Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty

Zbieg okoliczności. Katarzyna Pisarzewska

Katarzyna Pisarzewska

ZBIEG OKOLICZNOŚCI
Cykl: Gosztów (tom 1)

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2013
Stron: 408
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 6+/10 - dobra 



Gosztów to spokojna wieś nieopodal Warszawy, w której życie toczy się nieśpiesznym tempem. Wszystko się zmienia, kiedy policja przyjmuje zgłoszenie, że na terenie Rodzinnego Domu Dziecka, ktoś powiesił małego psa. Sprawa niby banalna, ale sierżant Maria Gajda z miejscowego posterunku policji wyczuwa, że ma ona drugie dno. Bieg wydarzeń znacznie przyśpiesza, gdy we wsi mają miejsce kolejne tragiczne zdarzenia. To co odkryje Maria, ukaże mieszkańców Gosztowa, a także jej rodzinę, w całkiem innym świetle. 

Książkę Katarzyny Pisarzewskiej, laureatki konkursu Złote Pióro na najlepszą współczesną powieść dla kobiet*, trudno przypisać do konkretnego gatunku. Ponieważ wątek kryminalny jest pretekstem do przyjrzenia się relacjom bohaterów, ich problemom i sekretom, jak również do ujawnienia drugiego oblicza - co niektórych - "praworządnych obywateli". Jednak nie tylko te dwa motywy mają znaczenie. Niemniej ważny jest temat dorastającej młodzieży oraz konsekwencji podejmowania decyzji w oparciu o  stereotypy. Tak naprawdę w tej historii sporo jest podjętych istotnych kwestii społecznych i rodzinnych. W sumie ile bohaterów, a tych jest niemało, tyle wątków. Na szczęście jest to wszystko zgrabnie połączone. Nie ma się wrażenia nadmiaru treści. Fabuła jest spójna i intrygująca. Dlatego że opowieść ciekawie charakteryzuje ludzi. Pokazuje, że każdy z nas ma swoją historię, a także tajemnice, mniejsze lub większe, które zakopujemy głęboko w sobie i nawet jeśli bardzo nam ciążą, to i tak próbujemy z nimi normalnie żyć. Tylko, że czasami pewne rzeczy wymykają się spod kontroli, a na niektóre nie mamy wpływu.


"Zbieg okoliczności" jest ekscytującą lekturą, która ma obszerne tło psychologiczno-obyczajowe. Nie powiem, że to źle, zwłaszcza że postacie mają ciekawy i wiarygodny rys psychologiczny, a tajemnice są osobliwe, ale ubolewam, że wątek kryminalny został zepchnięty na dalszy plan, bo uważam, że mógł dodać atrakcyjności historii, ale też sporo namieszać. Chociaż szczerze mówiąc - namieszał, bo dzięki niemu wyszły na jaw sekrety mieszkańców. Z całą pewnością taki był zamiar autorki. Która za sprawą niepokojących wydarzeń zburzyła małomiasteczkowy tryb życia i obróciła w perzynę stabilność wspólnoty Gosztowa. Dlatego przymknęłam oko na ten niedoprawiony motyw kryminalny, ponieważ książkę dobrze się czytało. Dostarczyła mi wielu emocji. Dlatego chętnie sięgnę po kolejny tom cyku pod tytułem "Zmowa milczenia". Was również zachęcam do tej lektury, oczywiście pod warunkiem, że lubicie tajemnicze historie, mające miejsce w małych, pozornie uroczych wsiach i miasteczkach.  

*"Halo Wikta!"
Czytaj dalej »

Miasto z lodu

Małgorzata Warda

MIASTO Z LODU

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2014
Stron: 368
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 7/10 - bardzo dobra







Ocenianie innych przychodzi nam bardzo łatwo. Zazwyczaj widzimy wszystko w czaro-białym kolorze. I nawet jeśli należymy do empatycznych osób, i chcemy się wykazać zrozumieniem, to zmanipulowani wiadomościami, potrafimy być ostrzy i jednoznaczni w swojej krytyce, nie zauważając tego, co może być poza kadrem. Pisząc „my” generalizuję, ale bądźmy szczerzy, większość osób ma tendencję do osądzania i wskazywania winnych. Takie zachowanie w bardzo interesujący sposób pokazała Małgorzata Warda w książce „Miasto z lodu”. W powieści natrafiamy na historię, która wzbudza emocje i pokazuje niedoskonałość społeczeństwa, oraz prowadzi do ciekawych konkluzji. 

Wszystko zaczyna się od Teresy, niezwykle pięknej i delikatnej kobiety, która zmaga się z chorobą afektywną dwubiegunową, charakteryzującą się stanami depresji lub nadmiernej ekscytacji. Zmienne nastroje utrudniają jej normalne funkcjonowanie. Jednak Teresa pragnie być ze swoją córką, trzynastoletnią Agatą, którą do tej pory wychowywała babcia. Dlatego decyduje się na desperacki krok. Wyjeżdża z córką z rodzinnego miasta i zatrzymuje się w górskiej miejscowości, licząc na nowe, lepsze życie. Niestety dla mieszkańców urocza, działająca na mężczyzn jak magnes, Teresa staje się persona non grata. Jej córka również nie jest łatwo. Plotki i brak życzliwości nie pozwalają im się zaaklimatyzować. Pewnego dnia dochodzi do tragedii. Agata znika. Po dwóch dniach zostaje odnaleziona w górach. Jej stan jest krytyczny. Dziewczyna jest w śpiączce. Poruszeni mieszkańcy są w szoku, zwłaszcza że nie wiadomo co się stało na górskim szlaku. Czy Agatę ktoś zepchnął? czy może chciała popełnić samobójstwo? Zaczyna się żmudne śledztwo, które odkryje bolesną prawdę.


Przykro czytać o niedoskonałości ludzi. O wrogich nastawieniach, o braku odpowiedzialności i zrozumienia, o zaściankowych poglądach, które często przechodzą na inne pokolenia. Z drugiej strony nie mając pełnego wglądu w życie innych, trudno o obiektywizm i o zachowanie otwartego umysłu. Trudno też żywić sympatię do kogoś, kto robi wszystko, niekoniecznie świadomie, żeby tylko nie udało się go polubić. Tak pełną kontrastów historię stworzyła Małgorzata Warda. Pokazała przeróżne zachowania, często umotywowane konkretnymi doświadczeniami, niekoniecznie powszechnie akceptowalnymi. Wykreowała dyskusyjne charaktery i wniknęła w ich psychikę. Dzięki czemu widzimy niezwykłą relację matki z córką, podyktowaną wieloma przeciwstawnymi uczuciami, w których jednak miłość jest dominująca.

W tej historii jest wiele namiętności: miłość, nienawiść, zazdrość, zawiść, lęk... Podobne emocje towarzyszą też podczas czytania, co często utrudnia ocenę bohaterów, ale o to chodzi. Mamy do czynienia z wieloma perspektywami, które wpływają na nas podobnie, jak na mieszkańców zamkniętej górskiej społeczności. Co prawda wiemy więcej, bo narratorka – Agata, dopuszcza nas do tajemniczego życia matki. Stąd też widzimy ją w różnych przedziałach czasowych, zaczynając od jej dzieciństwa. Nie zmienia to jednak faktu, że kontrowersyjny styl życia Teresy nie ułatwia oceny sytuacji. Muszę przyznać, że Warda to mistrzyni manipulowania emocjami. Autorka pięknie pisze o uczuciach i ciekawie kreśli skomplikowane zależności. Poza tym historia jest dynamiczna, a ślady prowadzące do odkrycia prawdy są zawiłe i tajemnicze. Dlatego śmiało mogę napisać, że „Miasto z lodu” to bardzo dobra powieść, będąca idealnym wyjściem do gorącej dyskusji, którą ułatwić mogą znajdujące się na końcu książki pytania, dotyczące choroby psychicznej, małomiasteczkowej mentalność, działania mediów, oraz trudów dorastania.


Czytaj dalej »

Od kryminału do historii. Nie oglądaj się. Karin Fossum. Ocalone z Titanica, Kate Alcot.

Na początek trochę się pożalę, bo ostatnio mi ciężko, ponieważ od kilku tygodni bezskutecznie walczę z atakiem alergii. Paskudztwo objawia się nie tylko kichaniem i łzawieniem oczu, ale też koszmarny kaszlem, który chyba najbardziej mi doskwiera i uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Na szczęście pozwala mi czytać, pisać już niekoniecznie, bo do tego potrzebne są dwie ręce (oczywiście chodzi mi o pisanie na klawiaturze), a przecież jedną mam non stop zajętą trzymaniem chusteczki przy nosie, ale do czego zmierzam? Ano do tego, że przeczytanych mam chyba z 10 książek, o których chciałabym Wam parę słówe napisać, ale że alergia i praca mnie ograniczają, to dzisiaj wrzucę dwie krótkie opinie. 
Ps. Nie wyszły takie krótkie, jak chciałam, ale chyba nie potrafię inaczej :-)
 
 
Karin Fossum

NIE OGLĄDAJ SIĘ

Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2008
Stron: 290
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami

Moja ocena: 6/10 - dobra


Na książkę zdecydowałam się pod wpływem chwili, dlatego że nazwisko autorki od razu skojarzyło mi się z „Czarnymi sekundami”, powieścią, która bardzo mi się podobała. Na moje szczęście kryminał „Nie oglądaj się” okazał się całkiem dobrą lekturą, z ciekawą fabułą, osadzoną w małym i spokojnym norweskim miasteczku, gdzie wszystko toczy się swoim stałym rytmem. Teoretycznie każdy każdego bardzo dobrze zna, ale jak przychodzi co do czego, to trudno zdobyć jakąkolwiek informację o mieszkańcach. Inspektor Konrad Sejer i jego pomocnik Jackob Skarre, prowadzący śledztwo w sprawie zabójstwa nastoletniej Annie, muszą sporo się natrudzić, żeby rozszyfrować relacje łączące ofiarę z rodziną i sąsiadami. Sprawy nie ułatwia fakt, że Annie uchodziła za idealną dziewczynkę, a osobą, która mogłaby wiele powiedzieć o sprawcy jest mężczyzna z zespołem Downa.

Książka jest typowym kryminałem, w którym śledztwo stanowi trzon historii. Stąd też sporo w niej analiz i przesłuchań. Poza tym żmudna detektywistyczna praca odsłania ułomność psychiczną bohaterów oraz obnaża problemy mieszkańców malutkich, hermetycznych osad. Teoretycznie wszystko w tej powieści jest typowe, od bohaterów aż po okoliczności zabójstwa, wliczając w to tło wydarzeń. Jednak autorka tak dobrze rozpisała charaktery i zależności, dodając do nich tajemnicę i kilka kontrowersyjnych tematów, że „Nie oglądaj się” jest powieścią interesującą, mimo swojego statystycznego charakteru, oraz momentami zaskakującą. Mnie wybitnie podobało się też zakończenie, które sprawia, że można zatonąć w myślach. Powieść Fossum polecam czytelnikom lubiącym kryminalne historie, w których wydarzenia leniwie się suną, za to detektywi i ich dedukcje są elementem pokazowym.


Kate Alcott


OCALONE Z TITANICA

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania 2012
Stron: 464
Oprawa: Miękka

Moja ocena 6/10 – dobra

Ocalone z Titanica” to nic innego, jak historia osób, którym udało się przeżyć katastrofę brytyjskiego transatlantyka, mającą miejsce w nocy z 14 na 15 kwietnia 1912 roku. Zatonięcie tego wielkiego statku, to jedno z najdramatyczniejszych wydarzeń w historii. Alcott wykorzystując je w swojej powieści dużo ryzykowała, nie powiem żeby do końca udał się jej ten zamiar, jednak mnie ta książka w pewien sposób oczarowała, bo przypadła mi do gustu historia ubogiej dziewczyny Tess Collins, która marząc o wielkim krawiectwie porzuca pracę pokojówki i sposobem dostaje zatrudnienie u słynnej projektantki lady Lucile Duff-Gordon, która postanawia dać jej szansę na czas rejsu Titanica. Dziewczyna daje z siebie wszystko, jest ambitna, uparta i czarująca. Udaje się jej przyciągnąć uwagę bogatego gentlemana i sympatycznego marynarza. Niestety dramatyczne wydarzenia na statku znacząco wpływają na los ocalonych. Ci którzy przeżyli zostają wciągnięci w śledztwo w sprawie katastrofy; media i śledczy domagają się prawdy, ale co jest prawdą... Tess dowiaduje się, że jej pracodawczyni najprawdopodobniej uratowała się kosztem innych. Dziewczynie trudno przyjąć to do wiadomości, a jeszcze trudniej zacząć normalne życie w wymarzonym Nowym Jorku.

Na pierwszy rzut oka historia zapowiada się niezwykle udanie. Zwłaszcza że atmosfera początku XX wieku potrafi tak zachwycić, że klimat zbliżającej się katastrofy w połączeniu z startem nowego wieku, kiedy to zachodzą liczne zmiany w sferze społecznej i kulturalnej, może powalić na kolana, niestety nie powala, chociaż opisy życia codziennego ówczesnych czasów są bardzo udane, ale co z tego skoro historia jest skąpa w emocje. Taki temat jak zatonięcie Titanica, od razu skłania do poruszenia, wielkiego wzburzenia i wzruszenia, a tutaj wszystko toczy się umiarkowanym rytmem. Mamy tylko kilka słów dotyczących katastrofy, za to sporo dywagacji o tym, jak strach o własne życie wpływa na podejmowane decyzje. I to właśnie ujecie kupiło mnie, ponieważ lubię analizować zasadność pewnych czynów, zwłaszcza tych nie do końca etycznych. Tylko czy w sytuacjach ekstremalnych, kiedy całkiem naturalnie walczymy o własne życie, przewinieniem jest troszczenie się tylko o swój los... Nie wiem i nie chcę wiedzieć jak to jest, za to podjęte przez autorkę próby wyjaśnienia tych kwestii bardzo mi się podobały, jak również autentyczne tło wydarzeń i nawet pospolity wątek romansowy, którego tok jest tak oczywisty, że bardziej być nie może.

W kilku słowach. „Ocalone z Titanica” nie są powieścią odkrywczą, od zawsze bogaci oczekiwali przywilejów, a ich ego równe Bogu Wszechmogącemu domagało się zaszczytów i życia ponad stan, nic w tym zaskakującego, ale jeśli ciekawi Was, jak wpływają na ludzi ekstremalne wydarzenia, i jak zmieniała się moda lat 20. ubiegłego wieku, to bardzo zachęcam do przeczytania powieści Kate Alcott. Szczególnie że wiele faktów opisanych w tej książce zostało zaczerpniętych ze stenogramów przesłuchań komisji senackiej zwołanej po katastrofie „Titanica”, a i postać lady Duff-Gordon jest autentyczna, jak również wiele innych wymienionych w tej historii.


Czytaj dalej »

Spalone, Jane Casey

Jane Casey

SPALONE

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data: 2011
Stron: 440
Oprawa: Miękka 

Moja ocena: 6/10 - dobra (nota odrobinę zawyżona, ale sumienie nie pozwalało mi ocenić jej niżej)




Każdy z nas ma różne rodzaje dziwactw. U mnie, jednym z wielu, jest umiłowanie literatury w której prym wiodą seryjni zabójcy. Umysł socjopatów pod wieloma względami jest dla mnie fascynujący, dlatego chłonę wszelkie informacje o tych osobnikach. Samo przez się nie bez powodu sięgnęłam po „Spalone” Jane Casey. Po przeczytaniu obszernego opisu na okładce książki, stwierdziłam, że jest to lektura idealna dla mnie. Raz, że akcja osadzona jest w klimatycznym Londynie, a dwa, ciemnymi nocami nieźle sobie poczyna seryjny zabójca, który porywa młode kobiety, masakruje je, a następnie podpala ich ciała. Przewrotnie napiszę – wymarzona powieść dla fanów takich treści, ale idźmy dalej. Detektyw Maeve Kerrigen – rudowłosa piękność ukryta pod wymiętym uniformem, jest niezwykle ambitną kobietą, która za cel postawiła sobie wykrycie sprawcy tych przerażających zabójstw. Czas nagli, tym bardziej że na peryferiach miasta zostały znalezione zwłoki Rebeccy Haworth, piątej ofiary seryjnego zwanego „Palaczem”. Kerrigen zaczyna prowadzić żmudne śledztwo, skupia się na życiu Rebeccy, poznaje jej rodzinę, przyjaciół, m.in. Louise North bardzo chłodną i opanowaną kobietę, i jej byłego chłopaka, ekscentrycznego Gila Maddicka. W raz z tokiem śledztwa zaczyna się pojawiać pytanie, czy Rebecca jest na pewno ofiarą Palacza? 
 
Spalone

Opis fabuły sugeruje krętą drogę do poznania prawdy, a także to, że śledztwo niekoniecznie będzie się kręcić wokół seryjnego zabójcy. Żałuję, że nie rozszyfrowałam wcześniej zamiarów autorki, być może wtedy moje rozczarowanie tą książką nie byłoby tak duże, ale od razu informuję, że nie jest to zła powieść, jest to dobra lektura, szkoda tylko, że seryjny zabójca jest tłem do rozgrywających się wydarzeń. Rekomendacja na okładce głosi, że jest to przenikliwy thriller, który pozostaje w pamięci. Cóż, przenikliwy na pewno, ale czy thriller... hmm, jeśli już to z całą pewnością crime thriller, gdyż fabuła skupia się wokół dochodzenia dotyczącego zabójstwa Rebeccki. Nawiązując do przenikliwości. Z całą pewnością Casey stworzyła błyskotliwy kryminał opierający się na psychologicznych aspektach z fabułą, która momentami wzbudza przerażenie, głównie z powodu intencji zabójcy. Jednak według mnie historii zabrakło pary. Książka nie grzeszy dynamizmem i większymi niespodziankami. Niestety łatwo też domyśleć się kto maczał palce w zabójstwie. Przez co zakończenie nie jest tak spektakularne jak być powinno, co więcej wyjaśnienie niektórych elementów zostało potraktowane po macoszemu, po prostu pojawiają się i voila! - trzeba je zaakceptować. 
 
Prawdę mówiąc nie czytało mi się źle „Spalonych”, najprawdopodobniej za sprawą interesujących bohaterów, głównie Maeve Kerrigen, która jest zdolną i rezolutną kobietą, nie tylko mierzącą się z wymagającym dochodzeniem, ale też trudami pracy w policji, gdzie spotyka się z licznymi seksistowskimi i rasistowskimi atakami, ale też z powodu różnych punktów widzenia, ponieważ w książce mamy do czynienia ze zmienną narracją i tyci, tyci miłosnym wątkiem, który do - na szczęście - najsłodszych nie należy. Elementy te uatrakcyjniały historię toczącą się wokół uciążliwego śledztwa, przez co czytanie książki nie było niemiłe czy dokuczliwe. Jeśli miałabym komuś polecić powieść Casey to podejrzewam, że największą frajdę z jej czytania będą mieli miłośnicy klasycznych kryminalnych intryg, dla których większym priorytetem od napięcia sięgającego zenitu jest wnikliwie prowadzone dochodzenie.

Czytaj dalej »

Cichy wielbiciel

Olga Rudnicka

CICHY WIELBICIEL

Wydawnictwo: Pruszyński i S-ka
Data: 2012
Stron: 440




Stalking z języka angielskiego oznacza „podchody" lub „skradanie się", zjawisko to definiowane jest jako "złośliwe i powtarzające się nagabywanie, naprzykrzanie się, czy prześladowanie, zagrażające czyjemuś bezpieczeństwu, często powiązane z czynami karalnymi tj. obrazą, zniewagą, zniszczeniem mienia i z przemocą domową. Przykładowe zachowania stalkera to śledzenie ofiary, osaczanie jej (np. poprzez ciągłe wizyty, telefony, smsy, pocztę elektroniczną, podarunki) i ciągłe, powtarzające się nagabywanie. Działania te są szczególnie niebezpieczne, gdy mogą przybrać formę przemocy fizycznej zagrażającej życiu. Od niedawana w polskim kodeksie karnym stalking stanowi przestępstwo zagrożone karą pozbawienia wolności do 3 lat lub w przypadku doprowadzenia ofiary do próby samobójczej, 10 lat.

Powyżej została wykorzystana definicja stalkingu zaczerpnięta z wikipedi, temat jest na tyle poważny, że warto znać ten termin, tym bardziej, że liczba osób stalkingu stale rośnie i ofiarą może być każdy, dlatego warto wiedzieć, że prześladowca nie jest bezkarny i za jego zachowanie czeka go zasłużona kara.

Ostatnio wielką radość sprawiła mi włóczykijkowa przesyłka, w której znalazłam powieść poruszającą temat uporczywego i długoterminowego nękania, „Cichy wielbiciel” Olgi Rudnickiej, autorki takich książek jak Martwe jezioro, Zacisze 13 czy Natalii 5.

  Julia jest dziewczyną jakich wiele, młodą, atrakcyjną i obłędnie zakochaną. Jest zadowolona ze swojego życia, praca i wynajmowane wspólnie z przyjaciółkami mieszkanie daje jej radość. Kiedy pewnego pięknego dnia dostaje okazały bukiet róż, jest pewna, że to prezent od narzeczonego, niestety Paweł nie przyznaje się do tej niespodzianki. Zdarzenie to wywołuje u Julii niepokój tym bardziej, że wraz z różami pojawiają się tajemnicze smsy od nieznanego wielbiciela. Młoda kobieta jest coraz bardziej przerażona, tym bardziej, że nie ma pojęcia kto może być prześladowcą, zaś jej adorator wie o niej wszystko. Powoli w  życie naszej bohaterki wkracza strach i dezorganizacja.

Bez zbędnych wstępów, książka Olgi Rudnickiej jest dopracowana pod każdym względem, autorka włożyła wiele serca w przygotowanie tematu, przeprowadziła szereg rozmów  traktujących o stalkingu z osobami dysponującymi wiedzą w tym zakresie, przez co jej praca jest niesamowicie wiarygodna. Interesująca konstrukcja powieści plus ciekawa zmienna narracja umożliwia poznanie psychiki ofiary i prześladowcy. Zestawienie dwóch osobowości oraz ukazanie ich kontrastującej interpretacji rzeczywistości jest mocnym akcentem, który skutecznie potęguje przerażenie. Co ważne, czytelnik nie wie kim jest stalker, autorka bardzo powoli odkrywa karty, jest to dodatkowym atutem książki, gdyż ujawnianie tego kim jest dręczyciel jest sporym zaskoczeniem. W tym momencie warto zaznaczyć, że portrety psychologiczne bohaterów są dopieszczone pod każdym względem, poza tym Olga Rudnicka ma niesamowitą zdolność do oddawania emocji. Czytanie tej książki jest ekscytującym i ważnym doświadczeniem, bo oprócz tego że poznajemy metody działania prześladowcy, to również dowiadujemy się o niebezpieczeństwie ujawniania swoich danych na portalach społecznościowych. Warto mieć na uwadze, że tego typu miejsca są idealnym źródłem informacji dla stalkera. 

"Cichy wielbiciel" to absorbująca oraz inteligentna  pozycja napisana w sposób czytelny i przyjazny, uważam, że lektura tej książki jest bardzo pomocna i niezmiernie istotna nie tylko pod względem estetycznym czy rozrywkowym, ale dlatego, że porusza kwestię bardzo poważną. Polecam tę książkę mając nadzieję, że wielu osobom otworzy oczy na problem. 

Polecam trailer książki, robi wrażenie.

Książkę przeczytałam w ramach akcji Włóczykijka



Od kilku dni jestem smarkata, więc proszę wybaczcie brak składu i ładu, ale moje załzawione oczy nie chcą patrzeć, co gorsze, moja łepetyna nie ma zamiaru - przynajmniej póki co - normalnie funkcjonować, podobno na katar się nie umiera, ale czuję, że mój koniec jest bliski... do chorowania nie nadaję się, ale na razie trzymam się dzielnie.

 
Czytaj dalej »

Dziewczynka, która widziała zbyt wiele

Małgorzata Warda

DZIEWCZYNKA, KTÓRA WIDZIAŁA ZBYT WIELE

Wydawnictwo. Prószyński i S-ka
Data: 2012
Stron: 320





Tych których kochamy chronimy, zrobimy wszystko żeby osłonić ich przed złem całego świata, otaczamy ich uczuciem, opieką, roztaczamy nad nimi parasol bezpieczeństwa wierząc, że nasza obecność i miłość da im poczucie szczęścia. Odpowiedzialność wzrasta kiedy dotyczy dziecka, małej bezbronnej istoty, której los znajduje się w naszych rękach, ale to jest łatwe, bo miłość jest prosta, więc dlaczego niektórym przychodzi tak trudno...


Małgorzata Warda jest autorką znaną m.in. z takich powieści jak: „Ominąć Paryż”, „Środek Lata”, „Nikt nie widział nikt nie słyszał”. Podobno w swoich książkach podejmuje trudne tematy, które silne oddziałują na emocje, piszę prawdopodobnie, bo „Dziewczynka, która widziała zbyt wiele” jest dla mnie pierwszym spotkaniem z twórczością tej pisarki. W prezentowanej przeze mnie książce poruszany jest wstrząsający temat, który bez względu na formę przekazu zawsze wzbudza ogromne emocje i wywołuje szok. Przemoc w rodzinie, a także brak na nią jakiejkolwiek reakcji ze strony otocznia jest rzeczą niewybaczalną i karygodną, grzmię i będę grzmieć, autorka ma jednak więcej ode mnie wyczucia, bo nie moralizuje, nie prawi banałów, nie podaje gotowych rozwiązań i nie pisze, że łatwo jest wyrwać się z tak bolesnej i ciężkiej sytuacji, szczególnie jeśli jest się nastolatkiem chroniącym młodszą siostrę. Pisarka jest jakby gdzieś obok tej sytuacji, nie gani matki, która zatraca się w swojej chorobie i skupia się tylko na własnym bólu, nie zauważając cierpienia swojego syna, nie piętnuje ciotki, która pozwala na nadużycia ze strony swojego narzeczonego względem jej bratańców, ani nie karci kolegów Ani, którzy z wrażliwej dziewczynki zrobili ofiarę. Małgorzata Warda pokazuje skutki obojętności, braku współczucia, zrozumienia, które w konsekwencji prowadzą do krytycznego finału i desperackiego krzyku rozpaczy.

Umierałam kilka razy czytając tę książkę, jej lektura sprawia fizyczny ból, w większości jest to efekt poruszanej kwestii, ale muszę przyznać, że styl pisania Wardy - bardzo ekspresywny i piękny - silnie wpływa na odbiór powieści. Wszystko byłoby idealnie gdyby nie to, że w opisywanej historii brak chronologii, częste retrospekcje i zmienna narracja wprowadzała zamęt. Zdarzało się, że gubiłam drogę w tej podróży w czasie, i musiałam się zatrzymać, żeby poukładać sobie fakty. Na szczęście bardzo dobry warsztat pisarski oraz doskonale przygotowany temat pod względem merytorycznym jak i psychologicznym sprawia, że lektura ”Dziewczynki, która widziała zbyt wiele” jest pozycją godną uwagi, wzruszającą, otwierającą oczy na szereg zagadnień oraz zmuszającą do inicjatywy.

Moja ocena 5/6

Książkę przeczytałam w ramach akcji Włóczykijka

Czytaj dalej »

Prosektorium

Olga Paluchowska - Święcka

PROSEKTORIUM

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data: 2011
Stron: 324


Młoda kobieta Natasza Woronowa, studentka i modelka, porywa się na dodatkową pracę w prosektorium. Pomysł iście szalony, tym bardziej, że dziewczynę przeraża widok zwłok. Gnana jednak wewnętrzną potrzebą, podejmuje się tego wyzwania. Pierwsze dni w pracy nie są łatwe, jednak z czasem Natasza poznaje wiele interesujących osób, a także zaczyna odczuwać otaczającą rzeczywistość znacznie mocniej.

Ta książka spędzała mi sen z powiek. Od dawien dawna, interesuje mnie temat o którym mówić najtrudniej – śmierć. Nie tylko jej abstrakcyjna idea, ale także efekt końcowy. Lekturą która zachęciła mnie do poznawania tej dziedziny była książka Louisa Vincenta Thomasa „Trup” , w sposób bardzo odważny poruszająca zagadnienia ludzkiej egzystencji. Życie i śmierć są nierozerwalne, podświadomie czy też nie, powieść „Prosektorium” była dla mnie intrygującym domysłem, jak Olga Paluchowska - Święcka, poradziła sobie z tą tematyką?

Czytając historię Nataszy, zastanawiałam się, ile w tej postaci jest z autorki?. Zanim przystąpiłam do lektury, poznałam biografię Olgi Paluchowskiej - Święckiej z której dowiadujemy się, że debiutująca pisarka opublikowała kilka prac naukowych, obroniła pracę doktorancką z mikrobiologi, była modelką, a nawet pracowała jako mikolog w warszawskich szpitalach. Niektóre fakty z życia autorki odpowiadają wizerunkowi głównej bohaterki, a także pojawiają się w fabule. Oczywiście, w żadnej sekundzie czytania, odczucia te mi nie przeszkadzały, a wręcz przeciwnie, czułam wielką sympatię do Nataszy, która stała się istotą prawdziwą i czującą.

Prosektorium” jest historią wielowątkową, oprócz perypetii Nataszy, dane nam będzie wskoczyć w życie jeszcze kilku innych postaci. Autorka ma wyjątkowy zmysł obserwacji, a także estetyczną metodę przekazywania myśli. W sposób wysmakowany i delikatny ukazuje otaczający nas świat i mieszkających w nich ludzi, a trzeba przyznać, że barwnych postaci w książce nie brakuje. Dzięki wyjątkowo zgrabnym opisom poznajemy niebywale interesujących bohaterów, takich jak: Anię - przyjaciółkę Nataszy, dziewczyny łączy bardzo zmysłowa nić, Mirka – lekko burkliwego, ale ciepłego człowieka, Hasmika – właściciela czarodziejskiej herbaciarni, Felka- ośmioletniego chorego chłopca, który w Nataszy zobaczył Anioła... i wiele, wiele innych, które będą miały znaczące miejsce w opisywanej historii.
Bardzo podobało mi się, w jaki sposób autorka wybrnęła z opisów ciał zmarłych, które najczęściej bywają albo przesadzone, albo nijakie. Pani Olga, z wielkim szacunkiem potraktowała ten temat, i pomimo że często dowiadujemy się o rzeczach odrażających, wynikających z pracy osób zajmujących się tanatologią czy też medycyną sadową, to wykorzystywanie tej specyficznej charakterystyki nie służyło przestraszeniu, czy też wzbudzeniu w czytelniku niezdrowego zainteresowania tylko ukazaniu wartości życia i żalu po stracie tego daru.
Jedyne co w powieści lekko mi nie grało, to zbyt szybkie przejście Nataszy przez etapy wystraszenia, niechęci, do ciekawości, wręcz wielkiej potrzeby do pracy w prosektorium. Na szczęście powieść jest tak dobra, że ten element nie odgrywa znaczącej roli. Wiemy to i akceptujemy.

Prezentowana przeze mnie lektura, to wzruszająca opowieść o życiu i śmierć. Opowiada o tym jak ulotne bywają chwile i choćby dlatego, warto celebrować każdy moment, cieszyć się każdą sekundą, obserwować otaczającą rzeczywistość intensywniej, zauważać kolory, refleksy tańczące w kroplach deszczu, czyjś uśmiech, drobny gest... nie wolno tracić cennego czasu na zamykanie się w sobie, należy docenić możliwości jakie daje nam los, przyjaciół, rodzinę, rozmowę no i to co w życiu dodaje smaczku – marzenia.

Moja ocena 5.5/6
Czytaj dalej »