Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sztukater. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sztukater. Pokaż wszystkie posty

W zgodzie z naturą

Łukasz Łuczaj

DZIKA KUCHNIA

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data: 2013
Stron: 320
Oprawa twarda





Nie jestem dzieckiem współczesności, mimo to daleko mi do całkowitej jedności z naturą, owszem mam swój skrawek ziemi na którym uprawiam warzywka, jednak częściej idę na łatwiznę i z listą zakupów ląduję w pobliskim markecie. Smutne to trochę, bo za czasów mojego dzieciństwa dość często gościła na domowym stole: młoda gorczyca w śmietanie, napój z chabrów czy miodzik z mniszka lekarskiego, z czasem zapomniano o tych pysznościach, a szkoda, bo smakują wyśmienicie. Dlatego kiedy trafiła mi się „Dzika Kuchnia” Łukasza Łuczaja – doktora habilitowanego biologii, profesora Uniwersytetu Rzeszowskiego, a także etnobotanika, ekologa zainteresowanego antropologią i technikami przeżycia w dzikiej przyrodzie – nie mogłam się od niej oderwać, ponieważ jest fascynującą lekturą, która pokazuje jak istotne jest życie zgodne z naturą, prostota, naturalny rytm i zdolność do rozpoznawania gatunków roślin, ich właściwości i użytkowania. 

Fascynacja światem roślin Łukasza Łuczaja jest zaraźliwa, bo po przestudiowaniu „Dzikiej kuchni”, na pewno w przyszłym roku, wraz z nadejściem wiosny, wybiorę się na poszukiwanie naturalnych produktów, np. młodych liści Buku z których planuję zrobić polecane przez autora Pierogi z liśćmi bukowymi, Bylicy by przyrządzić z niej Kusa Nochi japońskie ciasteczka, a z młodych liści funki, która ku mojej radości, rośnie pod moim orzechem, na pewno nie zapomnę ugotować gołąbków i zrobić sałatki z musztardowym winegretem. Tego typu przepisów w książce jest cała masa, wszystkie te mikstury kuszą, tym bardziej że przepiękne zdjęcia wywołują realistyczny efekt zapachu i smaku, tak, zdecydowanie człowiek powinien poznać i docenić roślinność, która być może zarasta okoliczne rowy i łąki, bo mało tego, że często jest znakomitym źródłem minerałów i witamin, to na dodatek doskonale smakuje, przynajmniej tak twierdzi autor, cóż, nie omieszkam sprawdzić jego receptur. Z pracą Łukasza Łuczaja nie będzie to trudne, ponieważ autor w ciekawy sposób prowadzi po świecie dzikiej natury. Dostajemy sporą dawkę informacji o właściwości ponad dwustu gatunków dziko rosnących roślin jadalnych, ich rozpoznawaniu, dostępności, a wreszcie, o zastosowaniu w kuchni, oczywiście nie brakuje również przestróg i opisów roślin trujących.  

Lekturę „Dzikiej kuchni” umilają interesujące felietony pochodzące z książki „W dziką stronę”, w których autor dzieli się swoimi obserwacjami, może niekiedy kontrowersyjnymi, ale przez to jakże zajmującymi. Dodatkowo nieziemska oprawa graficzna, która powala na kolana - doskonałej jakości papier, przepiękne zdjęcia, ilustracje, delikatne motywy roślinne zdobiące każdą stronę, kolory, czcionka - sprawia, że ta książka jest unikalną pozycją, którą polecam osobom zainteresowanym potencjałem tkwiącym w naturze. 


Dla zainteresowanych. Dziki obiad Łukasza Łuczaja - Frytki z łopianu po japońsku 



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia, a także portalowi Sztukater 

 
Czytaj dalej »

Podróż przez najohydniejsze londyńskie slumsy

Dan Simmons

DROOD

Wydawnictwo: MAG
Data: 2012
Stron: 832
Oprawa: Twarda





Charlesa Dickensa nie trzeba przedstawiać, nawet jeśli ktoś nie czytał jego prac, to na pewno kojarzy jego nazwisko m.in. z „Opowieścią wigilijną”, „Oliverem Twistem” czy z „Klubem Pickwicka”. Postać Dickensa jest bardzo intrygująca, zaś jego biografia i niespodziewana śmierć jest niewyczerpanym źródłem inspiracji, tym bardziej że z jego ostatnią, niedokończoną powieścią „Tajemnica Edwina Drooda”, wiąże się szereg spekulacji. Podejrzewam, że właśnie dlatego Dan Simmons („Hyperion” i „Terror”) podjął się napisania powieści, będącej próbą ukazania ostatnich lat życia tego wielkiego angielskiego powieściopisarza.

Powieść „Drood” zaczyna się tak, jak filmy Hitchocka – od trzęsienia ziemi. 9 czerwca 1865 roku pociąg, którym podróżował Charles Dickens wraz ze swoją kochanką i jej matką, najechał na wyrwę, co spowodowało, że lokomotywa wykoleiła się, doprowadzając do śmierci wielu ludzi. Jednym z ocalałych był Dickens, który zaangażował się w akcję ratowniczą. Na tym niewyobrażalnym miejscu tragedii, pisarz spotkał bardzo dziwnego osobnika, szkaradnego jak i z wyglądu, tak i z charakteru, który przedstawił się jako Drood. Kreatura owa budziła w naszym bohaterze niewyobrażalny niepokój, ale też zainteresowanie, dlatego po wypadku narodziła się w Dickensie obsesyjna potrzeba odnalezienia Drooda, który najprawdopodobniej zamieszkiwał w najohydniejszych londyńskich slumsach.

Praca Simmonsa napisana jest w formie pamiętnikarskiej. Narratorem jest Wilkie Collins, dramaturg, prekursor powieści detektywistycznej, autor m.in. „Kobiety w bieli” i „Kamienia księżycowego”, a także wierny przyjaciel Dickensa. Z wstydem przyznaję, że o ile znana jest twórczość Dickensa, o tyle obce są dzieła Collinsa, dlatego w najbliższym czasie będę musiała nadrobić braki w tym temacie.

Muszę przyznać, że język powieści oczarował mnie. Wystylizowany na charakterystyczną manierę ówczesnych czasów sprawia, że ma się wrażenie autentyczności przekazu. Poza tym, nawiązanie do historycznych postaci jak choćby Edgara Allana Poego czy Charles Macreadya bardzo sugestywnie działa na wyobraźnię. Nie bez znaczenia są też obrazowe opisy XIX wiecznego Londynu, który ma dwa oblicza, współczesne, będące mekką postępu przemysłowego oraz ohydne, śmierdzące, pełne śmieci i rozkładających się zwłok. Ekstremalną podróż gwarantują nam panowie Dickens i Collins, który oprócz relaksujących spacerów po urokliwych dzielnicach miasta i spotkań na elokwentne dysputy, w poszukiwaniu Drooda zapędzają się w odrażające podziemne korytarze i mroczne cmentarze.

Powieść ma wyjątkowy, niepokojący i duszny klimat, który niewątpliwie dodaje uroku opowieści Simmonsa. Oprócz tego, narrator wykazuje się specyficznym poczuciem humoru, dobroduszną ironią i ciekawymi spostrzeżeniami. Collins w swoich opowieściach często schodzi z tematu i wędruje po ścieżkach wspomnień, ubarwiając historię przeróżnymi dygresjami, jest to bardzo ciekawe, ale na dłuższą metę bywa irytujące. Jednak dzięki takiemu sposobowi przekazu poznajemy niegdysiejsze zwyczaje, twórczość obu panów,ich wzajemne relacje, szokujące związki z kobietami oraz rodzinne koneksje. Na marginesie, postać Wilkie Collinsa została nakreślona w sposób niezwykły. Przedstawiony został jako błyskotliwy osobnik, miłośnik, picia i jedzenia, ze skłonnością do nadużywania laudanum i opium. Dlatego jego wspomnieniom trudno dać wiarę, ile w tym jest wymysłów a ile faktów? Nikt nie wie.

O tej powieści można pisać bardzo dużo, a i tak będzie to za mało, w końcu to ponad 800 stron genialnie rozplanowanej intrygi (zakończenie jest doskonałe), bogatej w szczegóły literacko-historyczne, piękną stylistykę, fenomenalną atmosferę i wiarygodnych bohaterów. Mimo że „Drood” nie jest lekturą łatwą i wydawałoby się, że raczej jest pozycją dla koneserów twórczości Dickensa i Collinsa, niż dla przeciętnego czytelnika, to jednak powieść czyta się z wielkim zainteresowaniem. Nie ulega wątpliwości, że Dan Simmons, pisarz głównie powieści science ficton wykonał kawał dobrej roboty tworząc niezwykłe kłamstwo biograficzne.
 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu MAG, a także portalowi Sztukater.
Czytaj dalej »

Myśli od środka

Ewa Gaworska

PANI POETKA PISZE

Wydawnictwo: Miniatura
Data: 2010
Stron:  60





Poezja to słowo wieloznaczne, określające i wiersz, i teksty niepisane prozą, ale dla niektórych osób jest też terminem wyrażającym stany emocjonalne, sposobem patrzenia na świat i obrazem rzeczywistości kreowanej przez własny subiektywizm. Twórczość poetycka nie zawsze jest dobrze odbierana, często słyszy się, że stosowane w tworzeniu poezji środki językowe utrudniają odbiór treści. Poza tym, żeby wczuć się w ekspresywność utworu konieczny jest czas i spokój, a z tym ostatnio kiepsko... Mimo to warto poświęcić odrobinę uwagi utworom, które poruszają duszę, i chociaż na chwilę przenoszą do innego świata. Dlatego osobom lubiącym sztukę poetycką oraz tym, które wyjątkowo boją się tego typu twórczości, chciałabym polecić tomik wierszy Ewy Gaworskiej „Pani poetka pisze”, który ukazuje interesującą zabawę słowem i, literą.

mówili że to niemożliwe
że nie można latać bez skrzydeł
to nie prawda
wszystko jest poezja”[str. 59]

Niełatwo znaleźć informacje na temat autorki, a te na które trafiamy są bardzo okrojone. Jednak można dowiedzieć się z nich, że Pani Ewa na co dzień jest wykładowcą filologi polskiej, tworzy wiersze i liryczne piosenki, m.in. „Ballada na drogi złe”, „Stacja jutro”, czy „Dom w górach”. Tomik, który chcę zaprezentować jest zbiorem kilkudziesięciu wierszy z okresu 2007 – 2009, ale to nie wszystko, wiersze nawiązują do słów zaczynających się na literę „P”, 
Dlaczego „p”? - nie wiem” [str.5]

Utwory inspirowane szesnastą literą alfabetu łacińskiego prowadzą przez marzenia, świat realny, duchowy, ale też przedstawiają nastroje i obrazy istnienia. Przekaz wierszy jest jasny, autorka pisze wierszem białym, nie ubarwia na siłę swoich tekstów, posługuje się językiem nieskomplikowanym, bez zbytniej metaforyczności. Czasami rozbawi, często wywoła zadumę i rozrzewnienie, ale wprawi w zakłopotanie opisem pewnych zjawisk. Jej liryka jest poruszająca i niesamowicie ekspresywna.

mężczyźni są jednak potrzebni
jako temat
naszych ciągłych pogwarek
w drzwiach z dzieckiem na biodrze
ponad rozlanym mlekiem
nad zimną herbatą
nad skwaśniałą zawiścią: jej to się udało
w tym wszystkim chodzi tylko o opowieść
tej bez mężczyzny nie ma
tak się ułożyło
wszystkie wątki się dłużą
i nie widać pointy
pogwarka się rozprzęga
pora pójść do domu”[str. 26]

Poezja Ewy Gaworskiej jest niespieszna, może właśnie dzięki temu w jej tekstach znajdują się celne uwagi i wyraziste nastroje. Nie trzeba główkować nad sensem wierszy, próbując odpowiedzieć na pytanie „co autor miał na myśli?”. Wszystkie zebrane w tomiku teksty czyta się z prawdziwą przyjemnością, każde zdanie jest szlachetną, czystą konstrukcją, która urzeka prostotą. Dlatego grzechem byłoby nie spróbować poznać takich idealnych, harmonijnych tekstów.

Za możliwość przeczytani tomiku dziękuję wydawnictwu Miniatura,
a także portalowi Sztukater
Czytaj dalej »

Świat z perspektywy czterech kółek

Jeremy Clarkson

WYTRĄCONY Z RÓWNOWAGI

Wydawnictwo: Insignis
Data: 2012
Stron: 505
Oprawa: Miękka




Nie należę do zagorzałych fanów motoryzacji, chociaż marzenia o pięknych autkach nie są mi obce. Ostatnio, a właściwie po lekturze „Wytrąconego z równowagi”, śnię o Volvo XC60 T6 SE Lux, bo jak Jeremy Clarkson pisze: „Jest to samochód dla wyjątkowo pięknych kobiet, które rano będą jeździły nim na siłownię, wieczorem – po dzieci do szkoły, a po południu – do kochanka” , no ba, taki plan dnia nie jest zły, dla realizacji szalonych eskapad porzuciłam już Forda Kuga 2.0 TDCi Titanium, gwarantującego wjazd na każdą górę i przeprawę przez każdy strumień, ale przejdźmy do rzeczy. Uwielbiam Jeremiego Clarksona, który wraz z dwoma innymi moimi ulubieńcami: Jamesem Mayem i Richardem Hammondem, prowadzi program poświęcony samochodom - Top Gear. Poza tym Clarkson pisze cotygodniowe felietony dla The Sunday Times i dla The Sun. Z tychże właśnie felietonów składa się błyskotliwa, pełna humoru pozycja „Wytrącony z równowagi”.

Moje wymarzone Volvo XC60 T6

Nie trzeba wyróżniać się wyjątkową pomysłowością, żeby domyślić się, że każdy z felietonów dotyczy konkretnej marki samochodu, jednak Clarkson wykorzystując swoją bogatą wiedzę na temat czterech kółek, jak również niezwykłe doświadczenia, dodatkowo prowadzi czytelnika przez liczne spostrzeżenia dotyczące otaczającego go świata. Dlatego w tekstach nie tylko dowiemy się od jakiego samochodu jest lepszy wózek sklepowy, czy jaka marka jest warczącą, ostrą pięknością, ale też poznamy „uroki” ośrodka narciarskiego Sankt Moritz, w którym to wiodą prym kosztowne fryzury, tytuły i kosmiczne ceny, dowiemy się co powoduje, że Clarkson jest wstanie kląć przez ponad dwie minuty, bez zająknięcia i nie powtarzając ani jednego słowa, a także dlaczego uważa, że mycie samochodów to strata czasu . Mało tego,  zgłębimy teorię na temat sedna kapitalizmu oraz zasad bezpiecznej jazdy według Jeremiego Clarksona, m.in., „ Kodeks drogowy zawiera wiele ogólnych wytycznych dla ludzi starszych. Ja też mam dla nich wytyczną. Oto ona: ruszać się, do cholery!” lub „ To prawdziwa obsesja, co każdy dziś wygaduje, na temat prędkości – że prędkość zabija. Nie zabija. Nie prędkość, lecz to, że się nagle zatrzymujecie – to właśnie to was załatwia.”

Jeśli bliski jest Wam program Jeremiego Clarksona (Top Gear), to na pewno wiecie, że dziennikarz ma wyjątkowe poczucie humoru, jeśli jednak obca jest Wam ta postać, ale za to bliskie są pasje motoryzacyjne, i daj Bóg skusicie się na „Wytrąconego z równowagi” to naszykujcie się na specyficzny żart, lekceważący styl, multum sarkazmu oraz wywody z przymrużeniem oka, ponieważ Clarkson, mając miłość do samochodów we krwi, potrafi w sposób niesamowicie oryginalny i szczery przekazać swoją wiedzę na temat świata czterech kółek. Dziennikarz nie bawi się w sentymenty, jego żart niekiedy jest grubo ciosany i kontrowersyjny, ale możemy być pewni, że opinie Clarksona są zgodne z rzeczywistością, mało tego, sposób w jaki zostają przekazane, gwarantuje niezłą zabawę.

"Przed wszystkim - po co w ogóle myć samochód? Nie będzie miał przecież śmierdzących pach ani trącących serem pachwin."

"Pokażcie mi kogoś, kto ma Subaru, a ja założę się, że jest to ktoś, kto rajdy uważa za dobrą zabawę. A skoro tak, to z pewnością oddycha przez usta, brakuje mu czoła, ma krótkie nogi i jedno - najprawdopodobniej koszmarnie poranione - oko."  

"Próba przekroczenia dozwolonej prędkości w tym samochodzie (Fiat Qubo 1.3. 16v MultiJet Dynamic) jest jak próba przekroczenia dozwolonej prędkości na krowie."

Szkoda tylko, że wiele z omawianych aut nie zobaczymy na naszych polskich drogach, cóż, realia produkcji, jak i ceny samochodów nie idą w parze z naszą rzeczywistością. Poza tym, brakowało mi zdjęć omawianych samochodów, niestety nie zawsze znamy daną markę, ewentualnie nasza wyobraźnia nie jest wstanie odtworzyć obrazu komentowanego samochodu, dlatego ograniczona liczba fotek nie sprzyjała wygodzie czytania. Jednak takie niedociągnięcia to żadna wada, ważne że książkę czyta się bardzo przyjemnie, a obrazowy przekaz pobudza kreatywność i wydzielanie endorfin, a to w końcu najważniejsze. Tytuł ten chciałabym polecić każdej osobie, ale nie ma co się oszukiwać, największą radość z lektury będą mieli fani Jeremiego Clarksona, i miłośnicy motoryzacji.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Insignis, a także portalowi Sztukater
Czytaj dalej »

W obięciach magii, pożądania i zemsty

Kaari Utrio

SPIŻOWY ŁABĘDŹ

Wydawnictwo: Szara Godzina
Oprawa: Miękka
Data: 2012
Stron: 538



Kaari Utrio jest historyczką i fińską pisarką, autorką wielu dzieł popularnonaukowych, jak również powieści historycznych. Prace Utrio chwalone są za doskonałą narrację, wyśmienity klimat charakterystyczny dla skandynawskich sag, mistrzowskie łączenie fikcji z historycznymi faktami oraz znakomite opisy codziennego życia widzianego oczyma kobiet. Zachęcona tego typu rekomendacjami, postanowiłam na własnej skórze przekonać się, jak smakuje twórczość Utrio, i mimo że obawiałam się historycznego tła, to jednak niesłabnąca miłość do skandynawskich sag, pokonała mój niepokój, dlatego bez zbytniego ociągania, zatopiłam się lekturze „Spiżowego łabędzia”, pierwszego tomu historycznego cyklu, który przenosi nas do fascynującego świata średniowiecza.

Akcja powieści rozpoczyna się w Finlandii XI wieku, kiedy na świat przychodzi panna mgieł i oparów -  Terhen, gdyż jak się okazuje, dziewczę przecudnej urody, posiada zdolność zaklinania mgieł, tamowania krwi oraz umiejętność odwiedzania świata zmarłych. Bezlitosne czasy nie sprzyjają dziecku, Terhen aby przeżyć zostaje oddana na wychowanie do swojej babki, tam, towarzysząc szamanowi w zaklęciach, przemierza czeluść świata zmarłych i podróżuje po mrocznym borze oddając cześć prabogom. Jednak rodzinne zależności i niespokojne czasy sprawiają, że dziewczyna trafia pod opiekę Gudmunda Kupca, gdzie poznaje Eryka Mocnego, chłopca ogromnego i paskudnego jak leśny gnom. Między Terhen a Erykiem rodzi się silna więź, tak wielka, że kiedy w wyniku przeróżnych perturbacji, Eryk chroniąc życie swojej przyjaciółki, przedstawia ją jako córkę szwedzkiego króla, Torgerdę, która zginęła podczas próby porwania. Od tej pory w Terhen zachodzą zmiany; staje się silną, ale bezlitosną królową, która tracąc swoją tożsamość oraz miotając się pomiędzy pogaństwem a chrześcijaństwem, coraz bardziej zaczyna wierzyć w wymyślone kłamstwo, zaś przemierzając szlak między Kijowem, Konstantynopolem, aż po Węgry, Francję i Anglię poznaje dworskie życie, pełne okrucieństwa, układów polityczno-religijnych, a także struktur społecznych i zwyczajów władzy, w tym tajemnic alkowy. 
 
Już od pierwszej strony zostałam oczarowana tą niesamowitą powieścią. Książka została napisana z rozmachem i ogromną dbałością o szczegóły, jest fascynującą, magiczną, ale też surową podróżą przez średniowieczną Europę, w której toczy się nieustanna walka Kościoła z pogaństwem, przemocą i rozpustą. „Spiżowy łabędź” jest zapierającą dech w piersiach sagą, która charakteryzuje się wielką dbałością o realia i niezwykłą atmosferą. Autorka doskonale oddała mroczny, posępny nastrój ówczesnych czasów, wiernie opisując codzienne życia dworu, prawdziwie oddając myśli i spostrzeżeń ówczesnych ludzi oraz tworząc zaskakujący wątek romansowy, pozbawiony infantylizmu i słodkich słówek. Przepiękną opowieść o losach Terhen, dopełniła wyrazistymi kobiecymi postaciami oraz dzielnymi, często narowistymi wojami, dla których niestraszny ból, krew, i brutalne walki. W książce pojawiają się również autentyczni bohaterowie, jednak fakty historyczne są swobodnie interpretowane, aby nadać odpowiedniej formy opowiadanej historii.

Bez wątpienia Kaari Utrio jest wyśmienitą pisarką, której historyczna wiedza pozwoliła stworzyć pasjonującą, pełną przygód opowieść, która obfituje w  dopracowane opisy, świetne dialogi oraz pełną emocji fabułę, gdzie rządzi namiętność, zemsta rodowa i koligacje rodzinne. Książka mimo swojej wyjątkowości ma niewielkie mankamenty, jak np. przegadane fragmenty i zagmatwane relacje, na szczęście tablice genealogiczne rodów królewskich występujących w powieści, znacznie ułatwiają czytania, poza tym intrygująca treść pełna uniesień i tajemnic sprawia, że "Spiżowy łabędź jest niezapomniana pozycją, którą polecam wszystkim miłośnikom powieści historycznych.


Drugi tom sagi nosi tytuł „ Waleczny jastrząb”

Pierwsze wydanie książki: „Miedziany ptak”, Oficyna Wydawnicza "Alma-Press", rok 1997


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Szara Godzina, a także portalowi Sztukater
Czytaj dalej »

Poczucie humoru a sprawy wysokiej rangi

Alessandro Prozato

HUMOR I WIARA
ANEGDOTY I HISTORYJKI

Wydawnictwo: Salwator
Oprawa: Miękka
Data: 2006
Stron: 380


„Stańmy się poważniejsi: nauczmy się śmiać.”
G. Guareschi

Alessandro Pronzato jest dziennikarzem, duszpasterzem, rekolekcjonistą i poczytnym katolickim pisarzem - autorem ponad 100 książek, przetłumaczonych na kilkanaście języków. Prace włoskiego księdza chwalone są za lekkość stylu, humor, jasny przekaz oraz śmiałość poruszania najistotniejszych treści religijnych, które budzą emocje i zmuszają do refleksji. Jako że nie stronię od publikacji chrześcijańskich, postanowiłam zaryzykować i poznać jedną z książek tego autora. Na szczęście z wyborem lektury nie było problemu; wydawnictwo Salwator w swoich zasobach ma sporą ilość prac Alessandro Prozato, a że poczucie humoru jest mi wyjątkowo bliskie, to postawiłam na „Humor i Wiara. Anegdoty i historyjki”.

Wybrane tytuły książek A. Pronzato dostępne na stronie wydawnictwa Salwator



Już po samym tytule można domyśleć się czego dotyczy treść książki, oczywiście ma ona związek z radością, z wyzwalającym śmiechem i „zdrową” ironią, reasumując, odnosi się do umiejętności żartowania z rzeczy poważnych czyli religii i wiary. Autor posługując się ogromną ilością cytatów, przypowieści i żartów próbuje przełamać pewne tabu związane z poglądem, że człowiek inteligentny, wierzący, nie żartuje ze świętych, ani nie akceptuje żartów związanych z religią, ponieważ umniejsza to rolę kwestii chrześcijańskich.

Cieszy mnie, że powstała tego typu książka, gdyż mam wrażenie, że coraz więcej osób zapomina, że zachowanie zdrowego dystansu do pewnych rzeczy jest koniecznością, co więcej, radość wiary, unikanie nadmiernego patosu i dostrzeganie humoru w pewnych doniosłych zagadnieniach nie stwarza chorych sytuacji, ani nie prowokuje absurdalnych spraw o obrazę uczuć religijnych. Podobało mi się w jaki sposób autor udowadnia konieczność radowania się, uważa wręcz, że najwyższy czas uznać poczucie humoru za obowiązek. Tym bardziej, że Bóg ma wyjątkowe poczucie humoru, i nawet w surowym Starym Testamencie istnieje przejaw boskiej błyskotliwości i humoru. Poza tym wiele wnikliwych interpretacji biblijnych udowadnia, że w Kościele jest się z czego śmiać, na dowód tego – między innymi - zostają przytoczone zabawne wypowiedzi dzieci np.,
Ja wierzę w Boga, bardzo głęboko, ale nie umiem wyjaśnić czy się urodził, czy nie” [str. 254] albo „Jezus zmartwychwstał, bo chciał zjeść wielkanocne jajko” [str. 256]

Zabawnych tekstów w tej książce jest wiele, ale praca Alessandro Pronzato nie służy tyko zwykłej rozrywce, ponieważ ma również charakter filozoficzno-moralny, pozwala zaangażować się w chrześcijaństwo i znaleźć właściwe proporcje wobec tego, co nas w życiu spotyka. Humor i śmiech dodają lekkości, pomagają w walce ze złem, dystansują i często wyrażają osiągniętą wolność, oczywiście nie dotyczy to żartu wulgarnego, bezmyślnego czy banalnego, ale tego, będącego oznaką mądrości, który uwalnia z uprzedzeń, własnych – niekoniecznie właściwych – przekonań czy oczekiwań. Podsumowując, uważam że „Humor i wara. Anegdoty i historyjki” to bardzo interesująca i rzetelnie przygotowana pozycja, której czytanie jest przyjemnością i duchową strawą.



Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Salwator, a także portalowi Sztukater.
Czytaj dalej »

Polskie piekiełko.Obrazy z życia elit emigracyjnych 1939-1945

Sławomir Koper

POLSKIE PIEKIEŁKO
OBRAZY Z ŻYCIA ELIT EMIGRACYJNYCH 1939-1945

Wydawnictwo: Bellona
Oprawa: Miękka
Data: 2012
Stron: 440



Historyk ze mnie żaden, przykre doświadczenia z czasów licealnych skutecznie zniechęciły mnie do poszerzania wiedzy w tym zakresie, ale, ciekawość pozostała, dlatego nie mogłam odmówić sobie przyjemności przeczytania książki Sławomira Kopra „Polskie piekiełko. Obrazy z życia elit emigracyjnych 1939-1945”, tym bardziej że autor, cytuje „W swoich książkach stara się pokazać historię „z ludzką twarzą”; ważne osobistości w dziejach naszego kraju w życiu codziennym, nie unikając drażliwych tematów. Wychodząc z założenia, że życie prywatne, z jego wszystkimi składnikami jest ważną częścią biografii każdego człowieka, porusza tematy z reguły pomijane przez innych badaczy”*

Przedstawienie losów socjety emigracyjnej w czasach wojennej polski w sposób odważny, często przekraczający zdystansowaną wiedzę podręcznikową bardzo mnie zaciekawiły, w końcu co jak co, ale ukazanie historii przez fakty mało znane jest dla niedoświadczonego czytelnika beletrystyki historycznej niezwykle atrakcyjne i stanowi doskonały wabik do poznania nieznanych wydarzeń. Zatem nie ma mowy o tym, aby podczas owej lektury czuć znużenie czy też zagubienie wywołane nadmiarem informacji.

Książka już od samego początku jest pasjonującą lekturą, która rozpoczyna się od ukazania krajobrazu panującego po śmierci marszałka Józefa Piłsudskiego. Autor podpierając się wspomnieniami znanych osobistości, m.in. Dąbrowskiej, Wierzyńskiego oraz Dmowskiego, w sugestywny sposób oddaje nastrój żałobnych dni, atmosferę polityczną, a także sytuację państwa w przededniu wojny widzianej oczami literatów. W kolejnych rozdziałach przedstawione są kulisy rządu gen. Sikorskiego oraz fascynująca postać niedoszłego prezydenta Rzeczypospolitej generała Bolesława Wieniawy-Długoszewskiego. Dowiadujemy się też o sekretach rządu emigracyjnego, w tym o haniebnych poczynaniach profesora Stanisława Kota, ministra bez teki w rządzie Sikorskiego. Bliżej przyjrzymy się postaci generała Kazimierza Sosnowskiego – zdolnego, aczkolwiek niedocenianego oficera i polityka, poznamy losy Ignacego Mościckiego oraz okoliczności internowania dyplomaty Józefa Becka. W książce Sławomira Kopra nie zabrakło dziejów wojennych i powojennych grupy Skamander, politycznej oraz prywatnej historii Władysława Andersa (zaryzykuję stwierdzenie, że okładka przestawia Andersa i jego drugą żonę Renatę Bogdańską), jak również zagadkowych kolei losów Józefa Retingera i pięknej agentki brytyjskiej tajnej służby Krystyny Skarbek 
 
Krystyna Skarbek
Gen. Bolesław Wieniawa-Długoszewski

Docieramy także do rozdziałów w których mowa o obozach odosobnienia stworzonych przez polskie władze dla polskich oficerów, przeciwników politycznych rządów gen. Sikorskiego. Muszę przyznać, że jest to wstydliwa karta w historii polski, czytanie o poczynaniach osadzonych jest dotkliwe i mocno żenujące. Na szczęście rozdział o życiu codziennym niepokornych polskich lotników RAF-u, co nieco wpływa na zmianę nastroju, tym bardziej że piloci wykazywali się ogromną fantazją, nie tylko w kwestii pilotowania, ale też w zakresie stosunków męsko-damskich, przy okazji dowiemy się dlaczego Anglicy myśleli, że duma polskiego lotnictwa zamierza popełnić zbiorowe samobójstwo oraz dlaczego piloci zaczęli raczyć się... mlekiem.

Piloci RAF-u

Nie wiem na ile autor zachował obiektywizm przygotowując tę książkę, ale stworzony przez niego obraz polskiej emigracji niekiedy jest bardzo szokujący, teoretycznie nie powinno to dziwić, gdyż życie prywatne, a także polityczne bywa kontrowersyjne. Jednak wyciągnięte na światło dzienne grzeszki elity politycznej; wszelkie rozgrywki personalne, wstrząsające konflikty, romanse i epizody z hulaszczego trybu życia burzą typowy wizerunek ówczesnej emigracji. Podejrzewam, że nie każdemu czytelnikowi spodoba się ton publikacji Sławomira Kopra, ale na ten temat najlepiej wypowiedziałyby się osoby specjalizujące się w okresie międzywojennym dziejów Polski. Dla mnie, laika „Polskie piekiełko...” to lektura fascynująca, w której znalazłam multum ciekawych, zaskakujących informacji, ogrom interesujących cytatów i prywatnych zapisków znanych osobistości, ponadto, zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę współczesna arena polityczna niewiele różni się od tej po klęsce wrześniowej. Zawiść, skandale, bezwzględna walka o władzę to stałe elementy charakteryzujące naszych polityków, szkoda tylko, że cechy te często dominują nad wartościowymi dokonaniami naszych rodaków.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Bellona, a także portalowi Sztukater.



Czytaj dalej »

Jedyna prawda

Olle Lönnaeus

JEDYNA PRAWDA 

Wydawnictwo: REA
Data: 2012
Strona: 416
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami




"Pokuta" debiutancka powieść Olle Lönnaeusa zdobyła nagrodę Szwedzkiej Akademii Pisarzy Kryminałów za najlepszy debiut roku. Kolejna książka „Wielkie serce Mike'a Larssona” otrzymała wiele nominacji oraz została laureatką Nagrody Południowej Szwecji za Kryminał Roku 2011. Po przeczytaniu jego najnowszej powieści „Jedyna prawda”, śmiem twierdzić, że i tej książce dostanie się kilka wyróżnień, gdyż Olle Lönnaeus zna się na tym co robi; po pierwsze, potrafił stworzyć całkiem niezłą intrygę w której zgrabnie porusza istotne kwestie psychologiczno-obyczajowe, po drugie, oczarował mnie swoja zdolnością do tworzenia sugestywnych obrazów, a po trzecie, przełamał mój opór do skandynawskich kryminałów, i za to mu chwała.

Kiedy nad skańską równiną szaleje burza śnieżna, Joel Lindgren dostaje niepokojący telefon od swojego ojca, Martena, z którym nie miał kontaktu od dwudziestu lata. Mimo że do swojego rodzica czuje tylko i wyłącznie nienawiść, to jednak nie potrafi zlekceważyć tej wiadomości i chociaż jest grubo po północy, zakłada na siebie ciężki kożuch, uzbraja się w winchestera i siekierę, i walcząc z zamiecią, wyrusza do rodzinnego miasteczka. Niestety w zaniedbanym domu ojca zastaje go: ziąb, cisza, martwe ciało Martena wiszące na haku pod sufitem i namalowany na ścianie napis – Gniew Boga. Rozpoczyna się drobiazgowe śledztwo, tym bardziej że istnieje prawdopodobieństwo, że ojciec Joela naraził się islamskim ekstremistom, malując proroka Mahometa pod postacią świni.

Z czym mamy do czynienia w „Jedynej prawdzie”? Oczywiście ze zbrodnią, która według mnie jest tłem do ukazania złożoności relacji międzyludzkich, jak również do zilustrowania problemów społecznych Szwecji. To interesujące połączenie sprawia, że powieść robi wrażenie, zaskakując poruszanymi tematami, i z całą pewnością nie jest lekturą służącą tylko i wyłącznie rozrywce, której celem jest odkrycie zabójcy, a tym samym dostarczenie ekscytujących chwil niepokoju, ponieważ jest to poruszająca historia o potrzebie tożsamości, bliskości, a także złożoności relacji, zaś zabójstwo jest okolicznością do poznania jedynej prawdy.

Trzeba przyznać, że autor jest mistrzem w kreowaniu osobliwych postaci oraz w budowaniu skomplikowanych korelacji interpersonalnych. W tej surowej opowieści główny bohater przedziera się przez ogrom pytań dotyczących więzów krwi, musi poradzić sobie z bolesnymi wspomnieniami i nowym wizerunkiem ojca, wyłaniającym się z opowiadań ludzi, którzy oprócz tego, że sami stanowią zagadkę, w istotny sposób wpłynęli na osobowość Martena. Oprócz tego mamy możliwość śledzenia psychologicznego starcia pomiędzy inspektor Fatimą, a fanatycznym Osama al-Deinem, w który myślą przewodnią jest istota kłamstwa, dobra i zła. Jakby tego było mało, pojawia się też aspekt społeczny, w którym piękna i bogata Szwecja ukazuje swoje mroczne, niedoskonałe oblicze.

Autor w atrakcyjny sposób powiązał wszystkie te elementy, ubierając historię w wzbudzające emocje zwroty wydarzeń, i pomimo że akcja nie zalicza się do wyjątkowo dynamicznych, to jednak szereg zaskakujących wiadomości i tajemniczych bohaterów sprawia, że książkę czyta się z podekscytowaniem, zwłaszcza że malownicze, niezmiernie przekonywujące opisy zimowego, mroźnego klimatu południowej Szwecji niesamowicie wpływają na wizualizację zaprojektowanego przez Olle Lönnaeusa tła powieści. 

 
Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu REA, a także portalowi Sztukater.
Czytaj dalej »

Rozdroża

Wm. Paul Young

ROZDROŻA

Wydawnictwo: Nowa Proza
Data: 2012
Stron: 326
Oprawa; Miękka





William P. Young jest autorem „Chaty”, powieści określanej mianem wydawniczego fenomenu, bestsellera, który sprzedał się w nakładzie 18 mln. egzemplarzy. Bardzo żałuję, że do tej pory nie udało mi się przeczytać tego tytułu... cóż, nie zawsze plany realizują się tak jak chcemy. Na szczęście miałam możliwość poznać kolejną pracę tego kanadyjskiego pisarza, pod dającym do myślenia tytułem „Rozdroża”. Ze względu na poruszane teologiczne zagadnienia książka nie należy do lektur łatwych, podejrzewam, że niejednej osobie będzie ciężko przełamać się do tej pozycji, jednak na mnie – człeku wątpiącym i bardzo krytycznym – zrobiła ogromne wrażenie, co więcej, stała się gorącym tematem rodzinnej dyskusji na temat roli Boga w życiu człowieka.

Anthony Spencer to człowiek sukcesu; chłodny, apodyktyczny, nie znający miłości, ani współczucia osobnik z socjopatycznymi zachowaniami i mistrzowską zdolnością manipulowania ludźmi. Do jego ulubionych zajęć należy roztaczanie aury strachu i odzieranie z resztek godności otaczających go ludzi. Przez swoje wyrachowanie i bezduszność stracił najbliższych ludzi: żonę, córkę i brata. Pewność podjętych decyzji utwierdza go w przekonaniu, że jego bezlitosne działania są właściwe, lecz mimo to, w głębi serca czuje niewyobrażalne spustoszenie spowodowane bólem i osamotnieniem, i kiedy w wyniku wypadku odnosi poważne obrażenia i w stanie śpiączki trafia na OIOM, dochodzi do dziwnego zjawiska. Anthony przenosi się do surrealistycznego miejsca, będącego metaforą jego wewnętrznego świata, w którym spotka Jezusa, Babkę, Jacka i kilka innych osób, które będą próbowały wyjaśnić jego relacje z Bogiem i otaczającym go światem, a jedną z metod będzie wysłanie Tony'ego z „misją na ziemię”.

Muszę przyznać, że moje pierwsze spotkanie z książką nie było najlepsze, raz, że wieloaspektowa i zagmatwana fabuła nie brzmiała zachęcająco, dwa, że wstęp nie zaliczał się do atrakcyjnych i prostych treści. Szczerze, miałam wielkie obawy czy przebrnę przez filozoficzne rozważania dotyczące istnienia, i nie chodzi o to, że boję się takiej tematyki, ale dlatego, że zastosowana alegoryczna wizja nieba i Trójcy Świętej z lekka różni się od chrześcijańskiego dogmatu, co niestety, pomimo mojej wyrozumiałości w tym zakresie, całkowicie nie przypadło mi do gustu. Poza tym trafiłam na zaskakujące powtórzenie całego akapitu [str. 9-11], spowodowało to lekkie zniesmaczenie i przyjęcie krytycznej postawy. Na szczęście – wreszcie – do czegoś przydał się mój upór, pokonałam pierwsze zniechęcenie i zaczęłam się rozkoszować mądrą i poruszającą opowieścią.

Książka Younga jest prostą historią, która co nieco przypomina Dickensowską „Opowieść wigilijną”. Anthony podobnie jak Scrooge, jest zamkniętym w sobie egoistą, zaś wypadek sprawia, że doświadcza duchowej przemiany; próbuje obalić mury swojej pyszałkowatości, zadufania, nauczyć się szacunku do ludzi, zaufania oraz doznać smaku prawdziwej wiary i miłości. W lekcji życia towarzyszą mu wyjątkowe postacie (nie tylko z wyżyn niebieskich) obdarzone fenomenalnymi charakterami, bardzo ciepłe, szczere i z ogromnym poczuciem humoru. Wielokrotnie wybuchałam śmiechem, czytając niekiedy absurdalne rozmowy Tony'ego z Maggie, pielęgniarką z onkologii dziecięcej, ale też ogromna ilość uczuciowych treści budziła moje emocje i wywoływała łzy wzruszenia. Za pewne zasługa w tym duża pięknie ubranych zdań, które trafnie oddawały psychiczne stany bohaterów i przenikały do głębi.

„Rozdroża” to piękna powieść, ukazującą moc trzech podstawowych wartości: wiary, nadziei i miłości. Obnaża ona skutki zatracenia sensu życia oraz porzucenia zasad etycznych, ale warto zauważyć, że oprócz tych przewodnich motywów, autor umiejętnie porusza tematy dyskryminacji, a także stereotypowego myślenia, czy seksizmu. Powieść jest inspirującą lekturą, niekoniecznie lekką i przyjemną, jednak na pewno wartą poznania.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Nowa Proza, a także portalowi Sztukater

Czytaj dalej »

Pływanie. Profesjonalnie o sporcie

Nic Newell, Dan Cross, Paul Cowcher, Tommaso Bernabei

PŁYWANIE
PROFESJONALNIE O SPORCIE

Wydawnictwo: Muza
Data: 2012
Stron: 160
Oprawa: Miękka, broszurowa



Pływanie to moja pasja, kiedyś kilka razy w tygodniu zjawiałam się o szóstej rano na basenie, żeby móc w spokoju popływać. Dzięki systematycznym ćwiczeniom prawie do perfekcji opanowałam styl klasyczny (żabkę) i styl dowolny (kraul), co mnie ogromnie cieszy, bo wreszcie skończyło się moje chaotyczne bełtanie wody.

Mimo że od mojej przygody z pływaniem minęło trochę czasu, to nadal jestem sympatykiem tej formy sportu i często podczytuję literaturę fachową, tak też było w przypadku książki „Pływanie. Profesjonalnie o sporcie”. Autorzy tej publikacji to fachowcy w swojej dziedzinie: Nic Newell – zdobywca trzech medali na Igrzyskach Pacyfiku Młodzieży, Dan Cross – pływak, obecnie profesjonalny trener, Poul Cowcher – pracownik w sektorze zdrowia i kondycji fizycznej, trener osobisty oraz Tommaso Bernabei – scenarzysta i autor poradników, dietetyk włoskiego klubu pływackiego. Panowie wykonali świetną robotą tworząc doskonałą instruktażową pozycję, przeznaczoną głównie dla pływaków, którzy pragną osiągnąć realne sukcesy w tej dziedzinie sportu.


Książka jest doskonale przygotowana i bardzo czytelna. Zaczyna się krótkim, ale treściwym wprowadzeniem. Następnie zostają przybliżone techniki i taktyka pływania stylów: klasycznego, dowolnego, motylkowego oraz grzbietowego. Objaśniono również starty ze słupka, nawroty i finisze. W rozdziałach tych znajduje się wiele cennych porad i przestróg, dla ułatwienia autorzy stworzyli zwięzłe podsumowania w formie listy przypominającej. W dalszej części przedstawiono trening przekrojowy, którego celem jest wzmocnienie mięśni, zapobieganie urazom, zwiększenie motywacji i utrzymanie dobrej kondycji. Precyzyjnie zilustrowano ćwiczenia poza basenem, z anatomicznym podkreśleniem pracującej grupy mięśni oraz wyjaśniono jaki wpływ ma dane ćwiczenie na efektywność pływania. Kolejnym krokiem jest przybliżenie zasad właściwego odżywiania z podziałem na podstawowe grupy: węglowodany, białka, tłuszcze i płyny, jak również bazę apetycznych przepisów na zbilansowane dania. W dziele końcowym znajduje się bonus dla zainteresowanych, czyli szczegółowy program treningowy. Dodam jeszcze, że opracowanie graficzny książki jest godne pochwały. Dobrej jakości papier i ogromna ilość zdjęć z adnotacjami o tym jak należy wykonywać poszczególne zadania, oraz co robić w wodzie, żeby pływać szybciej i coraz lepiej jest bardzo cennym dodatkiem.

Publikacja wydawnictwa Muza, jest lekturą kierowaną do osób dla których pływanie to coś więcej niż tylko relaks, czy praca nad dobrą formą fizyczną. To profesjonalna pozycja dla pływaków, którzy pragną udoskonalić swój warsztat i poprawić czas, dzięki czemu będą pływać efektywniej, a tym samym, osiągać coraz lepsze wyniki. 

 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Muza, a także portalowi Sztukater.
Czytaj dalej »

Julian i Irena Tuwim dzieciom

Julian Tuwim, Irena Tuwim

JULIAN I IRENA TUWIM DZIECIOM

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data: 2012
Stron: 280
Oprawa: Twarda
Ilustrator: Adam Pękalski



Było ich [bzików] w moim dzieciństwie dużo; szły nieustannym ciągiem, jeden za drugim; ledwo się który kończył – już był następny. Oddawałem się każdemu z niesłychaną pasją i pracowitością – i to we mnie zostało: nadal bzikuję co pewien czas w innym gwałtownym zainteresowaniu. Coś muszę wertować, w czymś szperać, dłubać, coś zbierać, kolekcjonować..[...] Po co? Nie wiem. Sadzę, że po to, aby w przyszłości być poetą.”
Julian Tuwim, „Tam zostałem. Wspomnienia młodości”
(J. i I. Tuwim dzieciom, str. 13-15)

Juliana Tuwima nie trzeba w sposób szczególny przedstawiać, ponieważ ten znakomity poeta, satyryk, tłumacz, autor skeczy, piosenek i wierszy jest jednym z najpopularniejszych pisarzy dwudziestolecia międzywojennego, poza tym jego nowatorskie utwory dla dzieci należą do najlepiej znanych wierszy w historii literatury polskiej, któż nie kojarzy „Okularów”, „Lokomotywy”, „Rzepki” czy „Zosi Samosi” . Autor wraz z Janem Brzechwą jest twórcą nowoczesnej szkoły poezji dziecięcej, w której wykorzystywane jest całe bogactwo artystycznych środków wyrazu, dlatego nie wiem czy znajdzie się chociaż jedna osoba, która odważy się powiedzieć, że dzieła dla dzieci Juliana Tuwima są nudną i nic nie wnoszącą treścią.

Ku uciesze dzieci i dorosłych nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia ukazał się zbiór wierszy, bajek oraz opowiadań autorstwa Juliana i Ireny Tuwim. Warto pamiętać, że Irena Tuwim – podobnie jak jej starszy brat – była poetką i prozaikiem, jej utwory dla dzieci takie jak „Marek Wagarek”, „Co okręt wiezie” czy bajka „O pingwinie Kleofasku i Pampilio” na stałe zapisały się w pamięci najmłodszych czytelników. Co więcej siostra wieszcza była cenioną tłumaczką literatury dla dzieci i młodzieży. Jej tłumaczenie książek o przygodach Kubusia Puchatka czy Mary Poppins nie mają sobie równych. Poza tym przełożyła powieści Edith Nesbit, teksty Walta Disney oraz baśnie braci Grimm.

W przepięknej książce „Julian i Irena Tuwim dzieciom” znajdują się najbardziej znane i najpiękniejsze utwory rodzeństwa Tuwimów. Muszę przyznać, że z wielkim sentymentem czytałam te wszystkie wiersze i wierszyki, bajki i bajeczki, gdyż teksty te są uroczym wspomnieniem dzieciństwa, dlatego uważam że publikacja Naszej Księgarni jest unikatowym zbiorem, który powinien znaleźć się w biblioteczce każdego malucha. Prace Tuwimów to pouczające, zabawne i rezolutne treści, z inteligentną grą słów, interesującymi rymami oraz błyskotliwością językową. Atrakcyjności tej pozycji dodają również umieszczone we wstępie fragmenty wspomnień Juliana i Ireny o czasach dzieciństwa. Teksty te są niezmiernie osobiste, sugestywne i ogromnie zajmujące.

W tym przecudnym wydaniu, oprócz wyjątkowych tekstów, trafimy na niesamowite, zachwycające grafiki Adama Pękalskiego. Dziwić to nie powinno, ponieważ ilustrator jest laureatem licznych nagród i wyróżnień w konkursach plastycznych, oprócz tego zajmuje się ilustracją prasową i reklamową, a także komiksem i malarstwem. Rysunki Adama Pękalskiego ogromnie cieszą oczy, feeria barw, kształtów jest zniewalająca i doskonale umila lekturę, bo pomimo że książka bogata jest w atrakcyjne treści, to dodatkowo jej fenomenalna oprawa graficzna oczaruje niejednego młodego czytelnika. Ze swojej strony polecam to bajeczne wydanie, gdyż jest to unikatowa i obowiązkowa pozycja.

Julka przez całe życie uważałam za czarodzieja. Nie pamiętam już, od czego i kiedy się to zaczęło […] Wiem tylko, że zawsze był czarodziejem” (IT, str. 95-96, J. i I. Tuwim dzieciom, str. 13)



Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia, a także portalowi Sztukater.


Czytaj dalej »