocentryk, tak naprawdę nie interesował się swoją żoną i, mimo że miał sześcioro dzieci, nie uczestniczył w życiu rodzinnym, gdyż skupiał się tylko i wyłącznie na swojej pracy, od czasu do czasu, fascynując się osobami, które „pobudzały go intelektualnie”, a za całą pewnością Martha nie należała do tego grona.

Mnie wszelkie niedopowiedzenia w tej historii szalenie intrygowały, ciągle zastanawiałam się czy Freuda i Minnę łączyła miłość, czy tylko fascynacja? Czy Martha znała prawdę?, czy może była tak naiwną osobą, że w ogóle nie dopuszczała do siebie tej myśli?, a może wolała przymknąć oczy na relacje siostry ze swoim mężem, bo tak było jej wygodnie? W końcu miała darmową opiekunkę do dzieci i dziewczynę na posyłki, a może dlatego że kochała Minnę i wiedziała, że każdy zachwyt jej męża wcześniej czy później mija. Takich pytań w tej powieści jest wiele, ale wszelkie domysły czynią z tej książki pasjonującą opowieść.

Od lewej: Martha Bernays, Sigmund Feeud, Minna Bernays
Wielkim atutem tej powieści jest również wiernie oddane tło historyczne. XIX wieczny Wiedeń czaruje modnymi sukniami, elegancko ubranymi mężczyznami, zgrabnymi czarnymi powozami zajeżdżającymi pod rozbrzmiewające muzyką i migoczące światłami restauracje. Autorki zniewalają opisami, nie tylko Wiednia, ponieważ częściowo akcja toczy się we Frankfurcie i Szwajcarii, ale też doskonałym przedstawieniem powoli zachodzących zmiany społeczno-gospodarczych. Jednak mimo postępu, ewidentnie widoczny jest podział społeczny, obłudna, kuriozalne zasady i konwenanse.

Kochanka Freuda” w mojej ocenie jest piękną i interesującą opowieścią. Mnogość emocji, rozterek moralnych (głosem powieści jest Minna) i licznych dysput psychologicznych dotyczących twierdzeń Freuda, sprawiły, że z wielkim zainteresowaniem czytałam tę historię. Zakładam, że nie każdemu w smak będą freudowskie analizy, często przeprowadzane oparach dżinu, opium i dymu z cygar, ale jeśli choć trochę ciekawią Was badania Sigmunda Freuda i jego intrygujące znajomości, to bardzo zachęcam do przeczytania tej pozycji, tym bardziej że tło historyczne jest urzekające.

Czytaj dalej »

Krwawa hrabina

Rebecca Johns

HRABINA. TRAGICZNA HISTORIA ELŻBIETY BATORY

Wydawnictwo: Pascal
Data: 2013
Stron: 432
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami





Czy można zakochać się w książce? a właściwie w niesamowitej historii, fenomenalnie napisanej, z rozmachem i mistrzowską wyrazistością, w której bohaterką jest kontrowersyjna postać hrabiny Elżbiety Batory?

Obawiam się, że dopadł mnie stan szalonej ekscytacji i zauroczenia. Od dawien dawna moje myśli tak mocno nie skupiały się na postaci, która od prawie czterech wieków nie żyje, co więcej na postaci seryjnej, krwawej zabójczyni, a wszystko za sprawą niezwykłego stylu pisania Rebeccy Johns, której piękna proza przeniosła mnie na XVII- wieczne niedostępne, ale jakże piękne, tereny Węgier.

Elżbieta Batory
Podejrzewam, że większość osób, kojarzy postać Elżbiety Batory, jak nie z lekcji historii, to na pewno ze świata literatury i kina, ponieważ Księżna węgierska, zwana również Krwawą Hrabiną z Csejthe, a także Wampirem z Siedmiogrodu jest „wdzięcznym” tematem dla świata sztuki. Nie można się dziwić takiemu zainteresowaniu, bo historia hrabiny, niekoniecznie prawdziwa, mrozi krew w żyłach. Podobno Elżbieta Batory upajała się torturami, była okrutną i zimną istotą, która psychopatycznym zachowaniem oczarowała swojego męża. Jak głosi legenda, hrabina mordowała młode kobiety i kąpała się w ich krwi, a wszystko po to, aby jej uroda nigdy nie przeminęła. Przez wiele lat Pani z Csejthe nieźle sobie poczynała, ale jej los był policzony, kiedy na swoje ofiary zaczęła wybierać szlachcianki, tego już nie dało się przemilczeć. Elżbieta Batory została oskarżona o czary, tortury i morderstwa młodych kobiet. Ta przecudnej urody kobieta zmarła zamurowana w niewielkiej celi. Ile jest prawdy w tej historii, nikt nie wie. Fama głosi, że hrabina była ofiarą spisku Habsburgów dążących do zagarnięcia Węgier, notabene oskarżał ją mocno zadłużony u niej król. Samotną wdowę, bez opieki, nie trudno było obciążyć tak makabrycznymi czynami. Z biegiem lat opowieść o Elżbiecie Batory nabrała pędu, stając się legendą o krwawej hrabinie. 

Więcej informacji o hrabinie Elżbiecie Batory znajduje się pod tym odnośnikiem

Muszę przyznać, że wybierając powieść Johns, liczyłam na soczyście, krwistą opowieść. Moje zdziwienie było wielkie, kiedy okazało się, że mam w rękach realistyczną, swobodną interpretację, opowieści o hrabinie Batory, w której przedstawiona została jako kobieta silna, niezależna, niezwykle inteligenta, ale niestety ze skłonnością do socjopatycznych zachowań. Powieść nie ocieka krwią, a przedstawia interesujący obraz głównej bohaterki, która jako jedenastoletnia dziewczynka, opuszcza swój rodzinny dom i udaje się do siedziby swojego przyszłego męża. Otoczona obcymi, musi zabiegać o względy rodziny Nadasdych, jednocześnie ucząc się prowadzić rezydencje. Surowa dyscyplina i mnogość wymyślnych kar uczyniła z Elżbiety perfekcyjną gospodynię, która na nieszczęście służby, nie posiadała empatii, a jedynie chorobliwą ambicję i brak wyrzutów sumienia.

Ruiny zamku Csejthe
Jak już wspomniałam, książka jest przepięknie napisana, dodatkowo pierwszoosobowa narracja nadaje wyjątkowości tej powieści. Pewny ton Elżbiety Batory, jej wyznania, które kreśli dla swojego syna Pala, niesamowicie wzruszają i mimo że mamy świadomość, że jej pyszne przekonanie do własnych racji, stało się przyczyną tak wielkich nieszczęść, to jednak czujemy do tej kobiety pewien podziw, ale też i współczucie. Opowieść o hrabinie charakteryzuje doskonały, gotycki nastrój, ekspresyjne, zniewalające opisy oraz tło zgodne z prawdą historyczną. „Hrabina. Tragiczna historia Elżbiety Batory” jest doskonałą i niezwykle interesującą pozycją, którą z czystym sumieniem polecam zainteresowanym postacią Krwawej Hrabiny, warto poznać tę opowieść, choćby po to aby odkryć ludzką twarz potwora.

Po lekturze "Hrabiny..." przeczesywałam internet za informacjami o niej i, przypadkowo trafiłam na utwór "Elizabeth" XIII Stoleti. Piosenka ta szalenie mi się podoba i od kilku dni rozbrzmiewa w moich czerech ścianach, chore to trochę, ale co mi tam :-)

  


Tekst piosenki, z czeskiego na nasze :-)

 Jak czarna orchidea więdniesz przed świtem
Po nocy pełnej mrocznych tańców
Gdzieś zanika pieśń
Wzywasz nagie ciało do czerwonej kąpieli

Elżbieto, droga twa krwawa jest grzechem w obliczu Boga
Elżbieto, pożądana jesteś i umiłowana

Ponure dźwięki organów wieżyc twego zamku strzegą
Przyszłaś na świat w górach Transylwanii
Moc morderców szaleje w twych żyłach
Jesteś siostrą prastarego rodu i jego białym sumieniem
Córką Ciemności kroczącą przez mrok

Elżbieto, droga twa krwawa jest grzechem w obliczu Boga
Elżbieto, pożądana jesteś i umiłowana

Twoje imię tarczą twą, pałac schronieniem, a nagrobkiem chłodny głaz
Pozostało tylko imię, Noc i wiekuista moc ukryta we krwi
Zmarszczek czasu na twarzy nie znajdziesz już

Elżbieto, droga twa krwawa jest grzechem w obliczu Boga
Elżbieto, pożądana jesteś i umiłowana
Czytaj dalej »

Podróż przez życie

Hanna Cygler

W CUDZYM DOMU

Wydawnictwo: Rebis
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Data: 2013
Stron: 359




Do powieści historycznych podchodzę jak pies do jeża, ale że pokochałam twórczość Hanny Cygler, a w szczególności jej tryptyk opowiadający o perypetiach rezolutnej Zosi Knyszewskiej, to postanowiłam dać szansę jej najnowszej powieści, w której fabuła umieszczona została w realiach dziewiętnastowiecznego Paryża, Warszawy, Gdańska, Berlina oraz carskiej Rosji.

„W cudzym domu” to książka, która tak naprawdę nie skupia się na jednym bohaterze, ale na perypetiach kilku osób, m.in. poznajemy uroczą Paryżankę Luizę Sokołowską, która ucieka z domu i przemierza tysiące kilometrów, aby szukać ratunku u swojego polskiego ojca. Trafiamy także na Joachima von Eistettena, który czując, że jest zwykłym pionkiem na planszy życia, potajemnie opuszcza rodzinny dom i wyrusza w świat, licząc na przygodę życia, którą oczywiście przeżyje, ale nie obędzie się bez wielu dramatycznych faktów. Będzie również okazja poznania surowego carskiego radcy Dmitrija Szuszkina, któremu nienawiść do polaków nie pozwala na obiektywizm w pracy. Jak można się domyśleć, losy tych osób na pewnym etapie życia zetkną się, znacząco wpływając na ich przyszłość.

Oprócz tych trojga bohaterów, którzy wysuwają się na pierwszy plan, jest cała masa drugoplanowych, znaczących postaci, które absolutnie nie nikną w blasku powieściowych gwiazd, jednak śmiem twierdzić, że niektórym kreacjom powinna być dana szansa większego zabłyśnięcia, ale nie zawsze ma się to, co się chce. Poza tym, dostajemy tak zajmującą opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości, o potrzebie stworzenia szczęśliwego ogniska domowego, o zdradach, miłości, czyli krótko i na temat, o życiu, z dokładnymi opisami zwyczajów XIX wiecznej socjety, że wszelkie niedosyty idą precz.

Wydarzenia rozgrywają się na wyjątkowo atrakcyjnym tle. Schyłek XIX wieku jest niebywale interesujący. Na świecie zaczynają mieć miejsce głębokie przemiany, obejmujące wszystkie dziedziny życia, począwszy od nauki, kultury, aż po gwałtowny postęp techniczny. Autorce udało się przywołać ducha epoki, jej opisy ówczesnych realiów są bardzo sugestywne, a życie codzienne elit doskonale oddaje klimat minionych czasów. Co ciekawe, w powieści świetnie ukazano ludzkie charaktery, które mimo upływu lat nie ulegają metamorfozie. Wydawałoby się, że niegdysiejsze zasady moralne były stabilniejsze, ale to mit, ponieważ hipokryzja, rozpusta, machlojki i podejrzane zależności, zawsze miały miejsce. To mi się bardzo w tej książce podobało, ta konkluzja, która uświadamia, że mimo iż dzielił nas czas, to jednak ciągle jesteśmy tacy sami.

Powieść Hanny Cygler ma nietuzinkową konstrukcję, która zapewne wielu czytelnikom przypadnie do gustu, ale mnie, niestety nie urzekła. Czytanie tej książki to ciągła podróż w czasie, nie jest to złe, ale autorka porusza tak wiele wątków wymagających skupienia, że nagłe zmiany miejsca i czasu potrafią zdekoncentrować. Nie jest to wygodne, tym bardziej że w treści jest wiele powiązań, rodzinnych sekretów i doświadczeń, co dodatkowo potęguje wrażenie zagubienia, uważam, że zachowanie chronologii zdecydowanie ułatwiłoby czytanie. 

Oprócz tego, zabrakło mi w historii obiecanego napięcia i namiętności, cóż, miłość - była, sensacyjne zdarzenia - były, dramatyczne wypadki - były, ale nie było żaru i emocji. Jednak nie zmienia to faktu, że powieść „W cudzym domu” czyta się bardzo przyjemnie, książka jest łatwa w odbiorze, jej fabuła nie jest wynikiem przypadkowości, tylko efektem przemyślanej pracy, a bohaterów nie można zaliczyć do papierowych, nijakich postaci. Z całą pewnością pracę Pani Cygler warto poznać, choćby ze względu na niesamowite historyczne tło, doskonale oddaną mentalność ówczesnych ludzi i szereg zaskakujących intryg. Bez wątpienia lektura ta gwarantuje kilka godzin dobrej rozrywki. 

Hanna Cygler o książce "W cudzym domu" 
 



Czytaj dalej »